O tarnobrzeskiej piłce, o koszykówce, a przede wszystkim tarnobrzeskim sporcie...
RSS
czwartek, 30 kwietnia 2015

Przed rozpoczęciem rundy rewanżowej w B klasie oczywistym faktem było to, że sprawa awansu w tym sezonie rozstrzygać będzie się między 3-4 zespołami. Czające się tuż za plecami prowadzącej dwójki z Żabna i Ocic drużyny Kolejarza Knapy i Iskry Sobów wydawały się być dość dobrze przygotowane do najważniejszej części ligowego wyścigu. Przed startem dużo lepsze wrażenie sprawiali Ci pierwsi. Kolejarz zimą dość solidnie i sumiennie przygotowywał się do rundy wiosennej i to nie tylko pod względem czysto sportowym. Dużo gorzej było w przypadku spadkowicza z Sobowa. Iskra swoje przygotowania rozpoczęła stosunkowo późno. Nie rozegrała też zbyt wielu sparingów. O kadrowych wzmocnieniach też mowy być nie mogło. Bazowanie na tym, co zostało wypracowane jesienią nie do końca się opłaciło. Już na samym początku rundy wiosennej tarnobrzeski klub ogromnej zadyszki. Trzy pierwsze spotkania bez zwycięstwa do minimum ograniczyły szanse Iskry na ewentualny baraż. O bezpośrednim awansie mowy być już nie może, zwłaszcza, gdy nie wygrywa się z drużynami dużo niżej notowanymi w ligowej tabeli.

Realne szanse na końcowy sukces zachował Kolejarz Knapy, który po bolesnej wpadce w Zakrzowie szybko otrząsnął. Niedzielne zwycięstwo nad Kopciami było tak naprawdę pierwszą przekonywującą wygraną niebieskich w tej rundzie. Trzy gole zdobyte w godzinę załatwiły sprawę. Słowo przekonywujące jednak nie zostało użyte przypadkowo. Poprzednie zwycięstwo odniesione na inaugurację ze Wspólnotą, zwłaszcza w drugiej połowie wisiało na włosku. Komplet punktów ostatecznie udało się wywalczyć, ale trzeba sobie jasno powiedzieć, że Sebastianowi Ciachowi i Kamilowi Czernikowi duże piwo jak najbardziej się należy. Pierwszy mając całą bramkę przed sobą nie trafił do niej, a drugi jak wiadomo zdobył gola na wagę wygranej. Na szczególne wyróżnienie wiosną zapracował Krzysztof Ruła, który podąża śladami Kamila Glika. Obrońca Kolejarza w tym sezonie ma na swoim koncie już 8 bramek (4 na wiosnę). Tak skutecznego defensora w B klasie nie ma chyba żadna inna drużyna.

Niezwykle istotna dla losów dalszej rywalizacji w przypadku zespołu z Knapów może być najbliższa kolejka. Kolejarz w piątek wybierze się do Woli Baranowskiej aby rozegrać derbowy pojedynek. Obie drużyny właściwie już od niedzieli żyją tym, co wydarzy się za kilkanaście godzin. Gospodarzom, którzy okupują dolne rejony ligowej tabeli nie zabraknie podwójnej motywacji. Raz, że to derby, a te nawet w B klasie są czymś więcej niż tylko zwykłym spotkaniem. A dwa, że Wola Baranowska w niedzielę rozegrała jedno z lepszych spotkań w tym sezonie. Tradycyjnie miało ono miejsce w Ocicach, gdzie poprzednim razem również było podobnie. Tym razem co prawda goście wracali bez punktów, ale samą grą i niezwykle ambitną postawą na to choćby jedno oczko w niedzielę zapracowali. Po meczu najwięcej pretensji mieli do arbitra, który ich zdaniem nie podyktował ewidentnego rzutu karnego. Arbiter może i być tego dnia słaby, ale w końcówce trafiać do bramki nikomu nie zabraniał. Wola mogła i powinna strzelić przynajmniej jedną bramkę.

Jeszcze więcej nerwów i emocji było w Chmielowie. Tam działy się rzeczy, które nie powinny mieć miejsca. Poszkodowanemu, młodemu arbitrowi pomocy po meczu musiało udzielać pogotowie ratunkowe. Wszystko za sprawą jednego z krewkich widzów, który pod wpływem alkoholu postanowił sam wymierzyć sprawiedliwość. Szkoda tylko, że w najmniej odpowiedni sposób i w najmniej odpowiednim miejscu. Płomień przegrał swój pierwszy wiosenny mecz na własnym boisku ze Wspólnotą mimo, że pierwszy objął prowadzenie za sprawą Kamila Gurdaka. Młody napastnik w drugiej połowie miał jeszcze dwie idealne okazje do zdobycia gola, ale się pomylił. Swoją trenerską pomyłkę zaliczył też szkoleniowiec Wspólnoty, który zdecydował się na dość eksperymentalny skład. W porę się jednak ocknął, a skórę uratowało mu kolano Dawida Pikusa, który strzałem tą częścią nogi zdobył jak się później okazało zwycięską bramkę.

Biorąc pod uwagę formę i dyspozycję obu zespołów w niedzielne popołudnie trudno spodziewać się aby Wspólnota i Płomień w piątek zapunktowały. Teoretycznie łatwiej powinni mieć gracze z Serbinowa, którzy w meczu z Żupawą będą mieli po swojej stronie atut własnego boiska. To na razie chyba jedyny argument przemawiający za Wspólnotą w tym meczu. Zwyżkująca forma jest raczej po stronie Żupawy.  Na podobny przywilej własnego boiska liczyć nie mogą gracze z Chmielowa. Płomień w piątek wybiera się na wyjątkowo  niegościnny i niewdzięczny teren do Zakrzowa. Tam każdemu w B klasie gra się ciężko, o czym przekonało się wiele drużyn na czele z Koniczynką i Kolejarzem. Płomieniowi też nie specjalnie wiedzie się na wyjazdach, a w Zakrzowie to już w ogóle. Od blisko 9 lat czekają na zwycięstwo z Juniorem. Do tego swój ostatni punkt zespół z Chmielowa przywiózł w 2007 roku.

Oba wymienione wyżej tarnobrzeskie kluby oczywiście w tym sezonie nie liczą się w walce o najwyższe cele. Wspólnota z ligowej czołówki B klasy wypisała się w poprzednim sezonie. Junior od dwóch sezonów nieustannie balansuje na granicy. Tej wiosny zespół z Zakrzowa na boisku prezentuje się dość solidnie. Wyżej notowanym rywalom stawia opór, ale nie przekłada się to do końca na punktowe zdobycze. Dwa wyjazdowe spotkania kończyły się dla zespołu Bogusława Sroczyńskiego ogromnym niedosytem. W Ocicach sprokurowany rzut karny przesądził o inauguracyjnej porażce. W Żabnie z kolei po godzinie gry przy pierwszej bramce dla gospodarzy swój udział miał golkiper Juniora. Nie może więc dziwić fakt, że zajmowane po rundzie jesiennej miejsce przez ekipę z Zakrzowa nawet nie drgnęło.

Nic nie zmieniło się na również samym szczycie ligowej tabeli. LZS Żabno i Koniczynka Ocice wiosną idą łeb w łeb. Obie drużyny w kwietniu zdobyły komplet 9 punktów. Nieco lepsze wrażenie w rundzie rewanżowej pozostawia po sobie lider z Żabna. Prowadzony przez Tomasza Krasonia zespół do tej pory nie miał większych problemów z kompletowaniem zwycięstw. – Trzeba grać swoje i tyle – te słowa trenera liderującego zespołu najlepiej odzwierciedlają sposób, w jaki należy grać o awans. Wiedzą to również w Ocicach. Tam wiary w odniesienie końcowego sukcesu nikt i nic nie jest w stanie złamać. Mimo, że na razie u siebie idzie jak po grudzie to Koniczynka najważniejszy cel w postaci kompletu punktów osiąga. W ostatnim czasie z tarapatów zespół wyciągał grający prezes Marcin Ordon oraz rewelacyjnie spisujący się między słupkami Patryk Turek.  Swój udział w niedzielnym zwycięstwie miał również etatowy zmiennik Sylwester Cebula, który zdobył zwycięską bramkę w meczu z Wolą Baranowską. Ważną asystę przy tym właśnie golu zaliczył Michał Kozłowski, któremu podporządkowana była godzina niedzielnego spotkania.

Uciekająca całej reszcie dwójka w piątek kolejnego kompletu punktów szukała będzie na obcych boiskach. Żabno wybierze się do Kopciów, a Koniczynka zagra w Tarnowskiej Woli. Jednych i drugich czeka niełatwe zadanie. Kopcie to wciąż licząca się w lidze drużyna. Co prawda w ostatnim czasie przegrywali, ale w wyjazdowych spotkaniach nigdy nic nie wiadomo. Zwyżka formy zaprezentowana w Sobowie przez Tarnowską Wolę na Koniczynkę musi podziałać motywująco.

Mimo, że wiele drużyn zostało daleko w tyle to pasjonujący B klasowy wyścig nabiera tempa. Ligowa czołówka powoli odrywa się od peletonu. Dwa najbliższe etapy (1 i 3 maja) będą prawdziwą próbą charakteru dla tych, którzy jeszcze zamierzają gonić prowadzącą dwójkę. Regulowanie ligowego tempa nadal pozostaje w kwestii drużyn z Żabna i Ocic. To właśnie oba te zespoły nadają ton rywalizacji w tym sezonie. Runda wiosenna jest tylko tego potwierdzeniem.

17:40, dante1002
Link Dodaj komentarz »
środa, 29 kwietnia 2015

Po dość niemrawym początku piłkarska wiosna w B klasie wreszcie nabrała właściwego rozpędu. Ledwo się obejrzeliśmy, a tu już minęły trzy kolejki rundy rewanżowej. W tym tygodniu ligowe tempo jeszcze bardziej zostanie podkręcone. W przeciągu zaledwie trzech dni rozegrane zostaną dwie kolejki, których już teraz nie mogę się doczekać. Póki co jednak skupiam się na tym co wydarzyło się ostatnio, a działo się naprawdę sporo. Wszystko postanowiłem zestawić w alfabetyczny sposób, tak aby nic nie umknęło mojej uwadze.

