O tarnobrzeskiej piłce, o koszykówce, a przede wszystkim tarnobrzeskim sporcie...
RSS
czwartek, 23 lipca 2015

Miejsce pod kreską na koniec sezonu nie oznacza jeszcze degradacji do niższej ligi. Najlepszym przykładem tej teorii jest pewna tarnobrzeska drużyna. Mimo sportowego spadku (drugiego w przeciągu trzech lat) klub z Mokrzyszowa po raz kolejny uniknął konieczności gry w niżej klasie rozgrywkowej. Wszystko za sprawą niespełnionych wymogów licencyjnych przez Pogoń Leżajsk.

W Mokrzyszowie piłkarskie problemy były chlebem powszednim przez wiele lat. Wszystko rozpoczęło się w momencie największego, klubowego sukcesu, jakim był awans do IV ligi. Gra na tym poziomie w klubie z tarnobrzeskiego osiedla przerosła wszystkich. Nieustanne rotacje trenerów czy też balansowanie na krawędzi spadku i utrzymania nie mogły wróżyć niczego dobrego. OKS dostał jednak prezent od losu w postaci utrzymania. Z nadarzającej się okazji w kolejnym sezonie już nie skorzystał. Odroczenie degradacyjnego wyroku stało się faktem.

Powrót do klasy okręgowej nie oznaczał końca problemów w Mokrzyszowie. Kadrowa sytuacja w jakiej znalazł się OKS nikogo nie napawała optymizmem. Przespana jesień spowodowała, że klub na wiosnę czekała rozpaczliwa walka o przetrwanie. Runda rewanżowa w wykonaniu tarnobrzeskiego zespołu była jednak już dużo lepsza. Klub, mimo kadrowych braków imponował na boisku wielką ambicją i zaangażowaniem. Dobra postawa i cztery zwycięstwa nie zapewniły utrzymania, o które tak usilnie starali się podopieczni Marcina Stępnia. Ich poczynania ostatecznie nie poszyły na marne. OKS dostał kolejne, drugie już życie w przeciągu trzech lat i szansę, której tym razem nie można zmarnować.

W Leżajsku, ale w szatni Mokrzyszowa znowu narodziła się na nowo drużyna OKS-u. Drużyna po przejściach, ale na pewno jeszcze silniejsza niż w poprzednich sezonach. Wszystko przez tarapaty, w jakich znalazł się klub. To właśnie te problemy jeszcze bardziej scementowały zespół i sprawiły, że drużyna stała się jeszcze bardziej charakterna niż była. Wiosna tylko to potwierdziła. Teraz czas na nowe rozdanie, które ma przynieść dużo bardziej pozytywne skutki. Wątpliwości co do tego nie ma nawet były zawodnik i szkoleniowiec OKS-u. - W tym sezonie nie widzę innej opcji, jak miejsce w pierwszej szóstce-ósemce – mówi Rafał Oleniacz.

Do Mokrzyszowa także wreszcie wróciła radość z gry. Wiosna i najbliższe tygodnie tylko to potwierdziły. OKS nieźle zaprezentował się w pierwszych przedsezonowych sparingach gromiąc m.in. Wspólnotę Serbinów i wygrywając z IV ligowym nowicjuszem z Sokolników. Dobrą formę zawodnicy Marcina Stępnia zaprezentowali również w niedzielnym turnieju o Puchar Prezydenta. Gra w finale, gdzie brakowało nieco sił potwierdziła tylko, że Meksyk wciąż jest drugą piłkarską siłą w Tarnobrzegu. Teraz czas na ligę, w której tym razem nie powinno być takich problemów. Do zespołu dołączyło czterech nowych zawodników. Trzej z nich to wychowankowie Siarki Tarnobrzeg. Róg, Mieszkowicz i grający wiosną we Wspólnocie Serbinów Kubrak, a także występujący do niedawna w Koprzewnicy Wojciech Mrozik w znaczący sposób powinni podnieść jakość drużyny z Mokrzyszowa, którą stać na coś więcej niż tylko walka o ligowy byt.

 

01:14, dante1002
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 lipca 2015

Po wielu chudych latach w Stalach wreszcie nastał czas piłkarskiego dostatku. W A klasie zakończony przed miesiącem sezon należał właśnie do miejscowego Transdźwigu. Sukces, jakim był awans do klasy okręgowej w zasadzie był zaplanowany, chociaż niewątpliwie przyszedł szybciej niż wszyscy się tego spodziewali.

