O tarnobrzeskiej piłce, o koszykówce, a przede wszystkim tarnobrzeskim sporcie...
RSS
piątek, 25 listopada 2016

Rewelacyjne szóste miejsce na zakończenie poprzedniego sezonu i bardzo udana runda jesienna - tak w skrócie wyglądał 2016 rok w wykonaniu Siarki Tarnobrzeg na boiskach II ligi. W sobotę czas na ostatni w tym roku piłkarski akord przy Alei Niepodległości 2.

Podobnie jak 12 miesięcy temu, ostatnim ligowym spotkaniem dla Siarki Tarnobrzeg będzie mecz z rewelacyjnie spisującą się w tym sezonie Puszczą, która niezależnie od wyniku sobotniego spotkania 2016 rok zakończy na czwartek pozycji. Tarnobrzeski zespół od swojego rywala dzielą w tabeli dwa miejsca i cztery punkty straty.

Podopieczni Włodzimierza Gąsiora w sobotę będą chcieli nie tylko udanie zakończyć rok, ale także powetować sobie niepowodzenie w Radomiu. Piłkarze Siarki również mają w pamięci mecz sprzed kilku miesięcy w Niepołomicach, gdzie ponieśli najwyższą do tej pory porażkę (0-3). Chęć zwycięstwa w zespole jest więc ogromna.

W sobotę, oprócz piłkarskich emocji nie powinno zabraknąć również sentymentalnych chwil. Tak jak rok temu, tak i tym razem na stadion przy Alei Niepodległości 2 ponownie zawita Tomasz Tułacz. To właśnie pod jego skrzydłami Siarka ocierała się o awans na I ligowe boiska. Tułacz, który w Tarnobrzegu pozostawił po sobie wiele pozytywne wrażenie wróci więc w dobrze znane miejsce i z pewnością będzie to dla niego wyjątkowe spotkanie

Pod wodzą byłego trenera Siarki zespół z Niepołomic notuje rewelacyjnie wyniki nie tylko w lidze. W rozgrywkach Pucharu Polski Puszcza ma na rozkładzie już dwa ekstraklasowe zespoły - Koronę i Lechię. Gra przeciwników na rywalach musi więc robić wrażenie, zwłaszcza gdy popatrzy się na dokonania w formacji obronnej. W tym elemencie gracze z Niepołomic nie mają sobie równych w lidze. Zaledwie dziewięć straconych goli w 18 spotkaniach, to wynik, którym w lidze nie może poszczycić się żaden z zespołów. Warto również dodać, że najlepszym strzelcem zespołu jest dobrze znany w Tarnobrzegu Maciej Domański, który również w sobotę będzie chciał się przypomnieć kibicom z jak najlepszej strony.

Hubert Mikusiński, Bartosz Półrolniczak

00:55, dante1002
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 22 listopada 2016

Solidna defensywa, poprawna linia pomocy i atak bez błysku - tak w skrócie zaprezentował się zespół Siarki w Radomiu. Po raz pierwszy od dłuższego czasu zespół Włodzimierza Gąsiora z wyjazdowego spotkania wrócił nie tylko bez zdobyczy punktowej, ale także bramkowej. Dziś czas na pomeczowe noty.

Karol Dybowski - 4,5  w pierwszej połowie nie miał nic do roboty. Koledzy z obrony zadbali o spokojny wieczór. W drugiej połowie miał więcej pracy, puścił gola i winę za to raczej nie ponosi. Na minus kilka niepewnych interwencji na przedpolu, na plus obronione uderzenie Sulkowskiego.

Jan Grzesik - 5,0 solidny występ w obronie, bez większych wpadek, lepszy od Dawidowicza w ataku. Dograł po ładnej indywidualnej akcji do Żebrakowskiego, fajnie też znalazł w drugiej połowie krzyżowym podaniem Tomalskiego. 

Michał Dawidowicz - 4,5 miał sporo pracy w destrukcji, tym razem mało pożyteczny w ofensywie. Nie przerwał akcji, po której padł gol dla Radomiaka. 

Bartosz Walencik - 7,0 od dłuższego czasu nie schodzi poniżej pewnego poziomu. W piątek najlepszy nie tylko w Siarce. Robił co mógł, łatał dziury, asekurował, przez 30 minut po wykluczeniu Stefanika sam musiał sobie radzić w środkowej strefie obrony. Do tego bardzo groźny w ataku. Szkoda że żaden z jego strzałów nie wylądował w siatce. Wciąż brakuje mu precyzji, zimnej głowy pod bramką rywali i co za tym idzie upragnionego, premierowego gola w barwach Siarki.

Marcin Stefanik - 4,0 pod nieobecność Radosława Sylwestrzaka wrócił do gry na środku obrony. W piątek popełnił dwa faule i zdaniem sędziego dwa kwalifikowały się na żółte kartoniki. 

Marcin Stromecki - 5,0 niezły mecz Marcina, zupełnie niesłusznie zobaczył kartkę już w 12 minucie i nie mógł - tak jak lubi - ''przyostrzyć'' w środku pola. Zdarzyły mu się złe decyzję czy pomyłki ale tym razem nie zawiódł. Dobrze też centrował z rzutów wolnych, oddał bardzo efektowny strzał z daleka, z którym miał sporo problemów bramkarz Radomiaka. 

Mateusz Czyżycki - 4,0 wrócił po kontuzji i zagrał w samym centrum linii środkowej, miał więcej niż zwykle zadań defensywnych. Kilka niezłych momentów, sporo przestojów i jedna okazja strzelecka. Do tego żółta kartka w samej końcówce, która eliminuje go z gry w meczu z Puszczą. 

Daniel Koczon - 5,0 niezły mecz Daniela, z graczy ofensywnych najjaśniejsza postać Siarki tego dnia. Dwa jego dobre podania zmarnował przed przerwą Żebrakowski. Po przerwie sam próbował szczęścia - jego mocny strzał wylądował w rękach bramkarza gospodarzy. 

Hubert Tomalski - 3,5 znów słabsze zawody Huberta, trzeba go jednak usprawiedliwić - w tym meczu miał nie grać, zagrał na własną prośbę i odpowiedzialność. Walczył ile miał pary w płucach. Miał jedną dobrą okazję ale zwlekał zbyt długo z oddaniem strzału. 

