O tarnobrzeskiej piłce, o koszykówce, a przede wszystkim tarnobrzeskim sporcie...
RSS
środa, 30 kwietnia 2014

Zdjęcie - Kamil Smykla

20 kolejka w piłkarskiej A klasie nie przyniosła żadnych sensacyjnych wyników. Wygrywali faworyci, w tym przede wszystkim cała ligowa czołówka. Strzelec Dąbrowica nie dał szans na Zwierzyńcu Iskrze Sobów, a Transdźwig Stale w najciekawiej zapowiadającym się spotkaniu pokonał nie bez trudu Sannę Zaklików. Zwyciężały również rezerwy Siarki Tarnobrzeg i Stali Stalowa Wola. W Jadachach Sokół Sokolniki wypunktował miejscowy LZS i teoretycznie już tylko 5 zwycięstw potrzebuje do przypieczętowania awansu. Czas na podsumowanie niedzielnych zmagań w naszej ''Serie A''.

PRZEŁAMANIA REZERW

20 kolejka w A klasie rozpoczęła się już w sobotę od spotkania w Stalowej Woli pomiędzy rezerwami tego klubu, a Koroną z Majdanu Królewskiego. Mecz, który zaplanowano na godzinę 16:00 zaczął się z opóźnieniem z dość kuriozalnej przyczyny. Na spotkanie spóźnili się sędziowie i  pojedynek w Stalowej Woli rozpoczął się z pół godziny później niż planowano. Być może trójka sędziowska z Nowej Dęby w ostatniej chwili przypomniała sobie, że tym razem muszą posędziować w sobotę, a nie w niedzielę. Opóźnienie korzystniej wpłynęło na gospodarzy, który już w 7 minucie objęli prowadzenie przy wydatnej pomocy zawodników z Majdanu Królewskiego. Koroniarze zdołali wyrównać. Gola do szatni zdobył z rzutu wolnego Łukasz Rębisz dla którego było to drugie trafienie w tej rundzie. W drugiej połowie goście mieli optyczną przewagę, jednak nie potrafili zamienić jej na gola. Co nie udało się Koronie udało się Stali. Najprzytomniej w polu karnym zachował się Wisłocki, który odbitą piłkę przez bramkarza z Majdanu Królewskiego umieścił w siatce. Bramka niespełna 20 letniego zawodnika, który ma za sobą już występy między innymi w Stali Mielec dała komplet punktów drużynie rezerw Stali. Co ciekawe dla wicelidera rozgrywek A klasy był to pierwszy komplet punktów zdobyty wiosną. Zespół z Majdanu Królewskiego z kolei doznał swojej pierwszej porażki w tej rundzie.

Z kolei swoją pierwszą wyjazdową wygraną na wiosnę odniosły rezerwy Siarki Tarnobrzeg, którym chyba dużo łatwiej się gra, gdy na każdej pozycji jest choć jeden piłkarz z pierwszej drużyny. Tak było w spotkaniu ze rezerwami Stali, tak też było w Chwałowicach z miejscowym Jeziorakiem. Siarkowcy prowadzenie objęli po kwadransie, gdy do siatki trafił Jan Kowalski. Oprócz pomocnika Siarki w niedzielę na boisku z pierwszej drużyny wystąpili rekonwalescenci Sulkowski i Szewc oraz częściej grający w rezerwach niż w pierwszym zespole Ciećko. Jeziorak jednak 15 minut po stracie bramki odpowiedział. Z rzutu wolnego wyrównał Krzysztof Oźga. Radość miejscowych z remisu jednak nie trwała długo, bo pięć minut później rezerwy Siarki prowadziły 2-1 za sprawą gola Mandelowskiego. Po przerwie obraz gry zmianie nie uległ. Siarka dążyła do podwyższenia rezultatu i dopięła swego. Bramka zdobyta przez Patryka Szewca była tą z gatunku stadiony świata. Grający na pozycji napastnika Szewc przyjął piłkę na klatkę będąc na linii pola karnego i strzałem z przewrotki umieścił futbolówkę w samym okienku bramki Jaworskiego. Gospodarzy, który w niedzielę wystąpili bez kilku swoich podstawowych zawodników w samej końcówce dobił Tomasz Ciećko trafiając z bliskiej odległości. Co ciekawe niedzielne spotkanie rezerw Siarki z Jeziorakiem poprowadził ekstraklasowy sędzia Mariusz Złotek, który w rundzie wiosennej zbiera bardzo dobre recenzje jeśli chodzi o poziom sędziowania na najwyższym szczeblu rozgrywek.

NIE DALI IM SZANS

Różnicę miejsc, jaka dzieli Iskrę Sobów i Strzelca Dąbrowicę w ligowej tabeli dało się od początku spotkania zaobserwować na Zwierzyńcu. Goście od razu przejęli inicjatywę, jednak ich ofensywne zapędy nie przynosiły pożądanego  skutku. Co ciekawe, dość nieoczekiwanie, jako pierwsi na prowadzenie wyszli zawodnicy Iskry. Fatalny błąd defensywy Strzelca wykorzystał Krzysztof Jaskot, który stanął oko w oko z Barszczewiczem. Napastnik Iskry do końca czekał z oddaniem strzału, aż w końcu z najbliższej odległości pokonał golkipera gości. Strzelec podrażniony utratą bramki za wszelką cenę dążył do wyrównania, ale próby odwrócenia losów spotkania przypominały bicie głową w mur. Duża w tym zasługa Mieczysława Ożoga. Żywa legenda podkarpackich boisk mimo wieku wciąż zadziwia wybieganiem, umiejętnym ustawianiem się na boisku oraz nieustępliwością. Ożóg w niedzielę starał się kierować całym zespołem do tego stopnia, że w pewnym momencie zwrócił uwagę nawet bramkarzowi czy aby na pewno dobrze ustawił przy rzucie wolnym mur. Sam Ożóg jednak duże wsparcie miał również w osobie Daniela Stefańskiego. Były piłkarz Sparty Dwikozy oraz Alitu Ożarów w pierwszej połowie starał się jak mógł aby jak najmniej pracy między słupkami miał Sławomir Kozłowski. Z czasem jednak golkiper Iskry miał coraz więcej do roboty, bo gracze z Dąbrowicy zaczęli stwarzać groźniejsze sytuacje. Grę Strzelca napędzali bracia Rożnowcy, którzy w bardzo umiejętny sposób szukali prostopadłych podań w kierunku bramki Iskry. Jedno z takich podań o mały włos nie zakończyło się golem, ale piłkę w ostatnim momencie na rzut rożny czubkiem buta wybił jeden z obrońców Iskry. Co nie udało się z bliskiej odległości udało się zza pola karnego. Bardzo mocny strzał poniewieranego niemiłosiernie po boisku Łukasza Rożnowskiego zaskoczył chyba nieco zasłoniętego Kozłowskiego i do przerwy Iskra remisowała ze Strzelcem 1-1. Remis do przerwy był tak naprawdę tylko odroczeniem egzekucji. Ta nastąpiła w drugiej połowie, gdy Iskra kondycyjnie powoli zaczęła gasnąć. Strzelec to wykorzystał i za sprawą dwóch trafień szybkiego Polka po godzinie gry prowadził różnicą dwóch bramek. Wynik spotkania na 4-1 ustalił Perłowski, który na boisku pojawił się w 75 minucie.

Zasłużona wygrana Strzelców z Dąbrowicy była ich czwartą wygraną w tej rundzie. Lepsze wiosną pod tym względem są zespoły ze Stalów i Sokolnik. Były spadkowicz jednak nie składa broni w walce o baraż premiowany powrotem na boiska okręgówki. Broni też z pewnością nie złożą piłkarze z Sobowa, którym jednak brakuje zawodników w środku pola. Szczególnie takich, którzy w umiejętny sposób przetrzymają piłkę, rozegrają ją w przód albo do boku. W środkowej strefie boiska przeważają raczej typowi wyrobnicy, którzy grają na pograniczu faulu. Dało się do zaobserwować chociażby w niedzielę, gdzie najwięcej pracy miała obrona jak i bramkarz Iskry. Ciężko jest wygrać licząc tylko i wyłącznie na dobrą postawę obrony i golkipera. Sobów dużo lepiej prezentuje się w defensywie, a niżeli w ofensywie. W dużym stopniu jednak pokierowane jest to tym, że w Iskrze pole manewru jest ograniczone do minimum. Limit zmian kończy się przeważnie na jednym lub też dwóch zawodnikach. Nie inaczej było również w niedzielę.

ZABÓJCZE MINUTY 

W najciekawiej zapowiadającym się spotkaniu tej serii gier spotkały się drużyny, które wiosną jeszcze nie przegrały. Do Stalów bez kilku podstawowych zawodników przyjechała Sanna Zaklików. Gospodarze, którzy w rundzie wiosennej idą jak burza wygrywając wszystkie spotkania i tym razem liczyli na komplet punktów. Planu o kolejnej wygranej jednak ułatwiać nie zamierzali piłkarze z Zaklikowa, którzy wyszli jako pierwsi na prowadzenie za sprawą bramki Krzysztofa Koczwary. Zaskoczone takim obrotem Stale przed przerwą nie były w stanie odpowiedzieć w bramkowy sposób i po 45 minutach powiało niespodzianką. Na początku drugiej połowy obraz gry nie specjalnie się zmienił. Gospodarze częściej byli przy piłce, ale nic z tego nie wynikało. Aż do 64 minuty. Wówczas swoją szybkość wykorzystał Uznański, który pomknął w pole karne. Dograna piłka w ogromnym zamieszaniu znalazła drogę do bramki, a najsprytniejszy okazał się nie kto inny jak Mariusz Paruch. Pari niemalże z linii bramkowej wepchnął piłkę do siatki i doprowadził do wyrównania. Remis na unikatowej, świetlnej tablicy widniał bardzo krótko. Pięć minut później strzał zza pola karnego odbił się od nogi jednego z zawodników Stalów i zatrzepotał w siatce gości po raz drugi. Autorem gola okazał się Łukasz Rzepiela, który w niedzielne popołudnie nie zagrał na maksimum swoich możliwości. Do postawy byłego gracza Siarki oraz Mokrzyszowa dopasowali się również inni zawodnicy. Transdźwig nie zachwycił, ale swój cel osiągnął. Sanna w drugiej połowie najgroźniejsze sytuacje stwarzała po kontratakach. Pierwszy z nich po ładnej wymianie podań w niefortunny sposób zakończył się ręką. Drugi zaś, który był następstwem straty Uznańskiego i odpuszczeniem  Rzepieli minął bramkę strzeżoną przez Zająca. Na tym tak naprawdę sytuacje ze strony Sanny w drugiej połowie się zakończyły i z piątego już na wiosnę zwycięstwa mogli cieszyć się miejscowi.

