O tarnobrzeskiej piłce, o koszykówce, a przede wszystkim tarnobrzeskim sporcie...
RSS
piątek, 28 kwietnia 2017

Mieli niespełna 20 lat, gdy trafili do pierwszego zespołu Siarki, którego trenerem wówczas był Włodzimierz Gąsior. Na boiskach I ligi rozegrali łącznie ponad 220 spotkań. Rafał Oleniacz zaczynał jako napastnik aby później za kadencji Jacka Zielińskiego stać się skrajnym obrońcą. Jacek Rączkowski z kolei przez większą część swojej piłkarskiej przygody przebywał w środku pola. Dziś - po wielu długich latach- piłkarski los sprawił, że obaj znowu się spotkali, ale już w nieco innych rolach.

Jeszcze nie tak dawno temu grali do jednej bramki w tej samej drużynie. Rafał Oleniacz podczas swojej bogatej w sukcesy, trenerskiej przygodzie w Stalach, w pewnym momencie stwierdził, że jego drużynie potrzeba doświadczenia. Wtedy padło właśnie na Jacka Rączkowskiego, który jako środkowy pomocnik spełnił pokładane w nim nadzieje. Z czasem jednak problemy ze zdrowiem zmusiły 41-letniego pomocnika do powieszenia korków na kołku. Rączkowski bez kontaktu z piłką żył tylko kilka miesięcy.

Już na samym początku 2016 roku zdecydował się przejąć po padającą w coraz większy głębszy kryzys Wielowieś. Pod jego wodzą tarnobrzeski zespół powstał z kolan i już  poprzedniej wiosny prezentował wysoką formę. Dziewięć zwycięstw, dwa remisy i tylko dwie porażki w rundzie rewanżowej były jasnym dowodem, że sumiennie przepracowany okres przygotowawczy zaczyna przynosić efekty. OKS zaczął podążać w dobrym kierunku, a runda jesienna tego sezonu tylko to potwierdziła.

Rozłąka z piłką w przypadku Rafała Oleniacza była nieco dłuższa. Po zakończeniu trenerskiej misji w Stalach, Oleniacz miał zostać ponownie opiekunem Mokrzyszowa. Miejscowi działacze szybko jednak z tego pomysłu się wycofali. Większe zaufanie były trener Transdźwigu Stale znalazł  jesienią w Zakrzowie, gdzie przejął osierocony zespół. Od tego momentu Junior już tylko wygrywał, stając się przy okazji najpoważniejszym zagrożeniem dla dotychczasowego lidera rozgrywek.

Czekający już od ponad dekady Junior swoją wysoką formę z poprzedniego roku (18 zwycięstw) potwierdził już na inaugurację rundy wiosennej, pokonując 4-2 na własnym terytorium Wielowieś. Do derbowego zwycięstwa przyczynili się zarówno nowi zawodnicy - Tołłoczko, Leptacz i Mróz,  jak i gracze z dużo większym stażem w klubie - Konopacki i Czech. Wygrana zespołu z Zakrzowa spowodowała pierwszą od początku września zamianę miejsc na ligowym szczycie. Teraz to drużyna z sąsiedztwa jest krok przed zespołem z Wielowsi w drodze na boiska A klasy.

Hubert Mikusiński

01:18, dante1002
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 kwietnia 2017

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Po zwycięstwach z Kotwicą Kołobrzeg (2:1) i Polonią Bytom (2:0)  celem podopiecznych Włodzimierza Gąsiora było odniesienie kolejnego zwycięstwa, które pozwalało przybliżyć się do Radomiaka na odległość dwóch punktów. W składzie gospodarzy na mecz z Polonią kontuzjowanego Michała Dawidowicza zastąpił Dawid Witkowski. Do meczowej jedenastki powrócił również Hubert Tomalski, i to właśnie pomocnik Siarki  udanym wślizgiem rozpoczął kluczową dla losów meczu akcję.

Na początku meczu jednak, to  zbłąkana na dobre w dolnych rejonach tabeli Polonia próbowała zaskoczyć, ale gospodarze szybko odpowiedzieli. Bardzo składną akcję w 14 minucie zapoczątkował Grzesik, który na skrzydle szybko znalazł Daniela Koczona. Pomocnik Siarki chwilę później dośrodkował w pole karne, gdzie po raz kolejny tej wiosny bliski szczęścia był Michał Żebrakowski. Najskuteczniejszy zawodnik Siarki w sobotę nie poprawił swojego bramkowego dorobku, podobnie jak Marcin Stefanik. Kapitan Siarki w 28 minucie nie wykorzystał rzutu karnego.

Przełom nastąpił  kilkanaście minut później, gdy Siarka skorzystała ze swojego firmowego zagrania wiosną, czyli stałego fragmentu gry. W głównej roli - nie po raz pierwszy tej wiosny - wystąpił obrońca tarnobrzeskiego klubu. Cała akcja do znudzenia przypominała tą z końcówki spotkania z Błękitnymi, gdy dośrodkowanie z bocznego sektora boiska na gola zamienił Jan Grzesik. Tym razem defensora Siarki w zamiarach ubiegł inny defensor. Sylwestrzak, który na pierwszego gola w Siarce czekał od ponad roku, tego dnia był najlepszym i najpewniej grającym zawodnikiem na boisku.

Z biegiem czasu mecz tracił na wartości. Siarka sporadycznie zagrażała Polonii, przyjezdni zaś za wszelką cenę dążyli do zmiany niekorzystnego rezultatu. Na drodze Czarnym Koszulom stanął jednak nie po raz pierwszy tej wiosny dobrze dysponowany Karol Dybowski oraz arbiter, u którego goście domagali się rzutu karnego. - Co klub Polonia Warszawa zrobił sędziom? - pytał retorycznie na pomeczowej konferencji trener zespołu ze stolicy. 

