O tarnobrzeskiej piłce, o koszykówce, a przede wszystkim tarnobrzeskim sporcie...
RSS
środa, 27 stycznia 2016

Wielki finał cyklicznej akcji Siarkowcy Dzieciakom już za nami. W niedzielę odbyła się jej VII edycja, gdzie udało się zebrać blisko 4 tysiące złotych. W tym roku finałowa część imprezy miała charakter wyjątkowy. Wszystko za sprawą turnieju grup młodzieżowych z roczników 2003 i 2006, w którym rywalizowały zespoły z Tarnobrzega, Mielca, Dębicy, Sandomierza oraz Ostrowca Świętokrzyskiego.

Tradycja, ale i przede wszystkim szczytny cel płynący z serc kibiców Siarki Tarnobrzeg – to właśnie cała prostota akcji Siarkowcy Dzieciakom, która po raz siódmy odbyła się w tarnobrzeskiej hali MOSiR. Stowarzyszenie Złota Siarka, które rok w rok zajmuje się organizacją charytatywnej pomocy Warsztatom Terapii Zajęciowej w Tarnobrzegu lubi zaskakiwać swoimi pomysłami. Nie inaczej było i tym razem, gdy do finałowego turnieju po raz pierwszy zaproszeni zostali najmłodsi.

Reprezentacji grup młodzieżowych Siarki Tarnobrzeg, Wisłoki Dębica, Wisły Sandomierz, KSZO Ostrowiec, Akademii Piłkarskiej Mielec z roczników 2003 i 2006 w niedzielę stanęli do rywalizacji w turnieju, gdzie nie brakowało zaciętej rywalizacji, bramek, ale i też głośnego dopingu, o który postarali się kibice Siarki, Wisłoki i Wisły. Trzy zaprzyjaźnione ze sobą kluby wpierały swoich najmłodszych reprezentantów. Losy zwycięstwa w turnieju decydowały się w rzutach karnych. Rywalizację w roczniku 2003 wygrali młodzi zawodnicy z Wisły Sandomierz, a w 2006 końcowy triumf święcili chłopcy z Ostrowca Świętokrzyskiego.

Punktem kulminacyjnym wielkiego finału całe akcji były licytacje. W tym roku nie brakowało cennych rzeczy i gadżetów, które można było nabyć. Na pierwszy ogień pod młotek poszły dzieła artystyczne podopiecznych Warsztatów Terapii Zajęciowej m.in. wyszywane herby Siarki i różnego rodzaju obrazy. Ogromny powodzeniem cieszyły się sportowe gadżety, jak choćby rękawice bokserskie z podpisem Andrzeja Fonfary czy też piłka z autografami reprezentantów Polski w piłce nożnej. Wielkim gestem w stronę kibiców Siarki wykazał się Marcin Truszkowski, który na licytację przekazał swój cenny medal za zdobycie wicemistrzostwa Polski z drużyną GKS-u Bełchatów.

Kibice, byli piłkarze, trenerzy oraz rodzice – w niedzielę pieniędzy nie szczędził nikt, a łączna suma zebranej gotówki zasili już niebawem dwie placówki Warsztatów Terapii Zajęciowej w Tarnobrzegu. Do finałowej kwoty doliczone zostaną jeszcze pieniądze z licytacji internetowych oraz puszek, rozstawionych w tarnobrzeskich lokalach i sklepach. Już dziś można jednak można pokusić się o stwierdzenie, że VII finał akcji Siarkowcy Dzieciakom zakończył się wielkim sukcesem. Oby podobnie było również za rok.

03:17, dante1002
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 stycznia 2016

Znakomity dwumecz, wielkie emocje i rozstrzygniecie, jakiego mało kto się spodziewał. KTS SPAR Zamek Tarnobrzeg w ćwierćfinale Ligi Mistrzów odprawił z kwitkiem obrończynie tytułu ze Stambułu. Gwóźdź do tenisowej trumny Fenerbahce w piątkowy wieczór wbiła wracająca do wielkiej formy Li Qian.

- Jesteśmy w czwórce najlepszych drużyn Europy - oznajmił ze stoickim spokojem po piątkowym spotkaniu Zbigniew Nęcek. Prowadzony przez niego zespół ma za sobą wielki tydzień. Wszystko za sprawą historycznego awansu do półfinału tenisowej Ligi Mistrzów. W pokonanym polu obrończynie tytułu ze Stambułu, które robiły co mogły aby w Tarnobrzegu zachować resztki szans na awans. Nic z tego. KTS swojej szansy nie zmarnował i mimo piątkowej porażki 2-3 awansował do półfinału elitarnych rozgrywek.

