O tarnobrzeskiej piłce, o koszykówce, a przede wszystkim tarnobrzeskim sporcie...
RSS
sobota, 31 maja 2014

Nareszcie nie ma meczów o nic – cieszą się optymiści. Emocjonować się meczami o utrzymanie, honor i baraże – marudzą pesymiści. Realiści jednak zerkając na weekendową rozpiskę zauważą, że większość ze spotkań od IV ligi po B klasę rozegranych zostanie w Tarnobrzegu. Jedni zagrają o honor i zachowanie twarzy. Inni o baraże pozwalające myśleć o awansie lub też utrzymaniu. A jeszcze inni o przedłużenie szans na wyższą klasę rozgrywkową. Trudno wytypować, gdzie może być najciekawiej, ale każdy kibic nieco niższych lig w ten weekend powinien znaleźć coś dla siebie. Czas na weekendowy rozkład jazdy.

O HONOR, ZACHOWANIE TWARZY, A MOŻE UTRZYMANIE?

OKS MOKRZYSZÓW - POGOŃ LEŻAJSK (31.05 - 17:00)

IV liga organizacyjnie przerosła klub z Sobowa. Teraz podobnie sprawy się mają w Mokrzyszowie. Już mało kto wierzy w utrzymanie, szczególnie po ostatnim spotkaniu. Od poprzedniej niedzieli numer kierunkowy do klubu z Mokrzyszowa to 09. Takim właśnie rezultatem zakończył się mecz w Tuczępach z tamtejszym Piastem. Grzegorz Byrka jako nowy trener cudu nie dokonał, bo zwyczajnie było to niemożliwe. Teraz przed nim i jego zespołem dwa spotkania, które najprawdopodobniej zadecydują o losie klubu z Mokrzyszowa. Najpierw sobotnia potyczka z Pogonią Leżajsk, a później wyjazd do Malawy i mecz ze Strumykiem. To właśnie wtedy okaże się czy OKS popłynie z powrotem do okręgówki. Matematyka póki co drużynie z Mokrzyszowa pozwala jeszcze mieć nadzieje. OKS do Strumyka znajdującego się w bezpiecznej strefie traci 4 punkty. Problem w tym, że klub z Mokrzyszowa (trzymając się liczb) nie wygrał od 68 dni. Ostatnie zwycięstwo miało miejsce na inaugurację rundy wiosennej.

OKS WIELOWIEŚ - OLIMPIA PYSZNICA (1.06 - 11:00)

Zdobycze punktowe wywalczone w rundzie jesiennej okazują się zbawienne w przypadku Wielowsi. Gdyby nie 23 punkty wywalczone jesienią OKS z pewnością podobnie jak klub z Mokrzyszowa znajdowałby się w strefie spadkowej. Na 5 kolejek przed końcem rozgrywek w klasie okręgowej klub z Wielowsi jednak niczego pewnego być nie może. Wiosenny dorobek klubu z Wielowsi jest jeszcze słabszy niż w przypadku klubu z Mokrzyszowa. 0 zwycięstw, 3 remisy i 6 porażek sprawiają, że w tej rundzie gorszej drużyny w okręgówce od Wielowsi po prostu nie ma. Zmiana tego katastrofalnego bilansu wydaje się być niemożliwa. W niedzielę na boisko przy Zwierzyńcu zawita Olimpia Pysznica, która toczy niezwykle zacięty bój o awans z Bukową Jastkowice. Ostatnia, dość nieoczekiwana strata punktowa sprawiła, że zespół z Pysznicy traci do lidera 2 punkty. Olimpia jest jednak zdecydowanie najlepszą drużyną w meczach wyjazdowych. 31 zdobytych punktów na 36 możliwych nie pozostawia cienia złudzeń, kto w niedzielę będzie dyktował warunki na boisku.

BARAŻE W CENIE

ISKRA SOBÓW - SOKÓŁ SOKOLNIKI (1.06 - 16:00)

W klasie A sprawa awansu została rozstrzygnięta definitywnie w minioną niedzielę. Sokół Sokolniki przypieczętował awans do okręgówki wygrywając z Sanną Zaklików 3-1. Teraz przed zawodnikami Sokoła inny cel – skończyć sezon bez porażki. O swój cel walczą również rycerze wiosny z Sobowa, którzy w niedzielę zmierzą się z właśnie z drużyną Sokoła. Iskra tej wiosny zaskakuje i obecnie jest na dobrej drodze aby się utrzymać w A klasowych rozgrywkach. Niepokonana od 4 spotkań drużyna z Sobowa najważniejsze mecze ma jeszcze przed sobą. Bez wątpienia smaczkiem niedzielnej rywalizacji obu drużyn będą dwie piłkarskie osobowości, które kiedyś miały okazję grać razem w jednym klubie. Mowa oczywiście o Mieczysławie Ożogu i Marku Kusiaku. Ożóg wciąż zadziwia wybieganiem, walecznością. W ostatnim spotkaniu jego gol dał trzy niezwykle cenne punkty w Żabnie. Kusiak mimo, że jest dużo młodszy od żywej legendy podkarpackich boisk piłkarskie buty postanowił zawiesić na kołku.

SANNA ZAKLIKÓW - SIARKA TARNOBRZEG II (31.05 - 17:00)

O baraż dający szansę gry w okręgówce walczą rezerwy Siarki i Stali Stalowa Wola. Oba zespoły w ostatnim czasie prezentują bardzo równą formę. Drugi zespół Siarki w poprzedniej kolejce odniósł 7 wygraną z rzędu i w Zaklikowie będzie chciał kontynuować swój zwycięski marsz. Zupełnie inne nastroje w obozie Sanny, która dwa ostatnie mecze przegrała. Jeszcze ciekawiej niż sobotni pojedynek Sanny z Siarką zapowiada się niedzielna rywalizacja w Stalach, gdzie miejscowy Trasndźwig podejmie rezerwy Stali Stalowa Wola. Dla gospodarzy, którzy wygrali ostatnie dwa spotkania to już tak naprawdę ostatnia szansa aby włączyć się do walki o baraż.

PODTRZYMAĆ SZANSĘ 

WSPÓLNOTA SERBINÓW - KONICZYNKA OCICE (31.05 - 17:30)

Koniczynka Ocice po przegranym spotkaniu z Ceramiką Hadykówka ostatniego słowa jeszcze nie powiedziała. Wynik 6-0 w zaległym spotkaniu z Cyganami jest tego najlepszym dowodem. Dziś jednak kolejne spotkanie. O 17:30 na boisku przy Zwierzyńcu derbowy pojedynek ze Wspólnotą Serbinów, która tej wiosny tak naprawdę nie wygrała jeszcze meczu. Jedyny komplet punktów jaki zespół z Serbinowa zgarnął w tej rundzie to walkower z Baranowem Sandomierskim. Pozostałe spotkania to pasmo 4 z rzędu remisów i 2 porażki. Zespół z Ocic do tej pory przegrał tylko jedno spotkanie, a ostatnie trzy potyczki ze Wspólnotą kończył zwycięstwami. Wspólnota zaś po ostatniej klęsce w Kopciach będzie chciała dziś zamazać plamę.

11:27, dante1002
Link Dodaj komentarz »
piątek, 30 maja 2014

Ciężki bój z Pelikanem zakończył się skromnym zwycięstwem piłkarzy Siarki Tarnobrzeg. Dzięki bramce Tomasza Ciećko tarnobrzeski zespół z Łowicza przywiózł komplet punktów. Wygrana Siarki sprawiła, że zespół Tomasza Tułacza pozostał w grze o I ligę. O wszystkim jednak zadecyduje najbliższe spotkanie w Siedlcach z liderującą Pogonią.

Po niezwykle bolesnej porażce z Wigrami tarnobrzeski zespół znalazł się pod ścianą. Trzy mecze bez zwycięstwa i zaledwie jeden punkt przewagi nad zespołem z Suwałk sprawiał, że mecz w Łowiczu dla gości miał niebagatelne znaczenie. Praktycznie tylko wygrana przedłużała jeszcze nadzieje na awans. Obaw było sporo, bo w niedzielę na boisku z powodu kartek nie mogli się pojawić Bartłomiej Makowski i Jakub Wróbel. Szansę gry od pierwszej minuty otrzymał Łukasz Popiela i dość niespodziewanie Tomasz Ciećko, który po raz ostatni w pierwszym składzie Siarki wyszedł na początku października.

Tułacz w Łowiczu miał jednak nosa wystawiając w pierwszym składzie właśnie Tomasza Ciećko w miejsce Marcina Truszkowskiego. Sam Truszkin chyba powoli zaczyna odczuwać trudny tego sezonu, stąd też decyzja trenera wydawała się być w pełni zrozumiała. Ciećko już w 16 minucie zdobył bramkę po dobrym podaniu Daniela Koczona. Gol napastnika Siarki okazał się być trafieniem na wagę trzech punktów. W Łowiczu jednak najlepszym zawodnikiem był Figiel, który napracował się co nie miara. Bardzo dobrą zmianę dał przebojowy Termanowski, który pojawił się w miejsce bezbarwnego w ostatnim czasie Burasa. Siarka mimo, że nie zagrała wielkiego spotkania swój upragniony cel osiągnęła. Komplet punktów sprawił, że tarnobrzeski zespół dalej jest w grze o I ligę.

