O tarnobrzeskiej piłce, o koszykówce, a przede wszystkim tarnobrzeskim sporcie...
RSS
sobota, 20 maja 2017

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Jeszcze tydzień temu w meczu z GKS-em Bełchatów piłkarze Siarki Tarnobrzeg zasługiwali głównie na oceny dopuszczające. W środę na szczęście niekorzystna sytuacja się odmieniła. Po trzech porażkach z rzędu podopieczni Włodzimierza Gąsiora nie tylko pokonali Gryf Wejherowo 3-1, ale także swoją postawą zapracowali na całkiem pozytywne noty.

OCENY ZA MECZ Z GRYFEM WEJHEROWO:

Karol Dybowski - 6,0 Jeden "pusty przelot" przy rzucie rożnym, dwie skuteczne interwencje po strzałach z dalszej odległości, przytomne wyjście poza pole karne, dzięki któremu skasował groźną akcję Gryfu przy stanie 0-0. Raz niepotrzebnie łapał uderzenie lecące poza światło bramki i wypuścił piłkę z rąk. Szkoda, że nie zachował czystego konta. Zabrakło kilku minut.

Jan Grzesik - 6,0 Solidny występ z drugą asystą w tym sezonie. Zszedł w końcówce z urazem.

Bartosz Walencik - 7,0 Bardzo dobre zawody Bartka. W defensywie niemal bezbłędny. W ofensywie jeden raz miał piłkę na nodze w polu karnym ale strzał z trudnej pozycji wylądował na bocznej siatce. 

Radosław Sylwestrzak - 6,5 Bardzo chciał się zrehabilitować za słabiutki występ w Bełchatowie i mu się to udało. Ocena byłaby wyższa, gdyby nie dwa poważne błędy w pierwszej połowie. Za pierwszym razem źle wprowadził piłkę do środka pola i Gryf miał kontrę, za drugim razem nieumiejętnie obliczył lot piłki i pozwolił na strzał Michałowi Marczakowi. 

Dawid Witkowski - 4,5 Zagrał przeciętnie, nie popełnił rażących błędów ale jego gra nie przypadła do gustu trenerowi Gąsiorowi, który nie pozwolił mu dograć do końca pierwszej połowy.

Konrad Stępień - 6,5 Rządził w środku pola. Zdarzały mu się złe zagrania, co jest normalne, zważywszy, że nie grał kilka miesięcy. Jednak więcej w jego grze było pozytywów. Strzelił gola z rzutu karnego, oddał też kapitalny strzał spoza pola karnego obroniony przez Lelenia. 

Tomasz Przewoźnik - 5,5 Początek meczu miał bardzo dobry. Końcówka pierwszej odsłony solidna. Asekurował odpowiedzialnego za kreowanie gry Stępnia i czynił to bardzo skutecznie i umiejętnie. Nie wyszedł na drugą połowę bo narzekał na uraz. 

Marcin Stefanik - 6,5 Zaczął nietypowo bo na pozycji "10", za plecami Ropskiego. Radził sobie nieźle, ale znacznie lepiej wypadł po przerwie, kiedy to biegał bliżej środkowej linii. 

Michał Dawidowicz - 5,5 Dobry występ bez słabych momentów. Na plus dwie dobre centry. Po jednej z nich bliski strzelenia gola był Sylwestrzak. 

Daniel Koczon - 8,0 Początek meczu miał taki sobie. Dużo było niedokładności i chaosu w jego poczynaniach. Z każdą minutą grał coraz lepiej. Wypracował karnego, strzelił gola, dograł jeszcze przynajmniej cztery takie piłki kolegom, że powinien mecz skończyć z dorobkiem przynajmniej trzech asyst.

Hubert Tomalski - 7,0 

Ze względu na kłopoty zdrowotne zaczął mecz na ławce. Jego wejście ożywiło poczynania Siarki. Nie było dla niego straconych piłek. To on był bohaterem akcji, po której Siarka otrzymała rzut karny. W drugiej połowie szarpał kilka razy skrzydłem. Zaimponował jednak przede wszystkim kapitalną asystą przy golu Koczona.

Krzysztof Ropski - 4,5 Aktywny, waleczny. Starał się, był pod grą. Wreszcie doszedł do sytuacji strzeleckich z czym miał problem w ostatnich tygodniach. Wciąż jednak zawodzi pod bramką rywali. W środę miał dwie wyborne okazje, za pierwszym razem strzelił za słabo, za drugim wszystko zrobił dobrze, ale trafił w pozostawioną przez bramkarza nogę. 

Michał Żebrakowski - 6,5 Wreszcie pozostawił po sobie dobre wrażenie. Strzelił ładnego gola, popracował przy stałych fragmentach gry w defensywie. Miał jeszcze dwie niezłe okazje strzeleckie. 

Mateusz Wawrylak i Jakub Barteczko - grali zbyt krótko aby ich ocenić.

OCENY ZA MECZ Z GKS-EM BEŁCHATÓW:

Karol Dybowski - 4,0 Trudny mecz dla bramkarza. Był niemal cały mecz bez pracy. Gospodarze niby atakowali, ale albo strzelali niecelnie, albo ich akcje kończyły się daleko od bramki Siarki. W sumie w światło bramki bronionej przez Karola piłka leciała trzy razy. Za pierwszym razem tor lotu przeciął Sylwestrzak strzelając samobója, za drugim Bartosiak pokonał Dybowskiego strzałem z przewrotki, za trzecim skutecznie karnego wykonał Rachwał.

Jan Grzesik - 4,0 Solidny występ.

Bartosz Walencik - 4,0 Nie zawalił niczego, grał bardzo poprawnie. 

Radosław Sylwestrzak - 1,5 Może śmiało sobie powiedzieć po sobotnim meczu: „Jak nie idzie – to nie idzie” W poprzednich spotkaniach jeden z najsolidniejszych zawodników Siarki – w sobotę za co się nie zabrał to kończyło się katastrofą. Strzelił samobója, za daleko był od Bartosiaka gdy ten składał się do przewrotki, zdaniem sędziego faulował w szesnastce rywala. Ale Radek to silny chłop, powinien po takim meczu się szybko pozbierać. 

Dawid Witkowski - 4,0 Niezły występ, oddał dwa strzały – oba obronione przez bramkarza GKS z kłopotami.

Konrad Stępień - 4,5 Dopóki miał siły to próbował poukładać grę zespołu w środku pola. Po przerwie opadł z sił i został odesłany do szatni. 

Mateusz Czyżycki - 4,0 Nieźle sobie radził na boisku, miał parę fajnych momentów. Niestety po przerwie przeszarżował z agresywną grą. Mając żółtą kartkę dwa razy ostro zaatakował rywali – za pierwszym razem mu się upiekło, za drugim już nie – zobaczył drugą żółtą kartkę i osłabił zespół. 

Hubert Tomalski - 5,0 Najjaśniejsza postać w Siarce. Nie miał z kim grać tego dnia. 

Michał Dawidowicz - 3,5 Zagrał na lewym skrzydle, miał dobrą okazję strzelecką jednak jego strzał trafił w obrońcę a dobitka minęła słupek.

Michał Żebrakowski - 2,0 Kompletnie bezproduktywny

Krzysztof Ropski - 2,0 Jak wyżej

Tomasz Przewoźnik - 3,5 Wszedł w trudnym momencie – przy stanie 0-2 i kiedy Siarka grała w „10”. Dużo biegał i walczył. 

Mateusz Wawrylak - 3,5 Dostał ponad 20 minut od trenera. Oddał swój pierwszy (niecelny) strzał w sezonie.

Sławomir Strzałka

 

00:22, dante1002
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 maja 2017

Niepowodzenia w lidze, kontuzje i fatalna atmosfera – tak wygląda dziś piłkarski krajobraz przy Alei Niepodległości 2. Na twarzach piłkarzy oraz kibiców tarnobrzeskiego klubu trudno szukać w ostatnich tygodniach zadowolenia i uśmiechu. Zespół, który przez ostatnie miesiące liczył się w walce o najwyższe cele znalazł się na zakręcie. Wyjść na prostą w końcówce sezonu pozwolić może komplet punktów w środowym spotkaniu z Gryfem Wejherowo.