Budowa dzisiejszych sukcesów Transdźwigu Stale rozpoczęła się cztery lata temu, gdy klub zmienił swój dotychczasowy kształt. Forma towarzystwa sportowego w Stalach przyniosła zadowalające efekty. Nastała piłkarska normalność, której przez lata w tym miejscu brakowało. Najsolidniejsze podwaliny pod obecny zespół stawiał Rafał Oleniacz, który do Stalów zawitał na pod koniec 2011 roku. Już wtedy, kilka miesięcy po jego przyjściu stało się jasne, że jego obecność może być zwiastunem narodzin piłkarskich sukcesów. Transdźwig wówczas otarł się o baraże, przegrywając tylko jedno spotkanie w rundzie wiosennej.

Przełomowy dla klubu ze Stalów okazał się kolejny sezon, w którym Transdźwig dopiął swego. Drużyna Rafała Oleniacza przeszła piłkarską jesień suchą stopą, bez żadnej porażki i na półmetku rozgrywek miała kapitał w postaci 8 punktów przewagi nad resztą ligowej stawki. Wiosna była tylko dopełnieniem formalności. Klub, który przez lata był na prowincji B klasy w końcu doczekał się pierwszego po latach większego sukcesu. Jak się później okazało nie ostatniego...

Piłkarska rzeczywistość w klasie A dla zespołu ze Stalów nie okazała brutalna. Transdźwig, jako zespół do rywalizacji w wyższej klasie rozgrywkowej przystępował oczwyście w roli absolutnego nowicjusza. Beniaminkiem był jednak tylko z nazwy. Wszystko przede wszystkim za sprawą piłkarskich indywidualności, jakimi dysponował w swoim zespole Rafał Oleniacz. Mając do dyspozycji ofensywne trio byłych zawodników OKS-u Mokrzyszów (Paruch, Rzepiela, Uznański) śmiało można było mierzyć w górne rejony tabeli. Transdźwig szybko potwierdził swój piłkarski potencjał kończąc rozgrywki na 4 miejscu. Wielki udział w niewątpliwym sukcesie zespołu miał wówczas Mariusz Paruch, który dla swojej drużyny zdobył 36 bramek. Wynik godny uznania, niezależnie od klasy rozgrywkowej.

Na początku minionego sezonu wszyscy zadawali sobie pytanie na co tym razem będzie stać zespół Rafała Oleniacza i czy piłkarskie życie w Stalach jest możliwe bez Mariusza Parucha. Odpowiedzi na te pytania przeszły najśmielsze oczekiwania wszystkich zainteresowanych. Transdźwig w imponujący sposób rozpoczął nowy sezon i już w pierwszym ligowym miesiącu odjął przodownictwo w ligowej tabeli. Pozycję lidera Stale straciły pod koniec rundy jesiennej, przegrywając najpierw na Zwierzyńcu z ''rezerwami'' Siarki, a później w Jadachach. Końcówka października była zdecydowanie najgorszym okresem zespołu ze Stalów.

Czasu na przemyślenia i poprawę było sporo. Solidnie i sumiennie przepracowana przerwa w rozgrywkach zaprocentowała. Nie bez znaczenia okazały się również drobne, kadrowe zmiany. Zespół wzmocnił doświadczony Jacek Rączkowski, a oprócz niego do klubu wrócił m.in Adam Ciak. Wiosna dla Transdźwigu przez pewien czas nie układała się dobrze. Punktowe straty z teoretycznie słabszymi rywalami (Podwolina i Hadykówka) nie zwiastowały na początku niczego dobrego. Z pomocą w niezwykle istotnym momencie sezonu przyszedł jednak drugi zespół Siarki, który całą swoją przewagę 5 punktów w przeciągu dwóch tygodni roztrwonił. To otworzyło szansę przed zespołem Rafała Oleniacza. 

Transdźwig z nadarzającej się okazji skorzystał, najlepiej jak tylko mógł. Kluczowa dla losów całego sezonu okazała się oczywiście końcówka sezonu, w której zespół ze Stalów się nie potknął. Będąc stroną przeważającą w meczu z rezerwami Siarki zespół Rafała Oleniacza wywalczył remis. Korki mrożących się od czerwca szampanów w Stalach wystrzeliły dwa tygodnie później. Transdźwig  ogrywając LZS Jadachy mógł świętować awans do okręgówki. Historyczny sukces. Przyszedł on szybciej niż wszyscy się tego spodziewali.

