O tarnobrzeskiej piłce, o koszykówce, a przede wszystkim tarnobrzeskim sporcie...
RSS
środa, 19 lutego 2014

Od blisko czterech lat trwa sen tarnobrzeskich sympatyków basketu w Tarnobrzegu o fazie play-off. I trwać będzie z pewnością nadal, o ile oczywiście znajdą się pieniądze na finansowanie drużyny, która częściej rozczarowuje niż zaskakuje. Trwający sezon mimo, że do końca rozgrywek zostało jeszcze 11 spotkań wydaje się być dopełnieniem czary tej goryczy, jaka przelewa się pod tarnobrzeskim koszem. Posmaku wszystkich porażek nie osłodzą wygrane ze Stelmetem czy osłabionym Anwilem. Nie zmieni tego również wygrana 8 marca z Kotwicą Kołobrzeg, która obecnie znajduje się w stanie agonalnym. Co prawda u nas takiego konania nie ma, ale trzymając się nomenklatury medycznej jest śpiączka i to głęboka z której póki co ciężko się dobudzić. Nie trudno się jednak domyślić o co, a właściwie o kogo w tym momencie chodzi.

Zbigniew!!! Pyszniak!!! Tak blisko 4 lata temu skandowali kibice, który świętowali historyczny awans do ekstraklasy na parkiecie. Owacja była oczywiście swoistym podziękowaniem dla Pyszniaka, który trenował wówczas zespół Siarki. Ojciec tarnobrzeskiego basketu, który miewał swoje życiowe wzloty i upadki na taki dzień czekał chyba całe swoje życie. Być może była to też nagroda za trud i zaangażowanie po tym jak kiedyś trenerskie rzemiosło zamienił na stanowisko zarządcy i wykupił dziką kartę za 20 tysięcy złotych po wycofaniu się Alby Chorzów. Pyszniak przez lata był postrzegany za dobrego menadżera i słabszego trenera. Chyba jednak nie do końca tego świadomy z uporem maniaka zawsze wracał na trenerską ławkę. Awans do ekstraklasy z pewnością utwierdził go jeszcze bardziej w przekonaniu, że w roli trenera może się spełnić. Jego wizje jednak szybko spaliły na panewce. 9 porażek z rzędu w końcu zmusiło go do trenerskiej kapitulacji. Sytuację ratować miał jego początkowy asystent Bogdan Pamuła, ale było już troszkę za późno. Siarka zapłaciła frycowe za pierwszy sezon w ekstraklasie.

Pyszniak, który nigdy nie ukrywał swoich sympatii do bliskich znajomych w następnym sezonie drużynę powierzył Dariuszowi Szczubiałowi. Zespół, który ukształtował był ciekawy, ale w ostatecznym rozrachunku czegoś brakowało. Drugi i trzeci sezon w TBL to 9 miejsce na koniec rozgrywek. Dla jednych był to dobry wynik, dla innych pozostawiał lekki niedosyt, bo przecież pierwsza ósemka była blisko. Swoją osobę umieściłbym bez wahania w tej drugiej grupie. Był niedosyt, był też sceptycyzm różnie odbierany, ale były też piękne momenty i bardzo emocjonujące mecze na które z niecierpliwością się czekało i które z przyjemnością się oglądało. Skoro jednak wtedy czułem ten lekki niedosyt to co mam powiedzieć dzisiaj?

Czwarty sezon w TBL, gdzie klub dzięki pomocy prezydenta pozyskuje stabilnego sponsora. Wydawać by się też mogło, że z wszystkich błędów jakie miały miejsce w poprzednich sezonach wyciągnięte zostały odpowiednie wnioski. 3 lata to dużo czasu na przerabianie tego samego materiału co roku. Do tego skład, który miał się okazać tym najmocniejszym biorąc pod uwagę wszystkie sezony. Niepewność wzbudzać mogła jedynie osoba nowego trenera - Leszka Marca, który dla większości był postacią zupełnie anonimową. 20 letnia znajomość ze Zbigniewem Pyszniakiem jednak zrobiła swoje. Ligowa rzeczywistość jednak szybko zweryfikowała trenerskie możliwości Marca, a właściwie ich brak. Zamiast trenera był pozorant, który w umiejętny sposób opowiadał różne bajki na konferencjach. O ile w Radomiu zespół przegrał nieznaczną różnicą punktową o tyle druzgocące porażki ze Śląskiem u siebie, z Assecco na wyjeździe i z Turowem spowodowały, że koniec Marca nastał już w październiku. Pyszniak tym razem nie czekał w nieskończoność i zadania powierzył asystentowi Arkadiuszowi Papce. Młody, ambitny, były koszykarz Siarki wprowadził dużo ożywienia i urozmaicenia na treningach. Do swojego trenerskiego CV wpisać mógł również wygraną w meczu z Koszalinem. Po porażkach z Anwilem i Treflem jednak prezes Pyszniak zdecydował się na odgrzać starego kotleta. Do trenowania klubu bowiem powrócił Szczubiał z którym po poprzednim sezonie w Tarnobrzegu się pożegnano. Tak jak można było się spodziewać osoba byłego szkoleniowca Kotwicy nie za wiele wniosła do zespołu. Pojawiły się zwycięstwa z beznadziejnie grającą Polpharmą oraz wyjazdowe w Kołobrzegu z jeszcze słabszą Kotwicą. Wygrane w tych spotkaniach były po prostu obowiązkiem.

Porażki na koniec 2013 roku z Czarnymi Słupsk i Rosą Radom można jeszcze w jakiś racjonalny sposób wytłumaczyć. Nie da się natomiast wytłumaczyć czemu miała służyć podróż do Wrocławia w ten sam dzień co mecz. Ponad 6 godzin jazdy plus postój w korku, co później skutkowało spóźnionym dojazdem na halę i opóźnieniem meczu. Efekt tego wszystkiego mógł być tylko jeden. Porażka różnicą 39 punktów. I to nie ze Stelmetem czy Turowem, ale ze Śląskiem, który wrócił w tym sezonie do TBL.

Winnych nie trzeba było długo szukać. Po eskapadzie własnymi autami do Torunia przed sezonem i nieudanej wyprawie do Włocławka w ten sam dzień co mecz w końcu się udało dopiąć celu. Fala krytyki przelewająca się w sieci na klubowy zarząd na czele z Pyszniakiem była ogromna. Nie ma się jednak co dziwić, bowiem żaden normalnie i zdrowo zarządzany klubu na mecz nie jedzie w tym samym dniu co jest on rozgrywany. Pyszniakowi najwyraźniej było po prostu szkoda pieniędzy na nocleg w hotelu. Przeciwstawić się temu pomysłowi najwyraźniej bał się również sam Szczubiał, który nie chciał narażać się swojemu dobremu znajomemu.