Mimo skromnej wygranej z Pelikanem sytuacja w ligowej tabeli pozostaje niezmienna. Wigry Suwałki zgodnie z oczekiwaniami większości pokonały Pogoń Siedlce 2-1 i status quo na pozycjach 2 i 3 został zachowany. O wszystkim zdecyduje najbliższe spotkanie w Siedlcach, które zarówno dla Siarki jak i Pogoni będzie najważniejszym meczem sezonu. Gospodarze już w niedzielę będą mieli szansę awansu do I ligi, zaś Siarka chcąc dalej liczyć się w tej walce po prostu musi wygrać. Trudno przypuszczać bowiem aby rozpędzone Wigry była w stanie zatrzymać zdegradowana już Concordia Elbląg z którą przyjdzie się zmierzyć Siarce w ostatniej kolejce.

W Siedlcach zainteresowanie niedzielnym meczem jest ogromne. Trudno się dziwić. Pogoń stoi przed szansą osiągnięcia czegoś historycznego. Bukmacherzy w roli faworyta typują gospodarzy, którzy obecnie są najlepiej grającą drużyną w lidze na własnym obiekcie. 38 zdobytych punktów na swoim stadionie to najlepszy wynik w lidze. Wiosną Pogoń u siebie straciła 5 punktów przegrywając z Olimpią Zambrów i remisując ze Stalą Rzeszów.

Siarka, która wiosną wywalczyła 14 punktów na obcych boiskach w Siedlcach będzie musiała radzić sobie bez Tomasza Persony i Mirosława Barana. Bardziej bolesna wydaje się być strata tego drugiego. Baran przez całą rundę wiosenną jeśli tylko grał był pewnym punktem defensywy tarnobrzeskiego zespołu. Każdy pojedynek główkowy kończył się jego wygraną. Obrońca Siarki również przydatny był w polu karnym rywala. Wobec braku Barana i Persony skład na niedzielne spotkanie wydaje się być oczywisty. Jedyne zapytanie towarzyszy właściwie tylko przy wyborze młodzieżowca.

Trener Tułacz nie pierwszy już raz w możliwy sposób stara się odstresować swój zespól przed decydującym starciem w Siedlcach. W rundzie jesiennej była wizyta na strzelnicy i wyciszenie się w Baranowie Sandomierskim. Tym razem przed najważniejszą, decydującą potyczką tego sezonu zespół Siarki rozluźnienia szukał na torze gokartowym w Kolbuszowej. Pęd do I ligi więc jest ogromny.

Stawka niedzielnego spotkania, które rozpocznie się o godzinie 17 jest ogromna. Dla jednych jak i drugich liczy się tylko zwycięstwo. Wygrana daje awans. Siarka jeśli chce awansować musi dokonać czegoś spektakularnego i wygrać w Siedlcach. Zadanie piekielnie trudne, ale piłkarze mają świadomość losu jaki zgotowali sobie po przegranych derbach, remisie w Krakowie i porażce z Wigrami. Kryzys formy przyszedł w najmniej oczekiwanym momencie, ale wciąż wszystko w głowach, rękach i przede wszystkim nogach piłkarzy Siarki. A nam nie pozostaje nic innego jak wierzyć do końca. 

00:52, dante1002
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 maja 2014

  

To był najbardziej emocjonujący i wyrównany mecz pierwszego dnia Finałów Mistrzostw Polski Kadetów w Tarnobrzegu. Młodzi koszykarze Siarki Jeziora Tarnobrzeg stworzyli widowisko godne tych finałów i co najważniejsze odnieśli zwycięstwo 62-60 nad Zastalem Zielona Góra. Czasu na świętowanie jednak nie ma, bo już dziś o 18 kolejne jeszcze ważniejsze spotkanie z TKM Włocławek, który wczoraj okazał się gorszy od WKK Wrocław.

Przed pierwszym spotkaniem kadetów Siarki wiedzieliśmy, że to będzie turniej wyjątkowy pod każdym względem. Czegoś podobnego w Tarnobrzegu do tej pory nie oglądaliśmy. O dodatkową wyjątkowość i niepowtarzalność zadbali podopieczni Dariusza Szczucińskiego, którzy w gronie wszystkich drużyn uchodzą za najbardziej nieobliczalny zespół. Tą nieobliczalność dało się zauważyć już wczoraj. Nie widać było żadnej tremy i zdenerwowania. Była za to ogromna motywacja i wiara w końcowy sukces.

Kadeci Siarki od początku grali swoje, chociaż to goście jako pierwsi zdobyli punkty po trójce Łopińskiego. Punkty Kacpra Małeckiego jednak wyprowadziły gospodarzy na prowadzenie, które z upływem czasu systematycznie rosło. Duża w tym zasługa dwóch graczy. Celarek zdobywał punkty spod kosza, a Szlesiński nie mylił się z linii rzutów osobistych. Pierwsza kwarta zakończyła się wynikiem 21-13.

Początek drugiej kwarty należał z kolei do drużyny z Zielonej Góry. Goście wykorzystywali pod koszem przewagę wzrostu i straty z pierwszej kwarty zniwelowali do 2 punktów. Gospodarze jednak nie pozostali dłużni rzucając chwilę później rywalowi 11 punktów pod rząd. Dobrą zmianę dali Szymon Szymański i Mateusz Pawełek. Pierwszy rzucił kilka ważnych punktów (raz trafiając za trzy), a drugi zebrał kilka istotnych piłek. Na przerwę Siarka schodziła prowadząc 36-29. Przewaga byłby większa, gdyby Damian Pogoda równo z końcową syreną nie trafił za trzy.

Prawdziwe emocje zaczęły się jednak po przerwie. Podopieczni Dariusza Szczucińskiego dzięki znakomitej grze Wojciecha Dzierzgowskiego osiągnęli najwyższe w tym meczu prowadzenie. Na 7 minut przed końcem trzeciej kwarty prowadzili 44-31 i nic nie wskazywało na to, że rywale z Zielonej Góry będą w stanie jeszcze nawiązać walkę. A jednak, goście szybko zaczęli niwelować straty dzięki kapitalnej grze Kacpara Mąkowskiego. Po trzech kwartach młodzi Jeziorowcy prowadzili, ale już tylko 4 punktami.

Losy spotkania ważyły się do końca, a prowadzenie na początku decydującej kwarty przechodziło z rąk do rąk. Bardzo istotne punkty dla gospodarzy zdobył Kamil Karliński trafiając dwie trójki. Po jego punktach gospodarze objęli znowu prowadzenie. Na szczęście rywale tego dnia się mylili. Mąkowski robił co mógł, ale końcówka należała do młodych koszykarzy z Tarnobrzega. Kadeci Siarki Jeziora ostatecznie wygrali 62-60 rewanżując się tym samym za porażkę sprzed dwóch lat.

Wygrana cieszy i to co najmniej z dwóch powodów. Kadeci Siarki najlepiej jak mogli rozpoczęli najważniejszy turniej w tym sezonie. A po drugie ludzie w Tarnobrzegu dowiedzieli się, że koszykówka w wydaniu młodzieżowym dostarcza ogromnych emocji. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że dużo większych niż te ekstraklasowe w tym sezonie. Młodzi koszykarze grają z taką nieprawdopodobną ambicją, że ręce same składają się do oklasków. Nie ma żadnych kalkulacji i oszczędzania się. Jest za to walka na całego, której nie sposób nie docenić.

Rozentuzjazmowana hala była wczoraj szóstym zawodnikiem drużyny kadetów. Fantastyczny doping poniósł młodych koszykarzy do pierwszej wygranej już w meczu otwarcia. I oby tak było dalej, bo ta drużyna zasługuje na takie wyjątkowe wsparcie. Dzisiaj ono również będzie miało niebagatelne znaczenie w spotkaniu z TKM Włocławek, który wczoraj okazał się zdecydowanie słabszy od faworytów z Wrocławia. Patrząc na naszą grę i grę włocławian we wczorajszych spotkaniach również TKM wydaje się być w zasięgu kadetów Siarki Jeziora Tarnobrzeg. Niech ten piękny, koszykarski sen trwa dalej.

14:42, dante1002
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 maja 2014

Kilka godzin temu ruszyły Finały Mistrzostwa Polski Kadetów w Tarnobrzegu. Prawdziwe święto młodzieżowej koszykówki. Impreza wyjątkowa i zarazem historyczna dla naszego miasta. Czegoś takiego jeszcze tutaj nie było i pewnie długo nie będzie. A wszystko za sprawą podopiecznych Dariusza Szczucińskiego. Młodzi koszykarze w wielkim stylu wywalczyli ten awans i w nagrodę dostąpili zaszczytu gospodarza.