Łatwiej jest wejść na szczyt niż się na nim utrzymać, dlatego dla Transdźwigu dopiero teraz zaczynają się schody. Przed zespołem Rafała Oleniacza sezon najtrudniejszy. Sezon potwierdzenia swojej ligowej przynależności. Sezon rywalizacji z dużo lepszymi drużynami. Do tej rywalizacji stanie praktycznie ten sam zespół, który jeszcze miesiąc temu świętował awans.  Jedyną, dość znaczącą i istotną zmianą będzie powrót super snajpera Mariusza Parucha. – Nie jestem zwolennikiem żadnej kadrowej rewolucji w przypadku awansu. Uważam, że dla tych chłopców, którzy wywalczy awans odpowiednią nagrodą będzie kolejny sezon w wyższej klasie rozgrywkowej. W pełni na to zasłużyli i zapracowali - powiedział Oleniacz. 

Transdźwig Stale jest na dobrej drodze aby stać się solidnym klubem w klasie okręgowej. Szeroki i stabilny skład. Rozsądny i twardo stąpający po ziemi trener, który ma swoją wizję. Perspektywiczny zespół juniorów. Z każdym kolejnym rokiem powinien dostarczać kolejnych zawodników do pierwszego zespołu. Dobra infrastruktura sportowa i pozytywny, piłkarski klimat, który sprzyja rozwojowi piłki w Stalach. Takiego kapitału nie można zmarnować.

02:10, dante1002
Link Dodaj komentarz »
sobota, 18 lipca 2015

Przed nami V edycja rozgrywek o Puchar Prezydenta Tarnobrzega. Turniej na obiektach przy Zwierzyńcu wszystkich tarnobrzeskich drużyn  nieprzerwanie od 2011 roku przebiega pod dyktando jednego zespołu. Mimo pewnych klubowych kłopotów również i w tą niedzielę Siarka Tarnobrzeg przystąpi do rywalizacji, jako zdecydowany faworyt. Reszta osiedlowych zespołów z dużo niższych lig w rywalizacji wystąpi z niezmiennym i jasnym nastawieniem – bij Siarkę.

Poprzednie edycje turnieju o Puchar Prezydenta niosły za sobą wielkie emocje, ale tylko i wyłącznie w wydaniu halowym. Najwięcej ich było w 2012 roku, gdy w rywalizacji tarnobrzeskich zespołów najlepszy okazał się OKS Mokrzyszów, prowadzony wówczas przez Michała Szymczaka. Siarka udział w tych zmaganiach zakończyła boiskową przepychanką i mało zaszczytnym 4 miejscem. Kilka miesięcy wcześniej, na dolnym boisku przy Zwierzyńcu obie drużyny spotkały się w finale pierwszej edycji turnieju o Puchar Prezydenta. W niesprzyjających, deszczowych warunkach minimalnie lepsi okazali się piłkarze Siarki, którzy po golu Jacka Kurantego święcili swój triumf.

Zwycięstwo Siarki w 2011 roku było początkiem dominacji absolutnej tego klubu w następnych latach. Siarka, znajdująca się kilka poziomów piłkarskich wyżej nie miała problemów aby w kolejnych edycjach ogrywać w finałowych starciach drużyny z Mokrzyszowa, Ocic i Zakrzowa. Udział w finale dwóch ostatnich drużyn grających na co dzień w B klasie był niemałą niespodzianką. Koniczynka w 2013 roku przegrała z Siarką 0-2, a Junior okazał nieco gorszy, ulegając w poprzedniej edycji 0-6.

W tym roku finał z udziałem świętującej miesiąc temu awans do A klasy Koniczynki i Siarki nie jest już możliwy. Oba zespoły spotkają się ze sobą w grupie, co wyklucza możliwość gry w finale jednej z tych drużyn. Niedzielna rywalizacja w pierwszej grupie zapowiada się bardzo ciekawie. Prócz wymienionych zespołów obecna będzie również zespół Iskry Sobów, dla której niedzielny turniej może być wreszcie szansą do rehabilitacji za wcześniejsze niepowodzenia. Borykający się kilka lat temu z ogromnymi kłopotami klub z ulicy Bema powoli wychodzi na prostą. Ogromne problemy nie omijają za to klubu z Wielowsi, który w tym gronie wygląda zdecydowanie najsłabiej. OKS, który jeszcze nie tak dawno z powodzeniem radził sobie z klasie okręgowej znalazł się na krawędzi upadku.

