O tarnobrzeskiej piłce, o koszykówce, a przede wszystkim tarnobrzeskim sporcie...
RSS
czwartek, 27 listopada 2014

 Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Na pytanie, jaka to była jesień w wykonaniu Siarki Tarnobrzeg odpowiedź jest jedna i wszystkim doskonale znana. Tak słabej rundy jesiennej w wykonaniu Siarkowców nie spodziewał się chyba nikt. Na fatalną postawę piłkarzy Siarki złożyło się wiele czynników, które swój początek miały już na samym początku nowego sezonu. Katastrofalne zakończenie piłkarskiej jesieni (4 spotkania bez wygranej) jest tylko dopełnieniem rozczarowania, jakie od dłuższego czasu przelewa się wśród kibiców tarnobrzeskiego zespołu.

Poprzednie rozgrywki w których Siarka otarła się o awans sprawiły, że aspiracje w Tarnobrzegu na kolejny sezon były ogromne. Swoich oczekiwań nie ukrywali kibice, ale i również klubowi działacze, którzy przed rozpoczęciem rozgrywek jasno określili cel zespołu. Po 18 rozegranych kolejkach wszystkie ambitne plany, założenia i piłkarskie marzenia są bardzo dalekie od realizacji. Siarkę dopadła piłkarska depresja, która w Tarnobrzegu po raz ostatni przytrafiła się za kadencji Artura Kupca. Cztery ostatnie mecze bez zwycięstwa, w tym jeden remis i trzy porażki sprawiły, że tarnobrzeski zespól znalazł się na odległym 10 miejscu w ligowej tabeli. Tak nisko piłkarze Siarki w tym sezonie jeszcze nie byli. Strata 9 punktów do lidera oczywiście nie przekreśla całkowicie szans Siarki w walce o awans, ale znacznie je ogranicza.

O awansie w Tarnobrzegu dzisiaj jednak nikt nie ma odwagi mówić, bo i podstaw ku temu praktycznie nie ma. Znacznie więcej mówi się na temat trenera Ryszarda Kuźmy, który nie odmienił jak na razie oblicza ani stylu gry Siarki. Liczby jak dotąd również nie wystawiają dobrego świadectwa następcy Tomasza Tułacza. Kuźma w 12 spotkaniach do tej pory z Siarką wywalczył 13 punktów. Tułacz meczy w tym sezonie z tarnobrzeskim zespołem miał o połowę mniej, a mimo to Siarkowcy pod jego wodzą zdobyli 14 punktów. Efekt nowej miotły nie zadziałał i trudno się jednak temu dziwić. Na tak słaby wynik złożyło się wiele innych aspektów niż akurat czynnik ludzki w postaci Ryszarda Kuźmy, którego wiele osób już dzisiaj najchętniej by się pozbyło.

W aż takie skrajności jak zwolnienie Kuźmy kibice Siarki jednak nie powinni popadać. Trenera oczywiście rozlicza się z wyników, ale osobiście daleki jestem od obwiniana za wszystko Ryszarda Kuźmy, który zespół obejmował w niełatwej sytuacji, mając kadrę moim zdaniem dużo słabszą niż w poprzednim sezonie i co ważniejsze źle skonstruowaną. Na finalny efekt pracy trenera, który trzy miesiące temu odejmował Siarkę przyjdzie nam poczekać do wiosny. Wtedy właśnie będziemy mądrzejsi i dowiemy się czy praca Kuźmy ma sens i daje nadzieje na coś więcej w tym sezonie. Póki co jesteśmy świadkami ponurej, piłkarskiej jesieni w Tarnobrzegu. Od dłuższego czasu gołym okiem widać, że tarnobrzeski zespół nie tworzy monolitu. W przerwie zimowej wręcz konieczna wydaje się przebudowa zespołu. Konstrukcja Siarki w tym sezonie okazała się bardzo wadliwa, a nowy trener w pewnym sensie miał związane ręce przychodząc do zespołu i zastając taki stan posiadania. Z pewnością też porażką i dużą niekompetencją klubu byłoby jednak zwolnienie Kuźmy po rundzie jesiennej.

