O tarnobrzeskiej piłce, o koszykówce, a przede wszystkim tarnobrzeskim sporcie...
RSS
poniedziałek, 30 maja 2016

Są takie chwile i takie zwycięstwa, po których każdy kibic Siarki Tarnobrzeg czuje w sobie ogromną dumę ze swojej klubowej przynależności. W tym sezonie takich meczów było co najmniej kilka. I nie chodzi tu tylko i wyłącznie o te najbardziej prestiżowe dla nas, derbowe pojedynki. Spotkań, które zapadły nam głęboko w pamięć było bardzo wiele, ale to sobotnie z GKS-em Tychy w naszych umysłach zapisze na długo z jednego prostego powodu – piękniejszego zwieńczenia tego wyjątkowego dla nas sezonu na własnym boisku po prostu nie można było sobie wymarzyć.

Był koniec lipca poprzedniego roku. Niepewna swojej przyszłości Siarka Tarnobrzeg, złożona głównie z młodych zawodników mierzyła się z osiedlowymi drużynami w turnieju o Puchar Prezydenta. Tydzień później pucharowe starcie z Chojniczanką zakończyło się bolesną porażką 1-4. Na kilka dni przed startem rozgrywek byłem pełen obaw i niepewności. Bałem się, że ten sezon może być zwyczajnie jeszcze gorszy niż ten poprzedni. Trudno było mi wtedy przypuszczać, że znajdujący się na II ligowej krawędzi klub będzie w stanie walczyć o coś więcej niż tylko utrzymanie. Dzisiaj, na kolejkę przed końcem najwyższa pora posypać głowę popiołem i ukłonić się w kierunku zespołu, który mimo tak niedogodnych warunków w klubie i tak niesprzyjającej sytuacji kadrowej oczarował nas wszystkich swoją postawą na boisku.

Potwierdzeniem tego było sobotnie spotkanie z GKS-em Tychy. Pierwsza połowa, a dokładnie pierwsze dwa kwadranse nie zwiastowały niczego dobrego dla Siarki. Gol dla gości właściwie wydawał się być tylko kwestią czasu. Szczęście i piłkarski czar własnego stadionu ponownie sprzyjał jednak nam. Bramka Daniela Koczona z końcówki pierwszej połowy podcięła rywalom skrzydła do tego stopnia, że zaraz po zmianie stron tarnobrzeski zespół prowadził już 2-0, dodatkowo grając w przewadze jednego zawodnika. Już wtedy stało się chyba jasne, że tego dnia nikt i nic nie będzie w stanie przeszkodzić tej drużynie w odniesieniu kolejnego zwycięstwa – być może niestety już ostatniego w tym sezonie na własnym boisku. Szkoda, bo na tą drużynę patrzyło się z wielką przyjemnością i z jeszcze większym podziwem. Aż chciałoby się aby ten sezon się nie kończył, tylko trwał i trwał.

Całkiem nieprzypadkowo Włodzimierzowi Gąsiorowi udało się z kadrowej i klubowej beznadziejności stworzyć drużynę, która w tym sezonie dała nam wszystkim chyba jeszcze więcej powodów do radości niż zespół sprzed dwóch lat, prowadzony przez Tomasza Tułacza. Gąsior trafił do zawodników nie tylko swoją wiedzą i ogromnym doświadczeniem. Zaimponował również klasą, sposobem bycia oraz niespotykaną siłą spokoju. Siłą, która sprawiła, że niezależnie od tego, jak potoczą się losy ostatniej ligowej kolejki wszyscy będziemy dumni ze swojego zespołu. I faktycznie dobrze by było, gdyby ktoś (oprócz kibiców) w tym mieście tę drużynę docenił.

03:15, dante1002
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 maja 2016

Kiedy Kamil Beszczyński wracał do Siarki, w Tarnobrzegu wszyscy kibice lizali rany po odejściu Artura Melona, który był synonimem bramkarskiej jakości i pewności. Dziś, po powrocie do tarnobrzeskiego klubu, niedoceniany jeszcze jesienią golkiper stał się bardzo pewnym punktem zespołu Włodzimierza Gąsiora.

Runda jesienna w wykonaniu Kamila Beszczyńskiego nie była udana. Bramkarz Siarki, gdy tylko dostawał szansę lepsze występy przeplatał słabszymi. W rozegranych siedmiu spotkaniach czyste konto zachował tylko raz, na inaugurację w Niepołomicach. Później było już tylko gorzej. Nieporozumienie z Kamilem Kościelnym, które skutkowało kontują, a potem 11 bramek straconych w 4 spotkaniach.

Nie do końca zadowolony z postawy swojego golkipera Włodzimierz Gąsior zdecydował postawić na bramkarski wariant numer 3, czyli Przemysława Janowskiego. Wychowanek tarnobrzeskiego klubu nie zawiódł zaufania, jakim pod koniec rundy jesiennej obdarzył go szkoleniowiec Siarki. Beszczu natomiast w 2015 roku nie znalazł już miejsca w wyjściowym składzie Siarki.

Bramkarski przełom nastąpił dopiero wiosną, kiedy to po raz kolejny w tym sezonie Pawłowi Pawlusowi przyplątała się kontuzja. Beszczyński kolejnej szansy od losu tym razem już nie zmarnował. Od wygranego spotkania z Legionovią niejednokrotnie ratował Siarkę z opresji. Każde kolejny mecz między słupkami budował jego bramkarską stabilność, do tego stopnia, że tej wiosny zdołał już pięciokrotnie zachować czyste konto. – Dla bramkarza zaliczenie meczu bez straty gola jest czymś podobnym do uczucia towarzyszącemu napastnikowi po strzeleniu zwycięskiej bramki. Mamy dobrych zawodników w obronie dzięki którym nabrałem większej pewności - przyznaje 30 letni golkiper tarnobrzeskiego zespołu.