W drugiej grupie o udział w finale powalczą rezerwy Siarki Tarnobrzeg oraz ponownie OKS Mokrzyszów, który w tym sezonie po raz kolejny szczęśliwie uniknął degradacji do niższej ligi. Nieco niżej stoją notowania ubiegłorocznego finalisty z Zakrzowa. Najsłabsza w tym gronie drużyn wydaje się być Wspólnota. Zespołowi z Serbinowa granie w tym turnieju akurat nie jest po drodze. Wszystko za sprawą ostatniego sezonu, zakończonego na fatalnej 10 pozycji i traumatycznych przeżyć ze środowej, sparingowej potyczki w Mokrzyszowie. OKS rozgromił Wspólnotę wygrywając 19-0! W niedzielę z racji ograniczeń czasowych (mecz 2X15 minut) o powtórce raczej nie ma mowy.

17:56, dante1002
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 lipca 2015

Kilka lat temu, jak zresztą znaczna większość wychowanków Siarki Tarnobrzeg błąkał się gdzieś po osiedlowych zespołach. Najpierw była dłuższa przygoda z Iskrą Sobów, gdzie grywał m.in. jako napastnik. Później krótka historia w Majdanie Królewskim. Wszystko po to aby wreszcie odnaleźć to odpowiednie miejsce dla siebie, jakim zdawał się być Wisan Skopanie. Trzy sezony spędzone w tym klubie dały Mateuszowi Kuszajowi bramkarską pewność i klubową stabilność. Nikt nie przypuszczał jednak, że otworzą mu również drzwi do dużo bardziej poważniejszej i profesjonalnej piłki.

Dla wychowanka Siarki Tarnobrzeg popisanie kontraktu z III ligową Resovią to z całą pewnością wielki awans sportowy. Kuszaj na swój największy sukces pracował wiele lat. Początki jego przygody nie należały do najłatwiejszych. Jego postawa między słupkami bywała chimeryczna. W jednym meczu potrafił zachwycać, ratując swój zespół z opresji broniąc np. rzut karny aby w kolejnym spotkaniu puścić jakiegoś babola. Taki właśnie był, gdy jako 18 nastolatek występował w Iskrze Sobów.

Z rundy na rundę Kuszaj w Sobowie nabierał większej pewności. Poprawił grę na przedpolu, do której najwięcej zastrzeżeń mieli ówcześni trenerzy Iskry Sobów. Z czasem jednak niestabilna sytuacja organizacyjna klubu z Sobowa u niektórych zawodników wywoływała coraz większą nerwowość. Bramkarz Iskry też powoli miał dość. W odpowiednim dla siebie momencie został wypożyczony do Wisanu i stało się jasne, że do klubu z Sobowa już raczej nie wróci.

Kuszaj do klubu ze Skopania przechodził w 2012 roku na zasadzie półrocznego wypożyczenia z opcją transferu definitywnego. Runda wiosenna w jego wykonaniu przekonała trenera i działaczy klubu ze Skopania na tyle, aby go zostawić. Saga z transferem byłego już bramkarza Iskry Sobów miała swoją historię, ale zakończyła się z korzyścią dla niego, jak i jego nowego zespołu. Pod wodzą Janusza Hynowskiego Kuszaj dojrzał pod wieloma względami. Klubowa stabilność Wisanu dała mu jeszcze większą pewność siebie, którą imponował od czasów juniorskich.

24 latek na swój wielki indywidualny sukces sumiennie zapracował. Drzwi do III ligowej Resovii otworzyły się przed nim w poprzednim sezonie. Wszystko za sprawą pięknej, pucharowej przygody Wisanu, która skończyła się w wielkim finale w Rzeszowie. Dla Kusego gra i walka o miejsce w bramce w Resovii to z całą pewnością wielka nobilitacja. Kontrakt z profesjonalnym klubem i przeskok o dwa szczeble rozgrywkowe to ogromne wyróżnienie i jednocześnie również dowód na to, że pucharowe rozgrywki nawet na takim szczeblu mogą niekiedy otwierać drogę do dużo lepszych zespołów. Mateusz Kuszaj przekonał się o tym na własnej skórze.