Zero punktów w trzech ostatnich spotkaniach i żadnej bramki strzelonej. Tak fatalnej passy Siarka nie miała odkąd prowadzi ją Włodzimierz Gąsior (kwiecień 2015). Ostatnie wyniki z Olimpią Elbląg, Wartą Poznań oraz GKS-em Bełchatów sprawił, że ligowe notowania tarnobrzeskiej drużyny znacząco spadły. Dystans dzielący potencjalnych rywali od piątego miejsca, które obecnie zajmuje Siarka skrócił się do jednego dwóch-punktów.

O ile jesienią drużyna Włodzimierza Gąsiora zrobiła kolejny duży krok do przodu, to wiosną cofnęła się o dwa do tyłu. W sobotę Siarka pozbawiona brakiem kluczowych zawodników (brak Koczona i Stefanika) nie była w stanie przeciwstawić się drużynie z Bełchatowa. Kolejna dotkliwa porażka 0-3 nie wywołała jednak nerwowych ruchów w zespole. Czasu na rozpamiętywanie przegranej być nie mogło, bo w tym tygodniu rozgrywki ligowe nieco podkręcą swoje tempo. 

Aby zachować twarz i obecną lokatę Siarka potrzebuje przede wszystkim domowych zwycięstw. Kalendarz rozgrywek ułożył się tak, że szansą na odbudowanie zaufania wśród tarnobrzeskiej publiczności będzie dzisiejsze spotkanie z Gryfem Wejherowo. Gospodarze do tego meczu przystąpią osłabieni brakiem Marcina Stromeckiego oraz Konrada Zaradnego, który wciąż leczą urazy. Nadmiar żółtych kartek będzie musiał odcierpieć Mateusz Czyżycki. Dobrą wiadomością dla trenera Gąsiora  na pewno jest fakt, że do gry wracają nieobecni w Bełchatowie Koczon oraz Stefanik. Początek meczu o godz. 17. 

LICZBY:

2 - byłych zawodników Siarki obecnie reprezentuje barwy Gryfa. W Tarnobrzegu na boisku zobaczymy tylko Roberta Chwastka. Łukasz Nadolski opuści spotkanie z Siarką z powodu nadmiaru żółtych kartek.

25 - tyle dni na ligowe zwycięstwo czeka Siarka Tarnobrzeg. 

50 - tyle goli stracił w tym sezonie Gryf Wejherowo - najwięcej w lidze. 

FAKTY:

Środowe spotkanie Siarki z będzie czwartym spotkaniem obu drużyn. Bilans - 1 wygrana Siarki (2:1), jeden remis (2:2) oraz jedna porażka (0:2).

Trzy mecze bez zdobytego gola po raz ostatni Siarce przytrafiły się w sezonie 2012/2013. 

Cztery razy mecz z udziałem Siarki sędziował Robert Marciniak i ani razu jego obecność nie przyniosła szczęścia tarnobrzeskiej drużynie (2 porażki i 1 remis). Może tym razem będzie inaczej?

Hubert Mikusiński

00:03, dante1002
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 maja 2017

Zdjęcie - Barbara Szczepanek

Jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywek w klasie A, rezerwy Siarki Tarnobrzeg były postrzegane jako główny kandydat do awansu. Kadrowe możliwości, piłkarska jakość  i klubowy profesjonalizm zdawały się być wystarczającym argumentem w drodze na boiska klasy okręgowej. Tymczasem drużyna Macieja Wojnara już na półmetku sezonu poniosła niewytłumaczalną klęskę, której skutki odczuwalne są również wiosną.

Reaktywacja drużyny rezerw Siarki miała w tym sezonie dać wymierne korzyści w postaci awansu do klasy okręgowej. Po dwóch poprzednich, nie do końca udanych podejścia, tym razem cel miał zostać osiągnięty. –  Z całym szacunkiem dla naszych przeciwników, ale to zbyt niski poziom aby nasi zawodnicy ogrywali się w takich warunkach – deklarował we wrześniu Maciej Wojnar. Czarne chmury nad jego głową pojawiły się kilka tygodni później, gdy okazało się, że tarnobrzeski klub w skutek koszmarnego niedopatrzenia regulaminowego może stracić całą masę zdobytych punktów.

Po zakończeniu rundy jesiennej Siarka straciła większą część swojego ligowego dorobku. Starania Dariusza Dziedzica zarówno w podokręgu, jak i w Podkarpackim Związku Piłki Nożnej na niewiele się zdały. Na półmetku rozgrywek, przez regulaminową niewiedzę rezerwy Siarki zostały pozbawione sporej ilości wywalczonych punktów oraz przede wszystkim szansy na planowany od dawna awans do wyższej klasy. – Strasznego ciśnienia na ten awans nie było, ale nie ukrywam, że chcieliśmy awansować – mówił prezes Siarki. Na nieszczęście jego i innych osób, organizacyjna katastrofa klubu, który w takiej lidze powinien świecić przykładem stała się faktem.

W trwającej rundzie wiosennej poprawy klubowego wizerunku oraz wyników nadal nie widać. Koszmar, który rozpoczął się na dobrej jesienią trwa nadal. Najpierw w wygranym na boisku 3-0 meczu z Podwoliną w kadrze (po raz kolejny) znalazł się zawodnik nieuprawniony zawodnik do gry. Kolejny walkower był nieunikniony. Dwa tygodnie później, drużyna Siarki przekonała się również ile w piłce znaczy odpowiednie podejście do meczu oraz determinacja i ambicja. W Ocicach wszystkie te cechy pokazała Koniczynka, która nie dała szans drużynie Macieja Wojnara. – Wybujałe ego niektórych zawodników decyduje o tym, że mamy takie wyniki, a nie inne – podsumował Wojnar. Jakby tego było mało w niedzielę rezerwy przegrały kolejne spotkanie, tym razem z Kolejarzem Knapy.

Na siedem kolejek przed końcem sezonu już żadna wysoka wygrana nie poprawi ani tym bardziej nie uratuje najgorszego sezonu dla rezerw. Drużynie prowadzonej przez Macieja Wojnara obecnie znacznie bliżej jest do strefy spadkowej niż do czołowych miejsc. Poniesiona klęska sportowo-organizacyjna stawia przed klubem pytanie, czy w niedalekiej przyszłości aby na pewno jest sens dalej błądzić po boiskach klasy A i po raz kolejny szukać właściwej drogi na wyższy poziom rozgrywkowy.

Hubert Mikusiński

22:48, dante1002
Link Dodaj komentarz »
sobota, 13 maja 2017

 

Drużyna GKS Bełchatów to w ostatnich latach dla Siarki Tarnobrzeg wyjątkowo niewdzięczny przeciwnik. Na zwycięstwo z tym rywalem tarnobrzeski zespół czeka już ponad ćwierć wieku. W sobotę, poturbowana ostatnimi wynikami drużyna Włodzimierza Gąsiora podejmie kolejną próbę przerwania tej niekorzystnej passy.

W gronie II ligowych drużyn ciężko znaleźć drugi taki zespół, który w ostatnich latach miałaby szczególny patent na Siarkę Tarnobrzeg. GKS Bełchatów - nieważne od poziomu rozgrywkowego i miejsca w tabeli -  od kilku sezonów regularnie ogrywał tarnobrzeski zespół. Aby przypomnieć sobie ostatnią zdobycz wywalczoną na obiekcie w Bełchatowie trzeba cofnąć się do roku 1999. To wtedy Siarka jeszcze pod wodzą Jacka Zielińskiego wywalczyła tam punkt. Wcześniej sztuka ta tarnobrzeskiej drużynie udała się tylko raz, po bezbramkowym remisie w sezonie 1991/1992.