We Wrocławiu z zespołem rozstał się również Tony Weeden. Z początku niechciany przez Pyszniaka zawodnik dla wielu miał być dobrym wzmocnieniem drużyny. Niestety, pozyskanie byłego gracza Anwilu, który kiedyś rzucił nam 39 punktów było totalnym nieporozumieniem. Weeden w drużynie Jeziora spędził miesiąc po czym postanowił przenieść się na Cypr. Do dzisiaj próbuję rozwiązać tą zagadkę w jakim celu go tutaj sprowadzono skoro po kilku spotkaniach w drużynie już go nie było? Sądzę, że tej zagadki niebyły w stanie rozwikłać sam prezes Pyszniak, który absurdalnych decyzji w tym sezonie popełnił co najmniej tyle ile przez ostatnie 3 lata.

Nie da się tego ukryć, że zarząd klubu po prostu jeszcze nie dorósł do ekstraklasowego poziomu. Wszystko tak naprawdę zaczyna się u podstaw. Ludzie, którzy próbują tworzyć te podstawy w klubie sukcesu gwarantującego najlepszą 8 osiągnąć się zwyczajnie nie da. I nie chodzi tylko o zarządzanie klubem, ale i też o podejście do zawodników. W tym klubie traktuje się ich na zasadzie ''płace to masz grać i nie chce słyszeć o tym, że coś boli''. Wielu zawodników, którzy mieli okazję tutaj grać się o tym boleśnie przekonało. Zarząd funkcjonujący na amatorskim poziomie jednak robi dobrą minę do złej gry. Wszak przecież mamy ekstraklasę wiec to już jest jakaś nobilitacja. Do tego zwycięstwa Stelmetem i Anwilem, które z pewnością posłużą Pyszniakowi, jako karta przetargowa do rozmów z działaczami Stabillu. Ci w temacie koszykówki są zwyczajnymi laikami. Wyłożyli pieniądze licząc na reklamę i się zabrali. Świadczyć może o tym ten fakt, że momentu prezentacji zespołu i pierwszego meczu ze Śląskiem nikogo z zarządu Stabillu w Tarnobrzegu nie było. Zabawa więc może trwać w najlepsze i tak pewnie będzie nadal dopóki będą środki finansowe. W każdym razie nie zanosi się na to aby ktoś odważył się na terenie prywatnego folwarku rozkruszyć ten beton o podobnej konsystencji do tego z czasów prezesury Grzegorza Laty w PZPN. Aby pojawił się postęp potrzeba zmian i to szybkich, ale czy to w ogóle jest możliwe?

03:05, dante1002
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 lutego 2014

NIEDZIELA (9.02.2014)

Iście wiosenna aura powitała nad Jeziorem Tarnobrzeskim w niedzielny poranek biegaczy oraz grupę miłośników Nordic Walking. Druga edycja zimowego biegu na starcie zgromadziła 89 biegaczy i 33 uczestników marszu z kijkami. Impreza miała charakter czysto rekreacyjny, a jej celem była integracja środowiska biegowego. Dla większości uczestników bieg był przetarciem i formą przygotowań do sezonu. Trasy przygotowane dla biegaczy oraz uczestników marszu wynosiły 10 i 5 kilometrów. Nad Jeziorem Tarnobrzeskim skutym lodem zaprezentowali się również miłośnicy lodowatych kąpieli z klubu Body Mors. Zimowy bieg to impreza, która otwiera kalendarz biegowy w Tarnobrzegu. 27 kwietnia odbędzie się Bieg Siarkowca. 7 czerwca zaś zaplanowano kolejną edycję Maratonu nad Jeziorem Tarnobrzeskim. 12 października natomiast biegacze podbiegną z Baranowa Sandomierskiego do Tarnobrzega w ramach Biegu Nadwiślańskiego.

W kapitalnym stylu pierwszą fazę rozgrywek zakończyli kadeci Siarki Jeziora Tarnobrzega. Młodzi koszykarze, który od kilku sezonów odnoszą znaczące sukcesy na arenie krajowej w swoim roczniku wygrali wszystkie 12 spotkań w grupie podkarpackiej. W niedzielę nie dali żadnych szans Niedźwiadkom z Przemyśla wygrywając 143-28.

Po zdecydowanym wygraniu grupy podkarpackiej podopieczni Dariusza Szczucińskiego wywalczyli awans do rozgrywek strefy lubelsko-podkarpackiej. Na kadetów w tej grupie czekają dwumecze z drużynami Stalowej Woli, Lublina oraz Białą Podlaską.  Jeśli młodzi koszykarze w podobnym stylu przebrną tą fazę rozgrywek wywalczą awans do półfinałów Mistrzostw Polski, które już raz były rozgrywane w Tarnobrzegu. Nie mielibyśmy nic przeciwko aby scenariusz się powtórzył. Warto dodać, że swój pierwszy mecz w drugim etapie kadeci Siarki rozegrają w Lublinie w najbliższy piątek. Dwa dni później na własnym parkiecie podejmą zaś ekipę z Białej Podlaskiej. Początek meczu O godz. 13:00.

Swój awans do drugiego etapu rozgrywek wywalczyli również młodzi koszykarze w grupie Młodzik pokonując Stal Stalową Wolę 87-34.

PONIEDZIAŁEK (10.02.2014)

Wiele wskazuje na to, że w tym roku doczekamy kolejnej, VI już edycji Tarnobrzeskiej Amatorskiej Ligi Piłkarskiej. Od poprzedniego tygodnia ruszyły zapisy do kolejnej edycji amatorskiej ligi piłkarskiej. Tradycyjnie już pierwszeństwo w zapisach mają drużyny, które uczestniczyły w poprzedniej edycji rozgrywek. Pierwszą ekipą, która potwierdziła swój udział w rozgrywkach są Karpaciarze Mocni. Zaraz po nich swój start w tej edycji potwierdził najbardziej utytułowany zespół tych rozgrywek – Sandomierskie Byki. Do końca lutego odbędzie się rekrutacja drużyn, które w poprzednim sezonie brały udział w TALP. Od marca natomiast swój udział zgłaszać będą mogły pozostałe drużyny. Początek rozgrywek zaplanowano pod koniec maja. Więcej informacji na temat kształtu rozgrywek można znaleźć na stronie: talp.futbolowo.pl. 

Bramkarz Siarki Tarnobrzeg Oskar Pogorzelec do udanych zaliczy występ w reprezentacji Polski do lat 19. Młodzieżowa drużyna wygrała między narodowy turniej w Hiszpanii remisując z Hiszpanią (1-1), Danią (2-2) i wygrywając 1-0 z Norwegią. Pogorzelec rozegrał całe spotkanie przeciwko Norwegii oraz jedną połowę w meczu z Duńczykami.

Dwie, wyremontowane sale w sportowej Szkole Podstawowej numer 3 doczekały się oficjalnego odbioru przez włodarzy miasta Tarnobrzeg na czele z Prezydentem Norbertem Mastalerzem.

WTOREK (11.02.2014)

Powrót do Tarnobrzega Kevina Goffneya, z którym klub w pierwszym sezonie pożegnał się w niezbyt miłej atmosferze był zaskoczeniem. Początek w wykonaniu koszykarza był dość przeciętny. Z meczu na mecz jednak Goffney prezentował się coraz lepiej. Występ w meczu z Zieloną Górą był tego dobitnym potwierdzeniem i z pewnością jego gra w tym spotkaniu sprawiła, że prezes Pyszniak postanowił ponownie zaufać Amerykaninowi. Goffney w Tarnobrzegu zostanie na dłużej niż jeden miesiąc w którym miał udowodnić swoją przydatność w zespole.

