O tarnobrzeskiej piłce, o koszykówce, a przede wszystkim tarnobrzeskim sporcie...
RSS
czwartek, 01 czerwca 2017

Przełom maja i czerwca w rozgrywkach klasy B zawsze był okresem, w którym ważyły się losy awansu i ewentualnego barażu. W tym sezonie jednak na ostateczne rozstrzygnięcia przyjdzie nam poczekać dłużej niż zwykle. Wszystko to za sprawą czterech tarnobrzeskich drużyn, które tej wiosny postanowiły przejąć całkowite panowanie w lidze.

Już od samego początku sezonu powodów do optymizmu nie brakowało w Wielowsi. OKS po kilku kolejkach objął prowadzenie w lidze, którego nie oddał do końca rundy jesiennej. Wkład trenera Jacka Rączkowskiego i wysiłek jego zespołu nie poszedł na marne w pierwszej części sezonu, ale w kolejce do awansu szybko ustawiły się również inne zespoły, na czele z Juniorem Zakrzów. Rywal z sąsiedztwa swoje wcześniejsze aspiracje do gry w wyższej klasie rozgrywkowej jeszcze bardziej podkreślił (12 zwycięstw z rzędu) pod wodzą Rafała Oleniacza. - Nikt nie zakładał, że będziemy w tym miejscu, w którym jesteśmy teraz, ale wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia - podkreślił trener Juniora.

Korespondencyjny pojedynek Wielowsi z Zakrzowem na samym początku wiosny przechylił się na korzyść tych drugich. Junior wykorzystał atut własnego boiska i dzięki wygranej 4-2 nad lokalnym znalazł się w miejscu, do którego przez lata nie mógł się nawet zbliżyć. - Oddaliśmy ten mecz bez walki - mówił Rączkowski. Pozycją lidera zespół Rafała Oleniacza cieszył się przez miesiąc. Po porażce 0-1 z Iskrą na szczyt z przewagą jednego punktu wrócił OKS. Podopieczni Jacka Rączkowskiego chcąc myśleć o utrzymaniu dotychczasowej pozycji w najbliższych tygodniach będą potrzebowali przede wszystkim punktów na trudnych terach w Tarnowskiej Woli oraz Sobowie. Zwycięstwa nad tymi rywalami z pewnością przybliżą ich do celu, jaki obrali od początku rozgrywek.

Różnica pomiędzy liderem z Wielowsi i trzecią w tabeli Iskrą to dziś zaledwie 4 punkty, dystans, który można zniwelować w przeciągu dwóch kolejek. Tej wiosny sztuka odrabiania punktów najlepiej wychodzi drużynie z Sobowa. Komplet punktów we wszystkich rozegranych spotkaniach w 2017 roku przywrócił na ulicę Bema wiarę w końcowy sukces. W dodatku postawa Iskry sprawiła, że nikt z czołowej trójki nie stoi na straconej pozycji i nikt też nie może się czuć już dziś zbyt pewnie.

Plany tarnobrzeskim zespołom w rundzie wiosennej miały pokrzyżować drużyny z Tarnowskiej Woli i Krzątki, ale dość szybko okazało się, że oba zespoły nie będą się liczyły w walce o najwyższe cele. Nierówną formę obu tych ekip szybko wykorzystała Wspólnota Serbinów. Forma zespołu Piotra Wawrylakowskiego od dłuższego czasu idzie ku górze, o czym świadczyć mogą bardzo przekonywujące zwycięstwa na własnym terenie (4-1 Łęg Kopcie i 5-0 LZS Krzątka). Klubu z Serbinowa nie dręczą już wspomnienia z poprzednich lat, gdy punkty były trwonione na potęgę. Dzisiaj sytuacja jednak jest zgoła odmienna i to właśnie Wspólnota może rozdawać karty (czyt. mecze z Iskrą Sobów oraz Juniorem Zakrzów). Jedno jest pewne - już w tym miesiącu przekonamy się, która z tarnobrzeskich drużyn zada ostateczny cios w zaciętej rywalizacji o A klasę.

Hubert Mikusiński

23:43, dante1002
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 30 maja 2017

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Po kolejnym wyjazdowym niepowodzeniu w Legionowie miało być udane zakończenie przed własną publicznością. Ostatni mecz Siarki Tarnobrzeg w sezonie 2016/2017 przy Alei Niepodległości 2 zamiast oczekiwanego, zwycięskiego finiszu rozgrywek przyniósł ogromne rozczarowanie. Podopieczni Włodzimierza Gąsiora ponieśli jedną z bardziej dotkliwych porażek w tym sezonie.

Od kilku tygodni Siarka ma wyraźny problem. Pomiędzy drużyną, a trenerem nie ma już takiej chemii, jak choćby przed rokiem, gdy tarnobrzeski zespół ocierał się o barażowe miejsce. Pogłębiający się z każdym kolejnym tygodniem marazm (cztery porażki w pięciu ostatnich spotkaniach) miało przerwać spotkanie z walczącym o utrzymanie ROW-em Rybnik, ale zamiast wyczekiwanego zwycięstwa gospodarzy, tarnobrzescy kibice byli świadkami wyjątkowo bolesnej porażki.

Ledwie wybrzmiał pierwszy gwizdek arbitra, a ROW cieszył się z prowadzenia. Już w 3 minucie rzut rożny w połączeniu z niefrasobliwością Jana Grzesika szeroko otworzył rywalom drogę do bramki. Sytuacja powtórzyła się kilkadziesiąt minut później, gdy kolejna pomyłka w polu karnym kosztowała tarnobrzeski zespół utratę drugiej bramki. - Tracimy bramki po stałych fragmentach gry, gdzie wiedzieliśmy doskonale, że ROW bardzo dobrze wykonuje ten element gry - zaznaczył  po meczu Włodzimierz Gąsior. Goście, którzy  grali o swoją II ligową przyszłość nie tylko zaakcentowali swój atut, ale przede wszystkim do bólu wykorzystali totalną niemoc, jaka tego dnia ogarnęła defensorów Siarki.

Z gry Siarki biła bezradność i jednostajność przy każdej próbie wypadku pod bramkę rywala. Już po dwóch kwadransach gry okazało się, że gra na trzech obrońców, stosowana od niedawna przez Włodzimierza Gąsiora zupełnie się nie sprawdza. Losy meczu w pierwszej połowie spróbował odwrócić Marcin Stefanik, ale jego kapitalne uderzenie z dystansu na niewiele się zdało. Pięć minut później goście znowu byli na dwubramkowym prowadzeniu. W 44 minucie z rzutu wolnego przymierzył Mariusz Muszalik i powoli stało się jasne, że ostatnie spotkanie Siarki przed własną publicznością nie skończy się pomyślnie.

Oblicza spotkania nie odwróciła początkowa nieobecność Włodzimierza Gąsiora w szatni, a ni tym bardziej druga połowa spotkania, w której znowu do głosu szybko doszli goście. W 55 minucie Sebastian Musiolik zadał kolejny i jak się później okazało ostatni tego dnia cios. Po tej bramce inicjatywę na boisku przejęła Siarka, ale dalej biła głową w mur. - Kolejna drużyna, która górowała nad nami agresywnością, determinacją i doświadczeniem - komentował Gąsior. Sytuacji ani humoru nie mogła poprawić nawet fatalna pomyłka bramkarza z Rybnika z której skorzystał w końcówce spotkania Daniel Koczon. 35-letni pomocnik, dla którego mecz z ROW-em był 101 występem w zielono-czarno-zółtych barwach miał najwięcej pretensji do swoich kolegów z zespołu.

Siarka w sobotę nawet na moment nie zbliżyła się do zwycięstwa. Przegrała siódmy mecz tej wiosny i spadła na szóste miejsce w ligowej tabeli. Na stadion przy Alei Niepodległości 2 zamiast końcowej radości wróciły najgorsze wspomnienia choćby sprzed trzech lat, gdy tarnobrzeski zespół poniósł klęskę w meczu z Wigrami Suwałki. - Któryś kolejny mecz przechodzimy obok meczu  - zakończył Gąsior. Okazją do udanego zakończenia sezonu będą więc Wielkie Derby Podkarpacia. 

