O tarnobrzeskiej piłce, o koszykówce, a przede wszystkim tarnobrzeskim sporcie...
RSS
czwartek, 19 listopada 2015

Wisłoka nigdy nie zginie - śpiewaliśmy jeszcze nie tak dawno, solidaryzując się z kibicami i piłkarzami zaprzyjaźnionego klubu z Dębicy. Wówczas nigdy bym nie przypuszczał, że podobny los i podobne hasło będzie musiało i mi przejść przez gardło. Siareczka nigdy nie zginie albo Siarka to 58 lat dumy i tradycji. Nie przedmiot politycznych ambicji. Aż się łezka w oku kreci, gdy słyszy się i widzi tego typu hasła. Zginąć na pewno nie zginie, bo niezależnie od tego co się stanie kibice z tym klubem będą zawsze. Więcej obaw na pewno wiąże się z utratą piłkarskiej tożsamości. Dzisiaj boję się tego ponownego zagubienia, gdzieś na piłkarskim wygwizdowie. Nie ma dnia abym nie myślał, że kreślony od pewnego czasu czarnymi kolorami scenariusz może stać się prawdą.

Obecna sytuacja dla zwykłego kibica jest bardzo męcząca, uciążliwa i bolesna. To dla mnie coś takiego, jak myśl o utracie najbliższej osoby. Przyjacielu, członku rodziny, który przez lata była dla Ciebie życiowym drogowskazem. Nie jest mi po prostu dane oswoić się z myślą, że ten zespół może za chwilę przestać istnieć, a II ligowa przynależność, na którą kilka piłkarskich pokoleń w Tarnobrzegu pracowało tyle lat, może zostać zniweczona. Doskonale pamiętam, ile czasu ten klub spędził na piłkarskiej prowincji, błąkając się po Żurawicach, Malawach i innych Kańczugach. To było straszne. Nie chcę do tego wracać. Nigdy więcej IV ligi – skandowane po awansie do III ligi hasło dzisiaj znowu zaczęło mi dźwięczeć w uszach.

W Siarce nie zmienia się nic od wielu lat. Polityka, polityka i jeszcze raz polityka. Ten klub zawsze był, jest i będzie politycznym zakładnikiem.  Klubowe długi powracające co jakiś czas stały się już cykliczną chorobą w Tarnobrzegu. Natychmiastowego lekarstwa na uzdrowienie tej sytuacji już niestety nie ma. Ostatnim takim antidotum były obiekty przy Zwierzyńcu, oddane zresztą za bezcen. Dziś pewnie na jakiś część tych boisk załatwiłby sprawę i dała poczucie pewnego spokoju, którego oprócz brakujących pieniędzy najbardziej potrzeba.

Problem Siarki jest złożony, a do obecnej sytuacji przyczynił się każdy, kto choć w minimalnym stopniu był odpowiedzialny za klub. Zarząd z Dariuszem Dziedzicem jeszcze na początku tego roku musiał mieć świadomość, jaką kwotą będzie dysponował. Mimo to w klubie nie było żadnego zaciskania pasa. Były za to spektakularne transfery, które okazały się parę miesięcy później kompletnymi niewypałami. Nikt nie zadał sobie również większego bądź mniejszego trudu pozyskania dodatkowych środków finansowych innych niż te, które płynęły z miasta. Niektórzy najwyraźniej nie oswoili się z myślą, że czasy piłkarskiego dobrobytu, jaki zapewniał poprzedni prezydent minęły. Być może bezpowrotnie.

Dzisiaj symbolicznym podsumowaniem działań osób zarządzających Siarką jest dla mnie akcja ''Mamo, Tato zabierz mnie na mecz''. Niech nikt się nie obrazi, ale tak właśnie to odbieram. 4000 biletów rozpowszechniono po szkołach. Sam pomysł oczywiście szczytny i fajny, ale czy nie można było pomyśleć o tym dużo wcześniej, a nie czekać do ostatniego meczu w tym roku na własnym obiekcie? Każdy produkt można fajnie opakować i sprzedać, ale trzeba mieć jakiś pomysł, wizję działania. Ostatnią osobą, która miała jakiś plan działania w tym zakresie był Grzegorz Ciszewski. Może i była ta niższa klasa rozgrywkowa, ale od strony organizacyjnej naprawdę nie można było zarzucić niczego. Dzisiaj, gdy jest II liga. Gdy jest fajna, młoda  drużyna i są wyniki to promować, zachęcać niezdecydowanego widza powinno być dużo łatwiej. Szkoda, że do tej pory wszystko ograniczało się tylko do paru plakatów na mieście klejonych kilka dni przed meczem.

