O tarnobrzeskiej piłce, o koszykówce, a przede wszystkim tarnobrzeskim sporcie...
RSS
piątek, 31 października 2014

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec 

Na tą chwilę siatkarscy kibice w Tarnobrzegu musieli czekać wiele lat. Mająca niezwykle piękne i bogate tradycje dyscyplina odradza się na nowo za sprawą tarnobrzeskich siatkarzy. W niedziele przedpołudnie wyjątkowe spotkanie rozpoczęło nowy rozdział na kartach historii tarnobrzeskiej siatkówki. Po blisko 37 latach siatkówka w wydaniu męskim wróciła do Tarnobrzega pod herbem i nazwą Siarki Tarnobrzeg.Na tą chwilę siatkarscy kibice w Tarnobrzegu musieli czekać wiele lat. Mająca niezwykle piękne i bogate tradycje dyscyplina odradza się na nowo za sprawą tarnobrzeskich siatkarzy. W niedziele przedpołudnie wyjątkowe spotkanie rozpoczęło nowy rozdział na kartach historii tarnobrzeskiej siatkówki. Po blisko 37 latach siatkówka w wydaniu męskim wróciła do Tarnobrzega pod herbem i nazwą Siarki Tarnobrzeg.

Historyczny, pierwszy punkt pod 37 latach na tarnobrzeskiej ziemi zdobył Tomasz Fałdowski – entuzjastyczna reakcja spikera po udanym kiwnięciu rozgrywającego Siarki wprowadziła licznie zgromadzoną publiczność w zupełnie nowy epizod tarnobrzeskiej piłki siatkowej. Przez ostatnie lata żadne spotkanie czy to siatkarek w II lidze czy choćby Bartoszy w III nie cieszyło się tak ogromnym zainteresowaniem. Skromna trybuna w hali ZSP nr. 1 wypełniła się po brzegi jeszcze przed rozpoczęciem spotkania. Niedzielna frekwencja była swoistą nagrodą dla zespołu, ale też dowodem tego, że w Tarnobrzegu przez ostatnie lata doskwierał siatkarski głód.

Siatkarskie pragnienie wreszcie staje się być zaspokajane i to w sposób wyjątkowy. Wszystko za sprawą herbu i nazwy, która zobowiązuje i dodatkowo motywuje zawodników, którzy w większości są mieszkańcami Tarnobrzega. Widać w nich ogromną wiarę i chęć w tym co robią, a przy tym drzemiący potencjał na którego spożytkowanie potrzeba jeszcze trochę czasu. Mimo to efekty na boiskach IV ligi jak na razie są bardzo zadowalające. Trzy spotkania, trzy zwycięstwa i pozycja lidera od początku rozgrywek, której Siarka miejmy nadzieję nie odda już nikomu.

Dwie pierwsze, wyjazdowe wygrane w Czudcu i Mielcu (jedyny stracony set) sprawiły, że Siarka na pozostałe sześć drużyn mogła patrzyć w góry. Na samym końcu stawki plasował się zespól z Kolbuszowej dla którego każdy wygrany set w Tarnobrzegu byłby już jakimś osiągnięciem. Goście swoją grę starali opierać się na jednym zawodniku, ale pozbawieni dobrego przyjęcia i poprawnego rozegrania nie za wiele mogli zrobić. Siarka dzięki dobrej zagrywce, szczególnie Radosława Kruka oraz kilku udanym atakom Piotra Sudola i Karola Szczepanika w pierwszych dwóch setach nie pozostawiła rywalom większych złudzeń.

Pierwsze dwie partie większych emocji nie dostarczyły. Siarka wygrała do 18 i do 16 oddając kilka punktów rywalom po własnych błędach. W głównej mierze to właśnie błędy były elementem przeważającym w pierwszych dwóch partiach. Znacząco więcej było ich rzecz jasna po stronie gości. Brakowało twardej, męskiej gry z jednej strony na drugą. Im dłużej jednak trwało to spotkanie tym bardziej składniej zaczynały wyglądać akcje z obu stron. W trzeciej partii emocji było najwięcej, bo rywale z Kolbuszowej dość nieoczekiwanie wyszli od początku na prowadzenie, które systematycznie powiększali. Trzeba jednak przyznać, że wydatni udział mieli w tym gospodarze, który sprezentowali kilka punktów rywalowi. Siarka przez moment stanęła w miejscu, a MKS Kolbuszowa w pewnym momencie prowadziła już 23-17. Goście mieli 4 piłki na skończenie seta, ale żadnej z tych piłek nie byli w stanie wykorzystać. Dwa efektowne bloki i atak grającego trenera Karola Szczepanika dał Siarce wygraną bez straty seta, a kibicom wielką ulgę i jednocześnie radość z historycznego zwycięstwa na tarnobrzeskiej ziemi.

Jeśli za nieco ponad tydzień (9.11) w Łańcucie wszystko pójdzie zgodnie z planem i tarnobrzescy siatkarze ustrzegą się zastojów w swojej grze kolejny komplet punktów powinien powędrować na ich konto. Jednego, czego możemy być już dzisiaj pewni to fakt, że 16 listopada w Tarnobrzegu dojdzie do starcia lidera z wiceliderem. Mecz na szczycie IV ligi gr. 1 z całą pewnością przełoży się na jeszcze większą publiczność, która tym razem zasiądzie już na hali MOSiR. Pewni też możemy być, że siatkarskich emocji będzie jeszcze więcej niż niedzielne spotkanie, które przeszło już do historii. Niech ta historia trwa dalej i się nie kończy, bo to miasto potrzebuje poważnej siatkówki, a nie tylko amatorskich rozgrywek TALPS, które stały się siatkarską kolebką w Tarnobrzegu.

Nowa siatkarska jakość w Tarnobrzegu to wielka zasługa nie tylko samych młodych zawodników, ale przede wszystkim trenera, który po przeprowadzce z Krakowa do Tarnobrzega był mocno zdziwiony faktem, że w tym mieście nie ma siatkówki. To dzięki jego zaangażowaniu i pomocy połączonej z bagażem siatkarskich doświadczeń  Sebastiana Nowaka udało się stworzyć coś, co wreszcie odrodziło męską siatkówkę w Tarnobrzegu. Te narodziny i pozytywne zainteresowanie mogą w przyszłości przekuć się na jeszcze większy sukces i skok, który sprawi, że siatkówką zacznie interesować się jeszcze szersza grupa młodzieży. Ten czas to idealny moment aby zdmuchnąć kurz pięknych, siatkarskich wspomnień lat 80 i na nowo zacząć budować siłę tarnobrzeskiej piłki siatkowej. Podstawy i możliwości jak widać są i to wcale nie małe.

00:24, dante1002
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 października 2014

 Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

W minioną niedzielę dobiegła końca runda jesienna w A klasie. Nagły przewrót na szczycie tabeli spowodowany wygraną Jadachów z dotychczasowym liderem ze Stalów stawił, że na półmetku sezonu rezerwy Siarki na wszystkich patrzą z góry. Niektórym pewnie to wyda się już dzisiaj szalone i kontrowersyjne, ale taki stan rzeczy utrzyma się do końca sezonu. Drugi zespół Siarki Tarnobrzeg zaczął spełniać swoją rolę nie tylko w ogrywaniu juniorów na dorosłym, seniorskim poziomie , ale przede wszystkim w dążeniu do wyznaczonego od początku kierunku, jakim jest awans do wyższej klasy rozgrywkowej. Za kilka miesięcy ten cel wreszcie się spełni.

Nie ma w tym żadnej przesadności, bo z całym szacunkiem dla pozostałych drużyn to Siarka w tej lidze jest ponad wszystkimi pod każdym względem. Wyszkolenie techniczne młodych zawodników, ale przede wszystkim możliwość korzystania z gry piłkarzy II ligowej drużyny. To właśnie ten przywilej sprawia, że dla tarnobrzeskiego zespołu obowiązkiem jest awans do klasy okręgowej. O tym właśnie obowiązku w ostatnim czasie trochę chyba zapominało. Teraz jednak uległo to znaczącej poprawie.

Punktem zwrotnym w rundzie jesiennej dla rezerw Siarki Tarnobrzeg była przegrana na własnym boisku z Sanem Kłyżów, który jeszcze nie tak dawno występował na boiskach okręgówki. Smutna porażka 1-3, a przede wszystkim totalnie niezrozumiały brak wsparcia z pierwszej drużyny wywołał szerszą dyskusję nad priorytetami drugiej drużyny w tym sezonie. Cel, który od początku istnienia rezerw wydawał się określony. Nie do końca jednak chyba był jasny dla trenera piłkarzy II ligowej drużyny, jak i całego klubowego otoczenia ludzi odpowiadających za kształt i funkcjonowanie klubu.

Poruszenie niezwykle istotnego tematu w wywiadzie, którego Miejskiej Telewizji Tarnobrzeg udzielił Ryszard Kuźma spowodowało naglą zmianę w funkcjonowaniu drugiej drużyny. Rezerwy Siarki swoim kształtem i nazwiskami zaczęły bardziej przypominać II ligowy zespół niż A klasową drużynę, która do niedawna gubiła punkty na własnym boisku. Przez ostatnie trzy mecze rundy jesiennej w drugim zespole Siarki na boisku przebywało od 8 do nawet 10 graczy z pierwszej drużyny. Tak solidnego wsparcia rezerwy nie miały jeszcze nigdy. Ta nagła zmiana od razu przyniosła wymierne efekty na zakończenie rundy jesiennej. 