Dlaczego jest dobrze, a wyniki są nie takie jak być powinny – to nietypowe przemyślenie Ryszarda Kuźmy wzbudza na pewno pewne kontrowersje, ale i pewną refleksję. Trener Siarki niemal każdym niepowodzeniu zachowuje niesamowity spokój. Praktycznie z każdej porażki potrafi wyciągnąć sporo pozytywów, które mają procentować w przyszłości. W opinii szkoleniowca jego zespół w ostatnim czasie zbiera dobre noty nie tylko u niego, ale i trenerów innych drużyn. Problem w tym, że te piłka nożna to nie łyżwiarstwo figurowe i wszystkie te noty w zupełności nie przekładają się na wyniki zespołu. Kuźma w sposób zdecydowany również odrzuca teorie mówiące o tym, że zespół znajduje się w dołku. Tyle tylko, że kibice w Tarnobrzegu przez ostatni czas nie przywykli do sytuacji aby ich ulubiona drużyna w przeciągu jednego miesiąca nie była w stanie wygrać żadnego ligowego spotkania. Ostatnią szansą na zmianę tej niekorzystnej sytuacji będzie sobotnie spotkanie z Nadwiślanem Góra. Beniaminek II ligi ostatnio znajduje się w dość podobnym położeniu co Siarka. Komplet punktów dla obu zespołów w sobotę będzie miał ogromne znaczenie. 

Ten znaczący regres formy Siarki swój początek miał jeszcze wcześniej niż od początku nowego sezonu. Powolny, piłkarski zjazd w dół swój początek swój początek miał tak naprawdę w maju, gdy Siarka przegrała derbowy pojedynek ze Stalą, a potem awans. Już wtedy z zespołem zaczęło dziać się coś złego i mimo zwycięstw na początku sezonu obraz gry raczej się nie zmieniał. Tarnobrzeski zespół jeśli wygrywał na własnym boisku to zazwyczaj w szczęśliwych okolicznościach (Rozwój, Nadwiślan, Okocimski). Dzisiejsza pozycja Siarki w ligowej tabeli w pewnym sensie odzwierciedla słabą od kilku miesięcy formę piłkarzy. Na to miejsce złożyły się cztery w moim odczuciu najistotniejsze czynniki. 

TRANSFERY

Żaden z letnich transferów Siarki tej jesieni się nie sprawdził. Ani jeden z nowo pozyskanych zawodników nie wniósł do zespołu czegoś, co mogło dać coś więcej tej drużynie. Głodny i spragniony gry Robert Chwastek sezon zaczął imponująco, ale z czasem jego gra stawała się irytująca. Na swoje barki brał ciężar gry, sporo akcji próbował rozwiązywać indywidualnie i najczęściej kończyło się to stratą piłki. Z pewnością dużo więcej kibice oczekiwali również (pewnie też z racji nazwiska) od Marcina Stefanika. Gwarancją solidności na boku obrony miał być pozyskany ze Znicza Marcin Bochenek, któremu dość sporo czasu zajęło przebicie się do wyjściowego składu Siarki. Większego sensu niestety nie miało ściągnięcie do zespołu Gruzina Tamaza Chargeishvilego. Pomocnik swoją przydatność spełniał jedynie z zespole rezerw. Największą transferową pomyłką było pozbycie się lekką ręką Łukasza Sekulskiego z którym kontakt na dwa lata bez większego zastanowienia podpisała Stal Stalowa Wola. Efekty tego nieudolnego posunięcia wszystkim są dzisiaj doskonale znane. Sekulski w Siarce przebywał dwa tygodnie. Zagrał w dwóch sparingach z Górnikiem Łęczna i z młodymi rezerwami Rubina Kazan. W tym czasie niestety nie do końca spełnił wymagania ówczesnego trenera Tomasza Tułacza. Jak się okazało to był największy błąd byłego szkoleniowca Siarki. Pomyłka, która być może również w jakimś stopniu kosztowała go utratę pracy w Tarnobrzegu.