Beszczyński między słupkami Siarki jest niepokonany od 248 minut. Tak dobrą serię po raz ostatni w tarnobrzeskim zespole miał Artur Melon, kiedy to na początku  sezonu 2013/2014 nie puścił gola o jedną minutę więcej. W obu tych przypadkach jednak ta statystyka jest pewnym uproszczeniem, bo na jeden i drugi wynik pracował cały blok obronny. W rundzie wiosennej defensywa Siarki ze swoich zadań wywiązuje się dużo lepiej niż jesienią, kiedy to Siarka straciła łącznie 28 bramek. W tym roku ten bilans jest o połowę mniejszy.

09:19, dante1002
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 maja 2016

Przełom maja i czerwca w rozgrywkach piłkarskiej klasy B przez ostatnie sezony był okresem, kiedy ważyły się losy drużyn ''zamieszanych'' w walkę o najwyżej cele. Tym razem będzie podobnie, bo pretendentów do awansu i ewentualnego barażu jest kilku. Wiele kluczowych odpowiedzi możemy poznać już dziś oraz w niedzielę.

1.Czy lider obroni swoją pozycję?

Po pierwszej części sezonu wydawać mogło się, że pozycja lidera nie jest zagrożona. Niepokonana przez całą rundę jesienną KS Żupawa pewnym krokiem zmierzała w kierunku awansu, ale w połowie drogi nieco pobłądziła lub też zbyt szybko uwierzyła, że cel jest już blisko. Awans, który wydawał się być formalnością na kilka kolejek przed końcem dość niespodziewanie stanął pod znakiem zapytania. Wszystko oczywiście przez dużo słabsze wyniki osiągane w tym roku. Zespół z Żupawy w przeciągu kilku kolejek rundy rewanżowej zdążył przegrać trzy ligowe spotkania, co znacząca skomplikowało jego sytuację. Najbliższe, wyjazdowe spotkania w Chmielowie oraz w Sobowie powinny dać odpowiedź na pytanie czy Żupawa utrzyma swoją pozycję, o którą tak walczyła w tym sezonie. Brak awansu może być prawdziwą katastrofą dla faworyta rozgrywek.  

2.   Czy Iskra Sobów potrzyma dobrą passę?

Po kompletnie nieudanym początku rundy wiosennej do walki o awans wróciła Iskra Sobów. Wszystko oczywiście za sprawą ostatnich zwycięstw z drużynami, które raczej okupują dolne rejony tabeli. Wygrane może i nie były do końca przekonywujące, ale za kilka tygodni tego nikt może nie pamiętać. Aby jednak tak się stało klub z Sobowa w najbliższym czasie musi zagrać dużo lepiej niż ostatnio. Najpierw z Krzątką, a później w niedzielę z Żabnem, czyli zespołami, które w ostatnim czasie definitywnie pogrzebały swoje szanse w kwestii ewentualnego barażu.

3. Czy Płomień Chmielów pozostanie w grze o baraże? 

Walkower przyznany za mecz z Tarnowską Wolą okazał się być punktem zwrotnym dla zespołu z Chmielowa. Płomień po słabszym początku rundy wiosennej z kolejki na kolejkę piął się w górę ligowej tabeli, aż wylądował na 4 pozycji, która przed drużyną Grzegorza Ruły otwiera szerokie, ligowe perspektywy. W przypadku Płomienia wszystko rozstrzygnie się już w tym tygodniu za sprawą potyczek z KS Żupawa oraz KS Wolą Baranowską. Oba te boje na własnym stadionie darzą w Chmielowie odpowiedź czy plany w sprawie awansu będzie można kontynuować w tym sezonie czy może przełożyć na następny.

4. Czy ktoś zatrzyma rycerzy wiosny z Zakrzowa? 

Tak fantastycznej serii zespół z Zakrzowa nie miał nawet w czasach piłkarskiego dobrobytu, gdy święcił awans na boiska klasy A. W tej rundzie rozpędzonej drużyny Bogusława Sroczyńskiego nikt nie jest w stanie zatrzymać. Bezskutecznie próbowała m.in. cała pierwsza czołówka, z którą Junior ugrał tej wiosny 10 punktów. Teraz o ligowe punkty teoretycznie powinno być dużo łatwiej, bo najpierw do Zakrzowa zawita ekipa z Komorowa, a stawić czoła najlepszej drużynie wiosny będzie chciał odwieczny rywal z Serbinowa. Derby oczywiście rządzą się swoimi prawami, ale w obecnej sytuacji, każdy inny wynik niż zwycięstwa Juniora będą odebrane jako spora niespodzianka.