Słowo święto nie zostało użyte przypadkowo. Finały Mistrzostw Polski Kadetów to rywalizacja 8 najlepszych koszykarskich drużyn do lat 16. Do tego emocje, rozemocjonowani rodzice, znajomi, a przede wszystkim kibice – to wszystko tworzy niepowtarzalną atmosferę, a my znajdziemy się w samym środku tego ekscytującego zamieszania, jakie sprawili młodzi koszykarze z Tarnobrzega. Korzystajmy więc z tego najlepiej, jak umiemy, bo naprawdę warto.

Tarnobrzeg był już gospodarzem młodzieżowych imprez w koszykówce, ale były to półfinałowe turnieje. W 2008 roku taki turniej zakończył się trzecim miejscem juniorów. Cztery lata później z kolei awans do finałów kategorii U 14 wywalczyli młodzicy. Już wtedy narodził się niezwykle perspektywiczny zespół, który całkowicie zdominował rywalizację na Podkarpaciu i Lubelszczyźnie.

Młodzicy, a później kadeci już od kilku sezonów udowadniają swoją koszykarską wartość. Od blisko czterech sezonów nie schodzą po niżej pewnego poziomu. Półfinał Mistrzostw Polski, V miejsce w Polsce, kolejny półfinał i teraz Finał Mistrzostw Polski to sukcesy Siarki Jezioro Tarnobrzeg w ostatnich latach. Może więc najwyższa pora abyśmy zaczęli doceniać to co mamy aby w przyszłości nie zmarnować tego koszykarskiego kapitału. Młodzi koszykarze w przeciwieństwie do innych nie marnują miejskich pieniędzy, a w Polsce są w stanie wyprzedzić nie tylko jeden zespół. 

Sukces młodych koszykarzy zauważył i docenił Prezydent Norbert Mastalerz, który po turnieju we Wrześni zaprosił do siebie całą drużynę. Gospodarz miasta jasno zadeklarował, że sprawy koszykówki młodzieżowej idą w dobrym kierunku i jest ogromna szansa na to aby do Tarnobrzega niebawem zawitała 3 liga. Pomysł jak najbardziej słuszny, bo ta grupa potrzebuje dalszego rozwoju, a tylko taki jest możliwy grając z silniejszymi i lepszymi drużynami.

Skala sukcesu kadetów jest tym większa, że ten zespół od kilku lat skazany jest na rywalizację z tymi samymi zespołami w regionie. Młodzi koszykarze nie jeżdżą jak inne drużyny po kraju uczestnicząc w różnego rodzaju turniejach. Nie inwestuje się w nich też specjalnie wielkich pieniędzy. Mimo to z roku na rok dostarczają jeszcze więcej radości. Niedawny, zwycięski finał koszykarskiej gimnazjady tylko to potwierdza. W skrajnie niewielkim Tarnobrzegu doczekaliśmy się drużyny z której jako miasto możemy być dumni.

Rozpoczynające się finały to jest ich czas, ale i też nagroda za całokształt dotychczasowych osiągnięć. Szczególnie na uwadze mam tutaj charyzmatyczną postać trenera Dariusza Szczucińskiego. Bez niego ciężko wyobrazić sobie młodzieżową koszykówkę w tym mieście. Jego dzielni, młodzi koszykarze bój w finałach MP rozpoczną od spotkania z Zastalem Zielona Góra. Drużyną z którą przed dwoma laty w Tarnobrzegu, jako młodzicy przegrali minimalnie. Dzisiaj rodzi się szansa rewanżu i udanego otwarcia tej najważniejszej imprezy w sezonie.

W tym całym finałowym zamieszaniu od dnia dzisiejszego będziemy ściskać kciuki oczywiście za gospodarzy turnieju, mając nadzieję, że to oni okażą się rewelacją turnieju, a przy tym dostarczą nam satysfakcji. Kadeci Siarki znaleźli się w tej dobrej sytuacji, że mają swoje wielkie atuty i na swoim parkiecie pod tym względem nie muszą przed nikim czuć respektu. A co ugrają to ich. Żadnemu, prawdziwemu kibicowi koszykówki w naszym mieście swojej wartości koszykarskiej udowadniać nie musza. Robią to już od kilku lat z kapitalnym skutkiem.

15:01, dante1002
Link Dodaj komentarz »

Ostatnie kilka kolejek ligowych dostarcza zawsze sporych emocji. Czasami rozstrzyga się sprawa awansu, a czasem sprawa spadku. W niedzielę na boisku w Ocicach miała częściowo rozstrzygnąć się sprawa awansu do A klasy. Niepokonana do tej pory na własnym stadionie Koniczynka podejmowała liderującą Ceramikę Hadykówka. Obie drużyny w tej rundzie wiosennej zgodnie wygrywały każde ze swoich spotkań wiec wydawać by się mogło, że będziemy świadkami zaciętego i niezwykle wyrównanego spotkania. Tyle teoria. W praktyce końcowy wynik zaskoczył zarówno gospodarzy jak i również gości.

Zawodnicy obu zespołów przed niedzielnym pojedynkiem zgodnie zapowiadali, że do najważniejszego meczu tej rundy podchodzą spokojnie. Stawka spotkania jednak od pierwszej minuty była odczuwalna na boisku. Zarówno gospodarze jak i goście nie mogli złapać swojego odpowiedniego rytmu gry. Jako pierwsi, nieznaczną inicjatywę wykazali zawodnicy Koniczynki, ale ich próby wielkiego zagrożenia pod bramką Ceramiki nie przynosiły. Mało było też składnych akcji i dogodnych bramkowych okazji do zdobycia gola, zarówno z jednej jak i drugiej strony.

Obie drużyny w niedzielę zdawały sobie sprawę z tego, że błąd i utrata pierwszego gola może być bardzo kosztowna w tak ważnym spotkaniu. Właśnie taki błąd kosztował Koniczynkę utratę pierwszej bramki jeszcze w pierwszej połowie spotkania. Z pozoru niegroźne dośrodkowanie na gola zamienił Dawid Adamczyk wykorzystując fatalny błąd Krzysztofa Wolaka. Bramkarzowi Koniczynki wydawało się, że pewnie chwyci piłkę. Futbolówka jednak przeleciała nad jego rękami i znalazła drogę do siatki. Wolak przy niefortunnej interwencji doznał również urazu i po pierwszej połowie musiał opuścić plac gry. W jego miejsce pojawił się Łukasz Nowak.

Od 46 minuty meczu goście z Hadykówki nastawili się na grę z kontry i jak się później okazało ta taktyka przyniosła im wymierne korzyści. Zanim jednak do tego doszło szczęście dopisało Damianowi Marutowi, który odprowadził tylko wzrokiem odprowadził strzał Szczepanka. W sukurs bramkarzowi Ceramiki przyszedł słupek. Gospodarze mogli udanie rozpocząć drugą połowę, ale szczęście tego dnia było wyraźnie po stronie gości. Koniczynka próbowała najprostszymi środkami doprowadzić do wyrównania, ale każde z dośrodkowań aktywnego Mateusza Bili kończyły się w rękach Maruta albo wybiciem przez obrońców.

Zmiany, które miały pomóc zespołowi z Ocic również wymiernego skutku nie przyniosły. Ani Marcin Ordon ani Konrad Stybel nie byli wstanie wnieść niczego pozytywnego do słabo grającej tego dnia Koniczynki. Ceramika słabości rywala wykorzystała. Najpierw jednak zmarnowała dogodną sytuację aby podwyższyć rezultat spotkania. Nowak wyszedł zwycięsko z pojedynku sam na sam. Kilka chwil później jednak już niewiele mógł zrobić. Sudoł znalazł się oko w oko z bramkarzem Koniczynki i nie dał mu żadnych szans na skuteczną interwencję. Drugi gol dla Ceramiki oznaczał praktycznie koniec marzeń o korzystnym wyniku zespołu z Ocic. Na nic zdały się ofiarne próby zdobycia gola kontaktowego bowiem tuż przed końcem nokautujące uderzenie zadał Adrian Bogdan. Napastnik Hadykówki z zimną krwią ograł Mariusza Łukawskiego i lewą nogą wpakował piłkę do siatki Nowaka.

Wynik 0-3 z Ocicach zaskoczył wszystkich. Koniczynka jak i jej najwierniejsi fani takiej klęski w najważniejszym meczu sezonu się nie spodziewali. Tym bardziej, że do niedzielnego spotkania na własnym stadionie nie przegrali. Niedzielna porażka po części przypominała tą poniesioną przez piłkarzy Siarki z Wigrami Suwałki. Czasu na leczenie kaca po niedzielnej porażce nie ma, bo już w czwartek zaległe spotkanie w Cyganach. Strata punktów z tym zespołem może oznaczać już definitywny koniec marzeń o bezpośrednim awansie. Z kolei zespół Ceramiki zaś nie przypuszczał, że w Ocicach uda się wygrać w tak zdecydowany sposób. Okazała wygrana w takim meczu przybliżyła drużynę Wojciecha Krzeszewskiego do upragnionego awansu. Piłkarze z Hadykówki jednak studzą optymizm mając w pamięci przypadek Wspólnoty Serbinów, która awans wypuściła w dwóch ostatnich kolejkach sezonu.

