O tarnobrzeskiej piłce, o koszykówce, a przede wszystkim tarnobrzeskim sporcie...
RSS
piątek, 21 sierpnia 2015

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Rewelacyjnie spisującą się w dwóch pierwszych ligowych potyczkach Siarkę w niedzielne popołudnie czekała prawdziwa próba charakteru. Wielkie Derby, które od zawsze są wielkim świętem dla kibiców obu zespołów miały tylko potwierdzić dobrą formę piłkarzy tarnobrzeskiej drużyny. Bramkowy remis, jakim zakończył się derbowa potyczka w Stalowej Woli nieco bardziej zadowoliła gości. Zespół Włodzimierza Gąsiora po raz kolejny udowodnił swoją piłkarską wartość i zachował status niepokonanego zespołu w tym sezonie. 

Do derbowego pojedynku w Stalowej Woli odmieniony zespół Siarki podchodził na dużym luzie. Ogromny wpływ na ten fakt miały zadowalające rezultaty z dwóch pierwszych spotkań w nowym sezonie. Wygrana w Niepołomicach i podział punktów po momentami bardzo dobrej grze ze Zniczem dawały pewien komfort bezpieczeństwa, ale również dużej pewności siebie. 

Serca tarnobrzeskich kibiców, którzy wreszcie mogli na żywo dopingować swój zespół w Stalowej Woli mocno zadrżały już na początku spotkania. Szybka kontra i prostopadłe podanie do wychodzącego na czystą pozycję Płonki w kapitalny sposób zatrzymał Konrad Stępień. Kaptan Siarki, który w ostatnim czasie stał się najbardziej uniwersalnym zawodnikiem tarnobrzeskiego zespołu wreszcie zaczął odzyskiwać utraconą w poprzednim sezonie boiskową pewność. Pomysł Gąsiora z parą środkowych obrońców Stępień-Domański dość nieoczekiwanie przyniósł zadowalający efekt od początku sezonu. 

Dużo więcej zmartwień szkoleniowiec Siarki ma na bokach obrony, które nie funkcjonują tak jak powinny. Po przyzwoitym występie ze Zniczem katastrofalnie w Stalowej Woli wypadł Tomasz Przewoźnik. Młody i niedoświadczony zawodnik rzadko angażował się w akcje ofensywne Siarki. Na domiar złego popełnił niedopuszczalny błąd, z którego skrzętnie skorzystali gospodarze. Przeciętny występ zaliczył również Krzysztof Suchecki, który spóźnił się w 61 minucie, gdy w pole karne piłkę dorzucał Jabłoński. Siarkę od utraty gola uchronił Kamil Beszczyński.

Siarka dzielnie wytrzymała napór gospodarzy i bramkową stratę zdołała odrobić. Wszystko za sprawą dośrodkowania Domańskiego i przytomności Stefanika, który najlepiej odnalazł się w polu karnym rywali. Obaj zawodnicy od początku sezonu wyrastają na postacie pierwszoplanowe w zespole Włodzimierza Gąsiora. Domański stał się prawdziwą maszyną do dystrybucji piłek ze stałych fragmentów gry (4 asysty). Stefanik zaś od początku sezonu znacząco poprawił swoją przydatność w zespole. Szuka kontaktu z piłką i kolegami, stara się odpowiednio kierować grą tarnobrzeskiej Siarki.

Dążenie do zdobycia wyrównującego gola przez zawodników Włodzimierza Gąsiora opłaciło się. Siarka walczyła i co najważniejsze myślała na boisku. Nagrody w postaci trzech punktów nie było, ale punkt wywieziony z Hutniczej ma swoją wartość. Po serii derbowych porażek na własnym boisku tarnobrzeski zespół wreszcie wyszedł na prostą, jeśli chodzi o potyczki ze Stalą.

Pięć punktów w trzech ligowych spotkaniach to chyba dużo więcej niż ktokolwiek zakładał. W pierwszych meczach nowego sezonu Siarka zaprezentowała nie tylko dobrą grę, ale również boiskowy charakter, którego od pewnego czasu brakowało w tarnobrzeskim zespole. Kibice, którzy zdołali przetrawić poprzedni sezon nie mają podstaw czuć się zlekceważeni przez piłkarzy. Co więcej z dużą dawką optymizmu i spokoju mogą czekać już na kolejne ligowe starcie z liderem II ligowych rozgrywek. Już jutro przy AN2 Siarkę więc czeka kolejna próba charakteru. Do Tarnobrzega przyjeżdża lider rozgrywek z Częstochowy. 

