O tarnobrzeskiej piłce, o koszykówce, a przede wszystkim tarnobrzeskim sporcie...
RSS
środa, 29 marca 2017

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

W rundzie wiosennej, pod bramką rywali jak na razie ofensywnych graczy Siarki skutecznie starają się wyręczać obrońcy. Po trafieniu Jana Grzesika w meczu z  Błękitnymi Starogard w sobotę przeciwko Kotwicy Kołobrzeg swojego premierowego gola w zielono-czarno-zółtych barwach zaliczył Bartosz Walencik.

Końcówka meczu z Błękitnymi. Przeciętnie grająca tego dnia Siarka przegrywa 0-1 i ma rzut wolny z bocznego sektora boiska. Do piłki podchodzi Daniel Koczon i miękko wrzuca ją w pole karne, a tam jak zwykle najwyżej skacze Krzysztof Ropski. Jego próbę zatrzymuje bramkarz, ale po chwili przy dobitce Jana Grzesika niewiele ma już do powiedzenia. Dla bocznego obrońcy Siarki to pierwszy zdobyty gol w tarnobrzeskim klubie. Po dwóch tygodniach wyczyn Grzesika w dość podobnych okolicznościach skopiował Bartosz Walencik.

Obrońca Siarki na swojego pierwszego gola w barwach Siarki czekał od samego początku przygody z tarnobrzeskim klubem. - Przy takim wzroście i warunkach muszę wreszcie coś strzelić - mówił przed rozpoczęciem rundy wiosennej Walencik. Za słowami obrońcy, który w przeciągu ostatnich sezonów stał się ostoją spokoju i solidności tarnobrzeskiej defensywy w sobotę poszły czyny. W podbramkowym zamieszaniu rosły defensor otworzył wynik sobotniego spotkania z Kotwicą Kołobrzeg.

Walencik poza zdobytą bramką w sobotę wyróżniał się dużą pewnością i opanowaniem, czyli cechami, które nabył podczas gry w  Siarce. Krytykowany w przeszłości za zbyt wiele pomyłek 20-latek w drużynie Włodzimierza Gąsiora nie ma już takich problemów. Od 2014  powoli dorastał piłkarsko do swoich poprzedników z Siarki (Mirosława Barana i Łukasza Nadolskiego), stając się w obecnym sezonie prawdziwym liderem, a także idealnym symbolem niezwykle młodej tarnobrzeskiej drużyny.

Twardy, nieustępliwy, a przede wszystkim ukierunkowany na swoją piłkarską przyszłość Walencik, w całości wypełni swój obowiązujący do czerwca kontrakt w Siarce. Jeśli w tej rundzie utrzyma swój dotychczasowy poziom, to bez wątpienia jego wartość jeszcze bardziej wzrośnie. Obrońca Siarki jak na razie spełnił swoje pierwsze marzenie - Gdy coś już wpadnie, to może zadziała prawo serii - dodał Walencik, który na upragnionego gola czekał prawie trzy lata. Było warto.

Hubert Mikusiński

00:19, dante1002
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 marca 2017

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Długą drogę musiała przebyć Siarka Tarnobrzeg aby odnieść pierwsze wiosenne zwycięstwo przed własną publicznością. Trzy punkty w starciu z Kotwicą Kołobrzeg gospodarze zapewnili sobie w samej końcówce, gdy drogę do bramki w sytuacji sam na sam znalazł Michał Żebrakowski. Dzięki wygranej tarnobrzeski zespół umocnił się na piątej pozycji, a przede wszystkim utrzymał dystans do czołowej czwórki.

Po triumfie w Zambrowie i perspektywie ciężkich wyjazdowych spotkań  w Częstochowie i Opolu, piłkarze Siarki w sobotę mieli idealną okazję aby powiększyć swój dorobek o komplet punków. Rywalem zespołu Włodzimierza Gąsiora była przedostatnia w II lidze Kotwica Kołobrzeg, której w historii jeszcze nigdy nie udało się pokonać tarnobrzeskiej drużyny. W sobotę ta tendencja została potrzymana, ale zwycięstwo gospodarzom nie przyszło tak łatwo, jak niektórzy mogli przypuszczać.

Niestroniący od ryzyka Włodzimierz Gąsior na mecz z Kotwicą zdecydował się wystawić skład składający się z aż ośmiu młodzieżowców (średnia wieku 21,2) , sadzając na ławce m.in Marcina Stefanika, który przed tygodniem zapewnił Siarce komplet punktów w Zambrowie. Ryzyko początkowo się opłaciło, bo Siarka od początku rzuciła się do ataku i swoją przewagę udokumentowała już w 17 minucie. Największą przytomnością w polu karnym popisał się Bartosz Walencik, który po dośrodkowaniu Dawidowicza z rzutu wolnego wykorzystał podbramkowe zamieszanie. Gdy wydawało się, że do przerwy wynik się nie zmieni na strzał zza pola karnego zdecydował się Sobków. Piłka po drodze odbiła się jeszcze od Mateusza Czyżyckiego i całkowicie zmyliła próbującego interweniować Dybowskiego.

Na drugą połowę Siarka wyszła już ze Stefanikiem i Głazem. Najbardziej doświadczony z przebywających na boisku zawodników miał przede wszystkim uporządkować grę i poprowadzić swój zespół do zwycięstwa. Głaz z kolei miał wykorzystać dużo wolnej przestrzeni na skrzydłach. Wraz z upływem drugiej połowy, listę zmienników uzupełnił jeszcze Żebrakowski i to właśnie on po podaniu Głaza wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Siarka zasłużonego zwycięstwa z rąk już nie wypuściła, głównie za sprawą świetnie interweniującego w końcówce Dybowskiego.

OCENY POMECZOWE:

Karol Dybowski - 7,5 Wiosną jest w znakomitej formie, co potwierdził w konfrontacji z Kotwicą. Zwłaszcza w drugiej połowie pomógł drużynie fantastycznymi interwencjami, bez których Siarka nie wywalczyłaby trzech punktów. Przy golu zupełnie bez szans. Doczepić się można tylko do kilku zagrań nogami.

Jan Grzesik - 6,0 Solidny. W defensywie bez wpadek. Ofensywniej zagrał w drugiej połowie. Idealną centrę posłał na głowę Ropskiego.

Bartosz Walencik - 7,5 Wreszcie się wstrzelił w bramkę. Strzelał niemal w każdym meczu (16 strzałów w tym sezonie) ale piłka do tej pory wpaść do siatki nie chciała. W sobotę się udało głównie dzięki przytomności umysłu Bartka. Oprócz tego że strzelił gola wzorowo wywiązywał się z zadań defensywnych. Niby oszczędny w ruchach ale jak było trzeba przyśpieszyć to gnał jak do pożaru.