Radość gości i smutek pokonanych da się odczuć w pomeczowym dwugłosie. Swoimi opiniami na temat niedzielnego meczu podzieliła się dwójka obrońców obu ekip, kapitan Koniczynki Mariusz Łukawski oraz Artur Grądzki z Ceramiki. Oto co powiedzieli w krótkiej rozmowie. 

 MARIUSZ ŁUKAWSKI (KONICZYNKA OCICE)

Tak jak Siarka w środę tak i Koniczynka dzisiaj przegrała najważniejsze spotkanie w tym sezonie. Przegrana w tak istotnym meczu boli podwójnie?

Przegrana boli, ale tragedii nie robimy. Szkoda, że zakończyła się pewna seria. Byliśmy do meczu przygotowani, ale niestety nie wyszło.

Co było przyczyną tak wysokiej porażki w tak ważnym meczu?

Dwa błędy z 30 minuty. Najpierw nasz rzut rożny, gdzie zawodnik miał blokować bramkarz i tego nie zrobił, a ten spokojnie chwycił piłkę i wprowadził ją do kontry. Z tej kontry właśnie padła bramka po ewidentnym błędzie Wolaka. A potem to już Hadykówka grała cały czas z kontry i może dobrze, że skończyło się tylko trzema bramkami.

Będący na trybunach Szymon Kozłowski stwierdził, że był karny na Krzysztofie Barnasiu przy stanie 0-0. Jak Pan to widział z perspektywy boiska?

Powiem tak, gdyby sędzia użył gwizdka to możliwe, że zawodnicy Ceramiki wcale by nie protestowali. Gdyby padła bramka to my gralibyśmy z kontry. W tym meczu chodziło o to ten, który strzela otwiera mecz.

W przerwie meczu nie było mocniejszy słów w szatni?

W przerwie było bardzo spokojnie. Byłem nawet zadowolony z gry. Mniej z wyniku wiec nie było powodu do mocnych słów.

Momentami brakowało przebojowości Janka Kołodzieja. Najbardziej chyba jednak był odczuwalny brak pauzującego za karki Michała Kozłowskiego? Zgodzi się Pan z tym?

Janek od dłuższego czasu nie może grać i tu już przywykliśmy do jego nieobecności. Brakło Michała i jego wpływu na charakter gry drugiej linii. Morale zespołu już przed meczem kulało właśnie z tego powodu.

Strata trzech punktów oznacza jedno – trzeba wygrywać wszystko do końca i liczyć na potknięcie rywala. Awans bez grania barażu wciąż jest możliwy w Ocicach?

Teoretycznie tylko wygrane do końca i przegrana chociażby w jednym meczu rywali daje szanse. Baraże to loteria, ale liczymy, że jeszcze ktoś sprawi nam niespodziankę. Po prostu taki jest sport, że wszystko jest możliwe.

 ARTUR GRĄDZKI (CERAMIKA HADYKÓWKA)

Na początek gratulacje. Takiego wyniku chyba się nie spodziewaliśmy. Zakładaliście wygraną z Koniczynką, która do tej pory u siebie nie przegrała?

To, że wygramy z Koniczynką nie było dla nas zaskoczeniem. Znamy swoją wartość jako drużyny i nie czuliśmy się gorsi pod żadnym względem od zespołu z Ocic. Zaskoczeni jedynie możemy być rozmiarami tej wygranej. Do meczu podeszliśmy na luzie, ale nie oznaczało to, że nie chcieliśmy wygrać.

Co według Ciebie było kluczem do zwycięstwa w tym meczu?

Moim zdaniem o naszym zwycięstwie zadecydowały trzy czynniki. Pierwszym z nich był styl gry przeciwnika. W tej rundzie byliśmy całą drużyną na dwóch meczach Koniczynki wiec wiedzieliśmy, że ich największy atut to długie piłki na napastników i praktycznie nic poza tym. Trener ustawił nas w taki sposób żeby napastnicy Ocic mieli ciężko cokolwiek zrobić z piłką. I to się powiodło. Dodatkowo zostaliśmy poinstruowani żeby po przejęciu piłki zagrać jak najszybciej do przodu żeby cały czas kontrować przeciwnika, a przy tym nie dać się zepchnąć do defensywy. To również udało się zrealizować, bo wszystkie bramki padły po kontrach. Drugim ważnym czynnikiem wpływającym na naszą wygraną była średnia wieku zawodników. W Ocicach ta średnia jest troszkę wyższa niż u nas i widać było, że w tym upale zawodnicy z Ocic szybciej opadli z sił. Trzeci czynniki to odrobina szczęścia, ale to ponoć sprzyja lepszym.

W drugiej połowie nieco się cofnęliście, a rywal stanę nękał groźnymi wrzutkami w pole karne. Nie było obaw, że za chwilę gospodarze mogą wyrównać i pójść za ciosem?

Rzeczywiście, w drugiej połowie gospodarze atakowali częściej i groźniej niż na początku dlatego my bardziej skupiliśmy się na zabezpieczeniu dostępu do bramki. Było kilka nerwowych chwil, ale udało się wyjść z tego obronną ręką. Koniczynka najbliżej zdobycia bramki była zaraz na początku drugiej połowy, gdy po błędzie naszej defensywy przed utratą gola uratował nas słupek. Wtedy odetchnęliśmy z ulgą, bo gdyby padła bramka na 1-1 to na pewno byłoby cieżko i wynik mógłby być różny. My cierpliwie czekaliśmy na swoje szanse i okazało się, że taka szarża nie wyszła na dobre Koniczynce. Pod koniec spotkania nadzielali się na nasze kontry i dzięki temu skończyło się 0-3 a mogło być nawet więcej.

Wygraliście do tej pory wszystkie spotkania wiosną w tym to najważniejsze. Szampany już się chłodzą w Hadykówce?

Przed nami jeszcze 4 mecze i wszystko tak naprawdę w naszych rękach. Nie musimy się już oglądać na innych tylko grać do końca swoje, a bezpośredni awans będzie nasz. Na chłodzenie szampana jeszcze za wcześnie. Pamiętam, że w sezonie 2010/2011 Wspólnota Serbinów awans przegrała w dwóch ostatnich kolejkach sezonu tracąc punkty z drużynami dołu tabeli. Nie chcielibyśmy podzielić ich losu wiec z chłodnymi głowami podchodzimy do kolejnych spotkań.

02:39, dante1002
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 maja 2014

Jednym z najmłodszych zawodników Siarki Jezioro Tarnobrzeg jest Mateusz Pawełek. Urodzony w 1999 roku młody koszykarz na swoim koncie ma już sporo sukcesów zarówno drużynowych jak i tych indywidualnych. Mimo młodego wieku Pawełek zdążył zaliczyć wiele występów w kadrze Podkarpacia, a we Wrześni zyskać ogromne uznanie w oczach trenerów otrzymując indywidualne wyróżnienie. Przed graczem Siarki jak i również przed resztą jego kolegów już jutro rozpoczyna się najważniejszy turniej tego sezonu. Tuż przed Finałami Mistrzostw Polski Kadetów Mateusz Pawełek podzielił się ze mną swoimi spostrzeżeniami i opiniami na temat przygody z koszykówką.

Na wstępie zapytam Cię dlaczego akurat koszykówka?

W szkole podstawowej byłem jednym wyższych chłopaków w klasie, w dodatku uczęszczałem na lekcje koszykówki u Pana Andrzeja Rupali. To właśnie on sprawił, że skontaktował się ze mną Trener Szczuciński i zacząłem trenować w klubie.

Koszykówka odgrywa najważniejszą rolę w Twoim życiu? 

Jak najbardziej. Koszykówka to numer jeden w moim życiu. Interesuję się każdą ligą, w szczególności NBA. Na ten moment nie potrafiłbym sobie wyobrazić mojego życia bez koszykówki. 

Ciężko pogodzić naukę w szkole z treningami?

Nie jest to ciężkie, przed treningiem mamy kilka godzin dla siebie, a i czas na naukę można znaleźć po treningu.

Mimo, że jesteś jednym z najmłodszych w drużynie to nie odbiegasz poziomem od reszty. Co jest sposobem na sukces? 

Przede wszystkim ciężka i systematyczna praca na treningach. W każdy weekend staram się również chodzić na Orlik aby poćwiczyć indywidualnie. 

Wiążesz swoją dalszą przyszłość właśnie z tym sportem?

Na pewno chciałbym w przyszłości zostać koszykarzem. Zdaję sobie sprawę z tego, że do tego mogę dojść tylko dzięki ciężkiej pracy na treningach. 

Przejdźmy do spraw zespołu. Jakim trenerem jest Dariusz Szczuciński dzięki któremu młodzieżowa koszykówka święci takie sukcesy?

Trener Szczuciński to według mnie jeden z najlepszych trenerów w kraju. Jest wymagający, ale również cierpliwy. Zawsze można z nim też szczerze porozmawiać, a jeśli może to pomaga każdemu z nas w każdy możliwy sposób.

Finały MP Kadetów u siebie, które rozpoczynają się już jutro to najważniejsza impreza koszykarska w Twoim życiu czy były może już jakieś inne? 