Przed piątkowym rewanżem, twórca tenisowej potęgi w Tarnobrzegu tonował nastroje. – Nie byłbym sobą, gdybym nie przestrzegał przed huraoptymizmem. Wciąż gramy z aktualnym zwycięzcą Ligi Mistrzyń, który do końca będzie walczył o awans – mówił Zbigniew Nęcek. Szkoleniowiec KTS-u, który w swojej karierze już dwukrotnie mierzył się z tureckim zespołem zdawał sobie doskonale sprawę z tego, jak trudne zadanie czeka jego drużynę w decydującym spotkaniu.

Po trzech pojedynkach piątkowego rewanżu stało się jasne, że to KTS SPAR Zamek Tarnobrzeg zagra w półfinale Ligi Mistrzyń. Zwycięstwo niezawodnej i nieocenionej Han Ying oraz punkt zdobyty przez Li Qian dały zdobywczyniom Pucharu ETTU upragniony awans do najlepszej tenisowej czwórki starego kontynentu, ale i również poczucie słodkiej zemsty nad tureckim katem.

Kluczowe dla losów całej rywalizacji okazały się wydarzenia, które miały miejsce kilka dni wcześniej w Stambule. Fantastyczna postawa Han Ying oraz niezwykle istotny punkt, wywalczony przez Natalię Partykę zagwarantował drużynie Zbigniewa Nęcka zwycięstwo 3-1. Drzwi do półfinału Ligi Mistrzyń stały więc otworem, a KTS w piątek nie miał problemu aby przez nie przejść, zatrzaskując tym samym je przed nosem tureckiego giganta.

Po takim zwycięstwie KTS Zamek SPAR Tarnobrzeg w tenisowej Lidze Mistrzów nie może obawiać się już praktycznie nikogo. Tenisowy gigant z Tarnobrzega w półfinale mierzyć będzie się z teoretycznie słabszym zespołem hiszpańskiej Cartageny. – Widzę dla nas szanse w półfinale i będziemy starali się je wykorzystać – ocenił Zbigniew Nęcek. Na pierwsze spotkanie obu zespołów trzeba będzie poczekać do marca.

01:30, dante1002
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 stycznia 2016

 

To będzie bardzo atrakcyjny weekend w Tarnobrzegu pod względem sportowym. Od piątku do niedzieli czeka nas mnóstwo emocji. Wszystko rozpocznie się już dziś o godz. 17:00 w hali Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. Opromieniony poniedziałkową wiktorią KTS Zamek SPAR Tarnobrzeg ma szansę na historyczny awans do półfinału Ligi Mistrzyń. Trzeba jednak pamiętać, że po drugiej stronie stołu staną żadne rewanżu aktualne obrończynie tytułu ze Stambułu.

W sobotę emocje pod tarnobrzeskim koszem. Pogrążona w wielkim kryzysie Siarka będzie starała się nie być rozszarpana przez szczecińskie Wilki. Goście do Tarnobrzega przyjadą głodni wygranej. Po raz ostatni ta sztuka udała im się blisko trzy tygodnie temu we Wrocławiu, gdzie ostatnio porażki doznali właśnie tarnobrzescy koszykarze.

Niedziela upłynie pod znakiem wielkiego finału cyklicznej akcji Siarkowcy Dzieciakom. VII edycja turnieju finałowego będzie miała charakter wyjątkowy. Wszystko za sprawą turnieju grup młodzieżowych Siarki, Wisłoki Dębica, Wisły Sandomierz, KSZO Ostrowiec oraz Akademii Piłkarskiej Mielec. W programie imprezy odbędą się również liczne licytacje, gdzie będzie można nabyć m.in. koszulki Chelsea Londyn, Lecha Poznań z podpisami piłkarzy czy sesję w salonie tatuażu.

00:03, dante1002
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 stycznia 2016

Piękny mecz i piękne zwycięstwo, którego chyba niewielu się spodziewało. Tenisistki stołowe KTS SPAR Zamek Tarnobrzeg są o krok od awansu do półfinału Ligi Mistrzów. Wszystko to za sprawą sensacyjnego zwycięstwa w pierwszym ćwierćfinałowym spotkaniu elitarnych rozgrywek. W poniedziałek podopieczne Zbigniewa Nęcka w stosunku 3-1 pokonały obrończynie tytułu ze Stambułu.

Tegoroczne rozgrywki Ligi Mistrzyń dla tarnobrzeskiego zespołu przełomowe stały się jeszcze na początku grudnia. Właśnie wtedy KTS przypieczętował swój historyczny sukces, jakim była faza pucharowa tych elitarnych rozgrywek. Wcześniej w Tarnobrzegu nigdy ta sztuka się nie udała.  – W lipcu wydawało mi się prawie pewne, że po fazie grupowej będziemy występować w Pucharze ETTU – zaznaczał Zbigniew Nęcek. Jego przypuszczenia nie do końca się jednak sprawdziły. Tarnobrzeski zespół ogrywając 3-2 byłego triumfatora Ligi Mistrzyń z Linzu zapewnił sobie pierwsze miejsce w grupie.