Krzysztof Ropski - 3,0 mniej widoczny od Żebrakowskiego, ale dwa gole strzelił. Szkoda, że sędzia nie zaliczył jego prawidłowego pierwszego trafienia, bo przecież Krzysiek jeszcze pół roku temu bronił barw Radomiaka. Za dużo przestojów w jego grze. Mało gry bez piłki.

Michał Żebrakowski - 3,0 walczył, starał się ale to nie był jego dzień. 

Sławomir Strzałka

00:56, dante1002
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 21 listopada 2016

Trwająca od 27 sierpnia wyjazdowa seria sześciu spotkań bez porażki brutalnie przerwana w Radomiu. Rozgrywająca bardzo dobre spotkanie Siarka musiała uznać wyższość Radomiaka. O losach meczu przesądził początek drugiej połowy oraz kontrowersyjne decyzje arbitra.

Kluczowym momentem dla losów otwierającego rundę rewanżową w II lidze spotkania był początek drugiej połowy. Szarżę Leandro na gola z bliskiej odległości zamienił Szymon Stanisławski. Dla napastnika gospodarzy było to dopiero drugie trafienie w obecnym sezonie.

Z perspektywy kibiców Siarki najważniejszym fragmentem spotkania były wydarzenia z 11 minuty. Nieatakowanemu przez nikogo bramkarzowi gospodarzy wyśliznęła się piłka z rąk. Po jego błędzie futbolówkę do siatki skierował Krzysztof Ropski, ale z sobie tylko wiadomych powodów arbiter spotkania Piotr Lasyk (16 spotkań na poziomie Ekstraklasy) nie uznał tego trafienia. - Śliska piłka wyleciała bramkarzowi niefortunnie, my strzeliliśmy bramkę prawidłową, a sędzia przerywa nie wiadomo dlaczego akcję - ocenił całą sytuację Ropski.

Do postawy arbitra sporo zastrzeżeń miał również Włodzimierz Gąsior. - Nie mam zwyczaju krytykować pracy arbitra, ale uważam, że decyzje o nieuznanych golach były ze szkodą dla widowiska. Pogodziłbym się z porażką, ale nie mogę tego zrobić w sytuacji, kiedy strzelamy dwie bramki, a rywal strzela jedną i wygrywa mecz - mówił na konferencji trener Siarki.

Oprócz nieuznanej bramki i gola ze spalonego równie dużo kontrowersji wywołała druga żółta, a w konsekwencji czerwona kartka dla Marcina Stefanika, który w piątek na pozycji środkowego obrońcy zastępował kontuzjowanego Radosława Sylwestrzaka. Gra w przewadze przez niemal pół godziny gospodarzom zapewniła przewagę, spokój oraz utrzymanie skromnego prowadzenia do końcowego gwizdka.

Hubert Mikusiński

15:21, dante1002
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 listopada 2016

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Przed spotkaniem większość obserwatorów w roli faworyta stawiało Siarkę. Były ku temu realne przesłanki – wyższe miejsce w tabeli, świetna gra na własnym boisku i korzystny bilans spotkań derbowych w ostatnich latach. Stal Stalowa Wola przyzwyczaiła jednak, że stać ją na sprawienie niespodzianek, a atmosfera derbów takim sprzyja. Wielkie derby Podkarpacia zakończyły się podziałem punktów, z którego bardziej cieszyć mogą się podopieczni Rafała Wójcika. Wynik 2:2 był sprawiedliwy, a sam poziom spotkania biorąc pod uwagę kiepski stan murawy i zimową aurę nie rozczarował.

Początek spotkania należał do Siarki, która nadspodziewanie łatwo zdominowała rywala. Duża w tym zasługa bramkarza Stali, Bartosza Konckiego. Młody piłkarz najpierw w 8 minucie popełnił fatalny błąd w dość prostej sytuacji i dał się pokonać Marcinowi Stefanikowi, a w 22 minucie nie złapał strzału Huberta Tomalskiego. Czujny Krzysztof Ropski z bliskiej odległości skierował piłkę do siatki. Golkiperowi gości trzeba oddać, że szybko się zrehabilitował. Przy stanie 2:0 sparował strzał najlepszego w szeregach Siarki Daniela Koczona na słupek. Wydaje się, że przy wyniku 3:0 po 25 minutach derbów młoda ekipa ze Stalowej Woli już by się nie podniosła.

Po półgodzinnej kontroli nad grą gospodarze oddali jednak inicjatywę, o co po spotkaniu miał do swoich zawodników trener Włodzimierz Gąsior. Najpierw za sprawą niefortunnej interwencji rozgrywającego dobre zawody Bartosza Waleńcika i bramce samobójczej Stal złapała kontakt, by w 36 minucie doprowadzić do remisu. Bętkowski kapitalnie przymierzył z rzutu wolnego i pokonał Dybowskiego, który w tej sytuacji mógł zachować się lepiej.

Po przerwie bramki również padały, ale sędzia ich nie uznał. Najpierw do siatki trafił Adrian Gębalski. Po stronie Siarki uczynił to Ropski, ale w obu przypadkach sędzia zdecydował się na odgwizdanie spalonego. Dobrą zmianę dał Michał Żebrakowski, który dwukrotnie był bliski szczęścia. Ostatecznie po meczu walki i nagłych zwrotów akcji spotkanie zakończyło się remisem. – Nasza gra opiera się na wymianie podań, grze z pierwszej piłki. Lubimy gdy piłka szybko chodzi. Nie możemy jednak zganiać wszystkiego na boisko, obie drużyny miały takie same warunki. Widocznie nie jesteśmy jeszcze na tyle doświadczoną drużyną, by przy takim wyniku poszanować piłkę i nie dopuścić do takiej sytuacji – nie ukrywał po spotkaniu Daniel Koczon.

Remis zapchnął Siarkę z czwartej na piątą pozycję. Z całej sytuacji skorzystała Puszcza Niepołomice, która wygrała i wyprzedziła tarnobrzeżan. Zarówno dla kibiców, jak i piłkarzy Siarki remis był zawodem. – Rozczarowanie to mało powiedziane. Czuliśmy się faworytem, przede wszystkim dlatego, że mamy lepszą drużynę piłkarsko. Ja tak uważam, chłopaki i trener też. Z drugiej strony warunki były ciężkie, boisko było rano odśnieżane. Może trzeba cieszyć się z tego punktu – powiedział na gorąco Jan Grzesik.

