O tarnobrzeskiej piłce, o koszykówce, a przede wszystkim tarnobrzeskim sporcie...
RSS
piątek, 29 kwietnia 2016

Przed 16 kolejką spotkań w rozgrywkach piłkarskiej klasy B przodujące w ligowej stawce drużyny KS Żupawa i KS Wola Baranowska za wszelką cenę chciały oderwać się od ligowego peletonu B klasy.  Sztuka ta im się w pełni udała. Oba czołowe zespoły ligi w niedzielę zainkasowały na własnym terenie komplet punktów. Kontakt z czołówką zaczyna tracić za to Iskra Sobów, która wiosną wciąż pozostaje bez zwycięstwa.

Trzecia wiosenna kolejka na najniższym szczeblu rozgrywkowym rozpoczęła się od strzelaniny z Żabnie. Gospodarze, którzy wciąż nie rezygnują z walki o awans nie mieli problemów aby po raz kolejny ograć Wspólnotę Serbinów. Podopieczni Tomasza Krasonia całkowicie zdominowali bezradnych tego dnia gości, którzy w całym meczu nie potrafili zagrozić bramce strzeżonej przez Szymona Dominka. Żabno już do przerwy prowadziło 5-0, a po zmianie stron zdobyło jeszcze 3 gole.  Jedno z tych trafień okazało się bramką samobójczą, ale honoru Wspólnocie tego dnia nic nie mogło uratować. Bagaż straconych 38 goli przez zespół z Serbinowa w meczach wyjazdowych, to najgorszy wynik w całej lidze. Drużynie prowadzonej przez Piotra Wawrylawskiego w tym sezonie pozostała już tylko walka o 10 miejsce.  Nie będzie to jednak zadanie proste, bo w najbliższych spotkaniach Wspólnotę czeka potyczka z liderem oraz wyjazd do Chmielowa.

Niespodzianką i skandalem zakończyły się derby Tarnobrzega w Sobowie. Prowadzona od tego roku przez Jacka Rączkowskiego Wielowieś odniosła swoje trzecie ligowe zwycięstwo tej wiosny. Wygrana gości tym bardziej cenniejsza, iż została odniesiona w pojedynku ze znacznie wyżej notowanym rywalem. OKS w niedzielę okazał się lepszy od walczącej o awans Iskry. Klub z Sobowa najwyraźniej nie otrząsnął się jeszcze po najwyższej w tym sezonie porażce (0-4) poniesionej przed tygodniem w Kopciach. Zwycięstwo Wielowsi w derbach zapewnił niezawodny jak dotąd tej wiosny Jakub Micał, który jedynego gola  dla swojej drużyny zdobył jeszcze przed przerwą. Niekorzystny cień na boiskowe wydarzenia w Sobowie rzuciła sytuacja z 87 minuty spotkania, gdy jeden z obrońców Iskry, niezadowolony z oceny sytuacji najpierw popchnął, a później uderzył arbitra. Goście otrzymali walkowera.

Właściwego rytmu wciąż nie może znaleźć lider rozgrywek. Po inauguracyjnej wpadce z Juniorem na własnym obiekcie, tym razem w Żupawie miejscowym sporo krwi napsuł przedostatni w ligowej tabeli zespół ligi. Goście z Komorowa opór faworytowi stawiali aż do 66 minuty. Gol zdobyty po samobójczej bramce na lidera podziałał jednak dość usypiająco, bo 10 minut później przed doskonałą okazję stanęli Błękitni. Niewykorzystana przez nich okazja sam na sam zemściła się w ostatnich minutach. Końcowy wynik spotkania ustalił Zbigniew Kozieł, którego bramkowy licznik (czyt. ponad sto goli w klubie) się nie zatrzymuje.

Porażkę klubu z Sobowa wykorzystali również gracze z Woli Baranowskiej. Wicelider rozgrywek, który mierzy w tym sezonie w awans na własnym terenie ograł Łęg Kopcie 3-1 i umocnił się na 2 pozycji w ligowej tabeli. Gospodarzy do zwycięstwa poprowadził pozyskany zimą do zespołu Konrad Pluta. Były zawodnik Wisanu Skopanie jak dotąd w każdym wiosennym spotkaniu Woli wpisywał się na listę strzelców. Pluta swoją strzelecką formę będzie miał okazję potwierdzić również w niedzielę, gdy Wolę Baranowską na własnym terenie sprawdzi aspirująca do gry w barażach LZS Krzątka, która w minioną niedzielę po emocjonującym spotkaniu pokonała u siebie Tarnowską Wolę 3-2. 

Wiosna w Zakrzowie jak dotąd przebiega wyjątkowo pomyślnie. Drużyna prowadzona przez Bogusława Sroczyńskiego w rundzie rewanżowej powoli urasta do miana rycerzy wiosny. Junior w niedzielę odniósł swoje trzecie w tej rundzie, a czwarte z rzędu zwycięstwo, tym razem pokonując 2-0 w Hadykówce miejscową Ceramikę. To najlepsza seria tarnobrzeskiego klubu w obecnym sezonie.

Po dwóch porażkach poniesionych z tarnobrzeskimi zespołami przełamał się Płomień. Zespół z Chmielowa na własnym stadionie nie po raz pierwszy okazał się lepszy w derbowym starciu z Cyganami. Gospodarzy do pierwszego na wiosnę triumfu poprowadzili Kamil Niedziałek i Kamil Czernik.


12:11, dante1002
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 kwietnia 2016

Koszykarze Siarki Tarnobrzeg w minioną sobotę nie zdołali na własnym parkiecie pokonać Dąbrowy Górniczej. Dzień później Trefl Sopot nie miał problemów aby ograć na własnym parkiecie Stal Ostrów Wielkopolski. Te rozstrzygnięcia, według regulaminu rozgrywek Tauron Basket Ligi oznaczają, że drużyna Zbigniewa Pyszniaka znalazła się nad przepaścią i aby się utrzymać w najwyższej klasie rozgrywkowej koniecznie potrzebuje zwycięstwa w ostatnim ligowym spotkaniu w Gdyni z Asseco.