KONTUZJE

Pozbycie się Sekulskiego nie było jedynym, poważnym trenerskim grzechem Tułacza. Swoje odbicie w postaci nieustannych kontuzji miało równie chyba przecenienie siły fizycznej zespołu. Po obozie w Ulanowie wielu graczy w jasny sposób powtarzało, że jeszcze nigdy w zimie nie przyszło im tak ciężko pracować. Wówczas kontuzje pojawiły się w decydującej fazie sezonu, gdy ważyły się losy awansu. W tej rundzie zespół wciąż sprawia wrażenie przetrenowanego, nie czującego radości z gry. Siarki Tarnobrzeg również nie opuszcza pech związany z urazami. Przez większą cześć rundy uraz leczył Marcin Truszkowski, przez co oczywiście cierpiała ofensywna formacja zespołu. Swoje problemy ze zdrowiem mieli bądź też mają Mirosław Baran, Marcin Figiel, Daniel Koczon, Konrad Stępień i pozyskany w trakcie rundy Pavol Cicman.

MŁODZIEŻOWCY

To właśnie brak tych zawodników stał się największą bolączką i blokadą tego zespołu w tej rundzie. Jeszcze przed rozpoczęciem sezonu Dariusz Dziedzic wielokrotnie powtarzał ilu to zawodników w ostatnim momencie decydowało się na inne, przeważnie lepsze zespoły. Prawdziwy problem z młodzieżowcami swój początek miał jeszcze w lipcu, gdy z gry na dłuższy czas wypadł obiecujący Maciej Termanowski. Do rozpoczęcia sezonu pozostał tydzień i zaczęło się nerwowe szukanie na zasadzie ''kota w worku''. W przeciągu jednego tygodnia do drużyny w trybie nagłym dołączyło trzech młodzieżowców. Wypożyczony z Górnika Łęczna napastnik Michał Paluch, który oprócz przypadkowego gola w derbowym meczu ze Stalową Wola nie dał kompletnie nic tej drużynie. Bartosz Walencik, 18 latek ściągnięty na niezwykle odpowiedzialną pozycję, jak środek obrony oraz Jakub Więcek, któremu na pewno nie można odmówić boiskowej ambicji. Do zespołu w trakcie rundy dołączył Rafał Parobczyk. Młodzieżowcy i przepis (troszkę absurdalny według mnie) o grze dwóch młodzieżowców ograniczał w znacznym stopniu ofensywny potencjał Siarki. Jeśli grał Paluch to przeważnie nie grał Truszkowski. Jeśli grał Więcek grać nie mógł Figiel. Z kolei jeśli na boisko wychodził Parobczyk na ławce zasiadał Koczon lub Chwastek. Z konieczności między słupkami występować również musiał mniej pewny w swoich poczynaniach Oskar Pogorzelec. W przegranych meczach z Rakowem i Rozwojem na ławce usiąść musiał Mirosław Baran kosztem gry Bartosza Walenika. Kontuzje, ale przede wszystkim problem z młodzieżowcami powodował ogromny kłopot przy zestawianiu składu. Skutki tego oglądamy dzisiaj, szczególnie w poczynaniach ofensywnych, gdzie brak jest kreatywności, ruchliwości, szybkości i nieustępliwości. Brakuje również bramek. Siarka w tym sezonie strzeliła 19 bramek. Co ciekawe to wynik nawet gorszy niż ten z poprzedniego sezonu, gdy Siarka w spotkaniach na własnym stadionie zdobyła o jedną bramkę więcej.

FORMA SPORTOWA

W tym sezonie Siarce idzie jak po grudzie. Drużynie ciężko przychodzi stwarzanie sytuacji w meczach u siebie, nawet z drużynami teoretycznie słabszymi. Wielu zawodników niestety jest dalekich od swojej optymalnej formy i co gorsza są to zawodnicy, którzy w poprzednim sezonie stanowili o sile zespołu. Słabą rundę ma Dariusz Frankiewicz. Jeszcze słabiej prezentuje się Konrad Stępień, który od czasu kontuzji gdzieś zatracił swój stabilny rytm gry. Swoją pewność w bramce stracił również Artur Melon. Na formę drużyny niestety korzystnie nie mogą wpływać derbowe niepowodzenia, straty punktów takie jak w meczu z Limanovią oraz najbardziej pechowe i jednocześnie bolesne porażki (czyt. Raków i Rozwój).

