O tarnobrzeskiej piłce, o koszykówce, a przede wszystkim tarnobrzeskim sporcie...
RSS
piątek, 29 maja 2015

Puchary rządzą się swoimi prawami. Ten dość powszechny piłkarski frazes znalazł swoje potwierdzenie w Skopaniu, gdzie miejscowy Wisan złotymi zgłoskami na nowo zapisał się na kartach swojej klubowej historii. Wszystko to za sprawą niesamowitego sukcesu, jakim był awans do finału Pucharu Polski na szczeblu wojewódzkim.

W deszczowe, środowe popołudnie Skopanie żyło futbolem. Niekorzystna aura nie miała prawa odstraszyć żadnego miejscowego kibica, który chciał zobaczyć, jak tego dnia jego klub spisze się w starciu z klasowym rywalem. Finałowym przeciwnikiem Wisanu była (i nadal jest) grająca dwa poziomy piłkarskie wyżej Resovia Rzeszów, która w tym sezonie bije się o awans do II ligi.

Obraz pierwszego finałowego spotkania obu drużyn nikogo raczej nie mógł zaskoczyć. Za Resovią przemawiała różnica klas rozgrywkowych, piłkarskie umiejętności i przede wszystkim znacznie bogatsze doświadczenie poszczególnych zawodników, co na tym poziomie ma duże znaczenie. Gospodarze po swojej stronie mieli nie tylko atut własnego boiska i własnej publiczności, ale nade wszystko ogromną determinację, ambicję i chęć dokonania czegoś jeszcze większego. niż sam udział w wielkim finale.

Atakującą zgodnie z oczekiwaniami Resovię przez dłuższy czas skutecznymi, a czasami i kapitalnymi interwencjami powstrzymywał Mateusz Kuszaj. Dla bramkarza Wisanu ten sezon jest jednym z lepszych w dotychczasowej przygodzie z piłką. Kuszaj po doświadczeniach m.in. w Sobowie, gdzie grywał również jako napastnik wreszcie odnalazł swoje właściwe miejsce. W Skopaniu przez kilka sezonów nabrał większej piłkarskiej dojrzałości i bramkarskiej pewności, której kiedyś mu brakowało. Golkiper Wisanu przez blisko 70 minut zachowywał czyste konto. Skapitulował kilka minut później, gdy do jego bramki drogę znaleźli Adamski i Skuba. Pasy do Rzeszowa na rewanżowe spotkanie wróciły z dwubramkową zaliczką, której już nie oddadzą. Gospodarze ze Skopania jednak nie mają się czego wstydzić.

Dla grającego na co dzień w klasie okręgowej zespołu dojście do tego etapu rozgrywek samo w sobie było już nie lada osiągnięciem. Droga Wisanu do finału była dość wyboista. Najpierw Stany i zwycięski konkurs rzutów karnych, potem Wrzawy, a później znowu po 120 minutach rywalizacji z Słowianinem Grębów loteria, w której piłkarska fortuna ponownie była po stronie zawodników ze Skopania. Dotarcie Wisanu do finału dziełem przypadku jednak nie było. Zespól Janusza Hynowskiego po drodze ogrywał rywali, którzy potencjalnie mogli czuć się faworytami (czyt. Unia Nowa Sarzyna, Sokół Sokolniki i Cosmos Nowotaniec).

Najważniejsze losy całej pucharowej rozgrywki miały miejsce w Sójkowej. To właśnie tam rozegrano finałowy mecz podokręgu Stalowa Wola, w którym po dogrywce triumfowali zawodnicy Wisanu, ogrywając 2-1 budowany za dużo większe pieniądze zespół Sokoła Sokolniki. Po 20 latach piłkarska historia w Skopaniu zatoczyła koło. Wtedy wówczas grający w finale na szczeblu okręgu Wisan w takich samych rozmiarach pokonał Orzeł Rudnik, a obie bramki zdobył Janusz Hynowski. W następnym finałowym etapie lepszy okazał się już Motor Lublin.