Słabą postawę arbitra w najbliższą sobotę na własnej skórze odczuje również Siarka. W długą podróż do Elbląga, tarnobrzeski zespół uda się bez pauzujących za nadmiar żółtych kartek Jana Grzesika oraz Marcina Stefanika. W składzie nie zabraknie natomiast Daniela Koczona, który do najbliższego rywala podchodzi z pewnymi obawami. - Bardzo specyficzny klimat, bardzo specyficzne boisko i tam będzie naprawdę bardzo ciężko - ocenia pomocnik Siarki. Koczon póki co z Olimpią ma jednak bardzo miłe wspomnienia. Jesienią przeciwko swojemu byłemu zespołowi zagrał koncertowo. Kto wie, może i w sobotę przypomni o sobie również w Elblągu.

OCENY POMECZOWE:

Karol Dybowski - 7,0 Fantastycznie zachował się w sytuacji sam na sam z Sauczkiem w drugiej połowie. Obronił też groźny strzał Wiśniewskiego z dalszej odległości. Pewny i zdecydowany w swych interwencjach.

Jan Grzesik - 5,5 Niezły mecz Janka, choć trochę rywale napsuli mu krwi. Pomylił się raz, kiedy uciekł mu Sauczek. Na szczęście bez konsekwencji. Fajnie zachował się w 12 minucie, wyprzedził i ubiegł Kluskę rozpoczynając groźną kontrę zespołu zakończoną strzałem Żebrakowskiego. Dostał żółtą kartkę i nie zagra w Elblągu.

Radosław Sylwetrzak - 7,5 Gracz meczu, nie tylko dlatego, że strzelił zwycięskiego gola. Praktycznie nie mylił się w destrukcji. 

Bartosz Walencik - 6,0 Dobry występ Bartka. Współnie z Sylwestrzakiem nie pozwolili na wiele graczom ofensywnym Polonii i dość szczelnie zaryglowali dostęp do swojej bramki.

Dawid Witkowski - 5,0 Zastąpił chorego Dawidowicza i zagrał nieźle. W pierwszej połowie irytował zbyt długim przetrzymywaniem piłki. W drugiej popełnił błąd w kryciu przy stałym fragmencie gry. Uciekł mu Zembrowski jednak przestrzelił z bliska.

Marcin Stefanik - 5,5 Na jego ocenę rzutuje zmarnowany karny z pierwszej połowy. Ze swoich pozostałych zadań wywiązał się więcej niż dobrze. 

Grzegorz Płatek - 5,0 W pierwszej połowie dwie fajne piłki do Koczona na wolne pole. Szkoda sytuacji z drugiej odsłony, kiedy to źle przyjął piłkę i zmarnował szansę na wyprowadzenie kontry. Bardzo pracowity. 

Mateusz Czyżycki - 5,0 Praktycznie się nie zatrzymywał. W przodzie tworzył niewiele zagrożenia, ale bez przerwy wywierał presję na środkowych pomocników Polonii. Wykonał ogrom pracy w środku pola. 

Hubert Tomalski - 5,0 Ładnie strzelił na początku drugiej połowy. Bardzo nerwowy. Złapał żóltką kartkę i nadal pozwalał sobie na dyskusję z arbitrem. Szybko zmieniony przez Zaradnego. 

Daniel Koczon - 6,5 W pierwszej połowie najjaśniejsza postać Siarki w grze ofensywnej. Podawał do Żebrakowskiego w 12 minucie, idealnie zacentrował na głowę Sylwestrzaka notując 11 asystę w sezonie. Sam też próbował szczęścia ale jego potężny strzał z lewej nogi znakomicie obronił Tobjasz. W drugiej połowie zupełnie niewidoczny. Tak jak cały zespół zagrał dużo słabiej. 

Michał Żebrakowski - 4,0 Mógł strzelić gola w 12 minucie ale dobrze zachował się Tobjasz. Raz fajnie napędził atak zespołu. Znacznie częściej jednak tracił; piłkę. Po przerwie zupełnie zniknął z pola widzenia i trener Gąsior zdjął go z boiska.

Krzysztof Ropski - 4,0 Dużo walki w powietrzu, jeden niecelny strzał, sporo pracy w defensywie.

Konrad Zaradny - 4,0 Jedna niezła akcja, to on wyłożył Ropskiemu piłkę na strzał.

Marcin Stromecki i Tomasz Przewoźnik - grali zbyt krótko aby ich ocenić. 

LICZBY:

4 - tyle goli wiosną zdobyli obrońcy Siarki. Bartosz Walencik już dwukrotnie wpisywał się na listę strzelców (Kotwica i Odra), Do tego po jednym trafieniu zanotowali Jan Grzesik (Błękitni) oraz Radosław Sylwestrzak (Polonia). 

7 - od tylu spotkań Siarka nie poniosła porażki na własnym obiekcie.

51 - dokładnie tyle fauli w sobotę odgwizdał Daniel Kruczyński. Dotychczasowy rekord w ilości przewinień z udziałem Siarki Tarnobrzeg miał miejsce w Warszawie (47 fauli). 

Sławomir Strzałka, Hubert Mikusiński 

02:11, dante1002
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Była końcówka kwietnia 2010 roku. Siarka po niezwykle emocjonującym meczu pokonała Dąbrowę Górniczą i powoli witała się z koszykarską ekstraklasą. w Tarnobrzegu szampan lał się strumieniami, a rozemocjonowana rzesza kibiców świętująca na parkiecie z zespołem jednym tchem skandowała imię Zbigniewa Pyszniaka. Po siedmiu latach spędzonych na parkietach PLK z tłumu pozostała garstka osób, która dziś po raz ostatni będzie miała okazję zobaczyć w akcji tarnobrzeski zespół.