Sobotnie spotkanie będzie czternastym pojedynkiem obu drużyn na przestrzeni ostatnich lat. W Bełchatowie do tej pory Siarce wygrać się nigdy nie udało. Jedyne dwie dotychczasowe triumfy tarnobrzeskiego zespołu miały miejsce na przełomie lat 90 w Tarnobrzegu, kiedy to Siarka dwukrotnie pokonała GKS 2-1 oraz 3-0. Od tamtej pory historia pojedynków z Brunatnymi to niekorzystna seria sześciu porażek i pięciu remisów.

Mecze z GKS-em Bełchatów to również pasmo niepowodzeń Włodzimierza Gąsiora. 68-letni opiekun sześciokrotnie prowadził już Siarkę w meczach z tym rywalem i praktycznie za każdym razem musiał gratulować rywalom zwycięstwa. Najbardziej dotkliwą porażkę (0:4) tarnobrzeski zespół poniósł 16 września 1995 roku. Do okazałego zwycięstwa Brunatnych w dużej mierze przyczynili się zawodnicy związani w przeszłości Siarką: Konrad Paciorkowski oraz Jacek Berensztain. Ten drugi dwukrotnie wpisywał się na listę strzelców pokonując w efektowny sposób byłego Marka Pawlaka, który do Siarki trafił właśnie z Bełchatowa.

O tym, że GKS Bełchatów dla Siarki to rywal nieprzewidywalny, tarnobrzescy kibice mogli przekonać się na własne oczy pod koniec października. Przy Alei Niepodległości 2 spadkowicz z I ligi nie tylko wygrał 2-1, ale także rozegrał jedno z lepszych spotkań w rundzie jesiennej. - Drużyna, która powinna być w górnej części tabeli i zarazem przeciwnik z którym zespół w II lidze musi się liczyć  - ocenił najbliższego rywala Włodzimierz Gąsior.

Nie ulega więc wątpliwości, że w sobotę Siarkę czeka trudne zadanie. GKS Bełchatów przed startem rundy wiosennej znajdował się tuż nad strefą spadkową. Teraz po ostatnich zdobyczach punktowych na własnym stadionie  (trzy wygrane z rzędu) zajmuje w tabeli dziesiąte miejsce. Ewentualna wygrana gospodarzy może poprawić ich dotychczasową pozycję. - Siarka to bardzo młody zespół, ale jest tam trzech-czterech doświadczonych zawodników, którzy biorą grę na siebie, i to właśnie dzięki nim gra się lepiej mając w nich oparcie - mówił Mariusz Pawlak, który niewątpliwie liczy na potrzymanie dobrej passy w meczach u siebie.

LICZBY:

7 - tylu zawodników w przeszłości reprezentowało barwy obu klubów - Pawlak, Berensztain, Paciorkowski, Kukiełka, Nowicki, Cheda, Kuranty.

14 - tyle goli ze stałych fragmentów gry w tym sezonie straciła Siarka.

26 - tyle lat na zwycięstwo z GKS-em Bełchatów czeka Siarka.

FAKTY:

Dwie porażki z rzędu bez zdobytego gola - po raz ostatni taką serię Siarka miała ponad rok temu, gdy w marcu przegrała z Błękitnymi, a później z Gryfem w Wejherowie.

Trzy wyjazdowe porażki pod rząd to rzadkość w przypadku piłkarzy Siarki. Po raz ostatni taka sytuacja miała miejsce jesienią 2015 roku.

Aby przypomnieć sobie trzy domowe zwycięstwa GKS-u Bełchatów pod rząd, trzeba cofnąć się na boiska Ekstraklasy do sezonu 2011/2012.

Sześć razy Włodzimierz Gąsior prowadził Siarkę w meczach z GKS-em Bełchatów. Bilans 5 porażek i 1 remis.

Hubert Mikusiński 

00:55, dante1002
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 maja 2017

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec 

Przez szatnie drugoligowej Siarki przewinęło się w ostatnich latach wielu zawodników. Większości z nich już w Tarnobrzegu nie ma. Jak sobie poradzili w nowej rzeczywistości po opuszczeniu naszego Klubu? Okazuje się, że bardzo różnie. W większości przypadków nastąpił zjazd w dół, w Ekstraklasie mamy (bardzo sporadycznie pojawiającego się na murawie) jednego byłego Siarkowca (który zresztą był do Siarki z ekstraklasy wypożyczony). Smaku gry w pierwszej lidze zaznało raptem kilku graczy, można ich policzyć na palcach jednej ręki. Pozostali albo nadal grają w drugiej lidze, albo (tych jest zdecydowana większość) kopią w piłkę w trzeciej lidze. Gdzie więc dziś są chłopcy z tamtych lat? 

LATO 2015

Po fatalnej końcówce sezonu 14/15 w zespole doszło do prawdziwej rewolucji. Trener Włodzimierz Gąsior, który zastąpił Ryszarda Kuźmę, postanowił gruntownie przewietrzyć szatnię. 

Tułaczkę po klubach całej Polski wznowił Artur Melon. W Siarce bramkarz grał - jak na niego - bardzo długo, bo aż dwa całe sezony (wcześniej dłużej był tylko w Wiśle Płock). W tym czasie stał się jednym z ulubieńców kibiców. Trener Gąsior nie chciał jednak z nim dłużej współpracować i Melon nie miał wyjścia - musiał szukać klubu. Trafił do Pelikana Łowicz, potem grał dla Ruchu Zdzieszowice, Lechii Tomaszów Mazowiecki a od wiosny jest graczem trzecioligowego KKS Kalisz.

Klubu musiał szukać też inny z bramkarzy: Daniel Szczepankiewicz miał w swoim CV awans do pierwszej ligi z Wisłą Płock. W Siarce grał mało i nie przekonał do swoich umiejętności Gąsiora. Wylądował w Sokole Kleczew  i gra już tam  drugi sezon. W bieżących rozgrywkach jego zespół jest w górnej połówce tabeli z szansami na awans do drugiej ligi.

Być może na drugoligowe boiska wróci w przyszłym sezonie także Tomasz Persona. Lewoskrzydłowy wrócił do KSZO Ostrowiec Świętokrzyski i jeśli jest zdrowy to gra w nim regularnie. KSZO prowadzi z niewielką przewagą nad resztą stawki w grupie IV trzeciej ligi. 

W trzeciej lidze wylądował też Rafał Parobczyk. W Siarce ten filigranowy pomocnik nie pokazał niczego ciekawego, lepiej idzie mu w Pelikanie Łowicz, gdzie często wybiega w wyjściowej „11”.

Przed spadkiem do trzeciej ligi walczą dwaj inni byli piłkarze Siarki: Robert Chwastek i Łukasz Nadolski. Obaj wylądowali nad morzem. Chwastek z Siarki trafił na cały sezon do trzecioligowego Grunwaldu Ruda Śląska. W 28 meczach strzelił 8 goli i udało mu się trafić ponownie na boiska drugiej ligi. Wylądował w Gryfie Wejherowo i tam ma pewne miejsce w składzie. Strzelił w bieżących rozgrywkach sześć goli, a Gryf jest na dobrej drodze by utrzymać status drugoligowca. Równie ważną postacią w zespole z Wejherowa stał się Łukasz Nadolski. Ten środkowy obrońca lub defensywny pomocnik trafił do Gryfu z Norwegii, gdzie wylądował po rozwiązaniu kontraktu z Siarką. W klubie Sloro SK występował przez pół roku i od wiosny 2016 jest w Wejherowie.

Gdy Siarka w sezonie 14/15 zawodziła jako drużyna, jednym z nielicznych piłkarzy chwalonych za swoją postawę był Michał Chrabąszcz. Trener Gąsior chciał go zatrzymać w Tarnobrzegu, widział w składzie na kolejny sezon, ten jednak wybrał grę dla mającego większe ambicję i stabilniejszego finansowo Radomiaka. W Radomiu „Chrabi” grał dość dużo (25 meczów, 3 gole) po sezonie jednak wylądował bliżej rodzinnych stron, zasilając szeregi Polonii Bytom. Tam długo nie mógł przebić się do składu i dopiero od niedawna zaczął pojawiać się na boisku. Wszystko wskazuje na to, że z Polonią spadnie do trzeciej ligi.