Po zupełnie innym, poprzednim sezonie rezerw Siarki nie traktuje się już po macoszemu. Wreszcie po pewnym czasie w strukturach klubu chyba zrozumiano o co w tym wszystkim chodzi i nareszcie komuś zaczęło zależeć na awansie. Wreszcie też nie ma jakiegoś wybrzydzania, że A klasa dla II ligowych piłkarzy jest złem koniecznym. Klub Sportowy Siarka akurat dla samych zawodników pełni funkcję pracodawcy do którego ustalonych poleceń zwyczajnie trzeba się dostosować. Nie ma znaczenia czy jest to czwartek po południu czy niedzielny poranek, w końcu za tą pracę piłkarze otrzymują comiesięczne wynagrodzenie.

Najważniejszy w tym wszystkim jest jednak kierunek i cel przyświecający drugiej drużynie. Cel wydaje się być już dziś sumiennie realizowany. Jeśli zespół prowadzony przez Macieja Wojnara wiosną dalej będzie otrzymywał porównywalne wsparcie to już dzisiaj możemy być pewni, że w kolejnym sezonie rezerwy grać będą w klasie okręgowej z nieco lepszymi rywalami niż dotychczas. Okręgówka to zupełnie inny, piłkarski wymiar niż rozgrywki A klasy, które w tym sezonie są zwyczajnie słabsze niż rok temu. Wówczas w lidze występowały zespoły, które dzisiaj w klasie okręgowej z powodzeniem sobie radzą.

Swojego zadowolenia po ostatnich spotkaniach nie kryje również Maciej Wojnar. Trener drugiego zespołu w istotny sposób dostrzega pozytyw, jakim jest bezcenne, boiskowe doświadczenie niemożliwe do zdobycia na treningu. To właśnie dzięki grze z takimi zawodnikami jak Truszkowski czy Figiel juniorzy starsi i młodsi uczą się czegoś więcej. Dodatnia piłkarska wartość może tylko i wyłącznie procentować w przyszłości, a ta póki co w Tarnobrzegu rysuje się w całkiem jasnych barwach.

Dzięki wydatniej pomocy II ligowców Wojnar ma pewien komfort pracy, którego w poprzednim sezonie był pozbawiony. Dzisiaj szkoleniowiec drugiej drużyny, jak i również juniorów starszych Siarki może koncentrować się przede wszystkim na sezonie w wykonaniu juniorów starszych. Juniorskie rozgrywki od dłuższego czasu dostarczają nam, kibicom coraz to większych powodów do radości. To wręcz idealny moment aby zacząć mówić o tym głośno. W Tarnobrzegu wreszcie doczekaliśmy się juniorskiej drużyny, która w tym sezonie ma ogromne szanse osiągnąć coś spektakularnego.

Cel, jakim jest Centralna Liga Juniorów będąca ostatnim przetarciem przed seniorką piłką przyświeca juniorom Siarki Tarnobrzeg już od pewnego czasu. Przez krętą i niełatwą drogę do punktu docelowego juniorzy starsi jesienią przejechali praktycznie bez żadnych zahamowań. 9 zwycięstw, w tym to najistotniejsze z Resovią oraz 2 remisy pozwoliły Siarce zadomowić się w fotelu lidera rozgrywek. Młodzieżowa piłka w Tarnobrzegu już dawno nie miała tak dobrych rezultatów jak teraz. Być może to dopiero wstęp do jeszcze lepszej, piłkarskiej rzeczywistości w tym mieście. Aby tak się stało juniorzy starsi wiosna będą musieli w umiejętny sposób odpierać ataki czającej się tuż za plecami Resovii, która do Siarki traci punkt.

Jedno jest pewne - dzisiaj jako kibice jesteśmy pewni, że wszystko w obu tych zespołach  idzie w dobrym kierunku, ku lepszemu. Rezerwy wiosną niczego nie muszą zmieniać. Jeśli wsparcie z II ligowej Siarki będzie niezmiernie duże możemy już teraz być spokojni i pewni, że kolejny rezerwy Siarki spędzą już mierząc się z lepszymi zespołami jak choćby Tłoki Gorzyce czy Sokół Sokolniki. Korzyść wiosną rzecz jasna również może być obopólna, bo juniorzy starsi swoją uwagę i siły będą mogli koncentrować na swoich rozgrywkach. Sukces w lidze juniorów starszych w tym sezonie może stać się prawdziwym oknem wystawowym dla klubu Siarka, a dla samych młodych zawodników spełnieniem pierwszych, piłkarskich marzeń. Niech ta wiosna będzie nasza. 

00:58, dante1002
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 października 2014

 Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Zaledwie tylko raz w tym sezonie piłkarze Siarki Tarnobrzeg pokonali swoich rywali różnicą dwóch bramek. Wygrana jeszcze pod wodzą Tomasza Tułacza z Górnikiem Wałbrzych była przede wszystkim efektem słabości rywala, który w lidze do tej pory zdołał wygrać jedno spotkanie. Pozostałe mecze w wykonaniu Siarki jeśli były zwycięskie to tylko i wyłącznie różnicą jednej bramki. Nie inaczej było również w minioną sobotę, gdy podopieczni Ryszarda Kuźmy w bardzo szczęśliwych okolicznościach wywalczyli cenny komplet punktów ogrywając Okocimskiego Brzesko. 

W ligowej piłce ważne jest oczywiście bronienie i atakowanie, rozgrywanie piłki czy też dążenie do strzelania goli jak i również kunktatorstwo. Najważniejsza jest jednak skuteczność, zdobywanie punktów i końcowy wynik. To właśnie on wpływa na nasze ostateczne wrażenie. Tarnobrzeski zespół mimo, że nie porywa swoją grą tak jak w poprzednim sezonie to od pewnego czasu nie traci bramek i co ważniejsze nie gubi również punktów. Odkąd zespół objął Ryszard Kuźma Siarka przegrała tylko jedno spotkanie (pechowa porażka w Sosnowcu). W pozostałych meczach drużyna z Tarnobrzega wygrywała lub remisowała. Bilans obecnego trenera Siarki to 4 zwycięstwa, 3 remisy i 1 porażka. Siarkowcy mało strzelają i jeszcze mniej tracą. Najważniejsze jednak w tym wszystkim są punkty, a te jak na razie dają miejsce w strefie, która dla działaczy klubu jak i kibiców jest punktem docelowym tego sezonu.

Sobotnie zwycięstwo z Okocimskim Brzesko idealnie wkomponowuje się w klimat tego sezonu. Skromna i niezwykle szczęśliwa wygrana Siarki była efektem dwóch katastrofalnych błędów gości. Złe dośrodkowanie z narożnika boiska wprowadziło w wielkie zakłopotanie zawodnika gości, który postanowił dać kolejną szansę Frankiewiczowi. Kapitan Siarki wziął poprawkę i dokładnie dorzucił piłkę w pole karne. Tam w ogromnym zamieszaniu piłka niefortunnie trafiła na głowę obrońcy z Brzeska, który instynktownie posłał ją do własnej bramki. Szczęście jednak nie było jedynym czynnikiem, który decydował o zwycięstwie Siarki. Nie bez znaczenia dla przebiegu spotkania okazała się czerwona kartka dla Marcina Stefanika od której klub zresztą w tym tygodniu będzie się odwoływał. Wykluczenie zawodnika Siarki ośmieliło gości na tyle, że gospodarze mogli skupić się na grze z kontry. Jedna z takich kontr dała Siarce rzut różny po którym padł decydujący dla losów meczu gol. 

Stadion przy AN2 w tym sezonie trzeba przyznać ma szczęście do kuriozalnych bramek. Wszyscy doskonale pamiętamy w jaki sposób bramkarz Nadwiślana Góra sprezentował nam komplet punktów. Cenna wygrana sprawiła, że Siarka do liderującej dwójki traci już tylko jeden punkt. Trzeba jednak pamiętać, iż różnice pomiędzy 4 i 10 miejscem można zniwelować w dwie kolejki. Tarnobrzeski zespół mimo, że nie rozpieszcza i nie rozgrzewa kibiców swoją grą potrafi zdobywać niezwykle cenne punkty. Realizacja punktowych założeń Ryszardowi Kuźmie wychodzi nie najgorzej. Mimo niełatwych początków decyzja o zmianie trenera broni się sama poprzez wyniki. Czy była to jednak decyzja trafiona przekonamy się za kilka miesięcy. Dzisiaj na pewno oceny i prognozy większego sensu nie mają, bo piłkarską prawdę poznamy dopiero wiosną.

Już dzisiaj jednak kluczem do sukcesu wiosną wydaje się być zimowa przerwa. To właśnie wtedy Kuźma będzie miał większy komfort pracy i czas aby umiejętnie przygotować swój zespół do walki w rundzie wiosennej. Będzie mógł również nieco skorygować nie do końca dobrze zbilansowany zespół. Najważniejsze jednak będzie nieprzecenienie możliwości fizycznych zespołu w tym najgorszym okresie dla piłkarzy. Tomasz Tułacz niestety za taki błąd zapłacił srogą cenę w postaci kontuzji i późniejszym brakiem awansu, który wydawał się być na wyciągnięcie ręki. Zimą liczę więc na mądrość i doświadczenie Kuźmy, które również będzie odgrywało niezwykle ważną rolę.

Zanim jednak piłkarze zaczną ładować akumulatory dokończyć muszą piłkarską jesień, która jeśli aura pozwoli potrwa jeszcze dłużej niż poprzednia. Siarkę w okresie listopada czeka pięć niezwykle ważnych pojedynków, z czego większość na wyjazdach. Pierwszy z tej serii gier tarnobrzeski zespół rozegra na drugim końcu Polski w Starogardzie Szczecińskim z Błękitnymi. Najbliższy rywal Siarki w dwóch ostatnich meczach wywalczył zaledwie 1 punkt. Podrażnieni tą niemocą gospodarze w niedzielę z pewnością zrobią wszystko aby zwyciężyć na swoim obiekcie, który po raz ostatni został zdobyty w sierpniu. Od tamtej pory ze Starogardu nikomu nie udało się wywieźć kompletu punktów. Na dodatek Błękitni w przypadku zwycięstwa mają szansę przeskoczyć tarnobrzeski zespól w ligowej tabeli. Wszystkie te fakty czynią gospodarzy faworytem.