ŚRODA (12.02.2014)

Kadrowych zawirowań w Jeziorze ciąg dalszy. Rafał Rajewicz nie jest już koszykarzem Stabill Jeziora Tarnobrzeg. Klub za porozumieniem stron rozwiązał kontrakt z zawodnikiem, którego pozyskał w miejsce Dawida Przybyszewskiego. Rajewicz, który z meczu na mecz spisywał się coraz lepiej zaczął narzekać na ból w nodze i od kilku spotkań mecze swojej drużyny oglądał z trybun. Po szczegółowych badaniach okazało się, że kontuzja jest dużo poważniejsza niż się pierwotnie wydawało. W miejsce Rajewicza w zespole najprawdopodobniej pojawi się Piotr Wojdyr, który na początku lutego pojawił się na testach w drużynie Stabill Jezioro.

CZWARTEK (13.02.2014)

Łatwo, szybko i przyjemnie, tak w skrócie można podsumować kolejne ligowe spotkanie tarnobrzeskich tenisistek stołowych. Podopieczne Zbigniewa Nęcka w wyjazdowym spotkaniu bez straty seta ograły Polmlek Zamer Lidzbark Warmiński. W pierwszej grze Chinka Jia Jun pokonała byłą zawodniczkę tarnobrzeskiego klubu Monikę Pietkiewicz. Kolejne punkty dorzuciła Kinga Stefańska, a w trzeciej i jak się później okazało ostatniej grze Roksana Zamojska nie dała żadnych szans Alicji Czermońskiej.

SOBOTA (15.02.2014)

Pewnie krocząca po kolejny mistrzowski tytuł drużyna KTS Zamek SPAR Tarnobrzeg również w sobotę 3-0 pokonała u siebie AZS Częstochowę. Zespół gości, który do Tarnobrzega przyjechał bez swojej najlepszej zawodniczki nie miał nic do powiedzenia. Punkty tak jak w czwartkowym pojedynku dla tarnobrzeskiej drużyny zdobywały Jia Jun, Kinga Stefańska oraz Roksana Zamojska. Mecz od początku do końca toczył się pod dyktando KTS-u. Częstochowski zespół zdołał ugrać tylko jednego seta za sprawą byłem zawodniczki tarnobrzeskiej drużyny Katarzyna Ślifirczyk. Zespół Zbigniewa Nęcka jak dotąd w 14 ligowych spotkaniach odniósł 14 zwycięstw i trudno się spodziewać aby ta tenisową harmonię w najbliższym czasie próbował ktoś zepsuć.

00:51, dante1002
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 17 lutego 2014

Klęska. Tak jednym słowem najkrócej można opisać historyczny występ Jeziora Tarnobrzeg w Final Four Intermarche Basket Cup. Drużyna, która we wtorek pokonała Stelmet w sobotę była tylko tłem dla drużyny Turowa Zgorzelec w pierwszym półfinale. Zamiast historycznej przygody była kompromitująca porażka różnicą 38 punktów.

Mecz zanim na dobre się rozpoczął praktycznie się skończył. Losy spotkania zostały rozstrzygnięte już w pierwszej kwarcie. W dosłownie 7 minut Turów wypracował sobie przewagę, która była już nie do odrobienia dla Jeziora. Wicemistrzowie Polski nawet gdy nie trafiali swoich rzutów to i tak umiejętnie zbierali piłkę i skutecznie poprawiali swoje próby. Po pierwszej kwarcie Zgorzelczanie prowadzili już różnicą 17 punktów.

Kolejne 10 minut było potwierdzeniem różnicy klas, jaka dzieli oba zespoły. Jezioro w niczym nie przypominało drużyny, która jeszcze kilka dni temu była na ustach całej koszykarskiej Polski. A Turów konsekwentnie obnażał słabości Jeziorowców powiększając przewagę, która po drugiej kwarcie wzrosła do 25 punktów.

Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił. Turów bezpiecznie kontrolował wydarzenia na boisku. Jezioro próbowało się w jakiś sposób ogrywać, ale nawet jeśli się to udawało to bardzo sporadycznie. Podopieczni Rajkovicia pozwolili trzecią kwartę wygrać tarnobrzeżanom 1 punktem by w ostatniej bezlitośnie dobić rywala rzucając mu 22 punkty tracąc przy tym 8.

Liczby niestety są tylko dopełnieniem skali tej klęski jaką Jezioro poniosło w sobotnim spotkaniu. 38 punktów różnicy, czyli o jeden mniej niż podczas ostatniej wizyty we Wrocławiu.  21% nicości, czyli 12 trafionych rzutów z gry w 40 minut. Do tego 16 strat i ledwie 3 asysty. 

Po pucharowej przygodzie we Wrocławiu zakończonej deklasacją koszykarze Stabill Jeziora wrócili do ligowej rzeczywistości. W sobotę na własnym parkiecie podejmowali Anwil Włocławek, który notabene również na półfinale zakończył swój udział w Final Four Intermarche Basket Cup.

Jeszcze tydzień temu uznana marka koszykarska w Polsce, ale przede wszystkim o wiele wyższe miejsce w tabeli stawiało gości z Włocławka w roli zdecydowanego faworyta. Z dnia na dzień jednak wszystko zaczęło się zmieniać bowiem okazało się, że Anwil będzie miał poważne braki kadrowe. Brak nominalnego rozgrywającego po tym jak klub rozstał się z zawodzącym Dusanem Katniciem. Szwy na ręce Paula Grahama oraz rozwiązanie umowy z Keithem Clantonem sprawiły, że trener Milija Bogicevic miał przed spotkaniem z Jeziorem bardzo ograniczone pole manewru. Kadrowe problemy rywala sprawiły, że tarnobrzeski zespół stanął przed niespodziewaną szansą.

Pierwsze minuty to wyrównana gra z obu stron, jednak z upływem czasu zaczęła się zarysowywać lekka przewaga gospodarzy. Dobra postawa przede wszystkim Amerykańskich zawodników sprawiła, że na niespełna 2 minuty przed końcem pierwszej kwarty Stabill prowadził już różnicą 10 punktów. Ta przewagę jednak Anwil zdołał zniwelować do 6 punktów, głównie za sprawą dobrej postawy Mateusza Kostrzewskiego. Po kwarcie otwierającej to spotkanie 23-17 prowadziło Jezioro.

W drugiej kwarcie Jezioro grało skutecznie w ataku i twardo w obronie. Popisowa gra Marcina Nowakowskiego wyprowadziła Jezioro na 11 punktowe prowadzenie.  Anwil miał problemy. Nieskuteczność przeplatał stratami. Sytuacje próbował poprawić Piotr Pamuła, ale jego dwie trójki w tej części spotkania na niewiele się zdały. Anwil do szatni schodził z 10 punktami straty do Jeziorowców.

