O tarnobrzeskiej piłce, o koszykówce, a przede wszystkim tarnobrzeskim sporcie...
RSS
czwartek, 19 lutego 2015

 Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Jednego tygodnia potrafią przegrać po dogrywce z zespołem, który powinni ograć aby za kilka dni rozbić klasowego rywala z niezwykle bogatą koszykarską historią. W Tauron Basket Lidze nie ma innej drużyny tak nieobliczalnej jak Jezioro Tarnobrzeg. To, czego dokonują w ostatnich tygodniach Jeziorowcy wykracza poza wszelkie granice sportowej logiki.

Najpowszechniejszym terminem używanym przez Zbigniewa Pyszniaka w przypadku nieoczekiwanych zwycięstw stało się obalanie teorii sportu. Tak było w Gdyni i Sopocie, gdzie skazywani na porażkę koszykarze Jeziora wygrywali z faworyzowanymi zespołami. W ostatnich tygodniach obalanie sportowych teorii zamieniło się w czyste szaleństwo. W coś, co tak naprawdę trudno wytłumaczyć w racjonalny sposób.

Nie ma w tym żadnej przesady, bo Jezioro Tarnobrzeg dwa tygodnie temu dokonało rzeczy niemożliwej i niewytłumaczalnej. Mimo ogromnych problemów kadrowych i przebytej podróży w dniu meczu zespół z Tarnobrzega wygrał w Dąbrowie Górniczej. Cuda jednak się zdarzają – ten pomeczowy komentarz Zbigniewa Pyszniaka był jednym z wielu dowodów na to, że niemożliwe w sporcie nie istnieje.

Można mieć bogatą historię, szeroki skład, duży budżet i jeszcze większe aspiracje. Są jednak w sporcie też rzeczy, które czasami znaczą więcej niż wielkie nazwiska, duże pieniądze i ogromne tradycje. To oczywiście nawiązanie do sobotniego spotkania ze Śląskiem, które utwierdziło mnie w przekonaniu, że to Jezioro to jednak szalony zespół pełen ambicji, walki i zaangażowania, którego przez ostatnie lata w Tarnobrzegu zwyczajnie brakowało. Nie przypominam sobie aby przez ostatnie sezony, którykolwiek skład drużyny Jeziora był tak charakterny i tak waleczny, jak obecny zespół. To właśnie te wszystkie cechy wolicjonalne mają przełożenie na koszykarskim parkiecie i być może też zaważyły na końcowym triumfie w sobotę.

W sobotni wieczór Jezioro udowodniło, że w sporcie nie ma rzeczy niemożliwych. Grać czwórką zawodników przez cały mecz, bez nominalnego centra. Do tego wszystkiego wprowadzić tylko jednego zmiennika i wygrać spotkanie z takim koszykarskim potentatem jak Śląsk to rzecz wręcz niewyobrażalna. Szok tym większy, że ekipa z Wrocławia była w tym meczu kompletnie bezradna i nie wiedziała jak przeciwstawić się rywalowi grającemu taką koszykówkę.

Każdy koszykarski sezon w Tarnobrzegu niesie za sobą też zawodników, którzy byli darzeni wyjątkową sympatią i szczególnym uznaniem - tzw. ulubieńców publiczności. W tym sezonie do takiego miana urósł bez wątpienia Dominique Johnson. Dla lidera Jeziorowców sobotni mecz miał wymiar szczególny i to bynajmniej nie z powodu, że w poprzednim sezonie reprezentował barwy Śląska. Johnson przeżywał osobistą tragedię, jaką była tragiczna śmierć jego przyjaciela. Najtrudniejsze spotkanie w jego karierze w przeistoczyło się w najpiękniejszą wygraną.

Łatwiej jest grać w zespole, gdzie nie ma wielkiego ciśnienia na wynik. Jonhson w Tarnobrzegu warunki do wypromowania się miał wręcz wyśmienite. Grał po 40 minut, rzucał ile chciał i w ostatnim czasie zazwyczaj trafiał.  Dobra gra w Tarnobrzegu i równie dobre statystyki amerykańskiemu zawodnikowi przyniosły zainteresowanie wielu europejskich klubów. Dzisiaj pojawiła się informacja, że Johnson opuszcza Polskę aby przenieść się do Izraela. Strata największa z dotychczasowych w Jeziorze. 

Na koniec odrobina prywaty. Po wielu spotkaniach przeważnie mam okazję dyskutować na chłodno z Januszem Szczepańskim. Gdyby ktoś nie wiedział to ten facet, który na swoim koncie ma już nie jedną popsutą membranę w bębnie. Najbardziej rozpoznawalny kibic Jeziora jakiego znam po meczu ze Startem Lublin powiedział mi zdumiewającą rzecz, która wywołała we mnie pewne osłupienie. – Słuchaj, gdyby nie te pechowe porażki z Anwilem, Stelmetem, Kutnem czy Lublinem bilibyśmy się o najlepszą ósemkę. W zasadzie nic nie odpowiedziałem, bo stwierdziłem, że nie ma to większego sensu. Od tylu lat na meczach koszykówki i takie niestworzone rzeczy mi tu mówi. Po sensacyjnych wynikach w Dąbrowie i ze Śląskiem tak sobie teraz myślę, że faktycznie szkoda tych pechowych porażek. Może rzeczywiście była szansa na coś więcej niż tylko przeskoczenie dwóch, trzech drużyn od końca. Oczywiście pod warunkiem, że w zespole zostałby Johnson. 

13:22, dante1002
Link Dodaj komentarz »