Rok temu ostatnie miejsce, w tym roku najprawdopodobniej przed ostatnie - jeśli koszykarze Siarki zajmą 16 pozycję w lidze, to według regulaminu rozgrywek Tauron Basket Ligi pożegnają się z tymi rozgrywkami. Aby tak się nie stało tarnobrzeski zespół koniecznie potrzebuje zwycięstwa w Gdyni. Przegrać za to musi Śląsk oraz Trefl. Tylko 8 zwycięstw w całym sezonie odniesione przez wszystkie te trzy kluby spowoduje, że o kolejności na miejscach 14-16 zdecyduje dodatkowa tabelka, w której Siarka wyprzedziłaby Trefl.  Scenariusz już dziś wydaje się być jednak mało prawdopodobny.

Koszykarski los tarnobrzeskiej drużyny w przypadku niepowodzenia będzie zależał już nie tylko od przychylności władz miasta. Jeśli Siarka spadnie z TBL to władze ligi ewentualnie mogą zdecydować o możliwości wykupienia dzikiej karty (300 tys. złotych). Biorąc pod uwagę, że tarnobrzeski zespół obecnie dysponuje jednym z najniższych ligowych budżetów, to ta opcja wydaje się być raczej niemożliwa do realizacji. – Dalej będziemy walczyć aby zespół był w ekstraklasie, ale muszę mieć wsparcie i czuć wsparcie ludzi z otoczenia, z miasta – mówił Zbigniew Pyszniak.

Tarnobrzeski zespół już jutro czeka ostatnia w tym sezonie ligowa potyczka. W Gdyni podopieczni Zbigniewa Pyszniaka, chcąc zachować szanse na utrzymanie będą musieli stawić czoła walczącemu o  fazę play-off Asseco. Gospodarze swoją pierwszą szansę na przypieczętowanie awansu do ćwierćfinału zmarnowali we wtorek, kiedy ulegli mistrzom Polski z Zielonej Góry 55-71. W niedzielę staną przed kolejną okazją, tym razem już nieco dogodniejszą.

02:06, dante1002
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 kwietnia 2016

W sobotę minie dokładnie rok odkąd Włodzimierz Gąsior został ponownie trenerem Siarki Tarnobrzeg. – Postawię na zawodników chcących, bo takich cenię. Jeśli na nich oprzemy przyszłą drużynę i przyjdą zawodnicy z dużym charakterem, to będzie można stworzyć dobry zespół – mówił jeszcze dwanaście miesięcy nowy szkoleniowiec tarnobrzeskiego zespołu. Gąsiorowi ta sztuka się udała. W przeciągu roku stworzył niezwykle charakterny zespół, jakiego w Tarnobrzegu już dawno nie było.

Włodzimierz Gąsior objął tarnobrzeski zespół na 8 kolejek przed końcem poprzedniego sezonu, zastępując w roli trenera Ryszarda Kuźmę (obecnego trenera Stali Stalowa Wola). Siarka, która wówczas przegrywała mecz za meczem kompletnie nie przypominała zespołu. Wyzwanie, przed jakim stanął nowy szkoleniowiec nie było łatwe. – Kiedy wszedłem do szatni tam było milczenie. Oni ze sobą nie rozmawiali. To było tragiczne – wspominał Gąsior.

Pierwsze dni pracy dla nowego trenera Siarki nie należały do najłatwiejszych. Gąsior od początku musiał oczyścić gęstą atmosferę w szatni. Każdy kolejny dzień spędzony przy AN 2 przynosił nowe nazwiska graczy, których pozbywał się z drużyny. O swoich personalnych decyzjach nie bał się otwarcie mówić na pomeczowych konferencjach. Wszystkie kadrowe działania miały służyć budowaniu nowej drużyny na przyszły sezon.

Sezon 2015/2016 dla Siarki był jedną wielką niewiadomą. Organizacyjne zawirowania w klubie nikogo nie napawały optymizmem. Tarnobrzeski zespół w opinii wielu miał walczyć o utrzymanie, tymczasem od początku zagrał wszystkim na nosie. Dobra gra i równie dobre wyniki sprawiły, że przy AN 2 pojawił piłkarski optymizm, którego przez ostatnie miesiące tak bardzo brakowało. Gąsior, mimo trudnej sytuacji finansowej zbudował zespół, który dzisiaj na dobre zadomowił się w górnej części ligowej tabeli. 40 zdobytych punktów w 26 spotkaniach to kapitał, jakiego przed rozpoczęciem sezonu nikt się nie spodziewał.

Pod wodzą Włodzimierza Gąsiora Siarka rozegrała 34 spotkań o punkty. Bilans meczów ligowych to 13 zwycięstw, 5 remisów oraz 16 porażek, których część poniesiona została jeszcze w poprzednim sezonie. Tarnobrzeski zespół zajmuje obecnie 6 miejsce w ligowej tabeli, tracąc zaledwie 4 punkty do miejsca dającego możliwość gry w barażu o I ligę. Przedsezonowy cel, stawiany przez trenera Siarki, jakim było miejsce w górnej części ligowej tabeli już dziś został spełniony i to z nawiązką.

W najbliższą niedzielę o godzinie 17:00, w ramach 27 kolejki II ligi, Siarka Tarnobrzeg uda się do Góry na spotkanie z Nadwiślanem. Gospodarze, którzy wciąż znajdują się w strefie spadkowej w ostatnim czasie spisują się bardzo dobrze. 16 zespół ligi, za kadencji nowego trenera Rafała Wójcika od 5 spotkań w lidze jest niepokonany. Nadwiślan przed tygodniem sprawił sporą niespodziankę w Radomiu, gdzie pokonał miejscowy Radomiak.