POMECZOWE OCENY: 

Karol Dybowski - 3,5 Mało zdecydowany przy pierwszym golu. Później też zawahał się podczas wyjścia do piłki i o mały włos nie sprokurował rzutu karnego. Przy drugim golu bez szans. Zdecydowanie więcej mógł zrobić przy golu Muszalika, mimo że strzał był mocny i precyzyjny. W drugiej połowie kapitalna interwencja po strzale Brychlika.

Bartosz Walencik - 2,0 Bardzo słaby występ. Sfaulował Brychlika i z tego rzutu wolnego podwyższył wynik Muszalik. Nie zareagował tak jak powinien przy czwartym golu ROW. Doznał jakiegoś urazu i po raz pierwszy w tym sezonie opuścił plac gry. 

Radosław Sylwestrzak - 2,0 Również bardzo słaby występ. Przegrał dwa kluczowe pojedynki powietrzne z Brychlikiem. 

Dawid Witkowski - 2,5 Grał jako półlewy środkowy obrońca. Zupełnie sobie nie radził i mimo, że nie zawalił ewidentnie żadnego z goli, po przerwie już nie wrócił na boisko.

Jan Grzesik - 2,0 Najsłabszy chyba mecz tego piłkarza w Siarce. Do tej pory raczej imponował równą, niezłą formą. W sobotę zawalił dwa gole. Po katastrofalnej pierwszej połowie znacznie lepiej zagrał w drugiej części i tylko dlatego nie otrzymał „jedynki”.

Michał Dawidowicz - 2,5 Słaby mecz. Na plus dwie dobre wrzutki z rzutów rożnych, po których gole mogli strzelić Waleńcik i Sylwestrzak. Za daleko Musiolika gdy ten strzelał czwartego gola dla ROW. 

Marcin Stefanik - 5,0 Najbardziej aktywny piłkarz w szeregach Siarki. Strzelił pięknego gola – już ósmego w tych rozgrywkach. 

Mateusz Czyżycki - 3,0 Pierwsza połowa zupełnie bezbarwna. W drugiej dwa razy strzelał na bramkę, oba uderzenia były zablokowane. 

Hubert Tomalski - 3,5 Nie potrafił się odnaleźć w nowej roli. Tym razem miał częściej biegać w środku boiska, a nie jak zazwyczaj przy linii bocznej. Jeden groźny strzał z lewej nogi po przerwie. 

Daniel Koczon - 5,0 Podobnie jak Tomalski – grał na nietypowej dla siebie pozycji. Próbował, szarpał, niewiele jednak z tego wynikało. Sprytnie wykorzystał prezent od rywali i nie dał szans w sytuacji sam na sam bramkarzowi. Do tego zaliczył 13 asystę w tym sezonie przy golu Stefanika. 

Krzysztof Ropski - 2,0 Bezbarwny i słaby występ. 

Michał Żebrakowski - 3,0 Wszedł na boisku w drugiej połowie i pozostawił trochę lepsze wrażenie od Ropskiego, ale do normalnej dyspozycji sporo mu jeszcze brakuje. 

Konrad Zaradny - 3,0 Nic nie wniósł pozytywnego do gry zespołu. 

Tomasz Przewoźnik - 3,0 Zastąpił Waleńcika na ostatnie 21 minut spotkania. 

Grzegorz Płatek - 3,0 Wrócił na boisko po kilkutygodniowej przerwie. 

Hubert Mikusiński, Sławomir Strzałka

23:58, dante1002
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 maja 2017

W tę historię do niedawna byłoby w stanie uwierzyć niewielu. Jeszcze kilkanaście miesięcy temu w klubie z Mokrzyszowa martwili się, czy grupa kilkunastu zawodników w przyszłym sezonie będzie w stanie obronić się przed spadkiem w A klasową otchłań. I wszystko zmieniło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, bez dokonywania kadrowej rewolucji ani nerwowych ruchów.

Jeszcze rok temu ktoś uznałby to za kiepski żart, ale dziś to najprawdziwsza prawda - Mokrzyszów to piąta siła klasy okręgowej. Miejsce, do którego tarnobrzeski zespół w ostatnich latach nie był w stanie się nawet na chwilę zbliżyć, dziś stanowi jasny dowód na to, jak wielkiego, piłkarskiego skoku jakościowego w tym sezonie dokonał Michał Złotek wraz swoją ekipą. OKS, który w ostatnich latach skazany był na rozpaczliwą walkę o ligowe przetrwanie w mgnieniu oka przeistoczył się w drużynę, z którą liczy się każdy kolejny rywal. 

Do zrealizowania założonego celu Michałowi Złotkowi wystarczało spokojne utrzymanie ligowego bytu, ale z upływem sezonu jego gracze wysyłali jasne sygnały, że nie zamierzają grać na alibi. - Ja będę powtarzał, że ta drużyna jest młoda i jeszcze potrzeba jej trochę czasu aby się zgrać - mówił kilka miesięcy temu Złotek. Słowa dotrzymał. Tylko jesienią tarnobrzeski zespół wywalczył 27 punktów, czyli praktycznie tyle samo, co w całym poprzednim sezonie. Obecna runda rewanżowa potwierdziła możliwości OKS-u, który mimo nie najlepszego początku (1 zwycięstwo w 5 spotkaniach) szybko odnalazł swój właściwy, ligowy rytm.

Od remisu w Chwałowicach zespół z Mokrzyszowa tej wiosny dał się pokonać już tylko raz, przegrywając 0-1 u siebie z liderującym Sokołem Sokolniki. Pozostałe pięć spotkań to seria zwycięstw OKS-u, która swój początek wzięła dość w najmniej spodziewanym momencie. Efektowna wygrana 3-0 z rezerwami Stali Stalowa Wola sprawiła, że tarnobrzeski klub znalazł się na fali, o czym boleśnie przekonać mogli w ostatnich tygodniach rywal z Grębowa, Kamienia, Górna oraz Skopania.

Wraz w wynikami zespołu przyszła również lepsza forma poszczególnych zawodników. Mający za sobą trudny początek w nowym zespole Dominik Wolak szybko przystosował się do niełatwych standardów w seniorskiej piłce. Pomógł mu w tym Kamil Guściora, który niebawem będzie obchodził swój piłkarski benefis z okazji 10-lecia gry w klubie z Mokrzyszowa. Strzelecką formę odzyskał także Michał Kułaga. Wychowanek Siarki wiosną nie schodzi poniżej pewnego poziomu, a jego strzelecki licznik (7 goli) w tym roku na razie się nie zatrzymuje.

Ostatnia wygrana sprawiła, że OKS na swoim koncie ma już tuzin zwycięstw. Każdy wywalczony komplet punktów w ostatnim czasie miał swój wyjątkowy smak. W meczu z Sokołem Kamień drużynie Michała Złotka z niekorzystnego wyniku 0-2 udało się odwrócić losy spotkania i sięgnąć po pełną pulę. Z kolei w potyczce z Górnovią zwycięski gol padł w 90 minucie spotkania, gdy piłkę do bramki strzałem głową skierował Robert Rzepiela. W Skopaniu okazja do świętowania była podwójna, bo oprócz trzech punktów swoje urodziny obchodził Robert Biało, który bardzo wymiernie przyczynił się do skoku OKS-u na czołowe miejsca w klasie okręgowej.

Na sześć kolejek przed końcem wyjątkowo długiego sezonu, przy ulicy Grzybowej już dziś powoli mogą szykować się do udanego i hucznego zakończenia sezonu. Mimo braku szerokiej kadry, kilku kontuzji czy też czerwonych kartek, które wiosną trapiły zespół, w Mokrzyszowie udało się wreszcie stworzyć zespół, na który miejscowi działacze oraz kibice czekali od czasu historycznego awansu na IV ligowe boiska. Aby spełnił się idealny scenariusz brakuje już tylko kilku punktów. To właśnie one sprawią, że pod koniec czerwca Michał Złotek będzie zmuszony dotrzymać danej obietnicy ogolenia się na łyso. 

LICZBY OKS:

3 - wygrane z rzędu w ostatnich tygodniach zanotował na swoim koncie OKS. Ostatni raz taką serię klub z Mokrzyszowa miał dokładnie w czerwcu 2012 roku, gdy pieczętował awans na boiska IV ligi.

4 - tyle czerwonych kartek tej wiosny oglądali zawodnicy z Mokrzyszowa i za każdym razem gra w osłabieniu wychodziła na ich niekorzyść.

31 - tyle oficjalnych spotkań pod wodzą Michała Złotka rozegrał OKS. 14 razy wygrywał, 8 razy remisował i 9 razy z boiska schodził pokonany. 