Tydzień po zdobyciu pucharu podokręgu Wisanowi przyszło rywalizować z IV ligowym Cosmosem Nowotaniec. Wszystko w ramach półfinału podkarpackiego Pucharu Polski. Gdy wydawało się, że na tym poziomie pucharowy czar Wisanu pryśnie, zespół ze Skopania znowu zadziwił wszystkich niedowiarków wygrywając 1-0. Dzięki tej niespodziewanej wygranej piękna pucharowa przygoda zespołu Janusza Hynowskiego trwa do dnia dzisiejszego. I trwać będzie pewnie dalej, bo historia to świadek czasu i światło prawdy. 

Za ojca sukcesu Wisanu Skopanie śmiało można uznać Janusza Hynowskiego, który z drobnymi przerwami prowadzi ten zespół od 2006 roku. Ilość lat, jak na trenerskie standardy w Polsce niebywała. Były zawodnik Siarki Tarnobrzeg w Skopaniu ma doskonałe warunki do pracy. Zespół Wisanu w głównej mierze oparty jest na miejscowych zawodnikach, a to tylko dodatkowy powód do dumy. W każdy czwartek klub korzysta również z fachowych usług bramkarskich Roberta Mazura i Bogusława Wyparło. W Skopaniu stawia się również na rozwój młodzieży (roczniki 2000-2008 w których trenuje ok. 40 chłopców).

Zmiana na stanowisku prezesa klubu przyniosła Wisanowi korzyści natury organizacyjnej. W Skopaniu pojawiło się kilku nowych sponsorów. Udało się również poprawić stan murawy. Jedynym problemem, o którym co roku mówi się wiele pozostaje renowacja stadionu. Klubowa infrastruktura oparta na kilku ławkach nie daje żadnego komfortu widzowi, czego można było doświadczyć choćby w środowe popołudnie. Najdogodniejszą okazją do pochylenia się nad tym tematem być może będzie okrągły jubileusz klubu. Oby tylko niektórzy nie przesadzili z tym świętowaniem.

04:02, dante1002
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 28 maja 2015

Zdjęcie - Barbara Szczepanek

Wiosną wszystko wyglądało dość klarownie. Liderujące po rundzie jesiennej Żabno i zajmująca drugą pozycję Koniczynka wygrywały zgodnie swoje ligowe spotkania. Dwupunktowa przewaga, jaka dzieliła oba te zespoły utrzymywała się przez pierwsze cztery kolejki rundy rewanżowej. Nagła zmiana nastąpiła na samym początku maja, gdy w Kopciach swojej drugiej porażki w sezonie doznał dotychczasowy lider rozgrywek. Strata punktów dla drużyny z Żabna okazała się kosztowna. Duma gminy Radomyśl nad Sanem, która na ligowym tronie B klasy panowała od połowy września musiała ustąpić zaszczytnego miejsca drużynie z Ocic.

I kto tu rządzi?

Jeszcze przed samym rozpoczęciem rundy wiosennej trener LZS-u Żabno Tomasz Krasoń za szczególną datę w ligowym kalendarzu wskazał 4 czerwca. To właśnie w  Boże Ciało dojdzie w Ocicach do prawdziwego starcia wagi ciężkiej. Naprzeciw siebie staną Koniczynka i Żabno, czyli zespoły, które w tym sezonie najwytrwalej ze sobą rywalizowały. Runda rewanżowa do pewnego momentu znacznie lepiej układała się dla spadkowicza spod Stalowej Woli. Żabno nie miało problemów z odnoszeniem okazałych wygranych na starcie piłkarskiej wiosny. Inauguracyjna wygrana z Żupawą oraz triumf na Serbinowie zdawał się tylko potwierdzać siłę ówczesnego lidera rozgrywek. Pierwsze problemy pojawiły się w meczu na własnym boisku z Zakrzowem. Miejscowy LZS przez ponad godzinę męczył się aby osiągnąć swój cel w postaci pierwszego gola. Pomocną rękę do rywali wówczas wyciągnął bramkarz gości, który swoją niefortunną interwencją nieco ułatwił zadanie gospodarzom. Żabno ostatecznie wygrało, ale pewne kłopoty w zdobyciu kompletu punktów nie mogły zwiastować niczego dobrego przed kolejnymi, jeszcze trudniejszymi wyzwaniami. Następne, wyjazdowe spotkania tylko to potwierdziły. Częstotliwość, z jaką Żabno zaczęło gubić punkty na obcych boiskach spowodowało, że niedawny lider rozgrywek dzisiaj nie tylko musi spoglądać do przodu. Po piętach spadkowiczowi z A klasy dość mocno zaczyna deptać inny zespół, któremu w tym sezonie nie jest obce miejsce lidera. 