Z nieba do piekła - tak  w skrócie można podsumować ostatnie lata pod tarnobrzeskim koszem. Po euforii, jaka zapanowała w 2010 roku, nastąpiło szybkie ostudzenie. Później pojawiła się jeszcze chwilowa nadzieja, ale nie trwała ona zbyt długo. Siarka, która w poprzednim sezonie wylądowała na samym dnie ligowej tabeli, w tegorocznych rozgrywkach - mimo kilku prób - nie była w stanie się już z niego odbić.

Na niewiele zdały się wszystkie kadrowe zabiegi i obietnice poprawy. Prawdziwa czara goryczy została przelana w ostatnich tygodniach. Po porażce na własnym parkiecie z drugim najsłabszym zespołem w PLK, podopieczni Zbigniewa Pyszniaka ponieśli druzgocącą klęskę w Koszalinie. Przegrana z AZS-em różnicą 51 punktów stała się nie tylko niechlubnym rekordem Siarki na ekstraklasowych parkietach, ale także jednym z wielu argumentów, w trwającej od dawna dyskusji nad sensownością gry w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Sytuacji, ani tym bardziej honoru, ostatniemu zespołowi PLK nie uratuje już ani spotkanie w Lublinie, które zostanie rozegrane za tydzień, ani tym bardziej dzisiejsza potyczka na własnym parkiecie z Asseco Gdynia. Los Siarki, która wygrała zaledwie cztery spotkania wydaje się być przesądzony, choć nieco inne zdanie na ten temat zdaje się mieć Zbigniew Pyszniak. Trener Siarki - mimo sportowej klęski - zachowuje spokój i nie traci nadziei, licząc przede wszystkim na przychylność koszykarskiej centrali, a później ewentualnie Rady Miasta.

Hubert Mikusiński

02:01, dante1002
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 kwietnia 2017

Najpierw był awans w wielkim stylu do klasy okręgowej. Później niezła gra w nowej, ligowej rzeczywistości, a na końcu smutny finał i upadek okupiony dwoma spadkami w przeciągu dwóch sezonów. Dziś OKS Wielowieś powoli odradza się z popiołów i celuje w awans na boiska A klasy.

Ponad rok temu w Wielowsi zjawił się Jacek Rączkowski. Zespół wówczas potrzebował ratunku w osobie prawdziwego opiekuna, którego w ostatnim czasie brakowało. Były piłkarz Siarki z roli typowego strażaka wywiązał się bardzo dobrze. OKS po intensywnie przepracowanym okresie przygotowawczym imponował wiosenną formą. - Dopóki będziemy współpracować z tym trenerem, to na pewno będzie dobrze - mówił prezes klubu Jan Kańka. 29 z 36 możliwych punktów pozwoliło tarnobrzeskiemu zespołowi z 12 pozycji awansować na 5 miejsce.

Kilka kadrowych zmian, kilka powrotów do drużyny i kilka miesięcy w pełni wystarczyło aby w Wielowsi zacząć odbudować to, co zostało tak szybko utracone. Kontynuacja dobrej gry nastąpiła już w tym sezonie. Wielowieś od początku zaczęła rozpychać się na górze ligowej tabeli, do tego stopnia, że zimę spędzili na ligowym szczycie klasy B, spoglądając na innych z góry. Jedna porażka (przegrana w Krzątce 1-3) w jedenastu spotkaniach skutecznie odgoniła myśli, że OKS to lider z przypadku. Klub z Wielowsi od dłuższego czasu konsekwentnie i sumiennie pracował na to, żeby dziś być głównym kandydatem do awansu na szczebel A klasy.

Na półmetku rozgrywek przewaga Wielowsi nad drugim Juniorem i trzecią Tarnowską Wolą to odpowiednio jeden i dwa punkty. Niezwykle skromna zaliczka z pewnością mogła być nieco większa gdyby nie dwa pechowe remisy właśnie z najgroźniejszymi rywalami. Po meczach z Juniorem i Tarnowską Wolą jesienią pozostał lekki niedosyt. Pocieszeniem dla OKS-u może być jednak fakt, że w ostatnich trzech latach, każdy klub, który kończył pierwszą część sezonu na fotelu lidera, w czerwcu świętował awans.

Przed startem rundy wiosennej jednak zespół z Wielowsi musi pamiętać przede wszystkim, że niezwykle ważny będzie początek. Już na samym starcie zespół Jacka Rączkowskiego uda się do Zakrzowa aby obronić pozycję lidera, którą bardzo poważnie zainteresowany (jeden punkt straty do Wielowsi) jest również Junior. To właśnie drugi tarnobrzeski zespół wiosną może być najgroźniejszym rywalem w OKS-u w walce o powrót na boiska A klasy.

Hubert Mikusiński

08:49, dante1002
Link Dodaj komentarz »

Jedna nowa drużyna, kilku nowych trenerów, kilkudziesięciu nowych piłkarzy i pół ligi walczącej o czołowe lokaty – tak jeszcze jesienią wyglądał klimat w rozgrywkach na najniższym szczeblu piłkarskim. Wiosną najbardziej zainteresowane awansem są dwie tarnobrzeskie drużyny, które już dziś, na starcie rundy rewanżowej, spotkają się ze sobą. Po niezwykle długiej przerwie rozgrywki wznawia B klasa.

Oni mogą grać pierwsze skrzypce

Lider z Wielowsi, wicelider z Zakrzowa oraz Tarnowska Wola i Krzątka - to drużyny, które po rundzie jesiennej mają mocne argumenty w walce o awans na boiska klasy A. Szanse pozostałych drużyn są nieco mniejsze, choć gracze z tarnobrzeskiego Sobowa i Serbinowa z tą tezą mogą się nie zgodzić. W czerwcu oczywiście każdy chce być na szczycie, ale miejsce na ligowym tronie jest tylko jedno.

