O tarnobrzeskiej piłce, o koszykówce, a przede wszystkim tarnobrzeskim sporcie...
RSS
wtorek, 28 lutego 2017

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec 

Jesień w wykonaniu obrońców Siarki Tarnobrzeg była przyzwoita. Większa część  defensorów dość dobrze wywiązywała się ze swoich zadań, utrzymując tym samym poziom z rundy wiosennej poprzedniego sezonu. Na wielkie słowa uznania zasłużył przede wszystkim Bartosz Walencik, który stał się prawdziwą ostoją tarnobrzeskiej drużyny.

Sezon 2016/2017 Siarka rozpoczęła bez większych zmian w formacji obronnej. Jedyną nową postacią bloku defensywnego stał się dość nieoczekiwanie Michał Dawidowicz, który przychodząc do Tarnobrzega początkowo miał pełnić rolę skrzydłowego. Dość szybko jednak okazało się, że optymalną pozycją dla 19-letniego wychowanka Jagiellonii będzie lewa obrona, gdzie od dłuższego czasu wahania formy miewał Krzysztof Suchecki. Dawidowicz wraz z upływem rundy jesiennej nabrał na tyle dużo pewności w swojej grze, że bez większego problemu wygryzł ze składu bardziej doświadczonego Sucheckiego. - W przypadku Michała z meczu na mecz było coraz lepiej, ciągnął tą lewą stronę pozycji - ocenił swojego podopiecznego Włodzimierz Gąsior. Samego Sucheckiego wiosną w Siarce już nie zobaczymy. 23-letni obrońca zimą zasilił szeregi III ligowego GKS-u Jastrzębie.

Pozostałe elementy bloku defensywnego w porównaniu do poprzedniego sezonu zostały nie naruszone. Jesienią prym w obronie wiódł Bartosz Walencik, który bez wątpienia był jednym z największych wygranych rundy jesiennej. Stoper Siarki wystąpił we wszystkich spotkaniach od pierwszej do ostatniej minuty, nie zostając w nich ani razu napomniany żółtą kartką. Wielki postęp oraz dobra i stabilna forma młodego obrońcy tarnobrzeskiego zespołu zwróciła uwagę kliku klubów. Najkorzystniej wyglądała oferta Żyliny, lidera słowackiej ekstraklasy. - Po tygodniu pobytu na Słowacji wierzyłem, że tam zostanę. O braku powodzenia zadecydowała różnica zdań między trenerem, a dyrektorem sportowym - wyjaśnił Walencik. Niepowodzenie transferu spowodowało, że obrońca Siarki wiosną będzie mógł wypełnić do końca swój kontrakt z tarnobrzeskim klubem.

Po wyleczeniu urazu, rolę partnerem Bartosza Walenika na środku obrony najczęściej pełnił Radosław Sylwestrzak. Pozyskany wiosną z Radomiaka zawodnik, gdy zaczął grać od 5 kolejki był w miarę pewnym punktem tarnobrzeskiego defensywy. Chwile zawahania i niepewności przytrafiły mu się jedynie w meczach z Kotwicą Kołobrzeg, gdy sprokurował rzut karny oraz z Odrą Opole, kiedy to za swoje nierozważne zachowanie sędzia pokazał mu drogę do szatni . - Radek się wpasował w ten zespół, zawsze dobrze przygotowany i zawsze na niego można liczyć - mówi Włodzimierz Gąsior.

Wszystkie mecze na prawej stronie obrony jesienią rozegrał Jan Grzesik. 22-letni obrońca jak sam przyznaje ma za sobą nieco gorszy okres niż ten, kiedy wiosną pojawił się w Tarnobrzegu. Grzesik po słabszym początku, znacznie pewniej prezentował się w końcówce pierwszej części sezonu. W jego grze na boku obrony pojawił się przede wszystkim większy spokój i pewność, której początkowo mu brakowało. Wiosną powinien być pewnym punktem tarnobrzeskiego zespołu.

Jesieni miło wspominał nie będzie na pewno Konrad Stępień, którego po raz kolejny w przygodzie z piłką nie omijał pech. Kapitan Siarki po problemach zdrowotnych z wiosny, na początku nowego sezonu powoli zaczął dochodzić do optymalnej dla siebie formy. Wszystko niestety przerwała kontuzja w meczu z Wartą Poznań (12 kolejka), która jak się później okazało wyeliminowała wychowanka tarnobrzeskiego klubu z gry na kilka miesięcy. - Ta drużyna mam wrażenie trochę inaczej funkcjonuje, jak go nie ma na boisku. Brakuje go pod każdym względem. Jako piłkarza, jako człowieka - powiedział Gąsior. Trener Siarki oraz kibice tarnobrzeskiego klubu na powrót Stępnia będą musieli jeszcze trochę poczekać. 

Hubert Mikusiński

00:32, dante1002
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 lutego 2017

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

W trakcie letniego okienka transferowego doszło do zmian w kadrze pierwszego zespołu na pozycji bramkarza. Występującego w poprzednim sezonie w barwach Siarki Pawła Pawlusa zastąpił Karol Dybowski. 19-letni golkiper, związany przez większą część swojej przygody z Unią Tarnów od samego początku swojego pobytu w Tarnobrzegu był przymierzany do gry w wyjściowym składzie. Oprócz Dybowskiego kadrę tarnobrzeskiego klubu na pozycji bramkarza tworzą Kamil Beszczyński oraz Przemysław Janowski.

Tak jak zmienił się skład osobowy w gronie bramkarzy, tak też zmieniła się również hierarchia między słupkami. Golkiperem numer jeden został Karol Dybowski, który wystąpił we wszystkich spotkaniach rozegranych w rundzie jesiennej. Kamilowi Beszczyńskimu po ''rundzie życia'', jaką rozegrał wiosną, powierzono w Siarce funkcję trenera bramkarzy. Najmłodszemu w tym gronie Przemysławowi Janowskiemu natomiast pozostawało cierpliwe czekanie na podobną szansę, jaką otrzymał pod koniec rundy jesiennej poprzedniego sezonu.