W poprzednim roku pięciu zawodników z naszej drużyny zdobyło srebny medal Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży w Kutnie. Rozgrywki polegały na tym, że trenerzy wybierali dwunastu najlepszych koszykarzy z Podkarpacia rocznika '98 i młodsi. Oczywiście wiadomo, że sukces z kolegami z klubu smakuję zupełnie inaczej. Nam się udało dwa lata temu osiągnąć piąte miejsce w Polsce w młodziku, a w tym roku już jesteśmy w finałach kadetów. 

Jak wspominasz 2012 rok i 5 miejsce na MP młodzików w Koszalinie?

Bardzo dobrze, jeden z moich największych osiągnięć w koszykarskiej "karierze". Niestety nie we wszystkich meczach mogłem wspierać moich kolegów ponieważ odniosłem kontuzję kostki, które wyeliminowała mnie z gry. Ale koniec końców liczy się wynik drużyny i to, że ciężka praca przyniosła efekty.

Z Wrześni też macie miłe wspomnienia? 

O tak. Według mnie spotkanie z gospodarzem to najlepszy mecz jakikolwiek zagraliśmy. Było wszystko! Walka, zaangażowanie, rzucanie się o każdą piłkę, szybka zespołowa gra. W drugim meczu ciężko nam było przeciwstawić się zawodnikom Ursynowa, ale walczyliśmy do końca. Drużyna z Warszawy miała olbrzymią przewagę pod koszem, w dodatku stali nam strefą, na którą nie mieliśmy pomysłu. Trzeci mecz to było coś niesamowitego, sam muszę przyznać, że w pewnym momencie zwątpiłem w zwycięstwo. Ostatnie 4 minuty bodajże wygraliśmy 20:1. Szczególne brawa należą się Wojtkowi Dzierzkowskiemu, który trafił bardzo ważne trzy trójki. To nauczyło mnie też, że trzeba wierzyć do końca. 

Była komisja antydopingowa po pierwszym spotkaniu z gospodarzem turnieju?

Nie było, nie było. Chociaż ten nasz popularny Zibi straszył (śmiech).

Wyróżnienie we Wrześni wśród trenerów to duży zaszczyt dla Ciebie. Sporo już tych nagród indywidualnych się uzbierało?

To naprawdę miłe, że zostałem wyróżniony ale przede wszystkim to zasługa świetnej gry drużyny. Tych nagród indywidualnych trochę się nazbierało, ale przywiązuję do tego wielkiej uwagi. 

Jak przygotowywaliście się do tego turnieju finałowego? 

Skupialiśmy się głównie na ćwiczeniu techniki rzutu, a także staraliśmy się szukać nowych rozważań  na rozbicie strefy. We Wrześni przysporzyła nam troszkę problemów. Ćwiczyliśmy również szybkie przejście z obrony do ataku.

Wasza grupa wydaje się być nieco trudniejsza niż druga. Tak jak we Wrześni tak i w Tarnobrzegu kluczowy może być pierwszy mecz. Zgodzisz się z tym?

Zgadzam się. Mecz z Zastalem będzie bardzo ważny. Miejmy nadzieję, że zwycięski dla naszej drużyny, ale na pewno nie będzie łatwo, bo drużyna z Zielonej Góry to świetny zespół z aspiracjami na pewno medalowymi. 

Awans do sobotnich półfinałów jest możliwy? Macie swój cel na ten turniej?

Jest możliwy, ale na razie jedynie co możemy obiecać to to, że oddamy zdrowie na parkiecie i będziemy walczyć do ostatniej sekundy. Koszykówka młodzieżowa jest bardzo nieprzewidywalna. 

Kiedyś półfinały, teraz finałowy turniej. Dostrzegasz nieco większe zainteresowanie młodzieżową koszykówką niż wcześniej?  

Już po sukcesie dwa lata temu można było odczuć, że więcej osób interesuję się koszykówką w wydaniu młodzieży w Tarnobrzegu. W tym roku na nasze mecze bardzo dużo ludzi przychodziło, a teraz przed Finałami Mistrzostw Polski wiele osób życzy nam powodzenia, a jednocześnie gratuluję już sukcesów. To naprawdę miła sytuacja. 

Wizyta całego zespołu u Prezydenta to chyba duże przeżycie? Trema była?

Tak, pierwszy raz byliśmy u Prezydenta. Trema była widoczna, bo chyba żaden z nas nie wypowiedział nawet jednego słowa (śmiech). Ale spotkanie było bardzo miłe i trzeba podziękować Panu Prezydentowi za zaproszenie.

3 liga w Tarnobrzegu to słuszny pomysł?

Chcielibyśmy bardzo aby w Tarnobrzegu była 3 liga. Z tego względu, że wiele drużyn rezygnuję z gry w juniorze i tych meczów mielibyśmy bardzo mało - a nie ma co ukrywać, możemy się rozwinąć przede wszystkim dzięki grą z silniejszymi, lepszymi zawodnikami. To bardzo dobry pomysł.

Jakie jest największe marzenie Mateusza Pawełka?

Jak każdy trenujący chłopak chciałbym zagrać w NBA, choć to prawie nierealne. Na pewno chciałbym w przyszłości grać na bardzo wysokim poziomie w Polsce, bo po to ciężko pracuję aby w przyszłości coś osiągnąć.

Na koniec zapytam, kto jest Twoim koszykarskim idolem? 

Scottie Pippen. Chociaż muszę szczerze przyznać, że nie widziałem żadnego meczu tak na żywo w jego wykonaniu. Imponuję mi przede wszystkim świetną obroną. Po za tym bardzo cenie sobie Kobe Bryanta i Ray'a Allena z powodu ich etyki pracy.

Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w finałowym turnieju. 

19:41, dante1002
Link Dodaj komentarz »

Tenisistek stołowych KTS Zamek SPAR Tarnobrzeg dominacji absolutnej ciąg dalszy. W sobotę ich 23 tytuł mistrzyń Polski stał się faktem. Tarnobrzeski zespół nie miał większych problemów aby tak jak przed rokiem ograć w finałowym dwumeczu GLKS Scania Nadarzyn.

Sobotnie spotkanie w Tarnobrzegu dla tenisistek KTS Zamku SPAR Tarnobrzeg było tak naprawdę przypieczętowaniem kolejnego, niezwykle udanego sezonu. 8 z rzędu i 23 w historii tytuł Mistrzyń Polski był dla tarnobrzeskiego zespołu dopełnieniem formalności. Trudno znaleźć w Polsce drugi taki zespół, który miałby taką powtarzalność sukcesów jak właśnie KTS Tarnobrzeg. Absolutny, tenisowy hegemon w tym sezonie na krajowym podwórku wygrał wszystkie ligowe spotkania.

Potwierdzenie swojej tenisowej supremacji na krajowym podwórku należało do obowiązków tarnobrzeskiego zespołu. Problemów z odniesieniem zwycięstwa w finałowym dwumeczu nie było. Nadarzyn zdołał urwać jednego seta i po raz kolejny musiał uznać wyższość KTS-u. Strzelające korki od szampanów, które wpisały się już całkowicie w tarnobrzeski klimat tenisa stołowego wystrzeliły po raz kolejny. Chwała zawodniczkom, ale i nie tylko.

Ta niesamowita powtarzalność sukcesów i wszystkie 23 mistrzowskie tytuły to wielkie dzieło Zbigniewa Nęcka, który w Tarnobrzegu pojawił się blisko 27 lat temu. Już wtedy w swoim pierwszym sezonie osiągnął znaczący sukces – awans do ekstraklasy. Rok później dzięki barażowemu turniejowi udało się utrzymać status pierwszoligowca. Na prawdziwe sukcesy długo czekać w Tarnobrzegu nie trzeba było. Najpierw wicemistrzostwo Polski, a później pasmo 15 krajowych triumfów. Dominację klubu z Tarnobrzega przerwał odwieczny rywal, zespół z Nadarzyna, ale tylko na jeden sezon. Później wszystko wróciło do normy i taki stan trwa do dnia dzisiejszego. Nęcek to klasa sama w sobie. Nigdy jako trener przed meczem nie dopisywał sobie kolejnego zwycięstwa. Za każdym razem powtarzał, że bronić tytuł jest dużo ciężej. Te wypowiedzi świadczą nie tylko o wielkim profesjonalizmie, ale również o szacunku dla rywala.

Sam trener tarnobrzeskich tenisistek nie jest jedyną osobą, która przez lata smakuje zwycięstw w Tarnobrzegu. Nieodłączną częścią jego drużyny jest Kinga Stefańska, która od 20 lat związana jest z tarnobrzeską drużyną. Jej sukcesów przez lata nie sposób zliczyć, było ich co nie miara. W sobotę do swojego tenisowego dorobku mogła dopisać 19 tytuł mistrzowski. Dla pełniącej rolę kapitana Kingi Stefańskiej obecny ligowy sezon był jednym z bardziej udanych. W całych rozgrywkach przegrała zaledwie swoje trzy spotkania przy stole.

