O tarnobrzeskiej piłce, o koszykówce, a przede wszystkim tarnobrzeskim sporcie...
RSS
wtorek, 09 maja 2017

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Zderzenie dwóch piłkarskich żywiołów - tak zapowiadany był sobotni mecz przy Alei Niepodległości 2. Z jednej strony niepokonana od dłuższego czasu w roli gospodarzy Siarka, a z drugiej świetnie radząca sobie na obcych boiskach Warta. Dobrą passę podtrzymali goście, którzy w Tarnobrzegu wygrali 1-0.

Siarka w Tarnobrzegu i poza nim to zupełnie inna drużyna. Podopieczni Włodzimierza Gąsiora na swoim stadionie od listopada byli postrachem ligi - wygrali pięć spotkań, a dwa zremisowali. Nieco gorzej tarnobrzeskiej drużynie wiodło się ostatnio na wyjazdach. Po bolesnej porażce w Elblągu, gospodarzy sobotniego spotkania interesowało tylko zwycięstwo, ale plany odkucia się za ostatnie ligowe niepowodzenie miała również walcząca o utrzymanie Warta Poznań.

Gospodarze nie czuli się pewnie od początku. Już po pierwszych podań widać było, że coś jest nie tak. Wracający do składu po kartkowej karencji Marcin Stefanik w dość prosty sposób zgubił piłkę na własnej połowie, co skrzętnie próbował wykorzystać przeciwnik. Kilka minut później Warta po raz kolejny stworzyła ogromne zagrożenie pod bramką Dybowskiego. Goście swoją przewagę udokumentowali w 34 minucie, kiedy po rzucie rożnym gola zdobył Tomasz Dejewski.

Podrażniona Siarka jeszcze przed przerwą  mogła wyrównać, ale świetnie dysponowanego Laskowskiego tego dnia nie byli w stanie pokonać nie byli w stanie pokonać kolejno: Płatek, Koczon, Czyżycki, Tomalski oraz wprowadzony na boisko w 51 minucie Konrad Stępień. I to właśnie pod adresem wracającego po ciężkiej kontuzji zawodnika słynęło najwięcej pochwał z ust Włodzimierza Gąsiora. - Chciałoby się aby każdy z zawodników podszedł do meczu tak jak Konrad - stwierdził trener Siarki.

Siarka w sobotę zawiodła jako zespół, a poszczególne jednostki - Daniel Koczon, Marcin Stefanik i Hubert Tomalski - nie zdołały zamazać tego obrazu. Po raz pierwszy od roku tarnobrzeska drużyna przed własną publicznością przegrywając spotkanie nie zdobyła nawet bramki. - Po meczu w Opolu coś pękło, nie tworzymy zespołu od trzech meczy - dodał na konferencji Włodzimierz Gąsior. Rozczarowany postawą Siarki szkoleniowiec na poprawę gry i wyników liczy w kolejnych spotkaniach. Najbliższe z nich Siarkowcy rozegrają w Bełchatowie.

POMECZOWE OCENY: 

Karol Dybowski - 6,0 Najlepszy w szeregach gospodarzy. Gdyby nie jego dwie świetne interwencje mogliśmy przegrać znacznie wyżej.

Jan Grzesik - 4,0 W pierwszej połowie nie zrobił ani jednej dobrej akcji w ofensywie. W drugiej podobnie jak cała drużyna, atakował znacznie częściej. Z zadań defensywnych wywiązał się co najwyżej poprawnie. Miał sporo kłopotów z biegającym po jego stronie Ciarkowskim. Raz rywal założył mu "siatkę" a drużynę uratował Dybowski. 

Radosław Sylwestrzak - 4,5 Z grona piłkarzy linii defensywnej wyglądał najlepiej. Miał świetną okazję na strzelenie gola, jego strzał wyśmienicie obronił bramkarz Warty.

Bartosz Walencik - 3,5 Odpowiadał za Dejewskiego przy rzutach rożnych. W 34 minucie zaspał w polu karnym i umożliwił rywalowi strzelenie gola. 

Michał Dawidowicz - 4,0 Przeciętny występ, na plus niezłe centry ze stojącej piłki, zwłaszcza ta z 41 minuty po której szanse mieli Sylwestrzak i Koczon.

Marcin Stefanik - 5,0 Gdyby każdy z piłkarzy walczył tak jak on, to mecz zakończyłby się wielką zadymą. Widać, że chciał, jednak niewiele było pożytku z jego występu. Mała ruchliwość kolegów sprawiła, że najczęściej grał do boku lub do tyłu. Kilka jego przerzutów na skrzydło też było niedokładnych. W ofensywie pokazał się tylko raz, kiedy to wywalczył rzut wolny z linii pola karnego. 

Grzegorz Płatek - 4,0 Słaby mecz. Jedyny dobry moment to piękne uderzenie z lewej nogi, efektownie obronione przez Laskowskiego. 

Mateusz Czyżycki - 3,5 Zagubiony i mało widoczny. Mógł strzelić gola, ale strzelił przewidywalnie i niemal wprost w bramkarza. 

Daniel Koczon - 5,0 Mało było tego dnia jego rajdów, miał problemy z szybkim Fiedosewiczem. Słabiej też wyglądały jego stałe fragmenty gry, często piłka leciała za nisko. Doskonale obsłużył Ropskiego w drugiej połowie. 