Maj to okres matur. Liderów wiosny już jutro czeka piłkarska matura na poziomie A klasy. Stale wybierają się do Sokolników na spotkanie z niekwestionowanym liderem, który za kilka kolejek przypieczętuje swój awans do okręgówki. Spotkanie lidera tabeli z najlepszą drużyną wiosny z tego punktu widzenia zapowiada się dość ciekawie. Piłkarskie możliwości, indywidualności wydają się być po stronie gospodarzy, którzy z kolejki na kolejkę jeszcze bardziej się rozpędzają. Transdźwig , który z pewnością chciałby utrzeć nosa faworytowi jeśli myśli o choćby punkcie musi zagrać najlepszy mecz w tej rundzie. Tylko czy to jest możliwe...

NIEOSIĄGALNI DLA RESZTY

Sokół w niedzielę potwierdził, że w lidze raczej nie ma sobie równych. Spotkanie w Jadachach potwierdziło, że zespół z Sokolnik o klasę lub też dwie przewyższa całą ligową czołówkę. Tym razem Sokół nie czekał na drugie 45 minut, tylko od początku nie pozostawił żadnych złudzeń rywalom. W niespełna 12 minut klasycznego hat-tricka na swoim koncie zapisał po raz kolejny Krzysztof Jabłoński, który powoli może przymierzać koronę króla strzelców. Na listę strzelców wpisał się również Marcin Szeser dla którego było to 12 trafienie w bieżących rozgrywkach. Prawdziwym objawieniem rundy wiosennej jest jednak ktoś inny. 16 letni Marcel Chara stał się prawdziwym jokerem w talii Marka Kusiaka. Młody napastnik na boisku zawsze pojawia się w końcówkach i zawsze swoją obecność zaznacza golem. Chara mimo, że do tej pory w zespole Sokoła zaliczył 72 minuty do siatki zdążył już trafić czterokrotnie. Nie inaczej było w Jadachach, gdzie Sokół ostatecznie wygrał 7-0.

Dla zespołu z Jadachów póki co runda wiosenna nie układa się po myśli. LZS wiosną jak na razie wygrał tylko raz i to najskromniej jak było to możliwe z Czarnymi Lipa. W czwartek o komplet punktów również nie będzie łatwo, bo zespół czeka trudny pojedynek z rezerwami Siarki. Punkty zielonym są potrzebne, bo rywale w ligowej tabeli powoli zaczynają deptać po piętach. Mobilizacji i motywacji jednak drużynie Jadachów zabraknąć nie powinno. Czwartkowe spotkanie będzie miało też wyjątkowy charakter dla dwóch zawodników, którzy zimą dołączyli do klubu. Adrian Rodzeń i Mateusz Bochanak doskonale znają zapach trawy na Zwierzyńcu.

LIGOWE NOTOWANIA

W czołówce tabeli bez większych zmian. Zdecydowanym liderem Sokolniki, które teoretycznie do przypieczętowania awansu potrzebują 15 punktów. W praktyce jednak wystarczy pewnie mniej. O miejsce barażowe walczyć będą cztery zespoły, rezerwy Stali, które utrzymały pozycję wicelidera oraz Siarki. W trójce najlepszych drużyn ligi Stale, które mają tyle samo punktów co drużyna ze Stalowej Woli. Na piątym miejscu Strzelec, który traci trzy punkty do wspomnianej dwójki. Na dalszych pozycjach Sanna i nieźle spisujący się wiosną Kłyzów. Na dole Iskrę przeskoczył Przyszów, który w meczu o przysłowiowe 6 punktów pokonał Turbię. Nie do uratowania już Termopol, który żegna się z A klasą.

13:40, dante1002
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 kwietnia 2014

 Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Minorowe nastroje również w Wielowsi. Jedyny, tarnobrzeski przedstawiciel w klasie okręgowej wiosną jeszcze nie poczuł jak smakuje wygrana. Antidotum dla klubu z Wielowsi miało nadejść  jeszcze Wielką Sobotę, ale zamiast tego była porażka, której główną przyczyną były kadrowe braki. Piłkarskiego kaca po świątecznej przegranej trzeba będzie leczyć od nowa. W niedzielę OKS doznał kolejnej porażki, tym razem we Wrzawach.

Na spotkanie z Sanem Wrzawy klub z Wielowsi nie jechał w roli faworyta. Był raczej pod ścianą po ostatnich przykrych doświadczeniach w Wielką Sobotę. Pechowa porażka sprawiła, że OKS znalazł się w dołku totalnym dołku. We Wrzawach niestety ten dołek się tylko pogłębił.  Miejscowi, którzy w tym sezonie są solidny zespołem nie pozostawił złudzeń Wielowsi już w pierwszej połowie . Wynik 3-0 do przerwy postawił gospodarzy w komfortowej sytuacji.

Zespół z Wrzaw jednak takim prowadzeniem się nie zadowolił. Po przerwie do strzeleckiego dorobku gospodarze dorzucili jeszcze dwa trafienia i po 65 minutach było już jasne, że Wielowieś jedynie będzie mogła powalczyć o honorowe trafienie. Nadeszło ono na 10 minut przed końcem spotkania, gdy do siatki gospodarzy z rzutu karnego trafił Przemysław Stąporski. Kłamca wiosną póki co jest najskuteczniejszym zawodnikiem Wielowsi. Jego bramki nijak przekładają się na dorobek punktowy.

We Wrzawach natomiast od lat nie wiele się zmienia. Prym na boisku wiodą Ci sami. Fietko, Fietko i jeszcze raz Fietko. W niedzielę tercet FFF zdobył dla Sanu cztery gole. Z całej trójki jednak chyba na najwyższą notę zaliczył ten najmłodszy. Jakub Fietko powoli swoimi strzeleckim umiejętnościami zaczyna dorównywać Maćkowi, który w porównaniu do ubiegłych lat nieco spuścił ze strzeleckiego tonu.

Autor dwóch goli dla Wrzaw już w sparingu obu drużyn przed rudną wiosenną pokazał się z dobrej strony. Niezły odbiór piłki w środku pola jak na tą klasę rozgrywkową. Do tego też nie najgorsza technika, dobra szybkość i równie dobry strzał. Wtedy jednak górą była Wielowieś pomimo, że Wrzawy wcale nie sprawiały wrażenia gorszego zespołu. W niedzielę wygrana Sanu z Wrzaw żadnej dyskusji już podlegać nie mogła.

Porażka we Wrzawach idealnie dopasowuje się do smutnego i przygnębiającego krajobrazu wiosną. Krajobrazu, który z pewnością mógłby być nieco inny, gdyby na ławce rezerwowych znaleźli się dodatkowi gracze. Nieskutecznym antidotum na kłopoty Wielowsi okazał się pojedynek z niżej notowaną Rzeczycą. Ostatecznym lekarstwem dla zespołu Janusza Gieracha będzie pojedynek z Rotundą Krzeszów. Ostatni zespół ligi, który w ostatnich pojedynkach jednak tanio skóry nie sprzedaje. A ku przestrodze można przytoczyć jeden z wyników Ździary – Rotunda 0:3. Oby to lekarstwo jakim ma być najbliższy mecz właśnie z tym zespołem nie miało skutków ubocznych, zbliżonych do tych, które wystąpiły w Mokrzyszowie.

Wiele wskazuje na to, że Wielowieś wiosną czeka walka o utrzymanie się w najlepszej dziesiątce. Obecnie OKS znajduje się na miejscu dziewiątym i trudno liczyć na jakiś zabójczy finisz, biorąc pod uwagę problemy kadrowe z jakimi zmaga się zespół. Straty punktowe będzie nie łatwo nadrobić, szczególnie w perspektywie niełatwych spotkań na wyjazdach. W maju takich meczów na obcych boiskach Wielowieś czeka więcej niż u siebie wiec kluczowe będzie gromadzenie punktów u siebie.

W klasie okręgowej sprawa awansu rozstrzygać się będzie między dwoma zespołami. Korespondencyjny bój między Bukową Jastkowice i Olimpią Pysznica póki co trwa w najlepsze i konia z rzędem temu, kto już dzisiaj trafnie wytypuje szczęśliwca z tej pracy. Niewiele w tej kwestii wyjaśni z pewnością najbliższa kolejka w której mający trzy punkty przewagi lider z Jastkowic uda się do Skopania na mecz z trzecim w okręgówce Wisanem. A, że zespól Janusza Hynowskiego na własnym terenie nie zwykł przegrywać to czwartkowy pojedynek obu drużyn zapowiada się szlagierowo.

Oba zespoły z pewnością mają w pamięci spotkanie z przed roku, również rozgrywane w maju. Wtedy po dramatycznym spotkaniu trzymającym w napięciu do ostatnich minut oba zespoły podzieliły się punktami. Waga tego spotkania nie powinna raczej splątać nóg obu zespołom. Czwartkowa potyczka Wisanu z Bukową z pewnością da odpowiedź gospodarzom czy są jeszcze w stanie zbliżyć się do czołowej dwójki ligi. A jak na prawdziwy hit 21 kolejki z doborowym towarzystwem przystało doborowa będzie również obsada sędziowska. Zawody poprowadzi I ligowy sędzia, Rafał Sawicki. Na liniach pomagać mu będę Adrian Lasota i Anna Tracz.

Teoretycznie łatwiejszego rywala będą mieli gracze Piotra Brzezińskiego. Olimpia w ostatnich latach nie zwykła przegrywać z nieźle spisującymi się tej wiosny Ździarami. Ostatnia porażka zespołu z Pysznicy na własnym boisku z tym rywalem miała miejsce blisko 5 lat temu. W czwartek punkt wywieziony z Pysznicy przez solidnie prezentujące się wiosną Ździary byłby niewątpliwym sukcesem tej drużyny.

13:25, dante1002
Link Dodaj komentarz »

 Zdjęcie - Grzegorz Lipiec 

Rozczarowanie. To słowo odmieniane przez wszystkie przypadki w piłkarskim Mokrzyszowie. OKS po fatalnym zakończeniu poprzedniego sezonu rundę jesienną zakończył na niezłym miejscu w środku tabeli. Niewielkie różnice punktowe dawały pewną nadzieję, że wiosną w IV lidze może być dużo lepiej, bynajmniej niż w poprzednim sezonie. Tymczasem wszystko na razie wskazuje, że znowu może być nieciekawie. Na razie w Meksyku jest bardzo nerwowo i co gorsza na szybką poprawę się nie zanosi.

Skala rozczarowania w Mokrzyszowie powoli zaczyna rosnąć do granic możliwości. Już ostatnie kolejki, gdzie OKS zdobył ledwie tylko punkt w spotkaniu z Nową Dębą sprawiły w Mokrzyszowie spory zawód. Czara tej goryczy przelana została jednak w niedzielne popołudnie. OKS na własnym boisko przegrał 2-3 doznając tym samym swojej trzeciej porażki w tej rundzie. Nie było by nic w tym nadzwyczajnego, gdyby nie okoliczności tej przegranej i drużyna, która doprowadziła miejscową drużynę do bezradności, a publiczność do wściekłości.