Jako kibic Siarki od piątku mam też ogromny żal praktycznie do wszystkich, którzy przyczynili się do takiego stanu rzeczy. Tych winnych jest wielu – prezydent, jego poprzednik, radni, działacze, akcjonariusze, ale i także niektórzy kibice, którzy dzisiaj być może w jakiś sposób żałują swoich oddanych wyborczych głosów. Niekoniecznie mam tutaj na myśli ten najważniejszy głos w kwestii wyboru włodarza miasta. Przelewające się przeze mnie rozczarowanie kieruję w stronę radnych, którzy mam wrażenie, że nie kierowali się głosem sumienia. Nie potrafili wznieść się ponad partyjne podziały i różnego rodzaju polityczne waśnie, tak jak zrobił to choćby Witold Zych i Jan Dziubiński.  Zycha słuchało się z dużą przyjemnością. Nie spodziewałem się tego po nim. Facet, który zawsze zaskakiwał szalonymi pomysłami nagle pokazał się z bardzo merytorycznej strony. Były prezydent również udowodnił, że prawdziwym kibicem można być zawsze, niezależnie od miejsca i sytuacji. Inni,  Ci niby ''kibice'' z Rady Miasta, który nie raz widywałem przy AN 2 nie mieli takiej odwagi. Po tym co zobaczyłem w piątek nie chciałbym już ich już nigdy widzieć na stadionie. Niezależnie od tego, jaki los spotka ten klub.

Wiele osób, jako głównego winowajcę wskazuje na Grzegorza Kiełba. Prezydent wielkim entuzjastą sportu na pewno nie jest i oczywiście miał też prawo powiedzieć stanowcze NIE w kwestii dotowania spółki, na jaką zdecydował się klub.  Bez winy jednak w obecnej sytuacji na pewno nie jest, o czym świadczy kilka nieczystych zagrań. Niedoszły sponsor, zagarnięty plac targowy czy też blokada dla miejskich spółek. Nie sposób też nie dostrzec pewnej zemsty politycznej, jaka się tutaj rozegrała. Jak sięgnę pamięcią kilka miesięcy wstecz to pierwsze decyzje nowo wybranego prezydenta zapadały właśnie w kontekście Klubu Sportowego Siarka. Wielką miłość poprzednika trzeba było zwyczajnie popsuć. Najbardziej ucierpiał na tym nie były włodarz miasta, ale przede wszystkim normalni kibice. To właśnie dla nich każda sobota spędzona na wyjeździe czy też przy AN 2 była czymś znacznie większym niż tylko zwykłym szarym dniem.

Serce mnie boli, gdy pomyślę o zespole. W tym całym klubowym zamieszaniu to właśnie tej drużyny jest najbardziej szkoda. Po katastrofalnej, poprzedniej rundzie wiosennej nastawiony byłem na rozpaczliwą walkę o utrzymanie. Zagrożenie IV ligą przed nowym sezonem jeszcze bardziej utwierdziło mnie w tym przekonaniu. Gąsior w Tarnobrzegu dokonał jednak rzeczy wielkiej, niewyobrażalnej, a wręcz niemożliwej. Zbudował zespół tak charakterny i tak waleczny, jakiego w moim mniemaniu dawno tutaj nie było. Nie pamiętam, kiedy ostatnio zespół Siarki  dawał mi swoją grą i swoimi wynikami tyle piłkarskiej radości, ile właśnie tej jesieni. Aż się boję myśleć, co może się stać, gdy zabraknie finansowej pomocy, na jaką ta drużyna z całą pewnością zasługuje. Może to wiara w ludzi lub zwyczajna moja naiwność, ale wciąż żyję tymi resztkami nadziei. Siarka nigdzie nie może się zgubić. Musi zostać tu, gdzie jest. W tej lidze jest jej ugruntowane miejsce i pozycja. Tylko niech tej drużynie ktoś po prostu pomoże.