Hubert Tomalski - 5,0 Z piłkarzy ofensywnych wyglądał najlepiej. Kiwał i strzelał (aż sześć prób). Zawiódł w jednym momencie: gdy ruszyła kontra Siarki i piłkarze z Tarnobrzega mieli przewagę czterech na dwóch. Zamiast szukać podania wdał się w drybling i stracił piłkę. 

Krzysztof Ropski - 3,5 Nie radził sobie z agresywnie grającymi obrońcami. Miał dwie okazje na gola, obie zmarnował. Strzelił bramkę, jednak już po gwizdku arbitra. Sytuacja zresztą była bardzo kontrowersyjna, sędzia powinien chyba puścić grę, pozwolić kontynuować akcję Siarkowcom zamiast odgwizdywać przewinienie na Stefaniku. 

Michał Żebrakowski - 3,5 Jedno dobre zagranie do Tomalskiego. Widać, że jest bez formy.

Konrad Stępień - 5,0 Na boisku spędził ponad 40 minut i na pewno nie był to czas stracony. Biegał, walczył, pokazywał się do gry. Ożywienie, które wprowadził na boisku nie przyniosło jednak bramkowego efektu. 

Dawid Witkowski i Jakub Głaz - grali zbyt krótko aby ich ocenić. 

Hubert Mikusiński, Sławomir Strzałka 

23:02, dante1002
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 maja 2017

Jeszcze blisko rok temu byli na skraju ligowego dna, notując swój najgorszy sezon w historii występów na boiskach klasy B. W tym sezonie, za sprawą planu naprawczego mozolnie odbudowują swoją pozycję w ligowej hierarchii. Zespół z Serbinowa wiosną podąża zwycięską ścieżką, na którą udało się mu wkroczyć w rundzie jesiennej.  

Wspólnota Serbinów od zawsze przed rozpoczęciem rozgrywek lubiła napinać muskuły. Z ust osób odpowiedzialnych za prowadzenie klubu często wychodziły deklaracje w stylu: Idziemy po awans. Nie zawsze miało to później odzwierciedlenie w rzeczywistości, co powodowało dość duże rozczarowanie wewnątrz zespołu.  Najgorszy w B klasowej historii poprzedni sezon przekonał rządzących, że najważniejsza jest pokora. Dlatego też w tym sezonie nikt już nie odważył składać się odważnych deklaracji.

 – Awans? Nie przesadzajmy! Gramy o jak najwyższe miejsce i tego się trzymajmy – zapowiedział jeszcze na starcie rozgrywek Piotr Wawrylakowski. Dla trenera Wspólnoty, który po raz pierwszy w życiu zdecydował się na pracę w seniorskiej piłce, nowa rola okazała bardzo trudnym doświadczeniem. Wawrylakowskiemu w pierwszym sezonie nie udało się zapanować nad zespołem, który na koniec rozgrywek zajął fatalne 12 miejsce.

Seria porażek i słaby wynik na koniec nie spowodował jednak latem nerwowych ruchów na Serbinowie. Wawrylakowski został, a do zespołu dołączyły brakujące ogniwa w postaci napastników. Do Wspólnoty wrócili Konrad Kasica oraz Kajetan Abramczyk, i właśnie obecność tego drugiego znacząco poprawiła jakość i wydajność gry całego zespołu. – Przyszło dwóch nowych-starych zawodników i wreszcie jest znaczący progres w przodzie, gdzie mogłem rotować – ocenił Wawrylakowski.

Wspólnota jesienią z każdą kolejką się rozkręcała. Po niemrawym początku (remis z Błękitnymi i porażka w Wielowsi) wreszcie nadeszły dni chwały na Serbinowie. Zespół Piotra Wawrylakowskiego wygrał kolejne cztery spotkania z rzędu: dwa wyjazdowe w Kopciach i Krzątce oraz na własnym boisku z Płomieniem Chmielów i Tarnowską Wolą. Na szczególną uwagę zasługuje zwycięstwo właśnie z tą ostatnią drużyną, gdzie Wspólnota z niekorzystnego stanu 0-2 potrafiła odwrócić losy meczu i zwyciężyć 4-2. Do pełni szczęścia derbowych zwycięstw z Iskrą Sobów i Juniorem Zakrzów. W obu tych przypadkach Wspólnota była minimalnie gorsza.

Niepowodzenia z tarnobrzeskimi drużynami Wspólnota powetowała sobie zimą na hali, odnosząc historyczny triumf w turnieju o Puchar Prezydenta. Sukces na zespół Piotra Wawrylakowskiego podziałał jeszcze bardziej motywująco, czego dowodem może być dość udany początek rundy wiosennej i kontakt z ligową czołówką - Zakrzów wydaje się być poza zasięgiem, ale będziemy walczyć o baraż - zadeklarował Piotr Wawrylakowski. Trener Wspólnoty po nerwowym początku pracy może nieco odetchnąć z ulgą. Podobnie jak i prezes klubu, który tej zimy zdecydował się założyć sekcję juniorską w klubie. Czyżby więc nadchodziły lepsze czasy dla Wspólnoty Serbinów? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań zapewne poznamy wkrótce.

Hubert Mikusiński

00:46, dante1002
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 07 maja 2017

Takie starcia OKS Mokrzyszów w tym sezonie lubi najbardziej. Im lepszy przeciwnik, tym większe wyzwanie i jeszcze większa szansa na sprawienie niespodzianki. W ostatnim czasie przekonały się o tym drużyny z Nowej Sarzyny, Zarzecza oraz Stalowej Woli. Dzisiaj czas sprawdzić się z liderującym Sokołem Sokolniki.

