O tarnobrzeskiej piłce, o koszykówce, a przede wszystkim tarnobrzeskim sporcie...
RSS
wtorek, 07 czerwca 2016

Bezprecedensowym wydarzeniem 24 kolejki w piłkarskiej klasie B było spotkanie na samym szczycie ligowej tabeli. Wicelider z Sobowa podejmował lidera z Żupawy. Oba zespoły, które przed najważniejszym w tym sezonie, szlagierowym starciem dzieliła różnica trzech punktów, w rundzie rewanżowej grały nierówno. W wszystkich dziesięciu potyczkach rozegranych wiosną Iskra zanotowała dwie, a Żupawa trzy porażki. Drużyna z Sobowa swoje największe punktowe straty odniosła jeszcze początku rundy wiosennej, kiedy to nie była w stanie wygrać pierwszych trzech spotkań Niepokonana po pierwszej części sezonu Żupawa natomiast lepsze mecze przeplatała nieco słabszymi. W Sobowie jednak zagrała tak, jak na lidera przystało, czyniąc wielki, wręcz milowy krok w kierunku tak długo wyczekiwanego, ale w pełni zasłużonego awansu.

Zwycięstwo liderowi na kilka minut przed końcem spotkania zapewnił gol zdobyty przez kapitana zespołu. Grający jeszcze do niedawna między słupkami Łukasz Dul od samego początku tego sezonu trzymał odpowiedni piłkarski poziom. Wybieganie, waleczność, ambicja, spryt, ale i również strzelecki instynkt – to właśnie tymi cechami wyróżniał się pomocnik Żupawy, dla którego gol zdobyty w Sobowie był ósmym trafieniem w tegorocznych rozgrywkach. Teraz, do pełni szczęścia Dulkowi i spółce brakuje już tylko przypieczętowania awansu, czyli ostatniego ligowego zwycięstwa na własnym stadionie. Szansa na świętowanie o dość nietypowej jak na B klasowe standardy porze już w najbliższą niedzielę. O godz. 11 Żupawa na własnym stadionie podejmie Łęg Kopcie.

Z porażki Iskry najbardziej usatysfakcjonowani muszą się czuć gracze Woli Baranowskiej, którzy w niedzielę wskoczyli na barażowe miejsce. Niekryjąca swoich aspiracji przed rozpoczęciem rundy rewanżowej drużyna, na dwie kolejki przed końcem sezonu swój piłkarski los ma we własnych rękach. Warunkiem koniecznym do spełnienia barażowego minimum jest odniesienie dwóch zwycięstw – najpierw w Hadykówce, a później u siebie na zakończenie sezonu ze Wspólnota Serbinów. Sytuację nie do pozazdroszczenia ma natomiast ekipa z Sobowa, która stracony głównie z początku rundy wiosennej punktowy dystans będzie chciała za wszelką cenę nadrobić w Chmielowie. Problem w tym, że i rewelacyjnie spisujący się w tym sezonie Płomień również ma swój jasny cel, jakim jest zajęcie bardzo dobrego czwartego miejsca na koniec.

W samą rywalizację o miejsce tuż za ligowym podium zamieszane jest jeszcze kilka innych drużyn. Najbliżej tego celu są zawodnicy z Zakrzowa, którzy tę rundę mogą zaliczyć do wyjątkowo udanych. Wiosenny marsz w górę tabeli i niesamowita seria 10 meczów bez porażki sprawiła, że Junior przez moment zaczął nawet deptać po piętach ligowej czołówce. Rycerze wiosny swoich zbroi zapomnieli zabrać jedynie na Serbinów, gdzie dość niespodziewanie musieli uznać wyższość Wspólnoty.

Awansować w wielkim stylu aby później spaść z jeszcze większym hukiem w piłkarski niebyt i odbudować swoją pozycję na nowo – tak właśnie przedstawia się piłkarski krajobraz w Wielowsi. Wracająca do normalności drużyna ma za sobą bardzo udaną rundę rewanżową. Nowego ducha w zespół udało się tchnąć Jackowi Rączkowskiego, który w odpowiedni sposób przygotował swoją ekipę do rywalizacji wiosną. Efektem tego jest zaledwie jedno przegrane spotkanie w tym roku. W przyszłym sezonie to właśnie klub z Wielowsi, a także Iskra i Junior Zakrzów mogą stanowić o sile ligi i być poważnymi kandydatami do awansu.

Na tle wszystkich tarnobrzeskich drużyn w B klasie najgorzej w tym sezonie wypadła Wspólnota. Zespół z Serbinowa do tego stopnia zachłysnął się ostatnim, ligowym zwycięstwem w derbach, że w niedzielę nie był w stanie sprostać najsłabszemu zespołowi w lidze. Punkt wywalczony w Cyganach dla gości o dziwo ma jakąś wartość, bo to gospodarze gość nieoczekiwanie do przerwy prowadzili 2-0 i kto wie, jakby ten mecz się potoczył dalej, gdyby w ekipa Zbigniewa Małka na drugą połowę wyszła w kompletnym składzie. Napierająca po przerwie z całych sił Wspólnota zdołała doprowadzić do remisu, ale w lidze do końca sezonu pozostanie chyba jedyną drużyną, której dwukrotnie nie udało się pokonać drużyny, która przez ostatnie 35 spotkań z rzędu z boiska zawsze schodziła pokonana. 

03:35, dante1002
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 czerwca 2016

Przed rozpoczęciem sezonu byli skazywani na walkę o zachowanie ligowego bytu w II lidze. Nadchodzący sezon miał być dla nich wielką niewiadomą, o czym mówił przed startem rozgrywek sam Włodzimierz Gąsior. Dzisiaj, niezależnie od wydarzeń i rozstrzygnięć ostatniej kolejki wiemy na pewno, że obecny sezon dla tarnobrzeskiej Siarki zakończy się wielkim sukcesem.