Dwóch graczy, którzy opuścili Tarnobrzeg latem 2015 roku, może pochwalić się grą w wyższej klasie rozgrywkowej. Co ciekawe ani Robert Tunkiewicz, ani Karol Hodowany w Siarce gwiazdami nie byli. Interesująca jest zwłaszcza historia „Robsona”. Tunkiewicz po rozstaniu z Siarką przez pół roku nie grał w żadnym klubie. Potem występował w Olimpii Zambrów, by niespodziewanie trafić do pierwszoligowego MKS Kluczbork. W tym sezonie ten środkowy pomocnik zagrał dziesięć spotkań (dziewięć jesienią i tylko jeden wiosną) i z MKS  spadnie do drugiej ligi. Smak piłki pierwszoligowej poznał też niczym nie wyróżniający się w Siarce Karol Hodowany. Lewy obrońca w Tarnobrzegu występował przez pół roku i latem otrzymał propozycję przejścia do Chrobrego Głogów. Tam zagrał 15 razy w poprzednim sezonie, w tym jak dotychczas osiem razy wybiegał na boisko, a Chrobry walczy o utrzymanie w drugiej lidze.

Wszystko wskazuje na to, że na zaplecze ekstraklasy razem z Rakowem Częstochowa zawita Przemysław Oziębała. Szybkonogi skrzydłowy w Siarce grał słabiutko, tak samo zresztą prezentował się w Stalowej Woli sezon później. Wyraźnie klimat Podkarpacia mu nie służył. Odżył dopiero pod Jasną Górą. Zagrał w tym sezonie 24 mecze i strzelił 9 goli.

Nie grają już wyczynowo w piłkę najbardziej doświadczeni zawodnicy jacy reprezentowali Siarkę w sezonie 14/15. Po rozwiązaniu kontraktu z tarnobrzeskim klubem, nikt nie był zainteresowany Senegalczykiem Traore

Próbowali jeszcze grać w piłkę ulubieńcy tarnobrzeskiej publiki: Marcin Truszkowski i Mariusz Kukiełka. „Truszkin” z Siarki powędrował do trzecioligowej Polonii. Jego pobyt w stolicy trwał bardzo krótko. Po kilku kolejkach za porozumieniem stron kontrakt rozwiązano. Obecnie Marcin jest trenerem występującej w okręgówce Korony Ostrołęka. Nie dane było zakończyć piłkarskiej przygody w swoim ukochanym klubie Mariuszowi Kukiełce. Po sezonie 14/15 Mario czuł się na siłach by jeszcze pograć w piłkę i wzmocnił trzecioligowy JKS Jarosław. Zimą powiedział jednak stop i wyjechał do Irlandii gdzie mieszka do dzisiaj.

W okręgówce, w barwach Sokoła Sokolniki występuje Marcin Szewc, który po rozstaniu z Siarką próbował swoich sił w juniorach Stali Mielec. Natomiast Łukasz Bukała grał w Wiśle Sandomierz, doznał tam groźnej kontuzji i próbuje obecnie wrócić na boisko.

Występujący w barwach Siarki w sezonie 14/15 Filip Rajevac wrócił w rodzinne strony, grał dla OFK Belgrad, a teraz występuje w Uzbekistanie gdzie w 6 meczach strzelił 4 gole dla FK Kokand 1912.  

 ZIMA 2016

Niemal wszystkie ruchy kadrowe dokonane latem w Siarce okazały się udane. Drużyna skazywana na spadek była rewelacją jesieni. Grała piłkę ofensywną i skuteczną. Duża w tym zasługa niechcianych w Stali Mielec Kamila Kościelnego i Macieja Domańskiego. Obaj ze względu na trudną sytuację finansową Siarki zimą dostali pozwolenie na transfery do stabilniejszych finansowo klubów:  Radomiaka i Puszczy Niepołomice i grają dla tych klubów do dzisiaj. Kościelny w Radomiaku występuje najczęściej w roli defensywnego pomocnika i ma raczej silną pozycję. Podobnie jest w przypadku Domańskiego. Maciek w Siarce prezentował kapitalną formę, trener Gąsior potrafił wykorzystać jego wszystkie atuty. Po fenomenalnej rundzie w Tarnobrzegu, ten nieszablonowy pomocnik trafił do Puszczy Niepołomice pod trenerskie skrzydła Tomasza Tułacza. Puszcza jest bliska awansu do pierwszej ligi.

Jednym z tych którzy zawiedli w Tarnobrzegu tamtej jesieni był Kamil Jakubowski. Skrzydłowy długo w Tarnobrzegu miejsca nie zagrzał - trafił do Wejherowa gdzie też nie błyszczał. Na kolejny sezon przeniósł się do Cosmosu Nowotaniec, a od wiosny przywdziewa barwy trzecioligowego AZS AWF Biała Podlaska.

Zimą z Siarki odszedł też młodziutki Fabian Woźniak. Ten kieszonkowy pomocnik trafił najpierw do ŁKS, potem przeniósł się do Widzewa, a w tym sezonie gra (głównie w końcówkach spotkań) w Pelikanie Łowicz.

LATO 2016

Po bardzo dobrym sezonie 15/16 tylko jeden zawodnik wypromował się na tyle, że wylądował ligę wyżej. Do beniaminka z Mielca trafił Dorian Buczek. Jesienią ubiegłego roku napastnik walczył o miejsce w wyjściowym składzie Stali ze zmiennym szczęściem. Strzelił dwa gole  gdy pojawiał się na boisku jako zmiennik. Wiosną jego sytuacja się nie poprawiła. Dorian gra w Mielcu niewiele i nie poprawił swojego dorobku bramkowego.

Jeszcze lepsze wrażenie od Buczka wywarł w Tarnobrzegu Szymon Martuś. Wysoki i dynamiczny napastnik  jesienią należał do najlepszych napastników ligi. Niestety wiosną doznał groźnej kontuzji. Leczył się długo, w międzyczasie rozwiązał kontrakt z Siarką i od niedawna dopiero podpisał umowę z nowym klubem – austriackim SK Bischofschofen (czwarta klasa rozgrywkowa), dla którego w pięciu meczach zdążył strzelić dwa gole. 

Spodziewanych postępów nie robił w Tarnobrzegu środkowy pomocnik Jakub Więcek. Skończył wiek młodzieżowca i na systematyczną grę w Siarce szans wielkich nie miał. Wrócił więc do rodzinnego Rzeszowa i w Stali też nie jest postacią wiodącą. Najczęściej pełni rolę rezerwowego. W tym sezonie może się pochwalić dwiema strzelonymi bramkami na poziomie trzeciej ligi.

W klubie z którego odchodził do Siarki wylądował też Dariusz Frankiewicz. „Franiu” wreszcie wyleczył długotrwałą kontuzję i próbuje wrócić do piłki. Początek jego kolejnej przygody z Resovią był pechowy – wszedł na boisko w 60 minucie meczu z Podhalem Nowy Targ i strzelił samobója. W tej chwili Frankiewicz ma już za sobą trzy mecze ligowe – w każdym wchodził na boisko w końcówce.

W czwartej lidze wylądował natomiast Adrian Chłoń, który reprezentuje obecnie barwy Wolanii Wola Rędzińska. Trafił tam z trzecioligowej Unii Tarnów dla której grał jeszcze jesienią ubiegłego roku.

Maciej Michalewski z Krzysztofem Koselakiem grają w liderze okręgówki Sokole Sokolniki. Do zespołu Michała Szymczaka dołączył też Sebastian Mandzelowski, który zdążył pojawić się też na chwilę w Wiśle Sandomierz. 