5. Czy Błękitni Komorów przeskoczą Wspólnotę Serbinów?

Cenny punkt wywalczony w meczu z Wielowsią oraz niedzielne spotkanie z najsłabszą drużyną ligi dają Błękitnym nadzieje na opuszczenie pechowej 13 pozycji w ligowej tabeli. Aby tak się stało warunkiem koniecznym jest wygrana drużyny z Komorowa oraz ewentualne niepowodzenia Wspólnoty, która w ostatnim czasie gra dużo poniżej oczekiwań. Wydostać się z kryzysu nie będzie łatwo, bo dwa najbliższe mecze dla ekipy z Serbinowa będą miały derbowy charakter. Swój optymizm w potyczkach z Wielowsią oraz Juniorem podopieczni Piotra Wawrylakowskiego mogą budować jedynie przez pryzmat rundy jesiennej, kiedy to zdołali ograć oba te zespoły mimo, że wcześniej nikt na Wspólnotę nie stawiał. Ponoć nic dwa razy się nie zdarza, ale dopóki piłka w grze…

14:52, dante1002
Link Dodaj komentarz »

Rok temu Siarka ligowy sezon kończyła w fatalnych nastrojach. 10 przegranych spotkań w rundzie wiosennej i 12 pozycja na koniec dała wszystkim kibicom poczucie wielkiej ulgi. Wywalczony jesienią punktowy kapitał uchronił tarnobrzeską drużynę przed spadkiem. Dzisiaj, po 12 miesiącach piłkarskie nastroje w Tarnobrzegu są zupełnie inne. Nikt bowiem nie spodziewał się, że niepewny swojej ligowej przyszłości i przynależności klub będzie w stanie włączyć się do walki o miejsce dające prawo gry w barażu o I ligę.

Dość niespodziewanie i nie wiadomo do końca kiedy, Siarka Tarnobrzeg stała się tak silnym i tak nieobliczalnym, że poza kilkoma wyjazdowymi niepowodzeniami wygrała już znacznie więcej spotkań niż w poprzednim sezonie, kiedy paradoksalnie była pod względem personalnym teoretycznie dużo mocniejsza. Dopełnieniem wielkiego sukcesu tarnobrzeskiego zespołu jest runda wiosenna, która mimo ogromnych problemów kadrowych przebiega równie pomyślnie co i jesień.

Po porażce w Mielcu i w pełni zasłużonym zwycięstwie z Wisłą Puławy, Siarka wreszcie sięgnęła po komplet punktów na obcym boisku. Pierwsza, wyjazdowa wygrana w tym roku przyszła w Zambrowie, gdzie najsłabiej radząca sobie w całej lidze na własnym boisku Olimpia uległa tarnobrzeskiemu zespołowi 0-3. Wygraną drużynie Włodzimierza Gąsiora zapewniły dwa trafienia Marcina Stefanika oraz gol otwierający wynik spotkania autorstwa Doriana Buczka. Dla napastnika Siarki, który ma za sobą najlepszy sezon w karierze było to już piąte trafienie tej wiosny, a siódme w bieżących rozgrywkach.

Jedyną stratę, jaką Siarka poniosła w Zambrowie była żółta kartka, którą w 50 minucie spotkania obejrzał Jan Grzesik. Bardzo pewny punkt tarnobrzeskiej defensywy najbliższe spotkanie z GKS-em Tychy będzie zmuszony obejrzeć po raz pierwszy w tej rundzie z perspektywy trybun.

Sobotni pojedynek na szczycie z niepokonanym w rundzie wiosennej na obcych boiskach zespołem z Tychów będzie już ostatnim meczem Siarki w tym sezonie przed własną publicznością. Niezależnie od tego, co wydarzy się w najbliższą sobotę przy Alei Niepodległości 2 można śmiało stwierdzić, że już nic nie będzie w stanie zepsuć smaku sukcesu, jaki udało się osiągnąć Włodzimierzowi Gąsiorowi i jego drużynie w tym sezonie. Gorzej może być później, ale o tym dzisiaj przy AN 2 nikt stara się jeszcze nie myśleć.

12:35, dante1002
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 maja 2016

Wyniki 21 kolejki w rozgrywkach piłkarskiej B klasy sprawiły, że do walki o miejsce premiowane barażem włączyły się inne kluby, m.in. Płomień Chmielów i Junior Zakrzów, który kontynuuje swój wiosenny marsz w górę ligowej tabeli. Z walki o upragnioną A klasę nie rezygnuje również Iskra Sobów. Najważniejsze wydarzenia dla losów rywalizacji o bezpośredni awans działy się jednak jak zwykle w Żupawie, gdzie lider nie po raz pierwszy w tej rundzie został rzucony na kolana. Tym razem ten upadek okazał się bardziej bolesny niż w dwóch poprzednich przypadkach.

Lider na hamulcu 

Liderująca Żupawa w niedzielę wszystkie atuty miała mieć po swojej stronie. Własne boisko, wsparcie kibiców oraz przede wszystkim wynik ostatniej, przekonywującej wygranej z Żabnem – to właśnie na tym swój optymizm budowali gospodarze. Goście natomiast do Żupawy udali się podrażnieni porażką na własne życzenie z Juniorem Zakrzów. Wola Baranowska chciała dopaść lidera i sztuki tej dokonała w wyjątkowy sposób, upokarzając głównego pretendenta do awansu na jego terenie. 

Już początek szlagierowo zapowiadającego się meczu w Żupawie zwiastował problemy gospodarzy. Po dwóch szybkich ciosach zadanych przez Wolę Baranowską lider mimo dwóch prób nie był w stanie się już podnieść. Na niewiele zdał się kontaktowy gol autorstwa wprowadzonego w drugiej połowie na boisko Konrada Stybla. Reakcja gości była natychmiastowa, a wszystko za sprawą strzeleckiego popisu 18 letniego Kacpra Ozgi. Były zawodnik Wisanu Skopanie do swoich dwóch trafień z ubiegłego tygodnia, w niedzielę dorzucił kolejne trzy. W czwartek będzie miał szansę na następne trafienia, bo do Woli Baranowskiej zawita najsłabszy zespół ligi.