Rekonwalescenci, którzy powoli wracają do składu oraz przede wszystkim solidna, dobra gra w ostatnich meczach wyjazdowych dają powody do umiarkowanego optymizmu przed najdalszym wyjazdem Siarki w tej rundzie. Patrząc jednak na realia każda zdobycz punktowa przywieziona z tak odległego terenu będzie sporym sukcesem tarnobrzeskiego zespołu, który chyba jeszcze nie gra na 100% swoich możliwości. Nie mielibyśmy chyba nic przeciwko aby to maksimum osiągnięte zostało właśnie w rundzie wiosennej.

15:02, dante1002
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 października 2014

 Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Przed rozpoczęciem sezonu zadawaliśmy sobie pytanie czy może być gorzej niż w poprzednim sezonie, gdy zespół Jeziora zajął przed ostatnie miejsce w lidze. Po niecałym miesiącu rozgrywek śmiało można stwierdzić, że będzie gorzej. Potwierdzeniem są wyniki osiągane w spotkaniach z zespołami z którymi teoretycznie zespół Zbigniewa Pyszniaka miał walczyć o 13-14 miejsce w lidze. Póki co jednak również i taki cel wydaje się być mało realny już na samym starcie rozgrywek.

Pierwsze trzy kolejki nowego sezonu w TBL potwierdziły tylko tezę, że Jezioro Tarnobrzeg będzie najsłabszym zespołem ligi. Drużyna Zbigniewa Pyszniaka w żadnym z tych pierwszych trzech spotkań nawet nie zbliżyła się do zwycięstwa. W sobotni wieczór Jeziorowcy na własnym parkiecie stanęli przed jedną z ostatnich szans na jakiekolwiek zwycięstwo w pierwszej rundzie, a może i nawet w całym sezonie.  Jak się okazało również tej okazji nie byli w stanie wykorzystać.

Polpharma Starogard Gdański, Start Lublin i MKS Dąbrowa Górnicza – czy można było sobie wymarzyć łatwiejszy zestaw rywali już na starcie? Chyba nie. W Starogardzie długo ważyły się losy przystąpienia do rozgrywek. A gdy już okazało się, że Polpharma zagra w błyskawicznym tempie naprędce skonstruowano zespół. Drużyny z Lublina i Dąbrowy zaś w Tarnobrzegu kojarzone są bardziej z rozgrywek I ligi niż TBL, gdzie występują w tym sezonie w rolach absolutnych beniaminków.

Wszystkie trzy zespoły już na początku okazały się zbyt mocne dla Jeziorowców. Najpierw porażka na starcie z Polpharmą, a potem przegrane ze Startem w Lublinie i na własnym parkiecie z Dąbrową, która  właściwie była już ostatnim zespołem w lidze z którym można było pokusić się o wygraną. Niestety i to zadanie okazało się zbyt trudne do realizacji dla Pyszniaka i jego podopiecznych. Znacznie łatwiejsze w tym sezonie będzie pobijanie rekordów nie tylko w ilości porażek, ale i również straconych punktów. 110 straconych punktów pokazuje, że gra obronna jak była tak dalej jest pojęciem obcym pod tarnobrzeskim koszem.

Oprócz pojedynków z wymienionymi zespołami Jezioro Tarnobrzeg na własnym parkiecie mierzyło się również z aktualnymi mistrzem Polski. Jedna z najlepszych drużyn w kraju przyjechała do najsłabszej wiec mistrz Polski ze Zgorzelca mógł być przekonany o swoim zwycięstwie już po pierwszej kwarcie. Ostatecznie skończyło się na 119 punktów straconych. Gospodarze radość mogli czerpać jedynie z 83 punktów rzuconych uczestnikowi Euroligi. Pocieszenie trzeba przyznać dość marne. Jeszcze marniej to wygląda, gdy spojrzy się na tabelę. Jezioro jest na dnie i z tego dna już raczej się nie odbije. Może będzie próbowało, ale sztuka wydaje się być niemożliwa. W tej rundzie na pewno. Za chwilę Śląsk, potem Koszalin i Stelmet – prawdziwy koszykarski top w Polsce.  Bukmacherzy już dzisiaj nie wystawiają kursów na wygrane przeciwników Jeziora, bo to zwyczajnie nie ma sensu.

Jeszcze przed rozpoczęciem sezonu Zbigniew Pyszniak zapowiadał zmiany. Amerykańska opcja z 3-4 zawodnikami w grę nie wchodziła, ale tylko do czasu. Im bardziej zbliżał się sezon tym większa liczba Amerykanów pojawiała się w zespole. Dzisiaj to właśnie Johnson czy Williams zdobywają najwięcej punktów dla zespołu z Tarnobrzega. Patrząc przez pryzmat wyników, trudno sobie to wyobrazić, gdyby mogło ich zabraknąć w drużynie.

Największym pozytywem tego sezonu mieli być wychowankowie. Niestety do tej pory żaden z tej czwórki nie otrzymał szansy na grę. Trudno jednak liczyć aby uległo to zmianie skoro jeszcze kilka tygodni temu, przed rozpoczęciem rozgrywek w Memoriale im. Kazimierza Wacławczyka ani Rycerz ani tym bardziej Wolski nie powąchali nawet parkietu. I to co ciekawsze w sytuacji, gdy Jezioro przegrywało z Rosą różnicą 30 punktów. Niewielkie szanse na grę ma również sprowadzony do Tarnobrzega Dawid Morawiec. Młodzieżowy reprezentant kraju do końca życia będzie żałował swojej decyzji o zdecydowaniu się na grę w Tarnobrzegu. Zbigniew Pyszniak pytany na sobotniej, pomeczowej konferencji prasowej o brak Morawca na parkiecie odpowiedział bez ogródek – Dawid Morawiec robi na treningach tak ewidentne błędy, że po prostu boję się go wpuszczać. Morał z tego taki, że młodzieżowy reprezentant Polski do Tarnobrzega trafił w celach czysto treningowych, bo jak sam trener przyznaje w 5 ćwiczyć na treningach się nie da. 

Morawiec jest pierwszą ofiarą chorego systemu do którego Pyszniak zdążył już wszystkich przyzwyczaić. Wina zawsze leżała, leży i będzie leżeć po stronie zawodników. W poprzednim sezonie to właśnie zawodnicy okazali się kompletnie nieprofesjonalni. Do tego stopnia, że nie mieli większych problemów aby znaleźć sobie nowych pracodawców w Grecji czy Italii. W klubie nie widać  już wieloletnich asystentów - posłusznego i opanowanego do granic możliwości Arka Papki z którym Pyszniak miał rzekomo bez żadnych podziałów na I i II trenera prowadzić zespół oraz Michała Stępnia, który już dwa sezony temu dawał wyraźnie odczuć swoje niezadowolenie z warunków pracy, jakie panują w tym klubie. Specyficzny klimat pracy w Tarnobrzegu do tej pory jak widać niestety nikomu nie sprzyjał. Oczywiście poza ludźmi z biznesowego układu (niezmiennymi od czasów I ligi) oraz jedną z najwierniejszych rodzin koszykarskich w tym kraju, która niestrudzenie na każdym meczu uderza w bęben.

Każdy popełnia błędy, ale tylko głupi je powtarza. Nowy-stary trener oczywiście może myśleć, próbować, przestawiać, konfigurować, ale nie stworzy niczego konstruktywnego. Nie dlatego, że nie ma o tym pojęcia, a dlatego, że całkowicie oderwał się od rzeczywistości i zatracił się we własnej świadomości o nieomylności. I tak jest od kilku sezonów, gdy do Tarnobrzega zawitała ekstraklasa, a miasto zaczęło rozpieszczać Zbigniewa Pyszniaka publicznymi pieniędzmi. Finansowe wsparcie i poczucie spełnionego założenia zawodowego, jakim od lat była ekstraklasa sprawiły, że Pyszniak stał się osobą narcystyczną.

Od dawna w Tarnobrzegu słychać sygnały bez echa o sensowność finansowego utrzymywania zespołu na poziomie ekstraklasy. Za chwilę pojawią się pewnie głosy o dymisji. Prawda jest jednak taka, że Zbigniew Pyszniak nie powinien zostać zwolniony. Zbigniew Pyszniak w ogóle nie powinien zostać zatrudniony na tym fundamentalnym dla zespołu stanowisku. Zarówno Marzec jak i Szczubiał gubili się w trakcie sezonu. Pyszniak zaś kompletnie nie wiedział, gdzie jest jeszcze przed rozpoczęciem. Co ciekawsze przedsezonowy cel o przeskoczeniu 3 drużyn od tyłu wydaje się być już teraz trudny do realizacji, a może i nawet niemożliwy.

Będziemy próbować tworzyć przynajmniej dobre wrażenie – tymi słowami swoją wypowiedz na temat meczu z Dąbrową zakończył Zbigniew Pyszniak. Dobrego wrażenia w przypadku tej drużyny chyba już nic nie jest w stanie zrobić. Na szacunek i uznanie kibiców nie pracuje się 2-3 kolejki, ale niekiedy wiele sezonów. Dzisiaj może wreszcie pora zdać sobie sprawę z tego, że jeśli w biznesie jakiś projekt nie działa i nie widać żadnych symptomów poprawy to się go zamyka aby nie brnąć w coś, co zwyczajnie nie ma prawa się udać. Najwyższa pora na radykalne kroki i działania, bo Jezioro niestety nie zwojuje nic.