Mokrzyszów, który w ostatnich czterech spotkaniach zdobył ledwie punkt w niedzielę wyszedł na prowadzenie bardzo szybko, bo już w 8 minucie spotkania. Rzut karny na gola zamienił nie kto inny, jak Jacek Rożek. Były gracz Siarki Tarnobrzeg oraz Wielowsi na początku drugiej połowy podwyższył wynik meczu zdobywając tym samym swoją 15 bramkę w bieżących rozgrywkach IV ligi.  Jak się okazało drugie trafienie otworzyło przysłowiową Puszkę Pandory z napisem made in Meksyk.

Następstwo nieszczęść, które nastąpiło w Mokrzyszowie można porównać z tornadem , które nie trwa długo, a niszczy wszystko co napotka na swojej drodze. Efekt takiego tornada trwał ponad pół godziny, ale wyrządził niesamowicie wiele szkód i to nie tylko na boisku. Wszystko za sprawą ostatniej drużyny IV ligi Wisłoka Strzyżów, który mimo niekorzystnego wyniku grał do końca.

Po stracie drugiej bramki goście nie spuścili głów i walczyli do końca. Opłaciło się. Mokrzyszów sprawiał wrażenie drużyny w pełni zadowolonej tym prowadzeniem i postanowił się lekko cofnąć.  Na efekty tej pasywnej postawy nie trzeba było długo czekać. Kilka minut po golu Rożka Wisłok zdobył gola kontaktowego. Rzecz jasna w pełni zasłużenie. Łatwość z jaką dokonał tej sztuki była porażająca. Obrońcy z Mokrzyszowa na czele z kapitanem zachowali się jak dzieci we mgle pozwalając bezkarnie rywalowi wjechać w pole karne. A ten nie zamierzał czekać i drugi zabójczy cios wyprowadził 10 minut później doprowadzając do remisu.

Goście ze Strzyżowa do piłkarskich minimalistów nie należą. Broni w walce o utrzymanie jak widać też nie składają, pomimo dramatycznej sytuacji w ligowej tabeli. W niedzielę postanowili zagrać o pełną pulę i ta sztuka im się udała. Widząc nieporadność obrońców z Mokrzyszowa ponownie przeprowadzili zabójczy atak prawą stroną boiska. Ponownie też nie mieli problemów aby przedostać się w pole karne. Strzał okazał się na tyle precyzyjny, że przyniósł trzecią bramkę. Swojej wściekłości z tego faktu nie krył Oskar Wardzala. Młody bramkarz Mokrzyszowa złość wyładował na słupku, choć gdyby mógł to pewnie zrobił by to na swoim kapitanie z zespołu.

To był chyba najgorszy mecz w tym sezonie defensywy OKS-u. Najzagorzalsi kibice drugiej siły piłkarskiej Tarnobrzega nie pamiętaną tak fatalnej postawy Guściory, który pod koniec meczu próbował w jakiś sposób odkupić swoje winy często podłączając się w akcje ofensywne gospodarzy. Tyle tylko, że po trzecim trafieniu z Mokrzyszowa totalnie uleciało już powietrze. O ile rywale nie spuścili głów o tyle tej sztuki nie potrafili uczynić gracze OKS za wyjątkiem nielicznych jak np. Rożka, który swojej postawy wstydzić się nie musi. Podobnie Wardzała, który przy wszystkich bramkach wielkich szans na skuteczną interwencję ratującą skórę obronie nie miał.

Pod koniec upust swoim negatywnym emocjom postanowił dać sobie Haliniak. Pomocnik gospodarzy wdał się w zupełnie niepotrzebną przepychankę, która o mały włos nie zakończyła się bójką. Miejsce awantury miało miejsce w podobnym sektorze boiska jak nie dawne starcie Pawła Bażanta z jednym z zawodników Stali Nowa Dęba. Szkoda tylko, że w tego typu sytuacjach zawodnikom z Mokrzyszowa nie brakuje waleczności i ambicji. Boiskową złość mimo wszystko dużo lepiej byłoby wyładować w polu karnym rywali strzelając bramkę.

W niedzielę zdobywanie bramek w drugiej połowie z łatwością przychodziło gościom. W pewnym momencie jeden z zawodników Wisłoka potrafił związać jednym zwodem dwóch obrońców by po chwili minąć trzeciego. Przy tak grającej defensywie trudno myśleć o wygranej, nawet gdy rywalizuje się z ostatnią drużyną ligi. Trzy bramki stracone z Wisłokiem nie mogły się skończyć w inny sposób niż porażka i to w kompromitującym stylu. Trudno o inną ocenę sytuacji, gdy Mokrzyszów prowadzi po 50 minutach 2-0 i nagle traci w tak banalny sposób trzy bramki z ostatnią zespołem w IV lidze. Co gorsza porażka sprawiła, że OKS znalazł się tuż nad kreską oznaczającą spadek. 

W niedzielę zespołowi nie do końca pomógł też trener Michał Kozłowski. Były, legendarny  obrońca tarnobrzeskiej Siarki w niedzielę miał jednak nieco ograniczone pole manewru z powodu braku Jakuba Rzepieli oraz Dominika Polita. Kozłowski roszadą zareagował dopiero po godzinie gry, gdy zespół stracił pierwszą bramkę. Zmianą w dodatku wymuszoną kontuzją Bożka. Reagowanie na boiskowe wydarzenia okazało się mocno spóźnione, bo od strzelenia drugiej bramki przez OKS to goście zaczynali dochodzić do głosu. Wprowadzenie na ostatni kwadrans ofensywnie usposobionego Gąsiorka było swoistym dowodem na to, że Kozłowski nieco się pogubił. Być może po części był zszokowany tym, co oglądał w drugiej połowie.

Rzucony na głęboką wodę Kozłowski do brzegu nie dopłynął. Po niedzielnej klapie ze Strzyżowem złożył dymisję, która wcale nie musi zostać przyjęta. Trenerów, którzy w ostatnim czasie przewinęli się przez IV ligowy Mokrzyszów było wielu. Jedni odchodzili, następni przychodzili, niekiedy też wracali Ci co byli. Słowem typowa zmora polskiej piłki, bo jak inaczej nazwać nieustanne zmiany na stanowisku trenerskim, które dosięgły nawet IV ligowej rzeczywistości na peryferiach?  Teraz na giełdzie nazwisk pojawili się kolejni, miejscowi szkoleniowcy, jak Stanisław Gielarek, który przejmował dzieło Michała Szymczaka by później świętować historyczny awans. W kuluarach mówi się też o Adamie Mażyszu, który w swojej trenerskiej przygodzie pracował nie tylko z piłkarzami Siarki. Jeśli rezygnacja zostanie przyjęta to nie będzie niespodzianką, jeśli któryś z wymienionej dwójki wskoczy na trenerską ławkę Mokrzyszowa. A ta do najwygodniejszych nie należy.

W poprzednim sezonie klub z Mokrzyszowa  cudem zachował IV ligowy byt. Wszystko za sprawą licencyjnym zawirowaniom związanym z drużyną Orła Przeworsk. Ten sezon jednak pokazuje, że IV liga powoli zaczyna przerastać możliwości organizacyjne, ale i też sportowe OKSu. Co po niektórzy chyba nie dorośli do IV ligowego poziomu, gdzie odpowiednie przygotowanie sportowe i organizacyjne może dać bezpieczny byt. W każdym klubie wszystko zaczyna się od struktur organizacyjnych i zarządu. W Mokrzyszowie chyba nie do końca jest wszystko dobrze w tym aspekcie, skoro trenerzy w ostatnim czasie zmieniają się niczym aktorki w telenowelach brazylijskich. A do tego piłkarze przez lata utożsamiani z Meksykiem nagle wybierają sąsiednie Stale. Coś chyba tutaj jest nie tak Panie Kłos...

Na koniec kilka słów o największym pechowcu niedzielnej porażki. I nie chodzi tutaj o Michała Kozłowskiego. Zaledwie 8 minut, tyle właśnie na murawie stadionu w Mokrzyszowie przebywał Jakub Kwieciński. Byłemu zawodnikowi Siarki najprawdopodobniej odnowiła się kontuzja, która w pewien sposób przekreśliła jego karierę w Siarce. Ponowny uraz to prawdziwy, osobisty dramat Kwiatka dla którego może to oznaczać jedno - koniec przygody z piłką. Kwieciński, który jeszcze kilka lat temu przebojem wdarł się do pierwszego zespołu Siarki na dzień dzisiejszy jest jeszcze większym pechowcem niż Radosław Leszczyński, któremu piłkarską drogę również zamknęła poważna kontuzja. Marnym pocieszeniem w tym momencie będzie teza o tym, że jeśli tylko Kwieciński byłby w pełni zdrów w Mokrzyszowie obok Rożka bez cienia wątpliwości stałby  się wiodącą postacią zespołu. Niestety los chciał inaczej i powrót do piłki Kwiecińskiego póki co okazał się tylko chwilowy.

01:43, dante1002
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 kwietnia 2014

Wizyty Siarki w Pruszkowie ostatnio kończą się bardzo nieoczekiwanie. Jeszcze przed rokiem spisana na straty drużyna Artura Kupca była w stanie niespodziewanie ograć Znicz 4-1. Tym razem jednak było nieco inaczej. Wiele osób w środowy wieczór spodziewało się trudnego i niełatwego spotkania. Mało kto jednak spodziewał się tak druzgocącej porażki. Siarka zagrała najsłabszy mecz w sezonie i w Pruszkowie została rozbita przegrywając 0-4.

BEZ KRĘGOSŁUPA ANI RUSZ 

Już po sobotnim, dość szczęśliwym zwycięstwie z Olimpią wiadome było, że w Pruszkowie za nadmiar żółtych kartek nie zagrają Marcin Truszkowski oraz Dariusz Frankiewicz. Nieobecność dwóch filarów zespołu Tułacza nie napawała optymizmem. Truszkowski wiosną do tej pory na listę strzelców wpisywał się czterokrotnie. Zdobywanie bramek to jednak nie tylko domena ulubieńca tarnobrzeskiej publiczności. Truszkin w umiejętny sposób potrafi stosować pressing na połowie rywala, ale również  bardzo dobrze rozegrać piłkę. Napastnik Siarki miał wydatny udział przy bramkach strzelonych Stali Mielec oraz Olimpii Elbląg zaliczając asystę tzw. drugiego stopnia. Z kolei postać Frankiewicza, który na boisku zostawia najwięcej zdrowia w drużynie Siarki jest nie do przecenienia. Łata dziury, odbiera piłki w środkowej strefie boiska, przy tym też potrafi jednym prostopadłym podaniem stworzyć ogromne zagrożenie od bramką rywali. Do tego wszystkiego umie potężnie uderzyć z dalekiej odległości. Prawdziwe płuca zespołu Siarki. Brak tak ważnych ogniw Siarki w Pruszkowie powodowały pewien niepokój w głowie trenera Tułacza. Ból ten z pewnością jeszcze bardziej spotęgowała nieobecność Mirosława Barana i Konrada Stępnia. Cały szkielet zespołu Siarki przed meczem w Pruszkowie właściwie się posypał.