Początek przygody z nowym klubem dla Karola Dybowskiego nie należał do łatwych. Młodemu i jeszcze nie do końca doświadczonemu bramkarzowi przydarzały się lepsze i gorsze momenty. Cztery wpuszczone bramki w rozgrywkach Pucharu Polski z Sandencją Nowy Sącz wśród kibiców tarnobrzeskiego klubu wprowadziły lekki niepokój i obawę, czy aby na pewno Dybowski poradzi sobie na najwyższym dla siebie II ligowym poziomie. – To było duże ryzyko z naszej strony. Mecze kontrolne i okres przygotowawczy nie wskazywały na to, że będzie to pierwszy bramkarz – tłumaczył Włodzimierz Gąsior. Szybko jednak okazało się, że 19-letni bramkarz zdał egzamin dojrzałości na poziomie II ligi. – Uważam, że ten Karol z lipca, a ten Karol z dzisiaj, to zupełnie inny zawodnik. Zdecydowanie lepszy, a kolejne jego mecze będą procentować – dodaje trener Siarki.

Dybowski w rundzie jesiennej czyste konto zachował cztery razy (Radomiak Radom, Olimpia Zambrów, Polonia Bytom, ROW Rybnik). W kilku spotkaniach również uchronił zespół przed utratą gola. Błędów nie ustrzegł się w końcówce jesieni, gdy nie popisał się przy traconych bramkach ze Stal Stalowa Wola i Puszcza Niepołomice. Młody golkiper Siarki solidnie spisywał się przedpolu i bardzo dobrze prezentował się w aspekcie szybkiego wznawiania gry piłki z ręki. Trochę gorzej było z komunikacją na linii obrona-bramkarz.

Bardzo istotną osobą dla bramkarskiego rozwoju Karola Dybowskiego w Siarce jesienią był Kamil Beszczyński. Golkiper, który już trzeci sezon reprezentuje barwy tarnobrzeskiego klubu, w pierwszej części sezonu spełniał się jako trener bramkarzy, a także... napastnik drugiego zespołu.  Rywalizacja obu bramkarzy połączona przede wszystkim z dobrą współpracą jesienią przyniosła pozytywny efekt. – Beszczyński, jako trener bramkarzy robi naprawdę bardzo dobrą robotę, stwarza dobry klimat i właśnie też dzięki niemu Karol robi postępy – przyznał Gąsior. Szkoleniowiec Siarki liczy, że podobnie będzie na wiosnę. 

Hubert Mikusiński

00:23, dante1002
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 lutego 2017

Już tylko 8 dni dzieli nas od inauguracji piłkarskiej wiosny w II lidze. To dobry moment aby przypomnieć sobie najważniejsze momenty jesieni w wykonaniu Siarki Tarnobrzeg. Wszystko oczywiście za sprawą naszego piłkarskiego alfabetu. Pod każdą z literek znajdziecie najbardziej istotne fakty, wydarzenia oraz nazwiska bohaterów jesieni. 

A – AMBICJA: Ileż było meczów, w których Siarkowcy musieli gonić rywala, a mimo tego sięgali co najmniej po jeden punkt? Już pierwsze starcie przed własną publicznością w ramach Pucharu Polski z grającą szczebel wyżej Sandecją Nowy Sącz pokazało, że kolejne tygodnie będą obfitowały w emocje. Gospodarze przegrali, ale w ostatniej minucie do dogrywki doprowadził Daniel Koczon. Siarka zremisowała mimo iż przegrywała z Rakowem, Odrą i Gryfem. Spektakularne powroty udało się zaliczyć z beniaminkiem z Elbląga (od 0:1 do 4:1) oraz z Puszczą, gdy tarnobrzeżanie przegrywali 1:2, a Krzysztof Ropski w ostatnich dwóch minutach strzelił dwa gole.

B – BRAMKI: Było ich sporo i kilka naprawdę na długo zapadnie w pamięci kibiców. 33 gole w 19 meczach to pokaźny dorobek. Dość powiedzieć, że równie skutecznie grała Odra Opole a więcej, bo aż 38 bramek strzelił tylko lider z Częstochowy. Która była najpiękniejsza? Mocnym kandydatem jest tu z pewnością Hubert Tomalski i jego kapitalny strzał z Rozwojem oraz Grzegorz Płatek i jego znakomite uderzenie z woleja w Poznaniu. Tylko w trzech z 19 meczów w lidze Siarkowcy nie zdobywali bramek.

C – CIERPLIWOŚĆ: Młodość rządzi się swoimi prawami. Niestety w kilku meczach było widać brak doświadczenia, boiskowego cwaniactwa. W Stargardzie Siarkowcy prowadzili 1:0, by po fatalnych błędach przegrać 1:3. W Kołobrzegu podopieczni trenera Gąsiora prowadzili dwa razy, mogli i powinni dobić rywala – ostatecznie skończyło się podziałem punktów. Również w Warszawie Siarka dwa razy wychodziła na prowadzenie, ale z przebiegu spotkania remis należy uznać tu za dobry rezultat. Największym niedosytem był derbowy mecz ze Stalą Stalowa Wola. Gospodarze szybko objęli prowadzenie 2:0 i… przestali grać. Goście doprowadzili do remisu i to dla nich był dużo bardziej zadowalający wynik. Siarka zebrała potężną dawkę doświadczenia i miejmy nadzieję, że boiskowej cierpliwości i spokoju na wiosnę nie zabraknie.

D DYBOWSKI: Przed sezonem wielu miało spore obawy jeśli chodzi o obsadę bramki. Karol z meczu na mecz prezentował się jednak coraz lepiej i systematycznie spłacał trenerowi Gąsiorowi kredyt zaufania. Co prawda tylko trzy razy w lidze zachował czyste konto, ale w dużej mierze wynikało to też z ofensywnego i bardzo otwartego stylu gry Siarki, która dużo strzelała, ale i sporo traciła, bo 25 goli. Młody bramkarz nie ustrzegł się błędów, ale w przekroju całej rundy na pewno nie zawiódł.