18:45, dante1002
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 sierpnia 2015

Zdjęcie - Barbara Szczepanek 

Bez zwycięstwa. Bez punktów. Na domiar złego zaledwie jeden gol strzelony, tuzin straconych i ostatnie miejsce na początek nowego sezonu. Tak twardego lądowania w A klasie w Ocicach nie spodziewał się nikt. Niemająca sobie równych w poprzednim B klasowym sezonie Koniczynka w ciągu dwóch tygodni zaliczyła bardzo bolesne zderzenie z nową, ligową rzeczywistością. Beniaminek rozgrywek już na starcie przekonał się, że przeskok do wyższej klasy rozgrywkowej bywa znaczący.

Główny architekt sukcesu i zarazem grający trener Koniczynki Ocice po finałowym spotkaniu ze Wspólnotą Serbinów w poprzednim sezonie emanował dużym spokojem. – Sam ten sukces nie może zatrzymać się w tym miejscu, że awansowaliśmy. Musimy się rozwinąć, czyli wzmocnić ten zespół 2-3 zawodnikami – zapowiadał Mariusz Łukawski. Z transferowych planów latem wypalił tylko jeden. Do Koniczynki dołączył Michał Łuciów, który w ostatnim czasie grywał m.in. w Mokrzyszowie.

Wąska ławka rezerwowych dała o sobie znać już w pierwszym ligowym starciu. Koniczynka, która do Majdanu Królewskiego wybrała się w 12 osobowym składzie nie mogła liczyć na wiele. Goście dla których przygoda w A klasie rozpoczęła się na nowo po 3 latach przerwy już po 45 minutach przegrywali 0-2. W drugiej połowie brakło nie tylko zmienników, ale i również sił. Młody, wybiegany i przede wszystkim ograny w A klasowych bojach zespół Korony w pełni wykorzystał wszystkie słabości swojego przeciwka, strzelając po zmianie stron jeszcze cztery gole.

Okazją do zamazania inauguracyjnej plamy dla Koniczynki miało byś niedzielne, derbowe spotkanie z równie wymagającym rywalem co tydzień wcześniej. Do Ocic przyjechał zespół Jadachów, któremu runda wiosenna poprzedniego sezonu wyznaczyła jasny cel na tegoroczne rozgrywki. Wielkiej różnicy między beniaminkiem, a poważnym kandydatem do awansu przez pierwszą część toczonego w szybkim tempie spotkania widać nie było. Gospodarze nieoczekiwanie zaskoczyli przyjemnych odważnymi atakami. Jeden z takich wypadów już na początku przyniósł Koniczynce rzut karny, którego na gola zamienił wracający po dłuższej przerwie do składu Michał Fąfara. Podrażnieni goście próbowali doprowadzić do wyrównania, ale ich strzały albo były niecelne albo dobrze spisywał się między słupkami Patryk Turek. Jadachy swój cel przed przerwą osiągnęły po tym, jak poważny błąd w kryciu popełnili zawodnicy z Ocic.

W drugiej połowie działy się już rzeczy trudne do wytłumaczenia. Koniczynka, która dotrzymywała piłkarskiego kroku przyjezdnym dała wbić sobie gola z rzutu wolnego. Uderzenie na dwa razy najpierw odbiło się od muru, a później przełamało ręce nieco zasłoniętego Turka. Szansą na wyrównanie i pierwsze punkty w nowym sezonie dla zespołu z Ocic wydawała się być czerwona kartka dla Marcina Tomczyka. Paradoksalnie jednak pomogła ona gościom. Jadachy w dosłownie kilka minut załatwiły sprawę. Samobójczy gol Mariusza Łukawskiego był tylko symbolicznym obrazkiem porażki i ruin, jakie zostały w niedzielę z twierdzy w Ocicach. Niezdobytej od blisko 15 miesięcy.

W Ocicach póki co brakuje nie tylko ławki, ale przede wszystkim mocnego bodźca w postaci pierwszego punktu. Pierwsza ligowa zdobycz w A klasie z pewnością pozwoli Koniczynce na nowo uwierzyć w możliwości, które bez wątpienia drzemią w tym zespole. Piłkarskie odrodzenie, tak jak po przegranych barażach musi zadziałać w kolejnych ligowych spotkaniach. Podopiecznych Mariusza Łukawskiego w najbliższych tygodniach czekają pojedynki w Stanach i z Rzeczycą Długą, czyli rywalami, którzy wydają się być teoretycznie nieco słabsi niż Ci z Majdanu Królewskiego i Jadachów. O dwóch pierwszych potyczkach na starcie Koniczynka powinna jak najszybciej zapomnieć.

01:38, dante1002
Link Dodaj komentarz »
środa, 12 sierpnia 2015

 Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Takiego początku sezonu w wykonaniu piłkarzy Siarki Tarnobrzeg niewielu się spodziewało. Można było oczywiście oczekiwać walki i zaangażowania, ale 4 punkty zdobyte w dwóch pierwszych spotkaniach nowego sezonu są sporym zaskoczeniem. Szczególnie w czasach, jakich przyszło żyć II ligowej drużynie. Tarnobrzeski zespół wreszcie zaczął przypominać prawdziwy zespół, którego grę chce się oglądać. Kręta i długa droga, jaką przebył Gąsior wraz z Siarką przez ostatnie miesiące nie poszła na marne. Kierunek, który został obrany na razie wydaje się być na razie właściwy.