Piękna seria

Junior Zakrzów przez ostatnie sezony nie mógł odpalić. W rundzie wiosennej nastąpił jednak przełom, a wraz z nim poszedł dym. Dziewiąty mecz bez porażki, w tym szósta wygrana tej wiosny, która daje nadzieje na coś więcej niż tylko wysokie miejsce na koniec rozgrywek. W niedzielę zwycięstwo dla ekipoy Bogdana Stoczyńskiego było obowiązkiem. Najlepsza drużyna rundy wiosennej mierzyła się bowiem w Cyganach z ligowym dostarczycielem punktów. Tarnobrzeski zespół nie miał problemów z wywalczeniem zwycięstwa, do którego poprowadził ich nieobecny przed tygodniem Mariusz Paruch, autor trzech bramek. Dwie pozostałe gole padły po samobójczych trafieniach gospodarzy, dla których z kolei niedzielny mecz był 49 spotkaniem bez zwycięstwa w ligowych rozgrywkach.

Katastrofa gospodarzy 

W tym sezonie zespół z Serbinowa punktów upatruje głównie na własnym boisku. Nie inaczej było i tym razem, gdy do Tarnobrzega zawitał Łęg Kopcie. Gospodarze po słabym meczu w Sobowie chcieli się przełamać, natomiast goście, którzy w ostatnim czasie nie mieli problemów aby uporać się z najsłabszymi zespołami ligi chcieli potwierdzić swoją zwyżkę formy. Sztuka ta im się w pełni udała, a wszystko za sprawą imponującego początku. Już pierwszy wypad Łęgu z własnej polowy na której nieustanie gościła Wspólnota przyniósł przyjezdnym prowadzenie. Chwilę później, przy biernej postawie obrony robiło się już 0-2. Na domiar złego gospodarze zmuszeni byli grać w osłabieniu, po tym jak w kontrowersyjnych okolicznościach, za rzekome zagranie ręką poza polem karnym z boiska wyleciał bramkarz Michał Marzec. Od tego momentu ze Wspólnoty zeszło całkowicie powietrze. Na niewiele również zdał się obroniony przez Igora Kaźmierczaka rzut karny, skoro to goście w drugiej połowie dobili bezradną tego dnia drużynę z Serbinowa. Sztuki tej dokonał Stanisław Żarkowski, który nie po raz pierwszy w tym sezonie poprowadził swój zespół do zwycięstwa.

Rozpalony Płomień

Po dwóch wysokich porażkach, poniesionych na początku rundy wiosennej mało komu wydawało się, że drużyna z Chmielowa będzie w stanie włączyć się do walki o awans. Sześć kolejnych zwycięstw z rzędu sprawiło jednak, że Płomień powrócił do gry o najwyższe cele. Po zasłużonym, wyjazdowym zwycięstwie 3-1 w Żabnie, zespół Grzegorza Ruły stoi teraz przed wyjątkową szansą aby wskoczyć na ligowe podium. Aby tak się stało Płomień nie może pozwolić sobie na stratę punktów w dwóch najbliższych meczach prawdy na własnym boisku – najpierw z KS Żupawą a kilka dni później z KS Wolą Baranowską.

Niezależnie od obu tych rozstrzygnięć Płomień sezon 2015/2016 będzie mógł zaliczyć do bardzo udanych. Wszystko co najlepsze w klubie związane jest z Elżbietą Krutyszą, która po przejęciu klubu znacząco wpłynęła na lepszą jakość piłki w Chmielowie. To właśnie za sprawą nowej Pani prezes zespół objął Grzegorz Ruła. Jego twarde, trenerskie rządy doprowadziły Płomień do sukcesu, jakim niewątpliwie jest obecna walka o ewentualny baraż. Prawdziwą siłą drużyny, co zgodnie podkreślają rywale jest dzisiaj dobre przygotowanie motoryczne.

Mały krok do przodu

Po miesiącu oczekiwania swój ligowy dorobek nieznacznie poprawili Błękitni z Komorowa, którzy w niedzielę po raz pierwszy w tym sezonie podzielili się punktami. Cenny remis przed ostatnia drużyna ligi na własnym obiekcie wywalczyła z nieźle grającą w tej rundzie ekipą Wielowsi. Mimo braku kilku podstawowych zawodników, to zespół z Komorowa na początku meczu sprawiał dużo lepsze wrażenie. Wynik meczu otworzyli jednak goście, ale chwilę później z bramki wyrównującej cieszyli się Błękitni. Gospodarze mogli, a nawet powinni wyjść na prowadzenie po tym, jednak rzutu karnego na gola nie był w stanie zamienić Robert Babula. W drugiej połowie stroną dominującą byli już podopieczni Jacka Rączkowskiego. Wielowieś żadnej z dogodnych sytuacji bramkowych nie była w stanie wykorzystać, bo miejscowi tego dnia w bramce mieli fenomenalnie dysponowanego Mateusza Cierczka. Trzymające w napięciu do ostatnich sekund widowisko zakończyło się kompromisem, z który w szeregach obu drużyny pozostał uczucie sporego niedosytu.


03:19, dante1002
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 maja 2016

W krajowej rywalizacji tenisistek stołowych starają walczyć się wszyscy, ale na koniec zawsze wygrywają zawodniczki Zbigniewa Nęcka. W sobotni wieczór, zgodnie z przedsezonowymi przewidywaniami tytuł mistrzyń Polski powędrował w ręce tarnobrzeskiego zespołu. Bezkonkurencyjny na krajowym podwórku KTS SPAR Zamek Tarnobrzeg nie miał problemów aby w starciu z SKTS Sochaczew, we własnej hali przypieczętować po raz 25 mistrzowskie trofeum.