Trzy wiosenne porażki Żabna poniesione na obcych boiskach (Kopcie, Tarnowska Wola, Krzątka) spowodowały, że do niedawnego lidera rozgrywek dojechał Kolejarz Knapy, który jeszcze przed rozpoczęciem rundy wiosennej tracił sześć punktów. Z poniesionej jesienią straty nie zostało nic. Sześć imponujących zwycięstw (w tym walkower z Wolą Baranowską) dały zespołowi Adama Durlaka wiarę w odniesienie końcowego sukcesu. Kolejarz wiosną rozpędzał się powoli. Szczęśliwa wygrana ze Wspólnotą i porażka poniesiona w Zakrzowie raczej nie mogła napawać wielkim optymizmem miejscowych kibiców. Wiary nie zabrakło jednak samym zawodnikom, którzy od pojedynku z Łęgiem notują swoją drugą już w tym sezonie zwycięską serię sześciu spotkań. Pierwsza z nich miała miejsce na początku rozgrywek. Kolejarz wiosną nie prezentuje się już tak efektownie jak jesienią, gdy strzelał mnóstwo goli. Druga część sezonu w Knapach wygląda bardziej efektywniej, zwłaszcza gdy popatrzy się na osiągane rezultaty. Strzelecką formę wiosną podtrzymuje Kamil Polek, ale to nie najskuteczniejszy ligowy napastnik ciągnie Kolejarz w górę. W przeciągu paru tygodni w Knapach miały miejsce narodziny nowego snajpera, który nominalnie w zespole gra na pozycji obrońcy. Krzysztof Ruła na listę strzelców tej wiosny wpisywał się już sześciokrotnie i z pewnością na tym poprzestać nie zamierza. Tym bardziej, że przed jego drużyną najważniejsze spotkania w tym sezonie.

Ostatni zakręt i prosta

W niedzielę na Knapy zawita nieustająca w dążeniu do swoich A klasowych marzeń Koniczynka Ocice. Dla tarnobrzeskiego zespołu pozycja lidera to w pewnym sensie swoista nowość. Po raz ostatni zespół z Ocic z góry w ligowej tabeli patrzył na wszystkich w poprzednim sezonie, gdy toczył zaciętą rywalizację z Ceramiką Hadykówka. Dzisiaj jednak na tarnobrzeskim osiedlu nikt nie wraca do tych wspomnień. W Ocicach każdy skupia się na kolejnym ligowym spotkaniu, które ma jeszcze bardziej przybliżyć tarnobrzeski zespół do upragnionego powrotu do A klasy. Na pięć kolejek przed końcem sezonu sytuacja drużyny prowadzonej przez Mariusza Łukawskiego wydaje się być dość dobra. Koniczynka ma przed sobą jedno, nieskomplikowane zadanie – niczego nie zepsuć, nie potknąć się, nie przegrać w swojej twierdzy i utrzymać przewagę nad rywalami, którzy wciąż czają się za plecami.

Spotkania z ligową czołówką dla Koniczynki będą ostatnim, najtrudniejszym zakrętem do pokonania w bieżących rozgrywkach. Wiosną swój plan zespół z Ocic realizuje wzorcowo. Spośród wszystkich zespołów to właśnie tarnobrzeska drużyna w rundzie rewanżowej nie przegrała do tej pory żadnego spotkania. Siedem ligowych wygranych i jeden remis wywalczony w ostatnich minutach derbowego pojedynku z Iskrą sprawiły, że podopieczni Mariusza Łukawskiego w tej lidze wciąż rozdają karty. Różnica pięciu punktów nad drugim i trzecim zespołem to do tej pory najwyższa przewaga, jaką Koniczynka wypracowała sobie w tym sezonie. Sumiennie na nią zapracowała, nie przegrywając 20 spotkań z rzędu.