Po wielkim rozczarowaniu zawsze przychodzi czas rozliczeń. W Siarce tego lata byliśmy świadkami prawdziwej rewolucji. Jeszcze kilka tygodni temu nie do końca było wiadome, czy Siarka Tarnobrzeg przystąpi do II ligowych rozgrywek. Nie wiadomo było również, ilu zawodników znajdzie się kadrze zespołu. Każdy kolejny dzień tylko wydłużał listę nazwisk graczy, którzy musieli bądź też zdecydowali się odejść z drużyny. Klubowe otoczenie postanowił zmienić między innymi Artur Melon, który w przeciągu dwóch sezonów w Tarnobrzegu stał się jednym z najlepszych bramkarzy Siarki w ostatnich latach. Wypożyczony do Jarosławia został również Mariusz Kukiełka. Odważne posunięcie Gąsiora wzięło się głównie z koncepcji budowy zespołu. Siarka w zbliżającym się wielkimi krokami sezonie 2015/2016 miała zostać oparta przede wszystkim na młodych i ambitnych zawodnikach.

Początkowe, przedsezonowe manewry Włodzimierza Gąsiora nie do końca przyniosły oczekiwany efekt. Siarka co prawda kilka sparingowych spotkań wygrała, ale na tydzień przed ligą poważnie oblała dwa egzaminy. Najpierw ten sparingowy w Mielcu, a później  pucharowy z I ligową Chojniczanką. Pucharowa porażka Siarki w rozmiarach 1-4 była przede wszystkim sumą błędów indywidualnych, jakie popełnili zawodnicy tarnobrzeskiego zespołu w pierwszej połowie. Nieporadność Przewoźnika i Walencika. Niepewność Pawlusa. Nieskuteczność Martusia. Wszystkie te czynniki wykorzystali goście, którzy praktycznie każdą swoją akcje w pierwszej połowie zamienili na gola.

Niepokój mieszający się z niepewnością towarzyszył tarnobrzeskiej Siarce aż do inauguracyjnego spotkania z Puszczą. W Niepołomicach na boisku działy się rzeczy, których chyba nikt się nie spodziewał. Goście z Tarnobrzega kompletnie rozbili rywali. Gole Martusia oraz wychowanków Stępnia i Mandzelowskiego w pierwszej połowie sprawiły, że nikt i nic nie mógł tego dnia odebrać zwycięstwa drużynie Włodzimierza Gąsiora. Cieszyć mógł nie tylko wynik, ale i gra. Zdominowana Puszcza nie była w stanie zagrozić Siarce.

O tym, że inauguracyjna wygrana w Niepołomicach nie była dziełem przypadku przekonać mogliśmy się w sobotnie popołudnie. Tropikalny upał nie przeszkodził Siarce i Zniczowi z Pruszkowa w rozegraniu meczu, który stał na bardzo dobrym poziomie. Siarka imponująco prezentowała się zwłaszcza przy wyprowadzaniu piłki z własnej połowy. Gra na jeden kontakt, spora ilość strzałów i sytuacji. Do tego wszystkiego polot i wielka ambicja. Tego w Tarnobrzegu nie grali od czasów pamiętnych derbów ze Stalą Stalowa Wola. Ostatecznie oba zespoły podzieliły się punktami. Remis w Tarnobrzegu odebrany został z pokorą. Lekki niedosyt dało się wyczuć jedynie w momencie, gdy Siarka dość szybko i głupio straciła gola, na którego mozolnie pracowała przez niemal 75 minut meczu.

Autorski projekt Włodzimierza Gąsiora oparty na młodych zawodnikach zaskakująco wypalił w pierwszych dwóch spotkaniach nowego sezonu. Świetny początek sezonu w wykonaniu Siarki daje podstawy do optymizmu na dalszą część sezonu. W Tarnobrzegu jednak trzeba zachować spokój i zimną głowę. Realnym zagrożeniem Siarki w dalszej części sezonu bez wątpienia może okazać się krótka ławka rezerwowych. Na razie jednak wszyscy zgodnie żyją chwilą. Oby podobnie było również w niedzielny wieczór, kiedy nowy zespół Siarki czekać będzie pierwsza poważna próba charakteru. Wielkie Derby Podkarpacia ze Stalową Wolą to zdecydowanie najważniejszy mecz tej rundy dla kibiców tarnobrzeskiego zespołu.

01:38, dante1002
Link Dodaj komentarz »