O tarnobrzeskiej piłce, o koszykówce, a przede wszystkim tarnobrzeskim sporcie...
RSS
piątek, 16 października 2015

W rozgrywkach TBL nie ma chyba drugiej takiej drużyny, z którą na własnym parkiecie Siarce Tarnobrzeg grałoby się tak dobrze. W sobotni wieczór podopieczni Zbigniewa Pyszniaka znowu zadziwili całą koszykarską Polskę i po bardzo emocjonującej końcówce na inaugurację sezonu pokonali faworyzowany Śląsk Wrocław 76-75.

Sobotnie zwycięstwo na inaugurację nowego sezonu pod tarnobrzeskim koszem było niemal identyczne, jak to odniesione cztery lata temu. Wówczas Siarka Jezioro Tarnobrzeg prowadzona przez Dariusza Szczubiała od zwycięstwa jednym punktem rozpoczęła swoją historię potyczek z powracającym do elity Śląskiem Wrocław. Nikt wtedy z licznie zgromadzonej publiczności nie mógł przypuszczać, że ta historia o niezwykłym ładunku emocjonalnym będzie trwała aż do dnia dzisiejszego.

Pojedynki ze Śląskiem w Tarnobrzegu niemal zawsze niosły za sobą ogromną dramaturgię i emocje. Kilka miesięcy po tamtym zwycięstwie przyszło kolejne, wywalczone w jeszcze bardziej dramatycznych okolicznościach. Siarka, która na początku czwartej kwarty przegrywała już 65-80 była w stanie zdobyć 24 punkty z rzędu, nie tracąc przy tym żadnego. Tarnobrzeski zespół do zwycięstwa poprowadził wtedy Nicchaeus Doaks, zdobywca 24 punktów.

W poprzednim sezonie tarnobrzescy koszykarze za cel obrali sobie obalanie teorii sportu. Sztuka ta najlepiej udała im się właśnie z spotkaniu ze Śląskiem, gdzie grając praktycznie w 6 osobowym składzie pokonali rywali z Wrocławia 105-91. – Brak słów. Z taką potęgą i z takimi milionami można wygrać. Jestem dumny z drużyny. Dla takich chwil warto żyć – radował się na konferencji prze szczęśliwy tamtego dnia Zbigniew Pyszniak.

W sobotni wieczór na inaugurację sezonu w Tauron Basket Lidze Siarka znowu zaskoczyła Śląsk. Pierwsze spotkanie w nowym sezonie miało niezwykle zacięty przebieg. Siarka, która wyszła na prowadzenie w drugiej kwarcie dzięki dwóm trójką Jakuba Zalewskiego swojej przewagi nie oddała już do końca pierwszej połowy. Wrocławianie na dwie minuty przed końcem spotkania doprowadzili do wyrównania, ale końcówka należała do gospodarzy.

Oprócz wyniku kibice Siarki mogą być zadowoleni z samej gry. Tarnobrzeski zespół w sobotę zaprezentował się bardzo korzystnie pod względem zespołowości, jak i również obrony. Udany debiut zanotowali nowo pozyskani Amerykanie, który chętnie dzielili się piłką. Z bardzo dobrej strony zaprezentował się powracający po ciężkiej kontuzji Kacper Młynarski. Skrzydłowy Siarki, dla którego może to być przełomowy sezon zdobył w meczu ze Śląskiem najwięcej punktów dla swojego zespołu.

Przed Siarką w najbliższy weekend najdłuższa podróż w tym sezonie. W niedzielę tarnobrzeski zespół zmierzy się z mającą spore aspiracje drużyną King Wilki Morskie Szczecin. Podopieczni Zbigniewa Pyszniaka bez wątpienia i w tym spotkaniu nie będą faworytem. Szkoleniowiec Siarki jednak po pierwszym zwycięstwie tryska optymizmem. – Jeśli każdy prezentował się będzie na swoim poziomie, a cała nasza gra będzie zaczynała się od obrony, to naprawdę możemy w lidze zawalczyć ze wszystkimi – dodaje Pyszniak.