E – EMOCJE: Tu się nic nie zmieniło – warto przychodzić na stadion przy al. Niepodległości. Szkoda, że frekwencja jesienią znów była przeciętna. Może to dziwić o tyle, że Siarka gra widowiskowo, regularnie przy tym punktując. Najbardziej pewnie żałują ci, którzy wychodzili zmarznięci ze stadionu pod koniec ostatniego meczu roku z Puszczą. Pewnie nie spodziewali się, że piłkarze rozgrzeją stadion do czerwoności i wygrają przegrany mecz. Na wiosnę może być podobnie – gorąco w to wierzymy i razem z zawodnikami już teraz zapraszamy na stadion!

F – FORMA: Początek nie napawał optymizmem. Remis z Radomiakiem i zasłużone lanie w Niepołomicach, żadnej strzelonej bramki i sporo znaków zapytania. Kluczem okazał się mecz z Rozwojem Katowice. Mimo tego, że spadkowicz z 1. ligi jest po jesieni na dnie ligowej tabeli, to spotkanie było wyrównane i bardzo wymagające. Ostatecznie Siarka wygrała 2:1, nabrała pewności. Dowodem na to jest jesienna seria ośmiu meczów bez porażki i wyrównane boje z liderującą trójką, której udało się urwać punkty.

G – GRZESIK: Jesienią był nie do zastąpienia, ani na minutę nie opuścił boiska. Podobnym wyczynem mogą się jedynie pochwalić Karol Dybowski i Bartosz Waleńcik. Solidny w obronie i bardzo pożyteczny w ataku. Janek wciąż czeka na premierowe trafienie w barwach Siarki. Mimo tego jest ważnym ogniwem w ofensywie, jego dośrodkowania i asysty jak ta z meczu z Olimpią Zambrów na głowę Marcina Stefanika są nie do przecenienia. Bardzo równa forma, pewny element układanki Włodzimierza Gąsiora.

H – HUBERT: „Tomal” to lider z prawdziwego zdarzenia, błyskotliwy skrzydłowy i boiskowy pracuś biegający ile sił w obronie i w ataku. Niewiele brakowało, by już rok temu trafił do Siarki. Co się odwlecze, to nie uciecze. Już w trakcie rundy wiele mówiło się o tym, że interesują się nim kluby z wyższych lig. Strzelał piękne gole w starciu z Rozwojem oraz na wyjeździe w Bytomiu, Poznaniu i Kołobrzegu. Jego marzeniem jest gra w ekstraklasie i gorąco wierzymy, że dzięki pracy, zadziorności i uporowi już niebawem spełni swoje marzenie.

I – INTEGRACJA: W tej drużynie jest atmosfera i świetnie widać to nie tylko na meczach, ale i poza boiskiem. Chemia w szatni często jest czynnikiem, który potrafi dać więcej aniżeli same umiejętności. Trener Włodzimierz Gąsior podkreślał, że gdy obejmował Siarkę był zdziwiony, że tacy piłkarze grają tak słabo. Kluczem była atmosfera, której wtedy zabrakło. Teraz jest świetna. Także sytuacja wokół klubu się poprawiła. Mowa tu zwłaszcza o stosunkach na linii klub-miasto. Siarkowcy mogą bardziej skupić się na treningach niż jeszcze rok temu. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Wyniki to zasługa nie tylko podstawowej jedenastki. Jedność tworzą rezerwowi, trenerzy, pracownicy i kibice.

J – JEDENASTKI: Rzuty karne to jeden z ciekawszych wątków piłkarskiej jesieni. Najpierw egzekutorem był Marcin Stefanik, który rozpoczął dobrze w pucharowym starciu z Sandecją. Później przyszła pomyłka w meczu z Odrą Opole. W 94 minucie sędzia podyktował dość kontrowersyjną jedenastkę za faul na Danielu Koczonie. „Stefan” długo czekał aż sędzia ogarnie wielkie zamieszanie i ostatecznie nie pokonał bramkarza Odry. Po tym starciu odpowiedzialność na swoje barki wziął Daniel Koczon. „Koczi” pokonał kolejno bramkarzy Polonii Warszawa i Olimpii Elbląg, by pomylić się w Rybniku. Kto zatem będzie strzelał karne wiosną? Może kolej na kontuzjowanego ostatnio kapitana Konrada Stępnia, który wcześniej wykonywał jedenastki z dobrym skutkiem?

K – KOCZON: Siarka to młoda drużyna, ale cóż zrobiłaby jesienią bez tego najstarszego? Profesor, profesjonalista i wzór dla młodzieży. „Koczi” zaskoczył wielu, a liczby w tym wypadku mówią same za siebie – siedem goli i siedem asyst. 14 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej po jesieni to wynik wyborny. Dla porównania w poprzednim sezonie najlepsi byli tu Marcin Stefanik i Szymon Martuś, którzy w ciągu całych rozgrywek uzbierali po 12 punktów.

L – LIDER: Od początku nikt w klubie nie ukrywał, że zakontraktowanie dużej liczby młodzieżowców wiąże się z tym, że Siarka chce wypracować własny styl i jednocześnie zaistnieć w programie ProJunior System, promującym finansowo te ekipy, które w największym stopniu będą stawiać na młodych piłkarzy. Siarka niemal od początku liderowała w tym rankingu, mając wyraźną przewagę nad resztą stawki. Jak widać można połączyć grę młodzieżą z walką o dodatkowe środki tak, by nie ucierpiał na tym poziom sportowy.

Ł – ŁAWKA: Chyba największa zmiana w stosunku do poprzedniego sezonu. Trener Włodzimierz Gąsior nie miał tyle zmartwień związanych z tym, jakie zestawienie desygnować do gry w przypadku, gdy ktoś wypadł z gry. Oczywiście, są zawodnicy, których zastąpić jest bardzo ciężko. Z pewnością największą stratą był brak w drugiej części rundy kapitana Konrada Stępnia. Z nim Siarka grała pewniej, dawał wiele spokoju w obronie. Pech jednego, to szansa dla drugiego. Coraz lepsze mecze notował Grzegorz Płatek, a odbudować formę mógł Marcin Stromecki. Opiekun Siarkowców często zmieniał ustawienia i dostosowywał taktykę do rodzaju przeciwnika. Rok temu takich możliwości po prostu nie miał.