Mimo ogromnego sukcesu tenisowy los zbyt długo nie rozpieszczał tenisistek z Tarnobrzega. Dwa tygodnie po wielkim sukcesie KTS poznał swojego ćwierćfinałowego rywala. Wielkiego zdziwienia nie mogło być, gdy okazało się, że zespół Zbigniewa Nęcka po raz kolejny w swojej historii będzie musiał mierzyć się z tureckim Fenerbahce. – Tym razem powiem, że mogliśmy trafić gorzej – ocenił losowanie twórca tenisowej potęgi w Tarnobrzegu.

Tenisowy gigant, który w poprzednim sezonie sięgnął po triumf w Lidze Mistrzyń zdawał się być prawdziwym przekleństwem Zbigniewa Nęcka i jego zespołu. Drogi obu tych drużyn od lat nieustannie krzyżują się ze sobą. Przez ostatnie lata ze wszystkich pucharowych potyczek zwycięsko wychodził turecki zespół. Tak było w Pucharze ETTU oraz eliminacjach Ligi Mistrzyń. Jedynym sukcesem, jaki udało odnieść się tarnobrzeskiej drużynie na tle Fenebahce było pojedyncze zwycięstwo, które i tak nie dało końcowego triumfu w dwumeczu. Do sukcesu zabrakło korzystnego bilansu setów.

Umiarkowany optymizm Nęcka po losowaniu znalazł swoje uzasadnienie w poniedziałek. Obrończynie tytułu we własnej hali potrafiły sprostać rywalkom tylko w partii otwierającej ćwierćfinałowe spotkanie. W kolejnych trzech setach rządziły już tylko przyjezdne. Arcyważne zwycięstwo w swojej grze odniosła Natalia Partyka. Kluczową rolę dla tarnobrzeskiego zespołu odegrała jednak nieoceniona i niezastąpiona tego dnia Han Ying. Kapitalna postawa Chinki z niemieckim paszportem sprawiła, że KTS rzucił na kolana triumfatorki Ligi Mistrzyń. – W historii drużyny, którą prowadzę już blisko 30 lat to jest jeden z największych sukcesów, jeśli nie największy – komentował tenisowe wydarzenia w Turcji Zbigniew Nęcek.

Ogromny sukces, jakim była wyjazdowa wygrana 3-1 tarnobrzeski zespół postawiła w bardzo uprzywilejowanej sytuacji przed piątkowym rewanżem. Tak blisko pokonania tureckiego faworyta podopieczne Zbigniewa Nęcka jeszcze nigdy nie były. – Nie byłbym sobą, gdybym nie przestrzegał przez huraoptymizmem – tonuje nastroje szkoleniowiec zwycięskiej drużyny. Faktem niezaprzeczalnym jest jednak, że KTS jest blisko niezdobytego dotąd tenisowego szczytu. Półfinał tenisowej Ligi Mistrzów jest właściwie wyciągnięcie ręki.

00:02, dante1002
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 stycznia 2016

Miłego złego początki. Najpierw były trzy efektowne zwycięstwa z rzędu, radość i umiarkowany optymizm na przyszłość. Później wszystko już wróciło już do normy. Może poza małym wyjątkiem, jakim było spotkanie Lublinem. Tak właśnie kształtuje się ten koszykarski krajobraz od paru lat w Tarnobrzegu. Kilka zwycięstw i nieustanna przeciętność, która z sezonu na sezon drażni mnie coraz bardziej. Do tego stopnia, że wszystkie pojedyncze wygrane bądź też niespodzianki przestały mnie już cieszyć. Tak jak i cała ta liga, odkąd gra w niej drużyna z Tarnobrzega. 

Po Koszalinie znowu Ostrów. Po Ostrowie znowu Dąbrowa. Można by tak wymieniać i wymieniać. Ostatnio to już nawet szorujący ligowe dno Śląsk Wrocław czy przedostatni w lidze Trefl Sopot bez większych problemów poradzili sobie z tarnobrzeską drużyną. Wszystkie te porażki łączy jeden wspólny mianownik – totalna katastrofa, do jakiej zdążył przyzwyczaić mnie Pyszniak i jego zespół. Facet, który jeszcze sześć lat temu w Tarnobrzegu był noszony na rękach, dzisiaj jest symbolem prawdziwej koszykarskiej degradacji. Wszystko to oczywiście na własne życzenie. Nie każdemu w końcu udaje się wyciągać odpowiednie wnioski z kolejnych porażek.