Tuż przed startem rundy wiosennej optymistycznych prognoz nie brakuje na pewno w Wielowsi. Lider rozgrywek sumiennie pracował przez całą jesień aby odbudować swoją piłkarską pozycję, która została utracona w ostatnich latach. Bardzo duża w tym zasługa Jacka Rączkowskiego. Były piłkarz Siarki Tarnobrzeg od ponad roku sumiennie przygotowywał swój zespół do walki o najwyższe cele.  Runda jesienna obecnego sezonu tylko potwierdziła piłkarskie możliwości drużyny jego drużyny.

Dobrej gry liderowi pozazdrościli bliscy sąsiedzi z Zakrzowa. W ataku ligowego szczytu Junior przebył bardzo podobną drogę co Wielowieś. Po rewelacyjnej rundzie wiosennej poprzedniego sezonu zwyżkowa forma podtrzymana została również jesienią. Tarnobrzeskiej ekipie w rywalizacji o czołowe miejsca w tym sezonie nie przeszkodziła nawet rezygnacja Bogusława Sroczyńskiego, który w klubie pracował blisko półtora roku. W jego miejsce szybko zjawił się Rafał Oleniacz. Trener odpowiedzialny jeszcze nie tak dawno za sukcesy klubu ze Stalów podobnym szlakiem chciałby podążać w Zakrzowie. W tym celu również do swojego nowego zespołu sprowadził wcześniej sprawdzonych ludzi.

Tempa tarnobrzeskim zespołom wiosną będą starały się dotrzymać zespoły z Tarnowskiej Woli i Krzątki. Obie drużyny los skojarzył już na samym starcie rundy rewanżowej. Krzątka, jako gospodarz już na początku będę miała szansę zbliżyć się do prowadzącej czołówki. - Wiosną liczymy przede wszystkim na dobrą grę. Jeśli ta gra pozwoli nam włączyć się do walki o awans, to będzie super, ale jeśli nie uda się tego zrealizować to świat się nie skończy - mówi Krzysztof Wyka. Jesienią górą była Tarnowska Wola, która jako jedyna nie przegrała żadnego spotkania z czołowymi drużynami. - Z drużyną Tarnowskiej Woli zawsze gra się nam ciężko. Niemniej gramy u siebie, a na własnym boisku jesteśmy bardzo groźną drużyną dlatego liczę na zwycięstwo - dodał zawodnik Krzątki.

Oni mogą naciskać

Po fatalnym wręcz początku sezonu do gry o czołowe lokaty będzie próbowała się włączyć z pewnością Iskra Sobów. - Jesteśmy typowo amatorskim zespołem, w którym ciężko jest zmobilizować wszystkich seniorów, którzy pracują w różnych godzinach do treningu - mówił Szymon Kozłowski. Mający w swoich szeregach niezwykle doświadczonych zawodników zespół, gdy tylko dysponował pełną kadrą stawiał czoła niemal wszystkim. - Działamy w graniach, które wyznacza życie rodzinne i praca - dodaje opiekun Iskry. Wiosną przy ulicy Bema tradycyjnie więc wszystko będzie zależało od stabilizacji, której przez ostatnie lata najbardziej brakowało.

Szyki najlepszym będą starali się pokrzyżować także zawodnicy Wspólnoty Serbinów. Drużyna Piotra Wawrylakowskiego po poprzednim, najgorszym od lat sezonie w klasie B pozbierała się i jesień mogła uznać za całkiem udaną. Spora w tym zasługa duetu Furdyna - Abramczyk. Obaj zawodnicy zdobyli łącznie 15 z 28 zdobytych jesienią bramek. Wiosną, pod nieobecność tego drugiego, ciężar trafiania do siatki rywali będzie musiał spocząć już na barkach kogoś innego. Pomóc w tym ma szczególnie sekcja juniorska, którą tej zimy ''na wspólnej'' udało się utworzyć.

Oni chcą się liczyć

W rundzie wiosennej na boiskach B klasy nie będziemy już świadkami wydarzenia bez precedensu, za jaki jeszcze jesienią można było uznać wielkie derby w małej wsi. W Cyganach został już tylko jeden klub. Legendarny LZS po serii 61 porażek został zmuszony do kapitulacji. Duża w tym zasługa byłych zawodników klubu, którzy postanowili utworzyć nowy, bardziej perspektywiczny klub. KS przyłączony do pierwszej grupy jesienią wniósł znacznie więcej niż tylko darmowe rozdawanie punktów kolejnym przeciwnikom.

Wiosną Cygany będą musiały zadowolić się derbową rywalizacją z Płomieniem Chmielów, który po bardzo dobrym poprzednim sezonie nieco spuścił z tonu. Jesienią pierwszy zespół pozostawał w cieniu juniorskiej drużyny, która wywalczyła awans na boiska A klasy i od 14 spotkań nie znalazła na swojej drodze pogromców.

Hubert Mikusiński

00:02, dante1002
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 kwietnia 2017

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Długie 23 lata musiały upłynąć aby w Tarnobrzegu spotkała się Siarka z Polonią Warszawa. Po raz ostatni obie drużyny rywalizowały ze sobą w sezonie 1994/1995, kiedy trenerem tarnobrzeskiego zespołu był Włodzimierz Gąsior. Dzisiaj historia ponownie zatoczy koło.

Od 1978 roku tarnobrzeski zespół dziewięć razy mierzył się z Polonią Warszawa. Bilans dotychczasowych pojedynków przemawia na korzyść Siarki, która w starciach z Czarnymi Koszulami pięciokrotnie cieszyła się z kompletu punktów. Ostatnia taka wygrana przy Alei Niepodległości 2 miała miejsce w 1994, gdy opiekunem zielono-czarno-żółtych był właśnie Włodzimierza Gąsior.