Radosław Sylwestrzak - 6,0 Po raz pierwszy zagrał jako kapitan Siarki. Po przerwie opaskę przekazał Stefanikowi. Pewny i zdecydowany.

Dawid Witkowski - 3,0 Słaby występ lewego obrońcy. Jego strefą najczęściej szły ataki Kotwicy. Słabo sobie radził z rywalami i nienajlepiej wyglądała jego współpraca z Dawidowiczem. Po przerwie został w szatni.

Tomasz Przewoźnik - 3,5 Miał zastąpić lekko kontuzjowanego Stefanika na pozycji defensywnego pomocnika, ale nie radził sobie zbyt dobrze. Miał fajne momenty, jednak ogólne wrażenie jego gry mocno średnie.

Grzegorz Płatek - 6,0 Nabiera doświadczenia i widać w jego poczynaniach coraz więcej pewności siebie. W drugiej połowie momentami bawił się z rywalami. A technikę ma wyśmienitą. Widać po prostu jakość w jego zagraniach.

Mateusz Czyżycki - 5,5 Przez pierwsze pół godziny spotkania jeden z lepszych na boisku. Aktywny, ciągnął grę zespołu do przodu, napędzał jego ataki, zbierał dużo bezpańskich piłek. Potem jedno słabsze zagranie, za chwilę drugie i trochę zgasł. Po przerwie zmieniony przez Żebrakowskiego.

Hubert Tomalski - 5,5 Zatraca się w dryblingach. Drybluje bez opamiętania. Ale wreszcie coraz skuteczniej. Wraca do formy z jesieni i znowu jest groźny. W sobotę najbliżej zdobycia gola był w pierwszej połowie, kiedy to jego strzał z lewej nogi wylądował na bocznej siatce.

Michał Dawidowicz - 5,0 Zaczął jako skrzydłowy i pierwsza połowa była w jego wykonaniu słaba. Zatarł złe wrażenie dobrą centrą w pole karne, po której do siatki trafił Waleńcik. Za to zagranie zapisujemy Michałowi asystę (druga w sezonie). W drugiej połowie pewniejszy na pozycji lewego obrońcy.

Krzysztof Ropski - 6,0 Świetnie wszedł w mecz. Umiejętnie przyśpieszał akcję drużyny. To on wywalczył rzut wolny po którym Siarka zdobyła pierwszego gola. W drugiej połowie dwa razy obsłużył podaniami Głaza. Doskonale wyszedł też w powietrze, jednak strzelił w spojenie słupka i poprzeczki. Dużo pracuje dla drużyny.

Michał Żebrakowski - 6,0 Napastnik równie wysoki co Ropski ale o zupełnie innych parametrach piłkarskich. Aktywny, próbował dryblingów, szukał gry w bocznych strefach. Wreszcie dostał idealne podanie od Głaza i strzałem między nogami pokonał bramkarza Kotwicy. W końcówce powinien lepiej zachować się w kontrze.

Marcin Stefanik - 5,5 Z nim zespół po prostu czuje się pewniej. Wszedł w drugiej połowie (na tygodniu narzekał na uraz) i wniósł w poczynania Siarki spokój i doświadczenie. Jedno fantastyczne uderzenie z daleka obronione przez bramkarza Kotwicy. Dwie pomyłki w środkowej strefie zakończone kontrami gości.

Jakub Głaz - 5,5 Początek miał taki sobie ale z biegiem czasu się rozegrał. Dwie fajne centry w pole karne, udane zagranie piętką. Złapał trochę pewności siebie. Zaliczył asystę przy golu Żebrakowskiego. Sam też powinien zakończyć mecz z golem ale zmarnował sytuację sam na sam. Jeden słaby moment w defensywie kiedy w jednej akcji dał się łatwo ograć, a chwilę później wystawił piłkę rywalowi na strzał.  

Konrad Zaradny - grał zbyt krótko aby go ocenić.

Hubert Mikusiński, Sławomir Strzałka

 

13:38, dante1002
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 marca 2017

Nie da się ukryć, że tchnął nowego ducha w spisywaną na straty piłkę w Mokrzyszowie. Wniosek szczególnie uzasadniony, gdy popatrzy się na dokonania jego zespołu na przestrzeni rundy jesiennej. O udanej pierwszej części sezonu, o swoim zespole oraz o planach na rundę wiosenną  porozmawialiśmy z Michałem Złotkiem.

Kiedy rozmawialiśmy na początku sezonu, zapytałem Cię, czy nie jesteś zaskoczony dobrymi wynikami swojej drużyny. Dzisiaj ponownie muszę zadać to samo pytanie - nie jesteś zaskoczony tak dobrą rundą jesienną w wykonaniu swojego zespołu?

Runda była dobra, ale mogła być jeszcze lepsza. W kilku meczach mogliśmy, a nawet powinniśmy zgarnąć komplet punktów. To by było dopiero zaskoczenie jakby Mokrzyszów znalazł się na półmetku rozgrywek w pierwszej piątce. 

Przed samym startem ligi wiele osób mówiło, że OKS Mokrzyszów będzie jednym z pierwszych kandydatów do spadku. Tymczasem macie za sobą niezwykle udaną rundę. Jak to się stało, że się udało?

Wiele osób skreśliło Mokrzyszów już dawno temu. Ja przychodząc do zespołu rozmawiałem z zawodnikami i powtarzałem, że bardzo łatwo możemy odmienić oblicze Mokrzyszowa, ale musimy pokazać charakter na boisku i to trafiło do drużyny. Kluczem do sukcesu było to, że drużyna jest zgrana i jeden za drugiego wskoczy w ogień.

Zaskoczenie tym większe, że przecież czasu na budowanie zespołu właściwie nie miałeś. Wszystko działo się na ''pędzącym stole ratunkowym''. Co według Ciebie jeszcze mogło być kluczowe dla reanimacji klubu, która jeszcze nie tak dawno była synonimem porażek?

Czas był właściwie tylko na załatwienie formalności związanych z zarejestrowaniem nowych zawodników w naszym zespole. Do klubu ściągnąłem chłopaków, których znałem wcześniej i w których umiejętności wierzyłem. Robert Biało, Sebastian Ozimek to zawodnicy którzy ocierali się o 2 ligę w Siarce Tarnobrzeg. Kamil Bażant, Marcin Ujda, Patryk Bałata przeszli cały cykl szkolenia młodzieżowego w tym klubie. Dołożyć do tego doświadczenie zawodników, którzy zostali to wyszła z tego całkiem niezła mieszanka.

Trening, praca, na pewno też dobra integracja, ale przyznasz, że trener też musi mieć szczęście. Tobie tego szczęścia chyba jesienią nie brakowało musisz przyznać. 