Furory w Tarnobrzegu nie zrobił między słupkami Paweł Pawlus.  Narzekał na kłopoty zdrowotne i chyba głównie dlatego trener Gąsior podziękował mu za współpracę. Teraz Pawlus broni bramki Sokoła Sieniawa występującego w czwartej lidze podkarpackiej.

 ZIMA 2017

Ostatnie okienko transferowe było bardzo spokojne. Z klubu odeszło jedynie trzech zawodników – wszyscy gracze drugoplanowi. Mało otrzymujący szans od trenera Gąsiora jesienią Kamil Lewandowski  trafił na wypożyczenie do czwartoligowej Wisły Sandomierz. I tam gra więcej niż w Tarnobrzegu, co nie oznacza wcale, że dużo. Ostatnio wchodzi głównie z ławki rezerwowych, Wisła wciąż jest na czele czwartej ligi świętokrzyskiej.

Na czele tabeli w czwartej lidze podkarpackiej jest natomiast Wólczanka Wólka Pełkińska, której nowym piłkarzem został Patryk Szewc - w Siarce jesienią głównie grający dla A-klasowych rezerw.

O klasę niżej zawędrował obrońca Krzysztof Suchecki. W Tarnobrzegu furory nie zrobił, w pierwszym sezonie nie miał konkurencji na lewej stronie obrony i grał dość regularnie. W tym sezonie trener Gąsior stawiał na Michała Dawidowicza. Gdy zimą pojawił się w klubie młodzieżowiec Witkowski, dla Sucheckiego zabrakło miejsca. Zatrudnił go lider trzeciej ligi GKS Jastrzębie. Tam Suchecki gra regularnie i być może już za rok znowu zagra na drugoligowych boiskach.

Okazuje się, że w ostatnich latach Siarka nie była odskocznią do lepszej piłki. Być może zmieni się to po tym sezonie. W klubie pojawiło się wielu starannie wyselekcjonowanych, młodych i perspektywicznych piłkarzy. Wystarczyło pół roku dobrej gry, by kilku z nich  znalazło się w orbicie zainteresowań klubów z pierwszej ligi, a nawet Ekstraklasy. Czy tam trafią? A jeśli tak to kiedy? O tym przekonamy się już niebawem.

Sławomir Strzałka 

00:43, dante1002
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 maja 2017

Zdjęcie - Barbara Szczepanek 

To były małe derby Tarnobrzega, a jak przystało na pojedynek derbowy nie zabrakło walki, nerwów i emocji. Na grząskiej murawie znacznie więcej zdrowia zostawili piłkarze Koniczynki, którzy wygrali w pełni zasłużenie. Dla rezerw tarnobrzeskiej Siarki to kolejny trudny moment w sezonie.

Faworyt był jeden i z pewnością byli nim goście. Co prawda skład rezerw Siarki zawsze pozostaje zagadką, ale niezależnie od niego od młodych zawodników należy oczekiwać, że na poziomie A klasy będą w stanie wygrywać bez posiłków z pierwszej drużyny. Tym razem wsparcie było dość skromne, bo w Ocicach zagrali Przewoźnik, Głaz i Witkowski. Nie można przy tym zapomnieć, że także Koniczynka borykała się przed spotkaniem z problemami, a trener Łukawski miał dość wąskie pole manewru.

Zanim mecz na dobre się rozpoczął, Przemysław Janowski już musiał wyciągnąć piłkę z siatki. W 40 sekundzie meczu bramkarza Siarki pokonał Krystian Kolano, dla którego był to pierwszy gol w barwach Koniczynki. Zimny prysznic wcale nie podziałał na zawodników trenera Wojnara dobrze. Co prawda Siarka prowadziła grę, częściej utrzymywała się przy piłce i próbowała wyrównać, ale konkretów nie było. Dobrze zorganizowana defensywa ekipy z Ocic nie pozwoliła na stworzenie żadnej dogodnej sytuacji do strzelenia gola.

Gospodarze nie zgubili koncentracji po przerwie, doskonale realizując swój pomysł na ten mecz. Odcinanie prostopadłych podań, walka w środku pola i przede wszystkim nieustępliwość i gra na pograniczu faulu dawały świetne efekty. Pełną kontrolę Koniczynka uzyskała w 54 minucie, gdy po dośrodkowaniu piłka przeszła całe pole karne, a spokojnym mierzonym strzałem wynik podwyższył Piotr Krytusa.

Spotkanie to zostanie zapamiętane jednak głównie dzięki akcji z 57 minuty. Wtedy to do bezpańskiej piłki dopadł Wiktor Żwirek i bez zastanowienia przymierzył z ponad 30 metrów lewą nogą pokonując bramkarza Siarki. Stadiony świata – takiej bramki nie powstydziłby się zawodnicy grający na znacznie wyższym poziomie. Mimo że do końca było jeszcze sporo, to wynik wydawał się być przesądzony. Piłkarze z Ocic zagrali w zasadzie bez większych błędów, a bezradni goście w ogóle nie mieli pomysłu na grę. Honor rezerw Siarki uratował Tomasz Przewoźnik, który w samej końcówce ładnie przymierzył z rzutu wolnego.

Niespodzianka stała się faktem, a Koniczynka pokazała, ile w sporcie znaczy serce do rywalizacji i ambicja. Po meczu mocnych słów pod adresem swoich podopiecznych nie szczędził mocno rozczarowany trener Maciej Wojnar. – Myślę, że wybujałe ego zawodników Siarki, nie tylko tych którzy tu grali decyduje o naszych wynikach. Trenerzy też się przyczyniają do lepszych czy też gorszych wyników, ale przede wszystkim grają zawodnicy. Obojętnie od systemu czy sposobu gry musi być zaangażowanie a nie bujanie w obłokach. Jak się gra w A klasie, to się przede wszystkim biega i walczy, a dopiero później się pokazuje czy się ma ładne buty, albo włosy ułożone na żel – powiedział po meczu trener rezerw Siarki.

Koniczynka pokazała duży potencjał i przede wszystkim to, co w amatorskiej drużynie powinno być najważniejsze – wielką radość z gry. W Ocicach mają powody do zadowolenia, bo poza wpadką w Kłyżowie Koniczynka gra na wiosnę bardzo solidnie. – Cieszę się z tego, bo przed meczem zakładałem, że możemy wyjść i postawić swoje warunki Siarce. Podkreślałem chłopakom, że dyscyplina taktyczna będzie kluczem. Już w przerwie im powiedziałem, że są wielcy a po spotkaniu oddałem każdemu szacunek. Uważam, że lepiej podeszliśmy do tego meczu taktycznie i więcej serducha zostawiliśmy na boisku – podsumował występ swojego zespołu trener Mariusz Łukawski. 

Bartosz Półrolniczak 

00:03, dante1002
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 maja 2017

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec 

Z piłkarzami tak już bywa, że - z małymi wyjątkami - w klubach pojawiają się i znikają. Niektórzy grają w nich dłużej, inni tylko pół rundy, góra sezon czy dwa. Za tymi lepszymi tęsknimy, o pozostałych często szybko zapominamy, nawet nie interesując się jak radzą sobie w nowych drużynach. 

Przez szatnie drugoligowej Siarki przewinęło się w ostatnich latach wielu zawodników. Większości z nich już w Tarnobrzegu nie ma. Jak sobie poradzili w nowej rzeczywistości po opuszczeniu naszego Klubu? Okazuje się, że bardzo różnie. W większości przypadków nastąpił zjazd w dół, w Ekstraklasie mamy (bardzo sporadycznie pojawiającego się na murawie) jednego byłego Siarkowca (który zresztą był do Siarki z ekstraklasy wypożyczony). Smaku gry w pierwszej lidze zaznało raptem kilku graczy, można ich policzyć na palcach jednej ręki. Pozostali albo nadal grają w drugiej lidze, albo (tych jest zdecydowana większość) kopią w piłkę w trzeciej lidze.