A - Awans. Przed rozpoczęciem rundy rewanżowej tradycyjnie wiele było znaków zapytania. Najważniejsze oczywiście tyczyły się awansu i ewentualnych barażów. Po trzech kolejkach można stwierdzić, że jak na razie wszystko przebiega zgodnie z planem. Przerwę zimową na fotelu lidera spędził zespół z Żabna, a za jego plecami w kolejce ustawiła się Koniczynka Ocice. Dzisiaj obie te drużyny zgodnie z przewidywaniami nadają ton rywalizacji w B klasie. Zarówno jedni i jak i drudzy w tym sezonie jeszcze nie przegrali żadnego ligowego spotkania na własnym boisku, wypracowując sobie przy tym kilku punktową przewagę nad resztą stawki. Wiosną obie drużyny jak na razie zdobyły komplet punktów.

B - Baraż. Podobno w tym sezonie droga do A klasy przez baraże ma być nieco łatwiejsza niż ostatnio. Wszystko za sprawą tego, że istnieje przypuszczenie iż B klasowe drużyny z danych grup między sobą będą rozstrzygały walkę o awans poprzez dodatkowy mecz i rewanż. Trzy kolejki rundy wiosennej sprawiły, że swój margines błędu wyczerpały już zespoły z Knapów z Sobowa. Zarówno Kolejarz, który poległ w Zakrzowie, jak i Iskra, która na wiosnę jeszcze nie wygrała na kolejne potknięcia pozwolić sobie nie mogą. W przeciwnym razie cel, jakim na ten moment jest miejsce barażowe będzie już tylko w sferze marzeń, a nie możliwości. 

C - Cygany. Dramatycznie pod względem kadrowym i organizacyjnym wygląda najsłabszy zespół B klasy. Pomimo swoich problemów wiosną w trzech meczach czerwona latarnia ligi straciła (o dziwo!) tylko 8 goli. Jak na ich ''możliwości'' nie jest to dużo, zwłaszcza gdy popatrzy się na początek sezonu, gdy w trzech pierwszych meczach Cygany dały sobie wbić 14 bramek strzelając przy tym zaledwie jedną. Teraz swój strzelecki dorobek poprawili, a i przy okazji wywalczyli też swój pierwszy i może nie ostatni punkt w tym sezonie.

D - Dul Marek. Nie ma w B klasie trenera, który podejmowałby tak dziwne decyzje jak właśnie szkoleniowiec Wspólnoty Serbinów. Każdy mecz jego drużyny wiosną niesie za sobą spore niespodzianki w składzie. Po meczu w Knapach za karę na ławkę zesłany został Sebastian Ciach, który mają przed sobą tylko pustą bramkę nie trafił. W niedzielnym meczu z Chmielowem trener Wspólnoty postawił na najbardziej doświadczonych i ogranych zawodników. W ataku zagrali m.in. etatowy obrońca i nominalny środkowy pomocnik. Wszystko po kłosie tego, że według niego młodzi zawodnicy nie zdali egzaminu z liderem rozgrywek. Eksperyment kompletnie nie wypalił i po 40 minutach Dul zmuszony był wpuścić swoich dwóch młodych, ofensywnie usposobionych zawodników. Na efekt długo czekać nie musiał. Jeden z nich zdobył wyrównującą bramkę tuż przed przerwą.

E - Emocje. Z każdą kolejną kolejką narastają. Niestety również te negatywne i niezdrowe. Niektórzy nawet boleśnie się o tym przekonali. W niedzielę najwięcej było ich w Ocicach i Chmielowie. W obu miejscach powód ten sam – słabo prowadzący mecz arbiter. Młodzi sędziowie rzuceni na dość głęboką wodę nie specjalnie są w stanie poradzić sobie z boiskowymi wydarzeniami. Jedna błędna decyzja powoduje kolejne, które przynoszą negatywny skutek zarówno na boisku jak i poza nim. O ile w Ocicach jeszcze było w miarę spokojnie, o tyle w niedaleko położonym Chmielowie już nie. Szkoda tylko, że cały klubowy wizerunek nadszarpnięty został przez jednego człowieka. Bez konsekwencji pewnie się nie obejdzie. 

F - Faule. Najwięcej nieczystych zagrań najprawdopodobniej było w Chmielowie. W drugiej połowie gra tak się zaostrzyła, że arbiter spotkania momentami nie panował nad sytuacją. Niezliczona ilość fauli i kilka żółtych kartek pokazanych przed końcem sprawiło, że spotkanie kończyło się w mało przyjemnej atmosferze. Najwięcej powodów do narzekań mieli gospodarze, którzy przegrali.

G - Gole. Z kolejki na kolejkę pada ich coraz więcej. Po inauguracyjnej bramkowej nędzy z kolejki na kolejkę jest dużo lepiej. W poprzedniej serii gier liczba bramek wyniosła 22. W niedzielnej kolejce padło ich 27. Najczęściej do siatki trafiali w Komorowie, gdzie jedną z najbardziej okazałych wyjazdowych wygranych odniosła Żupawa. Co ciekawe to pierwsza taka kolejka w tym sezonie, w której każda drużyna zdobywała przynajmniej jedną bramkę.

H - Holendy. Ulica, przy której mieści się boisko Woli Baranowskiej. Trzeci od końca zespół w tym sezonie na swoim obiekcie jest bardzo gościnny. W dotychczasowych 8 potyczkach u siebie Wola ze zwycięstwa cieszyła się tylko raz. Dobra postawa w Ocicach być może pozytywnie wpłynie na tą drużynę, którą bez wątpienia stać na dużo lepsze osiągnięcia niż tylko dwa zwycięstwa, które udało się osiągnąć w tym sezonie. 

I - Iskra Sobów. Tak słabego początku rundy wiosennej w wykonaniu tego zespołu mało kto się spodziewał. Zespół z Sobowa wiosną jeszcze nie wygrał ligowego spotkania. Zaledwie dwa wywalczone punkty już na starcie rundy praktycznie pozbawiły szans Iskrę na bezpośredni awans. Patrząc na formę i dotychczasowe osiągnięcia rywalizacja o miejsce barażowe też wydaje się być poza zasięgiem zespołu, który w swoich szeregach ma bardzo wielu niezwykle doświadczonych zawodników. Ostatnio do klubu z Sobowa dołączył m.in. Patryk Stępień, który w niedzielę zdobył honorowe trafienie w przegranym 1-3 meczu z Tarnowską Wolą. 

J - Junior Zakrzów. Rundę wiosenną zaczęli w bardzo podobny sposób jak rok temu. Co prawda wtedy na inaugurację wygrali, ale w kolejnych dwóch meczach było już niemal identycznie jak w poprzednim sezonie. W tym roku rundę wiosenną rozpoczęli od minimalnej porażki w Ocicach. Tydzień później było już znacznie lepiej. Okazała wygrana z Knapami pozwalała zespołowi prowadzonemu przez Bogusława Sroczyńskiego z optymizmem ruszać na boisko lidera rozgrywek. W Żabnie przez większą część spotkania utrzymywał się bezbramkowy remis. Błąd bramkarza gości spowodował jednak, że na prowadzenie wyszedł LZS, który zwycięstwa już nie dał sobie wydrzeć. Zakrzów mimo porażki 1-2 potwierdził swoją dobrą formę na wiosnę. Bardzo możliwe, że potrzymana zostanie ona w piątek, gdy do Zakrzowa zawita Płomień. Po raz ostatni zespół z Chmielowa z Juniorem wygrał blisko 9 lat temu. 

K - Kolejarz Knapy. Porażka w Zakrzowie troszkę im skomplikowała sytuację w ligowej tabeli. Co ciekawe dla klubu z Knapów przegrana z Juniorem 0-3 była tą pierwszą, w której nie udało się zdobyć nawet honorowego trafienia. W tym sezonie Kolejarz nawet jak przegrywał, to rywalom zawsze strzelał jedną lub dwie bramki. Znacznie lepiej było w minioną niedzielę. Zespół Adama Durlaka najpierw podpatrywał poczynania Woli Baranowskiej aby kilka godzin później rozprawić się z Kopciami. Strzeleckie przełamanie na wiosnę zaliczył Kamil Polek, który w liczbie zdobytych bramek zrównał się z najskuteczniejszym do tej pory Krzysztofem Barnasiem z Koniczynki. Obaj zawodnicy mają po 14 goli na swoim koncie. 

L - LZS Krzątka. Rozczarowująca jesienią drużyna wiosną jak na razie radzi sobie całkiem przyzwoicie. Krzątka w tej rundzie jeszcze nie przegrała, odnosząc dwa zwycięstwa i notując jeden remis. Spora w tym zasługa najskuteczniejszego zawodnika tego zespołu Konrada Bednarza. To właśnie ten napastnik w niedzielę otworzył wynik spotkania z autsajderem ligi. Bednarz na swoim koncie ma już 11 goli i w klasyfikacji strzelców goni czołówkę. Dużo trudniej natomiast będzie dogonić drużynie resztę ligowej stawki. Straty poniesione w poprzedniej rundzie nie były małe wiec wiosną może być je trudno zniwelować. 

Ł – Łęg Kopcie. Przed rozpoczęciem rundy wiosennej wiadome było, że żadna inna drużyna nie będzie miała tak wymagających rywali na początek jak właśnie oni. Łęg w starciach z całą ligową czołówką wiosnę rozpoczął niemal identycznie jak jesień. Jeden wywalczony punkt w Sobowie przy poprawnej postawie innych rywali spowodował, że Łęg spadł na 6 pozycję w lidze. 

M – Minuta. Zaledwie tyle, a dokładniej 16 sekund potrzebowali piłkarze Woli Baranowskiej aby w Ocicach objąć prowadzenie. Już pierwsza, dość składna akcja doprowadziła ich do pola karnego przeciwnika, gdzie w ewidentny sposób sfaulowany został jeden z zawodników gości. Rzut karny na gola pewnym strzałem zamienił Dariusz Leśniowski. Z całą pewnością była to jedna z najszybciej strzelonych bramek na boiskach B klasy w tym sezonie. 