14:46, dante1002
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 kwietnia 2016

Druga wiosenna kolejka w rozgrywkach piłkarskiej klasy A stała pod znakiem sporych niespodzianek. Punkty zgodnie straciła cała ligowa czołówka. W Kłyżowie po raz pierwszy w tym sezonie swoje ligowe spotkanie przegrał lider z Dąbrowicy. W Jadachach z kolei gospodarzy niespodziewanie ograła Koniczynka Ocice. Punkt w meczu z Podwoliną udało się wywalczyć Koronie z Majdanu Królewskiego.

Droga powrotna na boiska klasy okręgowej to nie jedyny cel dla zespołu Dąbrowicy w tym sezonie. Niekwestionowany lider rozgrywek klasy A w środę, na własnym boisku, pokonując 2-0 Unię z Nowej Sarzyny zapewnił sobie udział w finale Pucharu Polski na szczeblu okręgowym. Podopieczni Daniela Młynarczyka tym samym skopiowali wyczyn Wisanu Skopanie, który przed rokiem również święcił podobny sukces. W finałowym pojedynku, jaki zostanie rozegrany w najbliższą środę w Gorzycach, zespół z Dąbrowicy mierzył będzie się z Jeziorakiem Chwałowice.

Wielki pucharowy sukces dla drużyny z Dąbrowicy odbił się jednak czkawką w niedzielne popołudnie. Strzelec, który w ligowych rozgrywkach od początku sezonu nie miał sobie równych (czyt. 14 ligowych zwycięstw pod rząd) doznał pierwszej ligowej porażki. W Kłyżowie lepszy okazał się miejscowy San, który już na początku spotkania zaskoczył lidera. Na strzelecki dublet Macieja Sieka goście zdołali odpowiedzieć tylko raz, gdy na listę strzelców wpisał się Tomasz Polek.

39 letni Polek kilka dni wcześniej poprowadził zespół z Dąbrowicy do pucharowego zwycięstwa. Autor dwóch trafień w meczu z Unią, w tym sezonie wyrósł na prawdziwego lidera zespołu. Dobitnie potwierdzają to liczby. Spośród wszystkich zawodników, to właśnie sprowadzony z Wisanu Skopanie zawodnik spędził na boisku najwięcej minut. Dokonania pomocnika Strzelca imponująco wyglądają również pod względem ilości zdobytych bramek – 14 w lidze i 8 w pucharze.

Z potknięcia lidera z Dąbrowicy nie byli w stanie skorzystać pozostali rywale. Największy zawód swoim kibicom w niedzielne popołudnie sprawili gracze z Jadachów, którzy chyba przed wcześnie dopisali sobie komplet punktów do swojego punktowego dorobku. – Mówiłem przed meczem, że gospodarze mogą przypisać sobie punkty jeszcze przed meczem. Zagraliśmy defensywnie, nastawiliśmy się na kontry i dwie z nich nam się udały – mówił po spotkaniu Mariusz Łukawski.

Domysły trenera Koniczynki znalazły swoje potwierdzenie na boisku. Niekryjący swoich ambitnych planów, drugi zespół ligi nie po raz pierwszym w tym sezonie na własnym boisku nie sprostał rywalom. Tym razem lepsza okazała się Koniczynka Ocice, która w Jadachach zwyciężyła 2-0. Beniaminek rozgrywek tym samym powetował sobie jesienne niepowodzenie. Do zwycięstwa w małych derbach Koniczynkę poprowadził wracający do dobrej despocji Jan Kołodziej oraz Michał Łuciów, którego nieobecność (kartki) dało się odczuć w inaugurującym rundę wiosenną spotkaniu z Majdanem Królewskim (porażka 0-3). 

Po okazałym zwycięstwie wywalczonym na inaugurację rundy wiosennej w Ocicach, kibice w Majdanie Królewskim mieli nadzieję na kolejną wygraną swojego zespołu. Zamiast kompletu punktów oglądali jednak strzelecki festiwal z obu stron. Niepokonana na własnym boisku Korona do ostatnich minut walczyła o cenny remis w starciu z Podwoliną. Wszystko za sprawą szalonego finiszu w ostatnich 10 minutach, kiedy to podopieczni Michała Franczyka zdołali rywalom wbić trzy gole. Goście dzięki strzeleckiej formie doświadczonego Wojciecha Fabianowskiego prowadzili przez niemal całe spotkanie, w końcówce nie byli w stanie utrzymać korzystnego dla siebie rezultatu i mecz zakończył się remisem 5-5.

LICZBY KOLEJKI 

2 – tyle spotkań potrzebował Wojciech Fabianowski aby zdobyć tej wiosny już 5 bramek. Były zawodnik Stali Stalowa Wola, Stali Rzeszów czy Kmity Zabierzów po nie do końca udanej przygodzie w Zaklikowie wiosną będzie silnym punktem zespołu z Podwoliny.

5 – już tyle lat na zwycięstwo w Kłyżowie czekają zawodnicy z Dąbrowicy. Po raz ostatni Strzelec tej sztuki dokonał we wrześniu 2011 roku.

10 – zaledwie tyle punktów w 8 spotkaniach na własnym boisku zdobyła drużyna z Jadachów. Podopieczni Mirosława Smykli znacznie lepiej radzą sobie w delegacjach, gdzie jako jedyny zespół nie zaznali smaku porażki.

36 – tyle bramek przyniosła druga wiosenna seria gier w rozgrywkach klasy A. Była to do tej pory najbardziej ''bramkodajna'' seria kolejka w całym ligowym sezonie.

18:37, dante1002
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Ostatnie lata dla klubu z Sobowa były swoistą walką o przetrwanie. Brakowało własnego stadionu, ludzi, wyników – dosłownie wszystkiego. Niezwykle heroiczny bój o utrzymanie się na A klasowej powierzchni zakończył się barażowym niepowodzeniem. Iskra po wielu, wielu latach ponownie wylądowała w najniższej klasie rozgrywkowej. Przygnębiająca rzeczywistość B klasy nikogo w klubie jednak nie podłamała. Co więcej - niektórych chyba jeszcze bardziej zmobilizowała do szukania powrotnego szlaku na dawne boiska A klasy.