Pierwszego starcia obu drużyn w II ligowym sezonie 1978/1979 dobrze wspominać nie może obecny dyrektor sportowy Polonii Jerzy Engel. Były selekcjoner reprezentacji Polski prowadził Polonię w przegranym 0-3 spotkaniu w Tarnobrzegu. Kilka miesięcy później w stolicy Siarka ponownie była górą - wygrana 3-1. Sam Engel znacznie milsze wspomnienia z Tarnobrzega wywiózł podczas swojej ostatniej wizyty w 2010 roku, gdy występował w roli gościa specjalnego akcji ''Zwierzyniec bramą stadionów świata''.

Siarka z Polonią w Tarnobrzegu przegrała w 1993 roku. Do niespodziewanego wówczas zwycięstwa Czarnych Koszul przyczynili się Rosjanin Vladimir Kobzev, który już w pierwszej akcji meczu znalazł sposób na Konrada Paciorkowskiego oraz w końcówce Piotr Rowicki. Wkład w jedyną jak do tej pory wygraną Czarnych Koszul przy Alei Niepodległości 2 miał także Ryszard Stromecki. Ojciec Marcina Stromeckiego na boisku spędził 84 minuty. Chwilę później na placu gry zameldował się również niespełna 17-letni Michał Żewłakow, który rozpoczynał swoją poważną piłkarską przygodę.

FAKTY:

Mecze Siarki przy Alei Niepodległości 2 to nie tylko gwarancja emocji, ale także goli. Po raz ostatni na tym obiekcie kibice nie doczekali się bramek w inauguracyjnym spotkaniu z Radomiakiem. Od tamtej pory podopieczni Włodzimierza Gąsiora do siatki rywali trafiali już w każdym spotkaniu.

Po raz 10 spotkają się obie drużyny ze sobą. Pięć z tych pojedynków tarnobrzeski zespół rozstrzygnął na własną korzyść, w trzech musiał uznać wyższość rywala ze stolicy. Jedyny,  nierozstrzygnięty wynik padł jesienią przy ulicy Konwiktorskiej.

Oprócz Ryszarda Stromeckiego i Michała Żewłakowa do jedynego zwycięstwa Polonii w Tarnobrzegu przyczynił się również Wojciech Jagoda, obecnie komentator Canal +.

LICZBY:

9 - tyle punktów w meczach wyjazdowych zdobyła Polonia. Czarne Koszule pod tym względem to jeden z najgorszych zespołów w II lidze. W całym sezonie ich punktowy dorobek w delegacjach to tylko jedno zwycięstwo w Stalowej Woli i sześć remisów. Gorsza pod tym względem jest tylko Olimpia Zambrów.

11 - tyle żółtych kartek w tym sezonie obejrzał już Donatas Nakrosius. Obrońca Polonii nie przebiera w środkach i pod tym względem w lidze nie ma raczej sobie równych. Dla porównania cała linia defensywna Siarki zgromadziła łącznie do tej pory na swoim koncie o jeden żółty kartonik mniej.

Hubert Mikusiński

00:57, dante1002
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 kwietnia 2017

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Najpierw był całkowity chaos. Później było bardzo źle, aż w pewnym momencie Siarka wylądowała prawie na dnie. I tak naprawdę gdyby nie wypracowany, punktowy kapitał w rundzie jesiennej, sezon 2014/2015 mógł zakończyć się rozpaczliwą walką o utrzymanie II-ligowego bytu. Na szczęście ta gehenna trwała tylko kilka miesięcy, bo styl w jakim Siarka Tarnobrzeg – już pod wodzą Włodzimierza Gąsiora – powstała z kolan, wzbudził powszechny podziw i zachwyt, i to nie tylko w Tarnobrzegu.

Dość niespodziewanie czarne chmury nad stadionem przy Alei Niepodległości 2 pojawiły się już na początku wiosny. Wraz z samym nadejściem rundy rewanżowej w 2015 roku nikt jeszcze nie przypuszczał, że po derbowym triumfie nad Stalą Stalowa Wola nastanie koniec Ryszarda Kuźmy, który pracę z zespołem rozpoczął w trakcie trwania rundy jesiennej. Prawdziwy wstrząs nastąpił w Wielką Sobotę, gdy Siarka w katastrofalnym stylu przegrała z Wisłą Puławy 0-2. Sam wynik wówczas był najniższym wymiarem kary, jaki rywale wymierzyli tego dnia gospodarzom.

Dla większości kibiców zgromadzonych tego dnia na tarnobrzeskim stadionie wymownym obrazkiem były pomeczowe wydarzenia, gdzie cześć zawodników udała się do szatni, a część po prostu została na ławce rezerwowych, niedowierzając w to co się stało. Zespół był podzielony, a tracący z kolejki na kolejkę kontrolę nad zespołem Kuźma musiał mieć świadomość, że jego drużyna istnieje już tylko w teorii. Do zakończenia sezonu zostało jeszcze dwa miesiące, ale – jak się później miało okazać – był to czas ratowania, powolnego naprawiania i przede wszystkim oczyszczania drużyny. Kuźma – na pewno nie ze złej woli, ale jednak – popsuł do reszty to, co udało się przez ostatni rok udało się zbudować jego poprzednikowi Tomaszowi Tułaczowi, który z kolei w nie do końca zrozumiałych okolicznościach opuszczał tarnobrzeski klub.