N – Najskuteczniejsi. Siłą Żupawy jest ofensywa wiec dziwić nikogo nie powinno, że właśnie ten zespół w rundzie wiosennej jak na razie zdobył najwięcej goli. 11 trafień w dwóch ostatnich ligowych spotkaniach spowodowało, że żółto-czarni nie tylko dołączyli go grona najskuteczniejszych ligowych drużyn. Co istotniejsze awansowali na 5 miejsce w ligowej tabeli, które wciąż daje im nadzieję na grę o podium w tym sezonie.

O – Ordon Marcin. Trudno znaleźć w B klasowej rzeczywistości tak skutecznego prezesa jak właśnie zawodnik Koniczynki Ocice. Ordon na swoim koncie zgromadził w tym sezonie już kilka ważnych bramek. Dwie z nich strzelił wiosną, gdy bardzo pewnie egzekwował rzuty karne. Patentu na obronę jedenastki egzekwowanej przez prezesa klubu z Ocic mało któremu bramkarzowi udało się znaleźć.

P – Płomień Chmielów. Dopływ ambitnej i świeżej krwi w postaci nowej Pani Prezes sprawił, że zespół z Chmielowa powoli zaczyna odzyskiwać utraconą wiarę i chęci. Póki co przed ostatnia drużyna w lidze przypomina pewien plac budowy. Piłkarskie fundamenty w drużynie stawiają młodzi zawodnicy, których wspiera kilku doświadczonych zawodników. Najjaśniejszym punktem zespołu w rundzie wiosennej jak dotąd jest grający na pozycji napastnika Kamil Gurdak. Szybki, przebojowy, młody zawodnik Płomienia w niedzielę zdobył pierwszą w tej rundzie bramkę dla swojej drużyny. Nie przyniosła jednak ona zamierzonych punktów. Być może byłoby inaczej, gdyby w drugiej połowie Gurdak wykorzystał jedną z dwóch idealnych okazji do zdobycia gola.

R – Ruła Krzysztof. Strażak, który ugasi nie jeden piłkarski pożar na boisku, gdy gra Kolejarz. Obrońca z Knapów właściwie czai się tuż za plecami Kamila Glika, który jest najskuteczniejszym obrońcą w Europie. Dokonania Krzysztofa Ruły w tym sezonie pod względem zdobywanych bramek są imponujące. 8 bramek w tym 4 zdobyte wiosną to rewelacyjny wynik jak na zawodnika grającego na tej pozycji. Więcej goli w tej rundzie ma tylko jeden zawodnik, którym jest Kawęcki Dawid. Napastnik z Żabna jak na razie wpisywał się na listę strzelców w każdym spotkaniu na wiosnę. Strzeleckie dublety z Wspólnotą i Zakrzowem oraz trafienie z Żupawą dają mu przodownictwo w klasyfikacji snajperów rundy wiosennej.

S – Serbinów. Wspólnota Serbinów. Wciąż nie może złapać odpowiedniego rytmu. Po porażce na własne życzenie w Knapach i blamażu z liderem wreszcie udało się odnieść pierwsze zwycięstwo na wiosnę. Gole wprowadzonego przed przerwą Patryka Twórza i Dawida Pikusa oraz kilka dobrych interwencji Michała Marca zapewniły upragniony komplet punktów. Prawdziwym wyznacznikiem formy Wspólnoty może okazać się ten tydzień w którym zespół z Serbinowa podejmie u siebie KS Żupawę i wybierze się do Komorowa na spotkanie z Błękitnymi. Na razie nieustanne roszady w wyjściowym składzie nie pomagają drużynie, która jeszcze nie tak dawno należała do ścisłej ligowej czołówki w B klasie.

T – Turek Patryk. Dysponujący najlepszymi warunkami fizycznymi w B klasie bramkarz Koniczynki wiosną spisuje się kapitalnie. Przed tygodniem w Kopciach wybronił rzut karny przy stanie 0-0. W niedzielę z kolei popisał się kapitalną interwencją w 90 minucie spotkania. Zmierzającą w samo okienko piłkę z rzutu wolnego sparował na rzut rożny.

U - Uniwersalność. Dość częsta cecha u zawodników B klasy, i to nie tylko na boisku. W niedzielę jeden z graczy Junior Zakrzów popisał się nie lada wszechstronnością. 39 letni Wiesław Sądel rano wystartował w Biegu Siarkowca aby kilka godzin później zagrać w meczu z liderem rozgrywek. Biegowy wysiłek zakończony bardzo dobrym 15 miejscem okupiony został niestety przedwczesnym zejściem z boiska w Żabnie. 

- Wola Baranowska. Zespół okupujący dolne rejony tabeli z meczu na mecz prezentuje się coraz lepiej. Oczywiście, jeśli tylko gra w kompletnym składzie. Dobra forma zasygnalizowana przed tygodniem w starciu z Iskrą Sobów (1-1) znalazła potwierdzenie również w Ocicach. Wola po raz kolejny okazała się bardzo niewygodnym rywalem dla Koniczynki i o mały włos nie zabrała wiceliderowi cennych punktów. Zwyżka formy tego zespołu cieszy, tym bardziej w perspektywie najbliższych derbów z Kolejarzem. Historia dotychczasowych pojedynków w ostatnim czasie układała się bardzo różnie. Dwie ostatnie potyczki przy ulicy Holendry dużo lepiej wspominają goście z Knapów, którzy wracali do domu z kompletem punktów. 

Z - Zieliński Marcin. Młody i niezwykle ambitny prezes klubu z Żabna w przerwie zimowej zachowywał prawdziwy spokój, gdy z zespołu odchodził najskuteczniejszy jesienią Kotwica. Brak zbędnej paniki jak widać się opłacił. Wzorcowa postawa prezesa w połączeniu z mądrością trenera i ambicją zawodników w tej rundzie przynosi pozytywne rezultaty. Żabno po trzech kolejkach jest zarówno najlepszą drużyną ligi, co i najlepszym zespołem w rundzie wiosennej. 9 zdobytych punktów i 9 strzelonych bramek sprawiło, że status quo na szczycie tabeli został zachowany. 

Od piątku do niedzieli czeka nas prawdziwa, piłkarska majówka. Spoglądając na zestaw par zastanawiam się, gdzie tu tym razem się wybrać. W piątek najchętniej udałbym się chyba do Woli Baranowskiej, gdzie nasycenie emocjonalne będzie nieco większe niż zwykle. W końcu to derby. Ciekaw jestem również tego, jak w delegacjach poradzi sobie prowadząca dwójka. Żabno zagra z Kopciami, a Koniczynkę czekać może niełatwe zadanie w Tarnowskiej Woli. W niedzielę z kolei ciekawie może być w Żupawie. Zawita tam przyzwoicie radzący sobie tej wiosny Junior Zakrzów. Dobrze, że jest jeszcze kilka dni aby dokładnie przemyśleć plan tej piłkarskiej majówki.

01:01, dante1002
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 kwietnia 2015

Od dawna twierdziłem, że klasa okręgowa to idealne miejsce dla takiego klubu jak OKS Mokrzyszów. Grają w niej praktycznie nieprzerwanie od 8 lat z małym wyjątkiem, jakim był dwuletni epizod w IV lidze. Wtedy akurat ta klasa rozgrywkowa przerosła oczekiwania i możliwości pewnych osób związanych z tym osiedlowym klubem. Futbol na miejskich peryferiach tak jak w przypadku Iskry Sobów nie przetrwał. Piłkarska proza życia toczy się jednak dalej w okręgówce, gdzie Mokrzyszów za wszelką cenę będzie chciał pozostać. Spadek w A klasową otchłań dla tego klubu zwyczajnie byłby pewnie katastrofą, która mogłaby za sobą pociągnąć negatywne skutki. Wszyscy przecież wiemy, że niektórym osiedlowym klubom z Tarnobrzega do dzisiaj trudno się pozbierać. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić aby w tym gronie mógł znaleźć się Meksyk. Tym bardziej, że zespół z Mokrzyszowa pod względem personalnym i drużynowym zwyczajnie jest klubem, który wręcz nie powinien przejmować się walką o utrzymanie.

Wiosną o dziwo wiara w spełnienie zamierzonego celu wróciła szybciej niż się tego spodziewałem. Po dobrym meczu z faworyzowanym Sokołem Sokolniki (porażka 2-3) przypuszczałem, że w kolejnych meczach może być już tylko lepiej. Tym bardziej, że tym następnym spotkaniem był mecz za tzw. sześć punktów z bezpośrednim przeciwnikiem w walce o utrzymanie. Wywalczony remis w Jeżowym uznałem jako porażkę. Punkt nie przybliżył nikogo do celu. Kilka dni później okazało się, że wywalczone ''oczko'' zwyczajnie przepadło. Wszystko przez kartki, których ktoś w przypadki jednego zawodnika nie policzył. Walkower i komplet punktów dla Sparty. W pewnym momencie trudno było mi to zrozumieć. Jak można grając tak ważny mecz i jadąc tyle kilometrów dopuścić do takiej sytuacji. Szkoda, nawet jeśli to był tylko jeden punkt. Oby tylko nie decydował on na koniec sezonu o utrzymaniu, bo wtedy będzie to naprawdę trudno przełknąć.

Taki pesymistyczny scenariusz nie wchodzi w grę, zwłaszcza teraz gdy widzę to, co ostatnio dzieje się w Mokrzyszowie. Minimalna porażka z liderującą Sarzyną zwiastować mogła tylko i wyłącznie coś dobrego i lepszego. Coś, na co wszyscy dość długo czekali. OKS w niedzielę zaskoczył wszystkich sprawiając ogromną sensację. Trudno inaczej rozpatrywać wygraną z faworyzowanym zespołem z Grębowa, który wiosną przegrał tylko raz w Pysznicy. Meksyk wreszcie pokazał jak powinno się grać, gdy walczy się o utrzymanie.