Przerwa lepiej posłużyła gościom z Włocławka, którzy na początku trzeciej kwarty zniwelowali strata tę do 5 punktów. Prawdziwa wymiana ciosów rozegrała się na niespełna 3 minuty przed końcem tej części. Na efektowny wsad Goffneya, który wydarł piłkę Pamule jeszcze efektowniej odpowiedział Dulkys. Litwin, który z konieczności musiał kreować grę swojego zespołu był w tym meczu zdecydowanie najjaśniejszym punktem Anwilu. Dwoił się i troił na boisku, ale Jezioro utrzymało swoją 10 punktową zaliczkę.

Ostatnia kwarta dostarczyła najwięcej emocji. Na niespełna 6 minut przed zakończeniem spotkania gospodarze za sprawą celnych trójek Allena i Fitzgerarda oraz bezbłędnie wykonującego rzuty osobiste Nowakowskiego osiągnęli najwyższe tego dnia 17 punktowe prowadzenie. Euforia zwiastująca zwycięstwo na trybunach jednak nie trwała długo. Anwil zaczął odrabiać straty w zastraszająco szybkim tempie. Robił co mógł Dulyis, dwie trójki dorzucił Miatovic. Jeziorowcy z kolei w tym okresie gry wyglądali na kompletnie sparaliżowanych.  Zdobyte 14 punktów przy zaledwie 2 Jeziora sprawiły, że radość sprzed kilku chwil nagle zamieniła się w niepewność. Podopiecznym Bogicevicia na 40 sekund przed końcem spotkania do wyrównania brakowało 3 punktów. Wojnę nerwów lepiej wytrzymali jednak gospodarze. Allen na sześć osobistych rzutów nie trafił tylko jednego. Punkty dorzucił jeszcze Nowakowski i 4 wygrana Stabillu Jeziora Tarnobrzeg stała się faktem.

Podopieczni Dariusza Szczubiała mimo nerwowej końcówki umiejętnie wykorzystali osłabienie rywala i w minimalny sposób zatarli plamę jaką po raz kolejny pozostawili po sobie we Wrocławiu. Najwięcej punktów dla Jeziorowców (21) w sobotę zdobył Marcin Nowakowski. Kapitan zespołu co ciekawe również pierwszym spotkaniu we Włocławku był najlepiej punktującym swojego zespołu. O jedno oczko mniej na swoim koncie zanotował Andrew Fitzgerald. Swoją pierwszą trójkę na parkiecie w Tarnobrzegu zanotował Reggie Hamilton. W Anwilu na szczególne wyróżnienie zasłużył Deividas Dulkys. Najlepszy gracz swojej drużyny rzucił w sobotę 18 punktów.

Do rozegrania w pierwszej fazie pozostały jeszcze 4 kolejki. W najbliższą sobotę Jeziorowcy po raz kolejny zagrają na własnym parkiecie. Ich rywalem po raz kolejny będzie drużyna Stelmetu Zielona Góra. Początek spotkania zaplanowano na godzinę 17:30.

* Zdjęcie Grzegorz Lipiec (Echo Dnia)

00:56, dante1002
Link Dodaj komentarz »

Okres przygotowawczy do rundy wiosennej rozkręcił się na dobre i to nie tylko w przypadku piłkarzy Siarki Tarnobrzeg. Swoje kontrolne sprawdziany w ten weekend ze zmiennym szczęściem rozgrywało wiele tarnobrzeskich drużyn.

Swój drugi etap przygotowań do rundy jesiennej, który opiera się głównie na treningach i sparingach rozpoczęli piłkarze Siarki Tarnobrzeg. Po porażce z Górnikiem Łęczna podopieczni Tomasza Tułacza w środowe popołudnie mieli zmierzyć się z JKS-em Jarosław. Sparing jednak został odwołany z powodu śmieci wiceprezesa jarosławskiego klubu – Eugeniusza Jasiewicza. Zamiast sparingu z liderem III ligi gr. Lubelsko podkarpackiej była wewnętrzna gierka. Siarka podzieliła się na 2 zespoły i w Woli Chorzelowskiej grała między sobą.

W sobotę jednak już wszystko poszło zgodnie z planem. Siarka rozegrała swój sparing z I ligową Puszczą Niepołomice. W Krakowie, bo właśnie tam rozgrywany był ten mecz jako pierwsi na prowadzenie wyszli podopieczni trenera Tułacza. Po dobrze rozegranym rzucie rożnym na listę strzelców wpisał się nowy nabytek klubu Łukasz Nadolski. Chwilę później rzut karny podyktowany za rękę w polu karnym wybronił Artur Melon. Co nie udało się Puszczy z 11 metrów udało się chwile później. Mirosław Baran zbyt krótko podał piłkę do bramkarza Siarki z czego skorzystał Bartosz Biel wykorzystując sytuację sam na sam. W drugiej połowie zarówno Puszcza jak i Siarka stworzyły sobie po jeden bardzo dogodnej okazji do zdobycia gola, ale bramek już nie oglądaliśmy i sparing zakończył się remisem.  

Siarka w tym spotkaniu wystąpiła w następującym zestawieniu: Siarka Tarnobrzeg: Artur Melon – Tomasz Persona, Mirosław Baran, Łukasz Nadolski, Konrad Stępień – Bartosz Sulkowski, Dariusz Frankiewicz, Marcin Figiel, Daniel Koczon, Łukasz Popiela – Jakub Wróbel. A także Oskar Pogorzelec, Tomasz Ciećko, Patryk Szewc.

Niestety wiele wskazuje na to, że w pierwszym meczu ze Świtem (8 marca) może zabraknąć dwóch wiodących postaci zespołu. Marcin Truszkowski przechodzi póki co proces rehabilitacyjny po przebytej operacji i póki co nie bierze udziału w zajęciach treningowych. Z kolei Bartłomiej Makowski boryka się z poważnym stanem zapalnym nogi i nie wiadomo, kiedy wznowi treningi.

Po porażce z Jadachami tym razem zwycięstwo odnieśli juniorzy starsi Siarki. Zespół Macieja Wojnara w niedzielne przed południe skromnie 1-0 pokonał seniorski zespół Sanu Wrzawy. Gola na wagę wygranej zdobył strzałem głową obrońca Marcin Szewc. Kolejnym rywalem juniorów Siarki będzie drużyna ze Zbigniewic. Początek spotkania w piątek o godzinie 18:30. Tuż po nich na murawie pojawią się drużyny Zakrzowa i Chmielowa.

W meczu kontrolnym IX ligowych zespołów porażki 2-0 ze Stalą Nowa Dęba doznał OKS Mokrzyszów. W drużynie prowadzonej przez Michała Kozłowskiego pojawiło się trzech nowych zawodników. Aleksander Sito (były bramkarz Wielowsi), Paweł Bażant (do niedawna Jadachy) oraz Arkadiusz Duda, który jesienią występował w nowodębskich barwach. Bardzo prawdopodobne jest, że cała trójka wiosną zasili szeregi klubu z Mokrzyszowa. Z klubem natomiast pożegnał się Jakub Uznański, który poszedł w ślady Mariusza Parucha i wzmocnił szeregi Trandźwigu Stale. Oprócz ‘’Uziego’’ wiosną w Meksyku nie zobaczymy już byłych Siarkowców – Janusza Hynowskiego oraz Jakuba Łuczakowskiego. Popularny Hyna, który prowadzi Wisan Skopanie w tym tygodniu przetestuje formę klubu z Mokrzyszowa.