Dla Stali był to trzeci mecz w ciągu tygodnia. Siarka miała więcej odpoczynku, ale ku zdziwieniu wielu kibiców piłkarze ze Stalowej Woli wytrzymali spotkanie pod względem fizycznym. Biorąc pod uwagę przebieg derbów, to bardziej zadowolony z wyniku był trener Rafał Wójcik i jego gracze. – Nie mamy tak mocnych skrzydeł jak Siarka. Więcej akcji konstruowaliśmy środkiem. Bardzo szybko straciliśmy dwa gole, ale udało się wrócić do gry. Myślę, że te derby mimo mroźnej pogody mogły się podobać – mówił trener gości.

Siarka zakończyła rundę jesienną z dorobkiem 27 oczek. Mogło być jeszcze lepiej, ale w kilku meczach młodej ekipie Siarki zabrakło boiskowego cwaniactwa i doświadczenia. Podobnie było w starciu ze Stalą Stalowa Wola. – Zagraliśmy źle taktycznie drugą część pierwszej połowy. Trzeba oddać Stali, że na trudnym boisku była wymagającym rywalem. Nie wiem, czy nie był to ich najlepszy mecz w tym sezonie – docenił rywala trener Włodzimierz Gąsior.

OCENY PIŁKARZY SIARKI TARNOBRZEG:

Karol Dybowski - 4 Przy pierwszym golu bez szans. Drugiego ewidentnie zawalił. Oprócz tego dwie dobre interwencje w pierwszej połowie, jedna w sytuacji sam na sam, a druga po strzale z daleka jednego gracza Stali.

Jan Grzesik - 5 Dobry występ prawego obrońcy Siarki. Nie popełnił żadnego poważnego błędu. 

Bartosz Walencik - 5 Strzelił samobója, ale miał po prostu w tej konkretnej akcji pecha. Piłka spadła na jego głowę przy próbie interwencji i zaskoczyła Dybowskiego. W pozostałych sytuacjach bardzo pewny i skuteczny. Miał też okazję żeby strzelić do właściwej bramki ale nie trafił z bliskiej odległości. 

Radosław Sylwestrzak - 5  Dobry występ, raz tak niefortunnie odbił piłkę, że Bętkowski wyszedł na sytuacje sam na sam. Poza tym bez zarzutu. 

Michał Dawidowicz - 5 Też nie zawiódł. Raz groźnie strzelał na początku spotkania, zbyt wiele w ataku nie poszalał ale z zadań defensywnych wywiązywał się poprawnie.

Marcin Stromecki - 4 Mało go było widać w ofensywie, dużo biegał, walczył i nie odstawiał nogi. 

Marcin Stefanik - 5 Strzelił gola i potem jeszcze miał jedną okazję - z wolnego trafił w mur. Częściej skupiony na bronieniu i łataniu dziur, których było tego dnia sporo w środku pola. 

Grzegorz Płatek - 4 Mało widoczny i zmieniony już w przerwie. 

Daniel Koczon - 6 Najlepszy w Siarce. Szarpał i napędzał ataki. To on zagrywał do Stefanika i zaliczył kolejną asystę. Mógł ich mieć więcej ale z jego podań nie potrafili skorzystać Żebrakowski i Ropski. Szkoda, że przy stanie 2-0 strzelił w słupek. 

Hubert Tomalski - 4  Kiepski występ Huberta. Gdyby nie fakt, że to po jego strzale dobijał skutecznie Ropski – ocena byłaby jeszcze niższa. Słabo zagrał przede wszystkim po przerwie (wyjątek: kapitalne krosowe podanie do Koczona), gdzie niemal każda jego akcja kończyła się stratą. 

Krzysztof Ropski - 5  Strzelił gola, w kilku sytuacjach zachował się nieźle. Za dużo jednak w jego grze przestojów. Ale wie jak ustawić się w polu karnym i może mieć Siarka wiosną z niego pociechę. 

Michał Żebrakowski - 4  Rozruszał trochę ataki Siarki, jest bardziej mobilny niż Ropski. Starał się, miał nawet dwie okazję strzeleckie, ale za każdym razem piłka przelatywała metr od słupka. Szkoda, bo bramkarz Stali wyglądał w niedziele na gościa, który nie jest w stanie obronić żadnego strzału w światło bramki. 

Mateusz Czyżycki - 4 Zmienił Stromeckiego, częściej było go widać pod polem karnym rywali, oddał dwa niecelne strzały z powietrza. 

Patryk Szewc -  grał zbyt krótko by go ocenić.

Bartosz Półrolniczak, Sławomir Strzałka

00:17, dante1002
Link Dodaj komentarz »
sobota, 12 listopada 2016

Od kilku tygodni nic nie elektryzuje lokalną społeczność jak niedzielna rywalizacja odwiecznych rywali. Derbowy pojedynek Siarki Tarnobrzeg ze Stalą Stalowa Wola tradycyjnie urósł do rangi najważniejszego wydarzenia kończącej się rundy jesiennej w II lidze.

Potyczki Siarki Tarnobrzeg ze Stalą Stalowa Wola to klasyka piłkarskiego gatunku, jedne z najbardziej wyczekiwanych spotkań na Podkarpaciu. W końcu mało które mecze w tej części Polski wzbudzają tak ogromne zainteresowanie. Wiele z tych potyczek owianych jest również legendą, jak choćby ta sprzed trzech lat, gdy Siarka po raz pierwszy od 17 lat wygrała derbową wojnę w Stalowej Woli. Triumf nad odwiecznym rywalem zapewnił Marcin Truszkowski, który na derbowych kartach historii Siarki zapisał się złotymi zgłoskami. – Tego gola pamiętam doskonale. Bardzo dobrą piłkę wtedy dograł mi Michał Chrabąszcz. To było bardzo ważne dla nas zwycięstwo, bardzo chcieliśmy tam wygrać i bardzo się w tym meczu napracowaliśmy, mimo, że to nie był jakiś super mecz – wspomina ten pamiętny mecz Truszkin. 

Piłkarze obecnego zespołu Siarki atmosferę derbów poczuli już dwa tygodnie temu. Podczas zwycięskiego spotkania z Legnonovią, kibice z trybun wielokrotnie dawali do zrozumienia swojemu zespołowi, jak istotne i ważne będzie dzisiejsze spotkanie. Powagę i znaczenie derbów oprócz ludzi mocno związanych z klubem, jak i zawodników z największym stażem w drużynie najlepiej rozumieją nieobecni dziś w składzie wychowankowie tarnobrzeskiego zespołu. Jednym z nich jest leczący uraz Konrad Stępień. - To nie jest taki zwykły mecz, jak inne ligowe spotkania. Mimo, że stawką są jak zawsze trzy punkty, to takie zwycięstwo cieszyłoby jeszcze bardziej – podkreśla Stępień.