Pierwsze zwycięstwo na wiosnę przyszło chyba w najmniej spodziewanym momencie. Przynajmniej z mojego punktu widzenia. Słowianin w którym ostatnio działo się sporo, zwłaszcza jeśli chodzi o wzmocnienia do Mokrzyszowa jechał jak po swoje. Ta nadmierna pewność siebie okazała się chyba troszkę zgubna. Wiele razy w życiu miałem z tym do czynienia. Człowiek wychodził z przekonaniem pewnej wygranej, a później okazywało się, że jest zupełnie inaczej. Taki tryb prawdziwej niemocy, którego nie dało się przełączyć na boisku. Nawet gdy po swojej stronie ma się teoretycznie wiele więcej piłkarskich argumentów. Odnoszę wrażenie, że w przypadku drużyny z Grębowa mogło być podobnie. Tym bardziej, że ten zespół reprezentuje dzisiaj wielu zawodników doskonale znających realia piłkarskiego Mokrzyszowa. Tego mimo wszystko chyba się nie spodziewali. Na potwierdzenie tego wszystkiego była pomeczowa wypowiedź w której Michał Kozłowski pokreślił, że jego Słowianin przyjeżdżał do Mokrzyszowa z nastawieniem na komplet punktów.

Dzień przed meczem na profilu jednego z zawodników Mokrzyszowa przeczytałem kilkanaście ciekawych zdań na temat niedzielnego spotkania i ogólnej sytuacji, jaka zapanowała od dłuższego czasu w Tarnobrzegu. Słowa tyczyły się oczywiście Siarki Tarnobrzeg, gdzie niezliczona ilość graczy zarówno OKSu jak i Słownianina rozpoczynała swoją piłkarską przygodę. Dla nikogo jednak nie była to przygoda życia. Kilku z tych zawodników pewnie dalej mogłoby kontynuować ją, gdyby ktoś im zaufał i dał im tą szansę. Sporo było w tym prawdy, bo wcale nie uważam aby taki do niedawna grający potykający się o własne nogi na boisku Paluch był lepszy np. od Jacka Rożka. Dzisiaj już jest troszkę za późno aby to się zmieniło. Sam wpis zrobił na mnie wrażenie. Emocjonalne, przedmeczowe naładowanie kapitana zespołu, który w Mokrzyszowie stał się już legendom jak widać posłużyło na dobre całej drużynie. OKS zagrał w sposób prosty i co najważniejsze skuteczny. Co mieli na nodze to strzelali w bramkę. Dwa takie strzały znalazły drogę do siatki. Przytomność w polu karnym Kamila Guściory i chirurgiczna precyzja Mateusza Fariana dały gospodarzom zasłużoną wygraną i punkty, których akurat ten zespół potrzebował jak tlenu. Teraz przez drużyną Marcina Stępnia trudny wyjazd do Pysznicy, który będzie typowym przetarciem przed niedzielnym pojedynkiem z sąsiadującym w tabeli Łowiskiem. Myśląc o utrzymaniu komplet punktów w takim meczu jest wręcz obowiązkowy.

Jedna wygrana ze znacznie wyżej notowanym rywalem oczywiście niczego nie zmienia, ani tym bardziej przesądza. Może za to zmienić sporo na przyszłość. Takie zwycięstwa budują i umacniają atmosferę, a tak jak widać w Meksyku jest dobra. Zespól jest niezwykle waleczny, charakterny, co zresztą widać. Chciałbym wierzyć, że ten charakter połączony z piłkarskimi umiejętnościami i możliwościami zapewni drużynie z Mokrzyszowa spokojny, ligowy byt w klasie okręgowej. Każdy kolejny mecz będzie tak naprawdę weryfikacją tego, co udało się zbudować w niedzielę.

03:53, dante1002
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 kwietnia 2015

Cztery mecze bez zwycięstwa (w tym trzy porażki) przesądziły o tym, o czym od dłuższego czasu spekulowano. Ryszard Kuźma nie jest już trenerem Siarki Tarnobrzeg.  Kolejna, bo już druga w tym sezonie zmiana szkoleniowca w tarnobrzeskim klubie stała się faktem. Patrząc przez pryzmat wyników osiąganych pod wodzą Kuźmy decyzja wydaje się być jak najbardziej uzasadniona. Bilans 7 zwycięstw, 5 remisów i 8 porażek dość miarodajnie obrazuje, że następca Tomasza Tułacza oblicza Siarki nie odmienił.

Miarą postępu pracy Ryszarda Kuźmy w Tarnobrzegu miała być zimowa przerwa. Przebudowana kadra i przede wszystkim sporo czasu na przygotowanie zespołu wiosną miało przynieść wymierne skutki. Nikt głośno nie domagał się oczywiście awansu. Większość kibiców liczyła przede wszystkim na poprawę jakości gry. Wiosną nastąpiła ona jedynie w drugiej połowie meczu ze Stalą Stalowa Wola. Upragniona wygrana w derbach i szczęśliwe zwycięstwo w Rybniku to jednak było zbyt mało aby mówić o jakimś przełomie w grze. Dużo więcej było gorszych momentów. Wstydliwe porażki w Pruszkowie, Wałbrzychu i kompromitujące wyniki u siebie z Wisłą Puławy oraz Zagłębiem Sosnowiec przelały czarę goryczy.

Patrząc na dokonania Siarki Tarnobrzeg pod wodzą Ryszarda Kuźmy można odnieść wrażenie, że paradoksalnie tarnobrzeski zespół lepiej radził sobie w rundzie jesiennej. Wówczas sam Kuźma bazował na tym, co zastał po odejściu Tomasza Tułacza. Znacznie gorzej było wiosną i to nie tylko pod względem utraconych punktów. W znacznej większości spotkań, zwłaszcza przed własną publicznością zespół Siarki grał totalnie bez polotu i pomysłu. W oczy rzucała się bezradność i liczba traconych bramek. Wiosną nagromadziło się ich tyle samo, co przez całą rundę jesienną, gdy zespół przejmował Kuźma. Przyczyn takiego stanu rzeczy upatrywać można przede wszystkim w korygowaniu ustawienia bloku defensywnego oraz podziękowaniu za grę Mirosławowi Baranowi z którym Kuźma miał wyraźnie nie po drodze. Spektakularny spadek formy pod wodzą byłego już trenera Siarki zanotował m.in. jeden z najlepszych zawodników poprzedniego sezonu Dariusz Frankiewicz. Do niedawna kapitan zespołu wraz z Tomaszem Personą oddelegowani zostali do zespołu rezerw.

Nowa, wcześniej niespotykana sytuacja z odesłaniem zawodników do drugiej drużyny może tylko dowodzić, że atmosfera w drużynie Siarki nie jest najlepsza. Ostatnie porażki całkowicie podzieliły zespół, który dziś jest całkowicie rozbity. 10 miejsce z dorobkiem 37 punktów sprawia, że dalsza część rundy wiosennej będzie już tylko raczej typową grą o zachowanie twarzy. Martwe położenie Siarki w ligowej tabeli sprawia, że zespól ma już z głowy walkę o awans. Jednoczenie nie musi się również martwić o pozostanie w lidze. Mimo to 3/4 obecnego sezonu trudno zaliczyć do tych bardziej udanych w wykonaniu tarnobrzeskiego zespołu.

Kolejną dymisję trenera w tarnobrzeskim klubie w przeciągu jednego sezonu nie można uznawać w kategoriach porażki samego zainteresowanego. Swoją przegraną powinni czuć działacze Siarki, którzy najwyraźniej zachłysnęli się dobrymi wynikami osiąganymi w poprzednim sezonie. To właśnie Dariusz Dziedzic i spółka lekką ręką pozbyli się Tomasza Tułacza, który po kilku kolejkach pożegnał się z zespołem. Patrząc z perspektywy czasu i zajmowanego przez Siarkę miejsca w lidze trudno uznać tą decyzję za trafną.

Skoro zwalniają to znaczy, że będą zatrudniać. W Siarce odbywa się to w ekspresowym tempie. Chwilę po dymisji Ryszarda Kuźmy poznaliśmy nazwisko kolejnego śmiałka, który wskoczył na trenerską karuzelę w Tarnobrzegu. 66 letni Włodzimierz Gąsior po 19 latach przerwy ponownie zasiądzie na trenerskiej ławce w tarnobrzeskim klubie. Kontrakt, jaki podpisał z klubem obowiązywać ma do czerwca przyszłego roku. Cele, jakie stoją przed autorem ostatniego awansu Siarki do najwyższej klasy rozgrywkowej wydają się dzisiaj być dość przejrzyste. Trudno bowiem w obecnej sytuacji liczyć na coś więcej niż poprawa jakości gry oraz odbudowanie atmosfery w zespole.

03:38, dante1002
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 kwietnia 2015

Na ostatnie spotkanie ligowe tarnobrzeskich koszykarzy przed własną publicznością każdy będzie mógł wejść za darmo. Będący prezesem i jednocześnie trenerem Zbigniew Pyszniak doszedł do wniosku, że nie ma sensu biletować meczu na który i tak przychodzie garstka osób. Słaba frekwencja na meczach TBL w Tarnobrzegu to efekt kiepskich wyników i pewnego koszykarskiego znudzenia, jakie daje się odczuć w ostatnim czasie.

Od pewnego czasu drużyna Jeziora Tarnobrzeg przestała dostarczać nielicznej, tarnobrzeskiej publiczności większych emocji. Wszystko co dobre w tym sezonie dla tarnobrzeskiej drużyny skończyło się w lutym, gdy z zespół opuścił Dominique Jonhson. Amerykanin właściwie od początku sezonu był niekwestionowanym liderem swojej drużyny. Niesamowicie zaangażowany w boiskowe wydarzenia Jonhson oprócz tego, że w całej lidze rzucał najwięcej punktów posiadał jeszcze jedną, istotną rzecz. W odróżnieniu od wielu swoich rodaków grających w przeszłości w Tarnobrzegu nie myślał wyłącznie o własnych statystykach.