Z kolei OKS Wielowieś w rozgrywanym na Euroboisku sparingu uległa drużynie z Samborca 3-4. Gole dla pokonanych zdobywali Paweł Drach, Michał Szczepański oraz wiceprezes KS Siarka – Dariusz Dziedzic. W Wielowsi póki co po zmianie szkoleniowca nowych nazwisk niewiele. Stary trzon z rudny jesiennej został zachowany, a do zespołu przymierzany jest Marek Mrzygłód.

Debiut jak Adam Nawałka zaliczył z kolei Marek Dul. Nowy stary trener Wspólnoty wraz ze swoją drużyną musieli uznać w niedzielne popołudnie wyższość drużyny z Chmielowa. Pierwsza część spotkania miała dość nietypowy przebieg. Sędziujący tego dnia zawodnik Chmielowa nie uznał prawidłowej bramki zdobytej przez Wspólnotę. Głownie za sprawą dziurawej siatki w bramce oraz kiepskiej uwagi w momencie oddawania strzału. Swoje winy co prawda próbował odkupić chwilę później dyktując rzut karny, ale jego na bramkę nie potrafił zamienić Sylwester Cebula. Jeden z najlepszych zawodników poprzedniego sezonu uderzył mocno w środek bramki, ale piłka zamiast w dziurawej siatce uderzyła w poprzeczkę. Chmielów czekał na swoje sytuacje, aż w końcu się doczekał. W drugiej połowie dwa strzały w długi róg Kamila Czernika dały zwycięstwo drużynie, którą przejął Marcin Stolarewicz.

Bolesnej lekcji w sparingu granym 3x30 minut doświadczyli natomiast gracze Koniczynki Ocice. Druga gra kontrolna przed rozpoczęciem sezonu w B klasie przyniosła porażkę z Obrazowem 1-4. Jedynego gola w tym spotkaniu dla liderującej po rundzie jesiennej Koniczynki zdobył Łukasz Dziadura. Kolejny swój sparing zespół z Ocic rozegra najprawdopodobniej w najbliższą sobotę.

* Zdjęcie Piotr Morawski (Nad Wisłą24) 

00:46, dante1002
Link Dodaj komentarz »
środa, 12 lutego 2014

 

12 października Siarkowcy udali się do Stalowej Woli na derbowy pojedynek ze Stalą. Przed tym niezwykle prestiżowym spotkaniem trener Tułacz miał duży problem, gdyż nie mógł skorzystać z usług kilku swoich zawodników. Jakby tego było mało między słupkami stanąć musiał kontuzjowany Artur Melon bowiem Oskar Pogorzelec przebywał w tym czasie na zgrupowaniu kadry do lat 19.

Stal do derbowego pojedynku przystępowała w roli faworyta. Opromieniona wyjazdowym zwycięstwem w Suwałkach zajęła miejsce w fotelu lidera II ligi gr. wschodniej. W dodatku na własnym boisku nie doznała ligowej porażki. Siarka z kolei w wyjazdowych spotkaniach spisywała się fatalnie zaledwie tylko raz remisując. Resztę spotkań przegrała.

Siarkowcy zagrali bardzo uważnie w obronie czekając na swoje sytuacje. Jedna z nich nadarzyła się na kwadrans przed końcem spotkania. Precyzyjne dośrodkowanie od Koczona wykorzystał Marcin Truszkowski, który spokojnie przyjął piłkę na klatkę i pewnym strzałem posłał ją do bramki bezradnego Wietechy.

Gospodarze, którzy z pewnością niespodziewani się takiego obrotu sprawy rzucili się do szaleńczych, ale też rozpaczliwych ataków. Stal naciskała, napierała, atakowała, ale gola już nie zdobyła.

Stojące na dość przeciętnym poziomie widowisko zakończyła przepychanka na środku boiska. Gospodarze wyraźnie rozgoryczeni porażką nie potrafili znieść widoku tańczących i cieszących się piłkarzy Siarki, który fetowali swój sukces. Nerwy najbardziej poniosły Tomasza Wietechę oraz trenera Stali Pawła Wtorka. Jakby tego było mało również po szatnią nie obyło się bez incydentów z udziałem pseudo-kibiców Stali.

Nic jednak nie było tego dnia popsuć tego historycznego triumfu. Siarkowcy mimo problemów kadrowych ograli swojego największego rywala na ich własnym terenie po raz pierwszy od 17 lat! Ten historyczny triumf nie tylko wzbogacił punktowe konto Siarki o 3 punkty, ale również przełamał wyjazdową niemoc w tym sezonie.

Tydzień po derbowym spotkaniu Siarka na własnym stadionie podejmowała najsłabszą w lidze Garbarnię Kraków. Po 6 minutach Siarkowcy prowadzili już 2-0 za sprawą trafień Marcina Truszkowskiego oraz Konrada Stępnia. Szybko strzelone bramki w pewien sposób ustawiły to spotkanie. Spokój przed przerwą jednak zachwiał Tomasz Ogar zdobywając kontaktowego gola.

Druga połowa zaczęła się dość nieoczekiwanie. Garbarnia przejęła inicjatywę, a Siarka wyraźnie się cofnęła i kto wie jakby to mogło się potoczyć, gdyby Łukasz cichy w bardzo dogodnej sytuacji nie spudłował. Na szczęście jednak trzecia bramka po świetnym rozegraniu rzutu rożnego rozwiała wszelkie wątpliwości. Czwarte trafienie w samej końcówce autorstwa Roberta Tunkiewicza było przypieczętowaniem wygranej, która jednak nie przyszła łatwo.

Dużo gorzej niestety było w Suwałkach. Po serii 3 zwycięstw z rzędu daleki wyjazd z sąsiadującymi w tabeli Wigrami skończył się porażka 2-0.

Lepiej miało być w spotkaniu z Pelikanem Łowicz na własnym obiekcie. Siarkowcy jednak mecz zaczęli bardzo niemrawo z dużą ilością błędów. Goście zdominowali środek pola i głównie po przechwytach w tej części boiska stwarzali zagrożenie pod bramką Siarki. W pierwszej połowie jednak bramek się nie doczekaliśmy.

Drugą połowę z animuszem rozpoczęła Siarka, która szybko przejęła inicjatywę. Na efekty długo czekać nie trzeba było. Niespodziewanym strzałem z dalekiej odległości bramkarza gości zaskoczył Chrabąszcz i tarnobrzeski zespół wyszedł na prowadzenie. Gdy wydawało się, że gospodarze pójdą za ciosem Pelikan zaczął się groźnie odgrzać, najczęściej lewą stroną boiska. Pierwszym ostrzeżeniem był strzał w słupek wygwizdywanego przez całe spotkanie Świątka. Kolejna akcja niestety skończyła się straconym golem. Siarka – Pelikan 1-1.