Przewrotne losy derbowych zmagań w ostatnim czasie znacznie lepiej układały się dla tarnobrzeskiego zespołu. Siarka swoje całkowite panowanie na Podkarpaciu przejęła jeszcze wiosną 2015 roku. Wówczas upragnioną wygraną przy Alei Niepodległości zapewnił nie kto inny, jak właśnie Truszkowski. Po kilku miesiącach podopieczni Włodzimierza Gąsiora ze Stalowej Woli przywieźli cenny punkt, aby na wiosnę za sprawą bramki z rzutu karnego Konrada Stępnia radować się z kolejnego derbowego zwycięstwa.

CZY WIESZ, ŻE…

...mecz w Rybniku był czternastym meczem z rzędu, w którym Siarka strzeliła przynajmniej jednego gola.

...w ostatnim ćwierćwieczu w trzeciej klasie rozgrywkowej więcej goli dla Siarki od Daniela Koczona strzeliło tylko trzech piłkarzy: Marcin Truszkowski, Janusz Hynowski i Sławomir Samiec.

...jutro spotkają się drużyny, które są na szczycie klasyfikacji Pro Junior System – Siarka (6832), Stal Stalowa (5508). - obecny kierownik Stali Stalowa Wola, Wojciech Nieradka urodził się w Tarnobrzegu i w sezonie 1993/1994 występował w barwach Siarki.

...piłkarz Stali Adrian Dziubiński to syn Tomasza Dziubińskiego, byłego piłkarza Wisły Kraków, króla strzelców polskiej ekstraklasy w sezonie 1990/91, mistrza Belgii z Club Brugge KV w sezonie 1991/92, który przez krótki okres pomagał w pracy w Siarce Tarnobrzeg Arturowi Kupcowi. Natomiast Kacper Piechniak to syn Piotra Piechniaka, byłego gracza Stali, Dyskobolii Grodzisk Wlkp, który w polskiej ekstraklasie zagrał ponad dwieście spotkań.

...najlepszy strzelec Stali – Adrian Gębalski w sezonie 2012/13 grał w Siarce Tarnobrzeg. W całym sezonie strzelił jednak tylko dwa gole.

...jedyny zawodnik Stali mający za sobą występy w ekstraklasie to Bruno Żołądź, który zaliczył dwa spotkania w Cracovii Kraków.

...Stal Stalowa Wola wygrała tylko dwa wyjazdowe spotkania w roku 2016

...derbowy mecz Siarki ze Stalą poprowadzi Paweł Malec. Z tym arbitrem wiąże się dość ciekawa, derbowa historia. Oprócz zremisowanego 1-1 meczu przed rokiem w Stalowej Woli był również rozjemcą derbowej potyczki Siarki ze Stalą Mielec (0-0) w 2014 roku. W tym sezonie prowadził inauguracyjne spotkanie Siarki z Radomiakiem.

Hubert Mikusiński, Sławomir Strzałka

20:54, dante1002
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 listopada 2016

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Rezerwy Siarki Tarnobrzeg po ostatniej kolejce i kolejnym efektownym zwycięstwie, tym razem nad Wolą Baranowską 11-0 wciąż nie mogą wdrapać się na szczyt ligowej tabeli w klasie A. Na dwie kolejki przed końcem rundy jesiennej przeszkodę dla zespołu Macieja Wojnara wciąż stanowi zespół z Rzeczycy Długiej, który już w niedzielę zawita do Tarnobrzega.

Kolejna niedzielna kanonada strzelecka przy Zwierzyńcu, w której brało udział kilku zawodników pierwszej drużyny była tylko przetarciem przed najważniejszymi spotkaniami dla zespołu rezerw. Pokonanie beniaminka z Woli Baranowskiej dla zespołu Macieja Wojnara nie stanowiło większego problemu. Podczas gdy goście sporadycznie zapędzali się na połowę rywali, Siarka każdy swój atak kończyła poważnym zagrożeniem lub po prostu bramką.

Pierwszoplanową postacią w niedzielnym pojedynku był Kamil Lewandowski. Niespełniający nadziei Włodzimierza Gąsiora zawodnik na tle dużo słabszego rywala zaprezentował się wyśmienicie. W niedzielę każde jego zagranie było idealne. Swój udany występ w końcówce spotkania przypieczętował precyzyjną podcinką z rzutu karnego. Zdumieni występem swojego kolegi zawodnicy, po meczu pytali go czy nie zapomniał wziąć na pamiątkę piłki.

Zwycięstwo rezerw Siarki w niedzielę mogło być jeszcze wyższe, gdyby celowniki Krzysztofa Ropskiego i Patryka Szewca były nieco lepiej nastawione. Piłkarskiej amunicji napastnikowi tarnobrzeskiego klubu starczyło łącznie na pięć trafień. Nieco słabiej w tym aspekcie wypadł Szewc, który dzięki sporej przychylności arbitra (brak czerwonej kartki po faulu bez piłki) w niedzielnym meczu ustrzelił hat-tricka.

W najbliższych dniach (piątek i niedziela) kibice tarnobrzeskiego klubu dowiedzą się, czy drugi zespół Siarki rundę jesienną zakończy na pierwszym miejscu w ligowej tabeli. Warunkiem koniecznym do spełnienia są dwa zwycięstwa. Najpierw w Kłyżowie z miejscowym Sanem, a później w niedzielę z obecnym liderem rozgrywek. Pewnym utrudnieniem dla tarnobrzeskiego zespołu w obu tych spotkaniach może być brak zawodników pierwszego składu, którzy koncentrują się na niedzielnych derbach ze Stalą Stalowa Wola.