Wraz z odejściem Amerykanina zespół Jeziora wrócił do swojej doskonale wszystkim znanej normalności. Dość powiedzieć, że od tamtej pory Jeziorowcy zdołali wygrać zaledwie jedno z ośmiu spotkań w lidze. Zwycięstwo z Anwilem, który od pewnego czasu pogrążony jest w głębokim kryzysie sportowo-organizacyjnym niczego nie zmieniło. Kilka dni później tarnobrzeski zespół przegrał w Kutnie po raz 21 w tym sezonie i na dwie kolejki przed końcem będzie musiał koncentrować się na walce o to aby nie zająć ostatniego miejsca w lidze.

Cel minimum, jaki nakreślił sobie przed rozpoczęciem sezonu Zbigniew Pyszniak nie zostanie zrealizowany. Jezioro Tarnobrzeg nie przeskoczy 3-4 drużyn od końca, a co gorsza może zająć ostatnie miejsce w ligowej tabeli. Wynik końcowy całego zespołu nie był jednak tylko efektem odejścia Dominique Jonhsona, ale przede wszystkim wadliwej konstrukcji zespołu. Opierająca się zaledwie na 7 zawodnikach wąska rotacja w żadnym stopniu nie mogła wypełnić planu minimum, jaki założył sobie trener i jednocześnie prezes klubu.

Niezależnie od wyniku sobotniej rywalizacji z Polskim Cukrem Toruń kolejny sezon w TBL dla Pyszniaka i jego drużyny kończy się źle. Jeziorowcy mimo swojego ligowego stażu okazali się gorsi od wszystkich nowych zespołów, które dołączyły do rywalizacji w tym sezonie. Dwa zwycięstwa na siedem możliwych z beniaminkami niejako wkomponowują się w cały koszykarski klimat Jeziora. W Lublinie, Szczecinie czy też Dąbrowie Górniczej cała rotacja zespołu nie ograniczała się jedynie do 7 zawodników.

Za ponad tydzień drużyna Siarki/Jezioro obchodzić będzie swój mały jubileusz. To już 5 lat odkąd w Tarnobrzegu możemy oglądać na żywo TBL. Te 5 sezonów w najwyższej koszykarskiej klasie rozgrywkowej to jednak czas zmarnowany. Dobitnym tego potwierdzeniem są chociażby liczby. W dwóch ostatnich sezonach, tym i poprzednim drużyna Jeziora zanotowała łącznie 12 zwycięstw i 38 porażek. Koszykarska spółka przestała również generować tłumy, jakie zasiadały na trybunach choćby podczas drugiego i trzeciego sezonu. Wówczas były wyniki i szersza rotacja, która dawała większe możliwości. Dzisiaj nie ma ani jednego ani drugiego.

Całego wizerunku klubu nie zmieni powrót do starych barw i nazwy. Niczego nie zmieni również darmowy wstęp na ostatnie spotkanie. Od tych 5 lat nic nie uległo zmianie. Pewni ludzie w pewnym wieku już się po prostu nie zmieniają. Szkoda tylko, że przez taki okres nie potrafią wyciągać żadnych wniosków z popełnionych błędów. Przykre w tym wszystkim jest jednak to, że najbardziej cierpią na tym Ci wszyscy nieliczni kibice, którzy żyją jakimiś resztkami nadziei. Pewien ból czuć muszą również zawodnicy, którzy mimo iż pewnie by bardzo chcieli to nie za bardzo mogą. Grając w siedmiu tydzień po tygodniu trudno myśleć o zajęciu wyższego miejsca niż przedostatnie.

04:18, dante1002
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 kwietnia 2015

Po 168 dniach przerwy wystartowała runda rewanżowa w stalowowolskiej B klasie. Wiele wskazuje na to, że najbliższe trzy miesiące w tej klasie rozgrywkowej mogą być pasjonującym wyścigiem o awans i ewentualny baraż. Grono drużyn, które aspiruje do zajęcia obu tych miejsc w tym sezonie znacznie się powiększyło. Chętnych jest wielu, ale najpoważniejszymi faworytami w kwestii awansu są zespoły z Żabna, Ocic, Knapów i Sobowa. Kolejność tych drużyn nie jest przypadkowa, bo właśnie tak prezentuje się hierarchia na szycie ligowej tabeli. Niewielkie różnice punktowe powodują jednak, że umiejscowienia całej czwórki z tygodnia na tydzień mogą się zmieniać. 

Nadejście piłkarskiej wiosny na tym poziomie rozgrywkowym rozpoczęło się w dość nietypowy sposób.. Wszystko za sprawą goli, których w inauguracyjnej kolejce padło bardzo mało. Dość powiedzieć, że to była najmniej ,,bramkodajna'' seria gier spośród wszystkich, jakie rozegrano w tym sezonie. Nieczęsto zdarza się w B klasie aby suma wszystkich bramek w całej kolejce nie przekroczyła 20 trafień. Tym razem było jednak inaczej. B klasowa, ligowa premiera w 2015 roku przyniosła łącznie 19 goli.

Najwięcej goli i emocji było oczywiście w Knapach. Grający najbardziej atrakcyjny futbol w B klasie Kolejarz strzelił już w tym sezonie 52 gole. Pod tym względem z niebieskimi nie może równać się nikt. Co ciekawe obecny wynik bramkowy już na starcie rundy wiosennej jest już dużo lepszy niż te, które zespół osiągnął w całym sezonie poprzednich rozgrywek.

Za wyjątkiem bramkarza w Knapach strzelają prawie wszyscy. Trudno znaleźć w lidze zespół, w którym tyle razy na listę strzelców wpisywali by się obrońcy. Najskuteczniejszym defensorem Kolejarza w tym sezonie jest Krzysztof Ruła, który w niedzielę dla swojej drużyny zaliczył dwa trafienia. Bramka, którą zaliczył w 19 minucie inauguracyjnego spotkania ze Wspólnotą miała dać gospodarzom spokój i kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. Tak też się stało, ale tylko do przerwy. Po zmianie stron to goście z Tarnobrzega przejęli inicjatywę i ku zaskoczeniu wszystkich objęli prowadzenie. Zaskoczenie tym większe, że Wspólota pierwsze spotkanie u siebie przegrała 1-6, a w całym sezonie na obcych boiskach wywalczyła zaledwie 4 punkty na 21 możliwych.

Gole zmienników (Sebastian Kozioł i Norbert Kubrak) na początku drugiej połowy postawiły gości w znakomitym położeniu. Rywal chcąc doprowadzić do remisu musiał się odkryć, a Wspólnota mogła czekać tylko na dogodne skontrowanie przeciwnika. Doczekała się w 90 minucie, ale zanim to nastąpiło straciła gola na kwadrans przed końcem. Po raz kolejny największym sprytem w polu karnym wykazał się Ruła, który doprowadził do remisu. Taki wynik bardziej urządzał gości. Dążący za wszelką cenę do zdobycia zwycięskiej bramki Kolejarz nadział się na kontrę, która na długo zapadnie w pamięci wszystkich zgromadzonych. Biegnący sam na sam z sobą pustą bramką Sebastian Ciach nie wiedząc czemu oddał strzał z 30 metrów. Uderzenie chybiło celu. Chwilę później okazało się, że to był decydujący moment spotkania. Zamiast zwycięskiej bramki dla gości gola na wagę trzech punktów dla gospodarzy zdobył w 94 minucie Kamil Czernik. Dla pozyskanego zimą napastnika było to pierwsze i zarazem najważniejsze  trafienie w nowym klubie.

Na nic zdały się protesty zawodników Wspólnoty, który domagali odgwizdania się faulu na bramkarzu w ostatniej akcji meczu. Goście pretensje w pierwszej kolejności powinni mieć jednak do siebie. Zespół z Serbinowa nie wykorzystał dwóch dogodnych sytuacji, jakie sobie stworzył w drugiej połowie meczu. Najpierw, kiedy prowadził 2-1, a później gdy pustą bramkę przed sobą miał Sebastian Ciach. Sam wynik jednak dla zajmującej w lidze 8 miejsce Wspólnoty powinien być dobrym prognostykiem na rundę wiosenną. Dla Kolejarza z kolei wyszarpany komplet punktów musi być pewną nauczką. Walczący o awans zespół z Knapów na straty punktowe u siebie z niżej notowanymi rywalami pozwalać sobie nie może.

Blisko utraty punktów na inaugurację wiosny był również inny tarnobrzeski klub. Walcząca o awans Koniczynka Ocice sporo musiała się natrudzić aby przełamać opór twardo grającego Junior Zakrzów. Derbowy pojedynek nie dostarczył kibicom zbyt wielu wrażeń. Bramkowych sytuacji w pierwszej połowie było jak na lekarstwo. Znacznie więcej było natomiast nieczystych zagrań, które dość często umykały arbitrowi tego spotkania. Ostra gra z obu stron w drugiej połowie przeistoczyła się w małą przepychankę. Meczowe ciśnienie lepiej wytrzymali gospodarze. Wprowadzony na boisko Wiktor Żwirek, który zimą zasilił Koniczynkę został w ewidentny sposób sfaulowany tuż przed bramką Juniora. Rzut karny na gola pewnym strzałem zamienił Marcin Ordon dla którego było to piąte trafienie w tym sezonie.

Prawdziwego odwetu za porażkę poniesioną w Zakrzowie nie było. Koniczynka jednak swój cel na inaugurację osiągnęła inkasując niezwykle cenny komplet punktów. Goście mimo ambitnej postawy nie byli w stanie odmienić już losów tego wyrównanego spotkania. Zakrzów po raz trzeci wracał z Ocic na tarczy. Brak punktów sprawił, że zespół Bogusława Sroczyńskiego w obecnym sezonie bardziej koncentrować będzie musiał się już chyba tylko na walce o najniższe miejsce ligowego podium niż ewentualnym barażu.