OBRAZ KLĘSKI

Braki kadrowe Siarki niestety były aż nadto widoczne. Już pierwsze minuty meczu i groźne ataki Znicza pokazały, że wywieźć punkt z Pruszkowa będzie niezwykle ciężko. Rywale z dużą swobodą i łatwością przedostawali się w pole karne Siarki i z równie dużą łatwością dochodzili do sytuacji strzeleckich. Siarka próbowała się odgryzać, ale z ofensywnych zapędów wicelidera niewiele wynikało. Gospodarze dopięli swego w 37 minucie. Zbyt duże odległości między obrońcami skrzętnie wykorzystał Banaszewski oddając mocny strzał, który do boku odbił Melon. Niepilnowanemu Grudniewskiemu nie pozostało nic innego jak umieścić piłkę w bramce. Trudno jednak winić w tej sytuacji było Melona, który kilka minut później uchronił Siarkę przed utratą drugiej bramki. Znicz do przerwy prowadził w pełni zasłużenie 1-0.

Na drugą połowę Siarka wyszła w niezmienionym składzie. Trener Tułacz postanowił zastosować pewne roszady na pozycjach.  Wymiernych efektów to jednak nie przyniosło. Eksperymentalne zestawienie linii obrony raz po raz dopuszczało graczy Znicza do groźnych sytuacji bramkowych. Oblicza nieporadnie grającej drużyny Siarki nie zmienili wprowadzeni na plac gry Termanowski i Ciećko. Znicz z łatwością dochodził do sytuacji bramkowych i tylko dzięki dobrym interwencjom Melona nie prowadził wyżej. Bramkarz Siarki jednak był bezradny kilka chwil później, gdy po dośrodkowaniu piłki z rzutu rożnego piłkę do własnej bramki skierował niefortunnie Bartłomiej Makowski. Nadzieją na powrót do gry mógł i miał okazać się rzut karny po zagraniu ręką w polu karnym gospodarzy. Niestety, będący w niezłej formie Figiel strzelił w środek bramki, a odbitą przez bramkarza piłkę posłał obok bramki. Ogromne pretensje, ale w pełni uzasadnione w tej sytuacji miał Koczon, który był w dogodniejszym położeniu. Następstwo boiskowych nieszczęść niestety kompletnie podłamało Siarkę, o czym na pomeczowej konferencji wspominał trener Tułacz. Ze szkoleniowcem Siarki nie sposób się nie zgodzić, bo gdy strzela się gola samobójczego, a chwilę później pudłuje się rzut karny to trudno myśleć chociażby o punkcie. Niewykorzystana jedenastka kompletnie podłamała tarnobrzeski zespół czego efektem była efektowna kontra gospodarzy zakończona trafieniem Bochenka. Dzieła zniszczenia Siarki w środowy wieczór dokonał najskuteczniejszy strzelec II ligi Adrian Paluchowski. Napastnik Znicza Pruszków pokazał, że nie przypadkowo kilka lat temu strzelał bramki na Łazienkowskiej. Były gracz Legii perfekcyjnie ustawił sobie piłkę na ziemi i bardzo ładnym uderzeniem ustalił wynik meczu.

BEZ KONSEKWENCJI 

Środowa klęska Siarki w Pruszkowie potwierdziła lekką obniżkę formy tarnobrzeskiej drużyny. Doskonale widać ją było choćby w spotkaniu z Olimpią, gdzie skromna wygrana została odniesiona przy wydatnej dozie szczęścia. Kryzys formy wicelidera rozgrywek to mimo wszystko zbyt mocne stwierdzenie na tą chwilę. Paradoksalnie jednak ta przegrana przyszła w najlepszym możliwym momencie, bo kluczowym miesiącem dla tarnobrzeskiego zespołu będzie maj. Porażka ze Zniczem również nie miała żadnych negatywnych konsekwencji, jeśli chodzi o pozycję w tabeli. Wobec remisu Legionovii z Wigrami z przewagi Siarki ubył tylko jeden punkt. Lodowaty prysznic w Pruszkowie może podziałać na zespół mobilizująco w kolejnych spotkaniach, a przy okazji dać dodatkową koncentrację na kolejne, jeszcze ważniejsze spotkania. A tych w najbliższym czasie nie zabraknie.

MILOWY KROK W STRONĘ I LIGI

Mobilizacji i pełnej koncentracji przed 90 minut nie może zabraknąć dzisiaj. Do Tarnobrzega przyjedzie najlepsza drużyna wiosny Legionovia Legionowo, która jest prawdziwą rewelacją tej rundy. Zespól z Mazowsza, który w ligowej tabeli zajmuje 6 miejsce wiosną jeszcze nie przegrał (6 zwycięstw i 2 remisy). W dodatku zespól Marka Papszuna od czterech spotkań nie stracił gola.

Prym w Legionovii wiosną wiodą piłkarze pozyskani w zimowej przerwie. Ostroją bloku obronnego jest mierzący niemal dwa metry Gurzęda, który piłkarskiego chleba smakował już w Rosji i Finlandii. W pomocy z kolei nieźle prezentuje się Antonio Calderon Vallejo. Do drużyny z Legionowa dołączył również Adam Czeras, który ma za sobą występy w ekstraklasie. Były napastnik Pogoni Siedlce wiosna na listę strzelców wpisywał się już trzykrotnie. Tyle samo goli ma również Marcin Stańczyk, który jesienią strzelał gole dla III ligowego GKP Targówek.

W sobotę Tomasz Tułacz i tym razem nie będzie mógł skorzystać z wszystkich swoich zawodników. Najbardziej odczuwalny może być brak Frankiewicza oraz kapitana Siarki, Konrada Stępnia. Do składu najprawdopodobniej nie wskoczy jeszcze Bartosz Sulkowski i linię defensywną stanowić będą Nadolski, Makowski, Baran oraz Persona. Do dyspozycji trenera będzie również Truszkowski, który ostatni mecz opuścił z powodu nadmiaru żółtych kartek.

Szlagierowo zapowiadający się pojedynek, który rozpocznie się o godzinie 17:00 może być jednym z kluczowych pojedynków w drodze po upragniony awans, o którym w Tarnobrzegu mówi się już bez żadnych ogródek. Wygrana Siarki bez wątpienia pozwoli wrócić na właściwe, piłkarskie tory. Remis najgorszym rezultatem też nie będzie, ale dzisiejszego spotkania przegrać nie można. Tym bardziej, że w perspektywie wiele trudnych wyjazdów m.in. do Łowicza czy Siedlec.

Jedno jest pewne, dzisiejszy pojedynek to prawdziwa próba charakteru i siły Siarki Tarnobrzeg. Charakter i siła to dwie cechy, które będą miały dzisiaj niebagatelne znaczenie. Z jednej strony spotkanie z takim rywalem do doskonała okazja aby w niepamięć puścić środowe spotkanie w Pruszkowie. Z drugiej zaś pokazać swoją siłę i wyższość nad zespołem, który wiosną gra rewelacyjnie i do tej pory nie przegrał. Każda passa ma ponoć to do siebie, że kiedyś się kończy. To chyba idealny dzień, moment i godzina aby tą passę zespołu z Legionowa przerwać w tak ważnym i istotnym spotkaniu, jakie dziś czeka tarnobrzeski zespól. Nie pozostaje nic innego jak tylko zameldować się na stadionie przy Alei Niepodległości i przed 90 minut wspierać tarnobrzeską drużynę w drodze miejmy nadzieję po upragnione zwycięstwo, a może i coś więcej...

03:10, dante1002
Link Dodaj komentarz »
piątek, 25 kwietnia 2014

Troszkę nietypowo, bo już w sobotę 26 kwietnia będziemy świadkami XXXIV Międzynarodowego Tarnobrzeskiego Biegu Siarkowa im. Kazimierza Sławka. Wszystko to oczywiście z uwagi na kanonizację Jana Pawła II. Organizatorami corocznej imprezy jak zawsze są Urząd Miasta Tarnobrzega, Klub Biegacza Witar oraz MOSiR Tarnobrzeg i Ognisko TKKF Siarka. Tak jak przed rokiem tak i tym razem trasa biegu swój początek będzie miała przed Zakładem Chemicznym w Machowie. Meta natomiast niezmiennie usytuowana będzie na placu Bartosza Głowackiego. 

Centralnym miejscem biegu będzie oczywiście Plac Bartosza Głowackiego. To właśnie tam już od godziny 8:00 przyjmowane będą zgłoszenia do poszczególnych biegów.  Bieganie na kwadrans przed godziną 10:00 rozpoczną niepełnosprawne dzieci na dystansie 60 metrów. Zaraz po nich odbędą się młodzieżowe biegi na 400 metrów oraz jednego kilometra, uwarunkowane oczywiście rocznikami uczestników.

Najważniejszym punktem Biegu Siarkowca jest jednak Bieg Główny, który rozpocznie się tradycyjnie  o godzinie 11. Początek 10 kilometrowej trasy tak jak przed rokiem usytuowany będzie przed Zakładami Chemicznymi w Machowie. Biegacze zamiast w kryterium ulicznym pobiegną wzdłuż Jeziora Tarnobrzeskiego. Niezmienna pozostaje meta, które swoje miejsce miała będzie na Placu Bartosza Głowackiego.

Ostatnie edycje Biegu Siarkowca to dominacja biegacza Victorii Stalowa Wola Bogdana Dziuby. Jego hegemonię jednak przed dwoma laty przerwali niespodziewani goście Biegu Siarkowca, jakimi byli Kenijczycy. Obaj zajęli wtedy dwa czołowe miejsce. Na trzecim miejscu wówczas znalazł się Bogdan Semenowicz. Ukraiński biegacz okazał się najlepszy przed rokiem. Wśród pań również zwyciężyła reprezentantka Ukrainy, Katerina Stasenko.

Ukraińscy biegacze, jeśli tylko pojawią się w Tarnobrzegu również i w tym roku mogą powalczyć o zwycięstwo. My jednak liczymy na dobry występ Michała Wojciechowskiego. Głuchoniemy biegacz z Tarnobrzega ogromny sukces odniósł już jesienią poprzedniego roku, gdy jako trzeci dotarł na metę Biegu Nadwiślańskiego im. Alferda Freyera. Było to historyczne podium dla tarnobrzeskiego biegacza. W sobotę 26 letni tarnobrzeżanin bez wątpienia będzie chciał powtórzyć swój dobry wynik, a że w Biegu Siarkowca często udawało mu się dotrzeć na metę w czołówce to i tym razem możemy być świadkami miłej niespodzianki.