19:50, dante1002
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 listopada 2015

Są takie zespoły, których przyjazdu do Tarnobrzega koszykarscy fani oczekują najbardziej. Najczęściej tyczy się to aktualnych mistrzów Polski. Kiedyś wielką ekscytację w hali MOSiR wzbudzały drużyny Asseco Prokomu Gdynia i Turowa Zgorzelec. W tym roku kolej pada na Stelmet Zielona Góra, który w tym sezonie zdaje się być poza zasięgiem innych drużyn uczestniczących w rozgrywkach TBL.  

W Tarnobrzegu przed rozpoczęciem kolejnego, koszykarskiego epizodu w Tauron Basket Lidze nie mogło zabraknąć tradycyjnego już mnożenia pytań. Większość kibiców tarnobrzeskiego basketu zastanawiała się przede wszystkim nad tym, na co będzie stać zespół Zbigniewa Pyszniaka w nadchodzących rozgrywkach. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Trzy zwycięstwa w trzech pierwszych kolejkach Tauron Basket Ligi potwierdziły, że gra Siarki może przynieść bardziej pozytywne rezultaty niż te osiągane w poprzednim sezonie.

Od Siarki w tym sezonie raczej nikt nie oczekiwał cudów. Nikt też nie liczył na pasmo spotkań bez porażki. Pierwsze trzy mecze wlały w serca kibiców nadzieję, jakiej pod tarnobrzeskim koszem nie było od dawna. Przez pierwsze trzy tygodnie to właśnie Siarka była największym zaskoczeniem w tegorocznych rozgrywkach TBL. – Nie popadamy w euforię. Zbieramy punkty póki możemy. Może niektórzy nas lekceważą i dobrze. Może myślą sobie, że przyjechała Siarka, to się ich jakoś tam ogra. To nam wychodzi na plus – tłumaczył dobrą postawę swojego zespołu Zbigniew Pyszniak.

Najlepszy start Siarki w rozgrywkach TBL zamazały nieco dwie ostatnie, wyjazdowe porażki. Najpierw bardzo dotkliwa w Słupsku, a później nieco mniej boleśniejsza w Kutnie. – Szkoda tego drugiego meczu. Przyjechaliśmy bardzo zmobilizowani po tej wpadce w Słupsku. Powiedzieliśmy sobie, że będziemy walczyć i było to widać przez trzy kwarty – mówił po spotkaniu niezadowolony szkoleniowiec Siarki. Katem zespołu z Tarnobrzega okazał się Bartłomiej Wołoszyn, który zdobył 23 punkty.

Mecze z Czarnymi i Polpharmexem były tak naprawdę przetarciem przed prawdziwym wyzwaniem, jakie Siarkę czekać będzie w poniedziałkowy wieczór. Do Tarnobrzega zawita Stelmet Zielona Góra. Aktualny mistrz Polski to do tej pory jedyna niepokonana drużyna w ligowej stawce. Zaskoczenia w tym przypadku być oczywiście nie może. W obecnym sezonie trudno będzie znaleźć klub, który mógłby dorównać drużynie z Winnego Grodu. Nieco inaczej koszykarskie sprawy mają się w Eurolidze. W piątek Stelmet doznał najwyższej porażki w tych rozgrywkach przegrywając w Izraelu z  Pinarem Karsiyaką.

Poniedziałkowe spotkanie będzie miało nie tylko wyjątkowy charakter ze względu na klasę rywala, z jakim przyjdzie zmierzyć się koszykarzom Siarki Tarnobrzeg. Gra toczyła będzie się również o zdrowie 16 miesięcznej Ani Mrówczyńskiej, chorej na nieuleczalną chorobę Leigha. W trakcie meczu licytowana będzie piłka z podpisami koszykarzy, klubowa koszulka oraz wiele innych gadżetów. Dodatkowo KKS Siarka postanowił przekazać pewną kwotę z każdego kupionego biletu. Inicjatorem całej akcji w Tarnobrzegu jest były koszykarz Siarki Michał Szczytyński.