RYWALE OKS:

LZS Ździary (dom), Unia Nowa Sarzyna (wyjazd), Pogoń Leżajsk (dom), Transdźwig Stale (wyjazd), LZS Jadachy (dom), KP Zarzecze (wyjazd) 

Hubert Mikusiński

23:04, dante1002
Link Dodaj komentarz »
sobota, 20 maja 2017

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Jeszcze tydzień temu w meczu z GKS-em Bełchatów piłkarze Siarki Tarnobrzeg zasługiwali głównie na oceny dopuszczające. W środę na szczęście niekorzystna sytuacja się odmieniła. Po trzech porażkach z rzędu podopieczni Włodzimierza Gąsiora nie tylko pokonali Gryf Wejherowo 3-1, ale także swoją postawą zapracowali na całkiem pozytywne noty.

OCENY ZA MECZ Z GRYFEM WEJHEROWO:

Karol Dybowski - 6,0 Jeden "pusty przelot" przy rzucie rożnym, dwie skuteczne interwencje po strzałach z dalszej odległości, przytomne wyjście poza pole karne, dzięki któremu skasował groźną akcję Gryfu przy stanie 0-0. Raz niepotrzebnie łapał uderzenie lecące poza światło bramki i wypuścił piłkę z rąk. Szkoda, że nie zachował czystego konta. Zabrakło kilku minut.

Jan Grzesik - 6,0 Solidny występ z drugą asystą w tym sezonie. Zszedł w końcówce z urazem.

Bartosz Walencik - 7,0 Bardzo dobre zawody Bartka. W defensywie niemal bezbłędny. W ofensywie jeden raz miał piłkę na nodze w polu karnym ale strzał z trudnej pozycji wylądował na bocznej siatce. 

Radosław Sylwestrzak - 6,5 Bardzo chciał się zrehabilitować za słabiutki występ w Bełchatowie i mu się to udało. Ocena byłaby wyższa, gdyby nie dwa poważne błędy w pierwszej połowie. Za pierwszym razem źle wprowadził piłkę do środka pola i Gryf miał kontrę, za drugim razem nieumiejętnie obliczył lot piłki i pozwolił na strzał Michałowi Marczakowi. 

Dawid Witkowski - 4,5 Zagrał przeciętnie, nie popełnił rażących błędów ale jego gra nie przypadła do gustu trenerowi Gąsiorowi, który nie pozwolił mu dograć do końca pierwszej połowy.

Konrad Stępień - 6,5 Rządził w środku pola. Zdarzały mu się złe zagrania, co jest normalne, zważywszy, że nie grał kilka miesięcy. Jednak więcej w jego grze było pozytywów. Strzelił gola z rzutu karnego, oddał też kapitalny strzał spoza pola karnego obroniony przez Lelenia. 

Tomasz Przewoźnik - 5,5 Początek meczu miał bardzo dobry. Końcówka pierwszej odsłony solidna. Asekurował odpowiedzialnego za kreowanie gry Stępnia i czynił to bardzo skutecznie i umiejętnie. Nie wyszedł na drugą połowę bo narzekał na uraz. 

Marcin Stefanik - 6,5 Zaczął nietypowo bo na pozycji "10", za plecami Ropskiego. Radził sobie nieźle, ale znacznie lepiej wypadł po przerwie, kiedy to biegał bliżej środkowej linii. 

Michał Dawidowicz - 5,5 Dobry występ bez słabych momentów. Na plus dwie dobre centry. Po jednej z nich bliski strzelenia gola był Sylwestrzak. 

Daniel Koczon - 8,0 Początek meczu miał taki sobie. Dużo było niedokładności i chaosu w jego poczynaniach. Z każdą minutą grał coraz lepiej. Wypracował karnego, strzelił gola, dograł jeszcze przynajmniej cztery takie piłki kolegom, że powinien mecz skończyć z dorobkiem przynajmniej trzech asyst.

Hubert Tomalski - 7,0 

Ze względu na kłopoty zdrowotne zaczął mecz na ławce. Jego wejście ożywiło poczynania Siarki. Nie było dla niego straconych piłek. To on był bohaterem akcji, po której Siarka otrzymała rzut karny. W drugiej połowie szarpał kilka razy skrzydłem. Zaimponował jednak przede wszystkim kapitalną asystą przy golu Koczona.

Krzysztof Ropski - 4,5 Aktywny, waleczny. Starał się, był pod grą. Wreszcie doszedł do sytuacji strzeleckich z czym miał problem w ostatnich tygodniach. Wciąż jednak zawodzi pod bramką rywali. W środę miał dwie wyborne okazje, za pierwszym razem strzelił za słabo, za drugim wszystko zrobił dobrze, ale trafił w pozostawioną przez bramkarza nogę. 

Michał Żebrakowski - 6,5 Wreszcie pozostawił po sobie dobre wrażenie. Strzelił ładnego gola, popracował przy stałych fragmentach gry w defensywie. Miał jeszcze dwie niezłe okazje strzeleckie. 

Mateusz Wawrylak i Jakub Barteczko - grali zbyt krótko aby ich ocenić.

OCENY ZA MECZ Z GKS-EM BEŁCHATÓW:

Karol Dybowski - 4,0 Trudny mecz dla bramkarza. Był niemal cały mecz bez pracy. Gospodarze niby atakowali, ale albo strzelali niecelnie, albo ich akcje kończyły się daleko od bramki Siarki. W sumie w światło bramki bronionej przez Karola piłka leciała trzy razy. Za pierwszym razem tor lotu przeciął Sylwestrzak strzelając samobója, za drugim Bartosiak pokonał Dybowskiego strzałem z przewrotki, za trzecim skutecznie karnego wykonał Rachwał.

Jan Grzesik - 4,0 Solidny występ.

Bartosz Walencik - 4,0 Nie zawalił niczego, grał bardzo poprawnie. 

Radosław Sylwestrzak - 1,5 Może śmiało sobie powiedzieć po sobotnim meczu: „Jak nie idzie – to nie idzie” W poprzednich spotkaniach jeden z najsolidniejszych zawodników Siarki – w sobotę za co się nie zabrał to kończyło się katastrofą. Strzelił samobója, za daleko był od Bartosiaka gdy ten składał się do przewrotki, zdaniem sędziego faulował w szesnastce rywala. Ale Radek to silny chłop, powinien po takim meczu się szybko pozbierać. 

Dawid Witkowski - 4,0 Niezły występ, oddał dwa strzały – oba obronione przez bramkarza GKS z kłopotami.

Konrad Stępień - 4,5 Dopóki miał siły to próbował poukładać grę zespołu w środku pola. Po przerwie opadł z sił i został odesłany do szatni. 

Mateusz Czyżycki - 4,0 Nieźle sobie radził na boisku, miał parę fajnych momentów. Niestety po przerwie przeszarżował z agresywną grą. Mając żółtą kartkę dwa razy ostro zaatakował rywali – za pierwszym razem mu się upiekło, za drugim już nie – zobaczył drugą żółtą kartkę i osłabił zespół. 

Hubert Tomalski - 5,0 Najjaśniejsza postać w Siarce. Nie miał z kim grać tego dnia. 

Michał Dawidowicz - 3,5 Zagrał na lewym skrzydle, miał dobrą okazję strzelecką jednak jego strzał trafił w obrońcę a dobitka minęła słupek.

Michał Żebrakowski - 2,0 Kompletnie bezproduktywny

Krzysztof Ropski - 2,0 Jak wyżej

Tomasz Przewoźnik - 3,5 Wszedł w trudnym momencie – przy stanie 0-2 i kiedy Siarka grała w „10”. Dużo biegał i walczył. 

Mateusz Wawrylak - 3,5 Dostał ponad 20 minut od trenera. Oddał swój pierwszy (niecelny) strzał w sezonie.

Sławomir Strzałka

 

00:22, dante1002
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 maja 2017

Niepowodzenia w lidze, kontuzje i fatalna atmosfera – tak wygląda dziś piłkarski krajobraz przy Alei Niepodległości 2. Na twarzach piłkarzy oraz kibiców tarnobrzeskiego klubu trudno szukać w ostatnich tygodniach zadowolenia i uśmiechu. Zespół, który przez ostatnie miesiące liczył się w walce o najwyższe cele znalazł się na zakręcie. Wyjść na prostą w końcówce sezonu pozwolić może komplet punktów w środowym spotkaniu z Gryfem Wejherowo.