02:08, dante1002
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 lipca 2015

 Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Letnie wietrzenie szatni Siarki Tarnobrzeg trwa. W ciągu dwóch tygodni z klubem pożegnali się zawodnicy, którzy przez ostatnie sezony stanowili o sile tego zespołu. Nie ma w tarnobrzeskim klubie już Artura Melona. Bramkarza bez dwóch zdań najlepszego w ostatnich latach, jakiego mieliśmy w zespole. Nie będzie również najprawdopodobniej Mariusza Kukiełki, nad czym ubolewam. Na pewno nie tak wyobrażałem sobie jego pożegnanie. Zabraknie również piłkarza wyjątkowego i nietuzinkowego. Zarówno pod względem boiskowego charakteru, jak i umiejętności prezentowanych na boisku. Bez Marcina Truszkowskiego ten klub już nie będzie już taki sam, jak do tej pory.

Truszkin od początku swojego pobytu w tarnobrzeskim klubie zamieszał mi w głowie i w sercu. Siarka jako zespól pod wodzą Artura Kupca oczywiście odpychała bezradnością i słabością. Był jednak w drużynie człowiek, który natychmiastowo ujął mnie swoimi bramkami, gestami i słowami. Truszkowski strzelając 10 goli w jednej rundzie szybko okazał się transferowym strzałem w dziesiątkę. Nie tylko bramki uczyniły go w graczem wyjątkowym. To jego dobry, piłkarski charakter, który najbardziej cenię u piłkarzy sprawił, że stał się dla mnie pierwszoplanową postacią w tym klubie.

Truszkowski od początku imponował mi niesamowitą ambicją i charyzmą na boisku. Jego gest w kierunku kibiców Stali Stalowa Wola po zdobytej bramce był jasnym dowodem na to, że dość dobrze i szybko zaaklimatyzował się w nowym, piłkarskim otoczeniu. Napastnik Siarki wiedział doskonale, ile dla nas znaczą pojedynki ze Stalówką. Po zakończonym sezonie miał również poczucie wielkiego niezadowolenia. Najłatwiej byłoby się spakować i wyjechać. Trzeba jednak walczyć do końca – to zdanie  dźwięczy mi do dziś w uszach. Słowa Truszkowskiego znaczyły dla mnie więcej niż gole, które zdobywał wiosną.

W następnym sezonie napastnik Siarki wciąż porywał mnie swoją charyzmą, skutecznością i nieustępliwością na boisku. Świetnie grał tyłem do bramki, potrafił również umiejętnie przytrzymać i rozegrać piłkę. Był po prostu bezcenny dla tego zespołu. Złotymi zgłoskami na kartach historii tarnobrzeskiego klubu Truszkowski zapisał się w październiku, gdy na kwadrans przed końcem jego gol zapewnił Siarce po 17 latach historyczną wygraną. Niesamowitego kolorytu temu wszystkiemu dodał legendarny rowerek, który stał później stał się już nieodzownym znakiem rozpoznawalnym Truszkina.  

Derbowe potyczki i gole jakie strzelał z dziecinną łatwością ze Stalą Stalowa Wola uczyniły Truszkowskiego graczem legendarnym. Piękna historia, którą na naszych oczach napisał tej wiosny była spełnieniem moich derbowych marzeń i pragnień. Pomijam już ten cały, kompletnie nieudany sezon. Jego dwa trafienia w końcówce zostawiły w moim sercu piękny ślad na zawsze. Wspomnienie, którym być może kiedyś z wielką dumą podzielę się ze swoimi wnukami. 

Dzięki za wszystko Truszin. Bez Ciebie Siarka nie będzie już taka sama, jak była.

02:52, dante1002
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 lipca 2015

To było zapewne najdłuższe 90 minut dla kibiców Kolejarza w tym sezonie. Niby grali u siebie, niby mieli zaliczkę bramki strzelonej na wyjeździe, a mimo to była ogromna niepewność. Losy całego sezonu dla zespołu z Knapów sprowadziły się do barażowego dwumeczu z Zabrniem, który rozstrzygnął się dopiero w drugiej połowie niedzielnego pojedynku. Po dwóch latach B klasowej tułaczki Kolejarz Knapy w wielkim stylu dotarł do A klasy.