Od kilku lat miejscem docelowym KTS-u jest jednak Europa. To właśnie rozgrywki Pucharu ETTU były dla tarnobrzeskich tenisistek prawdziwym polem do popisu. Za każdym razem jednak czegoś brakowało i dotychczasowe pięć finałów Pucharu Europejskiej Unii Tenisa Stołowego kończyło się tak samo. Porażki w decydujących spotkaniach jednak nie przyćmiły sukcesu, jakim niewątpliwie była tak wysoka pozycja w europejskiej elicie tenisa stołowego.

Z tą prawdziwą elitą również i w tym sezonie przyszło mierzyć się tarnobrzeskim tenisistką. Debiut w rozgrywkach tenisowej Ligi Mistrzów wypadł lepiej niż ktokolwiek przypuszczał. KTS dotarł do półfinału w którym mierzył się z faworytem rozgrywek, drużyną Fenerbahce Stambuł. Już pierwsze spotkanie w Tarnobrzegu mogło przynieść ogromną sensację. Gospodynie prowadziły w Tarnobrzegu 2-1, jednak ostatecznie musiały uznać wyższość dwukrotnego zdobywcy Pucharu ETTU. Tureckie Fenerbhace w dwumeczu okazało się minimalnie lepsze.

Niezwykła przygoda w Lidze Mistrzów oraz 23 tytuł Mistrza Polski sprawił, że ten sezon dla KTS Zamek SPAR Tarnobrzeg był wyjątkowy. Potwierdzenie dominacji na krajowym podwórku i ogromny sukces w Europie sprawia, że z nadzieją możemy czekać na kolejny sezon. Nadzieja tym większa, że do gry ma wrócić Li Qian. Może więc czas na europejskie trofeum w Tarnobrzegu.

14:37, dante1002
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 maja 2014

To będzie wydarzenie bez precedensu. Od środy do niedzieli Tarnobrzeg stanie się stolicą młodzieżowej koszykówki. Wszystko za sprawą wyśmienitej postawy kadetów Siarki Jezioro Tarnobrzeg, którzy w imponującym stylu wywalczyli awans do Finałów Mistrzostw Polski Kadetów. Przez pięć dni w hali Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji rozegranych zostanie 18 spotkań, które wyłonią najlepszą drużynę w kategorii U16.

Organizacja turnieju finałowego Mistrzostw Polski Kadetów to wydarzenie historyczne dla Tarnobrzega. Do tej pory to miasto było gospodarzem półfinałowych zmagań juniorów i młodzików. W obu tych przypadkach zespoły Siarki Tarnobrzeg prowadził Dariusz Szczuciński dla którego finałowy turniej przed własną publicznością będzie symboliczną nagrodą za trud, poświęcenie i przede wszystkim kapitalną pracę, jaką do tej pory wykonał.

Szczupak w Tarnobrzegu smakował już półfinałowych zmagań w 2008 roku z juniorami. Wówczas jego drużynie przyszło rywalizować z uważaną za głównego faworyta to tytułu drużyną Prokomu Sopot, a także z zespołami Turowa Zgorzelec i Wilków Morskich Szczecin. Dwa pierwsze dni rywalizacji przyniosły wysoką porażkę z Prokomem i wygraną po dogrywce z Turowem. O awansie do finałowej rywalizacji decydowało wówczas niedzielne spotkanie. Po dwóch kwartach wszystko układało się po myśli gospodarzy. Dzięki kapitalnej grze Michała Woźniaka (5 trójek!) tarnobrzeżanie na przerwę schodzili prowadząc 44-41. Dwie kolejne kwarty były już popisem Wilków, które ostatecznie wygrały 85-68 zapewniając sobie tym samym awans do finałowej rozgrywki. Siarka rywalizację zakończyła na 3 miejscu.

To co nie udało się juniorom udało się młodzikom KKS Siarki Tarnobrzeg. Blisko 2 lata temu awans do półfinałowego turnieju U14 w Tarnobrzegu przerodził się w jeszcze większy sukces. Młodzi koszykarze potrafili zająć drugie miejsce, które zagwarantowało awans do najlepszej ósemki drużyn w Polsce. Kluczowy dla losów całego turnieju okazał się pierwszy mecz w którym tarnobrzescy koszykarze po ciężkim boju pokonali ŁKS Łódź. Dzień później mimo świetnej postawy wygrać z Zastalem Zielona Góra się nie udało. O tym jak istotne było zwycięstwo w pierwszym meczu przekonaliśmy się w niedzielę, gdy ŁKS ograł rówieśników z Zielonej Góry. Wysoka wygrana drużyny z Łodzi sprawiła, że to właśnie młodzicy z Tarnobrzega cieszyli się z awansu. Radości nie mogła przyćmić porażka z najlepszą drużyną turnieju Pyrą Poznań. 5 miejsce w Polsce wywalczone w finałowym turnieju młodzików rozgrywanym w Koszalinie było zwieńczeniem ogromnego sukcesu młodych koszykarzy.

Na kolejne, wielkie osiągnięcie zespół Dariusza Szczucińskiego nie kazał nam długo czekać. Młodzi koszykarze z Tarnobrzega jak burza w tym sezonie przebrnęli przez eliminacje strefowe nie doznając żadnej porażki. Prawdziwą weryfikacją formy był jednak rozegrany trzy tygodnie temu półfinałowy turniej we Wrześni. Już pierwszy mecz, który w ocenie trenera Siarki był najlepszym spotkaniem jakie zespół rozegrał pod jego wodzą był jasnym sygnałem, że tarnobrzeżanie przyjechali po awans. Gospodarze turnieju już na dzień dobry zostali rozbici przegrywając różnicą aż 58 punktów. Lepszego początku półfinałowych zmagań Mistrzostw Polski wymarzyć sobie nie można było. Sobota już tak obiecująca nie była. Kadeci Siarki w sobotę musieli uznać wyższość zespołu ze stolicy. Ursynów doskonale zagrał w obronie i wygrał 58-39. Wszystko tak naprawdę rozstrzygnęło się w niedzielę. Po niezwykle emocjonującym spotkaniu młodzi koszykarze pokonali Pelpin i tym samym osiągnęli zamierzony cel, jakim był awans do Finałów Mistrzostw Polski Kadetów.

Oprócz wyróżnień indywidualnych, jakie otrzymali po turnieju we Wrześni Wojciech Dzierzgowski, Mateusz Pawełek oraz Aleksander Szlesiński wyjątkową i jedyną w swoim rodzaju nagrodą była organizacja finałowego turnieju. Ta przypadła w ręce Tarnobrzega dzięki wielkiemu sukcesowi podopiecznych Dariusza Szczucińskiego. Młodzi koszykarze teraz najbardziej liczą na wsparcie, które również będzie dla nich niezwykle istotne w każdym dniu rywalizacji.

Takiej koszykarskiej imprezy w naszym mieście jeszcze nie było. Od środy do niedzieli będziemy świadkami czegoś wyjątkowego i jedynego w swoim rodzaju. Rywalizacja w dwóch grupach wyłoni półfinalistów, którzy w sobotę zagrają o finał. Siarka jako gospodarz trafiła do nieco trudniejszej grupy z drużynami TKM Włocławek, WKK Wrocław i Zastalu Zielona Góra. Wszystkie te drużyny mają w swoich szeregach kadrowiczów, a Wrocław wydaje się być jednym z faworytów w całym turnieju. Wszystkie mecze młodzi koszykarze z Tarnobrzega rozegrają o godzinie 18 (środa,czwartek i piątek).

Niezależnie od wyników finałowej rozgrywki w Tarnobrzegu awans do najlepszej ósemki w Polsce to kolejne, wielkie osiągnięcie młodych tarnobrzeskich koszykarzy. Gospodarze finałów jednak na pewno nie zamierzają poprzestać na tym i w tym tygodniu dostarczą nam wielu niezapomnianych emocji. To jest ich miejsce i czas. Oby ten czas trwał do niedzieli, gdy zapadną ostateczne rozstrzygnięcia w Finałach Mistrzostw Polski Kadetów. Do boju koszykarska dumo Tarnobrzega!

14:21, dante1002
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 25 maja 2014

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Środowe spotkanie Siarki Tarnobrzeg z Wigrami Suwałki miało być historycznym spotkaniem dla tarnobrzeskiego klubu. Najciekawszy pojedynek 31 serii spotkań miał ogromne znaczenie dla układu tabeli. Wygrana tarnobrzeskiej drużyny na dobre uchyliłaby drzwi do I ligi. Komplet punktów dla gości z kolei oznaczał zwiększenie szans na awans. Dotychczasowa, z goła odmienna forma obu drużyn nie napawała specjalnym optymizmem sympatyków Siarki Tarnobrzeg. Derbowa porażka i szczęśliwy remis wobec trzech zwycięstw zespołu z Suwałk budził spory niepokój przed pierwszym gwizdkiem środowego spotkania. Optymistycznie nie brzmiały również słowa Artura Melona, który przed meczem z Wigrami stwierdził, że remis brałby w ciemno. Bramkarz Siarki miał świadomość tego z jak silnym i wymagającym rywalem przyjdzie się mu zmierzyć w środę. Melon wiedział co mówi. Najważniejszy mecz sezonu przy AN2 przyniósł najbardziej bolesną porażkę. Przegraną, która całkowicie skomplikowała drogę Siarki w kierunku I ligi. Teraz już nic nie jest tak oczywiste jak wydawało się dwa tygodnie temu.