02:20, dante1002
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 października 2015

 Zdjęcie - Barbara Szczepanek 

W pierwszych spotkaniach tego sezonu zawodnicy Koniczynki robili wszystko, aby potwierdzić tezę, że A klasa to zbyt wysokie progi. Zero punktów, tuzin straconych bramek i ostatnie miejsce – dokładnie tak wyglądały wyniki powracającego po 3 latach do A klasy zespołu z Ocic. Wszystko zaczęło się zmieniać, gdy w drużynie nastąpił lekki wstrząs, a do składu dołączyli nowi zawodnicy.

- Potraficie grać w piłkę – do znudzenia po każdym meczu powtarzał swoim zawodnikom Mariusz Łukawski. Trener Koniczynki doskonale znający realia swojego zespołu wiedział co mówi. Łukawski chyba jak nikt inny wierzył, że jego drużyna w końcu się przełamie i wróci na właściwe tory. Jego spokój i cierpliwość została nagrodzona w Stanach, gdzie Koniczynka odniosła swoje pierwsze i jak się później okazało nie ostatnie ligowe zwycięstwo.

Duży wpływ na znacznie lepszą postawę zespołu we wrześniu miały transfery. W drużynie została większa cześć graczy z poprzedniego sezonu, a tuż przed końcem okienka transferowego do składu dołączyło trzech nowych zawodników. Pomocnik Jakub Przypkowski, napastnik Mateusz Brania (obaj kiedyś w Iskrze Sobów) oraz Kamil Boy, który większość swojej przygody z piłką spędził na Serbinowie. Obecność tych graczy zwiększyła rywalizację w zespole i znacząco poprawiła sytuację na ławce rezerwowej, która w pierwszych spotkaniach świeciła pustkami.

Przełomowym momentem dla Koniczynki było spotkanie z Podwoliną. Do Ocic przyjechała doświadczona i ograna drużyna, która ostatnie pięć sezonów spędziła w klasie okręgowej. Dwubramkowe zwycięstwo gospodarzy było nie tylko dziełem trafień Marcina Ordona i Piotra Krytusy, ale przede wszystkim doskonałej dyspozycji golkipera Koniczynki. Patryk Turek tamtego dnia, w najtrudniejszych momentach po raz kolejny uchronił swój zespół nie tylko przed utratą bramek, ale również cennych trzech punktów.

Swoją wielkość Koniczynka pokazała tydzień później w Zaklikowie, wygrywając z miejscową Sanną aż 3-0. Strzelecką niemoc wreszcie przełamał Piotr Drzewiński, a swojego pierwszego gola w nowych barwach klubowych zanotował Michał Łuciów. Dla byłego zawodnika OKS-u Mokrzyszów początek w Ocicach nie należał do najłatwiejszych. Łuciów w pierwszych dwóch spotkaniach nowego sezonu szukał sobie odpowiedniego miejsca na boisku. Z meczu na mecz jednak jego pewność i przydatność rosła. Do tego stopnia, że teraz praktycznie w każdym meczu chce być pod grą, mieć piłkę przy nodze i umiejętnie dystrybuować ją do przodu. Jego dobra, boiskowa współpraca z Drzewińskim przyniosła Koniczynce już wiele korzyści tej jesieni.

Zwyżkująca forma beniaminka z Ocic to efekt dużo lepszej i rozważnej gry niż kiedyś. Nacisk, jaki Mariusz Łukawski kładzie na szanowanie piłki przynosi swoje korzyści. Koniczynka oczyściła się już ze stereotypu grania długiej piłki z bocznych sektorów boiska w pole karne. Trzy ostatnie ligowe zwycięstwa potwierdzają tylko, że czwarta drużyna A klasy będzie groźnym rywalem dla wszystkich. Przekonać o tym na własnej skórze mógł się już rozpędzony lider. Zespołowi z Dąbrowicy Koniczynka napsuła w Ocicach sporo krwi. Głównie za sprawą Barnasia i Szczepanka, którzy tamtego dnia dwukrotnie wyprowadzali swój zespół na prowadzenie.