To co najgorsze i najtrudniejsze zespół z Sobowa zdaje się mieć już chyba za sobą. – Poprzedni nasz sezon może do końca nie był udany, chociaż jakoś specjalnie nie pchaliśmy się na A klasę. W tym roku spróbujemy już powalczyć o ten awans – mówił jeszcze kilka miesięcy temu Mariusz Stasiak. W drugim sezonie po spadku Iskra jak na razie sumiennie realizuje te założenia. Na ligowym półmetku Iskra zajmowała pozycję wicelidera, ze stratą dwóch punktów do prowadzącej Żupawy.

Jak odbicie od kalki – takie można odnieść wrażenie w przypadku drużyny z Sobowa, gdy porówna się rundę jesienną z ubiegłego sezonu do tej obecnej. Wicelider zanotował identyczną liczbę zwycięstw, a dorobek punktowy wykazał jednopunktowy deficyt w nawiązaniu do poprzedniego sezonu. Iskra po raz kolejny pewniej czuła się na obcych boiskach, gdzie zgarnęła 18 punktów na 21 możliwych. Jedyna, wyjazdowa porażka Iskry miała miejsce w Żupawie. Jedno z ważniejszych, a może i najważniejsze spotkanie w rundzie jesiennej dla zespołu Mariusza Stasiaka zakończyło się wyjazdową porażka 1-3.

Domowy dorobek punktowy również dla klubu z Sobowa jest niemal identyczny, jak ten wywalczony przed rokiem. Tyle tylko, że wówczas Iskra rozegrała jedno spotkanie więcej. W tym sezonie poniosła dokładnie taką samą punktową liczbę strat, co jesienią 2014 roku. Tradycyjna już inauguracja na remis, strata punktów z Tarnowską Wolą  czy też porażka z Żabnem – wszystkie te spotkania miały wpływ na obecną sytuację tarnobrzeskiego klubu tej jesieni.

Wiosną dużo łatwiej jest atakować niż bronić, dlatego brak pozycji lidera w Sobowie nikogo specjalnie nie martwi. W klubie panuje duży spokój, nikt na nikim nie wywołuje dodatkowej presji. Zdrowe podejście do tematu ewentualnej gry o awans zachowują niemal wszyscy, łącznie z najbardziej doświadczonymi zawodnikami. Wiodące postawie w zespole, jakimi jesienią byli Marek Kulczycki czy Patryk Stępień wciąż czerpią ogromną radość z tego co robią na boisku. Obaj jesienią zdobyli dla Iskry kilka niezwykle ważnych, ale również pięknych bramek. Jedną z tych najładniejszych oglądać można było na Serbinowie, kiedy to Kulczycki w wyjątkowy sposób przelobował golkipera gospodarzy.

Awans to jednak nie jedyny cel Iskry na najbliższy czas. Bardzo istotną rzeczą w klubie ma być zmiana pokoleniowa, która sukcesywnie ma następować. Wiosną będziemy mogli zaobserwować jej pierwsze oznaki. – Zrobiłem drużynę juniorów po to aby Ci chłopcy się ograli i wkrótce nas zastąpili nas – mówił opiekun Iskry. Stasiak, który jesienią mógł liczyć na pomoc Szymona Kozłowskiego, w rundzie rewanżowej będzie starał się wprowadzać do zespołu młodych zawodników, którzy w przyszłości mają stanowić o sile zespołu. Wszystko po to aby nie dopuścić do podobnych scen, jakie miały miejsce jeszcze kilka sezonów temu, gdy klubowi groził całkowity upadek.

00:03, dante1002
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 kwietnia 2016

Po drużynie, która jeszcze trzy sezony temu w klasie B biła się o najwyższe cele zostało już tylko wspomnienie. W tym roku na Serbinowie dokonywany jest kolejny etap planu naprawczego. Zakłada on przede wszystkim marsz w górę tabeli, byle dalej od 10 miejsca, które w ubiegłym sezonie było głębokim rozczarowaniem. Pomóc w tym ma przede wszystkim osoba nowego trenera.

Po Janie Kazalskim i nieudanym powrocie Marka Dula tym razem na Serbinowie postawiono na młodość. Nowym trenerem Wspólnoty został dość nieoczekiwanie Piotr Wawrylakowski. Koordynator grup młodzieżowych Siarki Tarnobrzeg po raz pierwszy w swoim życiu podjął się pracy z seniorskim zespołem. – Pora po 7 latach sprawdzić się w seniorskiej piłce – mówił po podjęciu nowego wyzwania Wawrylakowski. Wcześniej taką okazję miał jeszcze jako gracz m.in. w Siarce, Iskrze Sobów oraz A klasowej Ceramice Hadykówka. Po kilku tygodniach dał sobie jednak spokój. Wyjazd na studia do Warszawy przed Piotrem Wawrylakowskim otworzył nowe, wcześniej nieznane horyzonty. Najpierw była najmłodsza Legia, a później praca w szkółce holenderskiego Ajaxu Amsterdam.

Nowa, B klasowa rzeczywistość dla jednego z młodszych trenerów w dziejach Wspólnoty Serbinów tak kolorowa nie była. Wawrylakowski już na początku swojej przygody z nowym zespołem zanotował dwie druzgocące klęski – najpierw sparingową w Mokrzyszowie (19:0), a później pucharową w Dąbrowicy (14:0). Oba te rezultaty nikogo nie mogły napawać specjalnym optymizmem przed nowym rozdaniem na Serbinowie. Inauguracja nowej rundy miała być przede wszystkim znacznie lepsza niż koniec poprzedniego sezonu, gdy Wspólnota rozgrywki zakończyła na najsłabszym od wielu lat 10 miejscu.