Wszystkie te cztery aspekty niestety mają dzisiaj swoje odzwierciedlenie na boisku oraz w ligowej tabeli. Kluczowym okresem dla losów sezonu wydaje się być przerwa zimowa. To właśnie w tym najbardziej nielubianym przez piłkarzy okresie trener Kuźma będzie miał sporo problemów do rozwiązania. Wietrzenie szatni wydaje się być pierwszym z zadań, jakiego dokona w tym okresie. Wiele będzie również zależało od personalnych wzmocnień. Bogaty plan sparingowy i przede wszystkim czas mają zespołowi dać wiarę i radość z gry. Kolejna zmiana trenera na niewiele pewnie by się zdała. Klubowi działacze i kibice natomiast muszą zaufać zespołowi, bo Siarka Tarnobrzeg jako zespół potrzebuje czasu. 

Niezależnie od rezultatu sobotniego spotkania z Nadwiślanem Góra piłkarska jesień w wykonaniu Siarki Tarnobrzeg kończy się ogromnym rozczarowaniem. Szczególnie, gdy popatrzy się na wyniki oraz miejsce w tabeli. Mało kto przed rozpoczęciem rozgrywek przypuszczał również, że po 18 kolejkach przyjdzie nam oglądać plecy zawodzącej Stali Mielec czy niedocenianej Stali Stalowa Wola. Na szczęście przewaga punktowa nie jest aż tak duża aby już dzisiaj pisać czarne scenariusze. Z ostatecznymi ocenami zawodników jak i trenera musimy poczekać do wiosny. To właśnie runda wiosenna da nam wiele odpowiedzi, w tym to najważniejsze – czy będziemy się jeszcze liczyć w walce o awans? Przykład poprzedniego sezonu pokazuje i jednoczenie uczy, że 9 punktowa przewaga w maju może nie być wystarczająca na finiszu rozgrywek. Na radość w rundzie jesiennej jest za wcześnie, na smutek i na krytykę również. Ja wolę poczekać do wiosny.

02:58, dante1002
Link Dodaj komentarz »
piątek, 14 listopada 2014

Dzisiaj znowu troszkę będę przynudzał. Nie napiszę niczego sensownego ani o piłce nożnej ani o siatkówce tylko o zbliżających się wyborach. Skłoniły mnie do tego dwie rzeczy. Ciekawe informacje, jakie każdego dnia zdążyłem nabywać podczas tej niezwykle brudnej wyborczej walki o Tarnobrzeg, ale i również ciekawa sonda, która pojawiła się ostatnio w lokalnych mediach. Kilka konkretnych pytań do kandydatów ubiegających się o fotel prezydenta, gdzie musieli odpowiedzieć TAK lub NIE. Już pierwsze pytanie, które padło dotyczyło finansowania profesjonalnych drużyn sportowych w mieście.

Naturalnym zwolennikiem dofinansowania profesjonalnych drużyn sportowych jest oczywiście Norbert Mastalerz. Chyba nikomu nie trzeba mówić, jak wielkim pasjonatem piłki nożnej jest obecny Prezydent i trudno też przypuszczać aby którykolwiek z kontrkandydatów mógł już teraz zagwarantować taki dobrobyt finansowy, jaki obecnie panuje w Siarce Tarnobrzeg. Mastalerz jest gwarancją tego, że jeśli dalej będzie sprawował obowiązki Prezydenta KS Siarka czeka stabilna i jednocześnie pewna przyszłość, a sam sport będzie dalej jedną z najważniejszych dziedzin życia miasta. 

Gwarantem takiej stabilności i pewności z pewnością było powołanie do życia spółki z solidnymi fundamentami (czyt. konkretni udziałowcy). Sytuacja klubu dzisiaj na pewno jest dużo lepsza niż kilka miesięcy temu, gdy Siarka stała na glinianych nogach i była zdana właściwie na łaskę jednego człowieka. Samo życie na garnuszku miasta to nie jest nic dobrego. Coś na ten temat mógłby pewnie powiedzieć Zbigniew Pyszniak, który na miejskim utrzymaniu żyje nieprzerwanie od kilku sezonów. Owszem po drodze był konkretny sponsor, który jednak po kilku miesiącach wycofał się. Na tak odważny krok niestety w kwietniu nie stać było 8 radnych, którzy opowiedzieli się za dotacją na najbliższy sezon. Efekt - Sześć (za chwilę pewnie siedem) druzgocących porażek i ostatnie miejsce w lidze, które będzie niezwykle ciężko poprawić.