Z wysokiego C rundę wiosenną rozpoczął lider rozgrywek. LZS Żabno nie miało problemów aby na własnym boisku ograć rewelacyjnie spisującą się jesienią Żupawę. Podopieczni Tomasza Krasonia już do przerwy prowadzili 2-0 za sprawą bramek Łukasza Szeląga i Damiana Budziło. Po zmianie stron trzecie trafienie dorzucił Dawid Kawęcki i stało się jasne, że pierwszy wiosenny komplet punktów powędruje na konto lidera rozgrywek. Goście, który jeszcze nigdy w swojej historii nie wygrali inauguracyjnego spotkania na wiosnę w drugiej połowie próbowali się odgryzać. Bliski szczęścia był m.in. Damian Kotwica. Napastnik, który jeszcze jesienią reprezentował barwy zespołu z Żabna dwukrotnie zagroził Czerepakowi z rzutów wolnych. Pierwszy strzał bramkarz gospodarzy sparował na rzut rożny. Przy drugim nie musiał interweniować.

Lider rozgrywek w tym sezonie na swoim koncie ma już tuzin zwycięstw. Takim wynikiem w B klasie nie może poszczycić się żadna inna drużyna. Imponująco wygląda również liczba spotkań na zero z tyłu. LZS Żabno w tym sezonie połowę wygranych pojedynków kończył bez straty gola. Dla Żupawy natomiast inauguracyjna porażka była czwartą poniesioną w tym sezonie. Przegrane z czołowymi zespołami ligi do minimum ograniczyły szanse żółto-czarnych na grę o najwyższe cele. Straty poniesione do prowadzącej dwójki już na początku rundy wiosennej wydają się być trudne do zniwelowania.

Wciąż walczyć mają o co zawodnicy Iskry i Łęgu Kopcie. Obie drużyny w niedzielne popołudnie mierzyły się ze sobą w Sobowie. Atut własnego boiska oraz wyższa pozycja w tabeli przemawiała za Iskrą. Gospodarze swoją ligową premierę w 2015 roku rozpoczęli zgodnie z oczekiwaniami. Paweł Żarów wpisał się na listę strzelców i zespół z ulicy Bema objął prowadzenie. Wynik meczu uległ zmianie na kwadrans przed końcem. Goście za sprawą Mateusza Puzio doprowadzili do wyrównania. Osłabiona brakiem swoich trzech podstawowych zawodników Iskra nie była już w stanie odpowiedzieć i mecz zakończył się podziałem punktów. Z remisu (drugiego między tymi drużynami w tym sezonie) bardziej usatysfakcjonowani mogli czuć się goście. Łęg w Sobowie kontynuował zapoczątkowaną jesienią znakomitą passę 10 spotkań bez porażki.

Swoją niemoc kontynuują za to piłkarze z Woli Baranowskiej, którzy przegrali już po raz 10 w tym sezonie. Tym razem w Krzątce. Gospodarze, którzy byli największym rozczarowaniem rundy jesiennej powoli wracają do swojej optymalnej dyspozycji. LZS po raz pierwszy w tym sezonie odniósł wygraną bez straty gola. Do zwycięstwa Krzątkę poprowadził najlepszy strzelec drużyny Konrad Bednarz. Napastnik gospodarzy na swoim koncie zanotował klasycznego hatt-tricka i tym samym zbliżył się do czołówki najlepszych strzelców B klasy. Dodatkowe trafienie zaliczył Krystian Jagoda. Krzątka dzięki wygranej awansowała na 8 pozycję w ligowej tabeli.

Jedynym miejscem, w którym zabrakło goli był Komorów. Zawodzący jesienią zespół Błękitnych bezbramkowo zremisował z Płomieniem Chmielów. Dla obu drużyn podział punktów miał wymiar symboliczny. Gospodarze po raz pierwszy w tym sezonie zremisowali. Goście natomiast w ten sposób wywalczyli swoją pierwszą, wyjazdową zdobycz. Remis żadnej ze stron jednak nie uszczęśliwił. Płomień pozostał na przedostatnim miejscu w tabeli. Drużyna z Komorowa natomiast na swoją ligową wygraną czeka już od 10 spotkań.

Do największej sensacji doszło w Cyganach. Bezkonkurencyjnie najsłabszy zespół w B klasie zabrał punkty Tarnowskiej Woli. Goście, który zimą dokonali kilku wzmocnień zgodnie z oczekiwaniami objęli dwubramkowe prowadzenie. W 70 minucie zaczęli jednak tracić kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. Wszystko za sprawą Mateusza Stępnia, który dwukrotnie trafił do siatki oraz arbitra, który również miał swój udział w wywalczeniu pierwszego punktu dla Cyganów w tym sezonie.

____________________________________________________________

WYNIKI 14 KOLEJKI 

LZS KRZĄTKA – KS WOLA BARANOWSKA 4:0 (0:0)

46, 66, 83 Konrad Bednarz, 75 Krystian Jagoda

LZS CYGANY - LZS TARNOWSKA WOLA 2:2 (0:1)

70, 85 Mateusz Stępień – 41 Marek Klecha, 58 Filip Dul

ISKRA SOBÓW - ŁĘG KOPCIE 1:1 (1:0)

17 Paweł Żarów – 74 Mateusz Puzio

LZS ŻABNO - KS ŻUPAWA 3:0 (2:0)

15 Łukasz Szeląg, 37 Damian Budziło, 50 Dawid Kawęcki

* KONICZYNKA OCICE - JUNIOR ZAKRZÓW 1:0 (0:0)

73 Marcin Ordon

* KOLEJARZ KNAPY - WSPÓLNOTA SERBINÓW 3:2 (1:0)

19,76 Krzysztof Ruła,90 Kamil Czernik - 50 Sebastian Kozioł,51 Norbert Kubrak

* BŁĘKITNI KOMORÓW - PŁOMIEŃ CHMIELÓW 0:0

_________________________________________________________________

TABELA PO 14 KOLEJKACH 

02:50, dante1002
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 kwietnia 2015

Wiosna w pełni. Widać ją nie tylko za oknem, ale również na piłkarskich boiskach. W weekend rundę wiosenną zainaugurowały rozgrywki A klasy. Oficjalne rozpoczęcie miało miejsce w Tarnobrzegu, gdzie liderujące na półmetku sezonu rezerwy Siarki podejmowały OKS Wielowieś. Oba zespoły w tym sezonie dzieli prawdziwa przepaść. Nie jest to jednak wynik tylko i wyłącznie miejsca w tabeli oraz różnicy punktowej, jaka różni obie drużyny. Drugi zespół Siarki to zwyczajnie zupełnie inna piłkarska półka niż klub z Wielowsi który wciąż boryka się z ogromnymi problemami natury organizacyjno-piłkarskiej.

Gdyby dwa sezony temu miało dojść do takiego pojedynku to zapewne nieznacznym faworytem byłaby druga drużyna Siarki. Po radzącej sobie z powodzeniem w klasie okręgowej Wielowsi został już tylko trener. Artur Szkutnik próbuje ratować klubowy dobytek, który jeszcze nie tak dawno udało mu się zdobyć. Wtedy jednak miał prawdziwy zespół. Dzisiaj zamiast niego ma zlepek ludzi, których udało się namówić do gry co niedzielę.

Poza kilkoma sparingami OKS Wielowieś do rundy wiosennej przystąpiła bez żadnych przygotowań i treningów. Dużo inaczej sprawy mają się w rezerwach Siarki, które muszą nadawać ton ligowej rywalizacji w klasie A. Prowadzony przez Macieja Wojnara zespół w tej klasie rozgrywkowej jest ponad wszystkimi. Kolosalna przewaga zespołowa w połączeniu z wyszkoleniem technicznym, taktycznym i fizycznym sprawiają, że piłkarskim obowiązkiem drugiej drużyny Siarki w tym sezonie jest awans do klasy okręgowej.

Jedyną niewiadomą sobotniego pojedynku były tylko rozmiary porażki, jakie poniesie Wielowieś. Te jednak nie były, aż tak duże, na jakie mogło wskazywać pierwsze 10 minut tego meczu. Dwa szybkie ciosy z prawej i lewej strony początkowo zwiastowały maltretowanie rywala, ale z biegiem czasu gra się nieco wyrównała. Nieśmiało do głosu przez moment próbował dość nawet OKS, ale brakowało prawdziwych solistów. Tych w swoich szeregach miała do bólu skuteczna Siarka. Cztery szybkie akcje przyniosły cztery gole. Dublet strzelecki do przerwy na swoim koncie zanotowali Bukała i Bałata. Obaj zawodnicy przy dość biernej postawie obrońców Wielowsi dobrze odnajdywali się w polu karnym rywali. Niezłe zawody rozgrywał również Woźniak, który błysnął kilkoma indywidualnymi akcjami.

Mecz, który na dobre się nie zaczął po dwóch kwadransach gry był już praktycznie skończony. W sumie pięć goli do przerwy i po jednym trafieniu z obu stron w drugiej połowie sprawiło, że rezerwy Siarki zwyciężyły 6-1. Obowiązkowa wygrana przyszła dużo łatwiej niż ta odniesiona w rundzie jesiennej. Wówczas rezerwy Siarki musiały nieco bardziej napracować się na boisku aby odnieść zwycięstwo z dużo lepiej grającą Wielowsią.

Zmasakrowaną w sobotę OKS czeka niezwykle ciężka runda wiosenna. Terminarz już na starcie nie za bardzo rozpieszcza drużynę Wielowsi. Przez najbliższy miesiąc będą musieli rywalizować z czołowymi drużynami, jak Transdzwig Stale, Kotowa Wola czy zawsze rewelacyjnie grający wiosną San Kłyżów. Najistotniejsze potyczki dla zespołu Artura Szkutnika nadejdą najprawdopodobniej w maju. Wtedy właśnie klub z Wielowsi będzie rozgrywał mecze z bezpośrednimi rywalami w walce o to, aby po raz kolejny nie spaść niżej.

Wyżej za to grać Siarka, która w tej klasie rozgrywkowej jest ponad wszystkimi zespołami. Kadrowo, technicznie, taktycznie i fizycznie w tej klasie nikt z nimi nie może się równać. Mając wszystkie te piłkarskie auty po własnej stronie obowiązkiem dla rezerw Siarki jest po prostu awans do klasy okręgowej. Wiele w tej kwestii zależeć będzie nie tylko od zawodników, ale także od ludzi pełniących najważniejsze funkcje w klubie. Dla samego zarządu priorytetową sprawą powinien być nie tylko sam awans, ale również dopilnowanie wszystkiego aby składający się zespół głównie z juniorów starszych wzmacniany był piłkarzami z pierwszej drużyny. Taka konsolidacja musi przynieść awans.