Nowe rozdanie okazało się kontynuacją niepowodzeń z poprzedniego sezonu. Wspólnota na dzień dobry przegrała osiem kolejnych spotkań z rzędu, tracąc łącznie aż 40 bramek. Strzelecka niemoc i druzgocące porażki po raz kolejny zmusiły prezesa Wspólnoty do desperackiego szukania ratunku w postaci praktykowanych wcześniej przenosin na dużo mniejsze, sztuczne boisko. Efekt klubowej przeprowadzki powiódł się dopiero po dwóch miesiącach, gdy Wspólnota po raz pierwszy w lidze odniosła zwycięstwo z pogrążonym wtedy w kryzysie zespołem Wielowsi. Jeszcze cenniejsze okazało się zwycięstwo wywalczone tydzień później w Zakrzowie. Z niezdobytego przez wiele długich lat terenu drużyna Piotra Wawrylakowskiego przywiozła dość niespodziewanie komplet punktów. Trzecią wygrana z rzędu dla Wspólnoty była już obowiązkiem, bo do Tarnobrzega zawitała najsłabsza drużyna ligi z Cyganów. Końcówka rundy jesiennej dla zespołu z Serbinowa przyniosła pechową porażkę w Komorowie oraz cenny remis, wywalczony kosztem Woli Baranowskiej.

Trener Piotr Wawrylakowski przez większą część rundy jesiennej zapewniał, że obecny zespół budowany jest z myślą o przyszłym sezonie. – W tym sezonie na pewno musimy się ograć, a w przyszłym postawimy sobie już na pewno ambitny cel – deklarował jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywek nowy szkoleniowiec Wspólnoty. Runda jesienna na Serbinowie zamiast oczekiwanego przełomu póki co przyniosła najniższe w historii miejsce na półmetku rozgrywek w klasie B. Niekorzystne położenie być może zmieni się wiosną, a pomóc w tym ma przede wszystkim liczna kadra, jakiej Wspólnota nie miała już dawno. 

02:23, dante1002
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 kwietnia 2016

Runda wiosenna w klasie B przywitała nas małym trzęsieniem ziemi. Wszystko za sprawą nieoczekiwanej, pierwszej w tym sezonie porażki lidera rozgrywek. KS Żupawa na własnym stadionie dała się zaskoczyć Juniorowi Zakrzów. Sporo emocji dostarczył także pojedynek na górze ligowej tabeli – KS Wola Baranowska podzieliła się punktami z Iskrą Sobów.

 KS WOLA BARANOWSKA - ISKRA SOBÓW 2:2

Najciekawiej zapowiadającym się spotkaniem inaugurującej rundę wiosenną kolejki był pojedynek w Woli Baranowskiej. Miejscowy zespół podejmował zajmującą pozycję wicelidera Iskrę Sobów. Gospodarze, którzy w tym sezonie nie kryją swoich zamiarów w postaci awansu w niedzielę mieli wielki apetyt na zwycięstwo. Komplet punktów pozwoliłby podopiecznym Zbigniewa Pluty zamienić się miejscami z Iskrą Sobów. Goście w niedzielne popołudnie po raz kolejny w tym sezonie potwierdzili, że gra na obcych boiskach im wyraźnie służy. Bramki Patryka Stępnia i Marka Kulczyckiego pozwoliły drużynie z Sobowa wywieźć z ulicy Holendry cenny remis.

LICZBA MECZU -> 4 – gdy naprzeciw siebie stają drużyny z Woli Baranowskiej i Sobowa można być niemal pewnym, że oba zespoły podzielą się punktami. 4 ostanie ligowe potyczki tych zespołów zawsze kończyły się remisami. W przypadku Iskry remis na inaugurację to również żadna nowość - poprzednie inauguracyjne spotkania tego zespołu na jesień i wiosnę zawsze kończyły się w taki sam sposób. 

KS ŻUPAWA - JUNIOR ZAKRZÓW 1:2

Najciekawsze wydarzenia działy się jednak w Żupawie. Niepokonany w tym sezonie lider podejmował na swoim stadionie Juniora Zakrzów. Gospodarze na murawę wyszli pewni siebie i właśnie ta pewność ich najprawdopodobniej zgubiła. Żupawa dała się zaskoczyć już początku meczu, gdy groźnie lecący strzał w polu karnym ręką odbił jeden z zawodników gospodarzy. Rzut karny na gola zamienił niezawodny Wiesław Sądel. Nadzieje miejscowym przywrócił po przerwie Łukasz Laskowski. Pozyskany zimą z Unii Skowierzyn zawodnik również nie pomylił się z rzutu karnego, podyktowanego tym razem za faul w polu karnym. Lider z gola cieszył się tylko kilka minut. W 59 minucie po raz kolejny dał o sobie znać Sądel. Trafienie kapitana Juniora okazało się być tym decydującym  i niespodzianka stała się faktem. KS Żupawa po raz kolejny nie potrafiła przezwyciężyć inauguracyjnego fatum, ponosząc pierwszą w tym sezonie porażkę.

LICZBA MECZU -> 40 – właśnie tyle lat, miesiąc temu skończył najstarszy zawodnik Juniora. Dwie bramki Wiesława Sądela (bo właśnie o nim mowa) w niedzielę pozwoliły zespołowi z Zakrzowa sięgnąć po komplet punktów nad jedyną, niepokonaną do tej pory drużyną w całej stawce.

PŁOMIEŃ CHMIELÓW - OKS WIELOWIEŚ 2:5

Imponujący początek rundy wiosennej zanotowali na swoim koncie piłkarze z Wielowsi. Podopieczni Jacka Rączkowskiego po sumiennie przepracowanym okresie zimowym rozprawili się w Chmielowie z miejscowym Płomieniem wygrywając 5-2. Wielka w tym zasługa Jakuba Micała. Debiutujący w barwach OKS-u, były napastnik Transdźwigu Stale skompletował na swoim koncie hattrick. Dla gospodarzy była to druga porażka poniesiona na własnym boisku. Zamazać ją może nie być łatwo, bo w najbliższy weekend zespół z Chmielowa uda się na wyjątkowo niewdzięczny teren do Zakrzowa. Płomień na boisku Juniora ostatnie zwycięstwo odniósł 10 lat temu.