Pod uwagę wziąłem jedynie piłkarzy, którzy opuścili Siarkę w okresie od lata 2014 (po nieudanym ataku na pierwszą ligę pod wodzą Tomasza Tułacza) do zimy tego roku. W sumie przez dwa i pół roku, czyli w ciągu pięciu okienek transferowych z Siarką pożegnało się aż 47 piłkarzy.

LATO 2014

Po nieudanej walce o pierwszą ligę trener Tomasz Tułacz postanowił rozstać się między innymi z Bartłomiejem Makowskim. Głównie ze względu na kłopoty z wagą tego potężnie zbudowanego obrońcy. Makowski w Siarce miał doskonały początek. Razem z Mirosławem Baranem tworzyli jeden z lepszych duetów stoperów w drugiej lidze. Na kolejny sezon miejsca dla „Maki” zabrakło, wychowanek Korony Góra Kalwaria wrócił więc do trzecioligowej Resovii, zagrał 26 meczów w sezonie 14/15. W kolejnych rozgrywkach reprezentował barwy ŁKS Łomża, gdzie miał przygody pozapiłkarskie i między innymi z tego też powodu wystąpił jedynie w pięciu spotkaniach ligowych. Wiosną wrócił na Podkarpacie do trzecioligowego Sokoła Sieniawa. W sezonie 2016/17 znów wylądował w Resovii, gdzie ma pewne miejsce w wyjściowym składzie.  

Przygoda z Siarką Jana Kowalskiego także skończyła się latem 2014 roku. Dynamiczny skrzydłowy tylko na początku pobytu w Tarnobrzegu spełniał pokładane w nim nadzieje. Z każdym miesiącem grał coraz mniej, by w końcu usiąść na ławce i rzadko z niej wstawać. Z Siarki trafił do trzecioligowego Granatu Skarżysko i w 33 spotkaniach strzelił 9 bramek. Jesienią 2015 roku trafił do Radomia, gdzie miał powalczyć o awans z mającą drugoligowe aspiracje Bronią. W Radomiu Kowalski zabawił jednak tylko pół roku. 13 występów i 1 strzelony gol – to nie był dorobek, który satysfakcjonował sympatycznego piłkarza oraz jego pracodawców. Zimą Janek przeniósł się w poszukiwaniu formy do Wiernej Małogoszcz, czyli klubu z którego ruszał podbijać Tarnobrzeg. Wiosną nie zagrał w żadnym ze spotkań, jesienią zagrał 15 meczów i nie strzelił bramki. Zmagał się jednak z kontuzją zapalenia spojenia łonowego, przez którą nie zobaczymy go na boiskach tej wiosny. 

Do swojego rodzinnego miasta wrócił  Łukasz Popiela. W Siarce w sezonie 13/14 zagrał 23 mecze, strzelił 2 gole i zaliczył 3 asysty. Dorobek nie rzucał na kolana i nie wystarczył Popieli do załapania się do kadry na kolejne rozgrywki. Łukasz wrócił więc do Unii, w której gra do dzisiaj i dla której regularnie strzela po kilka goli w rozgrywkach.

Inny były piłkarz Unii, który grał w sezonie 13/14 w Siarce, czyli Jakub Wróbel wrócił do Termalicy Bruk Bet Nieciecza, z której był do Tarnobrzega wypożyczony. 7 goli i niezła postawa w Siarce nie zmieniła jego statusu w Niecieczy. W rozgrywkach 14/15 wystąpił tylko w dwóch meczach Termalicy. Nieco lepiej było po awansie drużyny do Ekstraklasy. Jakub zadebiutował na boiskach najwyższej klasy rozgrywkowej, ale po trzech rozegranych meczach znów pojawił się w Tarnobrzegu. Tutaj wiosną 2016 roku zagrał 13 meczów i po zakończeniu sezonu ponownie wrócił do Niecieczy. Jesienią 2016 roku Wróbel nieoczekiwanie dostał kolejną szansę pokazania się w Ekstraklasie. Wystąpił w trzech meczach swojej drużyny, wiosną z powodu złamanej kości śródręcza jeszcze na boisku się nie pojawił. 

Wypożyczony do Siarki był także Damian Buras. Po przeciętnych występach w naszych barwach wrócił do Wisły Kraków. Grał trochę w jej rezerwach, na kolejne rozgrywki przeniósł się do Tarnowa. Tam grał mało, potem doszła jeszcze sprawa z jego zaginięciem. Buras nie dawał znaków życia, był przez jakiś czas poszukiwany. Wszystko dobrze się skończyło, Buras się odnalazł, gorzej jest z jego karierą piłkarską, która mocno wyhamowała. W tym momencie ten piłkarz wg portalu 90minut.pl  nie gra w żadnym klubie.

Bardzo groźna kontuzja zakończyła przygodę z Siarką Macieja Termanowskiego. „Terman” mało grał w swoim pierwszym sezonie w Siarce. Jego sytuacja miała się poprawić w sezonie 14/15, kiedy to trener Tułacz zamierzał częściej na niego stawiać. Niestety na jednym z ostatnich sparingów przed ligą, rywal złamał mu nogę. Po wyleczeniu kontuzji trafił do holenderskiej Fortuny Sittard, od czasu do czasu grał tam dla zespołu U-21, by na kolejne rozgrywki przenieść się do drugoligowca z Czech MFK Frydek-Mystek. Jesienią zagrał pięć spotkań, wiosną pojawił się na boisku tylko raz.  

ZIMA 2015

W trakcie trwania rundy jesiennej działacze podziękowali za współpracę Tomaszowi Tułaczowi, mimo że drużyna zajmowała wysokie trzecie miejsce. Jego następcą został Ryszard Kuźma. Mimo przeciętnej gry i miejsca poza czołową trójką, przed startą wiosny Siarka nadal była stawiana w gronie faworytów ligi. Zimą trafiło do zespołu sporo znanych nazwisk, pożegnać się musiało z klubem kilku graczy, których Kuźma w Siarce nie widział.

W ten sposób zakończył się pobyt w Tarnobrzegu Oskara Pogorzelca, który rywalizował o miejsce między słupkami z Arturem Melonem. Oskar przeniósł się zimą do  drugoligowego MKS Kluczbork. Tam zagrał osiem meczów na wiosnę i wywalczył z drużyną awans do pierwszej ligi. W sezonie 15/16 Oskar zagrał 26 meczów na zapleczu Ekstraklasy, ale furory nie zrobił. Jesienią 2016 roku zagrał w Kluczborku 11 meczów i zimą trafił na listę transferową. Nie załapał się do kadry drugoligowej Kotwicy Kołobrzeg, ostatecznie wylądował w trzecioligowej Concordii Elbląg, co z pewnością nie jest szczytem jego marzeń.

Zimą opuścił także Siarkę przeciętnie w niej grający Marcin Bochenek. Obrońca wylądował w trzecioligowej Polonii Warszawa, w której gra do dzisiaj i z którą wywalczył awans do drugiej ligi. W tym sezonie grywa regularnie, nie zachwyca, a Polonia walczy o utrzymanie w lidze.

Zaskakującą decyzją Kuźmy była rezygnacja z usług Mirosława Barana. Baran co prawda mocno obniżył loty w porównaniu do swojego pierwszego sezonu w Siarce, ale nadal prezentował się bardzo solidnie. Zimą musiał wrócić do trzecioligowej Resovii. Wiosną 2015 roku zagrał dla niej 12 razy, w sezonie 2015/16 był podstawowym graczem trzecioligowca z Rzeszowa (29 meczów). Jesienią także grał dość często (13 występów), wiosną ze względu na kontuzję Achillesa nie zagrał jednak ani minuty.

Na status gwiazdy nigdy nie udało się zapracować w Siarce Tomaszowi Ciećko. Swój pierwszy sezon miał jeszcze w miarę udany, w drugim był już tylko zmiennikiem i zimą wrócił do Resovii. Na boiskach trzeciej ligi strzelił wiosną trzy gole, w kolejnych rozgrywkach mimo, że zagrał aż 31 razy to strzelił zaledwie dwa gole. Po sezonie odszedł z Resovii i nie gra obecnie w żadnym poważnym klubie.