Lato 2015 roku. W Sokolnikach szampan leje się strumieniami. Sokół świętuje historyczny awans na IV ligowe boiska. Wiosna 2016 roku. Spadek beniaminka do okręgówki staje się faktem. Po tych wydarzeniach, takiej huśtawki nastrojów w Sokolnikach już nikt nie chce przeżywać. Aby uniknąć podobnego scenariusza, w tym sezonie do klubu został ściągnięty Michał Szymczak. - Wziąłem trenera z wyższej półki i wyznaczyłem cel sportowy zająć pierwsze miejsce - mówił Eugeniusz Pikus. Były trener Siarki Tarnobrzeg, JKS-u Jarosław oraz Unii Tarnów szybko zaczął spłacać kredyt zaufania wielkiego mecenasa sportu.

Kadrowa rewolucja, jaką Szymczak przeprowadził na początku swojej pracy w nowym klubie zdała egzamin. - Lubię otaczać się zawodnikami sprawdzonymi, których znam i mieli coś wspólnego z Siarką - podkreślał Szymczak.  Sokół od początku sezonu zaczął kompletować na swoim koncie zwycięstwa, które znalazły swoje odzwierciedlenie na koniec rundy w ligowej tabeli. Pozorny spokój w postaci siedmiu punktów przewagi szybko jednak został zakłócony. Zimny prysznic na inaugurację wiosny z Pogonią Leżajsk  oraz ostatnia - najgorsza w tym sezonie - seria dwóch spotkań bez zwycięstwa sprawiły, że wypracowana jesienią przewaga szybko stopniała do czterech punktów.

O ile margines błędu w Sokolnikach powoli się wyczerpał, o tyle w Mokrzyszowie, po słabszym początku rundy wiosennej wszystko wróciło do normy. Porażki na własnym boisku z Olimpią Pysznica i Bukową Jastkowice okazały się być chwilą słabości, która mogła przydarzyć się każdemu. Na kryzysowy moment podopieczni Michała Złotka odpowiedzieli w najlepszy możliwy sposób, najpierw pokonując na własnym boisku rezerwy Stali Stalowa Wola (3:0), a trzy dni później Słowianina w Grębowie (1:0). Dzięki tym wygranym OKS zrobił uczynił milowy krok w kierunku utrzymania.

W niedzielę więcej do stracenia mają goście. Zdaje sobie sprawę z tego Michał Szymczak, dla którego mecz w Mokrzyszowie będzie szczególny. Obecny trener Sokoła w 2011 roku wymiernie przyczynił się do największego sukcesu OKS-u, jakim był awans na IV ligowe boiska. Później, po nieudanej przygodzie w Siarce, pod naciskiem działaczy Szymczak na chwilę wrócił jeszcze do Mokrzyszowa, ale tego epizodu już tak miło wspominać nie mógł. Dziś będzie miał dobrą okazję aby przypomnieć się miejscowej publiczności.

Hubert Mikusiński

00:09, dante1002
Link Dodaj komentarz »
sobota, 06 maja 2017

 Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Beniaminek z Poznania to drużyna, która w przeszłości była ważnym elementem polskiej piłki, walcząc o najwyższe laury na arenie krajowej. Warta to dwukrotny mistrz Polski oraz pięciokrotny wicemistrz kraju. Było to jednak dawno, bo ostatni raz ekipa z Wielkopolski była na podium w 1947 roku. Po latach posuchy piłkarze z Poznania wrócili na poziom centralny, ale ich postawa z pewnością nie zaspokaja ambicji kibiców i władz klubu. Beniaminek co prawda gra lepiej niż w rundzie jesiennej, ale wciąż nie może być pewny utrzymania w 2 lidze.

Słaba postawa i co za tym idzie brak wygranych spowodowały, że z ławką trenerską rozstał się były piłkarz Warty i Lecha, Tomasz Bekas. Zastąpił go dobrze znany w kraju nad Wisłą czeski szkoleniowiec, Petr Nemec. W przeszłości pracował on chociażby ze Śląskiem Wrocław czy też Widzewem Łódź. Zmiana trenera odmieniła nieco oblicze zielono-białych. Warta ma na swoim koncie 31 punktów i jest oczko nad strefą spadkową. Jesienią poznaniacy okupowali dno ligowej tabeli, tracąc niemal w każdym meczu dużo bramek. Wiosną goście zdobyli 11 punktów i pokazali, że potrafią być groźni także na wyjazdach. To właśnie w Bytomiu, Stalowej Woli i Legionowie piłkarze z Poznania zainkasowali komplet punktów.

Siarkowcy wiosną stali się zespołem własnego boiska. Trzy ostatnie spotkania na wyjeździe zakończyły się porażkami. O ile w Częstochowie i Opolu tarnobrzeżanie zaprezentowali się dobrze i byli o krok od korzystnych wyników, to w Elblągu zagrali kto wie, czy nie najgorsze spotkanie w całym sezonie. W sumie gracze Włodzimierza Gąsiora wiosną zgromadzili 14 punktów i wciąż mają realne szanse na zajęcie miejsca gwarantującego baraże o 1 ligę. Oba zespoły mają odmienne cele, ale wciąż mają o co walczyć. To powinno zagwarantować emocję, a mecz powinien być pełen walki.