LICZBA MECZU -> 5 – po raz ostatni tyle goli na własnym stadionie Płomień stracił w meczu pucharowym z Jadachami na początku sierpnia. Dodatkowo w 8 ostatnich ligowych spotkaniach zespół z Chmielowa dał sobie wbić łącznie 26 goli (13 z nich na własnym obiekcie).

LZS KRZĄTKA - BŁĘKITNI KOMORÓW 4:0

Jeśli Krzątka rundę wiosenną rozpoczyna na własnym stadionie, to jest to znak, że inauguracja powinna być udana i padnie wiele bramek. Nie inaczej było i tym razem. Gospodarze po raz kolejny okazali się wyjątkowo niegościnni dla Błękitnych z Komorowa. Bramki Chudzika, Jagody, Paducha i Kopcia zapewniły Krzątce kolejne zwycięstwo w tym sezonie. Komplet punktów przybliżył także zespół Wiesława Radzimowskiego do ligowej czołówki. Ciekawostką jest, że jeszcze rok temu, o tej porze wiosny Krzątka miała na swoim koncie 4 zwycięstwa i zaledwie 14 punktów na koncie. Dzisiaj ten dorobek został już praktycznie podwojony.

LICZBA MECZU -> 12 – dokładnie tyle lat na zwycięstwo w Krzątce czekają zawodnicy z Komorowa. Błękitni po raz ostatni na boisku tego rywala wygrali w sierpniu 2004 roku.

LZS ŻABNO - LZS CYGANY 2:1

Wiele wskazuje na to, że wiosną ostatni zespół ligi może przestać być już przysłowiowym chłopcem do bicia. LZS Cygany, wzmocniony 8 zawodnikami (w głównej mierze więźniami z zakładu karnego) postawił w Żabnie nie lada opór miejscowej drużynie. Goście do 70 minuty utrzymywali wynik remisowy. Uległ on zmianie za sprawą gola Damiana Paterka. Były zawodnik m.in. Olimpii Pysznica czy Słowianina Grębów oprócz zwycięskiej bramki na swoim koncie zanotował również asystę przy trafieniu Dawida Kawęckiego. Na skuteczną formę tego napastnika z Żabna wiosną liczy trener Tomasz Krasoń. Ma ku temu jednak podstawy. Jeden z obecnie najskuteczniejszych zawodników żółto-niebieskich w poprzednim sezonie zdobył dla swojej drużyny 22 bramki (16 z nich wiosną).

LICZBA MECZU -> 40 – tyle spotkań na zwycięstwo czekają LZS Cygany. Po raz ostatni ligowy triumf zespół Zbigniewa Małka na swoim koncie zapisał dwa lata temu na zakończenie sezonu.

LZS TARNOWSKA WOLA - WSPÓLNOTA SERBINÓW 2:1

Z wielkimi nadziejami do Tarnowskiej Woli udała się również Wspólnota Serbinów. Przeżywający trudny okres tarnobrzeski zespół, zimą znacząco poszerzył swoją kadrę. W niedzielę musiał jednak radzić sobie bez swoich dwóch podstawowych zawodników. Łukasza Furdynę z gry wykluczyła kontuzja pleców, a kartkową karę musiał odcierpieć Daniel Dudek. Goście, mimo gola wyrównującego na kwadrans przed końcem dali sobie w końcówce wydrzeć punktową zdobycz. Zwycięską bramkę na wagę zwycięstwa dla gospodarzy zdobył Rafał Siudak. 

LICZBA MECZU -> 8 – dokładnie już tyle lat czekają zawodnicy Wspólnoty Serbinów na zwycięstwo w Tarnowskiej Woli. Po raz ostatni ta sztuka (wygrana 2:1) udała im się w kwietniu 2008 roku.

CERAMIKA HADYKÓWKA - ŁĘG KOPCIE 3:1

Ponad pół roku czekali na zwycięstwo u siebie gracze Ceramiki Hadykówka, którzy w niedzielę na własnym terenie pokonali zespół z Kopciów. Pierwsi na prowadzenie, za sprawa Sylwestra Żarkowskiego wyszli jednak goście, ale ich radość trwała ledwie kilka minut. Ceramika do przerwy odrobiła stratę i dodatkowo wyszła na prowadzenie. Największą zasługę w tym miał Marek Kos, który zaliczył na swoim koncie strzelecki dublet. W końcówce zwycięstwo gospodarzy przypieczętował Kosiorowski.  Łęg po niezłym początku sezonu w ostatnim czasie wyraźnie spuścił z tonu. 4 porażki z rzędu w 4 ligowych spotkaniach to zdecydowanie najgorszy okres gry tego zespołu w tym sezonie.

LICZBA MECZU –> 11 – właśnie tyle bramek na swoim koncie w tym sezonie zgromadził Sylwester Żarkowski. Najbardziej doświadczony zawodnik Łęgu jest najskuteczniejszym zawodnikiem swojej drużyny w tym sezonie.


02:49, dante1002
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 kwietnia 2016

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Nieprawdopodobna historia rozegrała się pod tarnobrzeskim koszem w sobotni wieczór. Na niespełna trzy sekundy przed końcem meczu Stal Ostrów prowadziła 70:67. Od tego momentu dla gości nastąpił szereg niekorzystnych wydarzeń. Najpierw Jakub Patoka dobił niecelny rzut wolny Jakuba Zalewskiego, a chwilę potem ostrowianie popełnili prostą stratę. W umiejętny sposób wykorzystali ją koszykarze Siarki. Bohaterem decydującej o losach meczu akcji został Jakub Patoka.