Na początku był totalny chaos. Nie tylko na boisku, ale też poza nim. Do dzisiaj przed oczami mam twarze tych wszystkich tłumaczów, jacy przewinęli się przez zespół podczas debiutanckiego sezonu w Tauron Basket Lidze. Każdy z nich współpracę z Pyszniakiem kończył po tygodniu. Wyjątkiem był pewien Marcin. On akurat miał silną wolę i pracował najdłużej (czyt. jakieś kilka tygodni). Zintegrował się z tą drużyną, jak kiedyś mi przyznał i pragnął jej nawet w takim stopniu pomóc. Pech chciał, że się po prostu nie dało. Cała współpraca z drużyną zakończyła się podczas jednego z treningów. Niezadowolony Pyszniak postanowił całą swoją złość wylać na niego, twierdząc, że nie tłumaczy tego dosłownie, co ma do przekazania drużynie. Chłopak nie wytrzymał i wygarnął Pyszniakowi co o tym wszystkim sądzi. Najpierw zrobił to w języku ojczystym, a później po angielsku. Cała sprawa zakończyła się ostatecznie halowym zakazem. Nie ostatnim, jak się później okazało.

Taka niby błaha wydawać by się mogło sytuacja po latach okazała się wyznacznikiem, że wszystko to od początku zmierzało w złym kierunku. Owszem zdarzały się pewne wyjątki, jak np. sezon z Karnowskim i Corbettem, gdzie drużyna wyglądała naprawdę nieźle i miło się to oglądało. Rozdanie z Dłoniakiem też nie było znowu takie najgorsze, ale upragnionej fazy play-off ugrać się nigdy nie udało. Dzisiaj nie ma na to już najmniejszych szans. Pozostało jedynie grzebać we wspomnieniach, ale już nawet to mi się znudziło. Skala koszykarskiej nędzy w Tarnobrzegu dobiła do tego stopnia, że niektóre osoby dzisiaj czują pewną satysfakcję po nieudanym pościgu za rywalem. Uwierzcie, że za dwa miesiące niestety nikt tego nie będzie pamiętał. W sporcie zawsze liczy się tylko zwycięstwo i ewentualne miejsce, które zajmiesz na koniec.

Wieczne tłumaczenia, że nie ma ludzi, budżetu, kontuzje itp. przestały już robić na mnie wrażenie. Wręcz przeciwnie. Wzburzają mnie jeszcze bardziej, bo to chyba w końcu obowiązkiem Zbigniewa Pyszniaka, jako prezesa i jednocześnie trenera było dobrać sobie takich ludzi aby nie powtórzyć błędów sprzed roku. Zamiast tego rok w rok jest jednak powielanie tego co już było. System działania oparty jest na sprawdzonych, schematycznych ruchach – paru nowych Amerykanów na dorobku. Nie sprawdzą się to wracają do domu, a potem podzwoni się po tych, co już byli. Ile to już razy do Tarnobrzega wracali Goffney, Tiller, Doaks czy nawet Miller, który dwa tygodnie temu się pojawił i już go nie ma, bo okazał się zbyt ciężki. Zgadza się - miał nadwagę i nieporozumieniem było to, że w ogóle tutaj się znalazł. Ktoś jednak był za to odpowiedzialny i chyba nawet domyślam się kim była ta osoba. 

W całej tej koszykarskiej beznadziejności szkoda trzech rzeczy: środków finansowych, jakie z miejskiej kasy pochłonął Pyszniak. Czasu, który został zmarnowany, a który można było spożytkować w ogrywaniu wychowanków na parkietach TBL. Oraz niektórych zawodników, którzy niemiłosiernie się dzisiaj męczą na parkiecie. Od kilku tygodni widać gołym okiem, że potrzeba tu czegoś nowego. Bodźca w postaci trenera z prawdziwego zdarzenia, który dałby chociaż jakiś mały impuls, jakąś iskierkę nadziei na zachowanie twarzy. Na razie jednak wszystko nieuchronnie zmierza ku powtórce z ubiegłego sezonu. Wcale mnie to nie dziwi – jak się ma taki charakter i takie ego, jak obecny prezes i trener w jednej osobie to trudno spodziewać się tu czegoś więcej niż miejsca na szarym końcu.

Taplajmy się więc dalej w tym wszystkim, żyjąc przeszłością i historycznym awansem do Tauron Basket Ligi. Pielęgnujmy również koszykarską dumę z racji najwyżej klasy rozgrywkowej w Tarnobrzegu, a trener niech dalej wymachuje szabelką i wskakuje winnych. Lądowanie pewnie znowu okaże bolesne, ale w tym klubie to niewielu odchodzi. Znajdzie się pewnie kilku takich, którzy dalej będą wierzyć, że z Pyszniakiem uda się coś wreszcie ugrać. Ja już dzisiaj wiem, że udać to się może innym, ale na pewno nie nam.  