Co gorsza niestety za przyjęciem uchwały opowiedzieli się ludzie, którzy na co dzień zwyczajnie nie mają pojęcia, jakie wyniki osiąga klub i jak funkcjonuje. Oczywiście część z nich podniosła rękę, bo zwyczajnie musiała. Zwyczajnie zabrakło odwagi przed wyborami. Zabrakło też męskiej decyzji w sprawie klubu, w którym pojedyncze zmiany niestety na niewiele się zdadzą. Dzisiaj jesteśmy świadkami spektakularnego upadku klubu. Każda kolejna ligowa klęska zespołu Pyszniaka to nie tylko porażka trenera i zawodników, ale i również radnych, którym zwyczajnie w kwietniu brakowało odwagi oraz wiedzy w tym temacie.

W sondzie spój głos sprzeciwu finansowaniu profesjonalnych drużyn sportowych dał Tadeusz Gospodarczyk. Tadka doskonale znam jakieś 15 lat i wiem, że to NIE skierowane było głównie pod adresem zespołu Jeziora Tarnobrzeg. Gospodarczyk, który w swojej kampanii realnie stara się patrzeć na rzeczywistość w Tarnobrzegu bardziej od igrzysk pragnie chleba. Zwiększenie dochodów miasta do którego chciałby dążyć najmłodszy z kandydatów na Prezydenta z pewnością znalazłoby swoje odbicie w miejskim finansowaniu KS Siarka Tarnobrzeg. Zakładam, że byłoby ono nieco mniejsze niż obecnie, bo mimo tego, że Tadeusz Gospodarczyk jest w pewnym stopniu sympatykiem piłki nożnej to ten stopień jego fanatyzmu do Siarki jest dużo, dużo mniejszy niż obecnego Prezydenta.

Swój sprzeciw finansowemu wsparciu na rzecz drużyn sportowych wyrazili również Krzysztof Wianecki i Zbigniew Młodawski. Kandydatury tego pierwszego raczej poważnie traktować nie należy. Wianecki sprawia wrażenie człowieka totalnie oderwanego od współczesnych realiów, żyjącego latami 80. Apelowanie na konferencjach prasowych o powroty emigrantów i umożliwianie im otwieranie swoich interesów w Tarnobrzegu jak np. sklepiki z pamiątkami brzmi zarówno śmiesznie, jak i kuriozalnie. Najstarszego z kandydatów, Zbigniewa Młodawskiego nie znam, ale zakładam, że walkę o prezydencki fotel zakończy przed Wianeckim. Znam za to Adriana Lastotę, najmłodszego z kandydatów do Rady Miasta i jestem pełen uznania odwagi startu w tych wyborach. Szczerze mówiąc zaskoczyła mnie ta kandydatura i zaskoczyły mnie również pozytywnie dojrzałe poglądy 21 latka, którego do tej pory kojarzyłem głównie z boiska piłkarskiego. Taki dopływ świeżej, młodej krwi w Radzie Miasta jak dla mnie byłby wskazany. Powodzenia Adrian.

Wyborczy klimat to coś, co lubię z jednego prostego powodu – w tym czasie można dowiedzieć się wielu naprawdę ciekawych rzeczy o kandydatach. Najbardziej zdumiewające rzeczy dotarły do mnie za sprawą jednej rodziny. Wszystko za sprawą gazetki PO dla Tarnobrzega, która dotarła do mnie kilka dni temu. Prezentacja kandydatów i kilka ciekawych informacji. Już na pierwszej stronie przewodniczący Kołek napisał, że sam jako przedsiębiorca zainwestuje swój kapitał w Tarnobrzegu, co przełoży się na stworzenie kilkuset miejsc pracy. Tylko pytanie gdzie? W Tarnobrzegu czy może w Stalowej Woli? W końcu przez ostatnie 4 lata Pan przewodniczący nie stworzył ani jednego miejsca pracy w Tarnobrzegu.

