O tarnobrzeskiej piłce, o koszykówce, a przede wszystkim tarnobrzeskim sporcie...
RSS
poniedziałek, 30 czerwca 2014

 Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Trzy tygodnie trwały wakacje piłkarzy Siarki Tarnobrzeg. Zawodnicy tarnobrzeskiego zespołu już dziś o godzinie 17 spotkają się na pierwszym oficjalnym treningu rozpoczynającym przygotowania do całkiem nowego sezonu 2014/2015. Słowo oficjalnym nie zostało użyte przypadkowo, bo swój nieoficjalny trening strzelecki piłkarze Siarki mają już za sobą. Wczoraj w ramach 60-lecia Ludowego Klubu Sportowego z Haczowa tarnobrzeski zespół rozegrał swój pierwszy nieoficjalny sparing, który zakończył się wynikiem 10-1 Połowę goli dla Siarki zdobyli juniorzy Siarki (2x Głaz, Głowacki, Galek, Szlęk). Pozostałe trafienia były autorstwa Termanowskiego, Truszkowskiego, Stępnia i Tomasza Ciećko, który dwukrotnie wpisał się na listę strzelców.

A klasowy klub z Haczowa w okresie przygotowawczym z pewnością był jednym z najłatwiejszych sparingowych rywali Siarki. Na dużo bardziej wymagających rywali podopieczni Tomasza Tułacza narzekać w najbliższym miesiącu nie będą mogli. Już w środę zagrają na wyjeździe z Puszczą Niepołomice (pierwotnie rywalem Siarki miał być GKS Tychy), a w niedzielę na własnych obiektach podejmować będą drugą drużynę Rubina Kazań. Mimo, że będzie to zwykły sparing można być pewnym iż starcie z rosyjską drużyną wzbudzi niemałe zainteresowanie już na początku okresu przygotowawczego. Zainteresowanie z pewnością wzbudzi również cykliczny turniej o Puchar Prezydenta, który rozegrany zostanie w niedzielę 20 lipca. Wcześniej piłkarze wyjadą na zgrupowanie Dębicy, po czym 19 lipca rozegrają swój pierwszy mecz w ramach Pucharu Polski z III ligowym Pniówkiem Pawłowice Śląskie.

Mimo, że minęły trzy tygodnie od zakończenia poprzedniego sezonu to tarnobrzescy kibice zdążyli się już zatęsknić za swoim ukochanym zespołem. Zainteresowanie drużyną i głód sukcesu w Tarnobrzegu na miesiąc przed startem rozgrywek jest wyczuwalny. Nie można się jednak co dziwić, bo wreszcie doczekaliśmy się solidnego zespołu, który śmiało może grać o najwyższe cele. Tym celem bez wątpienia jest awans, który był tak blisko jeszcze nie tak dawno. W nowym sezonie zreformowana II liga dostarczy sympatykom tarnobrzeskiego zespołu wielu emocji zaś piłkarzom Siarki jak i pozostałym zespołom dużo więcej kilometrów do przebycia. Ze skrupulatnych wyliczeń wynika, że Siarkowcy przejadą w nadchodzącym sezonie blisko 800 km więcej niż w poprzednim. Mimo to w najgorszym położeniu i tak znajdowały się będą drużyny z województwa zachodniopomorskiego.

Siarkę najdłuższy wyjazd  w tej rundzie do Starogardu Szczecińskiego czekał będzie dopiero w listopadzie. Do tego czasu tarnobrzeski zespół zdąży rozegrać 14 ligowych spotkań. Terminarz II ligi, który poznaliśmy w poprzednim tygodniu sprawił, że już w sierpniu podopieczni Tomasza Tułacza rozegrają na własnym boisku 3 spotkania. To inauguracyjne będzie miało miejsce 2 sierpnia, a to najbardziej wypatrywane, derbowe ze Stalą odbędzie się w środę 27 sierpnia w Stalowej Woli. Derby Podkarpacia w Tarnobrzegu na szczęście wiosną odbędą się już w sobotę 21 marca. Wcześniej, bo na początku października derbowych emocji jednak nie zagranie – Siarka na własnym boisku podejmie Stal Mielec. Piłkarską jesień, jeśli aura pozwoli zakończymy w Tarnobrzegu z Nadwiślan Górą, zespołem który dzięki zwycięskim barażom dotarł do II ligi. Trzeba jednak przyznać, że droga do historycznego sukcesu budzić może szacunek. Jeszcze 13 lat temu ta właśnie drużyna grała w klasie okręgowej.

Informacją dającą spokój zarówno trenerowi Tułaczowi jak i sympatykom klubu jest fakt, że trzon zespołu został zachowany. W Siarce pozostali praktycznie wszyscy gracze, którzy w poprzednim sezonie stanowili o sile tego zespołu. W ubiegłym tygodniu również nową umowę podpisał Oskar Pogorzelec, który przez pewien czas przebywał na testach w Pogoni Szczecin. A skoro jesteśmy już przy tym zespole to nie sposób wspomnieć o tym, że tarnobrzeski klub interesował się grającym w barwach Portowców Michałem Walskim. Wychowanek tarnobrzeskiego klubu, który pierwsze poważne kroki w piłce stawiał w Stali Mielec zdążył już zadebiutować w ekstraklasie. Szkoleniowiec Pogoni Dariusz Wdowczyk jednak również w najbliższym sezonie widzi szanse gry Walskiego w pierwszym zespole Pogoni. Angażu w wyższej lidze wraz ze swoim menadżerem Cezarym Kucharskim szukał również Konrad Stępień, który jednak najprawdopodobniej zostanie w Siarce na kolejny sezon. Pierwszą, nową postacią w tarnobrzeskim zespole będzie z kolei Marcin Stefanik. Syn byłego znakomitego piłkarska Siarki Józefa Stefanika został nowym piłkarzem drugoligowego zespołu. Urodzony w Dębicy 27 letni zawodnik będzie tworzył w parze z Dariuszem Frankiewiczem solidny środek pola. Oprócz Stefanika w Siarce z pewnością możemy spodziewać się 3-4 nowych zawodników oraz kilku zawodników z drugiego zespołu Siarki.

16:26, dante1002
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 czerwca 2014

 Zdjęcie - Grzegorz Lipiec 

Zanim koszykarski sezon 2013/2014 w Tarnobrzegu dobiegł końca stało się jasne, że spółka Zbigniewa Pyszniaka otrzyma finansowe wsparcie ze strony miasta na kolejny, piąty już sezon w najwyższej koszykarskiej klasie rozgrywkowej. Radni podjęli uchwały na mocy których koszykarski klub otrzyma 700 tysięcy złotych. Biorąc pod uwagę wyniki osiągane przez zespół w minionym sezonie oraz sposób zarządzania klubu decyzja o przyznaniu kolejnej dotacji wydaje się być mocno kontrowersyjna, a dla niektórych wręcz absurdalna.

Poważny sponsor jakiego do tej pory nie było i budżet pozwalający myśleć o najlepszej ósemce. Do tego skład w zgodnej opinii wielu najmocniejszy od lat w Tarnobrzegu. Miały być niezapominane emocje, niezapomniany sezon zakończony wysokim miejscem, gwarantującym grę w fazie play-off. Sezon faktycznie był niezapomniany, ale od tej negatywnej strony. 25 porażek i przed ostatnie miejsce na koniec - najgorszy epizod w dotychczasowej przygodzie z TBL. Tego żenującego wyniku nie jest w stanie zamazać wygrana ze Stelmetem i historyczny awans do Final Four Pucharu Polski w którym notabene Jeziorowcy byli tłem dla Turowa.

W tej całej sytuacji oczywiście najłatwiej jest całą winą obarczyć zawodników. Ktoś jednak za ich wyselekcjonowanie, przygotowanie i odpowiednie ustawienie na boisku odpowiadał. Prąd odcięty został już w pierwszej części sezonu, ale to głównie dlatego, że wtyczkę z gniazdka rozsądku wyciągnięto ludziom zarządzającym klubem. To właśnie oni doprowadzili do tego, że ten sezon był tak katastrofalny, a na trybunach z meczu na mecz pojawiało się coraz mniej ludzi. Kibice wreszcie dali jasny przekaz – dość koszykarskiej degrengolady!

Basta powiedziała również firma Stabill, która w przyszłym sezonie nie będzie już wspierała zespołu Jeziora. Współpraca pomiędzy koszykarskim klubem i producentem chemii budowlanej po zaledwie jednym sezonie dobiegła końca. Stabill poszedł w kierunku piłki nożnej. Promocja marki poprzez koszykówce? O czym my tu mówimy skoro tą dyscyplinę sportu promuje się za pomocą płatnych transmisji (często niedziałających). Promocja w Tarnobrzegu poprzez wyniki i zainteresowanie? Wolne żarty. W tej lidze nikt nie spada! A na dodatek, kto ma ochotę zagrać to kupuje sobie miejsce. Trudno nie popierać działań działaczy firmy, którzy mimo że w temacie koszykarskim byli laikami zachowali zdrowy rozsądek i nie dali się mamić Pyszniakowi na kolejny rok.

Jedyną miłosierną grupą po raz kolejni okazali się radni, którzy jak sami przyznali nie chcieli być grabarzami koszykówki w Tarnobrzegu. Niektórzy z nich nawet (o zgrozo!) dalej naiwnie wierzą w jakąś promocję miasta i Jeziora. Co prawda kilku z tych radnych opowiedziało się przeciw, ale dotacja została klepnięta i przyznana. Trudno się więc teraz spodziewać innego rozwiązania, jak tylko i wyłącznie zmarnotrawienia tych ogromnych pieniędzy, które mogły i powinny powędrować na przykład w kierunku sportu młodzieżowego. Po raz kolejny jednak potwierdza się, że w naszym kraju często jesteśmy mistrzami w wyrzucaniu pieniędzy w błoto. W tym przypadku akurat tym błotem jest drużyna Jeziora.