Do składu Siarki wracający pauzujący ostatnio za żółte kartki Marcin Stefanik i Jan Grzesik. Biorąc pod uwagę to, że Siarka w tym sezonie u siebie przegrała zaledwie raz, to ekipa z Podkarpacia będzie faworytem konfrontacji z Wartą Poznań. Bramek powinno być i to kilka – Siarka znana jest z ofensywnego stylu gry, a goście mają najgorszą linię defensywną w całej 2 lidze. Aż 47 straconych goli w 28 meczach pokazuje, że największym problemem Warty jest właśnie defensywa.

Pokazał to także jesienny mecz w Poznaniu, gdzie Siarka stworzyła sobie wiele świetnych okazji do zdobycia gola. Ostatecznie Siarkowcy trzy razy znaleźli drogę do siatki. Piękne gole zdobyli z rzutu wolnego Marcin Stefanik, kapitalnym strzałem z woleja Grzegorz Płatek i po efektownej indywidualnej akcji Hubert Tomalski. Poznaniacy odpowiedzieli w samej końcówce golem Jana Paczyńskiego i przegrali 1:3. Z tamtym meczem wiąże się jednak i złe wspomnienie. Groźnej kontuzji kolana doznał wówczas kapitan Siarki, Konrad Stępień. Obrońca tarnobrzeżan dopiero w ostatnim spotkaniu wszedł na kilkanaście minut i być może powrót do pierwszej jedenastki nastąpi właśnie w konfrontacji z Wartą Poznań.

LICZBY:

3 - tyle razy spotkały się ze sobą obie drużyny. W październiku 2016 roku górą była Siarka. 23 lata temu w Tarnobrzegu tarnobrzeski zespół pokonał Wartę po golach Krzysztofa Zagórskiego oraz Józefa Stefanika. W Poznaniu górą byli gospodarze 1-0. 

80 - raz w barwach Siarki wystąpi dziś Marcin Stefanik i tym samym pobije w liczbie występów swojego ojca, który dla tarnobrzeskiego zespołu rozegrał 79 spotkań.

203 - tyle dni  musiało upłynąć aby na boisko wrócił Konrad Stępień. 

FAKTY:

Siarka Tarnobrzeg przy Alei Niepodległości 2 jest niepokonana od siedmiu spotkań (5 zwycięstw i 2 remisy). 

Warta Poznań to jedna z najgorzej grających drużyn na własnym boisku (11 punktów) i jeden z lepiej grających zespołów na obcych boiskach (20 punktów - 4 wynik w lidze). 

Ostatni raz Warta Poznań dwa gole w meczu wyjazdowym straciła pół roku temu. 

W obu spotkaniach Siarki z Wartą w sezonie 1993/1994 wystąpił Tomasz Iwan, późniejszy reprezentant kraju. 

Bartosz Półrolniczak, Hubert Mikusiński

02:05, dante1002
Link Dodaj komentarz »
piątek, 05 maja 2017

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Piłkarski los w ostatnim czasie go nie oszczędzał. Częściej niż na boisku pojawiał się w lekarskich gabinetach. Od października 2016 roku z powodu kontuzji zerwania więzadeł krzyżowych stracił pół roku. Dziś powoli wraca do zdrowia, siły i formy. Konrad Stępień w Elblągu wreszcie doczekał się pierwszego ligowego występu tej wiosny.

Gdyby nie wciąż powracające kontuzje, Konrad Stępień mógłby być dziś w zupełnie innym miejscu. Wychowanek Siarki, który większą część swojego piłkarskiego życia spędził w Mielcu, pod koniec 2013 roku, jako jedyny zawodnik z II ligowego frontu znalazł uznanie w oczach trenera reprezentacji Polski do lat 20. Jacek Zieliński zabrał gracza Siarki do Płocka, gdzie młodzieżowa drużyna pokonała  4-0 rówieśników ze Szwajcarii. Stępień na boisku zameldował się w 77 minucie. Na kolejne swoje powołanie zapracował kilka miesięcy później w marcu, gdy Polacy mierzyli się w Asco Piecano z Włochami. 

Z czasem jednak przygoda z piłką utalentowanego wychowanka Siarki Tarnobrzeg stała się wielką niewiadomą. Stępień, który w tarnobrzeskim zespole występuje nieprzerwanie od 2012 roku, był już przymierzany do gry na wyższym poziomie niż II liga. Chwilę po niezwykle udanym sezonie 2013/2014, kapitan tarnobrzeskiego klubu przebywał na testach w I ligowym Zagłębiu Lubin. Plany w dużym stopniu pokrzyżowała kontuzja kolano-skoczka. Gdy wydawało się, że wszystko wraca do normy Stępień znowu na swojej drodze napotkał przeciwności losu, które wiosną poprzedniego roku całkowicie wykluczyły go z gry.

W tym sezonie 24-letni zawodnik tarnobrzeskiego klubu brzemiennego w skutkach urazu doznał w pierwszej połowie meczu w Poznaniu. Boisko opuścił na noszach z przypuszczeniem zerwanych więzadeł. Najgorsza diagnoza dla samego zawodnika, jak i zespołu szybko się potwierdziła. Stępień po raz kolejny został wyłączony z gry, a na swój powrót musiał cierpliwie czekać pół roku  - Przez całą zimą ciężko pracowałem nad tym aby w odpowiednim czasie rundy wiosennej wrócić do gry - mówi Stępień. Ten odpowiedni czas wydaje się właśnie nastał, bo Siarka wciąż liczy się w grze o najwyższe cele.