Na miano żywej legendy Biegu Siarkowca, ale i nie tylko wyrósł Zdzisław Karpiński, który do tej pory zaliczył wszystkie edycje tej imprezy. Karpiński w swoim biegowym dorobku ma również 100% frekwencję w rozgrywanym jesienią Biegu Nadwiślańskim oraz Maratonie Warszawskim. W sobotę z pewnością na trasie biegu nie zabraknie uśmiechniętej twarzy sympatycznego biegacza tarnobrzeskiego Witaru. 

Bieg Siarkowca to jednak przede wszystkim swoisty hołd dla wybitnego, tarnobrzeskiego biegacza jakim był Kazimierz Sławek. Przed trzema laty tarnobrzeska rodzina biegaczy straciła człowieka, który całym sercem był oddany swojej pasji. XXXI edycja Biegu Siarkowca okazała się niestety tą ostatnią dla biegacza Witaru, który na mecie  był niepocieszony uzyskanym czasem. Wszystko przez leki i gorszy o 7 minut czas niż w poprzedniej edycji. Kilka tygodni później Kazimierz Sławek stracił przytomność na trasie półmaratonu świętokrzyskiego. Życia tarnobrzeskiego biegacza nie udało się uratować.

Rok temu w Biegu Głównym udział wzięło blisko 150 osób w tym również Prezydent Tarnobrzega Norbert Mastalerz, który na mecie zameldował się jako ostatni. W tym roku liczba biegaczy może być dużo większa. Spoglądając na elektroniczne zapisy można nawet pokusić się o stwierdzenie, że to może być rekordowy Bieg Siarkowca pod względem frekwencji. Na elektronicznej liście swój udział zgłosiło blisko 180 uczestników. Dla najlepszych zawodników przewidziano nagrody indywidualne oraz pieniężne. Wpisowe do Biegu Głównego to koszt 20zł. 150 pierwszych uczestników, którzy przekroczą linię mety otrzyma pamiątkowe medale oraz koszulki. 

Ważnym czynnikiem dla biegaczy jest również pogoda, a ta według prognoz w sobotę nie powinna być najgorsza. Duże zachmurzenie, ale bez deszczu i 20 stopni to chyba dość dobre warunki do biegania. Mimo to warto aby organizatorzy zadbali o to, czego w ostatnim czasie najbardziej brakowało na trasie biegu, czyli punktów z wodą. Same napoje na mecie to chyba mimo wszystko troszkę mało mimo 10 kilometrowej trasy.

Tuż po Biegu głównym obędzie się bieg OPEN dla wszystkich uczestników na 2000 metrów. Zaś ostatnią częścią Biegu Siarkowca będzie konkurencja, która wzbudza ogromne emocje zarówno u najmłodszych jak i ich rodziców. Sztafeta przedszkolaków to prawdziwa rywalizacja w której każdy chce za wszelką cenę wygrać. Tuż po niej odbędzie się uroczyste wręczenie nagród dla najlepszych.

03:29, dante1002
Link Dodaj komentarz »

Tylko Wspólnocie Serbinów nie udało się sięgnąć po komplet punktów w Wielką Sobotę. Pozostałe dwie tarnobrzeskie drużyny występujące w B klasie odniosły zwycięstwa. Niezwykle emocjonujący przebieg miało najciekawsze spotkanie tej 15 kolejki z udziałem Krzątki i Koniczynki Ocice. Problemów z odniesieniem drugiego zwycięstwa na wiosnę nie miał Zakrzów oraz Ceramika Hadykówka. Bez punktów i bramki w rundzie wiosennej piłkarze Płomienia Chmielów. Dziś pora na podsumowanie tego co działo się na boiskach B klasy.

ZGODNIE Z PLANEM

Junior po raz kolejny okazał się mało gościnny dla Cyganów, a boisko w Zakrzowie stało się dla gości przeklętym miejscem. Cygany od blisko 9 lat nie potrafią wygrać na tym stadionie. Zespól Bogusława Sroczyńskiego potwierdził dobrą formę z Chmielowa, choć do przerwy prowadził 2-1. W drugiej połowie jednak gospodarze nie pozostawili złudzeń młodemu i chyba jeszcze nie do końca doświadczonemu zespołowi z Cyganów. Wyjątkowy prezent urodzinowy sprawił sobie Krzysztof Kasica. Nowy nabytek klubu z Zakrzowa potrzebował dwóch spotkań aby skompletować swojego pierwszego hat-tricka w nowym zespole. Dwa trafienia dołożył najskuteczniejszy strzelec Juniora Wojciech Kruk dla którego były to 6 i 7 bramki w bieżących rozgrywkach. Swoją obecność na boisku golem zaakcentował również młody i perspektywiczny Karol Bonach. Cygany w sobotę stać było na jedno trafienie. Silnie wiejący wiatr nieco pomógł Maćkowi Rożkowi zdobyć bramkę, która jak się później okazała była trafieniem honorowym. Ostatecznie Zakrzów pokonał Cygany 6-1 i umocnił swoją pozycję w ligowej stawce. W niedzielę jednak Junior Zakrzów czeka prawdziwy sprawdzian. Drużyna Bogusława Sroczyńskiego wybiera się do Hadykówki na spotkanie z wiceliderem. 

Problemów z odniesieniem kolejnego zwycięstwa nie mieli piłkarze Ceramiki Hadykówka, którzy mierzyli się w Baranowie Sandomierskim z czerwoną latarnią rozgrywek. Wisła w rozgrywkach B klasy do znudzenia przypomina drużynę San Marino. Obija ich każdy kto chce i jak chce. Jedyną niewiadomą sobotniego spotkania były chyba tylko rozmiary porażki miejscowych, a te okazały się nieco mniejsze niż w inauguracyjnej kolejce na wiosnę. Wisła dzielnie trzymała się przed 20 minut, wtedy właśnie Michał Kwiatkowski otworzył worek z bramkami. Przed przerwą Ceramika do siatki Wisły trafiała jeszcze dwukrotnie. W drugiej połowie scenariusz był dość podobny. Gospodarze dzielnie trzymali się niecałe 20 minut po czym czwartego gola dla zespołu z Hadykówki strzelił Dawid Adamczyk dla którego była to 7 bramka w tym sezonie. Dzieła zniszczenia dokonał powracający do zespołu Adrian Bogdan i Ceramika odniosła planowe zwycięstwo w Baranowie wygrywając 6-0. 

Z PIEKŁA DO NIEBA

Najciekawiej zapowiadającym się spotkaniem 15 kolejki w B klasie był pojedynek LZS Krzątki z Koniczynką Ocice. Naprzeciw siebie stanęły dwie drużyny z aspiracjami. Gospodarze z Krzątki, którzy w tym sezonie wszystkie spotkania na własnym stadionie kończyli zwycięstwami oraz Koniczynka, mistrz jesieni i główny faworyt do awansu. Szlagierowo zapowiadające się spotkanie nie rozczarowało. Jak na prawdziwy hit kolejki przystało były bramki, zwroty akcji oraz nie małe emocje. Krzątka od początku spotkania narzuciła swój styl gry spychając do głębokiej defensywy Koniczynkę. O dziwo jednak to goście z Ocic stworzyli sobie jako pierwsi okazję do strzelenia bramki. Strzał Michała Kozłowskiego minął jednak bramkę gości. Odpowiedź Krzątki była natychmiastowa, bo już w 6 minucie do siatki Wolaka trafił Rębisz. Miejscowi próbowali pójść za ciosem, jednak 10 minut później zabrakło im szczęścia. Piłka po strzale jednego z zawodników Krzątki trafiła w słupek. Krzątka do przerwy zasłużenie prowadziła 1-0. Po zmianie stron gospodarze podwyższyli swoje prowadzenie i liderująca Koniczynka była pod ścianą. Niepokonana na własnym boisku Krzątka jednak chyba zbyt szybko uwierzyła w to, że ten mecz jest już wygrany. Rozluźnienie miejscowych w 55 minucie wykorzystał Aleksander Kołodziej strzelając bramkę kontaktową. Pięć minut później był już remis, a w głównej roli ponownie wystąpił Kołodziej. Zespół Mariusza Łukawskiego poczuł krew, a Krzątka już nie wyglądała tak dobrze jak na początku tego spotkania. Koniczynka w pełni to wykorzystała i poszła za ciosem. Przebojowe wejście w pole karne Krzątki golem zakończył Jan Kołodziej. Spory udział przy tym trafieniu miał asystujący Marcin Ordon, który na boisku pojawił się na ostatnie dwa kwadranse. Jak się okazało bramka zdobyta przez starszego z braci Kołodziejów była golem na wagę kompletu punktów. Koniczynka w Wielką Sobotę mimo, że po 50 minutach przegrywała 0-2 pokazała charakter. Wygrała na obiekcie, który do tej pory punktowe korzyści przynosił tylko i wyłącznie gospodarzom. Morale zespołu z Ocic po takim zwycięstwie zostały podbudowane do granic możliwości. Teraz chyba nie pozostaje nic innego, jak  potwierdzać swoją wyższość w kolejnych spotkaniach.

FALSTART WSPÓLNOTY 

Inaczej wyobrażali sobie inaugurację rundy wiosennej piłkarze Wspólnoty. Zespół z Serbinowa, który pauzował w pierwszej kolejce na wiosnę w Wielką Sobotę wybrał się do Woli Baranowskiej na spotkanie z 10 drużyną B klasy. Drużyna Lasowiaka w ostatnich latach była bardzo gościnna dla Wspólnoty. Pięć ostatnich wizyt tarnobrzeskiej drużyny to pięć wygranych na boisku w Woli Baranowskiej. Każda passa jednak ma to do siebie, że kiedyś się kończy. Na nieszczęście Wspólnoty ta dobiegła końca na samym starcie wiosennej rundy. Już pierwsze minuty sobotniego spotkania to całkowita dominacja gospodarzy, którzy zepchnęli Wspólnotę do defensywy. Na efekt bramkowy Wola czekać długo nie musiała. Miejscowi już na początku zdobyli gola, a Wspólnota tylko dzięki dobrym interwencją Marka Antończyka nie przegrywała wyżej. W pierwszej połowie Wspólnota oprócz bramki straciła również obrońcę. Groźnie wyglądającego urazu nabawił się Łukasz Gaj, którego karetka odtransportowała do szpitala. Kontuzja nie okazała się jednak poważna. W drugiej połowie Wspólnota doprowadziła do wyrównania. W 55 minucie spotkania na listę strzelców wpisał się Grzegorz Jaskot. Gdy wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku dwa poważne, indywidualne błędy Ciacha i Marca skończyły się utratą bramki. Wspólnota próbowała odwrócić losy spotkania, ale brakowało dokładności i skuteczności. Na niewiele zdała się druga bramka Grzegorza Jaskota, który w tym sezonie prezentuje chyba najrówniejszą formę spośród wszystkich zawodników z Serbinowa. Wspólnota na inaugurację przegrała w Woli Baranowskiej i całkowicie pogrzebała swoje szanse na czołowe miejsce w tym sezonie. Ambitne plany awansu trzeba znowu odłożyć na kolejny sezon.