Przez ostatnie lata koszykarscy kibice w Tarnobrzegu przyzwyczaili się głównie do porażek i niespodzianek swojej drużyny. Sobotniego zwycięstwa nad Stalą Ostrów nie da się jednak zaliczyć do żadnej z tych kategorii. Tak nieprawdopodobnej i emocjonującej końcówki w Tarnobrzegu jeszcze nigdy nie było. W przeciągu kilku sekund Siarka dokonała rzeczy, która parę chwil wcześniej wydawała się być niemożliwa do realizacji.

Gdy w trzeciej kwarcie koszykarze z Ostrowa zanotowali serię 12 punktów z rzędu, wydawało się, że wszystko co najlepsze w tym spotkaniu Siarka ma już za sobą. Gospodarze jednak szybko się otrząsnęli i wrócili do gry, niwelując stratę do 4 punktów. Najistotniejsze wydarzenia dla losów meczu działy się w samej końcówce ostatniej kwarty. Goście, którzy cały czas minimalnie prowadzili w nieprawdopodobny, a wręcz niespotykany sposób dali się zaskoczyć na 2 sekundy przed końcem. W odpowiednim miejscu i czasie znalazł się Jakub Patoka. Występujący nieprzerwanie od 2012 roku w Tarnobrzegu koszykarz został prawdziwym bohaterem sobotniego spotkania.

Przed koszykarzami Siarki teraz ostatnie trzy decydujace spotkania, które będą miały kluczowy wpływ na kształt tabeli i przyszłość klubu. Jeśli tarnobrzeski zespół zajmie jedno z  dwóch ostatnich miejsc na koniec sezonu, to straci prawo gry następnych rozgrywkach TBL. Na razie podopieczni Zbigniewa Pyszniaka pozostają za plecami Trefla Sopot, który w sobotę dość nieoczekiwanie ograł Anwil Włocławek.

O poprawę pozycji może być trudno w najbliższej kolejce. Siarkę już jutro czeka potyczka w Zgorzelcu z Turowem, czyli zespołem, którego tarnobrzeskiej drużynie jeszcze nigdy w historii nie udało się pokonać. Teoretycznie nieco łatwiej o zwycięstwo powinno być w sobotę, gdy do Tarnobrzega przyjedzie MKS Dąbrowa Górnicza. Będzie to ostatni mecz tarnobrzeskiej drużyny w tym sezonie przed własną publicznością.

03:11, dante1002
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 kwietnia 2016

Listopad, grudzień, styczeń, luty, marzec - niezwykle długi, zimowy sen w  klasie A i B dobiegł końca. W powietrzu czuć już ten powiew piłkarskiej wiosny, która zawsze niesie za sobą jeszcze większą ilość emocji niż jesień. I nie ważne, że cała gra toczy się na najniższym szczeblu rozgrywkowym. Piłka nożna w klasie A i B zawsze miała swój klimat i dusze. Gra się tam przede wszystkim dla pasji. Nie dla rozgłosu czy pieniędzy. Najważniejszą wartość stanowią oczywiście zwycięstwa i ewentualny awans, który od zawsze był traktowany, jako największa nagroda.

Rok temu, tego wyjątkowego zaszczytu dostąpiła Koniczynka Ocice. Zespól, który w wyjątkowy sposób zapracował na powrót do A klasy nigdy nie zatracił wiary i pasji w dążeniu do wyznaczonego celu. Swoją szansę wykorzystał również Kolejarz z Knapów, który bardzo udanie finiszował na koniec.  W tym roku do miana faworyta rozgrywek klasy B urósł czarny koń poprzedniego sezonu. KS Żupawa nie popełniła już ubiegłorocznych grzechów, kiedy to przespała początek sezonu. Tym razem od startu do mety rundy jesiennej wszystko było bardzo szczegółowo dopięte na ostatni guzik. Lider, nawet jeśli bywał w opałach na obcych boiskach to potrafił temu skutecznie zaradzić. Pozostałym ta sztuka jesienią nie zawsze się udawała.

Iskra, która dzielnie dotrzymywała kroku Żupawie, kilka ważnych punktów pogubiła na swoim podwórku. Najważniejszą stratę poniosła jednak na boisku lidera. Inni faworyci, jak np. Żabno punkty trwonili zarówno u siebie, jak i w delegacjach. Pogubione punkty może być już ciężko odnaleźć na wiosnę. Tym bardziej, że w tym okresie motywacji nie zabraknie nawet tym teoretycznie słabszym, jak choćby Tarnowskiej Woli czy Wspólnocie Serbinów. Tu wszyscy po prostu mają sobie coś do udowodnienia. Nawet ostatni zespół z Cyganów będzie tej wiosny toczył swój własny, bezpośredni pojedynek. Niekoniecznie z resztą ligowców, ale na przykład z drugim, nowym zespołem z Cyganów, który znalazł się w innej grupie. Wszystko oczywiście po to aby  nie okazać się zwyczajnie słabszym. Wiosną każda drużyna będzie miała swoją rolę do odegrania. Każdy z zespołów będzie miał również swoje cele, które postara się sumiennie zrealizować.

U progu rundy wiosennej trudno jednak przypuszczać abyśmy byli świadkami podobnie interesującego wyścigu, jak ten, który rozgrywał się 12 miesięcy temu. Różnice punktowe co prawda niewielkie (mniejsze niż przed rokiem), ale samo dotrzymanie kroku liderowi z Żupawy wiosną będzie największym wyzwaniem dla całej ligowej czołówki. Im dłużej zostanie zachowana ta tendencja – tym lepiej dla samej atrakcyjności B klasy. Miło by było, gdyby i tym razem rozgrywki rozstrzygały się na w czerwcu. Wtedy i szampan smakuje jeszcze lepiej.