Już początek spotkania i dwa nieudane zagrania Konrada Stępnia były niepokojącym sygnałem. Goście podeszli wysoko, całkowicie zagęścili środek pola, odcięli na skrzydła i do minimum ograniczyli możliwości piłkarzy Siarki. Oba zespoły jednak zdając sobie sprawę z wagi tego meczu nie chciały popełnić błędu. Utrata pierwszej bramki w tak istotnym spotkaniu mogłaby być bardzo kosztowna. Typowy mecz do pierwszego gola wiec przez pierwsze 30 minut oba zespoły grały bardzo uważnie. Niestety, pierwszy poważny błąd popełnili gospodarze. Kapitalne podanie Mackiewicza na gola zamienił Żebrowski i Siarka na przerwę schodziła z bramkowym deficytem.

Pierwsza połowa środowego spotkania nie napawała optymizmem na drugie 45 minut. A jakby tego było mało po 20 minutach do szpitala odwieziony został Robert Tunkiewicz, który boleśnie odczuł jedno ze starć na początku spotkania. Na tyle boleśnie, że ponoć nie wiedział jak się nazywa. Brak środkowego pomocnika i mądrze grający rywal niepozywający na wiele graczom Siarki sprawił, że marzenia o wygranej Siarki oddaliły się bardzo daleko. Chyba tylko najwięksi optymiści wierzyli, że przy tak bezbłędnie grającej drużynie gości Siarka jest w stanie odwrócić losy meczu. 

Po przerwie Siarka próbowała, ale zwyczajnie była zespołem słabszym. Już pierwsza akcja gości po zmianie stron powinna zakończyć się bramką. Siarka tak klarownych i dobrych okazji w tym meczu niestety nie miała. Próbował Baran, próbował też Nadolski, ale wszystkie te próby trafiały blokowane były przez skomasowaną obronę gości. Jeden z zablokowanych strzałów przyniósł kontrę gościom. Mackiewicza nie był w stanie dogonić Koczon, a ofiarnym wślizgiem niebezpieczeństwo zażegnał powracający po kontuzji Frankiewicz. Środkowy pomocnik w środę był najlepszym zawodnikiem tarnobrzeskiego zespołu.

Stosunkowo najgroźniejszą sytuację Siarka stworzyła sobie w 71 minucie. Buras podał do Ciecki, a ten wypuścił w uliczkę Truszkowskiego. Przytomnie z bramki wyszedł Salik, który zdołał zastopować zamiary napastnika Siarki. Później jednak rządzili już tylko goście. Najlepszy na boisku Mackiewicz raz za razem siał zagrożenie pod bramkę Melona. Każde jego zagranie na połowie Siarki zwiastowało niebezpieczeństwo. Pierwszą jego próbę w 81 minucie zastopował golkiper Siarki, ale przy drugiej był już bezradny. Kapitalne uderzenie zza pola karnego totalnie zaskoczyło zasłoniętego Melona i stało się jasne, że goście do Suwałk wrócą z kompletem niezwykle cennych trzech punktów. Jakby tego było mało Siarka kilka minut później straciła trzeciego gola. Mackiewicz dograł do Radzio, który ustalił wynik meczu.

Wigry w środę były lepszym zespołem, szczególnie pod względem fizycznym. Goście mieli również lidera w swoim zespole, który robił na boisku dużą różnicę. Mackiewicz nie przypadkowo jesienią biegał pod boiskach Ekstraklasy i pewnie nie przypadkowo w następnym sezonie również znajdzie miejsce w zespole Jagielonii Białystok. W środę okazał się katem tarnobrzeskiej drużyny. Z kolei Siarkowcy po porażce w tak istotnym spotkaniu praktycznie do minimum ograniczyli swoje szanse na awans. A przecież jeszcze nie tak dawno przewaga nad Wigrami wynosiła 9 punktów i nikt nie zakładał takiej końcówki sezonu. Patrząc w środę na grę obu drużyn trudno być optymistom w perspektywie dwóch kolejnych wyjazdowych spotkań z Pelikanem Łowicz i Pogonią Siedlce.

Siarka wygląda na zespół zmęczony. Próżno szukać w grze tarnobrzeskiego zespołu ładnej wymiany podań, składnych akcji do których zdążyliśmy się w tym sezonie przyzwyczaić i radości z wykonywanego zawodu. Wychodzą trudy tego sezonu, który tak naprawdę rozpoczął się już w połowie lipca, gdy Siarka grała z pozytywnym skutkiem w Pucharze Polski. Obecne problemy kadrowe, które na wiosnę nie oszczędzają Siarki są niestety tego najlepszym przykładem. Na palcach jednej ręki można wyliczyć tych, których w tym sezonie kontuzje omijały szerokim łukiem. Wychodzą również trudny okresu przygotowawczego. Niektórym zawodnikom pewnie do dziś po nocach śni się obóz w Ulanowie i treningi trzy razy dziennie.

Podopieczni Tomasza Tułacza przez rundę jesienną przyzwyczaili swoich kibiców do okazałych wygranych. Wiosną również drużyna dużo lepiej zaczęła się prezentować na wyjazdach, a jeśli traciła punkty to raczej bez większych konsekwencji w tabeli. W każdym sezonie jednak, niezależnie od ligi następuje moment kryzysu, zawahania formy. Pech chciał, że w przypadku Siarki ten czas nastąpił w najmniej odpowiednim momencie, na samym finiszu rozgrywek. Dla zwolenników teorii spiskowych dziejów wiec idealna chwila aby stwierdzić, że Siarka zwyczajnie nie chce awansować. Koszty, jupitery, podgrzewana murawa, lepsi zawodnicy itd. Tyle tylko, że w II lidze wschodniej jedyną drużyną, która nie zaznała smaku dłuższej niż tydzień zniżki formy była właśnie Siarka Tarnobrzeg. Jeszcze nie tak dawno liderująca Pogoń trwoniła punkty na potęgę, a Wigry remisowały mecz za meczem. Wtedy to oni nie chcieli awansować, a dzisiaj to Siarka nie chce tego awansu? Ilekroć słyszę tego typu historie cierpnie mi skóra. Nawet tych największych w Europie jak Bayern, Real czy Chelsea dopadał kryzys, bo taki właśnie jest urok piłki. Szkoda tylko, że tak oczywiste rzeczy dla niektórych są zwyczajnie zbyt trudne.

Jeśli już jednak szukamy podwójnego dna to do myślenia daje powiedzenie, że suma szczęścia i pecha wychodzi na zero. Jeśli tak faktycznie jest to znajduje to wymierne przełożenie na drużynę Siarki Tarnobrzeg. Rok temu dostaliśmy dar od losu i drugie życie w II lidze. Dzięki licencyjnym zawirowaniom utrzymaliśmy się w lidze mimo ostatniego miejsca. Całkiem nie tak dawno również rywale pomagali jak mogli. Teraz to szczęście zaczęło się od Siarkowców odwracać. Słabsze wyniki, kontuzje. Szkoda tylko, że te problemy zaczęły się nawarstwiać w najmniej odpowiednim momencie tego sezonu. Szczeście, które było przy nas przez tyle czasu nagle się odwróciło. 

Faktem jednak jest, że rozbudzone do granic możliwości oczekiwania wśród tarnobrzeskich kibiców zostały w środę totalnie przygaszone. To prawda, że celem było utrzymanie w drugiej lidze, ale Siarka grała tak dobrze i tak skutecznie, że trudno się dziwić sympatykom iż powoli oczami wyobraźni widzieli już tarnobrzeski zespół na zapleczu Ekstraklasy. Ja natomiast dziwię się jednak co poniektórym reakcji po końcowym gwizdku i zastanawiam się, kto w środę był większym przegranym. Piłkarze czy co po niektórzy kibice, którzy podobno z Siarką są na dobre i na złe. Nie do końca jednak są, skoro w taki sposób motywują zespół na trzy kolejki do końca, gdy jeszcze wszystko tak naprawdę może się zdarzyć. Oczywiście na dzień dzisiejszy trudno być optymistą, ale warto też się zastanowić nad kreowaniem awansu. Piłkarze robili swoje i swoją grą rozbudzili apetyt, który jeszcze bardziej spotęgował głód z poprzedniego sezonu. Najgłośniej o awansie mówili jednak kibice. Niektórzy z nich jednak nie do końca rozumieją o co w tym wszystkim chodzi i swoją złość wolą wylać na piłkarzy. 