Dwumecz pomiędzy zespołami, które w swoich grupach rozgrywkowych zajęły drugie pozycje miał wyłonić ostatniego uczestnika A klasowych rozgrywek w przyszłym sezonie. Faworytem wydawał się być zespół z Knapów. Za zespołem grającym w liczniejszej i mimo wszystko chyba nieco mocniejszej grupie przemawiały nie tylko umiejętności, ale i ligowe doświadczenie. Dla drużyny z Zabrnia udział w barażowej potyczce o A klasę był do tej pory największym sukcesem w niespełna 6 letniej historii tego klubu.

Popsute święto w Zabrniu

Ogromna stawka meczu dała znać o sobie już w pierwszym spotkaniu w Zabrniu. Na nieco bardziej sparaliżowanych w początkowej fazie pojedynku wyglądali goście. Kolejarz kompletnie nie przypominał zespołu, którzy jeszcze nie tak dawno rozprawiał się ze swoimi rywalami czy to w Żabnie czy Żupawie. Gospodarze starali się to skrzętnie wykorzystać, stwarzając sobie kilka okazji do zdobycia bramki. Najdogodniejszą z nich jednak zmarnowali. Fatalnie przestrzelony rzut karny kompletnie wybił Zabrnie z uderzenia. Kolejarz umiejętnie z tej sytuacji skorzystał. Przewaga przyjezdnych w ostatnim kwadransie pierwszej połowie została przypieczętowana bramką. Siejący największej zamieszania w szykach obronnych gospodarzy Dariusz Polek umiejętnie wykorzystał kontakt w polu karnym z przeciwnikiem aby chwilę później pewnie egzekwować rzut karny.

W drugiej połowie gra nieco się wyrównała. Z minuty na minutę większa nerwowość wkradała się w szeregi gospodarzy, którzy mimo optycznej przewagi wciąż przegrywali 0-1. Jakby tego było mało na kwadrans przed końcem stracili jeszcze zawodnika, po tym jak obejrzał drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę. Gdy wydawało się, że Kolejarz dowiezie skromną zaliczkę do końca Zabrnie postanowiło przeprowadzić ostatni, desperacki atak. Na tyle skuteczny, że dał on wyrównanie. Radość gospodarzy po golu w 90 minucie zmieszana była jednak z uczuciem niedosytu. Gol strzelony na wyjeździe zdecydowanie w lepszej sytuacji stawiał zespół z Knapów.

Wielki dzień w Knapach

Najważniejsze rzeczy dla losów tej rywalizacji działy się w Knapach. Niedzielny, decydujący pojedynek zgromadził na stadionie rekordową frekwencję (ponad 400 osób). Kolejarza wspierali nie tylko miejscowi kibice, ale również zaprzyjaźnieni gracze i kibice z Chmielowa, który wynajętym busem kilka dni wcześniej zjawili się również z Zabrniu. Do tej grupy dołączyli również sympatycy i zawodnicy z Dąbrowicy. Takie wsparcie i zainteresowanie przerosło najśmielsze oczekiwania gospodarzy. Kolejarz oczywiście szybko musiał wymazać z pamięci pierwsze spotkanie w Zabrniu, które mogło ułożyć się dla nich znacznie gorzej. Tym razem o żadnym zlekceważeniu mowy być nie mogło. Gra toczyła się o najwyższą stawkę.

Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem na iście pokerową zagrywkę zdecydował się Adam Durlak. Szkoleniowiec Kolejarza zaszokował wszystkich desygnując na boisko całkowicie inny skład niż ten, który kilka dni temu w Zabrniu wywalczył cenny remis. Na ławce usiedli między innymi bracia Polkowie, Grzegorz Cichoń i Adam Wójciak. Jak się później okazało wiedział co robi. Jego personalne wybory sprawiły, że stadion w Knapach eksplodował ze szczęścia, choć początkowo nic na to nie wskazywało. Gdy goście po 10 minutach drugiej połowy obejmowali prowadzenie, Kolejarz musiał nie tylko odrabiać straty, ale radzić sobie w dziesięciu. Czerwona kartka, którą oglądnął Łukasz Mitka na resztę drużyny podziałała bardzo mobilizująco. Paradoksalnie był to przełomowy moment tego barażowego dwumeczu. Drużyna z Knapów w 11 minut, za sprawą swoich zmienników zdołała strzelić trzy bramki. Do siatki Zabrnia najpierw trafili bracia Polkowie, a chwilę później dobitkę po strzale z rzutu wolnego Adama Wójciaka na gola zamienił Wiktor Tyniec. Goście po takich ciosach próbowali się jeszcze podnieść, ale ich kontaktowy gol w końcówce na niewiele się już zdał. Z awansu cieszyli się gospodarze, którzy po raz piąty w swojej historii zagrają w rozgrywkach A klasy.