700 tysięcy na kosza? Wychodzi na to, że jesteśmy naprawdę zamożną gminą. Szkoda tylko, że inwestowanie tych środków nie ma przełożenia w żadnym stopniu na wyniki. Gdyby jeszcze tak było, byłbym skłonny podpisać się pod decyzją radnych. Cztery sezony spędzone w PLK jednak pokazały, że prócz kilku niespodziewanych wyników i udziału w finale Pucharu Polski nie ugraliśmy nic. Dla przykładu w Radomiu ledwie dwa sezony czekali aby grać o medale, bo ktoś miał wizję, pomysł i umiał tym profesjonalnie pokierować. Tam przecież też pierwszy sezon nie był łatwy i miejsce na koniec też było słabe, ale ktoś zwyczajnie potrafił umiejętnie wyciągać wnioski z popełnianych błędów. A co ważniejsze, ktoś potrafił się do tych błędów przyznać. W Tarnobrzegu jest na odwrót. Z popełnianych błędów nie wyciąga się żadnych wniosków. Co gorsza w klubie szuka się winnych w osobie zawodników, dziennikarzy, a czasami nawet kibiców. Miejscy żywiciele jednak tym się nie specjalnie przejęli i ponownie zaufali Pyszniakowi z nadzieją, że wreszcie coś ruszy.

Dla radnych i niepoprawnych optymistów (o ile tacy jeszcze są) mam jednak złą wiadomość. Nic nie ruszy. Będzie wszystko po staremu z wyjątkiem porażek, których może być troszkę więcej, bo grono zespołów w PLK się powiększy. Prezes jednak dalej idzie w zaparte i publicznie opowiada bajki. A to, że pracuje za darmo, a to że ludzie nie doceniają jego pracy. Słowem ''wszyscy powinni się cieszyć, bo mamy ekstraklasę'' – wszak inni jej nie mają. Ci ''inni'' jednak widocznie nie widzą potrzeby aby kupować dzikiej karty i grać w lidze, którą promuje się za pomocą np. Patrycji Kazadi czy wspomnianych płatnych transmisji. Osobiście doceniam pracę i zasługi Pyszniaka przez lata, jakie uczynił dla tarnobrzeskiej koszykówce. Dzisiaj jednak nie potrafię i nie umiem zrozumieć dlaczego to, co zbudował przez lata potrafił zburzyć w przeciągu jednego sezonu. Być może z tym pytaniem powinienem udać się do radnych, którzy wierzą, że to 700 tysięcy złotych to nie będzie kupa kasy wyrzucona w błoto (czyt. Jezioro). Ja już w to nie wierzę. 4 lata czekałem i naiwnie wierzyłem, że wreszcie uda się osiągnąć jakiś mały sukces. Udało się… dosięgnąć dna ligowej tabeli.

00:40, dante1002
Link Dodaj komentarz »
środa, 18 czerwca 2014

Tak jak i w rozgrywkach A klasy tak też w B klasie właściwie wszystko jasne. Koniczynka już tydzień temu Ceramice wyłożyła na srebrnej tacy awans do A klasy remisując z Wolą Baranowską. Piłkarzom z Hadykówki nie pozostało nic innego jak po ten awans sięgnąć. Nie przyszło im to jednak tak łatwo, jak zapewne przed meczem zakładali. Tak słabego miejsca przed sezonem nie zakładali również piłkarze Wspólnoty, którzy w końcówce starają się poprawić swoją pozycję w tabeli. Póki co się udaje.

RĘCE, KTÓRE LECZĄ i DAJĄ AWANS

Ceramika wraca tam, gdzie jej miejsce. Po wielu sezonach spędzonych w A klasie trzy lata temu w Hadykówce nastąpił piłkarski kataklizm. Zespół wygrał zaledwie dwa spotkania ligowe co skutkowało spadkiem w otchłań B klasy. W niedzielę z tej opchani Ceramika wreszcie się wydostała i zasłużenie wraca do wyższej klasy rozgrywkowej. Wiosną wygrała wszystkie mecze i na dwie kolejki wypracowała sobie już taką przewagę, która pozwala już skupiać się na kolejnym sezonie. Symboliczne postawienie kropki nad i nastąpiło w meczu z Cyganami. Ceramice jednak wygrana w tym spotkaniu nie przyszła z taką łatwością, jaką zakładali kibice i pewnie również piłkarze. Po pierwszej, bezbramkowej pierwszej połowie miejscowi kibice mieli lekkie powody do obaw i niepokoju. Jeszcze większe powody pojawiły się, gdy arbiter spotkania wskazał na punkt oddalony o 11 metrów. Rzut karny dla Cyganów i ogromna obawa, że za chwilę coś, co miało zostać przypieczętowane może się oddalić. Wybawcą i zarazem zbawcą gospodarzy okazał się Damian Marut. To obroniony przez niego rzut karny natchnął zespół z Hadykówki do zwycięstwa. Upragnione trzy punkty w ostatnim kwadransie spotkania zapewniły trafienia Dziuby i Magaja, jednak to właśnie bramkarz Ceramiki został bohaterem meczu.

Gracze z Hadykówki w niedzielę mieli na uwadze chyba fakt o którym wspomniał po wygranej w Ocicach Artur Grądzki. Obrońca Ceramiki doskonale miał w pamięci przegrany na własne życzenie awans przez Wspólnotę Serbinów przed dwoma laty. Ceramika tego błędu nie popełniła, nie lekceważąc rywala, chociaż przez większą część spotkania sensacja wisiała w powietrzu. Później jednak ciśnienie opadło, a po końcowym gwizdku w ruch poszły tak długo mrożone szampany. Smak zwycięstwa i powrotu do A klasy musiał smakować wyjątkowo. Młody zespół z Hadykówki wiosną wygrał wszystkie spotkania i powoli może już myśleć o rozgrywkach A klasy. Tam jednak poziom będzie dużo bardziej wyższy niż ten w B klasie. Aby się utrzymać z pewnością w letnim okresie będzie trzeba poszukać kilku wzmocnień. Na to jednak przyjdzie odpowiedni moment. Teraz jest czas aby cieszyć się sukcesem, którego osobiście gratuluję.

LICZBY MECZU

1 – tylko jednej drużynie udało się w tym sezonie wygrać na boisku w Hadykówce Tego wyczynu dokonała Koniczynka Ocice. W rewanżu górą jednak była Ceramika, która pokonała zespół z Ocic 3-0 dzięki czemu w znaczący sposób ułatwiła sobie drogę do A klasy.

3 – tyle lat w Hadykówce czekano na powrót A klasy. Poprzednie dwa sezony kończyły się identycznie – 6 miejsce na koniec rozgrywek. Tym razem dzięki świetnej postawie wiosną klub mógł świętować zasłużony awans.

4 – tyle goli w rundzie wiosennej straciła Ceramika Hadykówka. Wielka w tym zasługa bloku defensywnego, ale i również Damiana Maruta, który wiosną był pewnym punktem drużyny z Hadykówki. Dla porównania w rundzie jesiennej Ceramika straciła 16 goli wiec różnica i jednocześnie poprawa gry w obronie dość znacząca.

PŁOMIEŃ SPŁONĄŁ NA ZWIERZYŃCU

Goście z Chmielowa do spotkania ze Wspólnotą przystępowali z serią 6 spotkań bez zwycięstwa i  12 osobowym składzie personalnym. Zespół z Serbinowa pomimo plagi kontuzji sobotnie spotkanie rozpoczął z animuszem, od pierwszej minuty spychając gości do głębokiej defensywy. Na bramkowe efekty więc długo czekać nie trzeba było. Dobre podanie wzdłuż pola karnego na gola zamienił strzałem na raty Łukasz Gaj. Gospodarze po zdobyciu pierwszej bramki mieli kolejne sytuacje aby podwyższyć rezultat, ale w najważniejszych momentach zawodziła skuteczność. Jej brak pod bramką Chmielowa mógł się zemścić jeszcze przed przerwą. Goście wyszli z groźną kontrą zakończoną płaskim strzałem. Na posterunku jednak był Marek Antończyk, który wybronił swój zespół przed utratą gola. Do przerwy Wspólnota zdołała wbić Płomieniowi jeszcze jedną bramkę, chociaż okazji aby podwyższyć wynik spotkania było co najmniej kilka. Po zmianie stron w szeregi gospodarzy wkradło się rozluźnienie, co skrzętnie wykorzystali goście strzelając kontaktową bramkę. Duży udział w tym miało złe zachowanie niedoświadczonego Michała Stępnia, który zwlekał z wybiciem piłki we własnym polu karnym. Trzeba jednak przyznać, że młody zawodnik Wspólnoty mimo błędu dość szybko wkomponował się w drużynę z Serbinowa i w kolejnym sezonie może być ważnym punktem tego zespołu. Potrzeba tylko czasu i doświadczenia, a takie zachowania są bez wątpienia dla niego bezcenną nauką. Błąd Stępnia był bez konsekwencji, bo i rywal tego dnia nie miał pomysłu na sforsowanie obrony Wspólnoty. Zrezygnowany Płomień w końcówce opadł z sił, czego efektem były dwie kolejne bramki Wspólnoty. Trafienia Furdyny i Kwiatkowskiego, któremu drogę do bramki znacząco ułatwił golkiper gości zapewniły pewne zwycięstwo 4-1. Wygrana oczywiście mogła i powinna być bardziej okazała, ale skuteczność tego dnia nie była domenom gospodarzy.