Następcy Kuźmy nie trzeba było szukać daleko. Padło na Włodzimierza Gąsiora, który do Tarnobrzega przybył po 19 latach przerwy. Nowy-stary opiekun Siarki w środowisku trenerskim nie był postacią anonimową wiec oczekiwania wobec jego osoby były uzasadnione. Do tego sytuacja, w jakiej się znalazł nie była mu obca, bo jego poprzednie przyjście do klubu z Tarnobrzega  w sezonie 1994/1995 również związane było z rolą typowego strażaka. W końcówce kwietnia 2015 roku było podobnie, a pierwsze dni pracy w tarnobrzeskim klubie nie należały do najłatwiejszych. 68-letni szkoleniowiec od początku musiał oczyścić gęstniejącą z każdym kolejnym dniem  atmosferę w szatni. – Kiedy wszedłem do tej szatni, to było milczenie. Oni ze sobą nie rozmawiali. To było tragiczne – wspominał Włodzimierz Gąsior. Kolejne dni przy Alei Niepodległości 2 przynosiły co rusz nowe nazwiska graczy, których bez skrupułów pozbywał się z drużyny. O swoich personalnych decyzjach nowy trener Siarki nie bał się otwarcie mówić na pomeczowych konferencjach. Wszystko miało służyć budowie nowej drużynie na przyszły sezon.

Pracę na swój własny, trenerski rachunek Włodzimierz Gąsior rozpoczął od sezonu 2015/2016. Kadrowa rewolucja oraz przede wszystkim organizacyjne zawirowania nie napawały nikogo wielkim optymizmem przed rozpoczęciem nowej ligowej kampanii. W opinii wielu tarnobrzeski zespół miał walczyć o utrzymanie, tymczasem od już od początku zagrał wszystkim na nosie, wygrywając w Niepołomicach w sposób bezdyskusyjny. Dobra gra i równie dobre wyniki sprawiły, że do Tarnobrzega z każdym kolejnym tygodniem wracał piłkarski optymizm, którego tak bardzo brakowało w ostatnim czasie. Sam Gąsior, mimo piekielnie trudnej sytuacji finansowej zbudował zespół, który na dwie kolejki przed końcem sezonu miał realną szansę na grę w I lidze. 

Na szczególną uwagę zasłużyły również odważne personalne wybory Gąsiora. To właśnie pod jego wodzą swoje możliwości rozwinęło wielu młodych zawodników, jak choćby Bartosz Walencik, który stał się prawdziwą ostoją tarnobrzeskiej defensywy. 68-letni szkoleniowiec nie bał się także ryzykować i stawiać na graczy młodych, jak i tych na bez II ligowego obycia. W ostatnim czasie swojej szansy dostąpili m.in. wychowankowie tacy, jak choćby Przemysław Janowski. Swój czas na początku poprzedniego sezonu miał również Tomasz Przewoźnik. Pod wodzą trenera Siarki w znaczący sposób do góry poszybowały piłkarskie akcje Jakuba Głaza, który zdążył już parę razy wpisać się na listę strzelców w zielono-czarno-zółtych barwach.

Gąsior mimo upływu lat wciąż ma w sobie wielką trenerską charyzmę. W przeciągu kilku miesięcy potrafił zarazić piłkarskim entuzjazmem dosłownie wszystkich, a swoich zawodników przekonać do tego, że mimo trudnej sytuacji są w stanie ogrywać najlepszych. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Ostatni, jak i zapewne ten obecny sezon na długo pozostaną w pamięci tarnobrzeskiej publiczności. Siarka przestała już być zespołem, który musi martwić się w II lidze o swoją ligową przynależność. To drużyna, jakiej przy Alei Niepodległości 2 nie było dawno. Drużyna, która nie tylko budzi szacunek, ale daje przede wszystkim kibicom wielką radość i jeszcze większą nadzieję na najbliższe kolejki. Ogromna w tym zasługa Włodzimierza Gąsiora, któremu właśnie mija kolejny rok owocnej pracy w Siarce Tarnobrzeg. Kto wie czy nie ostatni...

Hubert Mikusiński

03:21, dante1002
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 kwietnia 2017

Czarne Koszule po latach świetności niemal sięgnęły dna, ale dzięki wytrwałości i spokojnej pracy powoli starają się odbudować swoją pozycję. Nikt nie przypuszczał, że drużyna zdobywająca jeszcze w 2000 roku Mistrzostwo Polski i Puchar Polski kilkanaście lat później nie będzie walczyć nawet na poziomie centralnym. Jeszcze w sezonie 2012/2013 Polonia rywalizowała na boiskach ekstraklasy, by sezon później skończyć w IV lidze. Sama atmosfera wokół tego wydarzenia, problemów organizacyjnych i braku licencji na grę w najwyższej klasie rozgrywkowej do dziś budzi emocje.

Dzięki pracy u podstaw po trzech sezonach udało się wrócić na poziom centralny. Marketingowo ekipa z Warszawy już przed pierwszym meczem w II lidze zrobiła dla niej wiele dobrego. Sama osoba prezesa klubu, Jerzego Engela budzi duże zainteresowanie. To właśnie on po 16 latach posuchy wprowadził polską reprezentację na mistrzostwa świata w Korei i Japonii w 2002 roku. Teraz postawił przed sobą ambitne zadanie, by przywrócić klubowi z ulicy Konwiktorskiej dawny blask.

Rzeczywistość szybko zweryfikowała ambicje beniaminka, który przed sezonem wydawało się, że będzie solidnym ligowcem. Polonia mimo że w wielu meczach prezentowała się dobrze, to brakowało zwycięstw. Podobny obraz miało starcie z Siarką Tarnobrzeg, które zostało rozegrane we wrześniu 2016 roku. Co prawda to zawodnicy trenera Gąsiora dwa razy wychodzili na prowadzenie, ale z przebiegu gry to gospodarze byli lepsi. Ostatecznie po golach Koczona i Żebrakowskiego Siarkowcy przywieźli ze stolicy cenny punkt remisując 2:2.