02:56, dante1002
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 listopada 2015

 Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Wyjazdowa niemoc piłkarzy tarnobrzeskiej Siarki trwa w najlepsze. Po porażkach w Brzesku, Radomiu, Rybniku i Puławach przyszła kolejna.  W sobotni wieczór podopieczni Włodzimierza Gąsiora przegrali piąte z rzędu spotkanie na obcym boisku, tym razem w Tychach. Okoliczności, w jakich zespół z Tarnobrzega dał sobie  wydrzeć punkty były dość zbliżone do tych, jakie rozegrały się dwa tygodnie wcześniej w Puławach.  Pewnie egzekwowany rzut karny przez Marcina Stefanika, prowadzenie do przerwy, a po zmianie stron wyrównanie gospodarzy, czerwona kartka i koniec marzeń o choćby jednym punkcie z dalekiej delegacji.

Sobotnie spotkanie do przerwy układało się po myśli gości. Czekająca na swoje okazje Siarka na prowadzenie wyszła tuż przed przerwą. Szybkie wyprowadzanie piłki z własnej połowy, prostopadła piłka Stromeckiego do faulowanego chwilę później w polu karnym Koczona przyniosła Siarce rzut karny. Pewnym egzekutorem okazał się Marcin Stefanik. Druga połowa należała już do gospodarzy, którzy za wszelką cenę dążyli do wyrównania. Gdy ta sztuka im się udała tarnobrzeski zespół musiał radzić sobie w 10. Za dwie żółte kartki z boiska usunięty został Jakub Więcek.  Prawdziwe oblężenie bramki Pawlusa przyniosło efekt na minuty przed końcem, kiedy to Okuniewicz zadał decydujący cios.

Przy obu straconych golach po raz kolejny nie popisali się defensorzy Siarki. Błędy w kryciu i zbyt duże luki między obrońcami otworzyły drogę gospodarzom do bramki bezradnego Pawła Pawlusa. Podopieczni Włodzimierza Gąsiora w tym sezonie stracili najwięcej goli w meczach wyjazdowych spośród wszystkich II ligowych zespołów.

Tracone punkty i gole na wyjazdach to niestety nie jedyne zmartwienie tarnobrzeskiego zespołu. Od dłuższego czasu piłkarze Siarki borykają się z ogromnymi problemami natury organizacyjnej. Niepewna, klubowa przyszłość nie przeszkadza tarnobrzeskiemu zespołowi jednak na własnym boisku, co dobitnie pokazały ostatnie spotkania. – Stać ten zespół na bardzo wiele. Jest to drużyna nie wygrana, nie stara, ale rozwojowa, w którą warto inwestować – mówił na konferencji prasowej po spotkaniu z Olimpią Zambrów Włodzimierz Gąsior.  Dobre gra i jeszcze lepsze wyniki osiągane przy AN 2 to w tej chwili jedyny argument,  do jakiegokolwiek optymizmu w zespole Siarki.

- Za wynikami i moim czy zawodników optymizmem musi iść coś więcej, bo w pewnym momencie to pęknie – diagnozował Włodzimierz Gąsior. Atmosfera wokół klubu jest fatalna. Żadnego porozumienia nie przyniosło w poprzednim tygodniu spotkanie z władzami miasta. Zamiast szukania wizji, koncepcji i racjonalnych rozwiązań było obustronne przeuczanie się granatami. Stroną, która najbardziej cierpi w całej tej sytuacji są oczywiście nadspodziewanie dobrze radzący sobie w rozgrywkach zawodnicy oraz kibice.

W całej tej dramatycznej sytuacji jednym pocieszeniem dla zespołu Włodzimierza Gąsiora może być fakt, że dwa najbliższe spotkania Siarka rozegra przed własną publicznością. Meczem kończącym rundę jesienną będzie sobotnia potyczka z Polonią Bytom. Tarnobrzeski zespół po raz ostatni z tym rywalem mierzył się blisko 15 lat temu, gdy w gronie 24 zespołów toczył morderczą walkę o utrzymanie w rozgrywkach II ligi. Po wielu latach historia znowu zatoczy koło. Dzisiaj Siarka również toczy dramatyczną walkę…o klubowe przetrwanie na II ligowym froncie.