Hubert Mikusiński 

12:50, dante1002
Link Dodaj komentarz »

Zdjęcia - Grzegorz Lipiec

Te mecze, te gole i te niezwykłe derbowe emocje kibice Siarki Tarnobrzeg wspominają najbardziej. Od powrotu Siarki do drugiej ligi w 1989 roku, tarnobrzeski zespół mierzył się ze swoim lokalnym rywalem już dwadzieścia dwa razy. Pierwsze takie spotkanie odbyło się 30 lipca 1989 roku. Na inauguracje sezonu 1989/90 Siarka pokonała Stal 1:0, po golu z rzutu karnego supersnajpera Michała Gębury. W pierwszej wiosennej kolejce, w Stalowej Woli Siarka objęła prowadzenie jako pierwsza (gola strzelił Krzysztof Dziubel), ale komplet punktów wywalczyli gospodarze, dla których gole w drugiej połowie strzelili: Artur Kopeć i komentujący obecnie mecze dla TVP Tomasz Jasina. Od tamtej pory bilans ostatnich dwudziestu dwóch rywalizacji Siarki ze Stalą wygląda bardzo wyrównanie – siedem zwycięstw Siarki, osiem zwycięstw Stali i dziewięć zakończonych podziałem punktów. Bilans bramkowy: 22:23.

SIARKA TWARDSZA OD STALI

Tytuł jednej z poniedziałkowych gazet nie pozostawiał wątpliwości, w którym z miast regionu kibice świętowali wygraną w rozegranych dzień wcześniej derbach. 18 listopada w Tarnobrzegu Siarka pokonała lidera rozgrywek w sposób bezdyskusyjny i w wielkim stylu. Stal przyjechała na mecz w roli zdecydowanego faworyta, bez żadnej porażki na koncie i pewnie zmierzała do pierwszej ligi. Stadion przy Niepodległości po brzegi wypełnili kibice obu drużyn, którzy obejrzeli fantastyczne i emocjonujące widowisko. W tym meczu było wszystko: parady bramkarzy, niewykorzystany rzut karny Kopcia, a przede wszystkim piękne gole. Lider został upokorzony przez gospodarzy, dla których gole strzelali: Wójcicki, Zieliński, Kopeć (gol samobójczy) i Gromek. Stal w Tarnobrzegu straciła 4 gole, czyli tylko dwa mniej niż we wszystkich poprzednich 18 spotkaniach. Jacek Zieliński po latach tak wspomina tamto spotkanie: „Mecz ze Stalową Wolą przeszedł do historii dzięki swojej niesamowitej dramaturgii. Tak naprawdę właśnie wtedy, po wygrywanej ze Stalą, uwierzyliśmy w to, że możemy być siłą w tej lidze. To zwycięstwo miało dla nas ogromne znaczenie mentalne”

18.10.1990 SIARKA TARNOBRZEG – STAL STALOWA WOLA 4-1 (1-0)

Wójcicki (15), Zieliński (70), Kopeć (80) - samobójcza, Gromek(87) - Mulawka (69)

Siarka Tarnobrzeg: Paciorkowski, Rączka, Wójcicki, Boguszewski, Grula, Gromek, Stefański, Zieliński, Sudół (61’Dziubel), Buczek, Kobylański (75’Kuczek)

OSIEM DŁUGICH LAT OCZEKIWANIA

Od bezbramkowego remisu w sezonie 2003/2004, na kolejne Wielkie Derby Podkarpacia kibice obu drużyn musieli czekać długie osiem lat. Siarka, która pod wodzą Michała Szymczaka awansowała do II ligi, w jesiennym meczu sezonu 2012/13 w Stalowej Woli była o krok od zwycięstwa. Do 70 minuty wydawało się, że nic nie uratuje gospodarzy przed porażką. Wszystko za sprawą bramek zdobytych przez byłego zawodnika Stali Jarosława Piątkowskiego (rzut karny) i precyzji Bartosza Madei (rzut wolny). Dwubramkowe prowadzenie gości wywołało prawdziwą konsternację na stadionie przy ulicy Hutniczej. Gospodarze szybko jednak otrząsnęli się z szoku, doprowadzając w końcówce do wyrównania. - Tak jak przed meczem punkt bralibyśmy pewnie w ciemno, tak po meczu atmosfera w szatni jest grobowa - komentował tamto spotkanie Szymczak. Podział punktów z przebiegu meczu bardziej musiał więc zadowolić Stal. Siarka do Tarnobrzega wracała ze świadomością straconej szansy.

 

20.10.2012 STAL STALOWA WOLA - SIARKA TARNOBRZEG 2-2 (0-0)

Piątkowski (53), Madeja (70) - Żmuda (73), Getinger (79)

Siarka Tarnobrzeg: Ćwiczak (86 K. Beszczyński) - Łuczakowski D. Beszczyński, Jakubiec, Szpond - Piątkowski, Hynowski, Stępień, Wolan (67 Madeja), Zalewski (72 Janiec) - Gębalski.

POPSUTE ŚWIĘTO

Derbowy głód, który w Tarnobrzegu doskwierał przez osiem długich lat najlepiej można było zaobserwować w maju 2013 roku. Dumne przemarsze wszystkich tarnobrzeskich osiedli na stadion i skąpane w zółto-zielono-czarnych kolorach trybuny miały być wstępem do wielkiego piłkarskiego święta, jakiego w przy Alei Niepodległości 2 nie było od dawna. Zamiast tego był jednak smutek i rozczarowanie. Do poziomu trybun nie dostosowali się podopieczni Artura Kupca, dla których mecz ze Stalą miał być przełomowym momentem. Wypełniona po brzegi trybuna z radości eksplodowała tylko raz, gdy do siatki rywali trafił Marcin Truszkowski. Nikt wtedy nie mógł przypuszczać, że kontaktowe trafienie pozyskanego zimą napastnika będzie początkiem narodzin nowej, derbowej legendy. Pogrążona w głębokim kryzysie Siarka przegrała 1-2 Wielkie Derby Podkarpacia.