Związków warszawsko-tarnobrzeskich nie brakuje. Na przełomie XX i XXI wieku, gdy Czarne Koszule zdobywały mistrzostwo kraju podporą zespołu był doskonale znany w Tarnobrzegu Tomasz Kiełbowicz. Kilka lat później trenerem Polonii był były piłkarz i trener Siarki, Jacek Zieliński. To do Warszawy odszedł pupil tarnobrzeskiej publiczności - Marcin Truszkowski. Również w sobotę przy al. Niepodległości 2 być może będzie okazja zobaczyć byłego gracza Siarkowców. Marcin Bochenek, bo o nim mowa na Podkarpaciu kariery nie zrobił i z pewnością będzie chciał się pokazać z jak najlepszej strony.

Warszawianie zajmują dopiero 16 miejsce w ligowej tabeli i wiele wskazuje na to, że czeka ich rozpaczliwa walka o zachowanie ligowego bytu. Polonia ma na swoim koncie 24 oczka i do tej pory wygrała tylko cztery z 26 meczów! Statystyka ta jest jednak myląca - ekipa prowadzona od niedawna przez Wojciecha Szymanka aż 12 razy dzieliła się punktami z rywalem. W składzie gości nie brakuje piłkarzy z ekstraklasowym doświadczeniem - Piotra Petasza, Daniela Gołębiewskiego czy też Fabiana Paweli.  Wiosną goście wygrali zaledwie raz -  w Stalowej Woli.

Mimo iż po walce o Ligę Mistrzów i spotkaniach z Panathinaikosem Ateny zostało tylko wspomnienie, to Czarne Koszule wciąż są magnesem dla kibiców w II lidze. Faworytem meczu będzie jednak Siarka Tarnobrzeg. By zrealizować swój cel, goście muszą szukać punktów także na wyjazdach, gdzie wygrali tylko jeden z 13 meczów. Dla porównania podopieczni Włodzimierza Gąsiora są u siebie niezwykle skuteczni, bo na 13 gier tylko z GKS-em Bełchatów nie udało się wywalczyć choćby punktu. Jak będzie tym razem?  O tym przekonamy się w sobotę.

Bartosz Półrolniczak 

17:26, dante1002
Link Dodaj komentarz »
środa, 19 kwietnia 2017

Zaledwie jeden zdobyty punkt w trzech meczach na własnym boisku, spadek o dwie lokaty w ligowej tabeli i coraz więcej swobody dawanej rywalom na boisku – taki jest dzisiejszy OKS. Tarnobrzeski zespół wiosną kompletnie nie przypomina drużyny, która w rundzie jesiennej nie miała większych problemów z systematycznym gromadzeniem punktów.

Kiedy OKS przywiózł z Dąbrowicy pierwszy wiosenny komplet punktów, wydawać by się mogło, że kontynuacja dobrej passy nastąpi w kolejnych spotkaniach na własnym boisku. Nic bardziej mylnego. Zaledwie dwa tygodnie wystarczyły aby niezdobyta od końcówki sierpnia twierdza w Mokrzyszowie zamieniła się w prawdziwą ruinę. Po porażce 1:3 z Olimpią Pysznica, drużyna Michała Złotka w Wielką Sobotę na własnym boisku przegrała kolejne ligowe spotkanie, tym razem z Bukową Jastkowice.

- Coś się kończy, coś się zaczyna – napisał tydzień temu po porażce z Olimpią kapitan OKS-u. Bolesna przegrana mogła zaboleć, bo niepokonani od siedmiu spotkań gospodarze wcale tego meczu wcale nie musieli przegrać. Punktem zwrotnym (nie po raz pierwszy w tej rundzie) okazała się druga żółta, a w konsekwencji czerwona kartka pokazana Dominikowi Wolakowi oraz idealna sytuacja, jaką do zdobycia drugiej bramki miał Patryk Bałata. Po tych wydarzeniach kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami przejęli goście z Pysznicy.

Okazją do szybkiej rehabilitacji przed własną publicznością miała być potyczka z Bukową Jastkowice. Michał Złotek w porównaniu do meczu z Olimpią dokonał jednej zmiany w podstawowym składzie – do drużyny wrócił Robert Rzepiela i to właśnie on był najbliższy powodzenia w końcówce pierwszej połowy, gdy piłka po jego strzale głową odbiła się od poprzeczki. Wcześniej swoje dogodne sytuacje mieli goście, którzy od początku sprawiali dużo lepsze wrażenie. Jedną z takich okazji w 24 minucie zamienili na bramkę.

Po zmianie stron obraz gry znacząco się nie zmienił. Zespół z Mokrzyszowa swoich okazji szukał głównie po stałych fragmentach gry, a Bukowa konsekwentnie i umiejętnie budowała swoje akcje od tyłu. Efekt? Drugi gol dla gości, który całkowicie pozbawił złudzeń OKS, aż do tego stopnia, że przez ostatni kwadrans podopieczni Michała Złotka bezradnie przyglądali się, jak ich rywale wymieniają między sobą kolejne podania.

Dwie porażki poniesione na własnym stadionie to nie jedyne zmartwienia Michała Złotka. OKS w najbliższym czasie czeka pasmo niełatwych spotkań. Pierwsze z nich Mokrzyszów rozegra w Chwałowicach z Jeziorakiem, który wiosną nie zamierza łatwo składać broni w walce o utrzymanie miejsce w klasie okręgowej. Świadczyć mogą o tym nie tylko ostatnie, dobre wyniki, ale także sobotnia - niekoniecznie świąteczna - gościna w Mokrzyszowie kilku członków tego zespołu.

Hubert Mikusiński

00:49, dante1002
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 kwietnia 2017

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Strzelecka forma Żebrakowskiego, Stefanika i Walencika oraz dwie asysty Daniela Koczona to było zbyt mało aby po 26 kolejce powiększyć punktowy dorobek. W Wielką Sobotę Siarka Tarnobrzeg postraszyła liderującą w II lidze Odrę i po niesamowicie ciekawym meczu przegrała w Opolu 3-4.