Powrót Stępnia na boisko jest nie tylko istotny z perspektywy samego zawodnika. Swojej radości z faktu obecności w kadrze wychowanka Siarki nie kryje Włodzimierz Gąsior, który w Elblągu miał spory problem kadrowy. - Pod każdym względem go nam brakowało. Zresztą mam wrażenie, że ta drużyna inaczej funkcjonuje, jak jest Konrad na boisku - ocenił trener Siarki.  Boiskowa uniwersalność i piłkarska jakość Stępnia w końcówce sezonu z pewnością przyda się całemu zespołowi Siarki.

Hubert Mikusiński

22:49, dante1002
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 04 maja 2017

Tylko jedna porażka w trzynastu domowych spotkaniach. Niezwykle młody zespół. Miejsce w ścisłej czołówce II ligi i co za tym idzie perspektywa gry na zapleczu Ekstraklasy - te argumenty wciąż nie wszystkich przekonują aby co dwa tygodnie gościć przy Alei Niepodległości 2. Miejscu, które przez ostatni czas kojarzone jest głównie z sukcesami drużyny Włodzimierza Gąsiora.

Aby zobaczyć, kiedy po raz ostatni zaznała goryczy porażki na własnym obiekcie trzeba sięgnąć pamięcią kilka miesięcy wstecz. Porażka 1-2 poniesiona jeszcze w październiku z GKS-em Bełchatów jak się później okazało była po prostu wypadkiem przy pracy. Wiosna jest tego najlepszym potwierdzeniem. Siarka mimo nie zawsze równej gry w tej rundzie, przy Alei Niepodległości 2 uporała się już z Kotwicą Kołobrzeg (2:1), Polonią Bytom (2:0) oraz z Polonią Warszawa (1:0). Jeśli istnieje prawo serii, to w kolejnych spotkaniach (Warta, Gryf, Rybnik) o końcowe wyniki tarnobrzescy kibice mogą być spokojni.

Jedna porażka poniesiona na własnym obiekcie to rzadkość w przypadku Siarki Tarnobrzeg. Ostatnią generacją, która dokonała takiej sztuki przy Alei Niepodległości 2 był IV ligowy zespół prowadzony przez Jarosława Zająca. W II ligowej erze najbliżej takiego wyczynu był zespół Tomasza Tułacza. Zmierzająca wtedy w kierunku I ligi Siarka na własnym obiekcie zgromadziła 38 punktów. Dzisiaj, młodej drużynie Włodzimierza Gąsiora do wyrównania tego wyczynu brakuje trzech zwycięstw.

Wiosenny terminarz gier sprzyja tarnobrzeskiej drużynie. Większość spotkań, jakie Siarka już rozegrała na własnym stadionie toczyła się z drużynami, które muszą martwić się o utrzymanie ligowego bytu. Podobnie będzie w najbliższą sobotę, gdy do Tarnobrzega zawita Warta Poznań. Gospodarze muszą jednak zachować szczególną ostrożność bowiem drużyna ze stolicy województwa Wielkopolskiego w tym sezonie wyjątkowo upodobała sobie zdobywanie punktów na obcych terenach. Warta do tej pory w meczach wyjazdowych zgromadziła łącznie 20 punktów, co stanowi czwarty wynik spośród wszystkich zespołów. Lepsze pod tym względem są tylko trzy najlepsze zespoły II ligi.

Hubert Mikusiński

23:55, dante1002
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 maja 2017

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

W kwietniu Siarka Tarnobrzeg zagrała pięć razy. Dwa domowe mecze wygrała, nie tracąc w nich gola, trzy wyjazdowe przegrała, tracąc w nich aż 10 bramek. Generalnie tarnobrzeski zespół w kwietniu grał w kratkę, podobnie zresztą jak poszczególni zawodnicy. Wyjątkiem był Daniel Koczon, który w minionym miesiącu zanotował cztery asysty i w żadnym spotkaniu nie zawiódł. I to właśnie Daniel według not Sportowego Tarnobrzega był najlepszym piłkarzem Siarki w kwietniu. Gratulujemy! 

Klasyfikacja za występy w kwietniu:

6,0 Daniel Koczon

5,8 Marcin Stefanik

5,1 Radosław Sylwestrzak

4,9 Karol Dybowski

4,7 Bartosz Walencik, Grzegorz Płatek

W klasyfikacji na piłkarza sezonu także Daniel Koczon, z niewielką przewagą nad grupą pościgową. 

5,64 Daniel Koczon

5,47 Radosław Sylwestrzak

5,46 Marcin Stefanik

5,40 Bartosz Walencik

5,38 Hubert Tomalski

Sławomir Strzałka

20:32, dante1002
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 02 maja 2017

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Skuteczność i regularność – tym Siarka imponowała jesienią w meczach wyjazdowych, gromadząc na swoim koncie wiele cennych punktów. Wiosną jest nieco inaczej. W sobotę podopieczni Włodzimierza Gąsiora przegrali trzeci mecz z rzędu na obcym boisku. Osłabiony brakiem Marcina Stefanika i Jana Grzesika tarnobrzeski zespół tym razem nie dał rady Olimpii Elbląg. 

Osiem goli straconych w dwóch ostatnich wyjazdowych potyczkach oraz kadrowe braki sprawiły, że trener Włodzimierz Gąsior po raz pierwszy w tym sezonie zdecydował się nieco inaczej zestawić swój zespół. Bardziej asekuracyjne ustawienie przez większą część pierwszej połowy w Elblągu przynosiło zamierzony skutek. Siarka grała odpowiedzialnie, ostrożnie, uważnie i mogła, a nawet powinna wyjść na prowadzenie. W 32 minucie z najbliższej odległości wprost w bramkarza gospodarzy trafił Radosław Sylwestrzak. Skuteczności nie zabrakło za to Jakubowi Bojasowi, który tuż przed przerwą okazał się pewnym egzekutorem rzutu karnego. 