18.05.2013 SIARKA TARNOBRZEG – STAL STALOWA WOLA 1-2 (0-0) 

 Truszkowski (66) - Juda (50), Fabianowski (55)

Siarka Tarnobrzeg: Ćwiczak – Grunt, Ciesielski, Korona, Sulkowski – K. Stępień (67′Zalewski), Michalski (88′ Tyburski) – Piątkowski, Kowalski (60′ Janiec), Wolan (54′ Cichos) – Truszkowski

HISTORYCZNY TRIUMF

O tym, że derby rządzą się swoimi prawami, kibice w Tarnobrzegu przekonać mogli się w sezonie 2014/2015. Siarka, która ostatecznie uniknęła degradacji do niższej ligi rozpoczęła swój nowy piłkarski etap. Zespół prowadzony przez Tomasza Tułacza od początku sezonu nie rozpieszczał kibiców swoją grą w meczach wyjazdowych. Zaledwie jeden punkt zdobyty w czterech potyczkach nikomu nie dawał wielkich nadziei na końcowy triumf za miedzą. Na domiar złego goście do najważniejszego meczu rundy przystępowali poważnie osłabieni. Zupełnie inaczej sytuacja wyglądała w ekipie gospodarzy. Liderująca wówczas w II lidze Stal była niepokonana na własnym stadionie. W 75 minucie spotkania zdarzyło się jednak coś, o czym kibice tarnobrzeskiego zespołu będą pamiętać do końca swoich dni. Idealne dośrodkowanie Michała Chrabąszcza na gola zamienił nie kto inny jak właśnie Marcin Truszkowski. Siarka dokoła rzeczy historycznej, ogrywając swojego największego rywala na ich własnym terenie po raz pierwszy od 17 lat.

 12.10.2012 STAL STALOWA WOLA - SIARKA TARNOBRZEG 0-1 (0-0)

Truszkowski (75)

Siarka Tarnobrzeg: Melon – Stępień, Makowski, Baran, Sulkowski – Chrabąszcz, Tunkiewicz, Szewc (75′ Wróbel), Koczon, Kowalski (75′ Persona) – Truszkowski (82′ Korona)

 KOLEJNE DERBOWE ROZCZAROWANIE

W rundzie wiosennej sezonu 2014/2015 z kolei to Siarka przystępowała do derbowego pojedynku w roli zdecydowanego faworyta. Krocząca od zwycięstwa do zwycięstwa drużyna Tomasza Tułacza powoli zmierzała w kierunku awansu. Bramy na I ligowe boiska jeszcze szerzej miały uchylić się w maju. Przed meczem kibice licytowali się w swoich  typowaniach – 3:0 lub 4-1, a może nawet 5:0. Mieli ku temu powody, bo Stal do Tarnobrzega przyjeżdżała pogrążona w głębokim kryzysie (czyt. 7 spotkań bez zwycięstwa). Mimo że Siarka do najważniejszego meczu rundy przystępowała osłabiona brakiem środkowych pomocników, nikt w Tarnobrzegu nie wyobrażał sobie powtórki scenariusza sprzed roku. Urok piłki i derbów dla miejscowych kibiców okazał się bardzo brutalny. Kolejna porażka 1-2 sprawiła, że wszyscy musieli przełknąć gorzką pigułkę. Skutki jej działania odczuwalne były już do końca sezonu.


 10.05.2014 SIARKA TARNOBRZEG – STAL STALOWA WOLA 1-2 (0-0) 

Figiel (54) - Łanucha (4), Żmuda (27)

Siarka Tarnobrzeg: Pogorzelec – Nadolski, Baran, Makowski, Persona – Popiela (32′ Kowalski), Koczon, Figiel – Buras (30′ Wróbel), Sulkowski (83′ Ciećko)– Truszkowski

TRUSZKIN MELDUJE WYKONANIE ZADANIA

Sobota. 21 dzień marca. Inauguracja rundy wiosennej przy Alei Niepodległości 2. Podniosłe nastroje, ogromne wyczekiwanie i jeszcze większe emocje. Wszystkich łączy jedno wielkie pragnienie – wygrać po 21 latach Wielkie Derby Podkarpacia ze Stalą Stalowa Wola na własnym stadionie. Każdy miał już chyba dość tych majowych, przykrych wspomnień z dwóch poprzednich sezonów. Dość szybko jednak wszyscy kibice tarnobrzeskiego zespołu zostali sprowadzeni na ziemię, gdy niezawodzący do tej pory Artur Melon popełnił błąd. Derbowe demony powróciły. Znowu trzeba było odrabiać i drżeć o końcowy wynik. W drugiej połowie Siarka miała całkowitą kontrolę. Stal nie potrafiła wyjść za połowę. Bramka właściwie wisiała w powietrzu, aż nastąpił długo wyczekiwany przełom, który odmienił bieg historii Siarki Tarnobrzeg. Piłka w polu karnym znowu znalazła Truszkowskiego. Po chwili napastnik Siarki meldował wykonanie zadania, trafiając po raz drugi do siatki kompletnie bezradnego Wietechy. Bezwzględny bohater napisał nowyrozdział na żółto-zielono-czarnych klubowych kartach historii.

 21.03.2014 SIARKA TARNOBRZEG – STAL STALOWA WOLA 2-1 (0-1) 

Truszkowski (79), (83) - Jakubowski (15)

Siarka Tarnobrzeg:  Melon – Stępień, Nadolski (45′ Waleńcik), Stefanik, Hodowany, Kukiełka, Tunkiewicz (71′ Frankiewicz), Parobczyk (53′ Rajevac), Oziębała (90+2 Mandzelowski), Traore - Truszkowski

SIARKA PRZEJMUJE PANOWANIE

Rok później derbowe poczucie satysfakcji spotęgował Konrad Stępień, który zdobywając bramkę z rzutu karnego zapewnił swojej Siarce drugi derbowy triumf przy Alei Niepodległości. Zwycięstwo na odwiecznym rywalem mogło być bardziej okazałe, gdyby z jedenastu metrów w 90 minucie nie pomylił się Szymon Martuś. Nie miało to już jednak wielkiego znaczenia. Wielkie Derby Podkarpacia w Tarnobrzegu przestały być wielkimi derbami tylko z nazwy. Charakter, wola walki, odwaga i na koniec wielka duma z bycia częścią Siarki Tarnobrzeg – tak właśnie wszyscy zapamiętaliśmy oba te spotkania.

5.03.2016 SIARKA TARNOBRZEG - STAL STALOWA WOLA 1:0 (1:0)

Stępień (12)

Siarka: Paweł Pawlus –  Jan Grzesik, Bartosz Waleńcik, Konrad Stępień, Krzysztof Suchecki - Adrian Chłoń, Radosław Sylwestrzak, Jakub Wróbel (74' Dariusz Frankiewicz), Dorian Buczek (81'Jakub Głaz), Daniel Koczon (65' Sebastian Mandzelowski) –  Szymon Martuś.