Trudno natomiast przypuszczać abyśmy do czerwca musieli czekać na ostateczne rozstrzygnięcia w klasie A. Tam po rundzie jesiennej sytuacja wygląda dość klarownie i przejrzyście. 13 punktów to kapitał, który niewątpliwie będzie cieżko roztrwonić liderowi z Dąbrowicy. Zwłaszcza, gdy popatrzy się na grę i styl, jaki drużyna Daniela Młynarczyka obecnie prezentuje. Strzelec jesienią podążał ścieżką wydeptaną przez Sokół Sokolniki dwa sezony temu. Wtedy też ówczesny lider rozgrywek na półmetku sezonu miał na swoim koncie komplet zwycięstw i przewagę bodaj 15 punktów nad resztą ligowej stawki. Wiosną nikt nie był w stanie nawet się zbliżyć do nich. Nie przypuszczam aby tym razem mogło być inaczej w przypadku Strzelca, który zimą  nie dość, że się się nie osłabił, to jeszcze dodatkowo się wzmocnił.

Wszystkie argumenty piłkarskie tak naprawdę są po stronie lidera, któremu życie będą chcieli uprzykrzyć zawodnicy z Jadachów i Majdanu Królewskiego. Obawiam się jednak, że sił może starczyć jedynie na ewentualną walkę o miejsce barażowe. Oba zespoły organizacyjnie i sportowo są na to na pewno przygotowane. Sporą niewiadomą jest dla mnie natomiast postawa Koniczynki Ocice. Beniaminek rozgrywek był dla mnie jednym z najbardziej pozytywnych zaskoczeń w rundzie jesiennej. Po druzgocących porażkach na samym początku sezonu mało kto przypuszczał, że zespół Mariusza Łukawskiego będzie w stanie odnieść 7 zwycięstw i zająć na półmetku rozgrywek 5 miejsce. Dla zespołu z Ocic to naprawdę wielka sprawa. Dużo gorzej po rundzie jesiennej wygląda sytuacja drugiego z beniaminków. Kolejarz Knapy powrotu do klasy A póki co nie może zaliczyć do udanych. 6 zdobytych punktów w 13 spotkaniach to nie jest szczyt możliwości tej drużyny. Szukając pozytywów można jednak wspomnieć, że dla zespołu z Knapów wiosna była przeważnie dużo lepszym okresem aniżeli jesień. I właśnie tego przed rozpoczynającą się rundą wiosenną pragnę życzyć wszystkim zespołom. Niech ta wiosna będzie dla Was dużo lepsza niż jesień.

00:06, dante1002
Link Dodaj komentarz »
sobota, 09 kwietnia 2016

Po kilkumiesięcznej przerwie na ligowe boiska wracają zespoły rywalizujące w klasie A. Niezwykle długie czekanie na rundę rewanżową trenerzy niemal wszystkich drużyn wykorzystali na uzupełnianie składów i rozgrywanie meczów sparingowych. Od jutra czas najważniejszej próby.

Runda jesienna w rozgrywkach A klasy toczyła się pod dyktando jednego zespołu. Strzelec Dąbrowica w 13 ligowych spotkaniach zanotował komplet 13 zwycięstw, które przed rozpoczęciem rundy wiosennej dały drużynie Daniela Młynarczyka zaliczkę w postaci 13 punktów nad drugim w tabeli zespołem z Jadachów. Ostatnią drużyną, która w tej klasie rozgrywkowej osiągnęła taki wynik i taką przewagę na półmetku był Sokół Sokolniki.

Na spektakularny sukces w postaci awansu Strzelec czeka od trzech lat, kiedy to po raz ostatni występował w klasie okręgowej. Przed rokiem zespół z Dąbrowicy zajął w lidze dopiero 11 miejsce. W tym sezonie nikt już w drużynie i pobliskim otoczeniu nie dopuszcza myśli aby wywalczona jesienią zaliczka została w jakiś sposób roztrwoniona. Dla lidera wiosną będzie liczyła się każda kolejna ligowa kolejka, która będzie miała przybliżać Strzelca do upragnionego awansu.

Lider rozgrywek, który od początku wiosny zamierza podążać zwycięskim szlakiem z zimowego snu obudził się 2 lutego. Po dwóch treningach zespół z Dąbrowicy rozegrał swój pierwszy sparing w 2016 roku. Wypadł on bardzo obiecująco – Strzelec zremisował 2-2 z grającym w wyższej klasie rozgrywkowej Słowianinem Grębów. Tydzień później zespół Daniela Młynarczyka doznał pierwszej od pół roku porażki z GKS-em Świniary. Sparingowe niepowodzenie szybko jednak zostało powetowane w kolejnych grach kontrolnych.

Biało-zieloni wiosną swoją pewność opierać będą nie tylko na ligowej tabeli, ale przede wszystkim na dotychczasowej grze oraz kadrze, która w stosunku do rundy jesiennej wydaje się być jeszcze silniejsza. Wszystko za sprawą trzech nazwisk, które wiosną jeszcze bardziej mogą poprawić jakość i siłę Strzelca. Do drużyny z Dąbrowicy dołączyli m.in. były bramkarz Ceramiki Hadykówka Daniel Marut, Dawid Rzeźwicki - grający z powodzeniem do niedawna w Wisanie Skopanie oraz Kamil Polek - jeden z najskuteczniejszych zawodników Kolejarza Knapy w poprzednim sezonie.

Dla Kamila Polka inauguracyjne spotkanie będzie miało charakter szczególny. W derbach gminy Baranów Sandomierski lider rozgrywek podejmie zespół, którego barwy do niedawna reprezentował napastnik Strzelca. Przebudowany i nieco odmłodzony w zimowej przerwie Kolejarz stanie w Dąbrowicy przed niezwykle trudnym zadaniem sprostania liderowi. Dla gospodarzy spotkanie z walczącym o utrzymanie beniaminkiem może być dobrym przetarciem przed niezwykle istotnym półfinałowym pojedynkiem w ramach okręgowego Pucharu Polski. W środę na boisku lidera klasy A zamelduje wicelider klasy okręgowej - Unia Nowa Sarzyna.

00:03, dante1002
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2