W drugiej połowie trzeba było już zweryfikować założenia taktyczne. Zdecydowanie zaatakować i starać się wyrównać. Pomóc miał w tym wprowadzony na plac gry Krzysztof Ropski, ale napastnik Siarki tej wiosny po raz kolejny zbytnio nie potrafił odnaleźć się w polu karnym rywali. Znacznie więcej do gry wnieśli za to zmiennicy Olimpii. Wprowadzeni na boisko Kołosov i Lisiecki w kilka minut pozbawili złudzeń gości. Dwa trafienia w przeciągu dwóch minut rozstrzygnęły rywalizację szóstej z piątą drużyną II ligi. - Na Olimpię grającą u siebie trzeba być skoncentrowanym całe 90 minut, a nam tego zabrakło - mówił po spotkaniu Włodzimierz Gąsior. Olimpia dzięki wygranej zbliżyła się do Siarki na jeden punkt. 

POMECZOWE OCENY: 

Karol Dybowski - 4,0 Mógł lepiej zachować się przy drugim golu dla gospodarzy, chyba niepotrzebnie wyszedł poza światło bramki. Przy karnym i trzecim golu bez szans. Świetnie zachował się przy strzale z rzutu wolnego w pierwszej połowie i zaraz po przerwie, kiedy to obronił trudny strzał Szuprytowskiego. 

Bartosz Walencik - 3,5 Grał już znacznie lepsze mecze w Siarce. Tym razem nie ustrzegł się błędów. 

Radosław Sylwestrzak - 3,0 Kilka niezłych zagrań w defensywie, choć też zdarzały mu się spore błędy. Miał wyśmienitą okazję do strzelenia gola przy stanie 0-0. Kto wie, jak potoczyłby się ten mecz gdyby wtedy skierował piłkę bardziej do boku, a nie w nogę bramkarza. Trudno wyobrazić sobie lepszą okazję strzelecką niż ta którą miał Radek.

Dawid Witkowski - 4,0 Popełniał błędy w pierwszej połowie, ale miał też dobre momenty. To on wybił piłkę zmierzającą w bramkę w pierwszej połowie. Przed przerwą zagrał jako pół-lewy obrońca w bloku trzyosobowym. Po przerwie przesunięty został na lewą stronę defensywy i raził głównie niedokładnością w grze do przodu. 

Michał Dawidowicz - 3,0 Zagrał słabo zarówno w roli lewego wahadła, jak i na lewej stronie obrony.

Hubert Tomalski 3,5 Maczał palce przy stracie jednego z goli. Tym razem miał znacznie więcej zadań defensywnych niż ofensywnych. Nie czuł się w nowej roli najlepiej. W końcówce zagrał nawet jako prawy obrońca. 

Tomasz Przewoźnik 2,5 Zaczął w roli defensywnego pomocnika obiecująco, od dwóch odbiorów w środku pola. Potem grał coraz słabiej. Raził niedokładnością, widać było sporą nerwowość w jego poczynaniach. Gdy trener Gąsior w przerwie zrezygnował z początkowego ustawienia i kazał grać czterema piłkarzami z tyłu, Przewoźnik wrócił na swoją nominalną pozycję prawego obrońcy. Tam jednak kompletnie sobie nie radził, to jego stroną poszły dwie akcje zakończone golami. 

Grzegorz Płatek - 4,0 Dyskretny występ. Ani nic szczególnego nie zepsuł, ani niczym specjalnym się nie wyróżnił.

Mateusz Czyżycki - 3,5 Do momentu faulu w polu karnym na rywalu grał całkiem solidnie. Miał nawet okazję strzelecką, ale po dośrodkowaniu Koczona nie trafił w bramkę. 

Daniel Koczon - 5,0 Jedyny piłkarz ofensywny, który nie zawiódł tego dnia. W Elblągu pełnił rolę kapitana. W pierwszej połowie świetnie zagrał do Czyżyckiego, w drugiej połowie kilka razy w swoim stylu przedarł się dzięki udanym dryblingom. Groźny obojętnie czy biegał w środku, czy bliżej skrzydła. Nie bardzo jednak miał z kim grać. 

Michał Żebrakowski - 3,0 Zupełnie nie potrafił odnaleźć się na boisku. Zagubiony, mało zdecydowany i niedokładny. Zepsuł kilka groźnie zapowiadających się kontr poprzez swoją niedokładność lub złe wybory. 

Krzysztof Ropski 3,5 Trochę lepszy od Żebrakowskiego, choć też można się doczepić do kilku jego zagrań. 

Konrad Zaradny - 4,0 Jako jedyny w drugiej połowie oddał celny strzał na bramkę w naszym zespole. 

Konrad Stępień - 4,0 Pojawił się na boisku bo wielomiesięcznej przerwie. Trener Gąsior spokojnie wprowadza go do zespołu. Wszedł gdy wynik był już przesądzony, rywale nie atakowali już tak wysoko, miał więc Konrad momentami sporo miejsca.

Mateusz Wawrylak - grał zbyt krótko.

LICZBA MECZU:

3 - wyjazdowe porażki z rzędu to seria, jakiej Siarka w tym sezonie jeszcze nie doświadczyła.