Trzy mecze na własnym boisku i trzy zwycięstwa. Trzy ostatnie ligowe potyczki i trzy wygrane bez utraty gola. To tylko część dokonań tarnobrzeskiego zespołu na przestrzeni rundy wiosennej, która na początku wcale nie układała się po myśli Siarki. Porażki z Rakowem oraz Błękitnymi sprawiły, że zespół Włodzimierza Gąsiora nieco oddalił się od ligowej czołówki. Prawdziwe przebudzenie nastąpiło w drugiej połowie meczu z Legionovią. Od tamtego spotkania Siarka w lidze pokonać dała się tylko dwa razy, kiedy to musiała uznać wyższość Radomiaka oraz liderującej Stali.

Kontynuacja dobrej gry z rudny jesiennej powiodła się, choć nie tyła to łatwa sprawa. W zimie z klubu odszedł Maciej Domański, a wraz z nim Kamil Kościelny. Obaj zawodnicy byli wiodącymi postaciami tarnobrzeskiej drużyny. Jakby tego było mało urazy na dłuższy okres z gry wykluczyły m.in. kapitana Siarki Konrada Stępnia oraz Szymona Martusia, który jesienią był najlepszym strzelcem zespołu. Na szczęście do Siarki udało się ściągnąć godnych następców: Jana Grzesika, Radosława Sylwestrzaka oraz wygłodniałego gry Jakuba Wróbla.

Fatalna sytuacja klubowa ani również kadrowa nie była w stanie podłamać zespołu Włodzimierza Gąsiora. Mimo braku Siarka wciąż imponowała niesamowitą boiskową determinacja i walecznością, zwłaszcza w ostatnich pojedynkach z Wisłą Puławy, Olimpią Zambrów oraz GKS-em Tychy. Dzięki tej ostatniej wygranej tarnobrzeski zespół wciąż ma szansę na bezpośredni awans lub też baraż o I ligę. Może tak się stać w przypadku zwycięstwa Siarki, braku wygranej Wisły Puławy lub też porażki GKS-u ze Stalą Mielec.

Coś, co jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się być niemożliwe, dzisiaj jest jak najbardziej prawdziwe. Znajdująca się jeszcze nie tak dawno na skraju ligowej degradacji i upadku Siarka na kolejkę przed końcem sezonu stoi przed kolejną już szansą awansu do I ligi. Tym razem jednak piłkarski los nie leży tylko i wyłącznie w rękach i nogach tarnobrzeskiego zespołu. Pomóc muszą inni rywale.

01:14, dante1002
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 czerwca 2016

W wieloletniej historii derbowych potyczek pomiędzy Wspólnotą Serbinów , a Juniorem Zakrzów jeszcze nigdy nie zdarzyło się aby Ci pierwsi, w jednym sezonie zdołali wygrać oba spotkania - zarówno u siebie, jak i również na wyjeździe w Zakrzowie. W niedzielę nastąpił jednak prawdziwy przełom.

Przebieg rundy rewanżowej w rozgrywkach klasy B sprawił, że do derbowego pojedynku w roli zdecydowanego faworyta przystępował Junior. Zespół z Zakrzowa wiosną w lidze był jedyną niepokonaną drużyną, zaś ligowy serial 10 meczów bez porażki był dla drużyny najlepszą klubową passą od wielu, wielu lat. – Szczerze mówiąc to nie pamiętam, kiedy po raz ostatni zanotowaliśmy taką serię – mówił przed spotkaniem prezes klubu z Zakrzowa.

Z goła odmienne nastroje panowały w obozie gospodarzy. Wspólnota, która ligowy sezon zakończy poza pierwszą dziesiątką, po serii ostatnich porażek, bez choćby jednej zdobytej bramki marzyła o powtórce z rundy jesiennej, kiedy to ligowe przełamanie nastąpiło m.in. w Zakrzowie (wygrana 2-1). – Prawda jest taka, że my kiedyś musimy przegrać, a Wspólnota kiedyś musi wygrać – żartował przed meczem trener Juniora Bogdan Sroczyński. Po meczu jednak już tak do śmiechu mu nie było.

Pierwsza połowa bramek nie przyniosła. Było za to sporo walki z obu stron. Gospodarze swoich szans szukali głównie w strzałach z dystansu, gdzie największą aktywność wykazywał Łukasz Furdyna. Powracający do pełni formy pomocnik kilka razy sprawdził czujność byłego bramkarza Wspólnoty Sławomira Rzeszutka. Goście z Zakrzowa jedną ze swoich dogodnych sytuacji zamienili na gola, ale w momencie strzału Mariusz Paruch znajdował się na pozycji spalonej.

Druga połowa miała być naznaczona atakami Juniora, ale ekipie Sroczyńskiego tego dnia zwyczajnie brakowało argumentów i skuteczności. Najdogodniejszej sytuacji na samym początku nie wykorzystał Mariusz Paruch, który w idealnej dla siebie sytuacji kopnął wprost w bramkarza gospodarzy. Od tego momentu na boisku rządziła już tylko drużyna z Serbinowa. Dążąca za wszelką cenę do zdobycia bramki Wspólnota swój cel osiągnęła w 65 minucie, gdy idealne podanie Kwiatkowskiego na gola zamienił Wieczorkiewicz. Ten sam zawodnik na kilka minut przed końcem swoim drugim trafieniem przypieczętował zasłużoną wygraną zespołu prowadzonego przez Piotra Wawrylawskiego. 

03:16, dante1002
Link Dodaj komentarz »