Lepiej potoczyły się losy Bartosza Sulkowskiego. Trener Kuźma pozbył się go bez żalu. Niechcianego w Tarnobrzegu „Sulka” przygarnął Radomiak i chyba działacze z Radomia tej decyzji nie żałują. Sulkowski ma pewny plac, jeśli jest zdrowy to gra i w tym sezonie walczy z kolegami o awans do pierwszej ligi.

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja innego piłkarza związanego swego czasu z Radomiakiem. Bożyszcze radomskich kibiców Marcin Figiel trafił do Siarki za kadencji Tomasza Tułacza, ale ze względu na kłopoty zdrowotne (choć i nie tylko) nie pokazał pełni swoich możliwości. Po wyjeździe z Tarnobrzega próbował swoich sił w Legionovii, Pilicy Białobrzegi, Chełmiance i Ożarowiance. W żadnym z tych klubów nie zagrzał dłużej miejsca. Teraz kopie piłkę w trzecioligowym Huraganie Wołomin.

Czas leci a wciąż na regularne występy nie może liczyć Michał Paluch. W Siarce grał jako młodzieżowiec i raczej zawodził. Wylądował więc w swoim macierzystym klubie czyli Motorze Lublin. Na trzecioligowych boiskach nie może się przebić i gra sporadycznie. Ostatnio jest pod tym względem nieco lepiej - wreszcie wywalczył miejsce w składzie i strzelił dwa gole w meczu z Trzebinią Siersza. Motor wciąż liczy się w walce o awans.

Co pół roku zmienia barwy Pavol Cicman. Zawodnik który grał kilka lat temu na boiskach polskiej Ekstraklasy, w Siarce nie wyróżniał kompletnie niczym i zimą trafił do czeskiego Bohemians 1905. Do dziś zdążył zagrać dla słowackich klubów: FK Senica, Tatran Presov i FK Swidnik.

Po krótkim pobycie na Litwie i grze dla Siuliai do Gruzji wrócił Tamaz Czargeiszwili. Jesienią środkowy pomocnik był w kadrze FC Gagra.

Ciąg dalszy nastąpi...

Sławomir Strzałka

16:42, dante1002
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 maja 2017

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Zderzenie dwóch piłkarskich żywiołów - tak zapowiadany był sobotni mecz przy Alei Niepodległości 2. Z jednej strony niepokonana od dłuższego czasu w roli gospodarzy Siarka, a z drugiej świetnie radząca sobie na obcych boiskach Warta. Dobrą passę podtrzymali goście, którzy w Tarnobrzegu wygrali 1-0.

Siarka w Tarnobrzegu i poza nim to zupełnie inna drużyna. Podopieczni Włodzimierza Gąsiora na swoim stadionie od listopada byli postrachem ligi - wygrali pięć spotkań, a dwa zremisowali. Nieco gorzej tarnobrzeskiej drużynie wiodło się ostatnio na wyjazdach. Po bolesnej porażce w Elblągu, gospodarzy sobotniego spotkania interesowało tylko zwycięstwo, ale plany odkucia się za ostatnie ligowe niepowodzenie miała również walcząca o utrzymanie Warta Poznań.

Gospodarze nie czuli się pewnie od początku. Już po pierwszych podań widać było, że coś jest nie tak. Wracający do składu po kartkowej karencji Marcin Stefanik w dość prosty sposób zgubił piłkę na własnej połowie, co skrzętnie próbował wykorzystać przeciwnik. Kilka minut później Warta po raz kolejny stworzyła ogromne zagrożenie pod bramką Dybowskiego. Goście swoją przewagę udokumentowali w 34 minucie, kiedy po rzucie rożnym gola zdobył Tomasz Dejewski.

Podrażniona Siarka jeszcze przed przerwą  mogła wyrównać, ale świetnie dysponowanego Laskowskiego tego dnia nie byli w stanie pokonać nie byli w stanie pokonać kolejno: Płatek, Koczon, Czyżycki, Tomalski oraz wprowadzony na boisko w 51 minucie Konrad Stępień. I to właśnie pod adresem wracającego po ciężkiej kontuzji zawodnika słynęło najwięcej pochwał z ust Włodzimierza Gąsiora. - Chciałoby się aby każdy z zawodników podszedł do meczu tak jak Konrad - stwierdził trener Siarki.

Siarka w sobotę zawiodła jako zespół, a poszczególne jednostki - Daniel Koczon, Marcin Stefanik i Hubert Tomalski - nie zdołały zamazać tego obrazu. Po raz pierwszy od roku tarnobrzeska drużyna przed własną publicznością przegrywając spotkanie nie zdobyła nawet bramki. - Po meczu w Opolu coś pękło, nie tworzymy zespołu od trzech meczy - dodał na konferencji Włodzimierz Gąsior. Rozczarowany postawą Siarki szkoleniowiec na poprawę gry i wyników liczy w kolejnych spotkaniach. Najbliższe z nich Siarkowcy rozegrają w Bełchatowie.

POMECZOWE OCENY: 

Karol Dybowski - 6,0 Najlepszy w szeregach gospodarzy. Gdyby nie jego dwie świetne interwencje mogliśmy przegrać znacznie wyżej.

Jan Grzesik - 4,0 W pierwszej połowie nie zrobił ani jednej dobrej akcji w ofensywie. W drugiej podobnie jak cała drużyna, atakował znacznie częściej. Z zadań defensywnych wywiązał się co najwyżej poprawnie. Miał sporo kłopotów z biegającym po jego stronie Ciarkowskim. Raz rywal założył mu "siatkę" a drużynę uratował Dybowski. 

Radosław Sylwestrzak - 4,5 Z grona piłkarzy linii defensywnej wyglądał najlepiej. Miał świetną okazję na strzelenie gola, jego strzał wyśmienicie obronił bramkarz Warty.

Bartosz Walencik - 3,5 Odpowiadał za Dejewskiego przy rzutach rożnych. W 34 minucie zaspał w polu karnym i umożliwił rywalowi strzelenie gola. 

Michał Dawidowicz - 4,0 Przeciętny występ, na plus niezłe centry ze stojącej piłki, zwłaszcza ta z 41 minuty po której szanse mieli Sylwestrzak i Koczon.

Marcin Stefanik - 5,0 Gdyby każdy z piłkarzy walczył tak jak on, to mecz zakończyłby się wielką zadymą. Widać, że chciał, jednak niewiele było pożytku z jego występu. Mała ruchliwość kolegów sprawiła, że najczęściej grał do boku lub do tyłu. Kilka jego przerzutów na skrzydło też było niedokładnych. W ofensywie pokazał się tylko raz, kiedy to wywalczył rzut wolny z linii pola karnego. 

Grzegorz Płatek - 4,0 Słaby mecz. Jedyny dobry moment to piękne uderzenie z lewej nogi, efektownie obronione przez Laskowskiego. 

Mateusz Czyżycki - 3,5 Zagubiony i mało widoczny. Mógł strzelić gola, ale strzelił przewidywalnie i niemal wprost w bramkarza. 

Daniel Koczon - 5,0 Mało było tego dnia jego rajdów, miał problemy z szybkim Fiedosewiczem. Słabiej też wyglądały jego stałe fragmenty gry, często piłka leciała za nisko. Doskonale obsłużył Ropskiego w drugiej połowie. 

Hubert Tomalski - 5,0 Z piłkarzy ofensywnych wyglądał najlepiej. Kiwał i strzelał (aż sześć prób). Zawiódł w jednym momencie: gdy ruszyła kontra Siarki i piłkarze z Tarnobrzega mieli przewagę czterech na dwóch. Zamiast szukać podania wdał się w drybling i stracił piłkę. 