M – MŁODZIEŻOWCY: Siarka ma najmłodszą ekipę w lidze, mocno stawia na młodzieżowców. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że tarnobrzeżanie toczą podwójną grę – nie tylko na boisku, ale także w klasyfikacji ProJunior System. Występy młodych zawodników są tu odpowiednio punktowane, a najlepsza drużyna na koniec sezonu otrzyma aż 750 tys złotych. Dla Siarki byłby to solidny zastrzyk finansowy, który rozwiązałby problemy klubu. Nie brakowało meczów, że w jedenastce grało po pięciu czy też sześciu młodzieżowców. Póki co Siarka jest liderem klasyfikacji, ale wcale nie będzie łatwo utrzymać pierwszą lokatę.

N – NAZWISKA: Konkretnie nazwiska na koszulkach meczowych Siarkowców. Tarnobrzeżanie po raz pierwszy mają na plecach nie tylko numery, ale także nazwiska. To z jednej strony ukłon w stronę kibiców, którzy mogli szybciej i łatwiej przyzwyczaić się i poznać nowych graczy, a z drugiej ukłon w stronę piłkarzy i docenienie ich wysiłku. Wedle wielu kibiców nie tylko z Siarkowego Grodu ekipa z al. Niepodległości ma najlepsze stroje meczowe w całej lidze.

O – OBJAWIENIE: Było ich kilka. Naszym zdaniem szczególnie wyróżnić należy Bartosza Waleńcika, który w ciągu niespełna dwóch lat zrobił niewyobrażalny postęp. Już w zeszłym sezonie prezentował się dobrze, ale jesień była wręcz popisem „Walentego”. Młody stoper już dziś jest w orbicie zainteresowań klubów z wyższych lig. Na ciepłe słowa zasłużył także Mateusz Czyżycki. Przed sezonem wydawało się, że większe szanse na pierwszą jedenastkę mają inny zawodnicy środka pola, tymczasem trener Gąsior postawił na tego najmłodszego, a ten zwłaszcza w pierwszej części rundy grał świetnie.

P – PRACA: Wielu trenerów mówi, że dzisiejsza młodzież jest trudniejsza do prowadzenia niż jeszcze ta 10 czy 20 lat temu. Talent to nie wszystko, jak podkreśla opiekun Siarki podstawą jest cierpliwość i ciężka praca. Bez niej wspominani wcześniej gracze nie zrobiliby postępów. Docenić należy także zaangażowanie i rolę sztabu szkoleniowego, który potrafi dotrzeć do zawodników o różnych charakterach i sposobach bycia. Mimo obaw młoda Siarka świetnie odnalazła się w ligowej rzeczywistości. Bez szczęścia, elementów ryzyka, ale przede wszystkim bez pracy wszystkich tworzących siarkową społeczność wynik nie byłby tak dobry.

R – ROPSKI: Z jednej strony największy pechowiec, z drugiej największy bohater. Gdy latem przychodził do Siarki z Radomiaka w klubie mocno na niego liczono. Pech chciał, że podczas sparingu doznał groźnej kontuzji nogi i w efekcie przez kilka tygodni musiał nosić gips. Napastnik Siarki pokazał olbrzymi charakter, walczył z bólem, trenował, nadrabiał zaległości i już w listopadzie wrócił na boisko. I to jak! Już w swoim pierwszym ligowym meczu w barwach Siarki strzelił bramkę. Mocnym akcentem zakończył rok, zdobywając dwa gole w starciu z Puszczą, które dały Siarkowcom wygraną. Ropski strzelał w 90 minucie i w doliczonym czasie gry, Siarka rzutem na taśmę z wyniku 1:2 wyszła na prowadzenie 3:2 i zaliczyła jeden z najbardziej efektownych powrotów na polskich boiskach w XXI wieku.

S – SĘDZIOWIE: Jesienią nie brakowało też kontrowersji. Pierwszą z nich jest kontrowersyjny rzut karny, jaki sędzia podyktował dla Siarki w starciu z Odrą Opole. W ostatniej akcji meczu Daniel Koczon był ewidentnie faulowany. Zawodnik beniaminka faulował jednak przed polem karnym, a goście nie mogli pogodzić się z decyzją sędziego. Tarnobrzeżanie jednak szansy nie wykorzystali i mecz zakończył się sprawiedliwym remisem. Jeszcze więcej wątpliwości pozostało po meczu Radomiak-Siarka. Goście strzelili jak się później okazało prawidłowego gola, ale cóż z tego. Podczas meczu sędzia podjął inną decyzję. W tej sytuacji ewidentny błąd popełnił bramkarz radomian, Adrian Szady. Arbiter odgwizdał jednak faul zawodnika Siarki. Boisko w tamtym meczu opuścił także Marcin Stefanik, który zobaczył dwie żółte kartki. Warto dodać, że „Stefan” w Radomiu przewinił zaledwie… dwa razy.

T – TRENER: Wielu nazwało to już cudotwórcą, który potrafił zrobić coś z niczego. Włodzimierz Gąsior zrobił w szatni rewolucję i nie bał się podejmowania trudnych decyzji. Czas pokazał, że doświadczony szkoleniowiec wiedział co robi. Niedoceniania przez innych, targana wieloma problemami Siarka krok po kroku wydobywała się z kryzysu. 30 oczek jesienią 2015, na wiosnę walka o awans do ostatniej kolejki a teraz aż 31 punktów – biorąc pod uwagę budżet i ilość młodych, co prawda bardzo zdolnych, ale wciąż niedoświadczonych graczy, takie dokonania muszą budzić szacunek.