Suma szczęścia zawsze równa się zero, ale oczywiście szczęście musi sprzyjać. Były mecze w których tego szczęścia również zabrakło.

Po którym meczu uwierzyłeś totalnie, że wszystko idzie w dobrą stronę? Na początku, po wyjazdowych meczach w Skowierzynie i Jastkowicach czy nieco później?

Myślę, że już po meczu w Jastkowicach na dobre uwierzyłem że coś w tym ''Meksyku'' może powstać. Determinacja i wola walki chłopaków w tym meczu rzutowała na dalszą część rundy.

Niewiele zabrakło abyście nowy sezon otworzyli jeszcze lepiej. W meczu ze Strzelcem Dąbrowica prowadziliście 2-0, a mimo to przegraliście.

Mówią że w piłce nożnej wynik 2-0 nie jest bezpiecznym wynikiem i my przekonaliśmy się o tym na własnej skórze. A Tak poważnie ta porażka boli mnie do dziś. Mam nadzieję, że taki scenariusz nam się już nigdy nie powtórzy.

Później już na żadną porażkę u siebie sobie nie pozwoliliście. Nawet gdy nie szło, to punkty zdobywaliście charakterem i determinacją, jak choćby z Sokołem Kamień, gdzie kapitalną bramkę przewrotką w ostatniej minucie zdobył Sebastian Ozimek.

Dokładnie, charakter i determinacja odzwierciedla styl naszej drużyny. Cieszy mnie że poza tą wpadką z Dąbrowicą twierdza Mokrzyszów została nie zdobyta i mam nadzieję że tak zostanie do końca sezonu.

Pamiętam doskonale Twoją radość. Przebiegłeś całe boisko aby mu pogratulować i podziękować. To był jeden z piękniejszych momentów tej jesieni czy były jakieś inne, które jeszcze bardziej zapadły Ci w pamięć?

Radek Sylwestrzak z Siarki śmiał się wtedy że ustanowiłem nowy rekord na 100 metrów. Ja każdy mecz przeżywam i towarzyszą mi duże emocje, któremu dałem upust w tym spotkaniu. Gol w ostatniej minucie meczu dający 3 punkty nie zdarza się zbyt często. Zapamiętam jeszcze mecz w Górnie, gdzie zremisowaliśmy 1-1 a dwie bramki strzelił nasz zawodnik Robert Rzepiela. Dwie minuty po strzeleniu samobója tak się zdenerwował, że skierował już piłkę do właściwej bramki.

W wielu meczach, szczególnie u siebie, najczęściej powtarzanym przez Ciebie słowem był niedosyt. Czy takie uczucie może towarzyszyć Ci teraz, po rundzie jesiennej, którą zakończyliście w środku tabeli?

Miejsce jak zadowalające, ale tak jak mówiłem wcześniej w kilku meczach powinniśmy po prostu wygrać.

Przejdę może powoli do personaliów. Sebastian Ozimek, który z upływem sezonu się rozkręcał, dla Meksyku jesienią zdobył pięć bramek. Jednego gola więcej strzelił Konrad Tokarski. Gdy dodamy do tego cztery gole Patryka Bałaty wyjdzie, że chyba możesz być zadowolony z postawy swoich ofensywnych graczy?

Ozimek  na jakiej pozycji bym go nie wystawił, to dawał drużynie jakość na wysokim poziomie, tym bardziej nie zrozumiałe jest dla mnie jego zachowanie, gdzie w połowie okresu przygotowawczego po prostu zerwał kontakt ze mną i chłopakami z zespołu. No cóż… Cieszy dobra dyspozycja strzelecka Konrada Tokarskiego i Patryka Bałaty. Mam nadzieję że w tej rundzie również ustrzelą po kilka bramek.

Przed samym startem udało się pozyskać dwóch niezwykle wartościowych zawodników w osobach Roberta Biało i Kamila Bażanta. Pierwszy z nich zapewnił pewność między słupkami, drugi dołożył aż siedem asyst. Spodziewałeś się tego, że ta dwójka w tak znaczący sposób może podnieść jakość zespołu?

Jak bym się nie spodziewał to nie ściągał bym ich do drużyny. Bez Roberta nie wyobrażam sobie dzisiejszej drużyny Mokrzyszowa. Dał drużynie bardzo wiele, a da jeszcze więcej. Mimo, że miał kilka propozycji, nawet z wyższych lig, postanowił pomóc mi i drużynie, i został z nami. Kamil Bażant – jak mawia Konrad Tokarski - to nasz Piotr Zieliński, czyli prawdziwy kreator naszej gry. Dużo widzi na boisku, potrafi dograć idealną prostopadłą piłkę i perfekcyjne wykonuje stałe fragmenty gry, które w tej rundzie były naszą mocną stroną miedzy innymi dzięki Kamilowi.

Kolejną dobrą rundę za sobą na pewno mają Robert Rzepiela i Kamil Guściora. Bez nich chyba nie bylibyście tu gdzie jesteście? Mam tutaj na myśli także stałe fragmenty gry, które były i pewne dalej będą Waszą domeną.

Kamilowi w tym roku mija już 10 lat grania w Mokszyszowie. Na pewno lider formacji defensywnej i prawdziwy kapitan, który bardzo mi pomaga w prowadzeniu drużyny. Potrafi dobrze zmotywować zespół. Robertowi Rzepieli w końcu ktoś znalazł optymalną pozycje. Dotychczas grał na boku bądź środku obrony. Ja postanowiłem ustawić go w środku pomocy co było strzałem w dziesiątkę. Bardzo dobra runda w wykonaniu tych oby dwu zawodników.

Robert Rzepiela to był nie jedyny Twój dobry wybór. W trakcie pierwszej części sezonu przecież miałeś trochę ograniczone pole manewru i  często rotowałeś, jeśli chodzi o pozycję zawodników. Między innymi całkowicie zmieniłeś pozycję Michała Kułagi, którego postanowiłeś przekwalfikować na bocznego obrońcę. To był chyba również dobry wybór?

Według mnie najlepsze posunięcie w rundzie. Michał jako lewy obrońca dawał zespołowi bardzo dużo. Jest on zawodnikiem uniwersalnym, który może zagrać tak naprawdę na każdej pozycji. Jego naturą jest zdobywanie goli dlatego ciężko będzie go na tej obronie utrzymać. 

Zimą pojawiło się wiele znaków zapytania pod nazwiskiem Laskowski. Waszym kreatywnym pomocnikiem zainteresowanie zgłaszało kilka klubów, ale ostatecznie udało się go zatrzymać. Jak dużym osłabieniem byłby jego brak wiosną?