W jeszcze większe osłupienie i zdumienie wprowadziła mnie informacja z ostatniej strony. Zastanawiałem się co może łączyć Iwonę Kołek z Joanną Muchą? I okazuje się, że całkiem sporo rzeczy. Na pewno uroda. Na pewno też przynależność polityczna i co najbardziej zaskakujące sport, który jest tematem przewodnim mojego bloga. Właśnie dowiedziałem się, że kandydująca (chyba troszkę na siłę) do sejmiku wojewódzkiego Iwona Kołek jest kibicem sportowym i zna problemy związane z rozwojem sportu. Faktycznie, jest takim kibicem, że po raz ostatni na jakimkolwiek meczu widziałem ją w 2008 roku. Był to finałowy mecz Pucharu ETTU z Władywostokiem. Pani Iwona zjawiła się tam na zaproszenie Stanisława Uziela. Radny trzech kadencji i Kawaler Orderu Uśmiechu, który w ostatnim czasie zdążył obrazić się na KS Siarka wówczas udzielał Pani Iwonie informacji do ilu punktów się gra w tenisie stołowym.

Do teraz jestem w szoku, ale po wyborach powinienem się z niego otrząsnąć. Ulice wreszcie przestaną tonąć w plakatach i banerach. Nie będzie już tych wszystkich konferencji i przede wszystkim obietnic. Życie będzie toczyło się dalej, a rzeczywistość pewnie pozostanie ta sama. Mam jednak nadzieję, że zmienią się pewni ludzie, szczególnie w Radzie Miasta. Może wtedy wówczas uda się uniknąć takich niedorzecznych decyzji, jak marnowanie miejskich pieniędzy na coś, co tak naprawdę nie miało prawa się udać (czyt. Zbigniew Pyszniak i jego radosna, koszykarska twórczość). 

Mądrych wyborów w niedzielę. 

13:30, dante1002
Link Dodaj komentarz »
środa, 05 listopada 2014

W powietrzu od kilku tygodni unosi się przedwyborczy klimat. Liczba lokalnych kandydatów, którzy spoglądają i uśmiechają się do nas na plakatach każdego dnia wzrasta. Z dnia na dzień jesteśmy zasypywani nowymi, propagandowymi broszurami w których głównie pokazuje się to, co się udało albo co ma się udać w ciągu najbliższych czterech lat. Niezwykle dynamiczna kampania przed wyborami samorządowymi kręci się w najlepsze i kręcić się będzie jeszcze przez najbliższe 10 dni. Później już nastanie cisza wyborcza i rozpoczną się wybory samorządowe. 

Nakłady finansowe pompowane we wszystkie wyborcze kampanie prezydentów są niemałe. Widać je doskonale po wszystkich banerach i bilbordach, które od dłuższego czasu widnieją na każdym kroku w Tarnobrzegu. Ogrom pieniędzy włożony w to wszystko u jednych może i wzbudza jakiś podziw, ale u znacznej większości budzi pewien zwyczajną złość i żal. Mam nieodparte wręcz wrażenie, że wszystko można robić taniej i bardziej przejrzyściej poprzez wszelakie spotkania z wyborcami i dyskusje w oparciu o konkretne argumenty. Brak społecznego dialogu na linii kandydat-mieszkaniec jest odczuwalny, przynajmniej w mojej ocenie. Nie mam zamiaru się dzisiaj nad tym rozwodzić, bo moim tematem przewodnim był, jest i będzie sport w szeroko pojętym tego znaczeniu. I dzisiaj również przy okazji zbliżających się wyborów chcę skupiać się na tej dziedzinie.

W Tarnobrzegu sport jest właśnie jedną z najważniejszych dziedzin życia miasta. Miasto, które z reguły powinno wspierać kluby sportowe ma na utrzymaniu wiele sekcji sportowych na czele z koszykówką w wydaniu ekstraklasowym. Publiczne pieniądze wydaje w tym przypadku na się coś, co tak naprawdę nie ma prawa się udać. Znacznie lepiej to wygląda jeśli popatrzymy na piłkarski rozwój młodzieży. Po wielu latach wreszcie coś ruszyło w szkoleniu młodych, piłkarskich adeptów. W Tarnobrzegu doczekaliśmy się Piłkarskiego Przedszkola Siarki oraz Piłkarskiej Akademii. W 2012 roku utworzono również drugi na Podkarpaciu Gimnazjalny Ośrodek Szkolenia Młodzieży (GOSM) o profilu piłka nożna.