Można by dalej dopisywać kolejne rozdziały niekończących się absurdów pod tarnobrzeskim koszem, a ta koszykarska degrengolada trwać będzie nadal dopóki sezon się nie skończy. Jedyny ratunek jest już tylko jeden – brak miejskiej dotacji na koszykówkę. W przeciwnym razie dalej będziemy skazani na następne niepowodzenia, kolejne druzgocące porażki i wytarte slogany o tym, że zawodnicy nie dają z siebie wszystkiego, zawodzą i po prostu niedorośli jeszcze do tego poziomu. Prawda jest zupełnie inna. To ten klub i ludzie, którzy nim zarządzają nie dorośli do tego poziomu rozgrywek. I to właśnie Ci ludzie doprowadzili do tego, że klub, który miał iść do przodu z sezonu na sezon cofa się w swoim rozwoju. Może czas już zakończyć kolejne etapy tej Pyszniakowej stagnacji, bezruchu i skupić się nad prawdziwym rozwojem tych, którzy są prawdziwą, koszykarską dumą tego miasta. Im akurat taka miejska dotacja z kasy na pewno się przyda i w żadnym wypadku nie będą to pieniądze  zmarnowane jak w przypadku Zbigniewa Pyszniaka i jego spółki. Czas wreszcie powiedzieć basta Pyszniak! 

14:20, dante1002
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 października 2014

Czterech liderów i jeden czarny koń, a miejsca tylko dwa. Tak w skrócie można przedstawić sytuację w B klasie na kolejkę przed zakończeniem rundy jesiennej. Czołówka ligi nie ma zamiaru zwalniać tempa. Wyścig po awans trwa w najlepsze i wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że wiosną będziemy świadkami niezwykle zaciętej walki o przepustki do A klasy. Kto wie, być może ostateczne losy będą rozstrzygały się w ostatnich kolejkach, jak przed trzema laty, gdy o awans rywalizowały zespoły Łęgu Stany i Wspólnoty Serbinów. Wówczas lepsza okazała się drużyna ze Stanów, która z powodzeniem radzi sobie w rozgrywkach A klasy. Dzisiaj na kolejkę przed końcem rundy jesiennej nie sposób wskazać zdecydowanego faworyta do awansu. Dużo łatwiej natomiast pokusić się o przypuszczenia, kto spędzi zimę w fotelu lidera rozgrywek.

Już dawno rywalizacja w B klasie nie była tak zażarta. Runda jesienna w tegorocznych rozgrywkach tak naprawdę jest tylko przedsmakiem tego, co czeka nas wiosną. Wśród głównych kandydatów nie brakuje tarnobrzeskich zespołów. Zarówno Koniczynka Ocice jak i Iskra Sobów radzą sobie całkiem nieźle. Obie drużyny w tym sezonie zanotowały tylko jedną porażkę. Zespół z Ocic na inaugurację sezonu dość nieoczekiwanie poległ w Zakrzowie, natomiast Iskra przegrała bezpośrednie spotkanie właśnie z Koniczynką. Przed ostatnią kolejką, która rozegra się w najbliższą niedzielę nieco wyżej w tabeli plasuje się drużyna Mariusza Łukawskiego, która zgromadziła o dwa punkty więcej niż Iskra. Koniczynka, która bez skutecznie od dwóch sezonów dobija się do drzwi A klasy poza wpadką w Zakrzowie w tym sezonie gra bardzo regularnie. Wygrała 9 ligowych spotkań, a jedyne straty punktowe jakie poniosła miały miejsce w spotkaniach z Krzątką i Żabnem.

Zespół z Ocic bez zarzutów spisuje się na obcych boiskach, gdzie zanotował kilka bardzo istotnych zwycięstw. Ostatnia ligowa wygrana miała miejsce w Żupawie z rewelacją ten rundy, a może i nawet całego sezonu. Koniczynka po kwadransie prowadziła 2-0, ale gospodarze jeszcze przed przerwą zniwelowali straty i doprowadzili do wyrównania. Remis jednak nie urządzał żadnej ze stron, dlatego po przerwie oba zespoły postanowiły zagrać o pełną pulę. Druga część należała do przyjezdnych, ale Żupawę z opresji ratował bramkarz Łukasz Dul. W 77 minucie był jednak zmuszony wyjąć piłkę z siatki. Odbity strzał z ostrego kąta Cebuli golkiper gospodarzy sparował wprost pod nogi nadbiegającego Marcina Ordona. Napastnik Koniczynki bez zastanowienia uderzył zdobywając niezwykle ważną bramkę na wagę 3 punktów, które mogą okazać się bardzo istotne w ostatecznych rozstrzygnięciach. 

Dobra postawa Koniczynki w wyjazdowych spotkaniach sprawia, że zespół z Ocic wiosną będzie jednym z faworytów do tak upragnionego awansu. Niezwykle ważny może okazać się terminarz, który powinien być po stronie tego zespołu. Koniczynka w spotkaniach z czołową szóstką ligi tylko raz wiosną wystąpi w delegacji (wyjazd do Knapów) Pozostałe cztery potyczki (Iskra, Żabno, Żupawa, Zakrzów) rozegra na własnym boisku. Ostatnim rywalem Koniczynek w tej rundzie będzie Wspólnota Serbinów, która cztery ostatnie ligowe pojedynki z zespołem z Ocic przegrała. Niedzielne, derbowe starcie będzie miało szczególny charakter dla Sylwestra Cebuli, który do niedawna był wiodącą postawią w ekipie z Serbinowa. Od drugiej kolejki tego sezonu lewnonożny pomocnik występuje w barwach Koniczynki dla której zdążył zdobyć już trzy bramki.

Regularnością na wyjazdach imponują również gracze Iskry Sobów, którzy z pewnością jak najszybciej chcieliby wrócić do A klasy. Iskra dość szybko otrząsnęła się z B klasowego szoku, chociaż początek rundy jesiennej miała z tym pewne problemy. Dwa remisy na początek spowodowały pewną punktową stratę do lidera, która wynosi cztery punkty. Później było już znacznie lepiej. Wyjazdowe wygrane w Krzątce, Komorowie czy Knapach sprawiły, że do Sobowa znowu wróciła wiara w końcowy sukces. Optymizm jeszcze bardziej wzrósł, gdy na jubileusz 30-lecia klubu Iskra na swoim wyremontowanym obiekcie ograła lidera rozgrywek z Żabna. Od tamtej pory jedną stratę punktową, jaką ponieśli gracze z Sobowa miała miejsce w spotkaniu z rewelacyjnie spisującą się Żupawą.

Humory w Sobowie dopisywały również po ostatniej kolejce. Iskra wybrała się na służące jej do niedawna boisko przy Zwierzyńcu aby zmierzyć się w derbowym starciu ze Wspólnota Serbinów. Mecz lepiej rozpoczęli goście, którzy mogli i powinni prowadzić po 20 minutach. Idealnej sytuacji sam na sam nie wykorzystał jednak Jaskot. Napastnik Iskry kilka chwil później zrehabilitował się za swoją pomyłkę wyprowadzając swój zespól na prowadzenie. Wynik mógł ulec zmianie jeszcze przed przerwą, gdyby arbiter dopatrzył się ewidentnego przewinienia w polu karnym na pomocniku Wspólnoty. Niewzruszony arbiter spotkania gwizdka użył dopiero wtedy, gdy pierwsza część spotkania dobiegła końca.

Podrażnieni gospodarze osłabieni brakiem czterech podstawowych zawodników drugą połowę rozpoczęli z animuszem. Kilka bramkowych sytuacji mogło i powinno zostać zamienione na bramkę. Niestety tego dnia zespól z Serbinowa raził nieskutecznością. Skuteczni do bólu w drugiej połowie okazali się gracze z Sobowa, którzy postanowili na kwadrans przed końcem dobić rywali. Najpierw przytomnością, ale i też sprytem z rzutu wolnego wykazał się Mariusz Stasiak, który posłał piłkę za kołnierz Kamila Garbosia. Młody golkiper Wspólnoty kompletnie się nie popisał w tej sytuacji. Trzecia i zarazem ostatnia bramka również padła po stałym fragmencie gry. Piłka po dośrodkowaniu rozgrywającego przeciętne zawody Marka Kulczyckiego spadła na głowę kompletnie niepilnowanego Gruszczyńskiego, który ustalił wynik spotkania.

Ligowa jesień w B klasie w wykonaniu tarnobrzeskich drużyn zakończona zostanie podwójnymi derbami. W Ocicach Koniczynka podejmie Wspólnotę, a w Sobowie miejscowa Iskra zmierzy się z Juniorem Zakrzów, który w ostatnim czasie zanotował zwyżkę formy. Trzy wygrane spotkania z rzędu sprawiły, że Junior ma ochotę ścigać ligową czołówkę. Aby tak się jednak stało w Sobowie nie może sobie pozwolić na stratę punktów. Kluczowy dla losów meczu może okazać się pojedynek w środku pola pomiędzy Markiem Kulczyckim i Wiesławem Sądelem.

Najlepszą drużyną na półmetku rozgrywek już w sobotę zostanie najprawdopodobniej LZS Żabno. Lidera B klasy, który ma przewagę 2 punktów nad Koniczynką czeka teoretycznie najłatwiejsze zadanie spośród całej czołówki ligi. Do Żabna przyjedzie skupiający się na ciułaniu punktów u siebie Płomień Chmielów, który do tej pory zwyciężał tylko ze słabszymi od siebie drużynami z Woli Barnowskiej i Cyganów. Trudno więc przypuszczać aby niepokonany u siebie lider nieoczekiwanie pogubił punkty z Płomieniem, który do tej pory przegrał wszystkie wyjazdowe spotkania.