To nie do pomyślenia aby Wspólnota była tak nisko w tabeli – grzmiał wieloletni prezes tego klubu, obecny na sobotnim spotkaniu. Trudno się jednak dziwić skoro zespół z Serbinowa wiosną wygrał dopiero 2 spotkanie. Być może nastroje w drużynie poprawą kolejne mecze, a te Wspólnota rozegra w Cyganach (czwartek) i ze świeżo upieczonym A klasowiczem – Ceramiką Hadykówką. Płomień natomiast swój ostatni mecz tego sezonu rozegra w Woli Baranowskiej.

LICZBY MECZU

3 – o tyle pozycji do góry zdołała awansować Wspólnota dzięki ostatnim wygranym. Zespól z Serbinowa wciąż zachowuje szanse na 5 miejsce, jednak aby tak się stało musi wygrać najbliższe 2 spotkania i liczyć na potknięcie lokalnego rywala z Zakrzowa.

6 – to liczba nieobecności Wspólnoty w meczu z Płomieniem. Kilku z tych nieobecnych zawodników w tym sezonie już nie zagra.

12 – to zdecydowanie najgorsze miejsce drużyny Chmielowa od czterech lat. W sezonie 2009/2010 Płomień zajął ostatnie miejsce w tabeli wygrywając zaledwie 2 spotkania. Ostatnią, teoretyczną szansę na poprawę tej niekorzystnej pozycji zespół z Chmielowa będzie miał w ostatnim swoim meczu w Woli Baranowskiej.

20 – to łączny dorobek dwóch najskuteczniejszych zawodników Wspólnoty w tym sezonie. Co ciekawe obaj grają niemal zawsze na pozycji pomocnika. Znacznie gorzej pod względem strzelanych bramek prezentują się nominalni napastnicy.

SKROMNE, ALE ZASŁUŻONE

W pełni zasłużone zwycięstwo odniósł Zakrzów, który na swoim specyficznym boisku pokonał Łęg Kopcie. Skromna grupa miejscowych kibiców na pierwszą bramkę musiała czekać wyjątkowo długo, bo aż do drugiej połowy. Po pierwszej części zakończonej bezbramkowym remisem w drugiej połowie do zmasowanych ataków ruszyli gospodarze. Junior nieustannie zagrażał bramce gości, jednak bramkarz Łęgu za każdym razem wychodził cało z opresji instynktownie broniąc strzały m.in. Barana i Czecha. Po strzale tego drugiego gospodarze wywalczyli rzut rożny, który wreszcie przyniósł powodzenie i drogę do siatki. Precyzyjne dośrodkowanie aktywnego przez większą część meczu Kruka na gola zamienił nie kto inny jak Wiesław Sądel. Pomocnik Juniora precyzyjnym strzałem głową nie dał szans bramkarzowi gości. Zakrzów prowadził skromnie, ale w pełni zasłużenie. Prowadzenie mogło i powinno być wyższe, ale skutecznością tego dnia nie błyszczał Krzysztof Kasica. Sprowadzony ze Wspólnoty Serbinów napastnik grał miał dwie bardzo dogodne sytuacje do strzelenia gola jednak w żadnej nich nie był w stanie trafić w światło bramki. Kasicę pod koniec zmienił Matyka. Trener Juniora w końcówce nie bał się dać szansy młodym zawodnikom. Dobrą zmianę dał Rutyna, który dzięki swojej waleczności i nieustępliwości przerwał kilka groźnie zapowiadających się kontr Łęgu. Junior ostatecznie wygrał 1-0 odnosząc 11 zwycięstwo w tym sezonie i notując najlepszą serię tej wiosny. Przed zawodnikami z Zakrzowa dzisiaj trudna przeprawa w Ocicach z pauzującą w niedzielnej kolejce Koniczynką. Łęg Kopcie zaś definitywnie stracił szansę na grę w barażach o A klasę. Drugi raz pod rząd o udział w A klasie na własne życzenie zagra więc zespół z Ocic.

O NICH SIĘ MÓWI – PRODUKT JAKOŚCI ZAKRZOWA

Za jakość gry ofensywnej Juniora Zakrzów w tym sezonie odpowiada dwóch zawodników bez których trudno wyobrazić sobie dzisiaj ten zespół. Wojciech Kruk i Wiesław Sądel w tym sezonie dla Juniora zdobyli 18 bramek dokładając do tego łącznie 8 asyst. Pierwszy z nich po przygodzie w Wielowsi odnalazł swoją formę w Zakrzowie. Sądel zaś dla klubu z Zakrzowa stał się w pewien sposób ikoną. To od jego postawy w środku pola uzależniona jest jakoś i dokładność podań otwierających akcje ofensywne. Sądel mimo wieku wciąż imponuje dobrym wybieganiem, niezwykłym przeglądem pola i strzałem nogą bądź też głową (co zresztą pokazał w ostatnim meczu). Wiele pięknych bramek z rzutów wolnych jest również dziełem pomocnika Juniora od którego trener Sroczyński ustala dobór wyjściowej jedenastki.

14:35, dante1002
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 czerwca 2014

W czasie, gdy piłkarski świat żyje Mundialem w Brazylii na boiskach A klasy powoli dobiega końca sezon 2013/2014. Ostatnie 2 kolejki, które zostały do końca zmienić mogą już tylko kolejność drużyn w ligowej tabeli. Najważniejsze rozstrzygnięcia już zapadły, ale emocje i niespodzianki się nie skończyły. Sprawcami tej największej niespodzianki lub sensacji (interpretacja dowolna) w 27 kolejce byli rycerze wiosny z Kłyżowa, który podcięli skrzydła Sokołowi.

TRÓJA ZE SKUTECZNOŚCI

ISKRA SOBÓW – SIARKA II TARNOBRZEG 0:3 (0:1)

Jeszcze 8 lat temu Iskra Sobów spotykała się z Siarką Tarnobrzeg w IV lidze. Dzisiaj piłkarskie drogi obu klubów ułożyły się zupełnie inaczej, a z derbowych pojedynków zostały jedynie wspomnienia i stadion w Sobowie na którym coś wreszcie zaczęło się dziać. W niedzielę derbowy pojedynek w zupełnie innym wymiarze nie przyniósł niespodziewanego wyniku. Rezerwy Siarki Tarnobrzeg występujące w roli ''gości'' pokonały Iskrę 3-0 odnosząc tym samym swoją 20 wygraną w tym sezonie. Wygrana jednak drugiemu zespołowi Siarki nie przyszła z wielką łatwością. Gracze z Sobowa zdecydowali się w środku pola zagrać z najbardziej doświadczonymi zawodnikami. Czołową rolę za rozbijanie ataków Siarki miał odgrywać Mieczysław Ożóg, który przed spotkaniem zażartował, że to dopiero początek jego kariery. 48 letni Ożóg robił co mógł, ale jego wysiłek na niewiele się zdał przy bojaźliwie grającej obronie. Defensorzy z Sobowa wielokrotnie dopuszczali do sytuacji bramkowych graczy Siarki. W pierwszych dwóch takich akcjach Iskrę od utraty gola uchronił Kozłowski, przy trzeciej jednak był bezradny. Idealne podanie ze środkowej strefy boiska posłał Róg, a Szlęk z łatwością przedostał się w pole karne Iskry nie dając szans Kozłowskiemu. Siarka stwarzała sobie kolejne sytuacje w których powinna zdobyć co najmniej jeszcze jedną bramkę. Iskra również miała swoje okazje (może nie tak dogodne jak Siarka) jednak przy większej dozie szczęścia piłka mogła znaleźć drogę do bramki Komorowskiego. Najbliższej powodzenia zespół z Sobowa był na początku drugiej połowy, ale piłka minęła bramkę Komorowskiego. Szwankująca skuteczność młodych Siarkowców w drugiej połowie nieco się poprawiła, czego efektem były dwie zdobyte bramki, najpierw przez Szlęka a później przez Mandzelowskiego. Warto podkreślić, że oba trafienia padły przy biernej postawie obrońców Iskry. Druga drużyna Siarki Tarnobrzeg po raz drugi w tym sezonie pokonała Iskrę odnosząc tym samym swoją 20 wygraną w rozgrywkach A klasy. Zwycięstwo jednak wiele w ligowej tabeli nie zmieniło. Siarka pozostała na 3 miejscu, a strata 5 punktów do rozpędzonych rezerw Stali wydaje się być jednak już zbyt duża do odrobienia na 2 kolejki przed końcem.

LICZBY MECZU

270 – ponad tyle minut bez gola pozostają gracze Iskry Sobów, którzy w ostatnim czasie spuścili z tonu. W dodatku 13 straconych goli w ostatnich trzech spotkaniach z pewnością nie napawa optymizmem przed meczem z Jadachami.