Trzeba otwarcie przyznać, że Tarnobrzeg przez ostatnie lata stawia również na estetykę, wygląd, schludność miasta oraz wspieranie poszczególnych zakładów i organizacji. Miasto przez ostatnie lata pięknieje, ale niestety też się demograficznie starzeje się. Drogą i jednoczenie wyznacznikiem, który ma dać jakiś postęp stał się miejski sport. Blisko 17 milionów wydanych na infrastrukturę sportową, szkolenie młodzieży, nagrody oraz dotacje dla klubów, organizacji i stowarzyszeń to kwota niemała i czasami nie zawsze należycie spożytkowana.

Duże znaczenie na kształt i wygląd miasta mają obiekty sportowe. Przez ostatnie lata w Tarnobrzegu dzieje się sporo, jeśli chodzi o infrastrukturę w tej dziedzinie życia. Doczekaliśmy się gruntownej przebudowy stadionu. Stare wysłużone boiska czy to asfaltowe (przy SP nr 3 i 4) czy nawet trawiaste na Dzikowie zastąpiły popularne Orliki nad którymi w ostatnim czasie również debatowano w mieście. Jak grzyby po deszczu wyrastają również Orlątka dla przedszkolaków. Prawie wszystko ładnie i pięknie, ale właśnie… Pierwsze słowo poprzedniego zdania zostało użyte celowo, gdyż trafiają się też inwestycje nietrafione bądź też takie, których efekty nie do końca są takie, jak być powinny.

Prawdziwa sportowa bomba. Właśnie w taki sposób lokalne media cztery lata temu anonsowały powstanie boiska piłkarskiego o jakim nikt wcześniej w mieście nawet nie marzył. Euroboisko miało być sportowym spełnieniem marzeń inwestycyjnych oraz miejscem wyjątkowym nie tylko w Tarnobrzegu, ale i w regionie. Koszty realizacji pełnowymiarowego, nowego boiska ze sztuczną nawierzchnią i oświetleniem zamykały się w kwocie przekraczającej milion złotych (dokładnie 1 380 207, 26zł.) Znaczna część tych funduszy pozyskana została ze środków unijnych (blisko 839 tysięcy złotych). Geneza powstania nowego obiektu swój początek miała jeszcze za kadencji poprzednich władz miasta. Obiekt w całości oddany został do użytku w okresie letnim 2011 roku. Już wtedy okazało się, że zamiast sportowej bomby będzie totalny niewypał.

Najmniejsze z możliwych wymiarów boisko zwyczajnie uniemożliwia rozgrywanie piłkarskich spotkań. Aby zdać sobie sprawę jak małe jest to boisko wystarczy spojrzeć na, która wyznacza obręb pola karnego. Dzieląca ją różnica dwóch metrów od linii autowej na wysokości pola karnego daje jasny dowód, że zwyczajnie jest zbyt ciasno aby grać w piłkę. Nie mam pojęcia, kto zaplanował to boisko, ale wiem natomiast, że był na pewno pozbawiony odpowiedniej wiedzy, wyobraźni i co gorsza rozumu (coś podobnego jak ze stadionem Siarki, gdy porówna się obie trybuny). Boisko oczywiście powinno być szersze, chociaż nie wiem czy w tym przypadku powstałoby z unijnych pieniędzy. Sam teren jednak przede wszystkim powinien zostać dokładnie przemyślany i zagospodarowany. Powstało boisko z oświetleniem, obok postawiono kontener, który miał służyć jako szatnia i to by było na tyle. Nikt kompletnie nie pomyślał o straszących swoich wyglądem wyłamanych deskach, które  służyły kiedyś jako trybuny na meczach Wspólnoty Serbinów. Jedyną, istotną zmianą, która w ostatnim czasie zachodzi to budynek obok, który ma stanowić jakieś zaplecze przy boisku.

Szatnie z pewnością będą przydatne w najbliższym okresie jesienno-zimowym. To jedyny czas, gdy boisko jest w pełni wykorzystywane do treningów i ewentualnych sparingów. Z obiektu w znacznej większości korzystają oczywiście lokalne zespoły z Tarnobrzega i okolic, które grają w niższych ligach. II ligowej Siarce boisko służy tylko i wyłącznie jako chwilowy obiekt treningowy. Tarnobrzeski zespół w okresie zimowym swoje mecze sparingowe rozgrywa głównie na obcych boiskach, w tym również w Woli Chorzelowskiej. Wieś położona niedaleko Mielca ma obiekt komercyjny za który kluby muszą płacić. Boisko po prostu zarabia na siebie generując pewne dochody. Euroboisko zarabiać na siebie nie będzie, bo zwyczajnie jest zbyt małe aby mogło przyciągać inne zespoły niż lokalne drużyny.