Hubert Mikusiński, Sławomir Strzałka

22:33, dante1002
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 kwietnia 2017

Mieli niespełna 20 lat, gdy trafili do pierwszego zespołu Siarki, którego trenerem wówczas był Włodzimierz Gąsior. Na boiskach I ligi rozegrali łącznie ponad 220 spotkań. Rafał Oleniacz zaczynał jako napastnik aby później za kadencji Jacka Zielińskiego stać się skrajnym obrońcą. Jacek Rączkowski z kolei przez większą część swojej piłkarskiej przygody przebywał w środku pola. Dziś - po wielu długich latach- piłkarski los sprawił, że obaj znowu się spotkali, ale już w nieco innych rolach.

Jeszcze nie tak dawno temu grali do jednej bramki w tej samej drużynie. Rafał Oleniacz podczas swojej bogatej w sukcesy, trenerskiej przygodzie w Stalach, w pewnym momencie stwierdził, że jego drużynie potrzeba doświadczenia. Wtedy padło właśnie na Jacka Rączkowskiego, który jako środkowy pomocnik spełnił pokładane w nim nadzieje. Z czasem jednak problemy ze zdrowiem zmusiły 41-letniego pomocnika do powieszenia korków na kołku. Rączkowski bez kontaktu z piłką żył tylko kilka miesięcy.

Już na samym początku 2016 roku zdecydował się przejąć po padającą w coraz większy głębszy kryzys Wielowieś. Pod jego wodzą tarnobrzeski zespół powstał z kolan i już  poprzedniej wiosny prezentował wysoką formę. Dziewięć zwycięstw, dwa remisy i tylko dwie porażki w rundzie rewanżowej były jasnym dowodem, że sumiennie przepracowany okres przygotowawczy zaczyna przynosić efekty. OKS zaczął podążać w dobrym kierunku, a runda jesienna tego sezonu tylko to potwierdziła.

Rozłąka z piłką w przypadku Rafała Oleniacza była nieco dłuższa. Po zakończeniu trenerskiej misji w Stalach, Oleniacz miał zostać ponownie opiekunem Mokrzyszowa. Miejscowi działacze szybko jednak z tego pomysłu się wycofali. Większe zaufanie były trener Transdźwigu Stale znalazł  jesienią w Zakrzowie, gdzie przejął osierocony zespół. Od tego momentu Junior już tylko wygrywał, stając się przy okazji najpoważniejszym zagrożeniem dla dotychczasowego lidera rozgrywek.

Czekający już od ponad dekady Junior swoją wysoką formę z poprzedniego roku (18 zwycięstw) potwierdził już na inaugurację rundy wiosennej, pokonując 4-2 na własnym terytorium Wielowieś. Do derbowego zwycięstwa przyczynili się zarówno nowi zawodnicy - Tołłoczko, Leptacz i Mróz,  jak i gracze z dużo większym stażem w klubie - Konopacki i Czech. Wygrana zespołu z Zakrzowa spowodowała pierwszą od początku września zamianę miejsc na ligowym szczycie. Teraz to drużyna z sąsiedztwa jest krok przed zespołem z Wielowsi w drodze na boiska A klasy.

Hubert Mikusiński

01:18, dante1002
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 kwietnia 2017

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Po zwycięstwach z Kotwicą Kołobrzeg (2:1) i Polonią Bytom (2:0)  celem podopiecznych Włodzimierza Gąsiora było odniesienie kolejnego zwycięstwa, które pozwalało przybliżyć się do Radomiaka na odległość dwóch punktów. W składzie gospodarzy na mecz z Polonią kontuzjowanego Michała Dawidowicza zastąpił Dawid Witkowski. Do meczowej jedenastki powrócił również Hubert Tomalski, i to właśnie pomocnik Siarki  udanym wślizgiem rozpoczął kluczową dla losów meczu akcję.

Na początku meczu jednak, to  zbłąkana na dobre w dolnych rejonach tabeli Polonia próbowała zaskoczyć, ale gospodarze szybko odpowiedzieli. Bardzo składną akcję w 14 minucie zapoczątkował Grzesik, który na skrzydle szybko znalazł Daniela Koczona. Pomocnik Siarki chwilę później dośrodkował w pole karne, gdzie po raz kolejny tej wiosny bliski szczęścia był Michał Żebrakowski. Najskuteczniejszy zawodnik Siarki w sobotę nie poprawił swojego bramkowego dorobku, podobnie jak Marcin Stefanik. Kapitan Siarki w 28 minucie nie wykorzystał rzutu karnego.

Przełom nastąpił  kilkanaście minut później, gdy Siarka skorzystała ze swojego firmowego zagrania wiosną, czyli stałego fragmentu gry. W głównej roli - nie po raz pierwszy tej wiosny - wystąpił obrońca tarnobrzeskiego klubu. Cała akcja do znudzenia przypominała tą z końcówki spotkania z Błękitnymi, gdy dośrodkowanie z bocznego sektora boiska na gola zamienił Jan Grzesik. Tym razem defensora Siarki w zamiarach ubiegł inny defensor. Sylwestrzak, który na pierwszego gola w Siarce czekał od ponad roku, tego dnia był najlepszym i najpewniej grającym zawodnikiem na boisku.