Zespół z Sochaczewa był ostatnim rywalem, który w krajowych rozgrywkach przyparł do muru KTS. Ostatnia ligowa przegrana, jaka miała miejsce w 2011 roku, drużynie Zbigniewa Nęcka wyszła tylko i wyłącznie na dobre. Od tamtej pory tarnobrzeski zespół nie pozwolił sobie w lidze już na żadną porażkę. Swoją absolutną supremację Kinga Stefańska i spółka potwierdzały w każdym kolejnym sezonie. W sobotni wieczór więc również nie mogło być więc inaczej.

Mistrzynie z Tarnobrzega po środowym zwycięstwie 3-1 w Sochaczewie, w weekend musiały już tylko dopełnić formalności. Uczyniły to w bardzo podobnym stylu, wygrywając w takim samym stosunku, jak kilka dni wcześniej. Punkty w finałowym pojedynku dla KTS zdobyły niezawodna Han Ying (2 wygrane gry) oraz Li Qian dla której było to już 12 wywalczone mistrzostwo Polski. - Nie czuję tego, że jestem już tu ta długo, ale cieszę się, że trafiłam tutaj i mogę być dzisiaj tak bardzo szczęśliwa – mówiła po spotkaniu chińska tenisistka stołowa reprezentująca Polskę.

Za wszystkimi sukcesami tarnobrzeskiego tenisa stoi Zbigniew Nęcek. Dla twórcy tenisowego imperium obecny sezon jest wyjątkowy i szczególny, jeśli chodzi o wielkie osiągnięcia. Oprócz pięknego ukoronowania 25 letniej pracy w Polsce Nęcek w tym roku doprowadził swój najlepszy w historii zespół do wielkiego finału Ligi Mistrzów. Takiego sukcesu w Tarnobrzegu nie spodziewał się nikt. – Oprócz tego mistrzostwa, jesteśmy co najmniej drugą drużyną Europy wiec to jest kolejny powód to wielkiej satysfakcji – cieszył się po spotkaniu trener KTS-u.

Dla skazanego na tenisowe sukcesy KTS-u to jeszcze nie koniec sezonu. Przed zawodniczkami Zbigniewa Nęcka w tym tygodniu podróż do Berlina na rewanżowe spotkanie finału Ligi Mistrzyń. Już w najbliższy piątek tarnobrzeski zespół będzie próbował odwrócić losy wielkiego finału, który w Tarnobrzegu lepiej ułożył się dla faworytek ze stolicy Niemiec. – Faworyt powiększył dystans i ciężko będzie nam wygrać w Berlinie, ale w sporcie czasami zdarzają się sensacje – ocenił piszący w Tarnobrzegu wielką tenisową historię Zbigniew Nęcek.

02:13, dante1002
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 maja 2016

Na początku rundy wiosennej pokonać dał się lider rozgrywek. Później punkty rywalom rozdawał klub z Sobowa. W minioną niedzielę zadyszka dopadła inną, czołową drużynę klasy B, której punktową zdobycz w nieprawdopodobnych okolicznościach zabrał najlepszy w rundzie rewanżowej zespół z Zakrzowa. KS Wola Baranowska oprócz zwycięstwa w niedzielę straciła również swoje dotychczasowe miejsce, gwarantujące baraż.

Można wytykać im, że wiosną nie grają porywającego futbolu. Można psioczyć, że w tej rundzie dali się pokonać już dwa razy. To jednak nie ma żadnego znaczenia, o tym wkrótce może już nikt nie pamiętać. Sześć punktów przewagi nad drugim zespołem – tylko to dla KS Żupawy ma znaczenie i tylko to się dzisiaj liczy. Jeszcze sześć meczów i awans najmłodszego zespołu w całej ligowej stawce może stać się faktem.

W niedzielę obecnie najlepszy zespół rozgrywek zagrał tak, jak na lidera przystało. Żupawa na własnym stadionie nie dała żadnych szans drużynie z Żabna wygrywając 3-0. Goście, którzy wciąż pozostają w grze o miejsce barażowe do Żupawy udali się ze sporymi nadziejami. Ich wiarę na w wywalczenie korzystnego wyniku gospodarze rozwiali na początku meczu i zaraz po rozpoczęciu drugiej części spotkania, kiedy to na listę strzelców wpisał się Faliszewski i Kozieł. Ten drugi do siatki bezradnych tego dnia rywali z Żabna trafił jeszcze raz, pieczętując okazałą wygraną.

Liderująca Żupawa z pewnością chciałaby powtórzyć osiągnięcie sprzed tygodnia w najbliższym starciu z Wolą Baranowską. Komplet punktów w najciekawiej zapowiadającej się potyczce niedzielnej serii gier bez wątpienia pozwoli żółto-czarnym wjechać na prawdziwą autostradę w kierunku awansu. Goście, którzy w tym sezonie nie kryją swoich aspiracji również mają o co grać – ewentualna wygrana pozwoliłaby im złapać kontakt przed decydującą fazą sezonu.

KS Wola Baranowska na boisko lidera przyjedzie podrażniona wydarzeniami ostatniej kolejki, kiedy to na własnym boisku doznała pierwszej w tej rundzie ligowej porażki. Zespół Zbigniewa Pluty w nieprawdopodobnych okolicznościach ograł rewelacyjny tej wiosny Junior Zakrzów. Goście mimo, że przegrywali do przerwy 0-2 w drugiej połowie zdołali odwrócić losy spotkania i wygrać 3-2, podtrzymując tym samym swoją wielką serię meczów bez porażki (8 meczów). Sztuka tym większa, że tarnobrzeski zespół w niedzielę musiał radzić sobie bez Mariusza Parucha.