Zero punktów w trzech ostatnich spotkaniach i żadnej bramki strzelonej. Tak fatalnej passy Siarka nie miała odkąd prowadzi ją Włodzimierz Gąsior (kwiecień 2015). Ostatnie wyniki z Olimpią Elbląg, Wartą Poznań oraz GKS-em Bełchatów sprawił, że ligowe notowania tarnobrzeskiej drużyny znacząco spadły. Dystans dzielący potencjalnych rywali od piątego miejsca, które obecnie zajmuje Siarka skrócił się do jednego dwóch-punktów.

O ile jesienią drużyna Włodzimierza Gąsiora zrobiła kolejny duży krok do przodu, to wiosną cofnęła się o dwa do tyłu. W sobotę Siarka pozbawiona brakiem kluczowych zawodników (brak Koczona i Stefanika) nie była w stanie przeciwstawić się drużynie z Bełchatowa. Kolejna dotkliwa porażka 0-3 nie wywołała jednak nerwowych ruchów w zespole. Czasu na rozpamiętywanie przegranej być nie mogło, bo w tym tygodniu rozgrywki ligowe nieco podkręcą swoje tempo. 

Aby zachować twarz i obecną lokatę Siarka potrzebuje przede wszystkim domowych zwycięstw. Kalendarz rozgrywek ułożył się tak, że szansą na odbudowanie zaufania wśród tarnobrzeskiej publiczności będzie dzisiejsze spotkanie z Gryfem Wejherowo. Gospodarze do tego meczu przystąpią osłabieni brakiem Marcina Stromeckiego oraz Konrada Zaradnego, który wciąż leczą urazy. Nadmiar żółtych kartek będzie musiał odcierpieć Mateusz Czyżycki. Dobrą wiadomością dla trenera Gąsiora  na pewno jest fakt, że do gry wracają nieobecni w Bełchatowie Koczon oraz Stefanik. Początek meczu o godz. 17. 

LICZBY:

2 - byłych zawodników Siarki obecnie reprezentuje barwy Gryfa. W Tarnobrzegu na boisku zobaczymy tylko Roberta Chwastka. Łukasz Nadolski opuści spotkanie z Siarką z powodu nadmiaru żółtych kartek.

25 - tyle dni na ligowe zwycięstwo czeka Siarka Tarnobrzeg. 

50 - tyle goli stracił w tym sezonie Gryf Wejherowo - najwięcej w lidze. 

FAKTY:

Środowe spotkanie Siarki z będzie czwartym spotkaniem obu drużyn. Bilans - 1 wygrana Siarki (2:1), jeden remis (2:2) oraz jedna porażka (0:2).

Trzy mecze bez zdobytego gola po raz ostatni Siarce przytrafiły się w sezonie 2012/2013. 

Cztery razy mecz z udziałem Siarki sędziował Robert Marciniak i ani razu jego obecność nie przyniosła szczęścia tarnobrzeskiej drużynie (2 porażki i 1 remis). Może tym razem będzie inaczej?

Hubert Mikusiński

00:03, dante1002
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 maja 2017

Zdjęcie - Barbara Szczepanek

Jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywek w klasie A, rezerwy Siarki Tarnobrzeg były postrzegane jako główny kandydat do awansu. Kadrowe możliwości, piłkarska jakość  i klubowy profesjonalizm zdawały się być wystarczającym argumentem w drodze na boiska klasy okręgowej. Tymczasem drużyna Macieja Wojnara już na półmetku sezonu poniosła niewytłumaczalną klęskę, której skutki odczuwalne są również wiosną.

Reaktywacja drużyny rezerw Siarki miała w tym sezonie dać wymierne korzyści w postaci awansu do klasy okręgowej. Po dwóch poprzednich, nie do końca udanych podejścia, tym razem cel miał zostać osiągnięty. –  Z całym szacunkiem dla naszych przeciwników, ale to zbyt niski poziom aby nasi zawodnicy ogrywali się w takich warunkach – deklarował we wrześniu Maciej Wojnar. Czarne chmury nad jego głową pojawiły się kilka tygodni później, gdy okazało się, że tarnobrzeski klub w skutek koszmarnego niedopatrzenia regulaminowego może stracić całą masę zdobytych punktów.

Po zakończeniu rundy jesiennej Siarka straciła większą część swojego ligowego dorobku. Starania Dariusza Dziedzica zarówno w podokręgu, jak i w Podkarpackim Związku Piłki Nożnej na niewiele się zdały. Na półmetku rozgrywek, przez regulaminową niewiedzę rezerwy Siarki zostały pozbawione sporej ilości wywalczonych punktów oraz przede wszystkim szansy na planowany od dawna awans do wyższej klasy. – Strasznego ciśnienia na ten awans nie było, ale nie ukrywam, że chcieliśmy awansować – mówił prezes Siarki. Na nieszczęście jego i innych osób, organizacyjna katastrofa klubu, który w takiej lidze powinien świecić przykładem stała się faktem.

W trwającej rundzie wiosennej poprawy klubowego wizerunku oraz wyników nadal nie widać. Koszmar, który rozpoczął się na dobrej jesienią trwa nadal. Najpierw w wygranym na boisku 3-0 meczu z Podwoliną w kadrze (po raz kolejny) znalazł się zawodnik nieuprawniony zawodnik do gry. Kolejny walkower był nieunikniony. Dwa tygodnie później, drużyna Siarki przekonała się również ile w piłce znaczy odpowiednie podejście do meczu oraz determinacja i ambicja. W Ocicach wszystkie te cechy pokazała Koniczynka, która nie dała szans drużynie Macieja Wojnara. – Wybujałe ego niektórych zawodników decyduje o tym, że mamy takie wyniki, a nie inne – podsumował Wojnar. Jakby tego było mało w niedzielę rezerwy przegrały kolejne spotkanie, tym razem z Kolejarzem Knapy.

Na siedem kolejek przed końcem sezonu już żadna wysoka wygrana nie poprawi ani tym bardziej nie uratuje najgorszego sezonu dla rezerw. Drużynie prowadzonej przez Macieja Wojnara obecnie znacznie bliżej jest do strefy spadkowej niż do czołowych miejsc. Poniesiona klęska sportowo-organizacyjna stawia przed klubem pytanie, czy w niedalekiej przyszłości aby na pewno jest sens dalej błądzić po boiskach klasy A i po raz kolejny szukać właściwej drogi na wyższy poziom rozgrywkowy.

Hubert Mikusiński

22:48, dante1002
Link Dodaj komentarz »
sobota, 13 maja 2017

 

Drużyna GKS Bełchatów to w ostatnich latach dla Siarki Tarnobrzeg wyjątkowo niewdzięczny przeciwnik. Na zwycięstwo z tym rywalem tarnobrzeski zespół czeka już ponad ćwierć wieku. W sobotę, poturbowana ostatnimi wynikami drużyna Włodzimierza Gąsiora podejmie kolejną próbę przerwania tej niekorzystnej passy.

W gronie II ligowych drużyn ciężko znaleźć drugi taki zespół, który w ostatnich latach miałaby szczególny patent na Siarkę Tarnobrzeg. GKS Bełchatów - nieważne od poziomu rozgrywkowego i miejsca w tabeli -  od kilku sezonów regularnie ogrywał tarnobrzeski zespół. Aby przypomnieć sobie ostatnią zdobycz wywalczoną na obiekcie w Bełchatowie trzeba cofnąć się do roku 1999. To wtedy Siarka jeszcze pod wodzą Jacka Zielińskiego wywalczyła tam punkt. Wcześniej sztuka ta tarnobrzeskiej drużynie udała się tylko raz, po bezbramkowym remisie w sezonie 1991/1992.

Sobotnie spotkanie będzie czternastym pojedynkiem obu drużyn na przestrzeni ostatnich lat. W Bełchatowie do tej pory Siarce wygrać się nigdy nie udało. Jedyne dwie dotychczasowe triumfy tarnobrzeskiego zespołu miały miejsce na przełomie lat 90 w Tarnobrzegu, kiedy to Siarka dwukrotnie pokonała GKS 2-1 oraz 3-0. Od tamtej pory historia pojedynków z Brunatnymi to niekorzystna seria sześciu porażek i pięciu remisów.