Na pewno Damian będący w optymalnej formie jest wyróżniającym się graczem. Stratę jego ciężko byłoby zastąpić, ale na szczęście został z nami i jest do mojej dyspozycji już od pierwszego meczu.

W przerwie między rundami udało się Wam zatrzymać wszystkich graczy. W zespole zaszły kosmetyczne zmiany. Czy Ci, którzy przyszli mogą jeszcze bardziej podnieść jakość zespołu?

Wszystkich oprócz wspomnianego Ozimka oraz Łukasza Jajko, który wyjechał za granicę. Do zespołu po powrocie z Anglii wrócił natomiast Michał Zasadni oraz pozyskaliśmy Juniora z Siarki Dominika Wolaka oraz ze Stali Stalowa Wola – Patryka Szczęśniaka, którzy myślę będą wzmocnieniami dla naszej drużyny. w rundzie wiosennej. 

Trochę więcej zmian zaszło w strukturach klubowych. Macie nowy zarząd, nowego prezesa, pojawili się pierwsi sponsorzy i co za tym idzie lepsze perspektywy na przyszłość?

W końcu musiało to nastąpić. Wielkie uznanie dla Tomka Malickiego, który podjął się ciężkiego zadania ratowania klubu z trudnej sytuacji finansowej, która pozostała po poprzednim zarządzie. Wyciągamy ręce do sponsorów, którzy chętniej chcą nam pomagać. Pomaga nam również w dużej mierze Prezydent Grzegorz Kiełb, za co serdecznie dziękujemy. Otwiera to przed klubem dużo większe możliwości. 

Nie masz żalu do poprzedniego zarządu, że nie potrafił należycie albo chociaż nawet w minimalnym stopniu docenić Waszego wyniku z rundy jesiennej?

Pomidor. 

Tej zimy rozegraliście stosunkowo niewiele sparingów. Na co więc głównie kładłeś nacisk w przygotowaniach?

Chciałem żeby drużyna jeszcze bardziej się zgrała. Kilkakrotnie graliśmy sparingi w piątek i niedzielę, aby nadrobić bramki kondycyjne niektórych zawodników.

Na kilkanaście godzin przed inauguracją rundy wiosennej nie masz myśli, że teraz może być trudniej?

Na pewno będzie trudniej, ponieważ przeciwnicy już będą na nas patrzeć zupełnie inaczej niż dotychczas, ale jesteśmy na to przygotowani i jestem przekonany, że damy radę uzyskać dobre miejsce na koniec sezonu.

Czego więc obiecujesz sobie po tej rundzie i jaki cel postawiłeś przed zespołem na drugą, jeszcze ważniejszą część sezonu?

Mam taki zakład z drużyną, że jeżeli zajmiemy ósme miejsce bądź wyższe to golą mnie na łyso. Mam nadzieję więc, że na koniec rundy będę po prostu łysy. 

To w takim razie życzę Ci abyś w czerwcu stracił swoje włosy i przy okazji dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Hubert Mikusiński

01:00, dante1002
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 marca 2017

Sobotnie spotkanie z Kotwicą Kołobrzeg (początek godz. 16) będzie dla Siarki doskonałą okazją na pierwszą wiosenną wygraną przed własną publicznością. Po remisach z Rozwojem Katowice i Błękitnymi Starogard oraz wygraną w Zambrowie przyszła chyba najwyższa pora na zainkasowanie kompletu punktów przy Alei Niepodległości 2.

Mimo problemów z urazami na przeciwnym biegunie znajduje się tarnobrzeska Siarka. Zespół Włodzimierza Gąsiora z meczu na mecz gra coraz lepiej. Nikogo nie powinno to dziwić, bo podobnie było w poprzednich rundach. Siarkowcy w trzech meczach zdobyli pięć oczek i ze spokojem przystępują do rywalizacji z Kotwicą.

Kotwica nieźle rozpoczęła obecny sezon, ale z każdą  kolejką jakość gry gości spadała. Odbiło się to oczywiście na wynikach, za co swoją posadą zapłacił trener Piotr Tworek. Jego następcą został pracujący jesienią w Legionowie Ryszard Wieczorek. Doświadczonego szkoleniowca przez lata pracującego w ekstraklasie czeka trudne zadanie. Kołobrzeżanie wciąż nie mogą się przełamać i czeka ich rozpaczliwa walka o utrzymanie, która może potrwać nawet do ostatniej meczu w sezonie.

Po 22 kolejkach Kotwica ma na swoim koncie zaledwie 19 oczek i wyprzedza tylko targaną problemami organizacyjnymi Polonię Bytom. Co prawda do miejsca dającego utrzymanie gościom brakuje tylko trzy punkty, ale w ostatnim czasie ekipa trenera Wieczorka rzadko jest w stanie sprostać rywalom. Dość powiedzieć, ze wiosną goście przegrali wszystkie trzy mecze i to z rywalami, z którymi walczą o bezpośrednie utrzymanie: z Gryfem, ROW-em i Legionovią. Czy przełamanie przyjdzie na Podkarpaciu?

Między oboma zespołami jest przepaść. Kotwica ma na koncie aż 16 punktów mniej, co nie oznacza, że tarnobrzeżan czeka łatwe zadanie. II liga już nie raz pokazała, że każdy może pokonać każdego. Faworytem i to zdecydowanym jest jednak Siarka i każdy inny wynik jak wygrana, będzie uznany w Tarnobrzegu za rozczarowanie. Do składu po zawieszeniu za nadmiar żółtych kartek wraca Michał Dawidowicz. Wykluczony jest występ kontuzjowanego Daniela Koczona a z urazem zmaga się także Marcin Stromecki. Jest natomiast szansa, że debiutu doczeka się wracający do pełni sił Konrad Zaradny.

Jesienią w Kołobrzegu padł remis 2:2, ale bardziej mógł on usatysfakcjonować gospodarzy. To oni po golach Żebrakowskiego i Tomalskiego dwa razy musieli gonić Siarkowców. Za sprawą Piotra Giela udało im się w końcówce uratować punkt. To właśnie na napastnika gości Siarka musi zwrócić największą uwagę.

Bartosz Półrolniczak

02:46, dante1002
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 marca 2017

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Na pierwszy komplet punktów w delegacji piłkarze Siarki w poprzednim sezonie zapracowali dopiero w maju goszcząc na obiekcie Olimpii Zambrów. W tym roku było podobnie, z tą różnicą, że czas oczekiwania był znacznie krótszy od poprzedniego. Sobotnie, wyjazdowe zwycięstwo 2-1 było pierwszym wiosennym triumfem tarnobrzeskiego zespołu.