01:20, dante1002
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 stycznia 2016

Nie było niespodzianki w IV edycji halowego turnieju o Puchar Prezydenta Tarnobrzega. W zmaganiach wszystkich tarnobrzeskich drużyn, mimo braku kilku podstawowych zawodników bezkonkurencyjna okazała się II ligowa Siarka Tarnobrzeg. Miejsce na podium uzupełnili gracze OKS-u Mokrzyszów i Koniczynki Ocice.

Halowe zmagania Siarka rozpoczęła ospale. Zdecydowany faworyt całego turnieju w swoim meczu otwarcia z B klasową Wspólnotą Serbinów co prawda wygrał, ale pozwolił sobie przy tym na stratę czterech bramek. W kolejnych spotkaniach II ligowy zespół radził sobie już znacznie lepiej. Występująca w mocno okrojonym składzie Siarka z meczu na mecz się rozpędzała, nie dając szans m.in. drużynie z Mokrzyszowa, gdzie aż roiło się od zawodników wychowanych na obiektach przy tarnobrzeskim Zwierzyńcu.

Siarka Tarnobrzeg w najmniej licznym składzie ostatecznie cały turniej ukończyła z kompletem zwycięstw. Najważniejszą rolę w II ligowym zespole odegrał Szymon Martuś. - Na hali częściej zdarzało się grać za czasów szkolnych i coś tam pamiętam – mówił  napastnik tarnobrzeskiego klubu, który z 13 trafieniami został najlepszym strzelcem turnieju. Martuś w niedzielę poza wszystkimi trafieniami imponował swoją grą tyłem do bramki. Kilka swoich trafień zaliczył właśnie w taki sposób, gdy umiejętnie obrócił się z piłką w kierunku bramki.

Swojej turniejowej tradycji dochował OKS Mokrzyszów, który udział w halowych zmaganiach zakończył po raz kolejny na podium. Grający na co dzień w okręgówce zespół, z którego tej zimy ubyło wielu ważnych zawodników mimo dwóch porażek uplasował się na 2 miejscu. Na artystyczne wyróżnienie zasłużył również jeden z graczy OKS-u. Przemysław Saja w meczu ze Wspólnotą zdobył jedną z piękniejszych bramek tego turnieju.

Na najniższym stopniu podium znalazła się Koniczynka Ocice. Grająca bez swojego kapitana, trenera, prezesa i najskuteczniejszego jesienią zawodnika odniosła trzy zwycięstwa. Najistotniejsza dla losów A klasowej drużyny okazała się pierwsza wygrana ze Wspólnotą Serbinów. Bezpośrednie spotkanie obu tych drużyn zdecydowało o ostatecznej kolejności.

Dobry początek i fatalna końcówka. Być może gdyby nie pechowa porażka w meczu otwarcia, to na najniższym stopniu stanąłby Junior Zakrzów. Podopieczni nieobecnego w niedzielę Bogdana Sroczyńskiego udział w turnieju rozpoczęli co prawda od porażki na własne życzenie z Iskrą, ale w kolejnych spotkaniach ograli wyżej notowane drużyny z Ocic i Mokrzyszowa. Skrzydła B klasowemu zespołowi podcięła minimalna porażka ze Wspólnotą.  Tą gorszą końcówkę turnieju w wykonaniu drużyny z Zakrzowa skrzętnie wykorzystali gracze Wielowsi. Budowany od nowa B klasowy zespół w halowym turnieju zdołał wygrać dwa spotkania, w tym jedno właśnie z drużyną Juniora. Zwycięstwo 3-1 pozwoliło wskoczyć Wielowsi na 5 pozycję.

Przed zespołem z Wielowsi znalazła się Wspólnota Serbinów. Zespół prowadzony od tego sezonu przez Piotra Wawrylakowskiego w niedzielę, mimo niełatwego początku zaprezentował się z niezłej strony. Imponująco wyglądały nie tylko zdobycze bramkowe, ale i kadra licząca blisko 16 zawodników. Wśród nich znalazło się trzech byłych już zawodników Mokrzyszowa. – Będę z nimi rozmawiał i wspólnie z trenerem namawiał ich do gry w naszym zespole – zdradzał prezes klubu Maciej Marzec.

Po raz kolejny na ostatniej pozycji udział w halowym turnieju zakończyła Iskra Sobów. Dla Mariusza Stasiaka i spółki w niedzielę jednak nie miejsce było najważniejsze. Szanse gry na tle doświadczonych zawodników otrzymali młodzi juniorzy klubu z Sobowa, którzy w niedługiej przyszłości mogą zastąpić nieco starszą generację graczy wicelidera klasy B.  