Mecze z GKS-em Bełchatów to również pasmo niepowodzeń Włodzimierza Gąsiora. 68-letni opiekun sześciokrotnie prowadził już Siarkę w meczach z tym rywalem i praktycznie za każdym razem musiał gratulować rywalom zwycięstwa. Najbardziej dotkliwą porażkę (0:4) tarnobrzeski zespół poniósł 16 września 1995 roku. Do okazałego zwycięstwa Brunatnych w dużej mierze przyczynili się zawodnicy związani w przeszłości Siarką: Konrad Paciorkowski oraz Jacek Berensztain. Ten drugi dwukrotnie wpisywał się na listę strzelców pokonując w efektowny sposób byłego Marka Pawlaka, który do Siarki trafił właśnie z Bełchatowa.

O tym, że GKS Bełchatów dla Siarki to rywal nieprzewidywalny, tarnobrzescy kibice mogli przekonać się na własne oczy pod koniec października. Przy Alei Niepodległości 2 spadkowicz z I ligi nie tylko wygrał 2-1, ale także rozegrał jedno z lepszych spotkań w rundzie jesiennej. - Drużyna, która powinna być w górnej części tabeli i zarazem przeciwnik z którym zespół w II lidze musi się liczyć  - ocenił najbliższego rywala Włodzimierz Gąsior.

Nie ulega więc wątpliwości, że w sobotę Siarkę czeka trudne zadanie. GKS Bełchatów przed startem rundy wiosennej znajdował się tuż nad strefą spadkową. Teraz po ostatnich zdobyczach punktowych na własnym stadionie  (trzy wygrane z rzędu) zajmuje w tabeli dziesiąte miejsce. Ewentualna wygrana gospodarzy może poprawić ich dotychczasową pozycję. - Siarka to bardzo młody zespół, ale jest tam trzech-czterech doświadczonych zawodników, którzy biorą grę na siebie, i to właśnie dzięki nim gra się lepiej mając w nich oparcie - mówił Mariusz Pawlak, który niewątpliwie liczy na potrzymanie dobrej passy w meczach u siebie.

LICZBY:

7 - tylu zawodników w przeszłości reprezentowało barwy obu klubów - Pawlak, Berensztain, Paciorkowski, Kukiełka, Nowicki, Cheda, Kuranty.

14 - tyle goli ze stałych fragmentów gry w tym sezonie straciła Siarka.

26 - tyle lat na zwycięstwo z GKS-em Bełchatów czeka Siarka.

FAKTY:

Dwie porażki z rzędu bez zdobytego gola - po raz ostatni taką serię Siarka miała ponad rok temu, gdy w marcu przegrała z Błękitnymi, a później z Gryfem w Wejherowie.

Trzy wyjazdowe porażki pod rząd to rzadkość w przypadku piłkarzy Siarki. Po raz ostatni taka sytuacja miała miejsce jesienią 2015 roku.

Aby przypomnieć sobie trzy domowe zwycięstwa GKS-u Bełchatów pod rząd, trzeba cofnąć się na boiska Ekstraklasy do sezonu 2011/2012.

Sześć razy Włodzimierz Gąsior prowadził Siarkę w meczach z GKS-em Bełchatów. Bilans 5 porażek i 1 remis.

Hubert Mikusiński 

00:55, dante1002
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 maja 2017

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec 

Przez szatnie drugoligowej Siarki przewinęło się w ostatnich latach wielu zawodników. Większości z nich już w Tarnobrzegu nie ma. Jak sobie poradzili w nowej rzeczywistości po opuszczeniu naszego Klubu? Okazuje się, że bardzo różnie. W większości przypadków nastąpił zjazd w dół, w Ekstraklasie mamy (bardzo sporadycznie pojawiającego się na murawie) jednego byłego Siarkowca (który zresztą był do Siarki z ekstraklasy wypożyczony). Smaku gry w pierwszej lidze zaznało raptem kilku graczy, można ich policzyć na palcach jednej ręki. Pozostali albo nadal grają w drugiej lidze, albo (tych jest zdecydowana większość) kopią w piłkę w trzeciej lidze. Gdzie więc dziś są chłopcy z tamtych lat? 

LATO 2015

Po fatalnej końcówce sezonu 14/15 w zespole doszło do prawdziwej rewolucji. Trener Włodzimierz Gąsior, który zastąpił Ryszarda Kuźmę, postanowił gruntownie przewietrzyć szatnię. 

Tułaczkę po klubach całej Polski wznowił Artur Melon. W Siarce bramkarz grał - jak na niego - bardzo długo, bo aż dwa całe sezony (wcześniej dłużej był tylko w Wiśle Płock). W tym czasie stał się jednym z ulubieńców kibiców. Trener Gąsior nie chciał jednak z nim dłużej współpracować i Melon nie miał wyjścia - musiał szukać klubu. Trafił do Pelikana Łowicz, potem grał dla Ruchu Zdzieszowice, Lechii Tomaszów Mazowiecki a od wiosny jest graczem trzecioligowego KKS Kalisz.

Klubu musiał szukać też inny z bramkarzy: Daniel Szczepankiewicz miał w swoim CV awans do pierwszej ligi z Wisłą Płock. W Siarce grał mało i nie przekonał do swoich umiejętności Gąsiora. Wylądował w Sokole Kleczew  i gra już tam  drugi sezon. W bieżących rozgrywkach jego zespół jest w górnej połówce tabeli z szansami na awans do drugiej ligi.

Być może na drugoligowe boiska wróci w przyszłym sezonie także Tomasz Persona. Lewoskrzydłowy wrócił do KSZO Ostrowiec Świętokrzyski i jeśli jest zdrowy to gra w nim regularnie. KSZO prowadzi z niewielką przewagą nad resztą stawki w grupie IV trzeciej ligi. 

W trzeciej lidze wylądował też Rafał Parobczyk. W Siarce ten filigranowy pomocnik nie pokazał niczego ciekawego, lepiej idzie mu w Pelikanie Łowicz, gdzie często wybiega w wyjściowej „11”.

Przed spadkiem do trzeciej ligi walczą dwaj inni byli piłkarze Siarki: Robert Chwastek i Łukasz Nadolski. Obaj wylądowali nad morzem. Chwastek z Siarki trafił na cały sezon do trzecioligowego Grunwaldu Ruda Śląska. W 28 meczach strzelił 8 goli i udało mu się trafić ponownie na boiska drugiej ligi. Wylądował w Gryfie Wejherowo i tam ma pewne miejsce w składzie. Strzelił w bieżących rozgrywkach sześć goli, a Gryf jest na dobrej drodze by utrzymać status drugoligowca. Równie ważną postacią w zespole z Wejherowa stał się Łukasz Nadolski. Ten środkowy obrońca lub defensywny pomocnik trafił do Gryfu z Norwegii, gdzie wylądował po rozwiązaniu kontraktu z Siarką. W klubie Sloro SK występował przez pół roku i od wiosny 2016 jest w Wejherowie.

Gdy Siarka w sezonie 14/15 zawodziła jako drużyna, jednym z nielicznych piłkarzy chwalonych za swoją postawę był Michał Chrabąszcz. Trener Gąsior chciał go zatrzymać w Tarnobrzegu, widział w składzie na kolejny sezon, ten jednak wybrał grę dla mającego większe ambicję i stabilniejszego finansowo Radomiaka. W Radomiu „Chrabi” grał dość dużo (25 meczów, 3 gole) po sezonie jednak wylądował bliżej rodzinnych stron, zasilając szeregi Polonii Bytom. Tam długo nie mógł przebić się do składu i dopiero od niedawna zaczął pojawiać się na boisku. Wszystko wskazuje na to, że z Polonią spadnie do trzeciej ligi.

Dwóch graczy, którzy opuścili Tarnobrzeg latem 2015 roku, może pochwalić się grą w wyższej klasie rozgrywkowej. Co ciekawe ani Robert Tunkiewicz, ani Karol Hodowany w Siarce gwiazdami nie byli. Interesująca jest zwłaszcza historia „Robsona”. Tunkiewicz po rozstaniu z Siarką przez pół roku nie grał w żadnym klubie. Potem występował w Olimpii Zambrów, by niespodziewanie trafić do pierwszoligowego MKS Kluczbork. W tym sezonie ten środkowy pomocnik zagrał dziesięć spotkań (dziewięć jesienią i tylko jeden wiosną) i z MKS  spadnie do drugiej ligi. Smak piłki pierwszoligowej poznał też niczym nie wyróżniający się w Siarce Karol Hodowany. Lewy obrońca w Tarnobrzegu występował przez pół roku i latem otrzymał propozycję przejścia do Chrobrego Głogów. Tam zagrał 15 razy w poprzednim sezonie, w tym jak dotychczas osiem razy wybiegał na boisko, a Chrobry walczy o utrzymanie w drugiej lidze.