Wszystko co najgorsze w tym sezonie Koniczynka ma już chyba za sobą. Sześć wygranych spotkań, w tym cztery na wyjeździe dają duży komfort Mariuszowi Łukawskiego i jego drużynie na dalszą część sezonu. Koniczynkę na finiszu rundy jesiennej czekają jeszcze trzy spotkania. Pierwsze z nich zespół z Ocic rozegra już w najbliższą niedzielę z dość dobrze znanym sobie rywalem. Dla Kolejarza z Knapów, jako drugiego beniaminka piłkarski los jak na razie nie jest zbyt łaskawy. 

01:38, dante1002
Link Dodaj komentarz »
piątek, 09 października 2015

Masa kontuzji, duża ilość porażek i na koniec ostatnia pozycja w tabeli – tak w skrócie można podsumować poprzedni koszykarski sezon w Tarnobrzegu. W rozpoczynającym się już w sobotę nowym ligowym rozdaniu ma być lepiej, dużo lepiej. Tak przynajmniej wynika ze słów prezesa i jednocześnie trenera tarnobrzeskiej Siarki. Zbigniew Pyszniak ze swoim zespołem w tym sezonie mierzy w pierwszą dziesiątkę.

Od kilku lat przełom kwietnia i maja to jeden z najbardziej emocjonujących okresów w koszykarskim życiu Zbigniewa Pyszniaka. To właśnie w tym czasie miejscy radni ważą losy tarnobrzeskiej koszykówki. Jak co roku i tym razem nie było wielkiego zaskoczenia, gdy okazało się, że miasto dalej będzie finansowało ekstraklasową drużynę, która w sobotę meczem ze Śląskiem Wrocław zainauguruje kolejny sezon w TBL.

Po kilku latach promowania Jeziora Tarnobrzeskiego koszykarska drużyna wraca w tym sezonie do swojej tradycyjnej nazwy. Siarka ma znowu zjednoczyć kibiców i poprawić frekwencję na meczach. Pomóc mają w tym również obniżone do granic możliwości ceny biletów i karnetów, najniższe spośród wszystkich drużyn uczestniczących w rozgrywkach TBL. Rozglądając się po trybunach podczas środowej prezentacji trudno jednak przypuszczać aby wszystkie te zabiegi poprawiły atrakcyjność i widowiskowość koszykówki w Tarnobrzegu.

W całej koszykarskiej układance najważniejsze będą oczywiście wyniki, a te przez ostatnie lata w Tarnobrzegu nie były najlepsze. Jeziorowcy poprzedni sezon zakończyli na ostatnim miejscu. W tym ma być znacznie lepiej. – Patrząc na przygotowania do tamtego i tego sezonu w tym samym czasie to teraz jest dużo lepiej. Myślę, że możemy bić się o dziewiąte-dziesiąte miejsce – ocenia Zbigniew Pyszniak. Siłą Siarki w tym sezonie ma być zespołowość. W zespole dość późno, bo w połowie września pojawiło się trzech nowych Amerykanów. M.in. kolega Przemysława Karnowskiego – Gary Bell, który może stać się czołową postacią zespołu. Skład Siarki wzmocniło również dwóch nowych Polaków – Łukasz Paul i Jakub Zalewski. Po kontuzji do drużyny wraca również Kacper Młynarski.

Siarka przed rozpoczęciem sezonu rozegrała jedenaście gier kontrolnych, z których wygrała zaledwie dwie. Same przedsezonowe wyniki to jednak nie jedyny powód do lekkiego niepokoju pod tarnobrzeskim koszem. Zespół po raz kolejny został oparty na ośmiu graczach. Uzupełnieniem tradycyjnie już będą młodzi wychowankowie klubu. Dwóch z nich (Pandura i Rycerz) znacznie więcej czasu niż na boiskach TBL spędzą w Przemyślu, gdzie zostali wypożyczeni.

Swoje inauguracyjne spotkanie Siarka rozegra już jutro (godz.18). Przeciwnikiem zespołu prowadzonego przez Zbigniewa Pyszniaka będzie Śląsk Wrocław. To właśnie z 17 krotnym mistrzem Polski tarnobrzeska drużyna ma najlepsze wspomnienia z poprzedniego sezonu. Wówczas Jeziorowcy byli sprawcami ogromnej sensacji wygrywając 105-91. – W sobotę o powtórzenie tamtego wyczynu nie będzie łatwo.