W meczu z rywalem, który w ostatnim czasie wyjątkowo ''leży'' Siarkowcom (bilans spotkań 5-0-0) tarnobrzeski zespół musiał radzić sobie bez pauzującego za nadmiar żółtych kartek Michała Dawidowicza oraz kontuzjowanych Konrada Zaradnego i Daniela Koczona. Na gola Grzegorza Płatka gospodarze jeszcze przed przerwą zdołali odpowiedzieć. W 82 minucie komplet punktów dla Siarki, nie po raz pierwszy zapewnił Marcin Stefanik, który najprzytomniej zachował się w polu karnym rywali, po tym jak strzał głową Krzysztofa Ropskiego sparował na bok bramkarz gospodarzy. Zwycięstwo umocniło Siarkę na piątej pozycji w ligowej tabeli.

OCENY: 

KAROL DYBOWSKI  - 5  Gospodarze nie zmusili go do jakiegoś wielkiego wysiłku. Kilka wyjść na przedpole, dwa strzały w światło bramki, z czego jeden, precyzyjny, znalazł drogę do siatki.

JAN GRZESIK - 7 Bardzo dobry mecz Janka. Aktywny w ataku, pewny w obronie. W drugiej połowie świetna indywidualna akcja i podanie do Stefanika. Później fantastyczne zagranie za linie obrony do Tomalskiego.

BARTOSZ WALEŃCIK - 6,5 Pewny występ Bartka. W defensywie solidny, w ataku pokazał się dwa razy, najpierw uderzył głową niecelnie, potem był bliski wykorzystania pomyłki bramkarza.

RADOSŁAW SYLWESTRZAK - 7 Jeden z najlepszych na boisku. Kilka bardzo dobrych, ważnych interwencji. Jedno groźne uderzenie, minimalnie niecelne.

DAWID WITKOWSKI - 6 Bardzo obiecujący debiut w wyjściowym składzie. Przeciwko Błękitnym zagubiony i niepewny, tym razem skuteczny w swoich interwencjach. Skoncentrowany, wyprzedzający rywali, przewidujący to co się za chwilę wydarzy. Były w jego grze i kiepskie chwile ale z pewnością dał sygnał trenerowi, że może na niego liczyć.

MARCIN STEFANIK - 7,5 Strzelił zwycięskiego gola, rządził i dzielił w środku pola. Zwłaszcza w drugiej połowie aktywny pod bramką przeciwników.

GRZEGORZ PŁATEK - 6,5 Aktywny i wszędobylski. Zaczął strzelanie w Zambrowie, choć słowo „strzelanie” może trochę mylić – Grzesiek zaatakował mającego piłkę bramkarza Olimpii i gdy ten wybijał futbolówkę trafił nią w wyciągniętą nogę piłkarza Siarki i za chwilę piłka zatrzepotała w siatce.

MATEUSZ CZYŻYCKI - 7 Świetny występ. I to obojętnie czy biegał na prawym czy lewym skrzydle, czy na środku. Przebojowy, dobrze dryblujący. Kilka jego podań stworzyło okazję strzeleckie kolegom. To on idealnie zacentrował na głowę Ropskiego w 83 minucie.

HUBERT TOMALSKI - 4,5 Nadal daleko mu do formy z jesieni. Wiele nieudanych dryblingów. Rozegrał się dopiero w samej końcówce.

MICHAŁ ŻEBRAKOWSKI - 4 Zaczął obiecująco. O ile pierwsza połowa była w jego wykonaniu przyzwoita, tak o jego postawie w drugiej połowie nie da się powiedzieć nic dobrego.

KRZYSZTOF ROPSKI - 5 Mało widoczny ale kolejny raz potwierdził jak groźnym jest napastnikiem. W drugiej połowie był niemal zupełnie odcięty od podań ale wystarczyła chwila dekoncentracji w obronie gości i Ropski efektowną główką uderzył w słupek. Jego strzał dobił skutecznie Stefanik. W pierwszej odsłonie zmarnował setkę, dobijając niecelnie strzał Żebrakowskiego.

JAKUB GŁAZ i TOMASZ PRZEWOŹNIK - grali zbyt krótko aby ich ocenić

Sławomir Strzałka, Hubert Mikusiński

01:41, dante1002
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 marca 2017

Latem w Mokrzyszowie wszystko działo się w biegu. Na początku, dokładnie pod koniec czerwca rolę trenera powierzono Rafałowi Oleniaczowi. Kilka tygodni później, tuż przed startem ligi okazało się jednak, że odpowiedzialny kilka lat wstecz za sukcesy juniorskiej piłki w tym klubie opiekun nie poprowadzi swojego byłego zespołu. Miejsce Oleniacza szybko i dość niespodziewanie przypadło Michałowi Złotkowi, który swoją pracę trenerską w seniorskiej piłce rozpoczął w Wydrzy. Najmłodszy z całego grona swoich poprzedników Złotek podjął się niełatanego zadania obudowy klubu.  Wcześniej, nieco bardziej doświadczonym szkoleniowcom, misja ta się nie udawała wiec można było tylko przypuszczać, że i tym razem, kolejnego śmiałka na niewygodnej dotychczas trenerskiej ławce w Mokrzyszowie jesienią nie czekało nic dobrego.

Od dłuższego czasu OKS Mokrzyszów piłkarską stabilizację próbował osiągnąć metodą prób i błędów. Nadgorliwość klubowych działaczy, nieustanne zmiany na trenerskiej ławce oraz kadrowe braki stały się głównymi przyczynami piłkarskiego marazmu, w jaki popadł tarnobrzeski klub od momentu, kiedy pożegnał się z IV ligowymi rozgrywkami. Jeszcze w poprzednim sezonie nic nie wskazywało na zmianę tego stanu, tym bardziej, że OKS do końca sezonu musiał walczyć o swój ligowy byt. Ostatecznie cel udało się osiągnąć, ale piłkarska niepewność w tarnobrzeskim klubie wciąż pozostała. Lekarstwem na dotychczasowe problemy nieoczekiwanie okazał się Michał Złotek. Jeden z najmłodszych trenerów w klasie okręgowej, w ekspertowym tempie zbudował zespół, jakiego przy ulicy Grzybowej nie było od dawna.

Tak udanego początku pracy jak Złotek na ławce trenerskiej w Mokrzyszowie nie miał żaden z trenerów od czasu wielkiej ery Michała Szymczaka w 2012 roku. Złotek w odróżnieniu od byłego trenera Siarki, a obecnie Sokoła Sokolniki nie miał jednak w klubie komfortu przygotowania zespołu, bo w tarnobrzeskim klubie na tydzień przed rozpoczęciem rozgrywek został strażakiem. Ugasić rozprzestrzeniający się pożar nie było łatwo, ale z pomocą na szczęście przyszli pomocni i sprawdzeni zawodnicy. Kilku z nich do Mokrzyszowa trafiło z Wydrzy, którą w poprzednim sezonie z powodzeniem prowadził właśnie Złotek. 