U – URAZY: Było ich mniej jak wiosną. Nie oznacza to, że obyło się bez problemów, wypadali bowiem niezwykle ważni zawodnicy. Najgroźniejszej kontuzji doznał Konrad Stępień, który na początku października w Poznaniu nabawił się urazu kolana i był to dla niego ostatni mecz w 2016 roku. Pechowcem okazał się także Jakub Głaz, który zaledwie kilka minut po wejściu na boisko w Wejherowie w wyniku starcia z rywalem złamał kość jarzmową. Początek i koniec rundy ominął Radosław Sylwestrzak, pół rundy w gipsie spędził Krzysztof Ropski, a w ostatnim meczu roku zabrakło niezawodnego Daniela Koczona.

Z – ZWYCIĘSTWA: W lidze było ich osiem i każde miało swoją historię. Poza wspominanym już spotkaniem z Puszczą na pewno jednym z lepszych spotkań Siarki była konfrontacja z Olimpią Elbląg. Po trzy punkty piłkarze z Siarkowego Grodu sięgali także w meczach z Rozwojem Katowice, Olimpią Zambrów, Polonią Bytom, Wartą Poznań, ROW Rybnik oraz Legionovią Legionowo. Jedyną porażkę na własnym boisku Siarka poniosła w starciu z GKS Bełchatów. Za wszystkie emocje i wygrane dziękujemy i życzymy, by wiosną było jeszcze lepiej.

Bartosz Półrolniczak

03:38, dante1002
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 lutego 2017

Mało brakowało a stałby się bohaterem jednego z najciekawszych transferów zimowego okienka. Za nim doskonałe dwanaście miesięcy. Poczynił olbrzymie postępy i stał się pierwszoplanową postacią bloku obronnego tarnobrzeskiej Siarki. Z Bartoszem Waleńcikiem porozmawialiśmy między innymi o trudnych początkach w naszym klubie, o testach w Zilinie i o pobycie w hiszpańskiej Sevilli.

Bartek, jak dużo brakowało żeby Twój transfer do Ziliny doszedł do skutku? I skąd pomysł, by podbijać słowacką ekstraklasę?

Zilina obserwowała mnie już od dłuższego czasu, oglądała moje mecze i klub chciał przyjrzeć mi się z bliska w treningu i meczach sparingowych. Ciężko było nie skorzystać z takiej okazji. Mój menadżer Maciek Zieliński zadzwonił do mnie z informacją o ofercie Słowaków w sobotę, a już w poniedziałek byłem na miejscu. Trener Ziliny był zadowolony z tego co tam zaprezentowałem w ciągu dwóch tygodni.

Co więc stanęło na przeszkodzie?

Dwie kwestie: po pierwsze różnica zdań między trenerem i dyrektorem sportowym. Po drugie pozostanie w klubie stopera młodzieżowej reprezentacji Słowacji, który był już praktycznie dogadany w zachodnim klubie. Na dziś Zilina nie podjęła więc decyzji o transferze, ale wiem, że będą mnie dalej obserwować i temat może jeszcze wrócić.

Nie jesteś zawiedziony że tak to się potoczyło? Zilina to przecież lider słowackiej ekstraklasy.

Po tygodniu pobytu na Słowacji naprawdę wierzyłem, że tam zostanę. Sportowo czułem, że mogę się tam rozwijać. Każdego dnia, po każdym treningu czułem, że podnoszę swoje umiejętności. Choć nie ukrywam, że treningi były bardzo ciężkie, jeszcze tak ciężko, na takiej intensywności nie trenowałem. Mimo, że nie zakończyło się to całe zamieszanie transferem, wyjazd oceniam bardzo pozytywnie. Zdobyłem dużo cennego doświadczenia. Organizacyjnie też to fajnie wyglądało. Wszystko mieliśmy tam na miejscu, śniadania i obiady. Od 8 do 18 byliśmy w klubie. Między treningami czas był dokładnie zaplanowany. Odbywały się na przykład bardzo szczegółowe analizy treningów. W wolnym czasie można było spać, oglądać telewizję. Wszystkie zajęcia piłkarskie odbywały się na stadionie, mają tam nowoczesną, sztuczną murawę, świetnie przygotowaną. Codziennie jeździ po niej traktorek, który tę trawę podnosi, żeby nie była taka twarda. Nigdzie nie jeździliśmy, wszystko było na miejscu. Atmosfera też spoko, choć mało chłopaków mówiło po angielsku. Przyjęli mnie dobrze, trenerzy też. Zresztą ze Słowakami można się dogadać. Jak trener mówił na odprawach to mniej więcej wiedziałem o co chodzi.

Nie tylko Zlina chciała Waleńcika tej zimy. Słyszałem o zainteresowaniu chociażby jednego z klubów z polskiej ekstraklasy i Chojniczanki Chojnice.

Ja też słyszałem, ale żadnych konkretów z tego kierunku nie było. Rozmawialiśmy z dwoma innymi klubami pierwszej ligi i wstępnie z jednym klubem z Ekstraklasy, ale na ten moment postanowiliśmy, że zostanę w Siarce.

Zainteresowanie twoją osobą chyba nie dziwi, bo za tobą najlepsza runda w seniorskiej piłce.

Tak to prawda, myślę, że nie tylko runda. Cały rok grałem dobrze, regularnie. Chyba tylko jeden mecz opuściłem z powodu kartek. Grałem dużo i to było najbardziej istotne. Z każdym kolejnym rozegranym meczem człowiek staje się pewniejszy, każdy kolejny mecz pozwala wejść na odpowiedni, wyższy poziom. Mi się udało i teraz chciałbym tą moją formę podtrzymać.

Zawsze byłeś środkowym obrońcą?

Jak zaczynałem kopać w piłkę to oczywiście byłem napastnikiem. Nawet jakieś dyplomy się zdobywało za króla strzelców halowych turniejów. Z czasem - ze względu na dobre warunki fizyczne - trener stwierdził, że moje miejsce to obrona i tak już zostało.

Zawsze tylko piłka cię interesowała? Nie było innych dyscyplin?

Tylko piłka. Żadnej koszykówki. Treningi w SMS Łódź zacząłem już w wieku pięciu lat.

Jesteś z Łodzi więc to pytanie musi paść: ŁKS czy Widzew?