Głód awansu w Ocicach jest ogromny. W rundzie wiosennej nawet jeśli Koniczynka swoją grą nie porywała to i tak w ostateczności wygrywała. Tak było w inauguracyjnym meczu z Zakrzowem, tak też było w spotkaniu z Wolą Baranowską. W obu tych spotkaniach istotną rolę odgrywał człowiek, dzięki któremu Koniczynka tak naprawdę istnieje na piłkarskiej mapie. Marcin Ordon – prezes, napastnik, zmiennik, a także pewny wykonawca rzutów karnych wiosną nie zwykł zawodzić. Ordon dla swojego zespołu w tej rundzie zdobył już 6 bramek. Większość z tych goli decydowała o losach meczu. Uratowany w ostatnich minutach punkt w derbowym spotkaniu z Iskrą Sobów był zasługą właśnie najskuteczniejszego prezesa w rozgrywkach B klasy, który pojawił się na boisku na ostatnie 20 kilka minut. To wystarczyło aby obronić niezdobytą dotąd twierdzę w Ocicach.

Dla Koniczynki w niedzielę rozpoczyna się decydująca część sezonu. Lidera rozgrywek w Knapach będzie próbował zatrzymać miejscowy Kolejarz, który wciąż liczy się w walce o awans. Obie drużyny znają się dość dobrze, ale niekoniecznie z występów na boiskach B klasy. Znacznie więcej czasu jedni i drudzy przez ostatnie lata spędzili w wyższej klasie rozgrywkowej. To właśnie w A klasie miało miejsce znacznie więcej potyczek tych zespołów. Bilans wszystkich tych spotkań na przestrzeni ostatnich przemawia na korzyść gości - 2 zwycięstwa Kolejarza, 4 wygrane Koniczynki i 2 remisy.

Kolejarz na własnym obiekcie gra bezkompromisowo. Po raz ostatni u siebie podzielił się punktami blisko 21 miesięcy temu, gdy bezbramkowo zremisował z Łęgiem. Gdy jednak gra idzie o najwyższą stawkę o remisie nie ma mowy. Świadomość tego mają gospodarze, dla których będzie to być może jedno z najważniejszych spotkań w tym sezonie. - Na pewno będziemy chcieli wygrać, a jak to się ułoży to zobaczymy. W Sobowie troszkę nas wykartkowali. Wiemy, że na pewno nie zagra dwóch chłopaków. To poważne osłabienia, ale jakoś będziemy musieli sobie radzić – powiedział Krzysztof Ruła. Znacznie mniej powodów do zmartwień  mają w Ocicach. Na miarę swoich możliwości zaczął grać Sylwester Cebula, który początek sezonu w nowym zespole miał dość przeciętny. Pomocnik Koniczynki dzięki trafieniu z Wolą Baranowską odzyskał pewność i zaczął przypominać zawodnika, który swoją grą pchał do przodu Wspólnotę Serbinów. Odblokował się również Krzysztof Barnaś, który na początku wiosny nieco zatracił strzelecką formę, którą imponował w pierwszej części sezonu. 

Niepokonani z szansami i nadziejami 

W niedzielę nie tylko w Knapach dojdzie do pojedynku, który może mieć znaczący wpływ na losy awansu w tym sezonie. W Żabnie spotkają się starzy znajomi z boisk A klasy, na których rywalizowali przez ostatnie dwa sezony. Dla miejscowym, jak i również dla Iskry przygoda z tą klasą rozgrywkową dobiegła końca w poprzednim roku. Wówczas to Żabno okazało się najsłabszym zespołem, a zespół z Sobowa okazał się gorszy w barażach o utrzymanie. Dzisiaj znacznie bliżej powrotu na wyższy szczebel piłkarski są Ci pierwsi. Słaby początek rundy wiosennej i ostatnia porażka z Kolejarzem znacząco skomplikowała sytuację Iskry, która kadrowo prezentuje się najlepiej od wielu lat. Szeroki skład, dużo doświadczonych zawodników i solidne wzmocnienie z przodu, którym okazał się Patryk Stępień. Wychowanek Siarki Tarnobrzeg, a niedawno jeszcze napastnik Wielowsi wiosną już zaznaczył swoją obecność na boiskach B klasy strzelając kilka bramek.