Krzysztof Ropski - 3,5 Nie radził sobie z agresywnie grającymi obrońcami. Miał dwie okazje na gola, obie zmarnował. Strzelił bramkę, jednak już po gwizdku arbitra. Sytuacja zresztą była bardzo kontrowersyjna, sędzia powinien chyba puścić grę, pozwolić kontynuować akcję Siarkowcom zamiast odgwizdywać przewinienie na Stefaniku. 

Michał Żebrakowski - 3,5 Jedno dobre zagranie do Tomalskiego. Widać, że jest bez formy.

Konrad Stępień - 5,0 Na boisku spędził ponad 40 minut i na pewno nie był to czas stracony. Biegał, walczył, pokazywał się do gry. Ożywienie, które wprowadził na boisku nie przyniosło jednak bramkowego efektu. 

Dawid Witkowski i Jakub Głaz - grali zbyt krótko aby ich ocenić. 

Hubert Mikusiński, Sławomir Strzałka 

23:02, dante1002
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 maja 2017

Jeszcze blisko rok temu byli na skraju ligowego dna, notując swój najgorszy sezon w historii występów na boiskach klasy B. W tym sezonie, za sprawą planu naprawczego mozolnie odbudowują swoją pozycję w ligowej hierarchii. Zespół z Serbinowa wiosną podąża zwycięską ścieżką, na którą udało się mu wkroczyć w rundzie jesiennej.  

Wspólnota Serbinów od zawsze przed rozpoczęciem rozgrywek lubiła napinać muskuły. Z ust osób odpowiedzialnych za prowadzenie klubu często wychodziły deklaracje w stylu: Idziemy po awans. Nie zawsze miało to później odzwierciedlenie w rzeczywistości, co powodowało dość duże rozczarowanie wewnątrz zespołu.  Najgorszy w B klasowej historii poprzedni sezon przekonał rządzących, że najważniejsza jest pokora. Dlatego też w tym sezonie nikt już nie odważył składać się odważnych deklaracji.

 – Awans? Nie przesadzajmy! Gramy o jak najwyższe miejsce i tego się trzymajmy – zapowiedział jeszcze na starcie rozgrywek Piotr Wawrylakowski. Dla trenera Wspólnoty, który po raz pierwszy w życiu zdecydował się na pracę w seniorskiej piłce, nowa rola okazała bardzo trudnym doświadczeniem. Wawrylakowskiemu w pierwszym sezonie nie udało się zapanować nad zespołem, który na koniec rozgrywek zajął fatalne 12 miejsce.

Seria porażek i słaby wynik na koniec nie spowodował jednak latem nerwowych ruchów na Serbinowie. Wawrylakowski został, a do zespołu dołączyły brakujące ogniwa w postaci napastników. Do Wspólnoty wrócili Konrad Kasica oraz Kajetan Abramczyk, i właśnie obecność tego drugiego znacząco poprawiła jakość i wydajność gry całego zespołu. – Przyszło dwóch nowych-starych zawodników i wreszcie jest znaczący progres w przodzie, gdzie mogłem rotować – ocenił Wawrylakowski.

Wspólnota jesienią z każdą kolejką się rozkręcała. Po niemrawym początku (remis z Błękitnymi i porażka w Wielowsi) wreszcie nadeszły dni chwały na Serbinowie. Zespół Piotra Wawrylakowskiego wygrał kolejne cztery spotkania z rzędu: dwa wyjazdowe w Kopciach i Krzątce oraz na własnym boisku z Płomieniem Chmielów i Tarnowską Wolą. Na szczególną uwagę zasługuje zwycięstwo właśnie z tą ostatnią drużyną, gdzie Wspólnota z niekorzystnego stanu 0-2 potrafiła odwrócić losy meczu i zwyciężyć 4-2. Do pełni szczęścia derbowych zwycięstw z Iskrą Sobów i Juniorem Zakrzów. W obu tych przypadkach Wspólnota była minimalnie gorsza.

Niepowodzenia z tarnobrzeskimi drużynami Wspólnota powetowała sobie zimą na hali, odnosząc historyczny triumf w turnieju o Puchar Prezydenta. Sukces na zespół Piotra Wawrylakowskiego podziałał jeszcze bardziej motywująco, czego dowodem może być dość udany początek rundy wiosennej i kontakt z ligową czołówką - Zakrzów wydaje się być poza zasięgiem, ale będziemy walczyć o baraż - zadeklarował Piotr Wawrylakowski. Trener Wspólnoty po nerwowym początku pracy może nieco odetchnąć z ulgą. Podobnie jak i prezes klubu, który tej zimy zdecydował się założyć sekcję juniorską w klubie. Czyżby więc nadchodziły lepsze czasy dla Wspólnoty Serbinów? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań zapewne poznamy wkrótce.

Hubert Mikusiński

00:46, dante1002
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 07 maja 2017

Takie starcia OKS Mokrzyszów w tym sezonie lubi najbardziej. Im lepszy przeciwnik, tym większe wyzwanie i jeszcze większa szansa na sprawienie niespodzianki. W ostatnim czasie przekonały się o tym drużyny z Nowej Sarzyny, Zarzecza oraz Stalowej Woli. Dzisiaj czas sprawdzić się z liderującym Sokołem Sokolniki.

Lato 2015 roku. W Sokolnikach szampan leje się strumieniami. Sokół świętuje historyczny awans na IV ligowe boiska. Wiosna 2016 roku. Spadek beniaminka do okręgówki staje się faktem. Po tych wydarzeniach, takiej huśtawki nastrojów w Sokolnikach już nikt nie chce przeżywać. Aby uniknąć podobnego scenariusza, w tym sezonie do klubu został ściągnięty Michał Szymczak. - Wziąłem trenera z wyższej półki i wyznaczyłem cel sportowy zająć pierwsze miejsce - mówił Eugeniusz Pikus. Były trener Siarki Tarnobrzeg, JKS-u Jarosław oraz Unii Tarnów szybko zaczął spłacać kredyt zaufania wielkiego mecenasa sportu.

Kadrowa rewolucja, jaką Szymczak przeprowadził na początku swojej pracy w nowym klubie zdała egzamin. - Lubię otaczać się zawodnikami sprawdzonymi, których znam i mieli coś wspólnego z Siarką - podkreślał Szymczak.  Sokół od początku sezonu zaczął kompletować na swoim koncie zwycięstwa, które znalazły swoje odzwierciedlenie na koniec rundy w ligowej tabeli. Pozorny spokój w postaci siedmiu punktów przewagi szybko jednak został zakłócony. Zimny prysznic na inaugurację wiosny z Pogonią Leżajsk  oraz ostatnia - najgorsza w tym sezonie - seria dwóch spotkań bez zwycięstwa sprawiły, że wypracowana jesienią przewaga szybko stopniała do czterech punktów.

O ile margines błędu w Sokolnikach powoli się wyczerpał, o tyle w Mokrzyszowie, po słabszym początku rundy wiosennej wszystko wróciło do normy. Porażki na własnym boisku z Olimpią Pysznica i Bukową Jastkowice okazały się być chwilą słabości, która mogła przydarzyć się każdemu. Na kryzysowy moment podopieczni Michała Złotka odpowiedzieli w najlepszy możliwy sposób, najpierw pokonując na własnym boisku rezerwy Stali Stalowa Wola (3:0), a trzy dni później Słowianina w Grębowie (1:0). Dzięki tym wygranym OKS zrobił uczynił milowy krok w kierunku utrzymania.

W niedzielę więcej do stracenia mają goście. Zdaje sobie sprawę z tego Michał Szymczak, dla którego mecz w Mokrzyszowie będzie szczególny. Obecny trener Sokoła w 2011 roku wymiernie przyczynił się do największego sukcesu OKS-u, jakim był awans na IV ligowe boiska. Później, po nieudanej przygodzie w Siarce, pod naciskiem działaczy Szymczak na chwilę wrócił jeszcze do Mokrzyszowa, ale tego epizodu już tak miło wspominać nie mógł. Dziś będzie miał dobrą okazję aby przypomnieć się miejscowej publiczności.

Hubert Mikusiński

00:09, dante1002
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 37