Bardziej ŁKS. Miałem tam przecież roczny epizod. Trafiłem tam z SMS i grałem zarówno w juniorach jak i seniorach. Awansowaliśmy z czwartej do trzeciej ligi. Z góry jednak było tak ustalone, że gram tam rok i idę wyżej. Po skończonym sezonie pojawiłem się w Tarnobrzegu na sparingu z Okocimskim i już tutaj zostałem.

Masz też za sobą testy w Sevilli.

Tak to prawda. I jeszcze w Getafe. Miałem dobry okres w juniorach SMS, mieliśmy tam bardzo mocną paczkę, o podobnym potencjale co juniorska drużyna Legii. Jeździłem regularnie na kadrę wojewódzką, ocierałem się o kadrę kraju. Trafiła się taka opcja żeby pojechać do Hiszpanii i się tam pokazać. Fajna przygoda, ale w tym wieku ciężko było się tam załapać. Zresztą nie tylko jeśli chodzi o względy sportowe. W SMS byłem od piątego roku życia, stawki za ekwiwalent wychodziły takie, że kluby musiałyby zapłacić za mnie naprawdę wielkie pieniądze, chyba 200 tysięcy Euro. A przecież w Hiszpanii mają też mnóstwo świetnie wyszkolonych własnych wychowanków. No i nie załapałem się.

Dla młodego chłopaka z Polski pobyt w takim klubie jak Sevilla to chyba mega przeżycie.

Tydzień byłem w Sevilli i kilka miesięcy później tydzień w Getafe. Przepaść między tymi klubami jest ogromna, nie mówiąc już o tym jak wiele je różni od polskich klubów. Akurat w Sevilli byłem w tym samym czasie jak Sevilla grała ze Śląskiem w pucharach. Byłem nawet na tym meczu. Obiekty treningowe mają znakomite, co ważne my jako młodzi mieliśmy styczność z pierwszym zespołem. Chociażby wspólnie trenowaliśmy na siłowni. Rakitić, Trochowski - ćwiczyło się z nimi (śmiech). Trenerem był wtedy Emery - teraz szkoleniowiec PSG. Rzucał się w oczy ogromny luz na treningach. Luz i uśmiech, czuło się, że czerpią radość z tego co robili.

Jak się odnalazłeś w Hiszpanii. Sam tam poleciałeś?

Poleciałem sam, przez trzy dni opiekował się mną znajomy mojego ówczesnego menadżera. Po trzech dniach mnie zostawił, mieszkałem w akademii Sevilli i poznałem chłopaka z rocznika 93, mającego polskie korzenie. Nazywał się Adrian Kosela. Grał wówczas w drugiej drużynie Sevilli, potem chyba był w West Hamie. Złapaliśmy tam fajny kontakt, teraz jakoś się to wszystko urwało i nie wiem co się z nim dzieje. Ale dzięki niemu było mi tam raźniej.

Wracając do kadry juniorów Polski – mówiłeś że bywałeś na jej zgrupowaniach. Jak często?

Byłem kilka razy. Chyba dwa mecze zagrałem. Częściej bywałem na konsultacjach. Z tamtej drużyny najbardziej wypłynął Bartek Kapustka. Akurat wtedy jakoś specjalnie się nie wyróżniał. Szczuplutki, skromny chłopak, niepozorny. Ale w Cracovii dostał szansę, wykorzystał ją i wypłynął. Grałem też jeszcze z Janem Bednarkiem z Lecha, Grześkiem Tomasiewiczem z Pogoni Siedlce, był Bartczak z Zagłębia Sosnowiec. Oni głównie brylowali.

Temat kadry uważasz za zamknięty?

Zainteresowania chyba żadnego nie ma. Ale jak każdy, po cichutku myślę o tym, że może uda się tam wrócić. Zawsze to ogromna satysfakcja pojechać na kadrę. Grają tam chłopaki z pierwszej ligi, z drugiej niewielu. Chyba tylko Staniszewski z Puszczy, zresztą mój kolega z SMS. Ale były kiedyś powołania dla chłopaków z drugiej ligi. Pamiętam takiego Musiolika, który z ROW jeździł na kadrę. Może i ja jeszcze pojadę. Bardzo bym chciał.

Twoje początki w Siarce do łatwych nie należały.

Przeskok z juniorów do seniorów to nie jest łatwa sprawa. Wtedy ciężko było wejść takiemu młokosowi jak ja do tamtej drużyny i w niej zafunkcjonować. Dużo musiałem zmienić w głowie i to trochę trwało. Człowiek myślał, że jest dobrym zawodnikiem, jednak piłka seniorska szybko i brutalnie weryfikuje takie poglądy. Zresztą kibice też negatywnie byli do mnie nastawieni. Brakowało mi pewności siebie i oni też to czuli. Nie byłem ich ulubieńcem. Jeszcze gram na takiej pozycji, że każdy błąd dużo kosztował. Człowiek wychodził z myślą żeby nic nie zawalić, a jak się tak myśli to zazwyczaj coś się nie uda.  

Bardzo Ci przeszkadzała ta nieufność trybun?

Po prostu ją odczuwałem. Potem jeszcze niepotrzebnie czytałem o sobie w Internecie i tak to się nakręcało. Zresztą co tu kryć - sam dawałem powody żeby tak było - grałem słabo. Jedynym moim usprawiedliwieniem jest to, że nigdy wcześniej nie grałem na takim poziomie rozgrywkowym.

Z czasem dostawałeś jednak coraz więcej szans na grę. Choć i z tym bywało różnie.

Chyba najmniej na mnie stawiał trener Tułacz. Wchodziłem na końcówki, do tego np. na bok pomocy, co nie zmienia faktu, że to on mnie sprowadził do Tarnobrzega i dużo mu zawdzięczam. Od niego jednak prawdziwej szansy nie zdążyłem dostać bo krótko też był moim trenerem. Pierwszą poważną szansę dostałem od trenera Kuźmy. On mi zaufał i na mnie odważnie postawił.