Najsłabszymi aktorami tego spotkania była jednak trójka sędziowska, która chwilami totalnie nie panowała nad tym co działo się na boisku. Najwięcej zastrzeżeń i niezadowolenia wzbudziło nieodgwizdanie faulu na Personie po którym padła bramka wyrównująca oraz nieuznanie gola dla Siarki w ostatnich sekundach meczu.

Swój ostatni mecz przed własną publicznością z liderującą Pogonią Siedlce był prawdziwym popisem gry Siarkowców. Wynik meczu co prawda otworzyli goście, ale minutę później gola wyrównującego strzałem głową zdobył Jakub Wróbel. Ten sam zawodnik wpisał się na listę strzelców również w drugiej połowie. Gola z rzutu karnego dołożył Łukasz Popiela. Lidera z Siedlec dobił precyzyjnym strzałem z lewej nogi Marcin Truszkowski. Siarka w pięknym stylu zakończyła rundę jesienną na własnym boisku.

Swoje ostatnie dwa mecze jesieni podopieczni Tomasza Tułacza rozegrali na wyjeździe. W 17 serii spotkań nie bez kłopotów pokonali ostatnią w ligowej tabeli Concordię Elbląg 2-1. Największy udział w zdobyciu kompletu punków miał Tomasz Persona. To właśnie po jego dwóch zdobytych bramkarz Siarka z dalekiej podróży wracała z kompletem punktów. Była to druga wyjazdowa wygrana w tym sezonie.

Ostatnim meczem ligowym w 2013 roku było spotkanie w Rzeszowie z tamtejszą Stalą. Siarka już w ramach 1 kolejki rundy rewanżowej zremisowała 1-1. Dopingowani przez ponad 700 osobową grupę kibiców Siarkowcy w 33 minucie wyszli na prowadzenie za sprawą Jakuba Wróbla. Prowadzenia jednak utrzymać się nie udało. Gospodarze, który w drugiej połowie stwarzali sobie bardzo wiele okazji strzeleckich doprowadzili do wyrównania w 83 minucie. Swój udział przy bramce dla Stali miał również arbiter spotkania, który nie dopatrzył się przewinienia na Makowskim. Zaraz po tym gospodarze wywalczyli rzut rożny po którym padła bramka.

Siarka Tarnobrzeg po 18 rozegranych spotkaniach jesienią z dorobkiem 31 punktów zajmuje 3 miejsce w ligowej tabeli. Liderem rozgrywek II ligi gr. Wschodniej jest Pogoń Siedlce z 35 punktami. Na drugiej pozycji znajduje się Stal Mielec z takim samym dorobkiem punktowym jak Siarka. Po 30 punktów zgromadziły kolejno Stal Stalowa Wola oraz Wigry Suwałki. Obecność 3 drużyn z Podkarpacia w najlepszej 4 jest sporym zaskoczeniem.

Największymi rozczarowaniami rundy wydają się być zespoły, które przed sezonem po cichu wymieniane były w gronie faworytów. Do tych zespołów należy zaliczyć Wisłę Puławy, a także będący na 14 miejscu Motor Lublin oraz przed ostatni w ligowej tabeli Radomiak Radom. Tabelę zamyka Concordia Elbląg.

Siarka Tarnobrzeg jesienią z 30 możliwych punktów na własnym obiekcie wywalczyła 23. Przegrała jedno spotkanie (Stal Rzeszów) i dwa zremisowała (Stal Mielec, Pelikan Łowicz). Gorzej było na boiskach wyjazdowych, gdzie Siarkowcy wygrali 2 spotkania (Stal Stalowa Wola oraz Concordia Elbląg, 2 zremisowali i 4 przegrali. Wiosną Siarka częściej będzie występowała w roli gości i to może martwić patrząc na dotychczasową formę wyjazdową.

Najskuteczniejszymi strzelcami Siarki w rundzie jesiennej byli napastnicy. 7 trafień zaliczył Marcin Truszkowski, 5 goli Jakub Wróbel, a 3 Tomasz Ciećko. W całej rundzie jesiennej na listę strzelców w Siarce wpisywało się 11 graczy. Z kolei najwięcej minut na boisku w tym sezonie jak dotąd spędzili obrońcy. Makowski i Sulkowski rozegrali 17 pełnych spotkań. Trzeci w tym zestawieniu znalazł się Konrad Stępień.

* Zdjęcie Piotr Morawski (Nad Wisłą24)

19:00, dante1002
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 lutego 2014

Powtórzyć rundę wiosenną z ubiegłego sezonu. Taki plan z pewnością mają gracze Koniczynki Ocice. Podopieczni Mariusza Łukawskiego na półmetku rozgrywek przewodzą w B klasie, ale mają tylko 1 punkt przewagi nad drugą w tabeli Ceramiką Hadykówka.

Bardzo udana wiosna 2013, gdzie Koniczynka na 39 możliwych punktów wywalczyła 37 (tylko raz remisując) i wyraźnie przegrane baraże sprawiły, że zespół do sezonu 2013/2014 przystąpił jeszcze bardziej mocniejszy.

Tej mocy jednak nie było widać na inaugurację sezonu. Koniczynka w trzech pierwszych spotkaniach zdobyła zaledwie punkt przegrywając 2 wyjazdowe spotkania i remisując u siebie z drużyną Krzątki. Jak się później jednak okazało ten remis był jedyną stratą punktową Koniczynki na własnym boisku. Pozostałe 5 spotkań ligowych zespół z Ocic na własnym kończył z kompletem punktów. Piłkarską złotą jesień w Ocicach zakończyła okazała wygrana nad Błękitnymi Komorów aż 7-0.

Przesunięcie do środka pola Michała Kozłowskiego sprawiło, że gra ofensywna zespołu była jeszcze bardziej wydajna. Koniczynka strzelała dużo, a przy tym traciła mało. Najmniej z całej ligi. Były, wieloletni kapitan Siarki Tarnobrzeg w tym sezonie zdobył 7 bramek i dorzucił 6 asyst. Wiosną jednak najprawdopodobniej tego dorobku już nie popraw bowiem objął stanowisko trenera w IV ligowym Mokrzyszowie.

Objawieniem rundy jesiennej w Ocicach był Krzysztof Barnaś. Zawodnik, który w poprzednim sezonie dołączył do zespołu błyszczał skutecznością, a 9 jego bramek jest tego najlepszym dowodem. Najskuteczniejszego strzelca podobnie jak Michała Kozłowskiego wiosną najprawdopodobniej zabraknie w drużynie.

Nieco gorzej pod względem strzeleckim prezentował się Łukasz Dziadura. Popularny Dziadek, który w poprzednim sezonie strzelał jak na zawołanie jesienią sześciokrotnie wpisywał się na listę strzelców.

Dużo gorzej niż w Ocicach runda jesienna wyglądała w przypadku Wspólnoty Serbinów. Nie kryjąca nigdy swoich aspiracji do awansu drużyna na półmetku rozgrywek zajmuje dopiero 6 miejsce. Główną przyczyną takiego stanu rzeczy są mecze wyjazdowe, które dla Wspólnoty w rundzie jesiennej były prawdziwą bolączką. Zaledwie 1 wygrana i 5 porażek sprawiły, że strata do liderującej Koniczynki na półmetku wynosi 8 punktów. Gorzej na obcych terenach prezentował się tylko ostatni zespół tabeli z Baranowa Sandomierskiego, który do tej pory w lidze nie zapunktował. To właśnie tylko z tym zespołem Wspólnota odniosła jedyną wyjazdową wygraną.