Wymagająca i przyzwyczajona już do porażek publiczność w Mokrzyszowie powodów do narzekań w pierwszej części sezonu nie miała. Kiedy OKS na początku rozgrywek dość niespodziewanie ograł w wyjazdowych bojach rywali ze Skowierzyna i Jastkowic, większość kibiców przecierała oczy ze zdumienia. – Przede wszystkim jestem zadowolony z tego, że w klubie pojawiła się grupa młodych chłopaków, która chodzi na treningi. Wcześniej, z tego co słyszałem był z tym spory kłopot. Ta praca jak widać zaowocowała, bo dobre wyniki to zasługa chłopaków – ocenił na początku postawę swojej drużyny Złotek. Nowy trener tym samym w błyskawiczny sposób wskrzesił zespół na którym wiele osób jeszcze przed startem rozgrywek postawiło krzyżyk.

Sama gra klubu z Mokrzyszowa jesienią musiała się podobać i to nie tylko miejscowym fanom. OKS braki kadrowe na boisku nadrabiał ambicją i charakterem. Klub, który przez ostatnie sezony okopał się na dobre w dolnych rejonach tabeli, jesienią wynagrodził swoim kibicom czasy, gdy dobre i zwycięskie mecze przy ulicy Grzybowej należały do rzadkości. Za kadencji Michała Złotka jego ekipa przegrała na własnym boisku tylko jedno spotkanie na samym początku sezonu. W pozostałych potyczkach Meksyk stawiał czoła nie tylko drużynom z dolnych rejonów tabeli (czyt. Jeziorak Chwałowice, Transdzwig Stale, Sokół Kamień). Punkty w Mokrzyszowie potracili również faworyci z Nowej Sarzyny i Zarzecza, a niedosyt jaki po tych spotkań pozostawał był tylko miarą postępu tarnobrzeskiego zespołu. 

W całej rundzie jesiennej OKS Mokrzyszów wyrósł na jednego z najbardziej niewygodnych przeciwników dla każdej drużyny w lidze. Drużynie Michała Złotka przede wszystkim udawało się ograniczać własne błędy do minimum i bezlitośnie wykorzystywać pomyłki rywali. Wszystko to sprawiło, że OKS rozegrał jedną z najlepszych rund w ostatnich sezonach. Biorąc pod uwagę sytuację sprzed kilku miesięcy obecną dziewiątą lokatę w lidze należy uznać za ogromny sukces. Teraz przyszedł czas na drugą część sezonu, jeszcze ważniejszą niż piękna piłkarska jesień w Mokrzyszowie. 

Hubert Mikusiński

01:01, dante1002
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 marca 2017

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Piłkarze Siarki Tarnobrzeg póki co nie przypominają efektownie grającej drużyny z rundy jesiennej. Po szczęśliwym, bezbramkowym remisie w Katowicach na inaugurację wiosny, w sobotę podopieczni Włodzimierza Gąsiora ponownie podzielili się punktami, tym razem na własnym boisku z Błękitnymi Stargard Szczeciński.

Z niemałymi nadziejami do pierwszego wiosennego spotkania przed własną publicznością podchodzili piłkarze Siarki. Nieco ostrożniej do rywalizacji z Błękitnymi przygotowywał się Włodzimierz Gąsior, któremu w pamięci na dobre utkwiły poprzednie pojedynki obu drużyn w Tarnobrzegu. – Z historii wiem, że na naszym stadionie Błękitni zazwyczaj grali dobre spotkania – ostrzegał jeszcze przed meczem Gąsior. W sobotnie popołudnie jego słowa znalazły przełożenie na boisku przy Alei Niepodległości 2.

Błękitni od początku dochodzili do groźnych sytuacji podbramkowych, a w zespole Siarki nic nie szło zgodnie z planem. W grze gospodarzy brakowało przede wszystkim dokładności i pomysłu na dobrze zorganizowanych rywali. Podopieczni Włodzimierza Gąsiora mieli również ogromne problemy ze stwarzaniem dogodnych sytuacji.  W ataku znacznie lepiej czuli się goście, którzy w 53 minucie odjęli prowadzenie za sprawą Patryka Skóreckiego. Kilka minut później prowadzenie Błękitnych mogło być bardziej okazałe, ale w bardzo dogodnej sytuacji pomylił się Flis.

Najważniejsza akcja dla losów Siarki w meczu z Błękitnymi rozegrała się w 81 minucie meczu. Precyzyjne dośrodkowanie Daniela Koczona z rzutu wolnego i strzał głową Krzysztofa Ropskiego instynktownie odbił bramkarz gości, ale przy podbitce Jana Grzesika był już bezradny. Obrońca Siarki, który jeszcze jesienią wykonywał większość stałych fragmentów gry wreszcie doczekał się swojej premierowej bramki w zielono-czarno-żółtych barwach. Jak się później okazało jego trafienie zapewniło tarnobrzeskiej drużynie drugi punkt wiosną.

Z remisu większe usatysfakcjonowanie czuć musieli piłkarze Siarki, którzy w sobotę zaprezentowali bardzo przeciętną grę. - Remis ze wskazaniem na Błękitnych - komentował na konferencji pomeczowej Gąsior. Trudno się jednak dziwić, bo po takim meczu można bez cienia wątpliwości powiedzieć, że to właśnie jego zespół nie stracił dwóch punktów, tylko zdobył jeden.

POMECZOWE OCENY: 

Karol Dybowski -  5,0  Wiele pracy nie miał, bo rywale częściej strzelali obok bramki. Przy golu raczej bez szans. Na plus: instynktowna interwencja po rzucie rożnym, kiedy to piłka odbiła się od słupka a Karol ubiegł Szymusika i odbił piłkę zmierzającą rywalowi pod nogi. W drugiej połowie skutecznie zatrzymał rywala w sytuacji jeden na jeden.

Jan Grzesik - 6,0 Od początku bardzo aktywny, szarpał w pierwszej połowie i bardzo często włączał się do akcji ofensywnych. W drugiej połowie mniej widoczny z przodu i z pomyłką w defensywie. Był za daleko Skóreckiego gdy ten wyprowadzał na prowadzenie Błękitnych. Na szczęście odkupił winy skutecznie dobijając obroniony przez Wróbla strzał Ropskiego. W końcówce jakby nowe siły w niego wstąpiły i dwa razy dobrze pokazał się w ofensywie.

Bartosz Walencik - 4,5 Bezbarwny występ Bartka. Tym razem trochę w cieniu Sylwestrzaka. 