LZS Żabno w rundzie jesiennej wygrał najwięcej, bo aż 10 z 12 spotkań. Zespół prowadzony przez Tomasza Krasonia w dodatku stracił najmniej goli spośród wszystkich zespołów B klasy.  Imponująca seria 8 zwycięstw z rzędu od początku sezonu przerwana została dopiero w Sobowie. Ekipa z Żabna w B klasie właśnie z Iskrą i Koniczynką (remis) straciła jedyne punkty w całej rundzie. W rundzie wiosennej jednak to właśnie niedawny spadkowicz będzie głównym pretendentem do awansu lub jak kto woli szybkiego powrotu na boiska A klasy.

W niedzielę dobiegnie końca piękna, złota piłkarska jesień z Żupawie. Mało kto chyba spodziewał się, że zespół z tak niewielkim, ligowym stażem będzie w stanie grać tak dobrze. Passa 10 spotkań bez porażki mówi sama za siebie. Rewelacyjne 5 miejsce dziełem przypadku na pewno nie jest, bo w Żupawie jest ciekawy, młody, ambitny zespół z niezwykle szeroką kadrą jak na tą klasę rozgrywkową. KS Żupawa wiosną pewnie niejednokrotnie potwierdzi swój charakter i potencjał. Zanim jednak to nastąpi rewelacja sezonu rundę jesienną zakończy z Knapach z tamtejszym Kolejarzem. Żupawa tej jesieni na obcych boiskach jeszcze nie przegrała. Co więcej na wyjazdach straciła do tej pory najmniej goli, bo tylko trzy. Potrzymanie tej korzystnej passy dla gości w niedzielę będzie z pewnością priorytetem.

Pojedynek Kolejarza Knapy z Żupawą jest najciekawiej zapowiadającym się spotkaniem ostatniej kolejki w tej rundzie. Gospodarze, którzy zanotowali imponujący start w tych rozgrywkach w ostatnim czasie grali dość nierówno. Kolejarz lepsze mecze przeplatał słabszymi, czego efektem były trzy porażki z bezpośrednimi konkurentami w walce o awans. Lekki niedosyt miejscowi będą z pewnością chcieli powetować sobie na koniec, a okazała wygrana przed tygodniem w Chmielowie ma im w tym pomóc. Jeśli Kolejarz myśli o awansie w niedzielę na stratę punktów pozwolić sobie nie może. W przeciwnym razie różnica do czołówki już teraz może okazać się zbyt duża do nadrobienia wiosną.

Po trudnym początku rundy jesiennej (spotkania z ligową czołówką) do gry wróciły Łęg Kopcie, które w ostatnim czasie notują jedną z lepszych serii w ostatnich latach. Osiem spotkań bez porażki w tym siedem zakończonych na własną korzyść sprawiły, że Łęg znalazł się w górnej części tabeli. Chcąc wiosną bić się o jak najlepszą pozycję siódmy zespół B klasy na zakończenie nie może sobie pozwolić na stratę punktów w Krzątce. Gospodarze niedzielnego pojedynku w tym sezonie rozczarowują. Ich 9 miejsce w lidze i ostatnie wyniki (czyt. trzy porażki z rzędu) stawiają gości w roli faworytów.

13:06, dante1002
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 października 2014

 Zdjęcie - Kamil Smykla

O ile na szczycie A klasowych rozgrywek sytuacja wydaje się być jasna i klarowna, o tyle w środku tabeli już nie do końca. Spory ścisk i niewielkie różnice punktowe mogą powodować, że środkowa strefa tabeli stale będzie stale ulegać zmianom. Wszystkie dotychczasowe zespoły człapiące w środku tabeli na pewno łączą pewne oczekiwania. Niektóre drużyny być może zbyt wysoko podniosły sobie poprzeczkę lub też ich możliwości zweryfikowała liga. Jedno co jest pewne to na pewno fakt, iż miejsca które zajmują na pewno nie są ich wymarzonymi. Dzisiaj wiec pora przyjrzeć się zespołom, które w A klasie grają nieco poniżej oczekiwań.

Pozycja w środku lub jak kto woli tuż nad strefą spadkową jest bez wątpienia dla klubu z Dąbrowicy sporym rozczarowaniem. Strzelec w tym sezonie patrząc przez pryzmat wyników to jedna z najdziwniejszych drużyn w lidze. Jednego tygodnia potrafią zagrać dobry mecz i bez problemów pokonać swojego rywala u siebie aby za tydzień z kolei wysoko przegrać z innym przeciwnikiem na wyjeździe. Tak też było po okazałym zwycięstwie 5-0 nad Ceramiką Hadykówka, gdy zespół z Dąbrowicy wybrał się do Wielowsi na kolejne spotkanie z niżej notowanym rywalem. Wynik tej konfrontacji był identyczny jak w meczu z beniaminkiem, ale na korzyść gospodarzy. Losy spotkania zostały przesądzone już w pierwszej połowie.

Niemal identyczny scenariusz w wykonaniu zespołu z Dąbrowicy miał miejsce na przełomie sierpnia i września. Teoretycznie ciężko zapowiadające się starcie z Sanem Kłyżów okazało się przysłowiową bułką z masłem. Strzelec po 45 minutach prowadził z Kłyżowem 4-1 i stało się jasne, że tego dnia trzy punkty padną łupem gospodarzy, którzy po przerwie strzelili jeszcze dwa gole. Ozdobą tamtego spotkania było trafienie Konrada Smykli, który z odległości 70 metrów zaskoczył bramkarza przyjezdnych. Drużynę z Kłyżowa tego dnia stać było jedynie na bramkę honorową autorstwa Dawida Mroczka.

Opromieniony efektowną wygraną Strzelec tydzień później udał się do Jadachów na derbowe spotkanie z miejscowym LZS-em. Mecz do 55 minuty układał się po myśli gości, którzy za sprawą gola Rafała Tworka prowadzili 1-0. Całkowity zwrot boiskowych wydarzeń miał miejsce 10 minut po rozpoczęciu drugiej połowy. To, co zrobił Maciej Barszczewicz już dzisiaj można uznać za największy bramkarski kiks tego sezonu. Nieatakowany na własnej połowie boiska postanowił dalekim wykopem zażegnać pozorne niebezpieczeństwo. Niestety zamiast wybicia w przód był wykop w tył. Barszczewicz piłki dogonić nie zdołał i po kuriozalnej bramce był remis. Na nieszczęście bramkarza jeden z widzów zarejestrował tą niefortunną interwencję, która od tamtej pory miała 26 tysięcy wyświetleń. Fatalny błąd gościom kompletnie odciął prąd, a zespołowi Jadachów dodał wiatru w żagle. Gospodarze w niedługim czasie zespołowi z Dąbrowicy wbili cztery gole po czym mogli świętować okazałe zwycięstwo w derbach, które na długo zostaną w pamięci obu zespołów.

Dla Strzelca 9 miejsce w ligowej tabeli to ogromne rozczarowanie. Po ostatnim, niezłym sezonie apetyty w klubie znacznie wzrosły. Niestety dotychczasowe wyniki optymizmem nie napawają, szczególnie gdy popatrzy się na wyjazdowe spotkania. Zespół z Dąbrowicy do tej pory jako jedyny zespół w lidze z delegacji nie przywiózł punktu. Największa liczba straconych goli również nie wystawia dobrego świadectwa linii obronnej, która w tym sezonie uległa znaczącym zmianom. Lekko odmłodzona defensywa dowodzona przez wspomnianego wyżej Konrada Smyklę ma nad czym pracować. Spory wpływ na słabsze wyniki klubu bez wątpienia miało również odejście Mariusza Rożnowskiego, który był w poprzednim sezonie czołową postacią zespołu.

Znacząco w ostatnim czasie spadły również notowania klubu z Jadachów. LZS, który do niedawna poprawnie spisywał się na boiskach A klasy w ostatnim czasie notuje spadek na łeb, na szyję. Wszystko za sprawą czterech spotkań bez zwycięstwa. Zaledwie jeden wywalczony punkt w ostatnich czterech kolejkach sprawił, że zespół z Jadachów wypadł z pierwszej dziesiątki i znalazł się nad kreską. Gwałtowny spadek w ligowej hierarchii sprawił, że miejscowi wiosną najprawdopodobniej będą znowu musieli się koncentrować i skupiać na bezpiecznym utrzymaniu. Patrząc na możliwości i potencjał, który drzemie w zespole zimą jednak chyba można spać spokojnie.  Przed sezonem do zespołu dołączyli dwaj byli gracze Stali Nowa Dęba - Mateusz Urbaniak oraz Tomasz Marek. Znając ambicję prezesa klubu Tomasza Wolana na tym się nie skończy i w przerwie zimowej można spodziewać się kilku nowych zawodników.

Jadachy nieźle prezentują się na własnym boisku. Dowodem tego były zwycięskie derby ze Strzelcem czy skromna wygrana z Jeziorakiem, gdy bramkę na wagę trzech punktów zdobył najskuteczniejszy w tym sezonie Jerzy Grdeń. Skuteczności i punktów niestety brakuje w wyjazdowych spotkaniach. Jadachy do tej pory na obcym terenie nie zasmakowały zwycięstwa. Najbliżej wygranej LZS był w Zaklikowie, gdzie dzięki kapitalnej postawie Artura Kielarskiego Sanna podzieliła się punktami z drużyną Jadachów.

Piłkarskie apetyty jesienią nie do końca zostały zaspokojone w Majdanie Królewskim i Kłyżowie. Korona po niezłym początku sezonu w tym miesiącu jak na razie nie wygrała. Trzy mecze bez zwycięstwa skutkowały spadkiem o kilka miejsc niżej w ligowej tabeli. Do góry za to powoli pnie się San Kłyżów, drużyna która może w tej lidze może wygrać i przegrać z każdym. San w tej rundzie jako jeden z dwóch zespołów jest niepokonany u siebie. Co więcej drużyna z Kłyżowa potrafiła wygrać z rezerwami Siarki oraz zremisować w ostatniej kolejce z Transdzwigiem Stale. Pewnie gdyby sezon piłkarskie w A klasie składał się tylko z rundy wiosennej to Witold Pietroniec wraz ze swoim zespołem bez wątpienia byłby głównym kandydatem do awansu. San praktycznie zawsze wiosną prezentował się dużo lepiej niż jesienią. W tym sezonie można spodziewać się, że będzie podobnie.