Pasmo wyjazdowych niepowodzeń zaczęło się od pechowej porażki w Komorowie. Później przyszły kolejne przegrane na obcych boiskach w Krzątce, a także po niezłym meczu w Ocicach. Blamażem zakończył się wyjazd do Chmielowa. Po tym spotkaniu doszło z funkcji trenera zrezygnował dotychczasowy trener – Jan Kazalski. Do końca rundy zespół musiał więc sobie radzić samodzielnie. Porażka na zakończenie w Hadykówce sprawiła, że plany i marzenia o awansie najprawdopodobniej trzeba będzie odłożyć na kolejny sezon.

Dużo lepiej było natomiast Wspólnota radziła sobie na własnym boisku. Imponujący początek sezonu w którym zespół z Serbinowa zanotował u siebie dwie wygrane z Wolą Baranowską i Juniorem Zakrzów  miały być dobrym prognostykiem na zbliżający się sezon. Szczególnie wygrana w derbowym pojedynku dawała dużo wiary na przyszłość.  Zwłaszcza, że Wspólnota raz pierwszy od 2 lat znalazła sposób na drużynę z Zakrzowa. I gdy wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku przyszło załamanie. Najpierw wyjazdowa porażka, a tydzień później blamaż Wspólnoty na własnym boisku z Łęgiem Kopcie 1-5. Co prawda zespół to niepowodzenie odbił sobie wygrywając u siebie jeszcze dwa spotkania, ale ślad tamtej porażki pozostał widoczny.

Co ciekawe Wspólnota Serbinów w całej lidze ma najrówniejszy bilans. 5 porażek i 1 wygrana na wyjeździe. 5 zwycięstw i 1 przegrana u siebie. 6 miejsce jednak po rundzie jesiennej to wynik poniżej oczekiwań.

Diagnoza słabych wyników, której dokonał zarząd klubu wydaje się być trafna. Swoje odbicie w meczach ligowych miała frekwencja na treningach. Nie bez znaczenia również była zbyt duża rotacja na poszczególnych pozycjach. Poniżej oczekiwań również spisywał się duet najlepszych zawodników z poprzedniego sezonu. Duet Kasica – Cebula jak dotąd zdobył łącznie 13 bramek. Dla porównania w sezonie poprzednim obaj Ci zawodnicy razem trafiali do siatki rywali aż 52 razy.

Wspólnota przygotowania do rundy wiosennej rozpoczęła już pod koniec stycznia. W lutym zacznie natomiast serię sparingów. Rywalami Wspólnoty w tym okresie będą: Płomień Chmielów, LZS Turbia, GKS Świniary, Termpol Żabno, KS Żuprawa, Emaus Gorzyce i San Rozwadów.

Warto dodać, że starym-nowym trenerem Wspólnoty został Marek Dul.

Tradycyjnie już sąsiadem Wspólnoty na półmetku rozgrywek jest zespół Juniora Zakrzów. Runda jesienna w wykonaniu tej drużyny nie była jednak tak udana jak poprzednia. Nierówna forma sprawiła, że zespół z Zakrzowa z dorobkiem 17 punktów zajmuje 7 miejsce.

Najwięcej bramek w rundzie jesiennej dla Juniora zdobył Wojciech Kruk. Poprawnie prezentowali się również były gracz OKS Wielowieś Michał Żarów oraz młody bramkarz Zakrzowa Hubert Toś.

Junior Zakrzów ma za sobą również swój pierwszy sparing. W niedzielę na ''Euroboisku'' zremisował 5-5 z drużyną LZS Wydrza.

* Zdjęcie - Piotr Morawski (Nad Wisłą24)

03:17, dante1002
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 lutego 2014

 Sobota obfitowała w wiele wydarzeń sportowych z udziałem tarnobrzeskich drużyn. Grali II ligowy piłkarze. O finał Pucharu Polski walczyli koszykarze Jeziora. Swój ligowy mecz rozgrywały tenisistki stołowe Zamku Tarnobrzeg. Swoje sparingowe spotkania rozgrywały również młodzieżowe grupy Siarki. Czas na przegląd sobotnich wiadomości sportowych z Tarnobrzega.

PIŁKA NOŻNA

Pechowej porażki w sparingowym spotkaniu doznała Siarka Tarnobrzeg. Podopieczni Tomasza Tułacza przegrali 2-1 w Łęcznej z tamtejszym Górnikiem tracąc gole w końcówce spotkania. W pierwszej części (grano 2x50 minut) Siarka wystąpiła w następującym zestawieniu:

Melon – Stępień, Nadolski, Baran, Sulkowski – Chrabąszcz, Frankiewicz, Tunkiewicz, Persona – Kowalski – Wróbel.

W drugiej połowie na placu gry zameldowali się Popiela, Ciećko, Szewc oraz 6 testowanych zawodników.

Autorem jedynej bramki dla Siarki z rzutu karnego był Łukasz Popiela w 83 minucie.

Kolejnym sparingowym rywalem Siarki Tarnobrzeg będzie za tydzień Puszcza Niepołomice.

Początek spotkania był dość wyrównany. Gra toczyła się głównie w środkowej strefie boiska. Pierwsi do głosu jednak doszli goście z Jadachów, którzy po ładnej, zespołowej akcji wyszli na prowadzenie. Kilka minut później jednak niefrasobliwość defensywy A klasowej drużyny wykorzystał Sebastian Szlęk doprowadzając do wyrównania. Chwilę później rzut z autu na gola głową zamienił Dziuba i młodzi Siarkowcy wyszli na prowadzenie. Stracili je jednak na sam koniec pierwszej połowy za sprawą trafienia Kajetana Horodeńskiego. Drugą połowę lepiej zaczęli gracze z Jadachów za sprawą efektownego strzału głową juniora Karola Skiby. Podopiecznych Macieja Wojnara stać było jeszcze na jednego gola, ale ostatecznie to Jadachy cieszyły się z wygranej.

Za tydzień formę juniorów najprawdopodobniej sprawdzą gracze Sanu Wrzawy.

Jedyne zwycięstwo odnieśli trampkarze starsi pokonując Stal Nową Dębę 4-1. Gole dla zwycięzców zdobyli Jadaś, Szypula, Gawroński oraz Rejczyk.

Swój pierwszy sparing rozgrywała również Koniczynka Ocice. Lider B klasy na ''Euroboisku'' w Tarnobrzegu zremisował 3-3 z Sokołem Jachimowice. Gole dla Koniczynki strzelali Michał Kozłowski x2 oraz Wojciech Malarz.

KOSZYKÓWKA

Jedna jaskółka wiosny nie czyni. Od ostatniej wizyty we Wrocławiu koszykarze Stabill Jeziora poprawili się o 1 punkt. W sobotę zostali zdeklasowani przez Turów Zgorzelec w półfinałowym spotkaniu Final Four Intermarche Basket Cup. Wynik 51-89 nie potrzebuje chyba żadnego komentarza. Najwięcej, 14 punktów dla Jeziorowców tak jak w meczu ze Stelmetem zdobył Kevin Goffney. 