Jesień wasza, wiosna nasza

Wygrany baraż w Knapach był zwieńczeniem całego ligowego sezonu, który dla Kolejarza układał się różnie. Jeszcze przed samym startem rozgrywek Adam Durlak postawił na młodą kadrę, która w stosunku do poprzedniego sezonu uległa pewnej zmianie. Tą najistotniejszą był powrót Kamila i Dariusza Polków. Ofensywny, braterski duet od samego początku napędzał grę Kolejarza, który był nie do zatrzymania przez pierwsze siedem kolejek ligowego sezonu. Przystępujący do rozgrywek bez górnolotnych planów zespół z Knapów w przeciągu dwóch miesięcy stał się bitym faworytem do awansu. Rola ta im najwidoczniej nie posłużyła, bo zaraz później ówczesnego lidera rozgrywek dopadł kryzys. Trzy mecze i zaledwie jeden zdobyty w nich punkt sprawiły, że zespół z Knapów zimę spędził tuż za ligowym podium.

Runda wiosenna dla Kolejarza rozpoczęła się od piłkarskiego dreszczowca na własnym boisku ze Wspólnotą Serbinów. Dużo gorzej było tydzień później w Zakrzowie, gdzie Kolejarz mimo niezłej gry przegrał z miejscowym Juniorem. Jak się później okazało była to pierwsza i ostatnia strata punktowa poniesiona przez niebieskich w rundzie rewanżowej. Od tamtej pory podopieczni Adama Durlaka już tylko wygrywali m.in. z ligową czołówką - Iskra Sobów i Koniczynką Ocice. Zwłaszcza to drugie, skromne zwycięstwo z liderem dodało zawodnikom z Knapów jeszcze większej wiary w odniesienie końcowego sukcesu. Efektem tego była niezwykle okazała wygrana na niezdobytym przez nikogo do tamtej pory boisku w Żabnie. Zwycięstwo sprawiło, że Kolejarz był już pewny przynajmniej gry w barażu, dzięki któremu dzisiaj może już myśleć o rozpoczynających się w sierpniu rozgrywkach A klasy. Bardziej dramatycznego i zarazem szczęśliwego zakończenia sezonu w Knapach chyba nikt sobie nie mógł wymarzyć.

Pomocna dłoń

Na drodze do barażu zespół z Knapów spotkał dwóch zawodników z przeciwnych drużyn, którzy również nieznacznie przyczynili się wiosną do sukcesu drużyny z Knapów. Kto wie, jakby potoczyły się losy zespołu Adama Durlaka, gdyby nie fatalne pudło Sebastiana Ciacha w inaugurującym rundę rewanżową spotkaniu. Zawodnik Wspólnoty przy stanie 2-1 dla swojej drużyny mając przed sobą pustą bramkę nie zdołał do niej trafić. Kilka tygodni później pomocną dłoń do swoich sąsiadów wyciągnęła Wola Baranowska, która mimo zwycięstwa na boisku została ukarana walkowerem. Wszystko za sprawą nieuprawnionego do gry zawodnika. Szczęście i czujność Kolejarza została okazale nagrodzona.

Na końcowy sukces drużyny z Knapów złożyło się jednak wiele innych czynników. Piękny obiekt. Rozsądna wizja trenera, który oddał całe swoje serce dla tego klubu. Zaradni działacze, sponsorzy oraz niezwykle barwni i rozśpiewani kibice. To właśnie oni byli 12 zawodnikiem Kolejarza i to dzięki nim A klasa będzie jeszcze bardziej barwniejsza. Najważniejszy w tej całej układance był oczywiście zespół, złożony w głównej mierze z miejscowych graczy. Każdy z zawodników stanął na wysokości zadania i w mniejszym lub większym stopniu przyczynił się do sukcesu, którym od niedzieli żyją Knapy.

02:00, dante1002
Link Dodaj komentarz »