22 – tyle spotkań w rundzie wiosennej rozegrali już juniorzy Siarki biorąc pod uwagę rozgrywki juniorskie oraz A klasy. W tym tygodniu rozegrają trzy spotkania (dwa w rozgrywkach A klasy i jedno w juniorskich rozgrywkach, gdzie zajmują 2 pozycję)

PARI SHOW 

TRANSDŹWIG STALE – TERMOPOL ŻABNO 11:1 (3:0)

Kibice jak i również sami zawodnicy Transdźwigu Stale mając świadomość, że zagrają z najsłabszą drużyną ligi mogli spodziewać się okazałej wygranej. Nadzieje jednych i zamiary drugich jednak przerosły najśmielsze oczekiwania. Tuzin goli i rekordowy wynik, który nawet świetlną tablicę w Stalach mógł przyprawić o zawrót głowy. W dwucyfrowych rozmiarach w tym sezonie nie wygrywał nikt, nawet lider rozgrywek. Gospodarze w niedzielę błysnęli niesamowitą skutecznością aplikując drużynie z Żabna 11 bramek i tracąc przy tym zaledwie jedną. Worek z bramkami na dobre rozwiązał się po przerwie, jednak już w pierwszych 45 minutach spotkania klasycznego hat-tricka na swoim koncie zapisał Mariusz Paruch dla którego może to być ostatni sezon w zespole Stalów. Po zmianie stron popularny Pari dołożył jeszcze dwa gole wysuwając się tym samym na prowadzenie w klasyfikacji strzeleckiej. Strzeleckie show napastnika Transdźwigu próbował skopiować wprowadzony na ostatnie 20 minut spotkania Jakub Micał. Etatowy zmiennik w Stalach na swoim koncie również zanotował klasycznego hat-tricka dopełniając dzieła zniszczenia. Dla Micała był to bez wątpienia jeden z najbardziej udanych występów w dotychczasowej, dość krótkiej przygodzie z piłką. Niesamowicie okazała wygrana na finiszu rozgrywek to w pewnym sensie nagroda za mimo wszystko całkiem udany, pierwszy sezon na boiskach A klasy. Kto wie czy w następnym sezonie ten właśnie beniaminek nie przerodzi się w jednego z faworytów do awansu. W Stalach piłkarskie apetyty na wyższą klasę są już dzisiaj mocno wyostrzone. Są jednak ku temu podstawy. Dobrze prezentująca się kadra zespołu w której 2-3 wzmocnienia mogą dodać jeszcze więcej wartości na kolejny sezon oraz fundusze, które gwarantuje firma Transdźwig. Stale są na dobrej drodze aby zrobić piłkarski krok do przodu. Ten jakościowy na boisku już dawno został uczyniony.

O NICH SIĘ MÓWI – STRZELEC WYBOROWY

Mariusz Paruch - Najskuteczniejszy zawodnik Stalów oraz A klasowych rozgrywek właśnie pobił swój ligowy rekord goli. Blisko 2 lata temu, gdy Paruch święcił awans z Mokrzyszowem do IV ligi zdobył 29 bramek. W tym sezonie ma ich już na swoim koncie 32 i jest na dobrej drodze aby sięgnąć po koronę króla strzelców. Jego bezpośrednim rywalem jest Krzysztof Jabłoński (Sokół Sokolniki). Obaj w tym sezonie już ze sobą rywalizowali, ale na nieco innym polu niż boisko piłkarskie. Jabłoński okazał się bardziej popularny niż Paruch w plebiscycie Tygodnika Nadwiślańskiego.  Przyszłość Parucha, który rozgrywa swój pierwszy sezon w Stalach stoi pod dużym znakiem zapytania w tym klubie. Niektórzy mówią o powrocie do Mokrzyszowa, a sam Paruch zaś planuje wyjazd za granicę. Podobnie zresztą jak i Adam Ciak (drugi pod względem ilości bramek zawodnik Transdźwigu). Wiele wskazuje na to, że Rafał Oleniacz powoli już musi myśleć o wzmocnieniach na kolejny sezon. Wśród potencjalnych kandydatów najgłośniej mówi się o przyjściu Marka Kulczyckiego, który zrezygnował z gry w OKS Wielowieś. O ile Kulczycki byłoby solidnym wzmocnieniem o tyle lukę po Paruchu może być w Stalach ciężko zapełnić.

ZRANIONY SOKÓŁ

SOKÓŁ SOKOLNIKI – SAN KŁYŻÓW 1:1 (1:0)

Na słowo niespodzianka lub sensacja w tym sezonie główny szejk Sokoła – Eugeniusz Pikus szyderczo się śmiał. Trudno się jednak dziwić, bo Sokół Sokolniki w tym sezonie przyzwyczaił wszystkich kibiców A klasy do wysokich wygranych w każdej kolejce. San Kłyżów wiosną zaś zapracował na miano rycerza wiosny dzięki swojej niesamowitej postawie (czyt. 11 spotkań bez porażki - najdłuższa taka seria od 16 lat!). Spotkanie liderującego Sokoła z 4 zespołem ligi wiec zapowiadało się najciekawiej spośród wszystkich par 28 kolejki spotkań. Miejscowi kibice byli przekonani, że niepokonane Sokolniki nawet z tak rewelacyjnie spisującym się rywalem nie powinien mieć większych problemów. Zdecydowany lider rozgrywek, który już dawno zapewnił sobie awans do klasy okręgowej mecz z Sanem rozpoczął zgodnie z oczekiwaniami kibiców. Będący ostatnio w bardzo dobrej dyspozycji Piotr Cąpała już w pierwszej akcji trafił do siatki Dawida Mroczka. Wszystko układało się po myśli, ale do pewnego momentu. Po zmianie stron to goście doszli do głosu i wypracowali sobie rzut karny. W 52 minucie jedenastkę na gola zamienił niezwykle doświadczony i niezwykle skuteczny Bartłomiej Madej dla którego było to 18 trafienie w tym sezonie. Pozbawieni swoich trzech podstawowych zawodników gospodarze (brak Jabłońskiego, Szersera, Szwedo) losów meczu już nie byli w stanie odwrócić i kibice w Sokolnikach byli świadkami nie lada niespodzianki, a nawet sensacji. Sokół po raz pierwszy od roku i po raz pierwszy w tym sezonie stracił punkty na własnym stadionie. San zaś dzięki remisowi wciąż kontynuuje swoją znakomitą serię tej wiosny. Podział punktów dla gości to ogromny sukces na który w pełni zasłużyli. Dla gospodarzy remis to dobra lekcja poglądowa na kolejny sezon w nowej rzeczywistości. Tym bardziej, że zespół z Kłyżowa smak klasy okręgowej już zna, a nabyte doświadczenie zaprezentował właśnie w niedzielę. Sokołowi to doświadczenie z pewnością się przyda, a remis będzie dobrą nauką na nowe otwarcie w nowej klasie rozgrywkowej.

O NICH SIĘ MÓWI – STRZELCY NIEPRZYPADKOWI 

Piotr Cąpała – po pobycie za granicą, gdzie ponoć w wolnym czasie grywał piłkę z Meksykanami zawodnik Sokoła zdobył swoją trzecią bramkę w tej rundzie. Cąpała w ostatnim czasie imponuje nie tylko strzelecką formą, ale wybieganiem i dojrzałością na boisku. Ofensywnie usposobiony zawodnik potwierdza swoje spore możliwości piłkarskie, które niegdyś zrobiły wrażenie na działaczach trzecioligowej Siarki Tarnobrzeg. Wtedy 19 letni Cąpała zdawał się być mocno speszony i zaskoczony szybkim przeskokiem z B klasowych boisk do tak wysokiej klasy rozgrywkowej. Przeskok ten się nie udał, ale w następnym sezonie Cąpała może, a nawet powinien być ważnym punktem zespołu z Sokolnik na boiskach klasy okręgowej.

Bartłomiej Madej – 27 letni zawodnik z Kłyżowa wyrasta na żywą legendę tego klubu. Od lat wierny barwom klubowym i od kilku sezonów Madej z niezwykłą regularnością jest najskuteczniejszym zawodnikiem Sanu. Nie inaczej jest również w tym sezonie. Blisko 110 goli w dotychczasowej przygodzie z piłką dla zespołu z Kłyżowa to wynik bardzo imponujący. Madej swój dorobek będzie miał okazję jeszcze poprawić z tarnobrzeskimi zespołami, najpierw z rezerwami Siarki, a w niedzielę z Iskrą Sobów.

STAL ZA TWARDA DLA STRZELCA 

STRZELEC DĄBROWICA – STAL STALOWA WOLA II 1:6 (1:4)

Twardsi od Stali w niedzielę chcieli być piłkarze Strzelca Dąbrowicy. Była mobilizacja i zapowiedzi i na tym właściwie się skończyło. Brak kilku podstawowych zawodników i skład złożony w większości z młodych zawodników nie był w stanie w żadnym stopniu przeciwstawić się kroczącej od zwycięstwa do baraży Stali. Goście ze Stalowej Woli po kwadransie gry prowadzili już 2-0. Na niewiele zdało się trafienie niezwykle skutecznego Perłowskiego bowiem Stal do przerwy zdobyła jeszcze dwie bramki i mecz miała pod kontrolą. W drugiej połowie niewiele się zmieniło prócz tego, że goście postanowili podwyższyć prowadzenie za sprawą Kloca i Kruka. Stal ostatecznie wygrała w Dąbrowicy 6-1 i praktycznie zapewniła sobie już grę barażach.

LICZBY MECZU

8 – tyle goli w 9 ostatnich spotkaniach zdobył Andrzej Perłowski. Młody napastnik od początku swojej przygody z piłką związany ze Strzelcem w rundzie wiosennej błyszczy skutecznością do tego stopnia, że jest najlepszym strzelcem zespołu z Dąbrowicy.

11 – od tylu spotkań rezerwy Stali nie przegrały spotkania w A klasie. Ostatnia porażka miała miejsce w Tarnobrzegu z rezerwami Siarki. Od tamtej pory Stal gra regularnie dzięki czemu będzie miała szansę na awans do wyższej klasy rozgrywkowej za sprawą baraży.