Wszystko wskazuje na to, że na zaplecze ekstraklasy razem z Rakowem Częstochowa zawita Przemysław Oziębała. Szybkonogi skrzydłowy w Siarce grał słabiutko, tak samo zresztą prezentował się w Stalowej Woli sezon później. Wyraźnie klimat Podkarpacia mu nie służył. Odżył dopiero pod Jasną Górą. Zagrał w tym sezonie 24 mecze i strzelił 9 goli.

Nie grają już wyczynowo w piłkę najbardziej doświadczeni zawodnicy jacy reprezentowali Siarkę w sezonie 14/15. Po rozwiązaniu kontraktu z tarnobrzeskim klubem, nikt nie był zainteresowany Senegalczykiem Traore

Próbowali jeszcze grać w piłkę ulubieńcy tarnobrzeskiej publiki: Marcin Truszkowski i Mariusz Kukiełka. „Truszkin” z Siarki powędrował do trzecioligowej Polonii. Jego pobyt w stolicy trwał bardzo krótko. Po kilku kolejkach za porozumieniem stron kontrakt rozwiązano. Obecnie Marcin jest trenerem występującej w okręgówce Korony Ostrołęka. Nie dane było zakończyć piłkarskiej przygody w swoim ukochanym klubie Mariuszowi Kukiełce. Po sezonie 14/15 Mario czuł się na siłach by jeszcze pograć w piłkę i wzmocnił trzecioligowy JKS Jarosław. Zimą powiedział jednak stop i wyjechał do Irlandii gdzie mieszka do dzisiaj.

W okręgówce, w barwach Sokoła Sokolniki występuje Marcin Szewc, który po rozstaniu z Siarką próbował swoich sił w juniorach Stali Mielec. Natomiast Łukasz Bukała grał w Wiśle Sandomierz, doznał tam groźnej kontuzji i próbuje obecnie wrócić na boisko.

Występujący w barwach Siarki w sezonie 14/15 Filip Rajevac wrócił w rodzinne strony, grał dla OFK Belgrad, a teraz występuje w Uzbekistanie gdzie w 6 meczach strzelił 4 gole dla FK Kokand 1912.  

 ZIMA 2016

Niemal wszystkie ruchy kadrowe dokonane latem w Siarce okazały się udane. Drużyna skazywana na spadek była rewelacją jesieni. Grała piłkę ofensywną i skuteczną. Duża w tym zasługa niechcianych w Stali Mielec Kamila Kościelnego i Macieja Domańskiego. Obaj ze względu na trudną sytuację finansową Siarki zimą dostali pozwolenie na transfery do stabilniejszych finansowo klubów:  Radomiaka i Puszczy Niepołomice i grają dla tych klubów do dzisiaj. Kościelny w Radomiaku występuje najczęściej w roli defensywnego pomocnika i ma raczej silną pozycję. Podobnie jest w przypadku Domańskiego. Maciek w Siarce prezentował kapitalną formę, trener Gąsior potrafił wykorzystać jego wszystkie atuty. Po fenomenalnej rundzie w Tarnobrzegu, ten nieszablonowy pomocnik trafił do Puszczy Niepołomice pod trenerskie skrzydła Tomasza Tułacza. Puszcza jest bliska awansu do pierwszej ligi.

Jednym z tych którzy zawiedli w Tarnobrzegu tamtej jesieni był Kamil Jakubowski. Skrzydłowy długo w Tarnobrzegu miejsca nie zagrzał - trafił do Wejherowa gdzie też nie błyszczał. Na kolejny sezon przeniósł się do Cosmosu Nowotaniec, a od wiosny przywdziewa barwy trzecioligowego AZS AWF Biała Podlaska.

Zimą z Siarki odszedł też młodziutki Fabian Woźniak. Ten kieszonkowy pomocnik trafił najpierw do ŁKS, potem przeniósł się do Widzewa, a w tym sezonie gra (głównie w końcówkach spotkań) w Pelikanie Łowicz.

LATO 2016

Po bardzo dobrym sezonie 15/16 tylko jeden zawodnik wypromował się na tyle, że wylądował ligę wyżej. Do beniaminka z Mielca trafił Dorian Buczek. Jesienią ubiegłego roku napastnik walczył o miejsce w wyjściowym składzie Stali ze zmiennym szczęściem. Strzelił dwa gole  gdy pojawiał się na boisku jako zmiennik. Wiosną jego sytuacja się nie poprawiła. Dorian gra w Mielcu niewiele i nie poprawił swojego dorobku bramkowego.

Jeszcze lepsze wrażenie od Buczka wywarł w Tarnobrzegu Szymon Martuś. Wysoki i dynamiczny napastnik  jesienią należał do najlepszych napastników ligi. Niestety wiosną doznał groźnej kontuzji. Leczył się długo, w międzyczasie rozwiązał kontrakt z Siarką i od niedawna dopiero podpisał umowę z nowym klubem – austriackim SK Bischofschofen (czwarta klasa rozgrywkowa), dla którego w pięciu meczach zdążył strzelić dwa gole. 

Spodziewanych postępów nie robił w Tarnobrzegu środkowy pomocnik Jakub Więcek. Skończył wiek młodzieżowca i na systematyczną grę w Siarce szans wielkich nie miał. Wrócił więc do rodzinnego Rzeszowa i w Stali też nie jest postacią wiodącą. Najczęściej pełni rolę rezerwowego. W tym sezonie może się pochwalić dwiema strzelonymi bramkami na poziomie trzeciej ligi.

W klubie z którego odchodził do Siarki wylądował też Dariusz Frankiewicz. „Franiu” wreszcie wyleczył długotrwałą kontuzję i próbuje wrócić do piłki. Początek jego kolejnej przygody z Resovią był pechowy – wszedł na boisko w 60 minucie meczu z Podhalem Nowy Targ i strzelił samobója. W tej chwili Frankiewicz ma już za sobą trzy mecze ligowe – w każdym wchodził na boisko w końcówce.

W czwartej lidze wylądował natomiast Adrian Chłoń, który reprezentuje obecnie barwy Wolanii Wola Rędzińska. Trafił tam z trzecioligowej Unii Tarnów dla której grał jeszcze jesienią ubiegłego roku.

Maciej Michalewski z Krzysztofem Koselakiem grają w liderze okręgówki Sokole Sokolniki. Do zespołu Michała Szymczaka dołączył też Sebastian Mandzelowski, który zdążył pojawić się też na chwilę w Wiśle Sandomierz. 

Furory w Tarnobrzegu nie zrobił między słupkami Paweł Pawlus.  Narzekał na kłopoty zdrowotne i chyba głównie dlatego trener Gąsior podziękował mu za współpracę. Teraz Pawlus broni bramki Sokoła Sieniawa występującego w czwartej lidze podkarpackiej.

 ZIMA 2017

Ostatnie okienko transferowe było bardzo spokojne. Z klubu odeszło jedynie trzech zawodników – wszyscy gracze drugoplanowi. Mało otrzymujący szans od trenera Gąsiora jesienią Kamil Lewandowski  trafił na wypożyczenie do czwartoligowej Wisły Sandomierz. I tam gra więcej niż w Tarnobrzegu, co nie oznacza wcale, że dużo. Ostatnio wchodzi głównie z ławki rezerwowych, Wisła wciąż jest na czele czwartej ligi świętokrzyskiej.

Na czele tabeli w czwartej lidze podkarpackiej jest natomiast Wólczanka Wólka Pełkińska, której nowym piłkarzem został Patryk Szewc - w Siarce jesienią głównie grający dla A-klasowych rezerw.

O klasę niżej zawędrował obrońca Krzysztof Suchecki. W Tarnobrzegu furory nie zrobił, w pierwszym sezonie nie miał konkurencji na lewej stronie obrony i grał dość regularnie. W tym sezonie trener Gąsior stawiał na Michała Dawidowicza. Gdy zimą pojawił się w klubie młodzieżowiec Witkowski, dla Sucheckiego zabrakło miejsca. Zatrudnił go lider trzeciej ligi GKS Jastrzębie. Tam Suchecki gra regularnie i być może już za rok znowu zagra na drugoligowych boiskach.