03:50, dante1002
Link Dodaj komentarz »
sobota, 16 stycznia 2016

7 ligowych przegranych z rzędu i 11 porażek w tym sezonie. Wstydliwy licznik Siarki Tarnobrzeg się nie zatrzymuje. Jeszcze gorzej prezentują się dokonania Śląska Wrocław. 17-krotni mistrzowskie Polski patrzą na resztę stawki z ostatniego miejsca i wypatrują drużyny, z którą mogą powalczyć o upragnione pierwsze zwycięstwo. W sobotę będą mieli ku temu okazję. Do hali Orbita zawita Siarka, która kilka dni temu we wstydliwy sposób przegrała w Sopocie z tamtejszym Treflem.

Środowy wieczór Siarce Tarnobrzeg upłynął pod znakiem kolejnej klęski, tym razem w Sopocie. W zaległym spotkaniu z przedostatnim zespołem ligi tarnobrzeska drużyna dzielnie trzymała się tylko przez pierwszą połowę. Po przerwie wszystko się posypało. Goście z minuty na minuty tracili wiarę, że w starciu z Treflem można coś zdziałać. – Mieliśmy 11-12 punktów przewagi i niektórzy zawodnicy zamiast grać normalnie, to chcieli wskoczyć na gazetę. Taka jest prawda – mówił po spotkaniu Zbigniew Pyszniak. Siarka ostatecznie przegrała 53-72.

Pętla na szyi dla tarnobrzeskiego zespołu z tygodnia na tydzień zaciska się coraz mocniej. W środę koszykarze Siarki wyrównali swój niechlubny rekord z poprzedniego sezonu, kiedy to przegrali 7 spotkań z rzędu. Od 12 grudnia podopieczni Zbigniewa Pyszniaka nie potrafią znaleźć sposobu na rywali. – Trzeba zapomnieć o tym spotkaniu i przygotować się do kolejnego – uważa Jakub Patoka.

Czasu na przemyślenia zbyt wiele nie było. Już dzisiaj Siarka rozpoczyna rundę rewanżową w niezdobytej do tej pory hali Orbita. Wygrać w niej nie potrafią od początku sezonu również gospodarze. Śląsk, który spośród wszystkich zespołów w tym sezonie najbardziej zawodzi wciąż nie potrafi odbić się od ligowego dna. Rozpoczynające rundę rewanżową spotkanie z Siarką, dla klubu z Wrocławia może być więc idealną szansą na przełamanie ligowej niemocy.

Marazm klubu z Wrocławia trwa nieprzerwanie od kilku miesięcy. Tak ciężkich chwil 17-krotny mistrz Polski w swojej historii nie przeżywał jeszcze nigdy. Dotychczasowe wyniki nie są jedynym zmartwieniem Emila Rajkovicia. Śląsk w sobotę będzie musiał radzić sobie bez swojego kapitana Kamila Chanasa. Podobny problem będzie miał również Zbigniew Pyszniak. Siarka na Dolny Śląsk udała się bez Daniela Walla, który nie zdążył wyleczyć kontuzji.

02:12, dante1002
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 stycznia 2016

Zapomniany w poprzednim roku halowy turniej o Puchar Prezydenta Tarnobrzega powraca. W niedzielę na hali Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Tarnobrzegu spotkają się wszystkie tarnobrzeskie drużyny łącznie z Siarką Tarnobrzeg, która przed tygodniem triumfowała w I Memoriale im. Janusza Gałka. II ligowy zespół będzie miał więc szanse na halowy dublet, bo w starciu z innymi osiedlowymi drużynami będzie zdecydowanym faworytem niedzielnej rywalizacji.

Dla zawodników Siarki Tarnobrzeg niedzielny turniej będzie kolejnym przetarciem przed najbliższymi sparingami i przygotowaniami do rundy wiosennej. Dla pozostałych, osiedlowych zespołów z nieco niższych lig będzie to natomiast nieco poważniejsza gra. Nieczęsto bowiem zdarza się aby kluby z Mokrzyszowa czy Ocic miały szansę spróbować swoich sił na tle bardziej wymagającego rywala, jakim jest Siarka. Utrzeć nosa II ligowemu zespołowi w niedzielę będą chcieli wszyscy.

Rozgrywany od 2012 roku turniej najwięcej pozytywnych i zarazem negatywnych emocji przyniósł podczas pierwszej edycji. III ligową wtedy Siarkę najpierw nieoczekiwanie ograła Wspólnota Serbinów, a na sam koniec dobił ją późniejszy triumfator, zespół OKS-u Mokrzyszów. Ostatnie spotkanie turnieju miało niezwykle nerwowy przebieg. Wszystko za sprawą przepychanki, do jakiej doszło po jednym ze starć oraz nieoczekiwanej radości po golu na 2-0, kiedy Krzysztof Haliniak przewrócił bramkę. Ciekawostką jest fakt, że tytuł MVP tamtego turnieju trafił w ręce Macieja Wojnara – obecnego asystenta trenera Siarki Tarnobrzeg.