00:03, dante1002
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 listopada 2015

Dwie bramki, dwie czerwone kartki i punkt, który nikogo specjalnie nie cieszy. To bilans niedzielnych derbów w klasie okręgowej pomiędzy Transdźwigiem Stale, a OKS-em Mokrzyszów. Bardziej zawiedzeni czuć mogą się jednak gospodarze. Beniaminek ze Stalów w pierwszej połowie dyktował warunki, ale tuż przed jej zakończeniem dał sobie wbić gola.  Wyrównujące trafienie gości nieco ostudziło zapędy Transdźwigu, dla którego było to już 13 spotkanie bez zwycięstwa.

- Będę zadowolony, jeśli uda nam się uniknąć miejsca w strefie spadkowej – spekulował przed rozpoczęciem rozgrywek Rafał Oleniacz. Trener, który przebył w Stalach drogę z B klasy do ligi okręgowej wiedział co mówi. Transdźwig od inauguracyjnego zwycięstwa z Wisanem Skopanie nie wygrał w lidze żadnego spotkania i znalazł się w najgorszym dla siebie położeniu od wielu lat.

Niemoc beniaminka swój ciąg dalszy miała miejsce w niedzielę. Na obiekt Transdźwigu zawitał OKS Mokrzyszów. Dla opromienionych ostatnim zwycięstwem z Olimpią Pysznica graczy Meksyku nie była to pierwsza w tym sezonie wizyta w Stalach. Poprzednia miała miejsce dokładnie dwa miesiące temu, gdy oba zespoły mierzyły się w ramach rozgrywek Pucharu Polski. Wówczas to goście z Mokrzyszowa byli stroną dojrzalszą i bardziej dominującą, a całe spotkanie zakończyli na swoją korzyść wygrywając 3-1. 

W niedzielę scenariusz ligowego pojedynku był zupełnie inny. Duży wpływ na grę miały warunki pogodowe. Gospodarze, którzy przez pierwszą połowę grali z wiatrem byli zespołem lepszym, odważniejszym i dokładniejszym w swoich poczynaniach. Dobra gra Transdźwigu po 20 minutach przełożyła się na wynik. Gospodarzy na prowadzenie wyprowadził Dawid Walski, któremu nie pozostało nic innego, jak tylko wpakować piłkę do bramki po indywidualnej akcji Jakuba Uznańskiego.

Akcje OKS-u w pierwszej połowie ograniczały się do kilku wypadów pod bramkę Wolaka. Niewiele jednak z nich wynikało. Gdy wydawało się, że gospodarze jeszcze przed przerwą podwyższą prowadzenie to gracze z Mokrzyszowa przeprowadzili tak naprawdę pierwszą groźną akcję, która przyniosła im od razu bramkowy efekt.  Nieustannie szukający kontaktu z przeciwnikiem Michał Kułaga w końcu wygrał walkę o pozycję w polu karnym, po czym przewrócony. Rzut karny na gola pewnym, mocnym strzałem w środek bramki zamienił Kamil Guściora.

Bramkowy remis, jakim zakończyła się pierwsza połowa utrzymał się do końca spotkania. Wyrównujące trafienie gości ewidentnie podłamało podopiecznych Rafała Oleniacza. Nie pomogła również gra w przewadze po tym, jak przed przerwą z boiska wyleciał Damian Prarat. Co gorsza również gospodarze kończyli mecz w niekompletnym składzie. Bezsensowne zachowanie w polu karnym Marcina Wiącka arbiter spotkania wycenił na dwie żółte kartki.

Transdźwig pozostał na ligowym dnie tabeli i aby się z niego w minimalny sposób odbić potrzebuje zwycięstwa w jednym z ważniejszych meczów w tym roku. Kończące rundę jesienną spotkanie o tzw. sześć punktów beniaminek ze Stalów rozegra we Wrzawach z sąsiadującym w ligowej tabeli Sanem.  W Mokrzyszowie z kolei na zakończenie jesieni takiego piłkarskiego napięcia raczej być nie powinno. 10 zespół klasy okręgowej sprawdzi dziś drugi zespół Stali Stalowa Wola.

00:01, dante1002
Link Dodaj komentarz »