Ostatnia kolejka rundy jesiennej, która zostanie rozegrana w najbliższą niedzielę wyłoni mistrza jesieni. Szansę na przodownictwo w lidze do nowego roku mają dwie drużyny – Transdzwig Stalę i rezerwy Siarka Tarnobrzeg. Teoretycznie łatwiejsze zadanie czeka drugi zespól Siarki, który na własnym boisku podejmie beniaminka z Hadykówki. Lider, który w ostatnich dwóch kolejkach zanotował najgorszy okres tej jesieni uda się do Jadachów. Niewielkie różnice punktowe od 5 do 13 miejsca (5 punktów) powodują, że kończącej rundę kolejce możemy być świadkami wielu przetasowań. Mimo jednego, zaległego spotkania pewni swojego miejsca mogą być piłkarze Sanny, którzy do wiosny najprawdopodobniej pozostaną na ostatnim miejscu w lidze. O zespole z Zaklikowa jak i również Ceramice oraz Wielowsi w trzeciej części ligowych notowań.

02:42, dante1002
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 października 2014

Niezwykle piękna i bogata historia oraz wiele wyjątkowych momentów łączy Siarkę Tarnobrzeg ze Stalą Mielec. Swoje lata świetności oba kluby mają już za sobą.  Przez ostatnie sezony zarówno Siarka jak i Stal walczyły o powrót z dalekiej piłkarskiej prowincji. Przed niemal dekadę oba kluby były na siebie skazane. Derbowe pojedynki zawsze dostarczały wiele niezapomnianych chwil i emocji oraz wiele bramek. Dzisiaj wiec nastał doskonały moment na to aby nieco otrzepać ten derbowy kurz i przypomnieć sobie wiele pojedynków ze Stalą w Tarnobrzegu przez ostatnie 10 lat.

Większość z derbowych pojedynków ze Stalą Mielec w ostatnim dziesięcioleciu odbywało się głównie na poziomie IV ligi. Jedno z takich spotkań miało miejsce w 2005 roku, gdy Siarka pod wodzą Marka Dąbrowskiego zremisowała 2-2. Bramki w tym spotkaniu zdobywali gracze, którzy mecze ze Stalą Mielec do dnia dzisiejszego wspominają szczególnie. Jednym z nich był wówczas 27 letni Paweł Krzemiński, który z czasem stał prawdziwą zmorą dla klubu z Mielca. O napastniku Siarki jak i o drugim strzelcu gola, którym był Michał Kozłowski będzie jeszcze sposobność przeczytać w dalszej części derbowych wspomnień.

W kolejnym sezonie Siarka Tarnobrzeg już na początku rozgrywek spotkała się ze Stalą Mielec przy AN2. Mimo tego, że przewaga na boisku należała do gości to ze zwycięstwa cieszyli się gospodarze. Gola na wagę trzech punktów po świetnej kontrze i znakomitym prostopadłym podaniu zdobył nie kto inny jak Paweł Krzemiński. Na uwagę zasługuje również fakt, że Stal dowodzona była w tym spotkaniu przez dobrze znanego tarnobrzeskiej publiczności Włodzimierza Gąsiora. W Siarce po rundzie jesiennej nastąpiła zmiana trenera. Z funkcji szkoleniowca zrezygnował Marek Dąbrowski. Zastąpił go Stanisław Gielarek, który po raz czwarty w swojej karierze objął posadę trenera Siarki.

Jedyna jak dotąd w ostatnim ćwierćwieczu porażka Siarki ze Stalą Mielec miała miejsce w maju 2007 roku właśnie pod wodzą Gielarka. Piękna pogoda, niesamowita oprawa i przede wszystkim wyjątkowa okazja, jaką było 50lecie istnienia KS Siarka sprawiły, że na derbowe spotkanie cieszyło się bardzo dobrą jak na tamte warunki frekwencją. Niestety goście z Mielca tego dnia nie mieli skrupułów psując ogromny jubileusz. Dwa groźne wypady Stali na połowę Siarki przyniosły dwa rzuty karne, które pewnie egzekwował Piotr Kamiński. Pamiętną porażkę Siarki do dziś pewnie pamiętają obecni piłkarze Stali jak choćby Krystian Getinger czy Maciej Domański. Swój wkład w derbową wygraną mieleckiego zespołu miał również Łukasz Ćwiczak, który dwa lata później dołączył do tarnobrzeskiego zespołu.

Siarka prawdziwy odwet na młodym zespole Stali Mielec wzięła kilka miesięcy później. W zaległym spotkaniu 2 kolejki sezonu 2007/2008 toczonym w nienajlepszych warunkach atmosferycznych zespół Stanisława Gielarka wypunktował gości wygrywając 4-1. Wynik meczu otworzył strzałem z rzutu wolnego Mirosław Kabata. Kolejne bramki w drugiej połowie niezwykle spryty Stąporski, który do siatki Ćwiczaka trafił dwukrotnie oraz Michał Kozłowski w swoim stylu wykorzystując rzut karny. Efektowna wygrana napawała optymizmem na dalszą część sezonu. Niestety kilka miesięcy później to Stal cieszyła się z promocji do III ligi. Siarka po remisie w Krośnie kolejny rok była zmuszona spędzić w nowej IV lidze.

Awans, którego nie udało się wywalczyć tarnobrzeskiej drużynie stał się faktem rok później. Zespół prowadzony przez Jarosława Zająca 10 czerwca 2009 wraz ze swoimi kibicami na murawie stadionu świętował swój sukces. Była ogromna radość, nie zabrakło pamiątkowych pucharów, a szampan tego dnia lał się strumieniami. Sam awans do III ligi oznaczał, że Siarka po rocznej rozłące w kolejnym sezonie ponownie spotka się ze swoim odwiecznym rywalem zza miedzy.

W historii derbów Siarki ze Stalą Mielec jednym z najczęściej przewijających się wyników przy AN2 był remis 2-2. Taki właśnie wynik padł w 1992, gdy podopieczni Janusza Gałka dali sobie w ostatnich minutach wyrwać punkty. Identyczny rezultat padł cztery lata później, gdy obie drużyny grały już w II lidze. Nie inaczej było również w 2009 roku. Siarka po 67 minutach przegrywała 0-2, ale dzięki bramce kontaktowej Mirosława Kabaty i snajperskiemu sprytowi w polu karnym Pawła Krzemińskiego doprowadziła do wyrównania.

Patent Pawła Krzemińskiego na zespół Stali po raz kolejny znalazł swoje potwierdzenie w kolejnym sezonie. Po dwóch spotkaniach spędzonych na ławce rezerwowych wprowadzony pięć minut wcześniej na boisko Krzemo zdobył zwycięską bramkę na wagę trzech punktów. Wynik rozgrywanych w środku tygodnia derbów z mieleckim zespołem otworzył wówczas pozyskany do zespołu Jacek Kuranty, który po 14 latach znowu trafił do siatki Stali. Podopiecznych Mariusza Łuca (dziś koordynator szkolenia młodzieży w Siarce) stać było na jedno trafienie. Tamtejsze derby miały szczególny wymiar dla Michała Kozłowskiego, który oficjalnie zakończył swoją niezwykle bogatą karierę w Siarce.

Rok później również zwycięstwem Siarki zakończyły się derby ze Stalą. W rozgrywanym o nietypowej porze dnia (11:00) spotkaniu z lokalnym rywalem kibice zobaczyli dwie bramki. Pierwszą z nich błyskotliwym strzałem zdobył Tomasz Stolpa, a drugą strzałem głową dołożył Daniel Beszczyński. Tarnobrzeski zespół po tym zwycięstwie został samodzielnym liderem rozgrywek. Co ciekawe i w tym pojedynku o sobie znać dał Paweł Krzemiński, ale tym razem z nieco innej strony niż zawsze. Siedzący na ławce rezerwowych Krzemo zdaniem arbitra był najaktywniejszy w przepychance do jakiej doszło w drugiej połowie. Napastnik Siarki ukarany został czerwoną kartką.

Siarka Tarnobrzeg po awansie do II ligi na derbowy pojedynek ze Stalą Mielec nie musiała długo czekać. Po rocznej rozłące oba zespoły ponownie miały okazję się ze sobą mierzyć. Derbowy pojedynek w poprzednim sezonie zarówno w Tarnobrzegu jak i w Mielcu nie został jednak rozstrzygnięty. Siarka, która jako pierwsza jesienią gościła mielecką Stal bardzo szybko wyszła na prowadzenie. Później jednak tarnobrzeski zespół całkowicie oddał inicjatywę przyjezdnym, którzy doprowadzili do wyrównania. Zespół Włodzimierza Gąsiora z Tarnobrzega wyjeżdżał z lekkim niedosytem, bo były okazje ku temu aby tamten mecz wygrać. W rundzie wiosennej nieco lepsze wrażenie w Mielcu pozostawiła po sobie Siarka. Mecz przy świetle jupiterów i blasku wspomnień również nie przyniósł rozstrzygnięcia i zakończył się wynikiem 1-1. Najwyższa pora więc skończyć z tymi derbowymi remisami i zdobyć niezwykle cenne trzy punkty. 

Do boju Siareczko!