Znacznie więcej goli niż Stępień tej wiosny ma Dawid Kawęcki. Napastnik z Żabna w tej rundzie znajduje się w życiowej formie strzeleckiej, o czym świadczą jego dokonania w tym roku. Były zawodnik Jezioraka Chwałowice i Radosanu tej wiosny już 12 razy trafiał do siatki rywali, co znacząco przybliżyło go do korony króla strzelców. Kawęcki w zespole Żabna znacznie lepiej poczuł się, gdy z gry w drużynie Tomasza Krasonia zrezygnował Damian Kotwica, który jesienią był etatowym strzelcem lidera rozgrywek. 

Tak jak dla Koniczynki i Knapów, tak też dla Żabna w niedzielę rozpoczyna się wielka gra. Chcąc dalej myśleć o powrocie na szczyt ligowej tabeli gospodarze nie mogą sobie pozwolić już na potknięcie, które definitywnie może ich wykluczyć z wali o bezpośredni awans. Tym bardziej, że kolejne spotkanie duma gminy Radomyśl rozegra w Ocicach. Żabno w tym sezonie na własnym boisku nie znalazło pogromcy. Podobna sytuacja tyczy się Iskry, ale na obcych boiskach. Z roli gości zespół z Sobowa wywiązuje się znakomicie. Iskra nie przegrała żadnego meczu na obcym terenie w tym sezonie.

Nowa siła

Kolejny mecz, kolejny rywal odprawiony z kwitkiem, kolejny raz bezdyskusyjnie. Drugą siłą w rozgrywkach B klasy wiosną stała się Żupawa, która swoją postawą i grą już nikogo raczej nie zaskakuje. W Żupawie bardzo szybko udało się zbudować zespół, który już w tym sezonie śmiało pretenduje do gry o najwyższe cele. Wszystko oczywiście za sprawą wyników osiąganych w tej rundzie. Żupawa tej wiosny przegrała tylko raz, na inaugurację w Żabnie. Później nie miała już problemów aby bez większych problemów ogrywać innych przeciwników. Najwięcej sił zespół Damiana Różyckiego kosztowało ostatnie spotkanie w Tarnowskiej Woli, które ostatecznie udało się wygrać mimo gry w osłabieniu.

Wzmocnienia, które zespół poczynił zimą wypaliły. Nowi zawodnicy dość dobrze wkomponowali się w ofensywny styl gry Żupawy. Znacznej poprawie uległa również gra w obronie do której jesienią w przypadku Żupawy można było mieć sporo zastrzeżeń. Liczba traconych bramek wiosną w porównaniu do tego, co było jesienią jest nieporównywalnie mniejsza. Spora w tym zasługa Euzebiusza Środka, który tej wiosny stał się prawdziwą ostoją defensywy czwartego zespołu ligi. Rosły obrońca czwartego zespołu B klasy imponuje nie tylko dobrymi warunkami fizycznymi, ale przede wszystkim dużą pewnością z tyłu. Nie ma również problemu z rozegraniem piłki. 

Przed najmłodszym zespołem ligi w niedzielę najłatwiejsze z możliwych zadań, czyli potyczka z Cyganami. Prawdziwe ligowe wyzwania zaczną się dopiero na finiszu rozgrywek, gdy Żupawa mierzyć się będzie z Krzątką, Iskrą, Koniczynką i Knapami. Cztery ostatnie kolejki zweryfikują czy klub z Żupawy będzie mógł bić się o awans do A klasy już w tym roku, czy też będzie musiał spokojnie poczekać na kolejną szansę w następnym sezonie.

Nareszcie w domu 

Swój najlepszy okres w rundzie wiosennej ma Płomień Chmielów, który wygrał dwa wyjazdowe spotkania i tym samym awansował o jedną pozycję w ligowej tabeli. Po raz ostatni zespół z Chmielowa taką wyjazdową serię zanotował 4 lata temu, gdy rozgrywki kończył tuż poza ligowym podium. Dzisiaj o nawiązanie do tamtych sukcesów nie będzie łatwo, ale klub dzięki ambitnej postawie młodej kadry podpartej kilkoma doświadczonymi zawodnikami ciągle idzie do przodu. Spora w tym zasługa również ambitnej pani prezes, która dokłada wielu starań aby piłkarski Chmielów zaczął świecić dawnym blaskiem.