Radosław Sylwestrzak - 5,5 Zdarzały mu się dość poważne wpadki jak choćby wybicie piłki wprost pod nogi rywala we własnym polu karnym. Ale też kilka świetnych odbiorów, strzał z przewrotki, kapitalne krosowe podanie do Grzesika.

Michał Dawidowicz - 3,5 Słaby występ Michała. Rywale za dużo sobie pozwalali na jego stronie.  Rzadko tym razem widywany na połowie rywali. Miał taki jeden wypad w drugiej połowie. Zamiast szukać podaniem Żebrakowskiego, zdecydował się zagrać piłkę do środka co było najgorszym możliwym wyborem.

Tomasz Przewoźnik - 3,0 Dostał szansę po dobrym występie w Katowicach ale jej nie wykorzystał. Zagubiony i mało widoczny. Po jego stracie w środku pola goście mieli sytuacje sam na sam.

Marcin Stefanik 4,5 Robił co mógł, występ bez większych fajerwerków, z jedną dużą pomyłką przy wyprowadzeniu akcji z własnej strefy obronnej. 

Hubert Tomalski - 3,0 Jeden ze słabszych występów Huberta w tym sezonie. Widać po nim spore zaległości treningowe. Próbował, starał się, ale niemal wszystkie dryblingi kończyły się stratą. Jedno dobre podanie do Koczona, którego ubiegł wysunięty daleko poza pole karne bramkarz Błekitnych.

Grzegorz Płatek - 3,5 Nic nie zepsuł ale i nie wykreował.

Daniel Koczon - 6,0 Najlepszy w Siarce. Jako jedyny z graczy ofensywnych radził sobie w pojedynkach. To po jego centrze bliski strzelenia "swojaka" był Szymusik. To on przed golem Grzesika był faulowany i chwilę później to on dograł dobrą piłkę w pole karne.

Krzysztof Ropski - 4,5 Zaczął obiecująco, fajnie dwa razy rozprowadził ataki zespołu gdy był ustawiony tyłem do bramki.  Potem długimi minutami mało widoczny i osamotniony. Trener Gąsior zostawił go jednak do końca na boisku i okazało się to dobrą decyzją. Ropski najwyżej wyskoczył do dośrodkowania Koczona. Jego uderzenie Wróbel obronił, ale wobec dobitki Grzesika był już bezradny.

Jakub Głaz 3,0 Tym razem wszedł z ławki i mógł zostać bohaterem. Dostał dobre podanie od Grzesika, ale w decydującym momencie trochę stracił równowagę i podjął złą decyzję: zamiast grać po ziemi podniósł piłkę i jego dośrodkowanie było niecelne. Żebrakowski i Koczon tylko czekali by wpakować piłkę do siatki z bliskiej odległości.

Mateusz Czyżycki - 3,0 Słaba zmiana. I u niego widać brak ogrania spowodowany urazem jaki przeszedł zimą. Szkoda, że zaraz po wejściu na boisko nie ograł interweniującego poza polem karnym Wróbla.

Michał Żebrakowski - 4,0 Ruchliwy i aktywny. Gdyby koledzy byli precyzyjniejsi mógł strzelić w sobotę dwa gole. 

Dawid Witkowski - 3,0 Ogrywany na lewej stronie. W ofensywie pokazał się dwa razy. Najpierw wywalczył rzut rożny, potem niedokładnie dogrywał do Żebrakowskiego.

Sławomir Strzałka, Hubert Mikusiński

01:14, dante1002
Link Dodaj komentarz »
piątek, 10 marca 2017

Po bezbramkowym remisie w Katowicach nadszedł czas na pierwsze wiosenne spotkanie przy Alei Niepodległości 2. W sobotę o godz. 14 przeciwnikiem Siarki Tarnobrzeg będą Błękitni Stargard Szczeciński.

O rywalu Siarki usłyszała cała Polska, gdy kopciuszek sensacyjnie odprawiał znacznie wyżej notowane drużyny w rozgrywkach Pucharu Polski w sezonie 2014/2015. Błękitni zostali zatrzymani dopiero w półfinale, gdzie za mocny okazał się Lech Poznań. W tym samym sezonie starogardzianie otarli się również o awans do 1. ligi.

Dla Siarki sobotnie starcie z Błękitnymi Stargard będzie prawdziwym testem i wyzwaniem. Nie tylko wiąże się to z początkiem rundy, który lubi niespodzianki ale także z historią. Goście w sezonie 2015/2016 również w marcu po przeciętnym spotkaniu zadali decydujący cios w 89 minucie meczu. Wtedy to jedynego gola na wagę trzech oczek zdobył strzałem z rzutu wolnego Bartłomiej Zdunek. Dwa lata temu rozbita i pogrążona w kryzysie Siarka nie podjęła walki z pucharową rewelacją i przegrała na własnym boisku 0-2.  Czy sprawdzi się powiedzenie do trzech razy sztuka i Siarka pokona u siebie Błękitnych?

By jeszcze bardziej pokazać, jak starogardzianie są dla Siarki trudnym rywalem zaprezentujemy inną statystykę. Z ostatnich pięciu meczów między tymi drużynami podopieczni Włodzimierza Gąsiora wygrali zaledwie raz - w sierpniu 2015 roku. Pozostałe cztery potyczki padły łupem Błękitnych. W tym sezonie ekipa z Siarkowego Grodu przegrała na wyjeździe 1-3, mimo iż prowadziła do przerwy po golu Jakuba Głaza.

Spotkanie ma niezwykle istotne znaczenie dla układu sił w górnej części tabeli. Po 20 meczach Siarka plasuje się na 5. miejscu i ma na koncie 31 punktów, a drużyna trenera Kapuścińskiego jest oczko niżej i do tej pory wywalczyła 29 punktów.

Wiele wskazuje na to, ze w sobotę nie powinno zabraknąć bramek. Oba zespoły dużo strzelają (Siarka 33 bramki, Błękitni 30), ale i często dają się zaskoczyć (Siarka straciła 25 bramek, Błękitni 21).  Na inaugurację piłkarskiej wiosny oba zespoły zremisowały i z pewnością kolejny podział punktów nikogo nie zadowoli.

Bartosz Półrolniczak

01:06, dante1002
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 marca 2017

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Na taki występ Karol Dybowski czekał od początku sezonu. Golkiper Siarki w sobotę rozegrał najlepsze swoje spotkanie w barwach Siarki. To głównie dzięki jego interwencjom tarnobrzeski zespół nie tylko zachował czyste konto w Katowicach, ale także wywalczył cenny punkt na inaugurację rundy wiosennej w II lidze.  