DERBY Z POCZUCIEM NIEDOSYTU

Ostatnie Wielkie Derby Podkarpacia w Tarnobrzegu, toczone w iście zimowej scenerii nie mogły rozpocząć się lepiej dla Siarki. Dwa gole zdobyte na samym początku przez Marcina Stefanika i Krzysztofa Ropskiego zdawały się otwierać drużynie Włodzimierza Gąsiora drogę do kolejnego derbowego triumfu na własnym stadionie. Goście jednak wrócili do gry i jeszcze w pierwszej połowie zdołali doprowadzić do remisu. W drugiej odsłonie wynik nie uległ już zmianie. Po końcowym gwizdku piłkarze Siarki Tarnobrzeg nie kryli rozgoryczenia.



13.11.2016 SIARKA TARNOBRZEG - STAL STALOWA WOLA 2:2 (2:2)

Stefanik (9), Ropski (22) - Walencik (36)*gol samobójczy, Bętkowski (44)

Siarka Tarnobrzeg: Dybowski – Grzesik, Walencik, Sylwestrzak, Dawidowicz – Stefanik, Stromecki (56. Czyżycki) – Płatek (46. Żebrakowski), Tomalski, Koczon – Ropski (85. Szewc)

Ostatnie spotkanie ligowe poprzedniego sezonu 2016/2017 Siarka kończy niezasłużoną porażką przy Hutniczej. Przeżywająca w tym czasie spory kryzys formy Siarka w Stalowej Woli prezentowała się znacznie lepiej niż Stal. Była walka, determinacja i zaangażowanie, ale zabrakło skuteczności. Gospodarzy od utraty gola dwukrotnie uratowała poprzeczka. Gol z rzutu karnego zdobyty przez Adriana Gębalskiego sprawił, że Siarka w derbowym klasyku Podkarpacia poniosła pierwszą porażkę od maja 2014 roku.



2.06.2017 STAL STALOWA WOLA - SIARKA TARNOBRZEG (0:0)

Gębalski (60)

Siarka Tarnobrzeg: Dybowski - Grzesik, Walencik, Sylwestrzak, Dawidowicz (83' Zaradny), Witkowski (57' Stępień) - Czyżycki (62' Ropski), Stefanik, Płatek (65' Żebrakowski), Tomalski - Koczon



W sobotę czas na kolejny rozdział tej derbowej historii, tym razem z pięknym jubileuszem w tle.



Przygotowali: Hubert Mikusiński, Sławomir Strzałka

00:11, dante1002
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 listopada 2016

W Mokrzyszowie, po latach spotkali się ludzie, którym w Siarce Tarnobrzeg nie udało się zaistnieć. Począwszy od trenera Michała Złotka i Kamila Guściory (obaj grali w jednej juniorskiej drużynie), a skończywszy na uznawanym kiedyś za wielki piłkarski talent Sebastianie Ozimku. Dziś wraz z resztą zawodników tworzą zespół, który swoje kadrowe braki nadrabia ambicja i charakterem.

Wspomniana trójka plus Ujda, Malicki, Biało, Bałata, Kułaga i inni – w Mokrzyszowie roi się od graczy, którzy zółto-zielono-czarne barwy nadal mają w sercu. Niektórzy z nich pewnie do dziś noszą w sobie mniejszy lub większy żal, że kiedyś nie dano im wystarczającej szansy aby zaistnieć w kadrze pierwszego zespołu na wyższym poziomie rozgrywkowym. Jednym z takich zawodników jest Kamil Guściora, bez którego  trudno wyobrazić sobie OKS.

Pozostanie kuszonego przed rozpoczęciem sezonu przez Sokół Sokolniki kapitana było jedną z kluczowych decyzji dla losów obecnej drużyny, której przed sezonem nikt nie dawał wielkich szans. Udany początek rundy jesiennej w Mokrzyszowie obudził nadzieje na lepsze piłkarskie jutro. Za wszystkim stał on - Michał Złotek - nowy trener, który w bardzo krótkim czasie ''pozbierał'' do kupy rozbity zespół, umiejętnie dokładając swoje, sprawdzone w Wydrzy piłkarskie elementy. Zafunkcjonowało szybciej niż wszyscy mogli się spodziewać. Najpierw wymarzony debiut na inaugurację w Skowierzynie, a dwa tygodnie później przyzwyczajeni do niepowodzeń kibice z Mokrzyszowa znowu musieli przecierać oczy ze zdumienia. Ich zespół po raz kolejny okazał się lepszy, tym razem wygrywając Jastkowicach. W obu tych zwycięstwach nie było jednak cienia przypadku. Potwierdziły to tylko mecze na własnym boisku z  Jeziorakiem Chwałowice, Sokołem Kamień, Wisanem Skopanie, Słowianinem Grębów oraz Unią Nowa Sarzyna.

Dobra gra i co za tym idzie miejsce w środku tabeli oraz kapitał w postaci 18 punktów sprawił, że na klub z Mokrzyszowa nikt już nie patrzy przez pryzmat ostatnich sezonów. OKS z drużyny, która ciągle zawodziła, w przeciągu kilku miesięcy stał się zespołem, z którym dziś liczą się wszyscy ligowi rywale. W piłce niewiele rzeczy daje tak ogromną satysfakcję, jak właśnie sukces ludzi, na których przed sezonem zupełnie nikt nie stawiał. Tak właśnie teraz jawi się tarnobrzeski klub, który jednak w całym tym szaleństwie nie może zapominać o tym, że półmetek sezonu w klasie okręgowej nie został przekroczony i wiele może się jeszcze zdarzyć. 

Zupełnie inaczej sytuacja wygląda u sąsiadów. Solidna wydawać by się mogło stalowa konstrukcja, budowana przez lata z myślą o wyższych celach, niepokojąco zaczęła się chwiać już od początku poprzedniego sezonu. Wymontowywanie z niej kilku istotnych elementów w osobach trenerów Oleniacza i Krzemińskiego oraz wielu zawodników zupełnie nie podziałało. Mimo, że dziś w zespole również jest kilku zawodników wychowanych pod tarnobrzeskim Zwierzyńcem, to w Stalach jednak wciąż jednak brak zawodnika, który spuentował by dobrą grę w niektórych spotkaniach jesienią.  Fatalnej sytuacji jak na razie nie poprawił ani nowy trener Eugeniusz Gruszecki ani nawet nieoczekiwane zwycięstwo w Dąbrowicy. Piątkowe derby w Mokrzyszowie dla Transdźwigu są więc chyba ostatnim momentem w tej rundzie aby spróbować odbić się od dna ligowej tabeli.