PŁOMIEŃ BEZ OGNIA

Nie tak również miała wyglądać inauguracja sezonu w Chmielowie. Płomień po porażce 0-2 z Zakrzowem w poszukiwaniu punktów wybrał się do Komorowa. Błękitni jednak w tym sezonie są nie pokonani na własnym boisku i trudno było przypuszczać aby tą tendencje przerwali piłkarze z Chmielowa. Tym bardziej, że musieli radzić sobie bez swojego grającego trenera Marcina Stolarewicza oraz leczącego uraz Kamila Czernika. Kadrowe braki i dość eksperymentalne zestawienie obrony miały odzwierciedlenie w poczynaniach na boisku w Komorowie. Gospodarze do przerwy prowadzili 2-0 po bramkach Czachora i Rozmusa. W drugiej połowie prowadzenie podwyższyli Bomba i bezpośrednio z rzutu wolnego trener Błękitnych Arkadiusz Tereszkiewicz. Błękitni dzięki wygranej awansowali na 4 pozycję w tabeli. Płomień zaś wobec drugiej porażki na wiosnę spadł na przed ostatnie miejsce. Szansa na poprawę tego mało chlubnego miejsca w niedzielę. Do Chmielowa zawita Tarnowska Wola, która wiosną podobnie jak Płomień bez punktów. Lekiem na ofensywną anemiczność zespołu z Chmielowa z pewnością byłyby ofensywny duet Czernik-Biernat. Obaj jesienią byli wiodącymi postaciami w zespole. Wiosną póki co bez tej dwójki Płomień bez ognia, ale i też punktów i bramek.

LIGOWE NOTOWANIA

Już dwie pierwsze kolejki rundy wiosennej ukształtowały ligową tabelę i potwierdziły, które zespoły będą liczyły się w walce o przepustkę na boiska A klasy. Koniczynka, będąca liderem w Krzątce zrobiła duży krok w kierunku awansu. Ich najpoważniejszym rywalem wydaje się być Ceramika z Hadykówki, która traci jeden punkt. Jedno zaległe spotkanie mają Kopcie, jednak ich strata do zespołu Hadykówki to 4 punkty. Na kolejnych miejscach z nieco mniejszymi szansami na awans Błękitni Komorów i Junior Zakrzów. Marzenia o A klasie na następny sezon muszą chyba odłożyć gracze z Krzątki i Serbinowa. W drugiej części tabeli spory ścisk. Przed ostatni Płomień do siódmej w tabeli Wspólnoty traci zaledwie 4 punkty. Tam jeszcze wiele może się wydarzyć. Swojej pozycji na pewno już nie zmieni zespół z Baranowa, który w B klasie jest dostarczycielem punktów.

00:48, dante1002
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 24 kwietnia 2014

 Zdjęcie - Kamil Smykla 

Ze zmiennym szczęściem w Wielką Sobotę grały w A klasie tarnobrzeskie drużyny. Niemoc strzelecką wreszcie przełamały rezerwy Siarki Tarnobrzeg, które na Zwierzyńcu pokonały najsłabszy w lidze Termopol Żabno. Porażki doznała Iskra Sobów, która przegrała w Majdanie Królewskim. Tempa wiosną nie zwalniają Stale, które w imponujący sposób rozprawiły się z Łęgiem w Stanach. Formą imponują również piłkarze z Zaklikowa. Planową wygraną odnieśli piłkarze Sokoła Sokolniki, którzy są już o krok od wywalczenia awansu. Czas na podsumowanie wydarzeń na boiskach A klasy.

NOKAUTUJĄ I PUNKTUJĄ

Nie zwalnia tempa Transdźwig Stale. Beniaminkowi rozgrywek wystarczyło 30 minut aby rozbić w wyjazdowym spotkaniu Łęg Stany. Dwa szybkie ciosy w pierwszych sześciu minutach zadane przez Parucha i Uznańskiego posłały rywala na deski. Słaniających się na nogach piłkarzy Łęgu ponownie dobił Uznański i do przerwy goście prowadzili 3-0. Miejscowych tego dnia stać było tylko na jednego gola. Chwilę później jednak nokautujące uderzenie należało do Uznańskiego, który ustalił wynik spotkania na 4-1. Były gracz Mokrzyszowa w nowym klubie imponuje formą. 4 gole zdobyte w 4 spotkaniach są tego najlepszym dowodem. Transdźwig w rundzie wiosennej to jedyny zespół, który wygrał póki co wszystkie spotkania. Imponująca dyspozycja i co za tym idzie tuzin punktów wiosną zespołu Rafała Oleniacza znajduje odzwierciedlenie w ligowej tabeli. Trzecie miejsce i taka sama ilość oczek, co będące na drugiej pozycji rezerwy Stali Stalowa Wola jak na beniaminka rozgrywek to wynik rewelacyjny. Patrząc na poczynania zespołu ze Stalów oraz biorąc pod uwagę personalia, szczególnie te z Mokrzyszowa to całkiem realne jest, ze już w tym sezonie Transdźwig może powalczyć o baraże. Jeśli się nie uda to plany o awansie do okręgówki trzeba będzie przełożyć na następny sezon.

CZARNA SERIA CZARNYCH Z LIPY

Do okręgówki z pewnością chciałby wrócić również zespół z Dąbrowicy. Strzelec w Wielką Sobotę na własnym stadionie powetował sobie porażkę z ubiegłego tygodnia w Stalach wygrywając z Czarnymi Lipa 3-0. Wynik spotkania otworzył młody pomocnik gospodarzy Patryk Czeremszyński dla którego było to już 6 trafienie w bieżących rozgrywkach. Na kolejne gole miejscowi kibice czekać musieli do 64 minuty, wtedy na listę strzelców wpisał się Jan Polek.  Zwycięstwo Strzelca przypieczętował Łukasz Rożnowski, który po powrocie ze Stali Nowa Dęba błyszczy formą. Patrząc na poczynania pomocnika z Dąbrowicy można odnieść wrażenie, że A klasa to nie jest odpowiednie miejsce Rożnowskiego. Były gracz Stali Nowa Dęba chyba dość nie przypadkowo znalazł się dwa lata temu na testach w Siarce prowadzonej wówczas przez Michała Szymczaka. Piłkarskie umiejętności Rożnowskiego bez problemu znalazłby potwierdzenie w nie jednym zespole IV ligi. Sobotnia wygrana drużyny z Dąbrowicy z Czarnymi była ich czwartą wygraną na wiosnę. W najbliższą niedzielę formę Strzelca sprawi na Zwierzyńcu Iskra Sobów. Zespół z Lipy natomiast wiosną wciąż bez wygranej, bez punktu i gola.

REZERWY BEZ BŁYSKU

Wiosną nierówną formę prezentują rezerwy II ligowych zespołów Siarki Tarnobrzeg oraz Stali Stalowa Wola. Złożone głównie z juniorów drużyny grają w kratkę i w rundzie wiosennej póki co więcej tracą niż zdobywają. W sobotę jednak swoją niemoc bez gola przełamali gracze Siarki, którzy na własnym obiekcie podejmowali pogodzony ze swoim losem, ostatni w tabeli Termopol Żabno. Podopieczni Macieja Wojnara szybko, bo już w 3 minucie odjęli prowadzenie za sprawą bramki Pawła Dziuby. W 20 minucie było już 2-0, a do siatki gości trafił Łukasz Bukała, który wiosną prezentuje chyba najrówniejszą formę spośród juniorów starszych. Gości, którzy do tej pory na obcych boiskach wygrać nie potrafią w sobotę na honorowe trafienie stać nie było i mecz zakończył się dość skromnym zwycięstwem drugiej drużyny Siarki.

Formą nie błyszczą wiosną rezerwy Stali Stalowa Wola. W Wielką Sobotę drugi zespół Stalówki zremisował w Turbii 1-1 i tym samym zrównał się punktami z Transdźwigiem Stale. Rezerwy Stali jak do tej pory w tej rundzie wciąż bez zwycięstwa. Być może okazją do zakończenia tej złej passy będzie najbliższe spotkanie z drużyną Korony Majdan Królewski, które zostanie rozegrane już w sobotę o godzinie 17. Wszystko to z uwagi na fakt, że w niedzielę zarówno II ligowy zespół Stali jak i juniorzy będą rozgrywać swoje ligowe spotkania.

PO ZMIANIE STRON ŁATWIEJ

Wiosną przeciwnikom lidera A klasy sił wystarcza jedynie na pierwszą połowę. Ta przypadłość również w sobotę znalazła swoje potwierdzenie na boisku w Sokolnikach. Gospodarze za sprawą swojego najlepszego strzelca, Krzysztofa Jabłońskiego po upływie dwóch kwadransów wyszli na prowadzenie. Minutę później jednak Jeziorak z Chwałowic wyrównał i do przerwy znowu zapachniało sensacją. Po przerwie jednak wszystko wróciło do normy. Sokół zabrał się do pracy i na efekty długo czekać nie trzeba było. Od 60 minuty co dziesięć minut piłka lądowała w siatce rywali i na 10 minut przed końcem Sokół prowadził 4-1. Wynik spotkania ustalił w 89 minucie Jabłoński kompletując w tym meczu swojego kolejnego hat-tricka w tym sezonie. Napastnik Sokoła dzięki trafieniom objął również samodzielne przodownictwo w klasyfikacji strzelców A klasy. W Sokolnikach czuć już powiew okręgówki.

POSZUKIWANI RYCERZE WIOSNY

Trzy zwycięstwa i jeden remis. Tak prezentuje się dotychczasowy bilans w rundzie wiosennej klubów z Majdanu Królewskiego i Zaklikowa. Zarówno Korona jak i Sanna swoje mecze w Wielką Sobotę wygrały. Zespół z Majdanu Królewskiego w myśl zasady, że zwycięskiego składu się nie zmienia do spotkania z Iskrą Sobów przystąpił w niezmienionym od 3 kolejek zestawieniu. Skromne zwycięstwo 1-0 zapewnił w 33 minucie Łukasz Rębisz dla którego było to już 4 trafienie w bieżących rozgrywkach. Iskra mimo niezłej postawy tym razem wróciła z Majdanu Królewskiego bez punktów.