13:40, dante1002
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 października 2015

Przez ostatnie lata Płomień na dobre okopał się na dnie ligowej tabeli w B klasie. Wyjątkiem od tej reguły był sezon 2011/2012, kiedy udało się zająć niepobite do tej pory 4 miejsce na koniec. W tegorocznych rozgrywkach szanse na poprawę tego rezultatu są spore. Zespół z Chmielowa już na początku obecnego sezonu zaskoczył wszystkich zajmując pozycję lidera rozgrywek. Miano niepokonanej drużyny Płomień stracił w niedzielę. Po 9 rozegranych kolejkach jest na 4 miejscu w ligowej tabeli. 

- To mój autorski projekt – tak z dumą dziś o swoim zespole może powiedzieć Elżbieta Krutysza. Wraz z przyjściem nowej Pani prezes w zespole z Chmielowa pojawiła się nadzieja na dużo lepsze piłkarskie jutro. Zaangażowanie i wielkie chęci nowych władz początkowo w klubie były widocznie, ale głównie  pod względem organizacyjnym. Sportowo Płomień na boisku rozczarowywał, nie prezentował się tak jak powinien, kończąc poprzedni sezon na mało zaszczytnym przed ostatnim miejscu. Wszystko zaczęło przybierać innego kształtu w przerwie między rozgrywkami, kiedy to Płomień prowadził głośną, medialną kampanię. Plakaty, portale społecznościowe, a nawet radio miały sprawić, że Chmielów ponownie zacznie tworzyć mistrzowską historię.

Zmiana w fotelu prezesa klubu nie była jedyną, która nastąpiła w Płomieniu w tym roku. Na stanowisku trenera wiosną pojawił się Grzegorz Ruła. Nowy szkoleniowiec stanął przed niełatwym zadaniem zbudowania drużyny, która wreszcie odbije się od ligowego dna. Sztuka ta udała mu się w kilka miesięcy. Systematyczne treningi oraz wzmocnienia zaczęły przynosić oczekiwane efekty szybciej niż przypuszczano. – Jestem zadowolony ze swoich chłopaków. Mam bardzo dużo młodych zawodników-wychowanków, którzy są przyszłością tej drużyny wiec nawet jeśli nie uda nam się w tym roku awansować to nie będzie źle – oznajmił Ruła.

Spory wpływ na poprawę jakości gry w tym sezonie mają zawodnicy, którzy zostali pozyskani do drużyny jeszcze przed startem rozgrywek. Od początku rundy ważnymi postaciami w zespole z Chmielowa stali się Mateuszowie – Urbaniak i Niedziałek. Obaj gracze pozyskani, którzy trafili do Płomienia z Jadachów w tym sezonie nie zawodzą, starają się kreować grę i sytuację innym zawodnikom. Jednym z nich jest napastnik, który do drużyny z Chmielowa wrócił po półrocznej przygodzie w Knapach. Kamil Czernik, który  w ostatnich latach najczęściej wpisywał się na listę strzelców zespołu z Chmielowa również i tej jesieni imponuje dobrą formą strzelecką. Snajper Płomienia jak dotąd strzelił 6 bramek. Połowę z nich zdobył w zremisowanym meczu z Żabnem.

Przed drużyną Grzegorza Ruły na pewno jeszcze wiele pracy. Dotychczasowe efekty jednak są zadowalające. Płomień wygrzebał się z B klasowej przeciętności  i pnie się w górę, tak aby na obchody swojego 65-lecia zając jak najwyższą pozycję w lidze. Być może taką, która da prawo gry w wyższej klasie rozgrywkowej. Póki co to melodia przyszłości i marzenia, o których w Chmielowie mówi się coraz głośniej. Jeszcze tej jesieni zespół z Chmielowa czekają cztery niezwykle istotne spotkania. Większa część z  tych potyczek będzie miała miejsce z drużynami, które również pragną walczyć w tym sezonie o najwyższe cele. 

01:05, dante1002
Link Komentarze (1) »