Lepszym blaskiem ma zacząć świecić również stadion na który Płomień wróci w niedzielę po odbyciu kary. Wszystko oczywiście po kłosie feralnego spotkania ze Wspólnotą po którym jeden z pseudokibiców postanowił wymierzyć karę młodemu arbitrowi tamtego spotkania. Do podobnych scen w Chmielowie już raczej nie dojdzie, o czym otarcie mówiła rozgoryczona całą sytuacją prezes klubu.  – Niektóre osoby po prostu nie będą miały możliwości wejścia na stadion – komentowała całą sprawę Elżbieta Krutysza.

Swój pierwszy od miesiąca mecz na własnym obiekcie Płomień rozegra z zespołem, który wiosną spisuje się znacznie lepiej niż jesienią. Krzątka, która w pierwszej części sezonu rozczarowywała swoją postawą w rundzie rewanżowej spisuje się dużo lepiej. Ósmy zespół ligi w rundzie rewanżowej podwoił już swój punktowy dorobek, a z wypraw do Chmielowa w ostatnich latach zawsze przywoził komplet punktów. Jedynym wyjątkiem był pojedynek 4 lata temu, gdy po raz ostatni Płomieniowi udało się ograć niewdzięcznego rywala. Powtórzenie tego wyczynu w niedzielę było z pewnością sporym osiągnięciem dla miejscowych, którzy wciąż walczą o zajęcie 11 miejsca w lidze.

Gorzej już być nie może 

Ledwie dwa wymęczone zwycięstwa i jeden cenny remis odniesiony w Zakrzowie. Bilans dokonań Wspólnoty Serbinów w tej rundzie wiosennej jest najlepszym udokumentowaniem dokonań tego zespołu na przestrzeni całego sezonu.  Tarnobrzeski zespół w rundzie rewanżowej ma wielki problem ze zdobywaniem bramek. Spośród wszystkich drużyn w rozgrywkach B klasy mniej goli wiosną strzeliły tylko dwa zespoły. Marne dokonania strzeleckie i słabe wyniki to jednak nie jedyne zmartwienia, które trapią klub z Serbinowa. Z tygodnia na tydzień znacząco spadła frekwencja na treningach, co z pewnością również znacząco ogranicza pole manewru Markowi Dulowi.

Wiosną Wspólnota swój najlepszy mecze rozgrywała tam, gdzie nie wygrywała. W Knapach na inaugurację zwycięstwo było właściwie na wyciągnięcie ręki. Z Zakrzowa z kolei mimo wąskiego składu również udało się wywieźć cenny punkt. Dużo gorzej było w innych meczach. Porażki poniesione z niżej notowanymi rywalami w Komorowie i Woli Baranowskiej sprawiły, że klub z Serbinowa znalazł się na 10 pozycji w ligowej tabeli. To najgorsze miejsce w historii występów tego klubu w B klasie, o czym zresztą nie omieszkał wspomnieć ostatnio były, wieloletni prezes tego klubu. – To nie do pomyślenia, że Wspólnota odnosi takie rezultaty. Tak źle to jeszcze nie było – komentuje poczynania zespołu z Serbinowa Władysław Duma, który od czasu do czasu pojawia się na tarnobrzeskim Zwierzyńcu.

Wspólnota mimo ligowych problemów za wszelką cenę próbuje znaleźć złoty środek na poprawę jakości gry. Prezes tarnobrzeskiego klubu po raz trzeci na przestrzeni ostatnich dwóch lat zdecydował się zmienić miejsce rozgrywania ligowych spotkań. Tym razem jednak nie było powrotu na najmniejsze z możliwych boisk piłkarskich ze sztuczną nawierzchnią. Od wygranego spotkania z Łęgiem klub z Serbinowa swoje mecze rozgrywa na dolnej części obiektów przy Zwierzyńcu, gdzie swoje potyczki z reguły toczą najmłodsze grupy juniorskie tarnobrzeskiej Siarki.

02:35, dante1002
Link Dodaj komentarz »