Bez punktów także wrócili z Zaklikowa gracze z Jadachów, których celem wiosną będzie utrzymanie miejsca w środku ligowej stawki. W sobotę jako pierwsi na prowadzenie wyszli gospodarze, który do przerwy za sprawą Odrzywolskiego prowadzili 1-0. Po zmianie stron prowadzenie Sanny podwyższył trafiając z rzutu wolnego Skoczyński. Kontaktowe trafienie Rębisza na niewiele się zdało, bo Odrzywolski tuż przed końcem przypieczętował wygraną Sanny, którą teraz czeka prawdziwy test w Stalach. Równie ciężkie zadanie przez Jadachami, które w najbliższej kolejce zmierzą się z Sokołem Sokolniki.

LIGOWE NOTOWANIA 

W czołówce tabeli bez większych zmian. Bezpieczna 17 punktowa przewaga drużyny Sokoła Sokolniki sprawia, że już za parę kolejek ten zespół może przypieczętować swój awans do klasy okręgowej. W Sokolnikach z tej okazji szykują już okolicznościowe szaliki. Niewielkie różnice punktowe pomiędzy rezerwami Siarki, Stali oraz drużynami ze Stalów, Dąbrowicy, a także Zaklikowa sprawiają, że walka o miejsce barażowe będzie dużo ciekawsza niż walka o awans. Patrząc na obecną formę rezerw Stali i Siarki drużyny Strzelca i Transdzwigu nie są bez szans. Swoje miejsce w środku tabeli utrzymuje zespół z Jadachów, jednak ligowy peleton z Majdanu Królewskiego i Chwałowic niebezpiecznie się zbliża. Z walki o miejsca barażowe natomiast nie rezygnują gracze z LZS Turbii i Iskry Sobowa. Na samym końcu Czarni Lipa, Strażak Przyszów i Termpol Żabno.

14:29, dante1002
Link Dodaj komentarz »

Zaledwie 1 punkt wywalczony w czterech ostatnich spotkaniach to bilans IV ligowego Mokrzyszowa. Podopieczni Michała Kozłowskiego w Wielką Sobotę przegrali w Jaśle z miejscowymi Czarnymi 1-2 tracąc gola w końcówce spotkania.

Gospodarze sobotniego spotkania, którzy przed 21 kolejką spotkań sąsiadowali w ligowej tabeli z drużyną Mokrzyszowa zaczęli najlepiej jak mogli. Gol zdobyty w 8 minucie przez Piotra Chrabąszcza wyprowadził Czarnych na prowadzenie, którego nie oddali już do końca pierwszej odsłony meczu.

Drugą połowę dużo lepiej rozpoczęli gracze OKSu. Dwie minuty po gwizdu oznajmiającym początek drugiej części spotkania głową piłkę do bramki Czarnych skierował Jacek Rożek. Dla napastnika z Mokrzyszowa było to już 13 trafienie w bieżących rozgrywkach. Czarni po stracie bramki próbowali odwrócić losy spotkania, jednak ich próby były bezskuteczne.

Na dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu gry gospodarze jednak dopięli swego. Dośrodkowanie futbolówki z lewej strony boiska spadło pod nogi najskuteczniejszego strzelca Czarnych, Daniela Kuliga. Napastnik zespołu z Jasła nie miał problemów z umieszczeniem piłki w bramce Oskara Wardzały. Gol Kuliga okazał się trafieniem na wagę kompletu punktów.

Pechowa porażka w Jaśle spowodowała, że OKS w ligowej tabeli spadł na 12 lokatę. W najbliższej kolejce spotkań jednak nadarzy się okazja do poprawy dotychczasowego miejsca. Do Mokrzyszowa zawita najsłabszy zespół IV ligi podkarpackiej Wisłok Strzyżów. Początek spotkania w niedzielę o godzinie 16:00.

Przy okazji warto również napisać, że klub z Mokrzyszowa powoli staje się filią Klubu Sportowego Siarka. Do pozyskanych w przerwie zimowej Arkadiusza Dudy i Pawła Bażanta dołączył kolejny Siarkowiec po przejściach Jakub Kwieciński. Popularny Kwiatek, wracający go gry po ciężkiej kontuzji w Jaśle zaliczył 15 minutowy występ.

Jeszcze większy pech nie opuszcza klubu z Wielowsi. OKS wciąż nie może wygrać na wiosnę w okręgówce, choć w sobotę były ogromne szanse na to aby odnieść upragnione i długo wyczekiwane zwycięstwo z niżej notowanym przeciwnikiem. Niestety Rzeczyca Długa w bezwzględny sposób wykorzystała kadrowe bramki Wielowsi i ze Zwierzyńca wywiozła komplet punktów.

Sobotni mecz lepiej rozpoczęli gospodarze. Wielowieś zdobyła gola i wyszła na prowadzenie. Nie trwało to jednak długo, bo rywale z Rzeczycy Długiej szybko wyrównali po błędzie obrony. Po zmianie stron ponownie na prowadzenie wyszła Wielowieś za sprawą Stąporskiego. Podopieczni Janusza Gieracha jednak zamiast pójść za ciosem stracili po raz kolejny bramkę i gra znowu zaczynała się od początku.

Najważniejsze momenty meczu rozegrały się po godzinie gry. Deszczowa aura i mocno nasiąknięte boisko miały wpływ na poczynania piłkarzy gości, którzy grali ostro, na pograniczu faulu. Jeden z takich fauli miał miejsce w polu karnym Wielowsi. W bramkarza, Alberta Witonia prostą nogą wjechał jeden z zawodników Rzeczycy, za co obejrzał tylko żółtą kartkę.

Brutalny faul okazał się brzemienny w skutkach. Witoń, który już na początku rundy wiosennej doznał kontuzji w spotkaniu ze Ździarami tym razem został zmuszony do opuszczenia boiska. Wielowieś miała problem, bo na ławce rezerwowych nie było bramkarza i w bramce stanąć musiał z konieczności Karol Spas. Stratę nominalnego bramkarza goście wykorzystali bezwzględnie. Spas, który chyba po raz pierwszy w życiu wystąpił w tej roli golkipera nie uchronił zespołu od porażki. Popełnił dwa błędy i rywale zdobyli dwa gole. Wielowieś stać było jedynie na jeszcze jedną bramkę, która losów spotkania nie zmieniła.

Na domiar złego gospodarze mecz kończyli w dziesiątkę. Drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę otrzymał Paweł Żarów. Spóźniona interwencja Bociana spowodowała rzut karny dla gości. Jedenastka chwilę później została zamieniona na bramkę i sobotnie spotkanie zakończyło się porażką Wielowsi 3-5.

Przegrana jednak nie była efektem słabej gry gospodarzy. Była efektem braków kadrowych, szczególnie na pozycji bramkarza. Pojedynek ze Ździarami, gdzie kontuzji nabawił się Witoń był dzwonkiem alarmowym dla klubu, że potrzeba drugiego golkipera. Wówczas jednak udało się uratować punkt. Tym razem bez bramkarza ta sztuka się nie udała i Wielowieś przegrała spotkanie, które mogła i powinna wygrać.

Być może niebawem problemy kadrowe zostaną zażegnane. Z zespołem zaczął trenować były bramkarz Wielowsi Szymon Stachowicz, który po raz ostatni między słupkami Wielowsi wystąpił w sezonie, gdy zespół wywalczył awans do okręgówki. Treningowe braki trudno będzie nadrobić w tak szybkim czasie podobnie jak i punkty stracone w dość kuriozalny sposób.

Oprócz Stachowicza udział w ostatnich zajęciach Wielowsi wziął Bartłomiej Obara. Były junior Siarki, a do niedawna zawodnik OKS Mokrzyszów i LZS Jadachy być może niebawem zasili szeregi mizernie prezentującej się kadrowo Wielowsi, która cierpi na brak zmienników.

OKS Wielowieś w poszukiwaniu punktów udaje się w niedzielę do Wrzaw na spotkanie z Sanem. O punkty z zespołem, gdzie prym wiodą bracia Fietko jednak może być bardzo trudno. Teoretycznie łatwiej powinno być na początku maja, gdy na Zwierzyniec zawita ostatnia drużyna ligi Rotunda Krzeszów. Wtedy komplet punktów będzie już obowiązkiem. 

00:28, dante1002
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 kwietnia 2014

 Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Już dawno tak nie drżeliśmy o końcowy wynik w Tarnobrzegu jak w Wielką Sobotę. Siarka z trudnego boju na własnym stadionie z Olimpią Elbląg wyszła zwycięsko, wygrywając skromnie i dość szczęśliwie 1-0.

W sobotę zgodnie z oczekiwaniami jako pierwsi zaatakowali gospodarze. Podanie Burasa w pole karne oraz próba groźnego strzału lewą nogą Chrabąszcza minęła bramkę Olimpii. Goście jednak jako pierwsi oddali celny strzał. Potężne uderzenie Ressela pewnie chwycił Melon. Równie potężnie uderzał kilka minut później ten, który otworzył w pierwszym spotkaniu tych drużyn. Strzał Ichima z rzutu wolnego jednak poszybował nad poprzeczką.

Pierwszy kwadrans spotkania z lekką przewagą gości, którzy w swoich poczynaniach byli dużo groźniejsi. Kolejne 15 minut to jednak należało do Siarki. Najpierw groźnie w pole karne piłkę dorzucił Chrabąszcz, jednak bramkarz gości pewnie chwycił piłkę. Minutę później strzał Frankiewicza zza pola karnego przeleciał nad bramką Zocha.

W 26 i 28 minucie dwie kontrowersyjne sytuacje. Najpierw żółtą kartę ukarany zostaje Dariusz Frankiewicz za rzekomą próbę wymuszenia faulu. Chwilę później prostopadłe podanie Frankiewicza do Figiela kończy się pozycją spaloną. Wcześniej wymiana podań między zawodnikami Siarki kończy się niedokładnym przyjęciem piłki w polu karnym przez Truszkowskiego. Gdyby napastnik Siarki w tej sytuacji lepiej przyjął futbolówkę mogło być groźnie.

Rywale próbowali się ogryźć. Bardzo aktywny i niezwykle szybki Sedlewski, który robił sporo zamieszania po lewej stronie zmusił do interwencji Melona. Gospodarze jednak nie pozostali dłużni. Dośrodkowanie Chrabąszcza na gola próbował zamienić Truszkowski, jednak Zoch pewnie chwycił piłkę.

Niespełna dwie minuty wystarczyły Olimpii aby stworzyć trzykrotnie, poważne zagrożenie pod bramką Siarki. Najpierw uderzenie Maciejaka lewą nogą przeleciało minimalnie obok słupka bramki strzeżonej przez Artura Melona. Chwilę później w głównej roli wystąpił bramkarz Siarki, który uchronił Siarkę przed utratą bramki. Fatalna próba wyprowadzenia piłki przez Makowskiego z własnej połowy skończyła się prostą stratą. W niezwykle dogodnej sytuacji znalazł się Kopycki, jednak trafił w nogi dobrze interweniującego Melona. To mógł być gol dla gości, jednak zamiast niego był rzut rożny, który również mógł przynieść bramkę Olimpii. Ichim jednak nieczysto trafił w piłkę, którą pewnie chwycił Melon.