14 – aż tyle żółtych kartek w tym sezonie obejrzał Mariusz Rożnowski. Grający trener Strzelca 5 krotnie schodził z boiska przed czasem oglądając czerwoną kartkę. W niedzielę na boisku go zabrakło. 

PLAN MINIMUM WYKONANY

LZS JADACHY - JEZIORAK CHWAŁOWICE 0:1 (0:1)

W Jadachach jest utrzymanie, co można uznać za pewien sukces. Szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę nie najlepsze wyniki wiosną i mocno przemeblowany skład w porównaniu z poprzednim sezonem. Mimo, że w klubie nie udało się zatrzymać wielu wartościowych zawodników to zespół i tak stanął na wysokości zadania wygrywając najważniejsze mecze. Cel minimum został osiągnięty, chociaż zawsze mogło być lepiej. Tak jak i w niedzielnym spotkaniu w którym Jadachy uległy Jeziorakowi Chwałowice 0-1 tracąc gola w 30 minucie spotkania za sprawą najskuteczniejszego zawodnika gości, Krzysztofa Ozgi. Wygrana gości była ich czwartym zwycięstwem z rzędu. Na uwagę zasługuje również ilość zdobytych goli w ostatnich spotkaniach – 17 strzelonych i ani jednej straconej. Końcówka sezonu w Chwałowicach całkiem udana. Jadachy z kolei szansę na rehabilitację i godne zakończenie na własnym stadionie będą miały już w czwartek, gdy zmierzą się z Iskrą Sobów.

ŁĘG STANY – KORONA MAJDAN KRÓLEWSKI 0:4 (0:3)

Jeszcze lepsze nastroje po weekendzie w Majdanie Królewskim. Korona odniosła w Stanach swoją najwyższą wyjazdową wygraną w tym sezonie. W pokonanym polu pozostawili miejscowy Łęg, któremu zaaplikowali cztery gole nie tracąc przy tym żadnej. Mecz tak na dobrą sprawę rozstrzygnął się już w pierwszej połowie, gdy goście zdobyli trzy gole. Skutecznością błysnęli Nowak, Kopeć i Franuszkiewicz. Dzieła zniszczenia dokończył Maciej Gajos, który przelobował bramkarza miejscowych. Korona tym samym w pełni zrewanżowała się drużynie ze Stanów za jesienną porażkę w identycznych rozmiarach na własnym boisku. Gracze z Majdanu Królewskiego wciąż mają szanse na 7 miejsce w tabeli. Obecnie tą pozycję zajmuje Sanna Zaklików, która w ten weekend punkty wywalczyła w najłatwiejszy z możliwych sposobów. Wszystko za sprawą postawy zawodników z Turbii, którzy na mecz nie dojechali. Korona do Sanny traci 2 punkty i najbliższe spotkanie między tymi drużynami rozstrzygnie sprawę 7 miejsca na koniec sezonu.

16:47, dante1002
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 czerwca 2014

Mimo braku awansu w sezonie 2013/2014 piłkarze Siarki Tarnobrzeg dostarczyli swoim kibicom wielu niezapomnianych chwil oraz emocji. Żyliśmy nimi od początku do samego końca zapamiętując wiele pięknych momentów. Dzisiaj kilka z tych pięknych momentów tego sezonu warto jeszcze raz przypomnieć w subiektywnym rankingu.

5. PIĘKNYCH WSPOMNIEŃ CZAR

Przed laty zarówno Siarka jak i Stal Mielec toczyły boje w pierwszej lidze. W tym sezonie wspomnienia znowu odżyły, ale tym razem w II ligowej rzeczywistości. Oba spotkania ze Stalą Mielec w tym sezonie były bardzo zacięte i oba przyniosły taki sam rezultat. W Tarnobrzegu lepsze wrażenie po sobie zostawili goście. W Mielcu nieco bliżej zwycięstwa był tarnobrzeski zespół. W następnym sezonie również będziemy świadkami derbowego pojedynku bowiem rewelacyjnie spisująca się jesienią Stal w II lidze się utrzymała.

4. PUCHAROWA PRZYGODA

W II lidze dzięki licencyjnym zawirowaniom udało się zostać. Nowe, piłkarskie życie, przebudowany zespół z nowym sztabem trenerskim i zupełnie odmienionym składem dawał nadzieję, że teraz może być już tylko lepiej. I tak też było. Zanim sezon się na dobre rozkręcił Siarka zaliczyła piękną, pucharową przygodę, której finałem było spotkanie z Lechią Gdańsk. Wypełniony po brzegi stadion i porażka 0-2 gospodarzom wstydu nie przyniosła. To był tak naprawdę przedsmak wielkich piłkarskich emocji w Tarnobrzegu w tym sezonie.

3. KAPITAN W KADRZE

Pomimo kontuzji odniesionej w rundzie wiosennej Konrad Stępień ten sezon i tak może chyba zaliczyć do udanych. W listopadzie kapitan Siarki otrzymał powołanie do reprezentacji Polski U 20 na mecze ze Szwajcarią i Niemcami. Wyróżnienie tym większe, że był jedynym reprezentantem z II ligowych boisk. Podobnie było również w lutym. Kilka dni przed inauguracją Stępień ponownie gościł na kadrze, a kilka dni później zdobył zwycięską bramkę w meczu otwierającym rundę wiosenną. Lepszego prezentu na urodziny kapitan Siarki wymarzyć sobie nie mógł.

2. EFEKTOWNE WYGRANE

Tych było naprawdę sporo. Efektownie zespół Siarki wygrywał wiosną w Lublinie czy Radomiu. Podobnie było również w meczach z Wisłą Puławy i Legionovią Legionowo. Wyjątkowy smak miało jednak spotkanie na zakończenie rundy jesiennej. Siarka rozbiła liderującą Pogoń Siedlce 4-1 i w bardzo okazały sposób zakończyła rundę jesienną przed własną publicznością. To był najlepszy mecz Siarki w rundzie jesiennej, a może i nawet w przekroju całego sezonu. Warto również wspomnieć, że przez większą część sezonu tarnobrzeski stadion był twierdzą nie do zdobycia.

1. HISTORYCZNE ZWYCIĘSTWO 

Przed derbowym pojedynkiem w Stalowej Woli obaw było bardzo dużo. Skomplikowana sytuacja kadrowa, słaba gra Siarki na wyjazdach i co gorsza dobra forma Stali przed własną publicznością. Wszystkie te czynniki nie napawały optymizmem. Derby jednak mają to do siebie, że rządzą się swoimi prawami. Na kwadrans przed końcem zwycięską bramkę po perfekcyjnym dośrodkowaniu Michała Chrabąszcza zdobył Marcin Truszkowski. Po 17 latach zawodnicy Siarki dokonali rzeczy ogromnej przełamując derbową niemoc na terenie odwiecznego rywala. Szkoda, że nieco inaczej było na wiosnę.

15:08, dante1002
Link Dodaj komentarz »

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Droga na zaplecze Ekstraklasy wydawała się być już taka prosta. Awans był praktycznie na wyciągnięcie ręki, tak jak i medale za historyczne osiągnięcie. Wystarczyło tylko po nie sięgnąć, ale zamiast tego nastąpiło potknięcie w derbowym pojedynku ze Stalą. Później było kolejne w Krakowie, które o włos nie skończyło się porażką i klęska z Wigrami. Z 9 punktowej przewagi nie zostało praktycznie nic. Na niewiele zdała się skromna wygrana w Łowiczu skoro tydzień później przy wydatniej pomocy sędziego Pogoń Siedlce mogła świętować swój historyczny awans. Rozpędzone Wigry tym czasem wyminęły Siarkę. Przed ostatnią kolejką wśród niepoprawnych optymistów tliła się jeszcze iskierka nadzieja na cud w Suwałkach. Cudu jednak nie było i Siarka sezon 2013/2014 kończy na 3 miejscu.

Ten sezon można ocenić dwojako. Z jednej strony jest radość, bo sezon kończymy na naprawdę wyśmienitym miejscu patrząc przez pryzmat poprzedniego sezonu. Z drugiej jednak strony jest pewien smutek i niedosyt z powodu niewykorzystanej szansy na powrót po wielu, wielu latach do I ligi. Piłkarski apetyt rósł w miarę dobrych wyników, a forma piłkarzy z pierwszej połowy rundy wiosennej pozwalała z optymizmem czekać na następne tygodnie. Wszystko właściwie było w nogach piłkarzy, jednak kryzys formy przyszedł w najmniej odpowiednim momencie. Pech chciał, że w tym samym czasie Wigry złapały wiatr w żagle i z każdą kolejką I liga w Tarnobrzegu zaczęła się oddalać. Siarki nie omijały problemy kadrowe, które również miały swoje odzwierciedlenie w wynikach. Na ławce rezerwowych brakowało wartościowych zmienników. To co jeszcze na początku maja wydawało się być niemożliwością stało się faktem. Ogromna szansa na wielki sukces i wielkie święto w Tarnobrzegu została zaprzepaszczona. Taki to urok futbolu w którym również suma szczęścia i pecha musi wyjść na zero. Los praktycznie zabrał nam to, co dał po zakończeniu poprzedniego sezonu. 