Rezerwy Siarki tej wiosny na plecach mogą czuć oddech chyba tylko jednego zespołu. Transdźwig Stale nie zamierza rezygnować z marzeń o klasie okręgowej. Zimą do zespołu dołączyło kilku młodych juniorów Siarki oraz niezwykle doświadczony Jacek Rączkowski, który swoją karierę w latach 90 rozpoczynał w Siarce. Takie połączenie doświadczenia z młodością Rafałowi Oleniaczowi wiosną ma przynieść wymierne efekty. Pierwszym z nich była niedzielna wygrana w Stanach. Wicelider co prawda do przerwy przegrywał, ale po zmianie stron wszystko zagrało już tak, jak należy. Transdźwig wygrał 4-2 i umocnił się na drugiej pozycji w tabeli.

Swój udział w powiększeniu przewagi punktowej Stalów nad resztą A klasowego peletonu miał klub z Jadachów. LZS, który tej wiosny organizacyjnie i kadrowo prezentuje się dużo lepiej niż jesienią może nieco pokrzyżować szyki faworytom. W niedzielę zespół prowadzony od tej rundy przez Mirosława Smyklę (grający trener) zagrał w dość typowy dla siebie sposób. Po 45 minutach 0-1. Po przerwie nastąpiło odwrócenie losów meczu, które skutkowało zwycięstwem gospodarzy nad wyżej notowaną Kotową Wolą. Jadachy na własnym terenie nie zwykły przegrywać. W tym sezonie zdarzyło im się to tylko raz z liderującą Siarką. Zupełnie inaczej sprawy mają się na obcych boiskach. Jadachy w tym sezonie z delegacji jeszcze nie wracały z kompletem punktów. Chcąc myśleć o wiosennym marszu w górę tabeli trzeba to jak najszybciej zmienić. Idealną okazją ku temu może być najbliższa kolejka.

04:12, dante1002
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 kwietnia 2015

 Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Przegrana. Porażka. Przegrana. Porażka. Przegrana. Porażka. Tak właśnie w najprostszym skrócie wygląda podsumowanie dokonań Jeziora Tarnobrzeg przez ostatnie dwa miesiące. Odkąd z zespołem pożegnał się Dominique Johnson Jeziorowcy nie są w stanie wygrać żadnego ligowego spotkania. Na dodatek każda kolejna porażka sprawia, że zespół prowadzony przez Zbigniewa Pyszniaka jeszcze bardziej przybliża się do zajęcia ostatniej pozycji na koniec sezonu.

Koszykarski zespół z Tarnobrzega od lat do znudzenia przypomina mi pacjenta chorego na niedouczenie, bezmyślność i brak aspiracji. Nie tyczy się to jednak zawodników, ale po prostu ludzi, którzy pociągają za wszystkie sznurki w tej całej spółce. To, że w Jeziorze, od dawna, normalność jest bardzo deficytowym zjawiskiem wiem od dawna. Przykłady można mnożyć w nieskończoność, a iloczyn z meczu na mecz staje się coraz większy. Ostatnia potyczka z Czarnymi tylko to potwierdziła. Nie chodzi mi tu o wynik czy też grę, ale o to, w jakim celu Zbigniew Pyszniak bierze każdy czas. W sobotnim meczu służył mu tylko po to aby przeprowadzić słowną chłostę na zawodniku, który popełnił prosty błąd. Z reguły tyczy się to tych samych graczy. Reszta w zasadzie jest mało ważna. Jeśli więc w taki sposób trener ma ''pomagać'' zespołowi, to pozycja w tabeli nie może być żadnym zaskoczeniem. 

Nigdy zresztą być nie mogła, bo mam świadomość tego, że w Jeziorze wszystko odbywa się po najmniejszej linii oporu. Tak było i jest od blisko 5 lat. Nawet, gdy pojawiała się jakaś iskierka nadziei to jako kibice szybko zostawaliśmy sprowadzani na ziemię. Wyjątkiem od reguły był chyba jedynie drugi sezon w TBL, gdzie w Tarnobrzegu udało się stworzyć naprawdę ciekawą drużynę, która otarła się o fazę play-off. Wtedy były jakieś emocje. Ta hala po prostu żyła. Od tamtej pory, aż po dzień dzisiejszy jesteśmy skazani już tylko na koszykarską bryndzę.

W całej tej beznadziei można jednak doszukać się pewnego pozytywu. Tak się akurat składa, że w ostatnich spotkaniach nieliczną publiczność w Tarnobrzegu najbardziej radują punkty zdobywane przez Wiktora Rycerza. Wychowanek tarnobrzeskiej drużyny szansę gry otrzymał oczywiście w końcowych minutach. W żadnym z tych trzech meczów nie zawiódł. W Dąbrowie zaliczył być może najważniejszą zbiórkę. W meczu z Treflem walną dwie tróje. Z Czarnymi z kolei pokazał, że nie kompletnie boi się wejść pod kosz i poszukać punktów. 17 latek w niespełna 7 minut spędzonych w tym sezonie na parkietach TBL pokazał nie tylko drzemiące w nim nie małe umiejętności, ale też grę bez żadnych kompleksów.

Sam Rycerz sprawia wrażenie zawodnika, który jest przekonany do swoich umiejętności. W tak młodym wieku to oczywiście wielki atut. Nieco inaczej wygląda sytuacja Piotrka Pandury. Przedsezonowe obietnice składane przez Zbigniewa Pyszniaka o większej ilości minut dla kolejnego wychowanka tarnobrzeskiego klubu oczywiście nie znalazły potwierdzenia. Sam zawodnik, jeśli dostawał szansę to nie był w stanie jej wykorzystać. Być może swoją postawą zniechęcił go trener. Wychowanek klubu w tym przypadku też nie jest bez winy. Szczególnie w sytuacji, kiedy chyba nie do końca poważnie podchodzi do swoich koszykarskich obowiązków.

Przykład Wiktora Rycerza pokazuje jednak w jaki sposób marnowany jest potencjał młodych zawodników. Sytuacja, jaka wytworzyła się w ligowej tabeli wręcz sprzyja temu aby wreszcie zacząć ogrywać swoich wychowanków. To powinien być ich czas, bo stracić można niewiele, ale zyskać naprawdę sporo. Tyle tylko, że Zbigniew Pyszniak woli inaczej. Dla niego lepiej jest czekać na to, aż do pełnej sprawności wróci Kacper Młynarski niż dać szansę Karlińskiemu czy Wolskiemu. Ten typ tak ma i już.

Przedsezonowe plany znowu wezmą w łeb. Marzenia o przeskoczeniu 2-3 zespołów od tyłu po raz kolejny zdają się być mrzonkami serwowanymi pod tarnobrzeskim koszem. Nawet zwycięstwo z rozbitym Anwilem, który doświadcza najtrudniejszego sezonu od lat niewiele jest w stanie zmienić. Sobotni mecz to chyba właściwie jedna z ostatnich szans na zwycięstwo w tym sezonie. Bardziej dogodniejszych okazji może już nie być. Cukier Toruń i Polpharmex Kutno biją się o miejsce w play-off, a my zdaje się powoli przejmujemy ligową rolę Kotwicy Kołobrzeg. Ta drużyna swój żywot w TBL zakończyła. My natomiast wciąż jesteśmy w grze... o przed ostatnie miejsce.

04:42, dante1002
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 kwietnia 2015

Nareszcie startują rozgrywki B klasy. Stęskniłem się i to bardzo. Mam świadomość, że niektórzy mogą uznać to za dość dziwną przypadłość, ale nic na to nie poradzę. Piłka nożna w każdym możliwym wydaniu jest dla mnie po prostu interesująca. Piłkarski poziom i ranga nie odgrywają dla mnie żadnej roli, nawet jeśli do czynienia mam z tymi najniższymi piłkarskimi poziomami. Możecie też wierzyć albo i nie, ale rozgrywki B klasy dla mnie mają swój wyjątkowy i niepowtarzalny urok. O ile w I czy II lidze sam mecz w sobie jest jakaś niewiadomą, o tyle w B klasie ma się przeważnie tą pewność, że musi być ciekawie. Mecze na tym poziomie to przede wszystkim gwarancja goli. Od tych tradycyjnych, po kuriozalne, jak i również rzadkiej urody. Takie rozgrywki ogląda się zwyczajnie dla piłki nożnej w najprostszej postaci i raczej nikt już tego nie zmieni. Wyjątkiem może być jedynie czas, który nigdy z nikim się nie liczy. Ma on jednak swoje plusy, bo ta wyjątkowo długa zima musiała się wreszcie skończyć.

Z nadejściem piłkarskiej wiosny w najniższych ligach wiążą się oczywiście setki pytań i wiele przeróżnych niewiadomych. W tym sezonie jest ich naprawdę sporo, szczególnie w B klasie. Tak przynajmniej mi się wydaje. Stwierdzam to po tym, że już dawno rywalizacja o awans nie była tak zacięta i zażarta. Przeważnie sprawa rozgrywała się między dwoma, trzema zespołami. Tej wiosny ta B klasowa hierarchia zostanie naruszona. To dobrze, bo tegoroczny sezon pod względem czystej konkurencyjności jest zwyczajnie lepszy, niże te poprzednie. Do tego wszystkiego dochodzą niewielkie różnice punktowe, które można zniwelować w przeciągu dwóch, góra trzech kolejek. Cała ligowa czołówka więc już od niedzieli musi się mieć na baczności, bo strata punktów z teoretycznie słabszym rywalem może okazać się później bardzo kosztowna. Systematyczne gromadzenie punktów pod początku do końca będzie rzecz jasna najważniejsze. Szczególnie mam tutaj na myśli mecze wyjazdowe, bo akurat atut własnego boiska potrafi wykorzystać wiele czołowych drużyn. Najlepiej widać to, gdy spojrzy się na ligową tabelę. Pierwsze dwie lokaty należą do drużyn, które na własnych obiektach nie dały się jesienią pokonać. Oczywiście nie trudno się domyślić o kogo chodzi.