Ostatnie dziesięć minut pierwszej połowy należało do gospodarzy. Najpierw gola zdobył Truszkowski, jednak w momencie podania od Figiela znajdował się na pozycji spalonej. Minutę później z ponad 30 metrów kropnął Frankiewicz. Potężne uderzenie chwycił jednak bramkarz gości. Swoich sił próbował również Buras, ale jego strzał wylokował Ichim czym ułatwił interwencję swojemu bramkarzowi. Niewiele brakowało Tunkiewiczowi, który w 42 minucie zdecydował się na techniczne uderzenie. Na tym emocje w pierwszej połowie się skończyły.

Drugą część meczu dużo lepiej rozpoczęli Siarkowcy. Ładna, składna akcja gospodarzy zakończyła się jednak strzałem w środek bramki Zocha. Ten nie miał problemów z wyłapaniem futbolówki po uderzeniu Burasa. Chwilę później tarnobrzeski zespół dopiął swego. Kapitalnie piłkę do boku rozrzucił Truszkowski, gdzie znajdował się Buras. Pomocnik Siarki dośrodkował w pole karne, a tam najprzytomniej zachował się Figiel, który z bliskiej odległości wpakował piłkę głową do bramki bezradnego Zocha. Dla Figiela było to już drugie trafienie w barwach Siarki. O ile przy golu w miejscu można było mieć wątpliwości czy trącał piłę o tyle w tym przypadku wątpliwości już nie było. Po 50 minutach spotkania Siarka wreszcie objęła prowadzenie.

Utrata bramki jednak gości nie podłamała. Wręcz przeciwnie. Olimpia od razu rzuciła się do odrabiania strat. Najpierw Sedlewski pomknął lewą stroną boiska i czubkiem buta próbował zaskoczyć Melona, a chwilę potem zaskakujące uderzenie Graczyka przeleciało nad bramką bramkarza Siarki.

W 57 minucie spotkania trener Tułacz zdecydował się na pierwszą zmianę. Aktywnego Burasa, który zaliczył asystę przy bramce zmienił Maciej Termanowski, który kilka minut później mógł wpisać się na listę strzelców. Podanie wzdłuż bramki Chrabąszcza okazało się minimalnie niedokładne. Zanim jednak doszło do tej okazji swoją szanse mieli goście. Potężny strzał Prusinowskiego nie znalazł drogi do bramki.

W 63 minucie na boisku zameldował się Tomasz Ciećko, który w rundzie wiosennej na boisku spędził łącznie prawie 60 minut. Napastnik Siarki, który od dłuższego czasu jest zmiennikiem tym razem otrzymał dużo więcej minut niż w poprzednich spotkaniach chociażby w Lublinie czy Limanowej.  Pięć minut później żółtą kartką ukarany został Truszkowski, który odgryzł się na obrońcy gości za wcześniejszy, jego rzekomy faul. Kartka okazała się o tyle istotna, że Truszkina dzisiaj w Pruszkowie na placu gry nie zobaczymy.

W 70 minucie inicjatywę znowu przejęli goście. Ponownie o sobie dał znać najlepszy w szeregach gospodarzy Sedlewski. Pierw wymanewrował dwóch zawodników Siarki po czym posłał piłkę wzdłuż pola karnego. Jego podania jednak nie dotarło do żadnego z zawodników Olimpii. Chwilę później ten sam zawodnik kompletnie pozostawiony bez opieki niefortunnie przyjął piłkę w polu karnym. Niebezpieczeństwo w porę zażegnał Stępień dalekim wybiciem. Gdyby przyjęcie okazało się lepsze mogło być naprawdę bardzo groźnie.

Goście niezrażeni niepowodzeniami ofensywnymi nie zamierzali poprzestać. Walkę o górną piłkę wygrał Sedlewski, ale wprowadzonego na boisko w 65 minucie najlepszego strzelca Olimpii Kołosowa uprzedził dobrze interweniujący Melon do spółki z Nadolskim.

Im bliżej końca spotkania, tym emocje jeszcze bardziej wzrastały. Ciśnienie na stadionie w 80 minucie podniósł arbiter spotkania, który nie zauważył w środkowej strefie boiska ewidentnego zagrania ręką gości. Chwilę później groźnie dośrodkowanie skutecznie wylokował Nadolski i Melon pewnie chwycił piłkę przed linią końcową boiska.

Determinacja Olimpii w ostatnich minutach spotkania była ogromna. Goście czuli swoją szansę na choćby punkt. Siarka umiejętnie starała się rozbijać te ataki groźnie kontrując. W ostatnich minutach spotkania zespół z Elbląga miał jeszcze dwie okazje ku temu aby wyrównać. Siarce jednak skromne prowadzenie udało się dowieźć do końca. Po ciężkim i trudnym boju komplet punktów został w Tarnobrzegu.

Nie bez przypadku Olimpia Elbląg wiosną jest jedną z lepszych drużyn w lidze. Nie bez przypadku również ten zespół przed sobotnim spotkaniem z Siarką miał najmniej straconych goli. W sobotę Olimpia postawiła bardzo trudne warunki. Zwycięstwo wcale łatwo nie przyszło, a w dodatku było dość szczęśliwe. Najważniejszy jednak był cel i ten cel w postaci kompletu punktów został zrealizowany. Przewaga 7 punktów nad Wigrami Suwałki daje chwilowy spokój i tymczasowe poczucie bezpieczeństwa na drugiej pozycji. Przy okazji również piłkarze Siarki wygraną sprawili licznie zgromadzonej publiczności miły, świąteczny prezent.

W sobotę widać było brak Daniela Koczona, który pauzował z powodu nadmiaru żółtych kartek. Sumiennie obowiązki Mirosława Barana wypełnił w obronie Łukasz Nadolski. W środku pola kawał dobrej roboty tradycyjnie wykonał Frankiewicz, którego jednak w Pruszkowie zabraknie z powodu kartek. Aktywni byli Figiel i Buras, którzy dość dobrze wkomponowali się w zespół Siarki. Dobry występ zanotował również Truszkowski. Napastnik Siarki miał ogromny udział przy bramce. W Pruszkowie na boisku jednak go zabraknie, również w powodu nadmiaru kartek. O ile żółta kartka dla Frankiewicza była kontrowersyjna, o tyle ta pokazana Truszkowskiemu w pełni się należała. Niezłą zmianę w sobotę dał Termanowski.

Teraz przed piłkarzami Siarki jednak bardzo ciężki tydzień. Liga w tym tygodniu przyśpieszy i tarnobrzeski zespół rozegra dwa spotkania. Już dziś w Pruszkowie ze Zniczem, a trzy dni później w sobotę z rewelacją rundy wiosennej, beniaminkiem Legionovią Legionowo. Sobotni rywal Siarki dziś w równie istotnym dla nas spotkaniu podejmował będzie Wigry Suwałki.

Znicz, który w ligowej tabeli zajmuje 7 pozycję początek rundy wiosennej miał całkiem udany, jednak od kilku spotkań nie może odnaleźć swojego rytmu. Gospodarze dzisiejszego spotkania już od 5 meczów nie potrafią wygrać. Wiosną zespół z Pruszkowa podobnie jak Siarka przegrał jedno spotkanie. Biorąc pod uwagę absencje Dariusza Frankiewicza i Marcina Truszkowskiego o komplet punktów w Pruszkowie będzie niezwykle ciężko.

16:42, dante1002
Link Dodaj komentarz »
sobota, 19 kwietnia 2014

Jeszcze nie do końca opadły emocje związane z derbowym pojedynkiem w Mielcu, a na horyzoncie już kolejne, ligowe spotkanie. Dziś o godzinie 13:00 na stadionie przy AN2 Siarka Tarnobrzeg zmierzy się z zajmującą 12 pozycję w ligowej tabeli Olimpią Elbląg.

Na przeciw siebie staną drużyny, które wiosną prezentują się bardzo dobrze. Oba zespoły w rundzie wiosennej przegrały tylko 1 spotkanie. Siarka w Limanowej, a Olimpia dość pechowo w Pruszkowie tracąc gola w ostatnich minutach meczu. W pięciu pozostałych spotkaniach zespół z Elbląga zanotował dwa remisy i trzy zwycięstwa.

Siłą Olimpii wydaje się być obrona. O tym, że formacja defensywna stanowi monolit świadczy liczba straconych bramek. Zespól z Elbląga do tej pory w lidze stracił najmniej goli. W przypadku nastawienia się gości na defensywę i szybkie kontry kluczem do zwycięstwa powinien być szybko strzelony gol. O to szczególnie zatroszczyć musi się Marcin Truszkowski, który wiosną błyszczy formą. Wiosną już czterokrotnie wpisywał się na listę strzelców. Dzisiejsze spotkanie będzie pojedynkiem dwóch czołowych strzelców ligi. Popularny Truszkin bowiem na koncie ma tyle samo bramek co najskuteczniejszy piłkarz Olimpii Anton Kołosow.

W drużynie Siarki zabraknie Bartosza Sulkowskiego, który wciąż odczuwa skutki kontuzji jakiej doznał w inauguracyjnym spotkaniu. Dużym osłabieniem będzie brak byłego gracza Olimpii Daniela Koczona, który wiosną prezentuje bardzo dobrą formę. Nie do końca pewny jest występ Marcina Figiela. Pomocnik Siarki w Mielcu doznał kontuzji.

Bilans  spotkań Siarki z Olimpią przemawia na korzyść tarnobrzeskiego zespołu. 5 spotkań obu drużyn, 3 zwycięstwa Siarki, 1 remis i 1 porażka, która miała miejsce w rundzie jesiennej. Teraz na podobną wpadkę pozwolić sobie nie można. Tym bardziej, że wczoraj w Suwałkach padł bezbramkowy remis. Oznacza to, że jeśli gospodarzom udałoby się dziś zwyciężyć w ligowej tabeli mieliby już co najmniej 7 punktów przewagi nad trzecim zespołem. 

Warto również dodać, że nie tylko w Tarnobrzegu sobotnie spotkanie zbudza ogromne zainteresowanie wśród najbardziej zagorzałych kibiców. Dla kibiców Olimpii mecz z Siarką jest jednym z najważniejszych wyjazdów tej rundy. Klub zgłosił zapotrzebowanie na 700 biletów, a Olimpie w Tarnobrzegu wspierać będzie liczna grupa sympatyków Legii Warszawa. W sobotę wiec będzie ciekawie nie tylko na boisku, ale również na trybunach. 

04:10, dante1002
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3