W dwóch kolejnych edycjach osiedlowe drużyny nie miały już tyle szczęścia. Siarka Tarnobrzeg nie dała szans żadnej innej drużynie. Kroku grającemu już w II lidze zespołowi dzielnie próbowali dotrzymywać gracze z Mokrzyszowa, którzy w całej, krótkiej historii turnieju tylko raz wypadli poza miejsce na podium. Wszystko to za sprawą rewelacyjnie spisującego się Juniora Zakrzów. B klasowy zespół w 2013 roku udział zakończył na 3 miejscu.

W niedzielę miejsca na turniejowym podium powinny szukać zespoły, które nie dostąpiły jeszcze tego zaszczytu. Jedną z takich drużyn jest Koniczynka Ocice. Podopieczni Mariusza Łukawskiego mają za sobą bardzo udaną rundę jesienną. Powracający po krótkiej przerwie do A klasy zespół na półmetku rozgrywek zajmuje wysokie 5 miejsce. Niedzielne zmagania klub z Ocic rozpocznie spotkaniem ze Wspólnotą Serbinów, a zakończy potyczką z Siarką Tarnobrzeg.

Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów poważniejszą rolę w turnieju na tle innych osiedlowych zespołów mają szansę odegrać zawodnicy Iskry. Klub z Sobowa, który jesienią radził sobie w B klasie całkiem przyzwoicie wreszcie ustabilizował swoją pozycję organizacyjną. W poprzednich latach bywało z tym różnie. Niekiedy nawet do tego stopnia, że brakowało kilku osób do udziału w halowej rozgrywce. W niedzielę jest wiec szansa, że będzie lepiej niż w poprzednich edycjach, gdy Iskra kończyła rywalizację najczęściej na ostatniej pozycji.

03:00, dante1002
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 stycznia 2016

 Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Hala w Tarnobrzegu przez ostatnie lata była wyjątkowo szczęśliwa dla graczy Asseco. Klub z Gdyni, za każdym razem, gdy tylko gościł pod tarnobrzeskim koszem okazywał się lepszy od gospodarzy. Nie inaczej było i tym razem. W sobotni wieczór Siarka po niezwykle szalonym spotkaniu przegrała szóste spotkanie z rzędu.

Pech, kontuzje i fatalna seria porażek – demony z poprzedniego sezonu znowu zawitały do Tarnobrzega. Siarka do sobotniego spotkania z Asseco Gdynia przystępowała bez Daniela Wala i Jakuba Zalewskiego. Obu zawodników z gry wykluczyły kontuzje, które na szczęście nie są groźne. – Na sobotę ze Śląskiem Wall i Zalewski powinni być już gotowi do gry. Dzisiaj nie chcieliśmy ryzykować – tłumaczył na konferencji prasowej po spotkaniu Zbigniew Pyszniak. Mimo niekorzystnej sytuacji kadrowej Siarka toczyła niezwykle zacięty bój o zwycięstwo.

W sobotę dla jednych i drugich liczyło się przełamanie. Goście z Trójmiasta mimo dwóch ostatnich porażek do sobotniego spotkania z Siarką przystępowali w roli faworytów. Podopieczni Zbigniewa Pyszniaka, który na zwycięstwo czekają już od ponad miesiąca przez pierwszą połowę toczyli w miarę wyrównany bój. Po przerwie ich obraz gry uległ znacznemu pogorszeniu. Punktowy serial 16 punktów z rzędu zdobytych przez Asseco na początku czwartej kwarty wydawał się być ostateczną egzekucją na gospodarzach. Siarka nieoczekiwanie wstała z kolan i rozpoczęła szaleńczy pościg. 21-punktową przewagę gości zniwelowała w momencie. Szaleńczy pościg tarnobrzeskiego zespołu nie przyniósł jednak oczekiwanego efektu. Do dogrywki zabrakło jednego, celnego rzutu.

Oczy wszystkich kibiców Siarki w meczu z Asseco były zwrócone na Josha Millera. Wracający do Tarnobrzega z lekką nadwagą filigranowy rozgrywający w zespole zastąpi Eugene Harrisa. Kluczowa rola w sobotę przypadła jednak komuś innemu. W Siarce prawdziwy festiwal strzelecki urządził sobie Gary Bell. Debiutujący w Europie Amerykanin, który od początku sezonu raczej nie zawodzi w sobotę zdobył 38 punków. W najważniejszym momencie spotkania jednak się pomylił. Bell spudłował dość prosty rzut, a dobitka Zacha Robbinsa okazała się nieskuteczna, dzięki czemu Asseco uniknęło dogrywki i ostatecznie wygrało 80-78.