Patrząc jednak na to w jakim miejscu Siarka znajdowała się 12 miesięcy temu i w jakim miejscu jest teraz to ten sezon można uznać za bardzo udany. Nowy sztab trenerski, który naprędce zbudował całkowicie odmieniony kadrowo zespół. Do tego okres przygotowawczym, który właściwie składał się tylko z meczów w Pucharze Polski. Otarcie się o awans z dorobkiem 60 zdobytych punktów. Taki wynik w ciemno zapewne brałby każdy kibic Siarki przed rozpoczęciem sezonu. 3 miejsce na koniec sezonu i udział w nowej, centralnej II lidze to nutka jeszcze większego optymizmu na kolejny sezon. Wreszcie w Tarnobrzegu doczekaliśmy się drużyny z prawdziwego zdarzenia, która może i powinna liczyć się w walce o najważniejsze cele. Śmiało można użyć stwierdzenia, że to najlepszy zespół od wielu, wielu lat. Tak wysoko w hierarchii polskiej piłki Siarka nie była od 12 lat!

W przekroju całego sezonu trudno wskazać, wybrać najlepszego zawodnika. Każdy gracz poza małymi wyjątkami dołożył od siebie piłkarską cegiełkę do końcowego wyniku. W Siarce na brak dobrych bramkarzy narzekać nigdy nie mogliśmy, jednak Melon bez wątpienia okazał się najlepszym transferem od wielu, wielu lat na tej pozycji. Baran i Makowski wygrywali praktycznie każdy główkowy pojedynek, bez tej pary trudno dzisiaj wyobrazić sobie ten zespół. Stępień grający na wielu pozycjach dzięki swojej wielofunkcyjności dał bardzo wiele, a jedyny taki słaby mecz zanotował, gdy dostał powołanie do młodzieżowej reprezentacji i z trybun obserwował go Jacek Zieliński. Sulkowski głównie jesienią był wiodącą postacią zespołu. Persona początek sezonu miał imponujący, później gra na lewej stronie obrony lekko go uwierała. Frankiewicz stał się królem środka pola. Koczon kapitalnie grał wiosną. Niezwykłą rzetelnością na boisku imponowali Chrabąszcz oraz Tunkiewicz. Serce i zdrowie na boisku zostawiali nowi zawodnicy jak Figiel i Nadolski. Truszkin był najskuteczniejszym strzelcem Siarki i złotymi zgłoskami zapisał się w historii Siarki strzelając zwycięską bramkę w Stalowej Woli. Termanowski próbkę swoich możliwości pokazał w końcówce sezonu. Oby w następnym dostawał jeszcze więcej szans gry. Trochę od siebie jesienią dołożyli również Szewc i Popiela, których w najbliższym sezonie jednak zabraknie.

Niespodzianek w kwestii zawodników z którymi klub nie przedłuży umów na kolejny sezon nie było. W Siarce oprócz wspomnianej dwójki oglądać nie będziemy również Janka Kowalskiego. Po okresie wypożyczenia do swoich klubów wracają także Damian Buras i Jakub Wróbel. Z całej tej piątki chyba najbardziej szkoda tego ostatniego. Wróbel w rundzie jesiennej sporo dał temu zespołowi w ataku. Nie sprawdzili się natomiast Popiela, Buras i Szewc. Najsłabszym ogniwem Siarki był jednak Jan Kowalski, którego również w pewien sposób szkoda ze względu na zły dobór życiowej dyscypliny sportowej. Na tym jednak zmiany się nie kończą. Najbardziej istotną zmianą w klubie okazała się być roszada na stanowisku prezesa. Wacław Salamucha okazał się wyjątkowo nieodpowiednią osobą na nieodpowiednim miejscu. Jego antypatyczna i destrukcyjna osobowość nie dawała żadnej pozytywnej radości i wsparcia tej drużynie, nie wspominając już o kibicach klubu. Nowym prezesem został Dariusz Dziedzic.

Mimo, że kilka dni temu sezon dobiegł końca to większość tarnobrzeskich kibiców żyje już kolejnym. Głód lepszej piłki na wyższym poziomie zdaje się być w pewnym stopniu zaspokojony. Widać to choćby po publiczności, która szczególnie wiosną licznie zapełniała trybuny przy Alei Niepodległości. Trudno się jednak dziwić skoro w Tarnobrzegu doczekaliśmy się wreszcie zespołu grającego efektownie i zarazem efektywnie. Kształt nowej drużyny się nie zmieni, oparty zostanie 14 osobowej kadrze zawodników, którzy w poprzednim sezonie nie zawodzili. Poza Konradem Stępniem, który może pójść wyżej i przebywającym na testach w Pogoni Szczecin Oskarem Pogorzelcem kontakty z pozostałymi graczami zostały podpisane. Wkrótce również dowiemy się, kto jeszcze zasili zespół. Póki co jednak wiemy z jakimi drużynami przyjdzie się zmierzyć Siarce w okresie przygotowawczym. Z tak mocnymi zespołami w sparingach zespół Siarki dawno się nie miał okazji grać. Na szczególną uwagę zasługuje zestaw rezerw rosyjskiego Zenitu lub Rubina. Właśnie z jedną z tych drużyn Siarka już na początku lipca rozegra sparing. W planach jest również tygodniowe zgrupowanie.

Na dokładniejsze podsumowanie zakończonego w niedzielę sezonu przyjdzie jeszcze czas. Większość osób jednak już dzisiaj z niecierpliwością wyczekuje kolejnego, nowego ligowego otwarcia w II lidze. W nowym sezonie będzie to zupełnie inne rozdanie. Zreformowana II liga dostarczy nowych rywali i dodatkową ilość kilometrów do przejechania. Podwoi się natomiast w stosunku do poprzedniego sezonu liczba miejsc premiowanych awansem. Ten fakt kibiców Siarki również powinien ucieszyć. Patrząc na obecny sezon optymizmu zabraknąć nikomu nie powinno na przyszłość. Siarka Tarnobrzeg prędzej czy później na zaplecze Ekstraklasy awansuje.

08:53, dante1002
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 czerwca 2014

Dwa lata temu w Tarnobrzegu świętowaliśmy nie tylko awans Siarki do II ligi, ale również cieszyliśmy się z awansów Osiedlowych Klubów Sportowych z Mokrzyszowa i Wielowsi. Oba klubu w pięknym stylu wówczas zagwarantowały sobie udział w IV lidze i klasie okręgowej. Dziś pozostały już tylko wspomnienia. Mokrzyszów czeka powrót do klasy okręgowej, zaś Wielowieś dramatyczna walka aby w tej klasie się utrzymać. Tuż przed zakończeniem sezonu 2013/2014 można śmiało stwierdzić, że to nie jest dobry sezon dla tarnobrzeskich zespołów. w nieco niższych ligach. 

Runda jesienna zarówno w Mokrzyszowie jak i Wielowsi nie zwiastowała kłopotów na wiosnę. Oba kluby miały pewne pozycje w ligowych tabelach i z nadzieją mogły czekać na rozpoczęcie rundy wiosennej. Zarówno w Mokrzyszowie oraz Wielowsi w przerwie między rundami zaszły zmiany na stanowiskach trenerskich. W Mokrzyszowie trenerskiej pracy podjął się Michał Kozłowski, zaś w Wielowsi stery po Arturze Szkutniku przejął Janusz Gierach. Obaj szkoleniowcy jak się później okazało nie dotrwali do końca sezonu.

Mokrzyszów wiosną zdołał wygrać tylko jedno spotkanie, na inaugurację w Pilźnie z Rzemieślnikiem. Później było już tylko gorzej. 10 przegranych spotkań i ledwie dwa remisy na własnym boisku to dorobek, który niczego dobrego dać nie mógł. Na nic zdały się zmiany trenera (tych za czasów IV ligi było aż 6!) Nieuchronny spadek do klasy okręgowej stał się faktem w niedzielę, gdy Mokrzyszów przegrał w Malawie z tamtejszym Strumykiem 2-3. Niedzielny rywal tarnobrzeskiego zespołu co ciekawe również bronił się przed spadkiem. Jak pozostać w lidze Strumyk pokazał w dwóch ostatnich spotkaniach wygrywając zarówno w Nowej Dębie jak i z OKS-em. Dwa zwycięstwa zapewniły spokojny, ligowy byt w IV lidze, która niestety Mokrzyszów przerosła nie tylko sportowo, ale przede wszystkim organizacyjnie. Mam wrażenie, że pewna era dobiegła końca i nadszedł czas stagnacji w nieco innej klasie rozgrywkowej. Oby tylko to nie było coś podobnego do sytuacji w Sobowie, który również miał okazje występować w rozgrywkach IV ligi. Na miejscu piłkarskich działaczy z Mokrzyszowa jednak bym się wreszcie zastanowił nad sobą. Kadra zespołu na utrzymanie była, ale zwyczajnie coś poszło nie tak i odroczenie wyroku z poprzedniego sezonu tym razem doszło do skutku. 

Ciężko już dziś, gdy sezon jeszcze trwa, jaki los czeka Mokrzyszów w klasie okręgowej. Awansować z powrotem do IV ligi to zadanie wydaje się być praktycznie niemożliwe. Z klubu pewnie odejdzie kilku zawodników. Niektórzy, szczególnie Ci miejscowi być może pójdą śladami Uznańskiego czy Rzepieli i wybiorą ostatnio dość modny kierunek do Stalów. Lepszego klubu wypada przede wszystkim życzyć  Jackowi Rożkowi, który w przeciągu całego sezonu zdobył niemal połowę bramek dla klubu z Mokrzyszowa. Spory plus na pewno należy się Wojtkowi Bożkowi, który zrobił piłkarski krok do przodu.