U trenera Gąsiora też grasz sporo, jednak początki nie były łatwe. Gąsior nawet na konferencjach otwarcie narzekał na to jak się prezentujesz. Nie było momentu zawahania, że jednak nie poradzisz sobie na tym poziomie. Że to dla Ciebie jeszcze za wysokie progi?

Aż tak to nie. Wydawało mi się -  i do tej pory tak mi się wydaje - że jestem mocny psychicznie. Zawsze wierzyłem, że musi być dobrze, że ciężka, codzienna praca na treningach w końcu zacznie procentować. Przychodziłem na treningi z myślą i nastawieniem by być po każdym z nich lepszym piłkarzem. Oczywiście zdarzało się dostać ochrzan od starszyzny, ale to też jest potrzebne. Jak teraz słyszę, że niektórzy z młodych boją się przyjść do Siarki, do tak młodej drużyny, to co by powiedzieli trzy lata temu. To była zupełnie inna drużyna. Teraz wejść do Siarki dla młodego chłopaka to wymarzona sytuacja.

Faktycznie jak wchodziłeś było ciężko?

Było. To była inna drużyna, o innej strukturze. Truszkin to był taki facet, z którym było mi najtrudniej. Dużo mi jednak pomógł i też nauczył. Bardzo go cenie jako człowieka i zawodnika. Zresztą potem złapaliśmy dobry kontakt, ostatnio nawet jak przyjechał na derby to porozmawialiśmy sobie i było już zupełnie inaczej. Ale powtarzam że takie osoby muszą być. Teraz jest np. Daniel Koczon. Też człowiek z charakterkiem. Ktoś jednak musi młodych opierdzielić.

Ty na stoperze grałeś już z kilkoma chłopakami. Z którym ci się grało najlepiej i od kogo czerpałeś najwięcej.

Na początku trener Tułacz zawsze dawał mnie do pary z Mirkiem Baranem, chciał żeby on się mną opiekował. Dobrze wspominam tamten okres, jednak najlepiej pracowało mi się z Łukaszem Nadolskim. Zawsze go będę dobrze wspominał. Pomagał mi bardzo, zresztą to taki typ człowieka. Super facet i wzór do naśladowania.

Czy to Twoje ostatnie pół roku w Siarce? Czujesz, że pora postawić kolejny krok?

Nie ukrywam, że chciałem ten krok zrobić już tej zimy. Jednak to, że nie przeszedłem do Zliny, że zostanę w Tarnobrzegu przez jakiś czas, nie powoduje że jestem obrażony na cały świat. Mamy tu fajną drużynę, z którą może uda się zrobić fajny wynik na wiosnę.

Ty chcesz utrzymać poziom z jesieni. To zagwarantuje, że latem pojawią się znowu oferty.

Bardzo chciałbym grać tak jak jesienią, po cichu liczę, że będę jeszcze lepszy. Odkąd zacząłem grać regularnie, każdy mój kolejny dobry mecz mnie pozytywnie nakręca. Ludzie przekonali się do mojej osoby. To wszystko mobilizuje mnie do jeszcze cięższej pracy.  Oby tylko zdrowie dopisywało. No i ważne jest żebyśmy też jako drużyna wyglądali dobrze. Czuje, że tak będzie.

A co byś chciał poprawić w swojej grze? Skuteczność? Bo wciąż w rubryce "gole zdobyte" okrągłe zero.

Chce strzelać gole. Dla stopera, dwie, trzy bramki na rundę to też super handicup. Przy takim wzroście i warunkach musze wreszcie coś strzelać. Już są te sytuacje, brakuje tylko wykończenia, a czasem i szczęścia. Może gdyby coś wpadło to zadziała prawo serii i będzie już łatwiej.

Jak spędzasz czas między treningami? Słyszałem, że dużo dodatkowo pracujesz nad sobą. Pilnujesz też diety. 

Zawsze ciężko pracowałem na treningach, uważałem, że nie można odpuszczać. W młodości wkręciłem się w siłownie, teraz jednak inaczej do tego podchodzę i inaczej pracuje, bo nie można z tym przesadzać.  A czas wolny wykorzystuje najczęściej na pracę nad sobą. Po rannym treningu zazwyczaj jest rozciąganie się, zjem coś na spokojnie w szatni, wracam do domu, robię wcześniej zakupy. Jest już godzina 16 i trzeba wracać na trening. Jak nie ma, to chodzę na basen, na siłownie. Wracam do domu po 19, zjem kolację, odpalę meczyk i idę spać.

Dużo oglądasz meczów? Znam piłkarzy, którzy grają w piłkę ale się nią nie interesują. Mało meczów oglądają w telewizji.

Ja oglądam dużo. Czasem wydaje mi się że za dużo (śmiech). Każdego wieczoru jak coś jest to oglądam. Często wspólnie z Radkiem Sylwestrzakiem.

 A wzór piłkarza jest? Jakaś ulubiona drużyna zagraniczna?

Sergio Ramos i Real Madryt.

Hiszpańska liga to Twoje ulubione rozgrywki?

Nie, wolę ligę angielską, jest w niej więcej emocji, więcej wyrównanych drużyn. Fajnie byłoby kiedyś tam zagrać. Twardo jednak stąpam po ziemi i póki co moim marzeniem pozostaje gra w ekstraklasie. Może dla kogoś to śmieszne ale tak jest. Trenuje po to by to marzenie spełnić. Kto wie, może już wkrótce się uda. Zrobię wszystko, by to marzenie poprzez dobre występy w Siarce się spełniło.

Dziękuje za rozmowę.

Rozmawiał Sławomir Strzałka 

22:21, dante1002
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 lutego 2017

Takiego rozstrzygnięcia nikt się nie spodziewał. Wspólnota Serbinów okazała się najlepsza w V edycji halowego turnieju o Puchar Prezydenta Tarnobrzega. Grająca w rozgrywkach klasy B drużyna w imponującym stylu wygrała wszystkie spotkania, zostawiając daleko z tyłu Siarkę Tarnobrzeg, OKS Mokrzyszów oraz pozostałe tarnobrzeskie zespoły z Ocic, Wielowsi, Zakrzowa i Sobowa.