Trudno się nie zgodzić z wypowiedzią Frankiewicza o niezrozumiałym zachowaniu. Owszem, przegrali najważniejszy mecz sezonu, rozczarowali w ostatnich meczach, ale czy już definitywnie wszystko stracone? Co będzie jak uda się jednak awansować? Czy wtedy będzie Dziękujemy! Dziękujemy! Póki co to ja bym podziękował za takie wsparcie, bo nie sztuką przybijać piątki po wygranym spotkaniu. Prawdziwą sztuką jest klepnąć po plecach, wtedy gdy faktycznie nie idzie, gdy zespół potrzebuje wsparcia. A to jest właśnie ten moment, kiedy to wsparcie o którym na każdym kroku podkreślał Tułacz jest bezgranicznie potrzebne.

Oprócz wspomnianej formy fizycznej istotne znaczenie ogrywa również rola psychiczna. I w tym przypadku również chyba jest nie najlepiej. Napompowany do granicz możliwości balon, jeszcze przed derbami ze Stalą pękł i dzisiaj to echo odbija się co niektórym czkawką. Piłkarze mają jednak pełną świadomość szansy, która wymyka się z rąk. Dobitnie utwierdził mnie w tym Dariusz Frankiewicz, którego ogromnie cenię za postawę w tym sezonie. Ciężko jest mi wyobrazić sobie ten zespół środkowego pomocnika, który po meczu powtórzył, że jeśli Siarka przegra awans to będziemy frajerami roku. Franek wierzy w najbliższe zwycięstwa i nam również nie pozostaje nic innego jak wierzyć, że jeszcze tą niekorzystną sytuację po meczu z Wigrami uda się odwrócić. Najlepiej już w niedzielę z Pelikanem. To spotkanie pokaże czy Siarka podniesie się z kolan i będzie w stanie jeszcze powalczyć o awans do I ligi czy ta szansa zostanie zaprzepaszczona.

03:59, dante1002
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 maja 2014

W decydującą fazę wkraczają rozgrywki w nieco niższych ligach. Wśród tarnobrzeskich drużyn przeważa raczej tendencja spadkowa (czyt. OKS Mokrzyszów, OKS Wielowieś). Nie oznacza to jednak, że w tym sezonie nie ma drużyn pozbawionych szans na piłkarską promocję o klasę wyżej. Są i to co najmniej dwie, a ten ligowy weekend może okazać się najważniejszy w przypadku jednej z nich. Pora na małe podsumowanie dotychczasowych dokonań Koniczynki Ocice i rezerw Siarki Tarnobrzeg. Oba zespoły w tym sezonie mają szanse na awans o klasę wyżej.

AWANS ALBO BARAŻ. SZLAGIER W OCICACH

Zdecydowanie najgłośniej w tym sezonie o awansie mówi się w Ocicach. Koniczynka ma już dość grania w najniższej klasie rozgrywkowej, do której spadła dwa sezony temu. O braku promocji do klasy A w poprzednim sezonie przesądził słaby początek sezonu i przegrane baraże. Mimo rewelacyjnej rundy wiosennej przed rokiem strat punktowych poniesionych na początku do Transdzwigu Stale odrobić się nie udało. Dodatkową próbą awansu miał być  baraż, który został jednak przegrany w sposób wyraźny i niepodlegający dyskusji. Sparta Groble już w Ocicach rozwiała złudzenia i marzenia o A klasie wygrywając 4-1. W tym sezonie jednak droga Koniczynki do awansu ma prowadzić przez ligę, a nie dodatkowe dwa spotkania.

Swój plan o powrocie do A klasowej rzeczywistości w tym sezonie Koniczynka sumiennie stara się realizować, chociaż początek sezonu znowu przyniósł pewne punktowe straty. Nie okazały się jednak one bolesne w skutkach po rundzie jesiennej, którą zespół z Ocic zakończył na pierwszym miejscu. Runda wiosenna dla Koniczynki również układa się pomyślnie. 5 wygranych spotkań i 16 zdobytych goli są jasnym potwierdzeniem marszu po awans. W niedzielę jednak przed zespołem z Ocic najważniejszy mecz tego sezonu i jednocześnie prawdziwy szlagier kolejki, który może okazać się kluczowy w walce o awans. W samo południe zagrają ze sobą lider z wiceliderem. Dwie najlepsze drużyny klasy B, które w tej rundzie wygrały wszystkie ligowe spotkania. W niedzielę więc gra idzie na całego, a komplet punktów w tym spotkaniu będzie miał wartość bezcenną.

Początkowo Koniczynka w tym tygodniu miała rozegrać dwa spotkania. W czwartek miało się odbyć spotkanie w Cyganach, które z racji opadów deszczu zostało przesunięte na inny termin. Data meczu jednak uległa kolejnej zmianie z powodu zalegającej wody na murawie i zespól z Ocic zaległe spotkanie rozegrane zostanie w najbliższą środę. W poprzednim sezonie potyczka obu tych zespołów zakończyła się dwucyfrową wygraną Koniczynki. W tym sezonie jednak już tak łatwo może nie być. Sztuka wywiezienia kompletu punktów z Cyganów w tej rundzie nie udała się nikomu.

Zarówno to niedzielne jak i środowe spotkanie dla zespołu z Ocic będzie miało niebagatelne znaczenie. Ciężar gatunkowy obu tych meczów jednak jest zupełnie inny. Niedzielny mecz z Ceramiką Hadykówka dla Koniczynki wydaje się być jednym z najważniejszych w ostatnich dwóch sezonach spędzonych w B klasie. Zespół z Ocic do liderującej Ceramiki traci 5 punktów. Ta strata póki co jednak wynika z mniejszej ilości rozegranych spotkań. Zaległe spotkanie w Cyganach i czekająca pauza na zespół z Hadykówki powoduje, że miejsca w tabeli nie do końca odzwierciedlają rzeczywistą sytuację na szczycie B klasowej hierarchii. W niedzielę jednak ta hierarchia może w pewien sposób zostać zachwiana.

W obu ekipach przed niedzielnym pojedynkiem panuje duży spokój. Nie miałem zamiaru nikogo obserwować, niczego rozpisywać do zrealizowania. Jak co tydzień trenujemy normalnie dwa razy i w niedzielę jak zawsze wyjdziemy z nastawieniem zapunktowania. Oczywiście jest więcej dyskusji na temat tego konkretnego meczu, ale szczególnej, typowej napinki nie ma. To słowa Mariusza Łukawskiego, który zdaje sobie sprawę tak jak i reszta zespołu jak istotny będzie to mecz. Podobnie jest w obozie gości. Zbędnego ciśnienia przed szlagierowym pojedynkiem nie ma. Podobnie jak i presji, bo jak sami zawodnicy Ceramiki  przyznają są już pewni gry w barażu, a taki był cel minimum.

Zarówno Koniczynka Ocice jak i Ceramika Hadykówka wypracowały sobie już taką przewagę, że awans do A klasy wydaje się być wewnętrzną sprawą między tymi zespołami. A klasowy głód bardziej dosiewa w Hadykówce. Ceramika z tą klasą rozgrywkową pożegnała się przed trzema laty. Czas powrotu do wyższej klasy nie oznacza jednak, że w inaczej jest w Ocicach. Atut własnego boiska w niedzielę będzie po stronie Koniczynki. O tym, że przewaga własnego stadionu i własnej publiki w niższych klasach rozgrywkowych ma duże znaczenie wiadomo nie od dziś. Zespół z Ocic jak dotąd w tym sezonie nie zaznał smaku porażki na własnym obiekcie. Jedyna strata punktowa do tej pory na własnym boisku miała miejsce na samym początku rozgrywek, kiedy to z punktem wyjechała Krzątka. W niedzielę punkt raczej nie uszczęśliwi żadnej ze stron wiec można się spodziewać, że obie drużyny zagrają o pełną pulę. W niedzielne południe emocji i goli w Ocicach z pewnością nie zabraknie.

LICZY SIĘ TYLKO BARAŻ

Rywalizacja w A klasie toczy się pod dyktando jednego zespołu. Sokół Sokolniki całkowicie zdominował rywalizację w tej klasie rozgrywkowej i lada moment przypieczętuje swój awans do klasy okręgowej. Nie oznacza to jednak, że na górze tabeli emocje dobiegną końca, bo gra toczyć będzie się o miejsce barażowe. W zgodnej opinii wielu to miejsce jest ponoć zarezerwowane dla rezerw Stali Stalowa Wola. Na taki układ jednak nie chcą zgodzić się rezerwy Siarki Tarnobrzeg, które dla zespołu zza miedzy stanowią największą konkurencję.

Po słabym początku rundy wiosennej drugi zespół Siarki wreszcie prezentuje się na miarę swoich możliwości. Sześć ostatnich wygranych z rzędu sprawiło, że tarnobrzeska drużyna złożona głównie z juniorów starszych może realnie myśleć o miejscu dającym baraż. Zarówno Siarka jak i Stal sąsiadują ze sobą w ligowej tabeli i na finiszu rozgrywek stoczą pasjonujący bój o szansę na awans do klasy okręgowej. W niedzielę kolejną przeszkodą zespołu prowadzonego przez Macieja Wojnara na boisku przy Zwierzyńcu będzie Łęg Stany, obecnie 10 drużyna A klasy.

15:27, dante1002
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2