Końcówka jesieni w wykonaniu 19-letniego bramkarza Siarki nie należała do najbardziej udanych. Dybowskiego najpierw w meczu derbowym ze Stalą Stalowa Wola kompletnie zaskoczył strzał z rzutu wolnego w środek bramki z ok. 30 metrów. Później także nie popisał się przy pierwszym straconym golu w meczu z Puszczą Niepołomice, gdy lecącą w światło bramki piłkę odbił wprost pod nogi nadbiegającego rywala. Błędy młodości popełnione na zakończenie pierwszej części sezonu na szczęście jego i kolegów nie przyniosły większych konsekwencji punktowych.

Mimo  słabszych momentów, swojego trenerskiego zaufania do Dybowskiego nie stracił również Włodzimierz Gąsior. Wielki entuzjasta talentu młodego bramkarza Siarki na każdym kroku podkreślał, jak wielki postęp poczynił jego zawodnik od początku sezonu. - Różne były głosy na temat jego gry, ale uważam czas cały czas pracuje na jego korzyść i to doświadczenie z meczu na mecz będzie procentowało - ocenił postawę zawodnika trener Siarki.

Od samego początku sobotniego meczu Dybowski miał pełne ręce roboty. Tylko w pierwszych 10 minuta spotkania jego czujność trzykrotnie ze stałych fragmentów gry sprawdzili gospodarze. Bramkarz Siarki za każdym razem wychodził z tych sytuacji obronną ręką.  Nie inaczej było również w drugiej połowie. Nękany atakami rywali był bezbłędny nawet w sytuacjach sam na sam. Dodatkowo sprzyjało mu szczęście, gdy od utraty gola dwukrotnie uratował go słupek.

Na inaugurację wiosny Dybowski między słupkami wreszcie mógł czuć się w pełni usatysfakcjonowany. Jego postawa miała ogromny wpływ na losy spotkania z Rozwojem. Do pełni szczęścia zabrakło jedynie kompletu punktów. Imponujący nienaganną techniką oraz świetną grą nogami bramkarz, małymi krokami zaczyna spełniać pokładane w nim nadzieje. Występ w Katowicach powinien dodać mu jeszcze więcej pewności na kolejne spotkania. Najbliższe z nich Siarka rozegra już w sobotę o godz. 14 na własnym boisku z Błękitnymi Starogard. 

Hubert Mikusiński

00:29, dante1002
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 07 marca 2017

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Podopieczni Włodzimierza Gąsiora zainaugurowali rundę wiosenną podobnie jak jesień - bezbramkowym remisem. Punkt jaki udało się wywalczyć na boisku broniącego się przed spadkiem i niżej notowanego od Siarki Rozwoju należy szanować. W sobotnim spotkaniu wzmocnieni zimą gospodarze stworzyli sobie znacznie więcej groźniejszych okazji niż Siarka i to oni byli bliżej wywalczenia kompletu punktów. Na przeszkodzie stanął doskonale dysponowany w bramce Siarki Karol Dybowski.

ROZWÓJ KATOWICE - SIARKA TARNOBRZEG 0-0

Siarka: Dybowski, Grzesik, Waleńcik, Sylwestrzak, Dawidowicz, Stromecki (46' Przewoźnik), Stefanik, Głaz (46' Tomalski), Płatek (65'Czyżycki), Koczon (85'Witkowski), Ropski.

OCENY: 

KAROL DYBOWSKI - 8   To był zdecydowanie najlepszy występ młodego bramkarza w barwach Siarki. Obronił dwie sytuacje sam na sam, oraz trudny strzał w drugiej połowie. Kilka razy skutecznie interweniował po groźnych wrzutkach ze stałych fragmentów gry. Umiejętnie grał też na przedpolu. Sprzyjało mu też szczęście, dwa razy rywale trafiali w słupek. Gracz meczu.

JAN GRZESIK - 5 Poprawny występ prawego defensora.

BARTOSZ WALENCIK - 5,5 Występ bez większych wpadek. Dwa razy pokazał się w ofensywie przy stałych fragmentach. 

RADOSŁAW SYLWESTRZAK - 5 Niezły występ choć akurat jemu zdarzały się wpadki i do kilku jego zagrań można się doczepić. W drugiej połowie zaliczył dwie pomyłki w jednej akcji.  Miał też okazję do strzelenia gola, jego strzał był jednak niecelny. 

MICHAŁ DAWIDOWICZ - 6,5 Bardzo doby mecz Michała. Aktywny w ataku, poprawny w obronie. W pierwszej połowie jego ofiarny wślizg uchronił zespół przed stratą gola. To po jego celnym uderzeniu doskonałą okazję zmarnował Jakub Głaz. Ocena byłaby o pół noty wyższa gdyby nie fatalny strzał z rzutu wolnego w końcówce.

MARCIN STROMECKI - 3,5 Słabszy występ Marcina. Zmieniony w przerwie.

TOMASZ PRZEWOŹNIK - 4 Wszedł po przerwie. Całkiem udany ligowy debiut w roli defensywnego pomocnika. 

MARCIN STEFANIK - 5 Najlepszy spośród graczy drugiej linii. Jeden poważny błąd w drugiej połowie przy wyprowadzaniu piłki z własnej strefy, na szczęście po jego stracie świetnie zachował się Dybowski.

JAKUB GŁAZ - 2,5 Nie poprawił sobie z pewnością notowań u trenera Gąsiora po tym spotkaniu. Chaotyczny, niedokładny. Zmarnował świetną okazję, kiedy to po strzale Dawidowicza wystarczyło wcelować w bramkę.

HUBERT TOMALSKI  - 4 Zmienił Głaza. Wrócił na boisko po kilkutygodniowej przerwie. Występ bez szału. Jeden ładny strzał, który przeleciał tuż obok okienka.

DANIEL KOCZON 4 Przeciętny występ skrzydłowego. Starał się ale tym razem niewiele mu wychodziło. 

GRZEGORZ PŁATEK - 4 Nie potwierdził bardzo dobrej formy z ostatniego sparingu. Dużo biegał ale mało było z tego biegania efektów.

MATEUSZ CZYŻYCKI - 4 Zmienił Płatka. Aktywny, miał swoją okazję ale uderzył nad poprzeczką.

KRZYSZTOF ROPSKI - 4,5 Miał wyśmienitą sytuację do strzelenia gola, niespodziewanie piłka trafiła pod jego nogi - niestety uderzył wprost w bramkarza. Dużo walczył w powietrzu i tyłem do bramki, raz świetnym dograniem na skrzydło przyspieszył kontrę zespołu.

DAWID WITKOWSKI - zagrał za krótko by go ocenić. 

Sławomir Strzałka

00:17, dante1002
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 34