Porażkę Woli Baranowskiej wykorzystała Iskra, która po 20 kolejce wskoczyła na miejsce dające baraż. Klub z Sobowa, mimo braku swojego najlepszego strzelca Patryka Stępnia  oraz bardzo przeciętnej gry zdołał w niedzielę uporać się na własnym boisku ze Wspólnotą Serbinów, wygrywając 2-0. Obie bramki padły po rzutach rożnych. Najpierw w zamieszaniu podbramkowym piłka niefortunnie odbiła się od jednego z zawodników z Serbinowa, a później gapiostwo obrońców wykorzystał Daniel Stefański trafiając do siatki z bardzo ostrego konta. Dla gospodarzy była to trzecia z rzędu wygrana bez straty gola. Dla gości natomiast czwarta wyjazdowa porażka tej wiosny.

Jak było do przewidzenia klub z Wielowsi w pełni wykorzystał słabość rywala i bez problemu na własnym boisku pokonał najsłabszy w lidze LZS Cygany. Wygrana w rozmiarach 5-0 oznacza jedno – podopieczni Jacka Rączkowskiego tej wiosny są trzecią siłą piłkarskiej klasy B. Nie ulega wątpliwości, że miejsce na najniższym stopniu podium rundy rewanżowej nie jest dziełem przypadku. OKS Wielowieś po trudnym okresie ligowego marazmu otrząsnęła się z letargu. Oprócz pracy nowego trenera spory wpływ na dobre wyniki osiągane tej wiosny mają nowi-starzy zawodnicy, którzy zdecydowali się wrócić do tarnobrzeskiego klubu.

Spore oczekiwania wiosną mieli zawodnicy Krzątki. Zespół prowadzony przez Wiesława Radzimowskiego od rundy jesiennej bezskutecznie próbuje się wdrapać na ligowe podium, ale im bliżej końca, tym dyspozycja Krzątki jest więcej niż chimeryczna. Po zwycięstwie nad liderem rozgrywek nastąpiła całkowita strata punktów w Chmielowie na rzecz Płomienia, który dzięki wygranej zajął dotychczasową pozycję Krzątki w ligowej tabeli. Próbować odrobić utracony dystans do czołówki będzie można pod jednym warunkiem - dużo lepszej gry na obcych boiskach – Krzątka tej wiosny wszystkie wyjazdowe spotkania przegrała.

Zespół z Chmielowa do zwycięstwa poprowadził Kamil Gurdak, który na swoim koncie zapisał hat-tricka. Niedzielna wygrana z Krzątką miała wyjątkowy smak jeszcze z jednego powodu -Płomieniowi po raz ostatni z tym przeciwnikiem udało się wygrać blisko pięć lat temu. Skromna wygrana 1-0 odniesiona w sezonie 2011/2012 w pewnym stopniu przyczyniła się również do najlepszego w ostatnim czasie 4 miejsca na koniec sezonu. W tym roku Płomień jest na najlepszej drodze aby poprawić to osiągnięcie. Podopiecznych Grzegorza Ruły od miejsca gwarantującego baraż dzieli bardzo niewiele.


04:10, dante1002
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 maja 2016

Zawodnicy, działacze oraz kibice klubu z Mokrzyszowa w najczarniejszych snach nie przypuszczali, że ciemne chmury z taką siłą i o takim natężeniu zwalą im się z dnia na dzień na głowę. Wszystko to za sprawą niedzielnych wydarzeń i kompromitującej porażki poniesionej we Wrzawach z ostatnim w lidze okręgowej Sanem.

Kiedy  ponad miesiąc temu drużyna z Mokrzyszowa na własnym boisku dość niespodziewanie ograła LZS Ździary (1-0) wydawało się, że tarnobrzeski zespół jest na dobrej drodze w kierunku utrzymania. Rywal co prawda w tamtym meczu był stroną przeważającą, ale w zespole Pawła Rybaka widać było niesamowitą ambicję i determinację. Jak się później okazało, to były tylko miłe złego początki. Od tamtej pory Mokrzyszów wygrał w lidze już tylko raz i to głównie dzięki przychylności rywali z Grębowa, którzy w swoim składzie wystawili nieuprawnionego zawodnika do gry.

Brak zwycięstw w meczach na własnym boisku z Rudnikiem i Jeziorakiem Chwałowice wprowadził w zespole Pawła Rybaka niepewność i nerwowość. Do tego stopnia, że ''pod broń'' powołany został Maciej Wojnar. Były zawodnik oraz trener OKS-u gry klubu, z którym święcił kilka lat temu sukcesy na razie nie odmienił. Mokrzyszów we Wrzawach niespodziewanie poległ z zespołem, który tej wiosny przegrał wszystkie ligowe spotkania i na dodatek stracił łącznie 36 bramek.

OKS, który za sprawą bramki Tomasza Malickiego prowadził 1-0 zwycięstwo wypuścił w ostatnich 20 minutach spotkania. Dwa trafienia miejscowych sprawiły, że przyszłość tarnobrzeskiego klubu w klasie okręgowej po raz kolejny stanęła pod dużym znakiem zapytania. Na włosku zawisł również trenerski los Pawła Rybaka, który po porażce we Wrzawach oddał się do dyspozycji klubowego zarządu. Poniedziałkowe posiedzenie nie przyniosło jednak zmiany i dotychczasowy szkoleniowiec klubu z Tarnobrzega dokończy swoją trenerską pracę, którą rozpoczął w tym roku.