Z biegiem czasu mecz tracił na wartości. Siarka sporadycznie zagrażała Polonii, przyjezdni zaś za wszelką cenę dążyli do zmiany niekorzystnego rezultatu. Na drodze Czarnym Koszulom stanął jednak nie po raz pierwszy tej wiosny dobrze dysponowany Karol Dybowski oraz arbiter, u którego goście domagali się rzutu karnego. - Co klub Polonia Warszawa zrobił sędziom? - pytał retorycznie na pomeczowej konferencji trener zespołu ze stolicy. 

Słabą postawę arbitra w najbliższą sobotę na własnej skórze odczuje również Siarka. W długą podróż do Elbląga, tarnobrzeski zespół uda się bez pauzujących za nadmiar żółtych kartek Jana Grzesika oraz Marcina Stefanika. W składzie nie zabraknie natomiast Daniela Koczona, który do najbliższego rywala podchodzi z pewnymi obawami. - Bardzo specyficzny klimat, bardzo specyficzne boisko i tam będzie naprawdę bardzo ciężko - ocenia pomocnik Siarki. Koczon póki co z Olimpią ma jednak bardzo miłe wspomnienia. Jesienią przeciwko swojemu byłemu zespołowi zagrał koncertowo. Kto wie, może i w sobotę przypomni o sobie również w Elblągu.

OCENY POMECZOWE:

Karol Dybowski - 7,0 Fantastycznie zachował się w sytuacji sam na sam z Sauczkiem w drugiej połowie. Obronił też groźny strzał Wiśniewskiego z dalszej odległości. Pewny i zdecydowany w swych interwencjach.

Jan Grzesik - 5,5 Niezły mecz Janka, choć trochę rywale napsuli mu krwi. Pomylił się raz, kiedy uciekł mu Sauczek. Na szczęście bez konsekwencji. Fajnie zachował się w 12 minucie, wyprzedził i ubiegł Kluskę rozpoczynając groźną kontrę zespołu zakończoną strzałem Żebrakowskiego. Dostał żółtą kartkę i nie zagra w Elblągu.

Radosław Sylwetrzak - 7,5 Gracz meczu, nie tylko dlatego, że strzelił zwycięskiego gola. Praktycznie nie mylił się w destrukcji. 

Bartosz Walencik - 6,0 Dobry występ Bartka. Współnie z Sylwestrzakiem nie pozwolili na wiele graczom ofensywnym Polonii i dość szczelnie zaryglowali dostęp do swojej bramki.

Dawid Witkowski - 5,0 Zastąpił chorego Dawidowicza i zagrał nieźle. W pierwszej połowie irytował zbyt długim przetrzymywaniem piłki. W drugiej popełnił błąd w kryciu przy stałym fragmencie gry. Uciekł mu Zembrowski jednak przestrzelił z bliska.

Marcin Stefanik - 5,5 Na jego ocenę rzutuje zmarnowany karny z pierwszej połowy. Ze swoich pozostałych zadań wywiązał się więcej niż dobrze. 

Grzegorz Płatek - 5,0 W pierwszej połowie dwie fajne piłki do Koczona na wolne pole. Szkoda sytuacji z drugiej odsłony, kiedy to źle przyjął piłkę i zmarnował szansę na wyprowadzenie kontry. Bardzo pracowity. 

Mateusz Czyżycki - 5,0 Praktycznie się nie zatrzymywał. W przodzie tworzył niewiele zagrożenia, ale bez przerwy wywierał presję na środkowych pomocników Polonii. Wykonał ogrom pracy w środku pola. 

Hubert Tomalski - 5,0 Ładnie strzelił na początku drugiej połowy. Bardzo nerwowy. Złapał żóltką kartkę i nadal pozwalał sobie na dyskusję z arbitrem. Szybko zmieniony przez Zaradnego. 

Daniel Koczon - 6,5 W pierwszej połowie najjaśniejsza postać Siarki w grze ofensywnej. Podawał do Żebrakowskiego w 12 minucie, idealnie zacentrował na głowę Sylwestrzaka notując 11 asystę w sezonie. Sam też próbował szczęścia ale jego potężny strzał z lewej nogi znakomicie obronił Tobjasz. W drugiej połowie zupełnie niewidoczny. Tak jak cały zespół zagrał dużo słabiej. 

Michał Żebrakowski - 4,0 Mógł strzelić gola w 12 minucie ale dobrze zachował się Tobjasz. Raz fajnie napędził atak zespołu. Znacznie częściej jednak tracił; piłkę. Po przerwie zupełnie zniknął z pola widzenia i trener Gąsior zdjął go z boiska.

Krzysztof Ropski - 4,0 Dużo walki w powietrzu, jeden niecelny strzał, sporo pracy w defensywie.

Konrad Zaradny - 4,0 Jedna niezła akcja, to on wyłożył Ropskiemu piłkę na strzał.

Marcin Stromecki i Tomasz Przewoźnik - grali zbyt krótko aby ich ocenić. 

LICZBY:

4 - tyle goli wiosną zdobyli obrońcy Siarki. Bartosz Walencik już dwukrotnie wpisywał się na listę strzelców (Kotwica i Odra), Do tego po jednym trafieniu zanotowali Jan Grzesik (Błękitni) oraz Radosław Sylwestrzak (Polonia). 

7 - od tylu spotkań Siarka nie poniosła porażki na własnym obiekcie.

51 - dokładnie tyle fauli w sobotę odgwizdał Daniel Kruczyński. Dotychczasowy rekord w ilości przewinień z udziałem Siarki Tarnobrzeg miał miejsce w Warszawie (47 fauli). 

Sławomir Strzałka, Hubert Mikusiński 

02:11, dante1002
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 37