Moje piłkarskie serce w B klasie rzecz jasna troszkę mocniej bije w kierunku tarnobrzeskich drużyn. Lokalny patriotyzm to powód naturalny i argument niepodważalny. Szansę awansu mają dwie tarnobrzeskie drużyny. Obie z ogromnymi przejściami. Kciuki powinienem trzymać za obie, ale nieco bardziej mimo wszystko będę ściskał za zespół z Ocic. Wszystko to z racji niezwykle ciernistej drogi, jaką ten zespół przebył przez ostatnie dwa sezony. Tą barażową klątwę, jaka ciąży od dłuższego czasu nad Koniczynką wreszcie trzeba zdjąć. Najskuteczniejszym rozwiązaniem będzie oczywiście bezpośredni awans, którego z całego serca życzę tej drużynie. Przez dwa poprzednie sezony zrobili wiele aby wrócić do A klasy, ale na końcu czegoś zawsze brakowało. Może do trzech razy sztuka. 

Zespół z Sobowa jest w nieco innym położeniu niż Koniczynka. Iskra w rundzie wiosennej będzie szukała drogi powrotnej tam, skąd przywędrowała do B klasy. Bardziej pobłądzić się już nie da więc wypada mieć tylko nadzieję, że runda wiosenna będzie jeszcze lepsza niż jesienna. Szczególnie mam tutaj na myśli mecze na własnym obiekcie, gdzie drużyna z Sobowa powinna czuć się już równie pewnie, co na wyjazdach. W B klasie w końcu nikt jak dotąd tak dobrze nie radził sobie na obcych boiskach, jak właśnie Iskra. Co więcej wiosna w Sobowie pod względem punktów i gry była sprzyjającym okresem. Ciekaw jestem czy i tym razem ta dość sprzyjająca tendencja zostanie zachowana. W końcu ten poziom rozgrywkowy dla Manego Stasiaka i spółki to całkiem nowa rzeczywistość. 

W mniej optymistycznych barwach widzę szanse dla pozostałych tarnobrzeskich drużyn. Zarówno Junior jak i tym bardziej Wspólnota w walce o awans liczyć się nie będą, przynajmniej w tym sezonie. Zespół z Zakrzowa stracił swojego najlepszego zawodnika. Bez Wojtka Kruka poczynania ofensywne tej wiosny w Zakrzowie mogą być nieco mniejsze niż ostatnio. Wspólnota z kolei wciąż poszukuje swojego właściwego rytmu. Póki co bez skutku i trudno przypuszczać aby nagle zmieniło się tej wiosny. Niby zaczęli stawiać na młodych. Niby mają w miarę pewnych zawodników na dane pozycje. Ale mimo to wciąż czegoś brakuje. Najwyższa pora chyba zacząć mierzyć siły na zamiary. 

Niczego nie brakuje za to w Żabnie i Knapach. Tam akurat są odpowiednie warunki do awansu. Oba zespoły na początku nowego sezonu nadawały ton rywalizacji, ale z czasem do gry wmieszały się tarnobrzeskie drużyny. Najpierw Iskra, a później Koniczynka nieco pokrzyżowały plany Kolejarzowi, który po znakomitym starcie złapał zadyszkę. Faktem jest jednak to, że w obu tych klubach wszystko jest na odpowiednim poziomie. Teraz już wszystko w rękach, a właściwie nogach zawodników. Zarówno Kolejarzowi, jak i zespołowi z Żabna wiosną przyjdzie toczyć nie tylko walkę między sobą (oba zespoły dzieli 6 punktów), ale przede wszystkim z Koniczynką i Iskrą.

Karty w najważniejszych kwestiach rozdawać mogą jednak Ci, którzy na półmetku rozgrywek zyskali miano rewelacji sezonu. Mam tutaj na myśli klub z Żupawy, który zimą zrobił wiele aby runda wiosenna była jeszcze lepsza niż jesienna. Mają niesamowicie zaangażowanego prezesa Damiana Różyckiego. Mają też silną kadrę, którą zimą uzupełniło czterech nie byle jakich graczy. Złośliwi twierdzą, że za pieniądze nie osiągną sukcesu. Ja jednak z tą grupą nie specjalnie się identyfikuję. Jeśli uda im się zgrać wszystko do kupy na boisku to w przyszłym sezonie będą jednym z faworytów. Muszą jednak pamiętać o jednej, istotnej rzeczy – solidny zespół powinno budować się od tyłu. Zimą postawili bardziej na atak. Zobaczymy z jakim skutkiem. Oby jeszcze korzystniejszym niż jesienią. 

W rundzie wiosennej zaskoczyć może Tarnowska Wola, gdzie zimą odbywało się wietrzenie składu. Natomiast gorzej nie powinna grać już na pewno Krzątka, która z całą pewnością sprawiła jak na razie największy zawód spośród wszystkich zespołów w B klasie. Rozczarowani i zawiedzeni czuć mogą się też gracze z Komorowa, dla których ten sezon jest właściwie tylko grą o honor. O zespole z Cyganów lepiej nie wspominać. Jedynym pozytywnym akcentem dla ostatniej drużyny ligi jest właściwie tylko ta klubowa szatnia i nic poza tym. Martwi mnie trochę los Płomienia Chmielów, który od dłuższego czasu spisuje się poniżej oczekiwań. Być może pewną, wiosenną motywacją dla klubu będzie osoba nowej Pani Prezes.

Jak widać gołosłowny nie jestem. B klasa ma swój niepowtarzalny charakter i wyjątkowy urok. Nie tylko tyczy się to zespołu Płomienia Chmielów. Gdy do tego wszystkiego, co zostało napisane dorzucimy wiosenną porę, która zawsze pozytywnie nastraja nas do życia zobaczymy pełny obraz tego, co czeka nas przez najbliższe miesiące. Runda wiosenna zresztą to zawsze dużo piękniejszy i ciekawszy okres w ligowych rozgrywkach, a niżeli jesień. Nie ma znaczenia czy jest to I liga czy B klasa. Wiosną po prostu ważą się najważniejsze losy i najistotniejsze sprawy, jeśli chodzi o najważniejsze cele. Realizacji tych wszystkich założeń życzę wszystkim drużynom B klasy. Mi jako kibicowi wystarczą przede wszystkim emocje. Najlepiej od niedzieli do drugiej połowy czerwca.

03:12, dante1002
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 kwietnia 2015

Po derbowym zwycięstwie nad Stalą Stalowa Wola wydawało mi się, że wreszcie można patrzeć z optymizmem na dalszą część rundy wiosennej. Miałem też nie małe nadzieje, że w tym zespole coś wreszcie drgnęło, że Siarka za chwilę pójdzie za ciosem i zacznie wygrywać kolejne spotkania. Niestety po raz kolejny dałem się zwyczajnie nabrać.

Tak, jak jedna jaskółka wiosny nie czyni, tak też jeden mecz nie może być punktem odniesienia do oceny drużyny. Nawet jeśli jest to wyjątkowe spotkanie derbowe zakończone zostało zwycięstwem. Wygrana ze Stalową Wolą miała jak się okazuje wymiar jedynie historyczny, bo piłkarsko cały wywalczony kapitał punktowy został zmarnowany tydzień później w Wałbrzychu z tamtejszym Górnikiem.

Porażka w Wałbrzychu boli podwójnie, przynajmniej mnie. Po takim spotkaniu ze Stalówką przegrana w meczu z przed ostatnim w lidze Górnikiem nie miała prawa się przytrafić. Gdy dołożymy do tego okoliczności w jakich do tego doszło to tak naprawdę trudno to wszystko zrozumieć. Zagrać kapitaną drugą połowę ze Stalą i wygrać derby tylko po to aby za tydzień przegrać z ligowym słabeuszem? Dla mnie to wręcz niewytłumaczalne zjawisko.

Zamiast wykorzystać dogodną sytuację odrobienia punktów do czołówki Siarka ponownie zaplątała się w środkowej strefie tabeli. Wydostać się stamtąd będzie niezwykle ciężko, zwłaszcza gdy popatrzymy na wyjazdowe dokonania zespołu Ryszarda Kuźmy. Sam trener Siarki od pewnego czasu niestety miota się w swoich wyborach. Obawa wystawienia w pierwszym składzie młodego Walencika w Wałbrzychu sprawiła, że na środku obrony ponownie musiał zagrać Mariusz Kukiełka. Na tej pozycji jednak sam Kukiełka nie czuje się na tyle pewnie, co w środku pola. Efekt był całkiem zbliżony do tego z Pruszkowa. Trzy stracone gole i utracone trzy punkty z drużyną, która do meczu z Siarką miała najmniej strzelonych goli w całej lidze. Trochę wstyd.

Jedno przekonywujące zwycięstwo w derbach. Do tego szczęśliwa wygrana w Rybniku oraz dwie porażki w Pruszkowie i Wałbrzychu sprawiają, że wiosna układa się tak jak jesień, czyli nijako. Zmiana trenera w Siarce żadnych wymiernych korzyści jak dotąd nie przyniosła. Czkawką natomiast na pewno odbija się zrezygnowanie zimą z Mirosława Barana. To szczęść wyjazdowych goli niestety nie wzięło się z przypadku. Wszystkie kadrowe eksperymenty jak na razie zdały się na niewiele.

Analizując wszystkie wiosenne dokonania Siarki sobotni mecz z Wisłą Puławy wydaje się być kolejnym spotkaniem z kategorii tych, które po prostu trzeba wygrać. Strata kolejnych punktów i to u siebie z zespołem zajmującym miejsce pod kreską byłaby po prostu piłkarską katastrofą. Do czegoś takiego dopuścić nie wolno, zwłaszcza gdy ma się w perspektywie dużo bardziej wymagających rywali, jak Kluczbork czy Sosnowiec. W sobotę liczy się wygrana, a strata punktów po raz kolejny jest wręcz zakazana.

13:31, dante1002
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2