W ekipie gospodarzy odczuwalny był brak punktów pozostałych zawodników. Swoją szansę dostał Wiktor Rycerz. Po raz kolejny ogromny zawód tarnobrzeskim kibicom sprawił Kacper Młynarski. Pełniący obowiązki kapitana skrzydłowy w kolejnym spotkaniu rozczarował, rzucając w całym meczu zaledwie 5 punktów. Jeszcze gorzej (nie po raz pierwszy w tym sezonie) wypadł Maciej Strzelecki. Pozyskany w miejsce Łukasza Paula zawodnik od kilku tygodni kompletnie nie potwierdza swojej przydatności na boisku.

Już w tym tygodniu Siarkę czeka prawdziwa ligowa weryfikacja. Podopieczni Zbigniewa Pyszniaka spotkają się z rywalami, którzy w ligowej tabeli zajmują dwie ostatnie pozycje. W środę tarnobrzeski zespół rozegra zaległe spotkanie w Sopocie z miejscowym Treflem, a w weekend uda się do Wrocławia na spotkanie ze Śląskiem Wrocław. W Trójmieście goście będą musieli radzić sobie bez kontuzjowanego Daniela Walla. Do gry powinien być gotowy natomiast Jakub Zalewski. Początek środowej potyczki o godz. 18:30.

00:13, dante1002
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 11 stycznia 2016

 Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Premierową edycję Memoriału im. Janusza Gałka, który odbył się w niedzielę na hali Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Tarnobrzegu wygrali gospodarze. Siarka Tarnobrzeg nie dała szans w finale Koronie Kielce wygrywając 8-3. Dodatkowo statuetka dla najlepszego bramkarza powędrowała w ręce Pawła Pawlusa. Królem strzelców został Mateusz Cholewiak ze Stali Mielec, a MVP turnieju wybrano Michała Przybyłę z Korony Kielce.

Wiele długich lat musiało upłynąć aby w Tarnobrzegu po raz kolejny udało się zorganizować halowy turniej piłkarski. Pierwszy Memoriał im. Janusza Gałka był częścią projektu ,,Siarka Nigdy Nie Zginie’’, który na początek zakłada zbiórkę 50 tysięcy złotych. Wszystko to z myślą o klubie, który wciąż znajduje się w trudnej sytuacji. Pomóc mogli wszyscy, a zjawili się tylko nieliczni. – Nie wiem czemu tak się dzieje. Piłkarsko wygląda to naprawdę fajnie, ale pod względem frekwencji niestety jest fatalnie –  ocenił Włodzimierz Gąsior.

Sam turniej rozpoczął się po myśli gospodarzy. Drugi zespół Siarki, składający się głównie z wychowanków klubu w meczu otwarcia ograł drugą drużynę Stali Mielec. Od początku do końca bardzo dobrze prezentował się pierwszy zespół Siarki. Na parkiecie tarnobrzeskiej hali świetnie czuli się niemal wszyscy zawodnicy podstawowego składu II ligowej drużyny.

Pozostałe zespoły przyjechały w mocno rezerwowych składach. Trenerzy Korony Kielce, Stali Mielec oraz KSZO Ostrowiec nie zabrali do Tarnobrzega graczy z podstawowego składu. Największe braki dotyczyły dwóch pierwszych drużyn, które rozpoczęły przygotowania do rundy wiosennej. Do finału udało dotrzeć się Koronie Kielce I, w której wyróżniającą się postacią był Marcin Przybyła. 21 latek, który jesienią przebojem wdarł się do pierwszego zespołu Korony okazał się najbardziej wartościowym zawodnikiem turnieju.

W finale niedzielnych zmagań Przybyła i jego zespół był jednak bezradny w starciu z pierwszą drużyną Siarki. Koncert gry tarnobrzeskiego rozpoczął Maciej Domański, którego najprawdopodobniej wiosną nie zobaczymy przy AN 2. Kolejne trafienia były dziełem bardzo dobrze czującego się na hali Marcina Stefanika, Daniela Koczona, Konrada Stępnia, Bartosza Walencika oraz Szymona Martusia, który zdobył jedną z piękniejszych bramek turnieju. Ostatecznie Siarka Tarnobrzeg I pokonała Koronę Kielce I 8-3.

Za tydzień tarnobrzeski zespół będzie miał okazję sięgnąć po halowy dublet. W Tarnobrzegu, po dłuższej przerwie wznowiony zostanie turniej z udziałem wszystkich tarnobrzeskich drużyn. Na drodze Siarki, która od wtorku na dobre rozpocznie przygotowania do rundy wiosennej będą chciały stanąć osiedlowe zespoły z Mokrzyszowa, Sobowa, Zakrzowa, Serbinowa, Ocic oraz Wielowsi.

04:21, dante1002
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2