20:53, dante1002
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 października 2014

Być twardszym niż Stal. To hasło od zawsze przyświeca tarnobrzeskiemu zespołowi przed wielkimi derbami. O pojedynku Siarki Tarnobrzeg ze Stalą Mielec przez ostatnie dni napisano prawie wszystko. Wszyscy doskonale sobie zdają sprawę, że derbowe spotkania od zawsze elektryzują i mobilizują piłkarskich kibiców na całym świecie. Nie inaczej jest również i u nas. Pojedynki ze Stalą Stalowa Wola i Stalą Mielec to mecze na które zawsze zwraca się szczególną uwagę, gdy pojawia się terminarz. W tej rundzie już po raz drugi będziemy świadkami derbów przy AN2, które zapowiadają się równie pasjonująco jak te poprzednie ze Stalą Stalowa Wola.

Derby ze Stalą Mielec mają zupełnie odrębną historię jak te ze Stalową Wolą. W pojedynkach z mielecką Stalą zawsze gdzieś nad stadionem unosi się ulotny duch pokoleń, wspomnień i graczy którzy niegdyś brylowali podczas takich pojedynków. W ostatnim ćwierćwieczu to właśnie ze Stalą Mielec Siarka rywalizowała najczęściej, bo aż 24 razy. Pojedynki w Tarnobrzegu i w Mielcu to jednak dwie zupełnie inne bajki. Siarka na własnym stadionie ze Stalą przegrała tylko raz. Pamiętna porażka miała miejsce na początku maja 2007 roku, gdy tarnobrzeski zespół świętował swoje 50 lecie istnienia. Wówczas dwa rzuty karne w drugiej połowie spotkania egzekwowane przez Piotra Kamińskiego pogrążyły IV ligowy zespół dowodzony przez Stanisława Gielarka.

W sobotnie południe Siarka stanie przed wyjątkową szansą rewanżu za tamto spotkanie. Wszystko za sprawą obchodów swojego 75lecia przez klub z Mielca. Okazja tym większa, że odkąd tarnobrzeski zespół gra w II lidze, publiczność przy AN2 nie zaznała jeszcze smaku wygranych derbów z rywalem z Podkarpacia. Miejsce i okazja aby tego zasmakować wydają się więc być idealne, a fakt wszystkich niepowodzeń w poprzednich, derbowych potyczkach powinien jeszcze bardziej zmotywować piłkarzy. Dogodniejszej sytuacji na triumf w tak prestiżowym spotkaniu może już nie być.

Dobrym prognostykiem przed sobotnim spotkaniem bez wątpienia jest wyjazdowa wygrana z Puszczą Niepołomice. Prawdziwym wyznacznikiem formy Siarki będzie jednak sobotnie starcie ze Stalą. Goście na brak humoru w ostatnim czasie narzekać nie mogą. Mielecki zespół po słabym początku sezonu notuje najlepszy okres w tym sezonie. Serię trzech zwycięstw z rzędu bez straty gola przerwał remis w poprzedniej kolejce z Nadwiślanem Góra. Kolejny powrót na trenerską ławkę Stali Janusza Białka, który zastąpił na tym stanowisku Rafała Wójcika jak na razie przynosi wymierne efekty.

Na efekty pracy nowego trenera Siarki będziemy musieli jeszcze troszkę poczekać. Obecna kadra tarnobrzeskiego zespołu nie jest do końca zrównoważona. Szczególny problem pojawia się przy doborze młodzieżowców. To jednak nie jedyny dylemat Ryszarda Kuźmy. Wielki kłopot w zespole stanowią kontuzje, które od pewnego czasu stały się zmorą Siarki. W ostatnim spotkaniu z Puszczą urazu mięśnia przywodziciela nabawił się były zawodnik Stali Mielec Konrad Stępień, który raczej opuści sobotnie derby. Do gry na środku obrony nie jest gotowy również Mirosław Baran, którego na tej pozycji po raz kolejny zastąpi zapewne Marcin Stefanik. Po krótszej i dłuższej nieobecności do zespołu wracają Rafał Parobczyk i Marcin Figiel. W sobotę swój debiut przed tarnobrzeską publicznością będzie miał szanse zaliczyć nowy nabytek Siarki Słowak Pavol Cicman.

Przed meczem Siarki ze Stalą Mielec nie sposób również uciec od pytania o faworyta tego derbowego spotkania. Nie od dziś jednak wiadomo, że derby zawsze rządzą się swoimi prawami. W tego typu pojedynkach faworyta po prostu nie ma, a najlepszym tego dowodem były derby z Stalą Stalowa Wola w poprzednim sezonie. Zarówno te rozgrywane w Tarnobrzegu jak i za miedzą. Oczywiście w teorii to Siarka powinna mieć większe szanse na sukces. Przemawia za tym choćby pozycja w tabeli i atut własnego boiska na którym ze Stalą przegrali tylko raz. W sobotę jednak różnica miejsc w lidze i wszelakie statystyki nie będą miały znaczenia.

Dość nietypowa będzie godzina sobotnich derbów, które rozegrane zostaną w samo południe. Co ciekawe jednak to nie pierwszy przypadek, gdy mecz ze Stalą Mielec rozgrywany jest o tak wczesnej porze dnia. Poprzednie takie spotkanie miało miejsce w październiku 2011 roku. Wówczas prowadzony przez Adama Mażysza zespół swój mecz rozgrywał o godzinie 11, gdy nad stadionem unosiła się poranna mgła. Siarka dzięki golom Tomasza Stolpy i Daniela Beszczyńskiego pokonała mielecki zespół 2-0. Ciekawostką jest fakt, że tamtejszą Stal prowadził wówczas Tomasz Tułacz. Dzisiaj z pewnością nie mielibyśmy nic przeciwko aby podobny scenariusz powtórzyli gracze Ryszarda Kuźmy. Niech to będzie mecz wyjątkowy, zasługujący na swoją nazwę.

CZAS NA DERBY! 

19:52, dante1002
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 07 października 2014

Tarnobrzeg od pewnego czasu pogrążony jest w siatkarskim niebycie. Jeszcze kilka sezonów temu mogliśmy oglądać kobiecy zespół występujący na parkietach II ligi. Pojawiali się i znikali również przedstawiciele męskiej siatkówki - Bartosze Tarnobrzeg. Dzisiaj kilku z bardziej doświadczonych i ogranych zawodników tamtego zespołu postanowiło ponownie przywrócić do życia w mieście dyscyplinę o tak pięknych i bogatych tradycjach.

Siatkówka swój początek w Tarnobrzegu miała jeszcze przed założeniem KS Siarka. W latach 1955-1957 istniała bowiem męska sekcja pod nazwą Sparty Tarnobrzeg. Powstanie Siarki Tarnobrzeg dało początek profesjonalizacji zarówno sekcji męskiej jak i żeńskiej. Krótszy żywot w Tarnobrzegu miała jednak siatkówka w wydaniu męskim, która została rozwiązana w 1980 roku. Dużo bardziej bogatszą historię ma siatkówka kobiet. Niestety po wielu chudych latach również i jej kres nastał w 2013 roku. Młody i niedoświadczony zespół oparty głównie na zawodniczkach z Sandomierza po barażowych porażkach z Dalinem Myślenice spadł w III ligowy niebyt. Słowem – kobieca sekcja skończyła swój siatkarski żywot.

Od tego czasu siatkarscy kibice w Tarnobrzegu piłkę siatkową mogli oglądać jedynie w wydaniu amatorskim. Powstała w roku 1995 Liga Międzymiastowa z czasem przekształciła się w Ligę Nadwiślańską, aż w końcu ewoluowała jako Tarnobrzeska Amatorska Liga Piłki Siatkowej. TALPS do dnia dzisiejszego skupia co sezon 10-12 drużyn. Co roku w tych właśnie rozgrywkach pojawiają się młodzi i ambitni zawodnicy, których pasją jest siatkówka. To właśnie w taki sposób rodził się zespół Bartoszy, który na początku swojej przygody płacił frycowe na siatkarskich parkietach. W sezonie 2012/2013 było już jednak znacznie lepiej. Nieliczna kadra zaczęła odnosić pojedyncze zwycięstwa. Z czasem jednak zwyczajnie zaczęło brakować osób i zespół pod nazwą Bartosze zawiesił swoją siatkarską działalność.

W Tarnobrzegu jednak są jeszcze osoby, którym dobro tej dyscypliny mocno leży na sercu. To właśnie dzięki tym osobom męska siatkówka znowu zaczęła funkcjonować w mieście. Narodziny nowego zespołu pod dużo lepszą nazwą KPS Siarka Tarnobrzeg swoje zalążki miały na parkiecie amatorskiej ligi. Świeża, młoda krew, która napływała do TALPS w ostatnich sezonach sprawiła, że nastał dobry moment aby wrócić na IV ligowe boiska. Głównym architektem i pomysłodawcą reaktywacji męskiej siatkówki był Sebastian Nowak. To właśnie jego starania plus ogromne chęci pozostałych, młodych zawodników sprawiły, że siatkówka w Tarnobrzegu zaczyna żyć na nowo. Dla samego Nowaka jak i również dla pozostałej części zespołu wyjątkowe znaczenie ma nazwa zespołu. Możliwość reprezentowania barw Siarki jak sami zgodnie przyznają to wielka duma. Dla samych kibiców zaś wielka satysfakcja, że KS Siarka ma swoją siatkarską sekcję.

Siatkarze KPS Siarki MOSiR Tarnobrzeg swój sezon zainaugurowali w minioną niedzielę. Pierwszy mecz sezonu wypadł chyba lepiej niż przypuszczano. Tarnobrzeski zespół bez problemów wygrał wyjazdowe spotkanie z zespołem  ProSport Marmax Czudzec 3-0  (-16, -14, -20) i rozgrywki IV ligi rozpoczął na pozycji lidera. Pewne zwycięstwo na początek powinno dodać zespołowi jeszcze większej wiary i motywacji. Tej z pewnością nie zabraknie w kolejnym meczu. Siatkarzy Siarki czeka derbowa potyczka w Mielcu z tamtejszą Stalą. Swój pierwszy mecz przed własną publicznością tarnobrzescy siatkarze rozegrają 26 października.