Swojego dzieła trenerskiego nie dane będzie dokończyć Rafałowi Oleniaczowi. Po wielu latach pracy w Stalach byłego już szkoleniowca Transdźwigu zastąpił Marcin Stępień do spółki z Michałem Szymczakiem. Wszystko oczywiście po kłosie słabych wyników, jakie beniaminek osiągal od początku nowego sezonu w klasie okręgowej. Teraz na sześć kolejek przed końcem sezonu kojarzony Siarką Tarnobrzeg trenerski duet ma zapewnić przedostatniej drużynie okręgówki utrzymanie w lidze. Pierwsza, niedzielna próba się nie powiodła – Transdźwig mimo, że w meczu ze Ździarami miał swoje okazje, na trzy minuty przed końcem spotkania stracił bramkę i szansę na bezcenne w walce o utrzymanie punkty.

00:51, dante1002
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 maja 2016

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec 

Kiedy dwa lata temu, młodzi juniorzy Siarki Tarnobrzeg ocierali się o Centralną Ligę Juniorów wydawało mi się, że w pierwszej drużynie powoli widać światełko w tunelu dla wychowanków tarnobrzeskiego zespołu. Dobre wyniki osiągane wówczas przez zespół Macieja Wojnara dawały mi podstawy i nadzieję, że za parę chwil, kilka nazwisk znajdzie się w pierwszej drużynie i z powodzeniem powalczy o miejsce w wyjściowej jedenastce II ligowego zespołu. Tak się jednak nie stało i kolejne młode pokolenie tarnobrzeskich graczy rozproszyło się po okolicznych drużynach z niższych klas rozgrywkowych. W pierwszym zespole zagościli już tylko nieliczni juniorzy, dla których zderzenie z dorosłą piłką okazało się być niełatwym doświadczeniem.

Od kilku już lat w piłkarskim środowisku Tarnobrzega słyszę utyskiwanie i narzekanie, że w Siarce to nikt poważnie nie stawia na wychowanków klubu. Tak się jednak złożyło, że klubowa bieda, która zawsze była przyjacielem młodych piłkarzy sprawiła, że Włodzimierz Gąsior po części był zmuszony do tego aby sięgnąć po część juniorów tarnobrzeskiego klubu. Tyle tylko, że boiskowa rzeczywistość w kilku przypadkach pokazała, iż przeskok z juniorskiej do seniorskiej piłki, to zdecydowanie najtrudniejszy moment w życiu każdego piłkarza.

Brak determinacji, siły samozaparcia, pracy nad samym sobą – to właśnie te przyczyny wyliczył mi Włodzimierz Gąsior, gdy zapytałem go o odwieczny problem młodych zawodników w Siarce. Część z nich obecnie nie jest również gotowa do rywalizacji na II ligowym poziomie i trudno się w tej (powtarzanej wiele razy na konferencjach) kwestii z trenerem Siarki nie zgodzić. Być może zbierane minuta po minucie boiskowe doświadczenie kiedyś zaprocentuje, ale na chwilę obecną poza Jakubem Głazem i Sebastianem Mandzelowskim trudno jest wymienić jednym tchem wychowanka, który byłby już dziś bardzo blisko wyjściowego składu.

Z Mandzelowskim od pewnego czasu też jest pewien problem. 20 letni pomocnik, który z wszystkich wychowanków Siarki spędził najwięcej minut na boisku w tym sezonie, po wymarzonym debiucie w Niepołomicach, gdzie zdobył gola nagle zgasł. Patrząc na jego poczynania w tym roku trudno nie oprzeć się wrażeniu, że najzwyczajniej w świecie stanął w miejscu i ma pewien kłopot z wykorzystaniem swojego potencjału. Być może potrzebuje wreszcie kilku takich spotkań, jakie rozegrał pod koniec poprzedniego sezonu.  Dobre zagranie, udana, indywidualna szarża, a może i nawet jakaś bramka – któraś z tych akcji na pewno by go w jakimś stopniu podbudowa.

Wielki impuls do gry i dalszej pracy w sobotę na pewno otrzymał Jakub Głaz. Strzelec zwycięskiej bramki z meczu z Wisłą Puławy nareszcie spełnił nadzieje, jakie pokładali w nim kolejni trenerzy. Zaczęło się od Tomasza Tułacza, który od początku widział w nim wielki potencjał. Zawodnikowi tarnobrzeskiego klubu wtedy brakowało jednak lat. Dzisiaj ma już za sobą dwa życiowe egzaminy - ten najważniejszy maturalny i ten boiskowy, który w sobotę wypadł całkiem pomyślnie.

Jeszcze we wrześniu pisałem, że już nastał dobry czas aby młodego skrzydłowego częściej oglądać na II ligowych boiskach. Na tle większości wychowanków tarnobrzeskiego klubu był wyróżniającą się postacią. Jedynym problemem było to, że w okresie letnim sporo czasu stracił na szukaniu tej właściwej, piłkarskiej drogi. Bogatszy o nowe doświadczenia wrócił do Siarki, gdzie wreszcie mógł spełnił swoje pierwsze marzenie. Oby nie ostatnie, bo Głaz wszystkie atuty ma teraz po swojej stronie i tylko od niego zależy, czy w niedługiej przyszłości je wykorzysta.