Jeszcze gorzej prezentuje się wiosenny bilans klubu z Wielowsi. Tam również popełniono kilka błędów, które teraz odbijają się na formie zespołu. Tym podstawowym wydaje się być totalny brak okresu przygotowawczego zespołu, tak jak to miało miejsce za kadencji Artura Szkutnika. Gierach nieźle radzący sobie jesienią zespół obejmował końcem stycznia. Później były już tylko sparingi, które jak widać wielkiej korzyści nie dały. W rundzie wiosennej klub z Wielowsi na swoim koncie ma trzy punkty uzyskane za trzy remisy. Reszta spotkań została przegrana i sytuacja w ligowej tabeli na trzy kolejki przed końcem jest daleka od wymarzonej. Przewaga trzech punktów nad miejscem barażowym to tak naprawdę żadna przewaga wiec jeśli Wielowieś chce uniknąć barażów musi koniecznie wygrać dwa spotkania na własnym boisku. Pierwsze już w najbliższy weekend z Tłokami Gorzyce. Ostatnia, nieco lepsza gra daje nadzieje, że może wreszcie się uda sięgnąć po pierwszą wygraną na wiosnę. Obrona nareszcie zaczęła należycie współpracować, na jej bokach nieźle w ostatnim czasie prezentowali się Maciągowski i Stachowicz. W ofensywie zespół zawsze może liczyć na Szczepańskiego i Stąporskiego wiec najwyższa pora na wygraną. W przeciwnym razie może być niewesoło.

00:37, dante1002
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 czerwca 2014

W klasie B również praktycznie już wszystko wyjaśnione. Koniczynka już w sobotę postanowiła dokonać symbolicznego wręczenia awansu Ceramice Hadykówka. W zamian za to zespół z Ocic teraz dodatkowo musi się martwić aby utrzymać miejsce gwarantujące baraż, który w poprzednim sezonie Koniczynce wyszedł bokiem. W niedzielę wreszcie zdołała wygrać Wspólnota Serbinów wiec być może to dobry prognostyk na koniec sezonu. Troszkę radości z pewnością się przyda, bo tak słabego miejsca w B klasie Wspólnota dawno nie zanotowała. Z kolei Junior Zakrzów notuje najlepszą serię tej wiosny. Po A klasie pora sprawdzić co przyniosła 23 kolejka spotkań na boiskach B klasy.

W Ocicach po staremu, czyli historia lubi się powtarzać, a piłkarze Koniczynki lubią bawić się w św. Mikołajów (jak to kiedyś ujął Mariusz Łukawski). Jeszcze kilka kolejek temu Koniczynka zaciekle walczyła z Ceramiką Hadykówka o awans. W ten weekend ta walka już praktycznie dobiegła końca, bo dziś ten bezpośredni awans do A klasy w Ocicach wydaje się już po prostu niemożliwy. Zamiast tego na trzy kolejki przed końcem sezonu Koniczynka musi się skupić nad obroną drugiej pozycji, która jest premiowana grą w barażu o A klasę. Ceramikę zaś już tylko 90 minut dzieli od upragnionego celu i powrotu na boiska A klasy.

Po przegranej w najważniejszym spotkaniu tego sezonu z Ceramiką Hadykówka zespół z Ocic broni w walce o awans nie zamierzał składać. Dowodem tego były dwa okazałe zwycięstwa w spotkaniach z Cyganami i Wspólnotą. Zaległe spotkanie w Cyganach zakończyło się bezproblemowym zwycięstwem Koniczynki w stosunku 6-0. Dużo bardziej wymagającym przeciwnikiem okazała się Wspólnota Serbinów, która postawiła o wiele trudniejsze warunki w lokalnych derbach. Początek spotkania był dość wyrównany, jednak z upływem czasu zaczęła zarysowywać się lekka przewaga zespołu z Ocic. Ta przewaga została udokumentowana bramką w 30 minucie spotkania. Seria niefrasobliwych wybić z własnego pola karnego graczy Wspólnoty pozwoliła Michałowi Kozłowskiemu precyzyjnie dograć do Krzysztofa Barnasia, który nie miał problemów z wpakowaniem piłki do siatki rywala. Koniczynka z prowadzenia jednak cieszyła się zaledwie 10 minut. Niegroźne wydawać by się mogło wstrzelenie piłki w pole karne z lewej strony boiska na gola zamienił Michał Stępień dla którego była to pierwsza bramka w barwach Wspólnoty Serbinów. Młody napastnik w pełni skorzystał z błędu Krzysztofa Wolaka, który po meczu z Ceramiką zanotował kolejny bramkarski kiks na swoim koncie.

Zmiana stron przyniosła również natychmiastową zmianę wyniku. Pierwsza groźna akcja po przerwie Koniczynki zakończyła się bramką. Marcin Ordon z dziecinną łatwością poradził sobie z obroną gospodarzy i wpakował piłkę do siatki Świdra, który w tym dniu zastępował nieobecnego w bramce Marka Antończyka. Chwilę później było zespól z Ocic prowadził już różnicą dwóch bramek za sprawą Piotra Krytusy. Ten sam zawodnik mógł wpisać się po raz drugi na listę strzelców, jednak jego atomowe uderzenie odbiło się od poprzeczki. Na kwadrans przed końcem czujność Koniczynki została uśpiona. Wspólnota w tym czasie mogła i powinna zdobyć co najmniej jedną bramkę, jednak dogodnej sytuacji nie wykorzystał wprowadzony na boisko Sylwester Cebula, a strzał Przemysława Saji z 30 metrów ostemplował poprzeczkę bramki Wolaka. Zamiast emocjonującej końcówki w 89 minucie meczu Bartłomiej Bogacz ustalił wynik spotkania na 4-1.

Rezultat chyba nie do końca odzwierciedlał przewagę gości w tym meczu, jednak wygrana Koniczynki była jak najbardziej zasłużona. Myśląc o bezpośrednim awansie zespół z Ocic nie mógł już sobie pozwolić na żadne straty punktowe. W dodatku musiał liczyć na potknięcie Ceramiki. Niestety, pech chciał, że Koniczynka sama się potknęła w sobotę na własnym boisku remisując 1-1 z Wolą Baranowską.

Od pierwszych minut sobotniego spotkania widać było, że Koniczynkę czeka niezwykle ciężka przeprawa. Oprócz bardzo zdeterminowanych piłkarzy Woli Baranowskiej wielkim utrudnieniem okazała się pogoda. Żal lał się z nieba. Dodatkowym utrudnieniem była nieobecność kontuzjowanego Michała Kozłowskiego. To właśnie bez niego Koniczynka przegrała najważniejszy mecz sezonu. W sobotę jako pierwsi do ataku ruszyli goście. Odpowiedź Koniczynki jednak była natychmiastowa. Strzał Krzysztofa Barnasia trafił w poprzeczkę. To co nie udało się Barnasiowi udało się za to Gerardowi Grabowskiemu. Napastnik Woli przytomnie obrócił się z piłką w polu karnym i nie dał szans bezradnemu Mazurowi. Do przerwy mimo nieustannych starań najlepszego na boisku Mariusza Łukawskiego gospodarze przegrywali 0-1.

Na drugą połowę Koniczynka wyszła z zamiarem szybkiego doprowadzenia do wyrównania i strzelenia zwycięskiej bramki. Połowę planu wykonać się udało. Już na początku drugiej części bardzo dokładny przerzut Łukawskiego na prawą stronę do Drzewińskiego otworzył szansę dla gospodarzy. Pomocnik Koniczynki pomknął w pole karne i przytomnie dograł do Barnasia. Piłka po strzale napastnika gospodarzy trafiła w słupek i po chwili szczęśliwie wtoczyła się do bramki. Dla Barnasia był to 15 gol w sezonie. Gospodarze próbowali pójść za ciosem, ale albo zad zwodziła ich skuteczność albo na drodze stawał dobrze dysponowany tego dnia bramkarz z Woli Baranowskiej. Na niewiele zdały się też ofensywne zmiany i wprowadzenie do gry Stybla oraz Dziadury. Goście grali skutecznie w obronie i na więcej już Koniczynce nie pozwolili.

Remis w Ocicach gości z pewnością ucieszył, jednak najbardziej uszczęśliwił graczy Ceramiki Hadykówka. Lider rozgrywek w niedzielę nie miał problemów aby wygrać w sposób zdecydowany w Chmielowie z tamtejszym Płomieniem. Goście z Hadykówki już do przerwy prowadzili 2-0 za sprawą najskuteczniejszego strzelca Ceramiki Adriana Bogdana. Na niewiele zdał się gol kontaktowy Zbyrada, bo kilka chwil później Mazgaj i Adamczyk podwyższyli prowadzenie lidera, który wiosną wygrał wszystkie spotkania. 7 punktowa przewaga sprawia, że Ceramikę od awansu dzieli już tylko jedna wygrana. Wszystko wskazuje na to, że już w najbliższą niedzielę w Hadykówce wystrzelą korki od szampanów. Trudno przypuszczać aby młody zespół z Cyganów był w stanie sprawić niespodziankę na boisku, gdzie w tym sezonie udało się wygrać tylko jednej drużynie.