Okazuje się, że w ostatnich latach Siarka nie była odskocznią do lepszej piłki. Być może zmieni się to po tym sezonie. W klubie pojawiło się wielu starannie wyselekcjonowanych, młodych i perspektywicznych piłkarzy. Wystarczyło pół roku dobrej gry, by kilku z nich  znalazło się w orbicie zainteresowań klubów z pierwszej ligi, a nawet Ekstraklasy. Czy tam trafią? A jeśli tak to kiedy? O tym przekonamy się już niebawem.

Sławomir Strzałka 

00:43, dante1002
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 maja 2017

Zdjęcie - Barbara Szczepanek 

To były małe derby Tarnobrzega, a jak przystało na pojedynek derbowy nie zabrakło walki, nerwów i emocji. Na grząskiej murawie znacznie więcej zdrowia zostawili piłkarze Koniczynki, którzy wygrali w pełni zasłużenie. Dla rezerw tarnobrzeskiej Siarki to kolejny trudny moment w sezonie.

Faworyt był jeden i z pewnością byli nim goście. Co prawda skład rezerw Siarki zawsze pozostaje zagadką, ale niezależnie od niego od młodych zawodników należy oczekiwać, że na poziomie A klasy będą w stanie wygrywać bez posiłków z pierwszej drużyny. Tym razem wsparcie było dość skromne, bo w Ocicach zagrali Przewoźnik, Głaz i Witkowski. Nie można przy tym zapomnieć, że także Koniczynka borykała się przed spotkaniem z problemami, a trener Łukawski miał dość wąskie pole manewru.

Zanim mecz na dobre się rozpoczął, Przemysław Janowski już musiał wyciągnąć piłkę z siatki. W 40 sekundzie meczu bramkarza Siarki pokonał Krystian Kolano, dla którego był to pierwszy gol w barwach Koniczynki. Zimny prysznic wcale nie podziałał na zawodników trenera Wojnara dobrze. Co prawda Siarka prowadziła grę, częściej utrzymywała się przy piłce i próbowała wyrównać, ale konkretów nie było. Dobrze zorganizowana defensywa ekipy z Ocic nie pozwoliła na stworzenie żadnej dogodnej sytuacji do strzelenia gola.

Gospodarze nie zgubili koncentracji po przerwie, doskonale realizując swój pomysł na ten mecz. Odcinanie prostopadłych podań, walka w środku pola i przede wszystkim nieustępliwość i gra na pograniczu faulu dawały świetne efekty. Pełną kontrolę Koniczynka uzyskała w 54 minucie, gdy po dośrodkowaniu piłka przeszła całe pole karne, a spokojnym mierzonym strzałem wynik podwyższył Piotr Krytusa.

Spotkanie to zostanie zapamiętane jednak głównie dzięki akcji z 57 minuty. Wtedy to do bezpańskiej piłki dopadł Wiktor Żwirek i bez zastanowienia przymierzył z ponad 30 metrów lewą nogą pokonując bramkarza Siarki. Stadiony świata – takiej bramki nie powstydziłby się zawodnicy grający na znacznie wyższym poziomie. Mimo że do końca było jeszcze sporo, to wynik wydawał się być przesądzony. Piłkarze z Ocic zagrali w zasadzie bez większych błędów, a bezradni goście w ogóle nie mieli pomysłu na grę. Honor rezerw Siarki uratował Tomasz Przewoźnik, który w samej końcówce ładnie przymierzył z rzutu wolnego.

Niespodzianka stała się faktem, a Koniczynka pokazała, ile w sporcie znaczy serce do rywalizacji i ambicja. Po meczu mocnych słów pod adresem swoich podopiecznych nie szczędził mocno rozczarowany trener Maciej Wojnar. – Myślę, że wybujałe ego zawodników Siarki, nie tylko tych którzy tu grali decyduje o naszych wynikach. Trenerzy też się przyczyniają do lepszych czy też gorszych wyników, ale przede wszystkim grają zawodnicy. Obojętnie od systemu czy sposobu gry musi być zaangażowanie a nie bujanie w obłokach. Jak się gra w A klasie, to się przede wszystkim biega i walczy, a dopiero później się pokazuje czy się ma ładne buty, albo włosy ułożone na żel – powiedział po meczu trener rezerw Siarki.

Koniczynka pokazała duży potencjał i przede wszystkim to, co w amatorskiej drużynie powinno być najważniejsze – wielką radość z gry. W Ocicach mają powody do zadowolenia, bo poza wpadką w Kłyżowie Koniczynka gra na wiosnę bardzo solidnie. – Cieszę się z tego, bo przed meczem zakładałem, że możemy wyjść i postawić swoje warunki Siarce. Podkreślałem chłopakom, że dyscyplina taktyczna będzie kluczem. Już w przerwie im powiedziałem, że są wielcy a po spotkaniu oddałem każdemu szacunek. Uważam, że lepiej podeszliśmy do tego meczu taktycznie i więcej serducha zostawiliśmy na boisku – podsumował występ swojego zespołu trener Mariusz Łukawski. 

Bartosz Półrolniczak 

00:03, dante1002
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 maja 2017

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec 

Z piłkarzami tak już bywa, że - z małymi wyjątkami - w klubach pojawiają się i znikają. Niektórzy grają w nich dłużej, inni tylko pół rundy, góra sezon czy dwa. Za tymi lepszymi tęsknimy, o pozostałych często szybko zapominamy, nawet nie interesując się jak radzą sobie w nowych drużynach. 

Przez szatnie drugoligowej Siarki przewinęło się w ostatnich latach wielu zawodników. Większości z nich już w Tarnobrzegu nie ma. Jak sobie poradzili w nowej rzeczywistości po opuszczeniu naszego Klubu? Okazuje się, że bardzo różnie. W większości przypadków nastąpił zjazd w dół, w Ekstraklasie mamy (bardzo sporadycznie pojawiającego się na murawie) jednego byłego Siarkowca (który zresztą był do Siarki z ekstraklasy wypożyczony). Smaku gry w pierwszej lidze zaznało raptem kilku graczy, można ich policzyć na palcach jednej ręki. Pozostali albo nadal grają w drugiej lidze, albo (tych jest zdecydowana większość) kopią w piłkę w trzeciej lidze.

Pod uwagę wziąłem jedynie piłkarzy, którzy opuścili Siarkę w okresie od lata 2014 (po nieudanym ataku na pierwszą ligę pod wodzą Tomasza Tułacza) do zimy tego roku. W sumie przez dwa i pół roku, czyli w ciągu pięciu okienek transferowych z Siarką pożegnało się aż 47 piłkarzy.

LATO 2014

Po nieudanej walce o pierwszą ligę trener Tomasz Tułacz postanowił rozstać się między innymi z Bartłomiejem Makowskim. Głównie ze względu na kłopoty z wagą tego potężnie zbudowanego obrońcy. Makowski w Siarce miał doskonały początek. Razem z Mirosławem Baranem tworzyli jeden z lepszych duetów stoperów w drugiej lidze. Na kolejny sezon miejsca dla „Maki” zabrakło, wychowanek Korony Góra Kalwaria wrócił więc do trzecioligowej Resovii, zagrał 26 meczów w sezonie 14/15. W kolejnych rozgrywkach reprezentował barwy ŁKS Łomża, gdzie miał przygody pozapiłkarskie i między innymi z tego też powodu wystąpił jedynie w pięciu spotkaniach ligowych. Wiosną wrócił na Podkarpacie do trzecioligowego Sokoła Sieniawa. W sezonie 2016/17 znów wylądował w Resovii, gdzie ma pewne miejsce w wyjściowym składzie.  