Hubert Mikusiński

15:07, dante1002
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 listopada 2016

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Marcin Stefanik, syn Józefa Stefanika, przed laty znakomitego piłkarza podkarpackich klubów, w tym także Siarki Tarnobrzeg rozgrywa swój trzeci sezon w zielono-czarno-zółtych barwach. 29 letni pomocnik przy Alei Niepodległości 2 dojrzał mentalnie, a wraz z tym dojrzała również jego gra. W tarnobrzeskim zespole stał się także człowiekiem do zadań specjalnych.

W 2014 roku, jeszcze na początku swojej przygody w nowym klubie do postawy Marcina Stefanika można było mieć wiele zastrzeżeń. Od pewnego czasu jednak pomocnik Siarki stał się prawdziwym synonimem boiskowej solidności. Stefanik, który nigdy nie należał do boiskowych wirtuozów, w krótkim odstępie czasowym został graczem, na którego zawsze można było liczyć. Bez znaczenia była dla niego pozycja na jakiej występował w danym spotkaniu. Gdy zachodziła konieczność, grający na ogół w środku pola zawodnik występował na środku obrony i nigdy nie zawodził. W poprzednim sezonie zdarzyło się nawet, że z konieczności na ostatnie minuty musiał zagrać między słupkami.

Stefanik, który w poprzednim sezonie był prawdziwym kołem zamachowym Siarki przy okazji stał się również specjalistą od strzelania istotnych bramek. To właśnie jego strzał głową na kilka minut przed zakończeniem zapewnił Siarce upragniony punkt w derbach ze Stalą Stalowa Wola. Równie istotną i ważną bramkę pomocnik tarnobrzeskiego klubu zdobył bezpośrednio z rzutu wolnego w wygranym spotkaniu z Tychami. Grając z opaską kapitana potrafił również poderwać zespół w Górze, gdy Siarkowcy przegrywał już 0-2.

Obecny sezon jest potwierdzeniem jego ugruntowanej pozycji w zespole. Tej jesieni oprócz bramek strzelanych w meczach z Wartą Poznań i Olimpią Zambrów, Stefanik ma na swoim koncie tylko jedną wpadkę. Przydarzyła się w meczu z Odrą Opole. Stały egzekutor rzutów karnych w zespole boleśnie pomylił się w 96 minucie. – Jestem daleki od ganienia Marcina za zmarnowany rzut karny – oceniał po spotkaniu całą sytuację Włodzimierz Gąsior. 

W piątkowy wieczór Stefanik zapewnił swojej drużynie zwycięstwo, trafiając do siatki w 65 minucie. – Bardziej niż z bramki jestem dziś zadowolony z postawy całego zespołu – mówił na gorąco po spotkaniu kapitan tarnobrzeskiej drużyny. Pomocnik tarnobrzeskiego klubu pełni w swoim zespole rolę boiskowego nauczyciela. W ostatnim meczu rozegranym w Tarnobrzegu z Legionovią często udzielał rad najmłodszemu na boisku Mateuszowi Czyżyckiemu. – Młodych czasami ponosi ta młodzieńcza fantazja i zbyt dużą ilością zawodników chcemy atakować, a ja próbuje to ustawiać aby była na boisku równowaga – oceniał Stefanik.

Hubert Mikusiński

21:16, dante1002
Link Dodaj komentarz »

Zdjęcie - Barbara Szczepanek

Mecze w niższych klasach rozgrywkowych mają swój unikalny klimat i nie trzeba o tym nikogo przekonywać. Warto jednak zauważyć, że często są także dobrymi widowiskami, czego wielu nie jest w stanie docenić. Kto w ostatnią niedzielę zjawił się na meczu w Ocicach nie miał powodów do narzekań. W tym meczu było wszystko - wielkie emocje, słupki, poprzeczki, czerwone kartki i bramki. Po zaciętym meczu Koniczynka Ocice zremisowała z Kolejarzem Knapy 1:1.

Faworytem starcia byłi gospodarze, którzy plasowali się wyżej w tabeli. Historia pojedynków obu drużyn dawała nadzieję na to, że kibice będą jednak świadkami emocji. W pierwszej połowie grę prowadziła drużyna Mariusza Łukawskiego, a ekipa z Knapów groźnie kontrowała. Po jednej z akcji ekipę z Ocic uratował słupek. Do przerwy goli nie było, ale ogromne zaangażowanie, zwroty akcji i tempo meczu z pewnością to rekompensowały.

Po zmianie stron Koniczyna wreszcie dopięła swego i po solowej akcji Jana Kołodzieja wyszła na prowadzenie. Gdy zawodnik gości otrzymał czerwoną kartkę wydawało się, że podwyższenie prowadzenia jest kwestią czasu. Nic z tych rzeczy. Ambitnie walczący Kolejarz wykorzystał błąd defensywy Koniczynki i z rzutu karnego wyrównał. Oba zespoły miały jeszcze swoje szanse, ale ostatecznie spotkanie skończyło się sprawiedliwym remisem.

- Nie jest to dla nas wygodny rywal, zawsze mamy problemy. Te mecze są emocjonujące i teraz było podobnie. Mieliśmy swoje okazje, by wygrać ten mecz. Sam dwa razy nie wykorzystałem dobrej szansy. Udało się po przerwie, ale niestety nie dowieźliśmy prowadzenia do końca - mówił na gorąco kapitan Koniczynki, Jan Kołodziej.

Gospodarze mogą czuć pewien niedosyt, gdyż byli faworytem i ich celem było zainkasowanie trzech oczek. Boisko pokazało jednak, że w A klasie nie ma łatwych rywali i każde spotkanie jest wymagające. Warto jednak dodać, że była to świetna promocja ligi i znakomita zachęta, by odwiedzać boiska niższych klas rozgrywkowych.

Koniczynka ma jesienią jeszcze do rozegrania dwa mecze, na wyjeździe z piłkarzami z Kotowej Woli oraz na własnym boisku z KS Żupawa. Końcówka rundy będzie ciężka także dlatego, że w trzy dni zostaną rozegrane dwie kolejki. - W Kotowej Woli nie pozostaje nam nic innego, jak tylko wygrana. Z Żupawą będzię bardzo wymagający mecz, ale też chcemy zawalczyć o pełną pulę. Pogubiliśmy wcześniej trochę punktów, mogliśmy być wyżej w tabeli. Walczymy dalej - dodał Jan Kołodziej.

 Bartosz Półrolniczak

11:20, dante1002
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2