Jeśli już jesteśmy przy boiskach sportowych i zespołach osiedlowych to nie sposób wspomnieć o obiektach w Sobowie i Wielowsi. Kompletnie zniszczone w 2010 roku przez powódź obiekty musiały aż cztery lata czekać na ich odbudowę. Dlaczego tak długo? Ktoś potrafi odpowiedzieć? Bezdomne w tym czasie drużyny Iskry Sobów i Wielowsi swoje mecze musiały rozgrywać na boisku obok Zwierzyńca notując w tym czasie drastyczny spadek w dół. Dzisiaj na szczęście jedni jak i drudzy mogą w pełni korzystać ze swoich obiektów, które zostały wyposażone w szatnie, miejsca dla kibiców i przede wszystkim boiska nadające się do użytku. Szkoda tylko, że w Sobowie i Wielowsi na klucze do swoich nowych, piłkarskich obiektów musieli czekać długie 4 lata.


Dużo krócej trwała realizacja inwestycji o której przesądził głos ludu. Wszystko za sprawą budżetu obywatelskiego, który uniemożliwił decydować mieszkańcom Tarnobrzega czy wyremontowana zostanie jakaś droga czy może powstanie nowy obiekt sportowy. Pomysłów było wiele i co ciekawe te pomysły również rodziły się w głowach mieszkańców miasta. Ostatecznie jednak największe poparcie zyskała siłownia na świeżym powietrzu. Dzisiaj w mieście mamy trzy takie obiekty, które w moim odczuciu nie są do końca inwestycjami trafionymi.

Lud Tarnobrzega tak chciał to tak ma. Tyle tylko, że odnoszę wrażenie, że osoby głosujące na ten właśnie projekt chyba nie do końca miały pojęcie, jak naprawdę będzie to wyglądało. Kluczem w tym całym głosowaniu było słowo siłownia. Prócz tego dość sprzyjającymi okolicznościami przy tym wyborze były pora roku (zima) i obecne czasy w których jeszcze bardziej staramy się dbać o swoją sylwetkę, wygląd zewnętrzny. Pokładane oczekiwania w siłowniach na świeżym powietrzu jednak chyba nie do końca przyniosły zamierzony efekt.

Siłownie na powietrzu dzisiaj służą przede wszystkim kobietą w sile wieku. Na próżno szukać osób, które zwyczajnie chciałby popracować tam nad określonymi partiami swojego ciała. Zwyczajnie jest to po prostu niemożliwe z racji braku jakiegokolwiek dozowania obciążeń, które uwzględniałby wagę ciała czy siłę osoby ćwiczącej. Siłownia pod chmurką oferuje narzędzia do ruchu i rozciągania się przypominając tym samym bardziej plac zabaw niż coś związanego z typową ''siłką''. 


Na koniec coś na deser niemającego zupełnie nic wspólnego ze sportowymi inwestycjami ostatnich lat. Coś, co tak naprawdę ukazuje totalny brak chęci ludzi odpowiedzialnych za ten obiekt. Pigal to swoista kolebka koszykówki w Tarnobrzegu. Kiedyś to miejsce tętniło koszykarskim życiem. Od tego lata jednak boisko zaczęło umierać śmiercią naturalną. Powód dość prozaiczny – brak koszy. Stare, wysłużone tablice i obręcze zastąpione zostały nowymi, które okazały się zwyczajnie zbyt słabe aby wytrzymać ciężar zawodnika pakującego piłkę do kosza. Efekt kolejnej wymiany koszy był podobny. Wystarczyło parę miesięcy aby nowy sprzęt po raz kolejny wylądował w ''koszu'', a boisko nadawało się tylko do odbijania piłki o tablicę. Pigal stał się więc gatunkiem wymarłym, a Serbinów jako największe osiedle w Tarnobrzegu stało się miejscem, gdzie zagrać w koszykówkę można właściwie tylko na wysłużonym boisku przy Szkole Podstawowej numer 10.

01:07, dante1002
Link Dodaj komentarz »