Przygoda z Siarką Jana Kowalskiego także skończyła się latem 2014 roku. Dynamiczny skrzydłowy tylko na początku pobytu w Tarnobrzegu spełniał pokładane w nim nadzieje. Z każdym miesiącem grał coraz mniej, by w końcu usiąść na ławce i rzadko z niej wstawać. Z Siarki trafił do trzecioligowego Granatu Skarżysko i w 33 spotkaniach strzelił 9 bramek. Jesienią 2015 roku trafił do Radomia, gdzie miał powalczyć o awans z mającą drugoligowe aspiracje Bronią. W Radomiu Kowalski zabawił jednak tylko pół roku. 13 występów i 1 strzelony gol – to nie był dorobek, który satysfakcjonował sympatycznego piłkarza oraz jego pracodawców. Zimą Janek przeniósł się w poszukiwaniu formy do Wiernej Małogoszcz, czyli klubu z którego ruszał podbijać Tarnobrzeg. Wiosną nie zagrał w żadnym ze spotkań, jesienią zagrał 15 meczów i nie strzelił bramki. Zmagał się jednak z kontuzją zapalenia spojenia łonowego, przez którą nie zobaczymy go na boiskach tej wiosny. 

Do swojego rodzinnego miasta wrócił  Łukasz Popiela. W Siarce w sezonie 13/14 zagrał 23 mecze, strzelił 2 gole i zaliczył 3 asysty. Dorobek nie rzucał na kolana i nie wystarczył Popieli do załapania się do kadry na kolejne rozgrywki. Łukasz wrócił więc do Unii, w której gra do dzisiaj i dla której regularnie strzela po kilka goli w rozgrywkach.

Inny były piłkarz Unii, który grał w sezonie 13/14 w Siarce, czyli Jakub Wróbel wrócił do Termalicy Bruk Bet Nieciecza, z której był do Tarnobrzega wypożyczony. 7 goli i niezła postawa w Siarce nie zmieniła jego statusu w Niecieczy. W rozgrywkach 14/15 wystąpił tylko w dwóch meczach Termalicy. Nieco lepiej było po awansie drużyny do Ekstraklasy. Jakub zadebiutował na boiskach najwyższej klasy rozgrywkowej, ale po trzech rozegranych meczach znów pojawił się w Tarnobrzegu. Tutaj wiosną 2016 roku zagrał 13 meczów i po zakończeniu sezonu ponownie wrócił do Niecieczy. Jesienią 2016 roku Wróbel nieoczekiwanie dostał kolejną szansę pokazania się w Ekstraklasie. Wystąpił w trzech meczach swojej drużyny, wiosną z powodu złamanej kości śródręcza jeszcze na boisku się nie pojawił. 

Wypożyczony do Siarki był także Damian Buras. Po przeciętnych występach w naszych barwach wrócił do Wisły Kraków. Grał trochę w jej rezerwach, na kolejne rozgrywki przeniósł się do Tarnowa. Tam grał mało, potem doszła jeszcze sprawa z jego zaginięciem. Buras nie dawał znaków życia, był przez jakiś czas poszukiwany. Wszystko dobrze się skończyło, Buras się odnalazł, gorzej jest z jego karierą piłkarską, która mocno wyhamowała. W tym momencie ten piłkarz wg portalu 90minut.pl  nie gra w żadnym klubie.

Bardzo groźna kontuzja zakończyła przygodę z Siarką Macieja Termanowskiego. „Terman” mało grał w swoim pierwszym sezonie w Siarce. Jego sytuacja miała się poprawić w sezonie 14/15, kiedy to trener Tułacz zamierzał częściej na niego stawiać. Niestety na jednym z ostatnich sparingów przed ligą, rywal złamał mu nogę. Po wyleczeniu kontuzji trafił do holenderskiej Fortuny Sittard, od czasu do czasu grał tam dla zespołu U-21, by na kolejne rozgrywki przenieść się do drugoligowca z Czech MFK Frydek-Mystek. Jesienią zagrał pięć spotkań, wiosną pojawił się na boisku tylko raz.  

ZIMA 2015

W trakcie trwania rundy jesiennej działacze podziękowali za współpracę Tomaszowi Tułaczowi, mimo że drużyna zajmowała wysokie trzecie miejsce. Jego następcą został Ryszard Kuźma. Mimo przeciętnej gry i miejsca poza czołową trójką, przed startą wiosny Siarka nadal była stawiana w gronie faworytów ligi. Zimą trafiło do zespołu sporo znanych nazwisk, pożegnać się musiało z klubem kilku graczy, których Kuźma w Siarce nie widział.

W ten sposób zakończył się pobyt w Tarnobrzegu Oskara Pogorzelca, który rywalizował o miejsce między słupkami z Arturem Melonem. Oskar przeniósł się zimą do  drugoligowego MKS Kluczbork. Tam zagrał osiem meczów na wiosnę i wywalczył z drużyną awans do pierwszej ligi. W sezonie 15/16 Oskar zagrał 26 meczów na zapleczu Ekstraklasy, ale furory nie zrobił. Jesienią 2016 roku zagrał w Kluczborku 11 meczów i zimą trafił na listę transferową. Nie załapał się do kadry drugoligowej Kotwicy Kołobrzeg, ostatecznie wylądował w trzecioligowej Concordii Elbląg, co z pewnością nie jest szczytem jego marzeń.

Zimą opuścił także Siarkę przeciętnie w niej grający Marcin Bochenek. Obrońca wylądował w trzecioligowej Polonii Warszawa, w której gra do dzisiaj i z którą wywalczył awans do drugiej ligi. W tym sezonie grywa regularnie, nie zachwyca, a Polonia walczy o utrzymanie w lidze.

Zaskakującą decyzją Kuźmy była rezygnacja z usług Mirosława Barana. Baran co prawda mocno obniżył loty w porównaniu do swojego pierwszego sezonu w Siarce, ale nadal prezentował się bardzo solidnie. Zimą musiał wrócić do trzecioligowej Resovii. Wiosną 2015 roku zagrał dla niej 12 razy, w sezonie 2015/16 był podstawowym graczem trzecioligowca z Rzeszowa (29 meczów). Jesienią także grał dość często (13 występów), wiosną ze względu na kontuzję Achillesa nie zagrał jednak ani minuty.

Na status gwiazdy nigdy nie udało się zapracować w Siarce Tomaszowi Ciećko. Swój pierwszy sezon miał jeszcze w miarę udany, w drugim był już tylko zmiennikiem i zimą wrócił do Resovii. Na boiskach trzeciej ligi strzelił wiosną trzy gole, w kolejnych rozgrywkach mimo, że zagrał aż 31 razy to strzelił zaledwie dwa gole. Po sezonie odszedł z Resovii i nie gra obecnie w żadnym poważnym klubie.

Lepiej potoczyły się losy Bartosza Sulkowskiego. Trener Kuźma pozbył się go bez żalu. Niechcianego w Tarnobrzegu „Sulka” przygarnął Radomiak i chyba działacze z Radomia tej decyzji nie żałują. Sulkowski ma pewny plac, jeśli jest zdrowy to gra i w tym sezonie walczy z kolegami o awans do pierwszej ligi.

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja innego piłkarza związanego swego czasu z Radomiakiem. Bożyszcze radomskich kibiców Marcin Figiel trafił do Siarki za kadencji Tomasza Tułacza, ale ze względu na kłopoty zdrowotne (choć i nie tylko) nie pokazał pełni swoich możliwości. Po wyjeździe z Tarnobrzega próbował swoich sił w Legionovii, Pilicy Białobrzegi, Chełmiance i Ożarowiance. W żadnym z tych klubów nie zagrzał dłużej miejsca. Teraz kopie piłkę w trzecioligowym Huraganie Wołomin.

Czas leci a wciąż na regularne występy nie może liczyć Michał Paluch. W Siarce grał jako młodzieżowiec i raczej zawodził. Wylądował więc w swoim macierzystym klubie czyli Motorze Lublin. Na trzecioligowych boiskach nie może się przebić i gra sporadycznie. Ostatnio jest pod tym względem nieco lepiej - wreszcie wywalczył miejsce w składzie i strzelił dwa gole w meczu z Trzebinią Siersza. Motor wciąż liczy się w walce o awans.

Co pół roku zmienia barwy Pavol Cicman. Zawodnik który grał kilka lat temu na boiskach polskiej Ekstraklasy, w Siarce nie wyróżniał kompletnie niczym i zimą trafił do czeskiego Bohemians 1905. Do dziś zdążył zagrać dla słowackich klubów: FK Senica, Tatran Presov i FK Swidnik.

Po krótkim pobycie na Litwie i grze dla Siuliai do Gruzji wrócił Tamaz Czargeiszwili. Jesienią środkowy pomocnik był w kadrze FC Gagra.

Ciąg dalszy nastąpi...

Sławomir Strzałka

16:42, dante1002
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 37