Spotkanie w Opolu stało pod znakiem prostych błędów, siedmiu goli i wielu sytuacji. Wszystko zaczęło się od straty gospodarzy, którą na bramkę zamienił Michał Żebrakowski. Później do głosu doszedł lider rozgrywek oraz arbiter, który podyktował dwa rzuty karne zamienione chwile później na bramki. Tarnobrzeski zespół w przeciągu sześciu minut stracili jeszcze trzeciego gola po niepewnym chwycie Dybowskiego. – Te nieszczęśliwe minuty chyba zadecydowały o końcowym rezultacie – ocenił Włodzimierz Gąsior.

Podrażniona Siarka jeszcze przed przerwą złapała z Odrą kontakt. Świąteczną atmosferę w Opolu strzałem głową podgrzał Marcin Stefanik. Po zmianie stron jednak gospodarze za sprawą samobójczego trafienia Michała Dawidowicza wrócili do dwubramkowego prowadzenia, ale Siarka tego dnia ostatniego słowa nie powiedziała. - Zamiast spokojnie dotrwać do końca, daliśmy Siarce pole do gry, dzięki czemu stwarzali sobie sytuacje - mówił strzelec wyrównującej bramki Marcin Wodecki. Jedną z takich okazji w 87 minucie wykorzystał Bartosz Walencik.

Podopieczni Włodzimierza Gąsiora chcieli pójść za ciosem, ale tak jak jesienią przy Alei Niepodległości 2, tak i tym razem z wielką pomocą gospodarzom w ostatnich minutach przyszedł Weinzettel. Golkiper Odry w kapitalnym stylu odbił strzał Stefanika z bliskiej odległości i to lider rozgrywek mógł cieszyć się z kompletu punktów. Siarka po szalonym, obfitującym w gole i podbramkowe sytuacje spotkaniu po raz kolejny wracała z wyjazdowego starcia nie tylko bez punktów, ale przede wszystkim z poczuciem niewykorzystanej szansy.

OCENY POMECZOWE:

Karol Dybowski - 4,0 Tym razem nie pomógł zespołowi. Zawinił przy golu na 2:1. W tym rejonie boiska to on powinien rozdawać kuksańce i rozstawiać po kątach rywali, a nie skarżyć się sędziemu na faul przeciwnika. Nawet jeśli rywal trafił go ciałem, nie powinien tak łatwo wypuszczać piłki z rąk. Przy karnych bez szans. Oprócz tego dwie dobre interwencje przy strzałach rywali i ze dwa niepewne wyjścia na przedpole.

Jan Grzesik - 5,0 Miał jedną szansę bramkową, strzelił bardzo lekko i niecelnie. Wykonał sporo pracy w defensywie, pierwszego gola Siarka straciła gdy był opatrywany za boczną linią. W końcówce bardzo aktywny, to jego zablokowany strzał dobijał skutecznie Waleńcik. 

Bartosz Walencik - 5,0 Trudno powiedzieć czy faulował w 33 minucie. Wielu sędziów nie użyłoby w tej sytuacji gwizdka. Faktem jest, że rywal mu uciekł i zachował się bardzo sprytnie. W innych sytuacjach Bartek radził sobie zazwyczaj bardzo poprawnie. Przy strzelonym golu zachował się jak rasowy snajper.

Radosław Sylwestrzak - 5,0 Ani nic nie zawalił, ani niczym specjalnym nie błysnął. Solidny występ, szkoda sytuacji z drugiej połowy, kiedy to uderzał obok bramki.

Michał Dawidowicz - 3,5 Słaby występ Michała. Dwie fajne, odważne interwencje wślizgami. W innych sytuacjach niepewny. No i ten samobój na początku drugiej odsłony.

Marcin Stefanik 7,0 Bardzo aktywny od początku spotkania. Najczęściej faulowany zawodnik tego spotkania. Strzelił kapitalnego gola głową, mógł dołożyć drugiego, ale w sobie wiadomy sposób jego strzał w doliczonym czasie gry odbił bramkarz gospodarzy.

Marcin Stromecki 4,0 Dostał szansę od trenera Gąsiora po dłuższej przerwie. Nie można mu odmówić chęci. Starał się, próbował pomagać zarówno w obronie jak i ataku. Zmieniony po przerwie przez Zaradnego.

Daniel Koczon - 7,0 Faulował rywala, dzięki czemu Odra doprowadziła do remisu. To był jego jedyny słaby moment w tym meczu. Z łatwością mijał przeciwników, zanotował dwie asysty. Niezwykle groźny.

Grzegorz Płatek - 6,5 Od jego przechwytu rozpoczęła się pierwsza bramkowa akcja Siarki. Skoncentrowany, dokładny i pożyteczny.

Mateusz Czyżycki - 3,5 Zagrał na trzech pozycjach, na żadnej nie potrafił się odnaleźć.

Michał Żebrakowski - 4,0 Strzela gole, jednak wciąż sprawia wrażenie jakby grał na 30-40% możliwości. Ogromny potencjał i sporo nonszalancji.

Dawid Witkowski - 3,5 Kilka strat we własnej strefie obronnej. Dwa dobre podania: najpierw do Ropskiego, potem głową do Stefanika. Wciąż musi dużo pracować by dojść do optymalnej formy.

Krzysztof Ropski - 3,5 Nic nie wniósł do gry Siarki Tarnobrzeg.

Konrad Zaradny - 4,5 Ciekawy piłkarz. Nie boi się podejmować odważnych decyzji. W końcówce potrafił wymusić faule w pobliżu pola karnego.

Jakub Głaz - grał zbyt krótko aby go ocenić.

Hubert Mikusiński, Sławomir Strzałka

00:27, dante1002
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2