Niezłą formę w ostatnim czasie prezentują gracze Juniora Zakrzów. Podopieczni Bogdana Sroczyńskiego w ostatnich tygodniach notują najlepszy okres w tej rundzie. Co ciekawe ta dobra seria ma miejsce na obcych boiskach. Najpierw dwa wyjazdowe zwycięstwa w Komorowie oraz Tarnowskiej Woli, a w niedzielę cenny remis z wyżej notowaną Krzątką. Cenny punkt drużyna z Zakrzowa może zawdzięczać wprowadzonemu na ostatnie minuty Michałowi Matyce. Niespełna 16 letni zawodnik najprzytomniej zachował się w polu karnym rywali strzelając wyrównującego gola tuż przed końcem spotkania. Prawdziwą weryfikacją formy zespołu z Zakrzowa będą dwa najbliższe spotkania z drużynami, które toczą walkę o baraż. Najpierw Kopcie, a później Koniczynka. To właśnie te spotkania dadzą odpowiedz na pytanie czy cel jakim było trzecie miejsce zostanie w tym sezonie osiągnięty. 

Swojego upragnionego od lat celu jakim jest awans w tym roku na pewno nie zrealizuje Wspólnota Serbinów, dla której ten sezon jest wyjątkowo nieudany. Co gorsza 9 pozycja w tabeli to jedno z najsłabszych miejsc w ostatnich latach tego zespołu. Jeśli większa część sezonu nie udana to gdzie teraz szukać pocieszenia jak nie w końcówce sezonu. To właśnie być może ostatnie 3 kolejki będą małą osłodą dla graczy Wspólnoty. Dobrym prognostykiem ku temu może być pierwsza wygrana na wiosnę, która miała miejsce w Knapach z tamtejszym Kolejarzem. Wspólnota wygrała 5-2 i w sobotę będzie chciała pójść za ciosem w spotkaniu z Płomieniem Chmielów, którzy z kolei nie potrafi wygrać od ligowych 6 spotkań.

21:32, dante1002
Link Dodaj komentarz »

 

W klasie A podobnie jak i w klasie B emocje powoli się kończą. Wszystko zostało już praktycznie wyjaśnione. Kwestia awansu do okręgówki była jasna  już na półmetku rozgrywek. Sokół wygrywał z każdym jak chciał i kiedy chciał. Chociaż wygrywał to w niektórych przypadkach to za małe słowo. Sokolniki rozjeżdżały przeciwników walcem i potwierdziły, że ta klasa rozgrywkowa to nie jest ich miejsce. Kwestia miejsc spadkowych też już dawno się zarysowała. Jedyną rzeczą niewyjaśnioną było to komu przypadną miejsca barażowe premiowane awansem lub utrzymaniem. Niedzielna kolejka dała praktycznie odpowiedź na ostatnie rozstrzygnięcia w klasie A.

Spośród wszystkich par 27 kolejki najciekawiej zapowiadał się mecz pomiędzy rezerwami Siarki Tarnobrzeg i Sokołem Sokolniki. Siarka jako gospodarz miała na swoim koncie najlepszą serię w tym sezonie, 8 wygranych spotkań. Do niedzielnego spotkania więc mogła podchodzić z optymizmem pomimo braku wspomnień z pierwszego zespołu. Sokół w A klasie równych sobie nie ma, jednak potyczka lidera z trzecim zespołem dawała nadzieję na ciekawe i wyrównane spotkanie. Na nadziejach się jednak skończyło. Emocje dobiegły końca właściwie po pierwszej połowie, gdy Sokół zdobył trzy bramki nie tracąc przy tym żadnej. Wszystkie trzy gole padły w bardzo podobny sposób. Błąd w obronie, błąd bramkarza i błąd w kryciu. Najpierw Piotr Cąpała w 12 minucie idealnie znalazł się w polu karnym Siarki. Kilka minut później z boiska zszedł kontuzjowany Szeser, którego zastąpił Bożek i to właśnie on był autorem dwóch kolejnych trafień w pierwszej połowie. Najpierw wykorzystał błąd Komorowskiego, a tuż przed przerwą zupełnie niekryty w polu karnym wpakował piłkę po strzele głową do siatki bezradnego Komorowskiego. Trzy poważne błędy w obronie dały Sokołowi trzy gole.

W drugiej połowie Sokół również dochodził do sytuacji bramkowych, ale tym razem obrona Siarki wraz z Komorowskim spisywała się dużo lepiej. W ostatnich 10 minutach spotkania do głosu doszła Siarka, jednak poważnego zagrożenia bramki Kuliga nie było. Wszystko za sprawą pewnie grającej defensywy oraz wysokiego pressingu na połowie rywala, który nie pozwalał rezerwom Siarki na zbyt wiele. Najaktywniejsi w szeregach gospodarzy byli Głowacki, Mandzelowski i Kułaga, jednak ich wysiłek na niewiele się zdał, bo rywal po prostu okazał się zbyt mocny. Sokół mimo braku czołowego obrońcy Łukasza Piaseckiego i przeciętnie grającego w tym meczu Krzysztofa Jabłońskiego wygrał zasłużenie wykorzystując błędy Siarki, które niestety okazały się bardzo kosztowne. Na tyle kosztowne, że baraż dający możliwość gry w klasie okręgowej wydaje się być już nie do zrealizowania. Sokół zaś jest bliski osiągnięcia rekordowego wyniku na skalę krajową. Obecnie żaden klub od Ekstraklasy do klasy okręgowej nie ma takiego punktowego dorobku jak właśnie Sokół Sokolniki.

Swój barażowy plan natomiast skutecznie realizują rezerwy Stali Stalowa Wola. Składający się z juniorów zespół z ogromnymi problemami odniósł niezwykle cenne zwycięstwo z Czarnymi Lipa. Rywale Stalówki przez niemal całe spotkanie skutecznie się bronili, jednak w 82 minucie skapitulowali za sprawą gola zdobytego głową przez Piotra Kloca. Wygrana drugiego zespołu Stali i porażka rezerw Siarki sprawiła, że na trzy kolejki przed końcem sezonu przewaga 5 punktów wydaje się być już trudna do odrobienia. Siarka więc swoje marzenia o awansie do klasy okręgowej będzie musiała odłożyć na kolejny sezon.

Jeszcze na początku rundy wiosennej za sprawą dobrej gry do miana rycerza wiosny urastały drużyny Transdźwigu Stale i Sanny Zaklików. Z biegiem czasu jednak  pojawił się inny zespół, któremu śmiało można przypisać miano takiego zespołu. To drużyna z Kłyżowa, która od blisko 2 miesięcy nie zaznała w A klasie przegranej. 11 spotkań bez porażki sprawiło, że San znalazł się na 4 pozycji w tabeli. To już tradycja, że zespół z Kłyżowa dużo lepiej prezentuje się wiosną niż jesienią. Taki stan utrzymuje się od blisko 9 lat. W niedzielę jednak o komplet punktów łatwo nie było, bo Sanna Zaklików postawiła twarde warunki. Boiskowe wydarzenia zmieniały się jak w kalejdoskopie, a prowadzenie przechodziło z jednej strony na drugą. Po godzinie gry w Kłyżowie było 3-3, jednak decydują bramkę zdobył Jakub Siek, który do dwóch goli dołożył dwie asysty. Sanna po niezłym początku rundy wiosennej ostatnio spuściła z tonu. Trzy ostatnie porażki sprawiły, że zespół z Zaklikowa sezon skończy najprawdopodobniej na 7 miejscu. 

Swojego miejsca w tabeli nie poprawi już raczej Strzelec Dąbrowica, który po ostatnich 4 porażkach z rzędu wreszcie zaczął wygrywać. Najpierw w środę dokończył 20 minutowy mecz z Sanną Zaklików, który kilka tygodni temu został przerwany. Grający w ośmiu zawodników zespół z Zaklikowa nie był w stanie nic zrobić i zaległe spotkanie przegrał. W niedzielę Strzelec poszedł za ciosem pokonując w Majdanie Królewskim tamtejszą Koronę. Mecz lepiej rozpoczęli gospodarze, którzy już w 5 minucie za sprawą niezwykle bramkostrzelnego obrońcy, Łukasza Rębisza wyszli na prowadzenie. To prowadzenie mogło być jeszcze bardziej okazałe, gdyby Koroniarze wykorzystali jedną z dwóch doskonałych sytuacji do zdobycia gola. Zamiast tego Strzelec skontrował i zdobył wyrównującą bramkę w 13 minucie. W drugiej połowie niezwykle bramkostrzelny w ostatnim czasie Andrzej Perłowski znalazł się w dogodnej sytuacji i wyprowadził Strzelców z Dąbrowicy na prowadzenie. Goście mimo naporu Korony dowieźli do końca prowadzenie i z Majdanu Królewskiego wracali z kompletem punktów.

O 4 miejsce na koniec sezonu walczy beniaminek, Transdźwig Stale, który po klęsce z rezerwami Stali Stalowa Wola nie bez problemów wygrał wyjazdowe spotkanie w Przyszowie. Po 45 minutach był remis, jednak po przerwie sprawy swoje ręce wziął niezawodny Mariusz Paruch, który na swoim koncie ma 27 bramek i wciąż liczy się w walce o tytuł króla strzelców. Gospodarzy pogrążył wprowadzony na ostatni kwadrans Dawid Walski, dla którego był to pierwszy gol w tym sezonie.

Specjalnością klubu z Jadachów w ostatnim czasie stały się mecze o tzw. sześć punktów. Tydzień temu udało się pokonać Przyszów, a w niedzielę skromna wygrana 1-0 nad zdegradowanym już Termopolem Żabno dała zespołowi z Jadachów niemal pewne utrzymanie w A klasie. Pewni utrzymania natomiast nie mogą być gracze Iskry Sobów, którzy przegrali wysoko w Chwałowicach i nie unikną w tym sezonie gry w barażu o utrzymanie.

08:42, dante1002
Link Dodaj komentarz »