Teoretycznie to nie miało prawa się wydarzyć. Wspólnota Serbinów grająca w najniższej klasie rozgrywkowej (najniższa pozycja ligowa ze wszystkich uczestników) jeszcze nigdy w halowym turnieju o Puchar Prezydenta nie potrafiła się nawet zbliżyć do końcowej wygranej. Siarka z kolei każdą kolejną edycję - z wyjątkiem tej rozgrywanej w 2012 roku - wygrywała bez większego problemu. Wszystkie te fakty w niedzielę nie miały jednak kompletnie żadnego znaczenia. W tarnobrzeskiej hali MOSiR drużyna Piotra Wawrylakowskiego od początku do końca nie miała sobie równych. Komplet sześciu zwycięstw m.in. z Siarka Tarnobrzeg 2-1 i imponujący bilans 18 punktów zapewnił Wspólnocie sukces, jakiego w turnieju jeszcze nigdy nie doświadczyła drużyna z tak niskiej klasy rozgrywkowej.

Znakomita postawa Wspólnoty została również doceniona w wyróżnieniach indywidualnych. - Fajna niespodzianka. Chłopaki trenują od października na hali, widać było, że rozumieją się  -  mówił Piotr Wawrylakowski. Najlepszym bramkarzem turnieju całkowicie zasłużenie został wybrany Igor Kaźmierczak. Golkiper z Serbinowa w kapitalny sposób powstrzymał napór Siarki Tarnobrzeg, a we wszystkich sześciu spotkaniach skapitulował tylko dwukrotnie. Najlepszym zawodnikiem turnieju wybrany został Łukasz Gaj, któremu największą satysfakcję z pewnością dał gol zdobyty przeciwko Siarce.

Na drugim miejscu, daleko za plecami Wspólnoty Serbinów udział w halowym turnieju o Puchar Prezydenta Tarnobrzega zakończyła Siarka Tarnobrzeg. II ligowy faworyt występujący w eksperymentalnym składzie od początku niedzielnych zmagań nie prezentował się tak, jak wszyscy tego oczekiwani. - Chcieliśmy do tego podejść odpowiedzialnie, ale trochę nam nie poszło, jeśli chodzi o wynik sportowy - stwierdził po zakończeniu turnieju Maciej Wojnar. Podopiecznym Włodzimierza Gąsiora tego dnia brakowało motywacji, ale i również skuteczności. Wyjątek w tym drugim aspekcie stanowił jedynie Krzysztof Ropski. Napastnik tarnobrzeskiego klubu z sześcioma trafieniami został królem strzelców turnieju.

Porażka w ostatnim meczu turnieju z Siarką sprawiła, że na najniższym stopniu podium znalazł się OKS Mokrzyszów. Mający za sobą bardzo dobrą rundę jesienną zespół, w drodze na najniższy stopień podium zwyciężył w trzech spotkaniach (Iskra Sobów, OKS Wielowieś i Koniczynka Ocice). - Zawsze taki turniej to jest dobry trening, a sam wynik był trochę mniej ważny - przyznał Michał Złotek. Na kolejnych miejscach znalazły się drużyny z Ocic (7 punktów), Wielowsi (6 punktów), Zakrzowa (4 punkty) i Sobowa (1 punkt). 

Hubert Mikusiński, Bartosz Półrolniczak

20:26, dante1002
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 lutego 2017

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Lata lecą, a grający w Siarce Tarnobrzeg już czwarty sezon Daniel Koczon ciągle jest niezwykle potrzebny i przydatny na boisku. Udowodnił to w pierwszej części sezonu, zdobywając siedem bramek i notując na swoim koncie tyle samo asyst. W głosowaniu na najlepszego zawodnika jesieni, pomocnik tarnobrzeskiego klubu nie miał sobie równych.

W sezon 2016/2017 Daniel Koczon wkroczył powolnym krokiem. Najbardziej doświadczony zawodnik Siarki Tarnobrzeg najwyraźniej potrzebował nieco więcej czasu niż inni aby odpowiednio wejść na optymalny dla siebie piłkarski poziom. Gdy już to uczynił grał imponująco, a rewelacyjne w wykonaniu Koczona spotkanie z Olimpią Elbląg (dwa gole i dwie asysty) nie było odosobnionym przypadkiem.

Takiej rundy i takiego sezonu jak teraz Daniel Koczon jeszcze w Tarnobrzegu nie miał. Rozgrywający swój czwarty sezon w tarnobrzeskim klubie pomocnik, w 18 ligowych spotkaniach zdobył już taką samą ilość goli co w całym poprzednim sezonie. – Te liczby nie biorą się znikąd, bo mamy dobry zespół, przede wszystkim grający do przodu, dlatego jako ofensywni zawodnicy czerpiemy z tego korzyści – ocenił swoje indywidualne osiągnięcia Koczon. Warto nadmienić, że bramkowy dorobek najlepszego obecnie strzelca Siarki jesienią mógł być jeszcze bardziej okazały, gdyby nie zmarnowany rzut karny w Rybniku.

Kończący dziś 35 lat Daniel Koczon jest obecnie najstarszym zawodnikiem Siarki. W tarnobrzeskiej drużynie, gdzie średnia wieku całego zespołu jest jedną z niższych w całej lidze może czuć się jak profesor. Jego rola na boisku, jak i również w szatni jest nieoceniona.  – Nade mną ciąży już ten wiek, a ja z każdym rokiem muszę wciąż iść do przodu aby nie było gadania, że Koczon stary i się już nie nadaje – dodaje.

Wielki renesans formy Daniela Koczona docenili kibice tarnobrzeskiego klubu, którzy w zorganizowanym kilka tygodni temu głosowaniu nie mieli żadnych wątpliwości komu należy się tytuł MVP jesieni. Koczon ze znaczącą liczbą 45 głosów daleko w tyle zostawił swoich kolegów z drużyny: Bartka Walencika (6 głosów), Huberta Tomalskiego (5 głosów) oraz Marcina Stefanika (2 głosy).

Hubert Mikusiński

00:05, dante1002
Link Dodaj komentarz »