03:10, dante1002
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 maja 2016

Najlepiej grającą drużyną wiosną w rozgrywkach B klasy jest Junior Zakrzów. Podopieczni Bogusława Sroczyńskiego w rundzie rewanżowej są niepokonani. Tarnobrzeski zespół na swoim koncie we wszystkich ligowych spotkaniach rozegranych w tym roku zgromadził 14 punktów. Gorsi o zaledwie jeden punkt pod tym względem są zawodnicy Woli Baranowskiej, który również w tej rundzie nie zaznali smaku porażki. Spotkanie obu tych drużyn będzie jednym z najciekawszych wydarzeń 20 serii gier w piłkarskiej klasie B.

Wiosna należy do nich

Latem ubiegłego roku nad zespołem z Woli Baranowskiej wisiały ciemne chmury. Tej jesieni dla klubu, który poprzednie rozgrywki zakończył na 12 pozycji wreszcie zaświeciło słońce. Nowy zarząd rozwiązał ciążące problemy i przy tym otworzył interesujące perspektywy na przyszłość.  – Początek rundy oceniam bardzo. Nasza drużyna będzie się rozkręcała z meczu na mecz. Kadra jest wyrównana wiec można mieć nadzieje na dobry wynik w czerwcu – deklarował Wojciech Baran.

Słowa prezesa klubu jak na razie znajdują swoje potwierdzenie na boisku. Od wrześniowej potyczki z liderem rozgrywek drużyna z Woli Baranowskiej nie pozwoliła sobie już na ligową przegraną. 11 spotkań bez porażki sprawiło, że zespół prowadzony przez Zbigniewa Plute znalazł się na pozycji wicelidera rozgrywek, ze stratą 4 punktów do prowadzącej Żupawy. Najbliższe dwa spotkania z Juniorem Zakrzów i właśnie liderującą Żupawą mogą być kluczowe w kontekście bezpośredniego awansu, o którym tak wiele się dziś mówi.

Trzy wiosenne potyczki z ligową czołówką, dla wicelidera z Woli Baranowskiej kończyły się remisami. Zespół Zbigniewa Pluty w tej rundzie punktami dzielił się już z Iskrą Sobów, Krzątką, a ostatnio również w Żabnie, gdzie remis udało się ocalić na 12 minut przed końcem spotkania. W niedzielę kompromis w grę nie będzie wchodził. Dla  gospodarzy najistotniejszy będzie komplet punktów, który pozwoli z nadziejami jechać do Żupawy, gdzie tej wiosny wygrywał już Junior Zakrzów.

Pasmo 7 spotkań bez porażki to najlepsza seria Bogusława Sroczyńskiego, odkąd objął trenerskie stery w Zakrzowie. Junior, który mógł i powinien wygrać przynajmniej jedno z ostatnich dwóch derbowych spotkań (remisy z Iskrą i Wielowsią) swoją dobrą grę zawdzięcza przede wszystkim połączeniu doświadczenia z młodością. Dużą wartością dodatnią dla tarnobrzeskiego zespołu okazało się pozyskanie doświadczonego, 39 letniego Witolda Szkutnickiego oraz Mariusza Parucha, którego strzelecki instynkt zna większość okolicznych zespołów.

Dalej albo bliżej do awansu lub baraży 

Niezwykle ważnym spotkaniem dla układu tabeli będzie pojedynek liderującej Żupawy z Żabnem. Gospodarze w niedzielę będą chcieli zrehabilitować za porażkę poniesioną przed tygodniem w Krzątce. Goście natomiast spróbują złapać jeszcze lepszy kontakt z ligową czołówką, który pozwoli realnie myśleć o barażach. – Jeśli uda nam się zagrać w barażach to będzie dobrze, a jeśli nie to tragedii na pewno nie będzie. Patrząc jednak na ostatnią grę naszych chłopaków wraz z trenerem widzimy swoją drużynę wyżej w tabeli niż to przedstawia się obecnie – przyznaje Marcin Zieliński.

Dla prezesa klubu z Żabna w niedzielę najistotniejsza będzie dyspozycja dnia. – Po dwóch słabych meczach na początku przyszło przełamanie ze Wspólnotą, w naszej grze coś drgnęło i to jest dobry prognostyk. W niedzielę czeka nas ciekawy mecz – dodaje trener klubu z Żabna Tomasz Krasoń. Więcej problemów po swojej stronie zdaje się mieć KS Żupawa. Lider rozgrywek oprócz słabszej formy zmaga się z plagą kontuzji, która pochłonęła już czterech podstawowych zawodników zespołu. W niedzielę żółto-czarni będą musieli radzić sobie bez dobrze spisującego się tej wiosny Mateusza Fudalewskiego. Niepewny jest również występ obrońcy Piotra Stańczaka.

Chcą nadrobić stracony dystans 

Zbliżyć do prowadzącej dwójki będzie chciała się również Iskra. Klub z Sobowa po fatalnym początku rundy wiosennej w końcu zaczął wygrywać. Póki co jednak zwycięstwa przychodziły z drużynami zamykającymi ligową tabelę. Podobnie może być również w niedzielę, gdy na obiekt przy ulicy Bema zawita kiepsko radząca sobie w tym sezonie Wspólnota Serbinów. Derby mają to do siebie, że potrafią rządzić się swoimi prawami. Mogliśmy się przekonać o tym w poprzednim sezonie, kiedy to Wspólnota dość niespodziewanie w Sobowie pokonała gospodarzy 2-0. Wydarzenia z tamtego spotkania muszą posłużyć więc za pewną przestrogę dla graczy Mariusza Stasiaka.


01:15, dante1002
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2