Jako siatkarski kibic drużynie KPS Siarka MOSiR Tarnobrzeg życzę sukcesów i wytrwałości, której przez ostatnie lata brakowało w tej dyscyplinie. Brakowało też osób i zainteresowania aby siatkówka w Tarnobrzegu ponownie zaczęła istnieć nie tylko w wydaniu amatorskim. Niech nikt nikomu nie próbuje mydlić oczu, że nie było na to środków finansowych. Jeśli co roku inwestuje się w koszykówkę niemałe pieniądze to czemu w mieście, które żyje sportem miałoby zabraknąć środków na wspieranie siatkówki. Mam nadzieję, że ta reaktywacja siatkarskiej Siarki będzie takim pozytywnym bodźcem na przyszłość. Ogromny potencjał Jeziora Tarnobrzeskiego przecież nie tylko można wykorzystywać poprzez żeglarstwo, ale również poprzez siatkówkę plażową.

12:40, dante1002
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 października 2014

Po wielu, wielu latach piłkarskiej posłuchy w Stalach wreszcie doczekano się naprawdę mocnej drużyny, która w tym sezonie staje się głównym pretendentem do awansu. Nie ma w tym żadnego przypadku, bo klub systematycznie idzie do przodu. Transdźwig Stale już wiosną poprzedniego sezonu poważnie zgłaszał swoje aspiracje do klasy okręgowej, ale kilku rywali okazało się zwyczajnie silniejszych. W tym roku tak mocnych rywali jak Sokół Sokolniki czy rezerwy Stali już nie ma, a i sama liga zamyka się na mniejszej liczbie zespołów niż w sezonie poprzednim. 

Zespół Transdźwigu Stale w poprzednim sezonie na boiskach A klasy był beniaminkiem, ale takim  fałszywym. Wszystko ze względu na naprawdę dobre, piłkarskie nazwiska, jakie pojawiły się w tym klubie. Ogromny piłkarski skok jakościowy tego zespołu w przeciągu 12 miesięcy leży tak naprawdę w nogach trójki byłych zawodników OKS-u Mokrzyszów. To właśnie osoby Mariusza Parucha, Jakuba Uznańskiego i Łukasza Rzepieli stanowią o prawdziwej sile tej drużyny. Zabójcze trio Stalów w tym sezonie łącznie zdobyło już dla swojego zespołu 24 bramki. Kapitalną rundę rozgrywka pochodzący z piłkarskiej rodziny Rzepiela, który do swoich 9 trafień dołożył już 11 asyst. Wynik wręcz imponujący.

Imponująco prezentują się również wyniki osiągane przez Transdźwig w tym sezonie. 8 wygranych spotkań i jeden remis z drużyną Korony Majdan Królewski po 9 rozegranych kolejkach spowodowały, że zespół ze Stalów wysforował się na pierwsze miejsce z zapasem 6 punktów nad resztą stawki. Niezwykle imponująco prezentują się do tej pory zdobycze bramkowe, których nazbierało się 35 (o 9 więcej niż drugi zespół). Najlepszy strzelec zespołu, którym do tej pory jest Łukasz Rzepiela będzie musiał godnie zastąpić najlepszego snajpera poprzedniego sezonu. Mariusz Paruch postanowił wyemigrować na Wyspy Brytyjskie. 

Głównym architektem ogromnego, piłkarskiego do przodu w Stalach jest również osobowość trenera. Wraz z przyjściem Rafała Oleniacza wiele się zmieniło. 38 letni coach w wielkim stylu wywalczył awans do A klasy już na początku swojej przygody z tym zespołem.  Pozytywna energia, którą emanuje oraz niezwykle cenne, piłkarskie doświadczenie sprawia, że promocja do A klasy to może być nie jedyny sukces w jego przygodzie z trenerką. Osoba byłego gracza Siarki Tarnobrzeg, Łady Biłograj czy chociażby OKSu Mokrzyszów, gdzie był również trenerem była ważną kartą przetargową w pozyskaniu zabójczego trio z którym Oleniacz w Mokrzyszowie miał okazje już pracować. Dzisiaj ta współpraca w Stalach jak widać układa się wręcz wzorcowo.

Ubytki kadrowe z poprzedniego sezonu (Zając, Kisielewski, Walski, Ciak) w Stalach jak widać nie przyniosły żadnych strat. W ich miejsce pojawili się nowi zawodnicy. Cechującego się niezwykłym refleksem Sylwestra Zająca między słupkami zastąpił doświadczony Krzysztof Wolak. Były bramkarz Koniczynki Ocice, a niegdyś IV ligowej Siarki nie był jedynym golkiperem, który dołączył do zespołu. W Stalach pojawił się znudzony już niemocą Wspólnoty młody i utalentowany Marek Antończyk. Do obrony wskoczył Patryk Gielarek, który również miał dość piłkarskiego marazmu w Wielowsi. Również z tego samego zespołu co Gielarek zespołu do Transdzwigu dołączył Jakub Koczot. Bardzo dobrze zaawansowany technicznie pomocnik doznał jednak na początku rozgrywek groźnego urazu, który całkowicie wykluczył go z gry. Sporo pociechy w najbliższym czasie Transdzwig może mieć z wprowadzanego na końcówki spotkań Adama Tołłoczko. Nieźle wyszkolony technicznie pomocnik zaczyna dopiero stawiać pierwsze kroki w dorosłej piłce.

W obecnym sezonie co ciekawe Stale nieco lepiej czują się na obcych boiskach, gdzie wygrywają wysoko i bez większych kłopotów. Tak było w Hadykówce, tak było też z Podwoliną i Strzelcem Dąbrowica. Tendencja okazałych zwycięstw podtrzymana została również w minioną niedzielę. Podrażniony porażką w Jadachach zespół Jezioraka Chwałowice chciał powetować sobie to niepowodzenie odbierają punkty liderowi. Sztuka ta jednak okazała się zbyt trudna do wykonania. Gospodarze z Chwałowic, którzy nieźle rozpoczęli tegoroczne rozgrywki gorzej tego meczu zacząć nie mogli. Błąd popełnił niezwykle doświadczony i rzadko mylący się Mieczysław Ożóg, który jak na tacy wyłożył piłkę Łukaszowi Rzepieli. Najskuteczniejszemu zawodnikowi Transdzwigu nie pozostało nic innego jak skierować piłkę do bramki gospodarzy . W 22 minucie było już 0-2. Rzepiela idealnie dograł do wbiegającego w pole karne Uznańskiego, który przymierzył w długi róg. Gospodarze, którzy do tej pory wygrywali wszystkie mecze na własnym terenie próbowali się odgryzać, ale tego dnia byli po prostu bezradni. Jeziorak atakował, a goście kontrowali. Jedna z takich właśnie kontr w końcówce przyniosła liderowi rozgrywek rzut wolny. Odległość 35 metrów od bramki nie okazała się żadną przeszkodą dla Łukasza Rzepieli, który bez zastanowienia huknął w samo okienko bramki bezradnego Jaworskiego.

Zespół z Chwałowic pod wodzą nowego, grającego trenera Mieczysława Ożoga początek sezon miał bardzo dobry. Kilka okazałych zwycięstw i niezwykle cenny remis wywalczony z rezerwami Siarki pozwolił Jeziorakowi zadomowić się w ligowej czołówce. Utrzymać się na szczycie jednak łatwo nie będzie, bo po piętach coraz mocniej deptać zaczyna równie ambitna Korona z Majdanu Królewskiego z którą w tym sezonie niebiesko-biali już przegrali. W najbliższej kolejce zespół z Chwałowic zawita na niezwykle gorący i ciężki teren do Kotowej Woli. Gospodarze jutrzejszego meczu zaledwie rok czekali na ponowny swój awans. W ligowej tabeli Track Kotowa Wola o punkt wyprzedza czwarty Jeziorak, ale co ciekawe ich ostatni triumf nad zespołem z Chwałowic u siebie miał miejsce ponad 6 lat temu.

Lider rozgrywek A klasy ze Stalów jak na razie bardzo skutecznie krzyżuje szyki rezerwom Siarki Tarnobrzeg, które przed sezonem były urzędowym faworytem w sprawie awansu. Podopieczni Macieja Wojnara wciąż poszukują swojej optymalnej formy w A klasie, którą zachwycali wiosną w poprzednim sezonie. Drugi zespół Siarki punkty gubi jak na razie tylko na własnym obiekcie. Wpadka na inaugurację z Podwoliną oraz pierwszy od dwóch lat remis w rozgrywkach A klasy z Jeziorakiem pozwoliły odskoczyć drużynie ze Stalów w ligowej tabeli. Punktowy deficyt do lidera wzrósł jeszcze bardziej w niedzielę, gdy juniorzy Siarki nie sprostali ekipie z Kłyżowa przegrywając 1-3. Nie bez echa po tej porażce pozostał brak wzmocnień z pierwszego składu Siarki. Podobna sytuacja jak tłumaczył trener Kuźma jednak już się nie powtórzy. Oczywiście z wyjątkiem równolegle rozgrywanych spotkań przez obie drużyny Siarki. Taka sytuacja będzie miała miejsce już jutro. Drugoligowa Siarka punktów szukała będzie w Jadachach natomiast drugi zespół wybierze się do Jadachów. Miejscowi oczywiście upatrują swojej szansy w braku wsparcia pierwszego zespołu. Juniorzy Siarki jednak już w poprzednim sezonie pokazali, że i bez pomocy II ligowych zawodników potrafią radzić sobie znakomicie. Jedynym problemem zespołu Macieja Wojnara może być fakt, że jego zawodnicy w tym tygodniu rozegrali już dwa spotkania w swojej lidze juniorów (wygrana z Czarnymi Jasło 5-0 i dzisiejszy remis w derbach ze Stalą Stalowa Wola).

16:38, dante1002
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2