W niedzielę swoje ostatnie spotkania w rundzie podkarpackiej rozegrają kadeci Siarki Jezioro Tarnobrzeg. Podopieczni Dariusza Szczucińskiego o godzinie 11:00 podejmą na swoim parkiecie drużynę Niedźwiadków Przemyśl. Po tym spotkaniu na boisko wyjdą młodzicy U14, który z Przeworskiem zagrają swój jak dotąd najważniejszy mecz w sezonie. Od niego bowiem zależeć będzie awans do następnego etapu rozgrywek. Liczymy oczywiście na dwa zwycięstwa młodych koszykarzy.

TENIS STOŁOWY

Po zakończeniu przygody z Ligą Mistrzów tenisistki stołowe KTS Zamek SPAR Tarnobrzeg wróciły do ligowej rzeczywistości. W niej drużyna Zbigniewa Nęcka nie ma sobie równych czego kolejnym dowodem była sobotnia wygrana 3-1 z drużyną PWSiP Łomża. Do zwycięstwa KTS poprowadziły Wang Yi Xiao, która wygrała 2 swoje gry oraz Kinga Stefańska.

01:27, dante1002
Link Dodaj komentarz »
sobota, 08 lutego 2014

Niemiłe wspomnienia mają koszykarze Jeziora z ostatniej wizyty we Wrocławiu. Ponad 6 godzina podróż w dniu meczu, postój w korku skutkujący później spóźnieniem i w ostateczności druzgocąca porażka 39 punktami ze Śląskiem. Tyle, że nie takim Śląskiem, który rządził i dzielił na koszykarskich parkietach od 1991 roku.

Najbardziej dotkliwa porażka Jeziora w ostatnich latach rozpoczęła nowy 2014 rok. Później były kolejne przegrane – Asseco, Turów, Trefl, Koszalin. We wtorek do grona pogromców tarnobrzeskiego zespołu miał dołączyć Mistrz Polski – Stelmet Zielona Góra. Stało się jednak inaczej i to właśnie Jezioro dzisiaj zobaczymy we Wrocławiu podczas finałowej rozgrywki Intermarche Basket Cup. 

Bez wątpienia to będzie prawdziwa wizyta gości niezapowiedzianych. Udział w finale IMBC to dla zespołu z Tarnobrzega największy sukces od czasu awansu do Tauron Basket Ligi. Fatalnie grający w bieżących rozgrywkach Jeziorowcy jadą na Final Four w roli kopciuszka,  drużyny na którą nikt nie stawia. Gra bez żadnych obciążeń to na pewno duży plus dla Jeziora.  Brak dodatkowej presji przeważnie pomaga, a nie przeszkadza. A dla podopiecznych Dariusza Szczubiała z pewnością takie osiągnięcie to ogromna nobilitacja.

Jeziorowcy awansem po części uratowali sezon, który wydaje się być już raczej stracony. Udział w finałowej rozgrywce z pewnością będzie dobrą przygrywką do rozmów z potencjalnymi sponsorami na przyszły sezon. Pocieszający jest również fakt, że tym razem koszykarze do Wrocławia wyjechali dzień przed meczem. O koszty jednak w tym przypadku prezes Pyszniak martwić się nie musiał. Finały bowiem opłaca Polski Związek Koszykówki.

Półfinałowym rywalem Stabill Jeziora będzie niezwykle niewdzięczny i niewygodny rywal –  PGE Turów Zgorzelec. Dziewięć poprzednich spotkań między tymi drużynami zawsze kończyło się zwycięstwami Turowa. O przełamanie tej passy będzie bardzo trudno.

Turów dla którego do tej pory największym sukcesem było wicemistrzostwo Polski wobec braku Stelmetu będzie faworytem do zdobycia Pucharu Polski. Podopieczni Miodraga Rajkovicia musieli się jednak bardzo natrudzić aby wywalczyć awans, który bez wątpienia dla takiej drużyny jak Turów był obowiązkiem. W spotkaniu z Rosą walkę toczyli do ostatnich sekund meczu ostatecznie wygrywając różnicą 3 punktów.

Faworyt bez wątpienia jest jeden i o podobną sensację jak ze Stelmetem w przypadku Jeziorowcow będzie bardzo trudno. Szansą jednak na nawiązanie walki będzie agresywna postawa w obronie i skuteczna gra w ataku. Nie bez znaczenia będzie również  determinacja i zaangażowanie. Oby takie jakie mieliśmy przyjemność oglądać we wtorek. 

Początek pierwszego półfinału z udziałem Stabill Jeziora Tarnobrzeg zaplanowano na godzinę 17:30. Transmisję z tego spotkania jak i z drugiego półfinału pomiędzy Anwilem i Śląskiem będzie można obejrzeć na stronie IPLAtv. Trzy mecze Final Four IMBC w sobotę i niedzielę wyłonią drużynę, która w sezonie 2013/2014 sięgnie po Puchar Polski.

* Zdjęcie Grzegorz Lipiec (Echo Dnia)

00:50, dante1002
Link Dodaj komentarz »
piątek, 07 lutego 2014

Za miesiąc, o ile oczywiście aura pozwoli rusza piłkarska wiosna w II lidze. Kibice Siarki Tarnobrzeg z pewnością już odczuwają głód piłki nożnej, ale też odliczają dni to pierwszego spotkania. Piłkarskie apetyty w Tarnobrzegu są ogromne. Siarka na półmetku rozgrywek zajmuje 3 miejsce tracąc jedynie 4 punkty do liderującej Pogoni Siedlce. Runda wiosenna w II lidze grupie wschodniej zapowiada się fascynująco. Zanim jednak to nastąpi warto podsumować piłkarską jesień w wykonaniu piłkarzy Siarki Tarnobrzeg, a ta trzeba przyznać była całkiem udana.

Sezon 2012/2013 dla tarnobrzeskiej Siarki okazał się totalną katastrofą. Klub tylko i wyłącznie dzięki licencyjnym zawirowaniom nie zakończył tamtego sezonu spadkiem do III ligi. W czerwcu zarząd klubu postanowił zrezygnować z usług Artura Kupca. Miejsce nieudolnego trenera zajął Tomasz Tułacz. Były szkoleniowiec Resovii Rzeszów pracę w Tarnobrzegu rozpoczął wraz ze swoimi stałymi współpracownikami, Jakubem Kulą oraz Robertem Mazurem. Bardzo surowa ocena poprzedniej kadry zespołu doprowadziła do kadrowej rewolucji. Zespól praktycznie został budowany od nowa. Z Siarki odeszło bowiem 16 zawodników. W ich miejsce pojawiło się wielu nowych graczy. Każdego dnia podczas okresu przygotowawczego pojawiały się nowe nazwiska.

Swój debiut w Siarce trener Tułacz zaliczy do bardzo udanych. Zupełnie odmieniona kadrowo drużyna Siarki pokonała 2-1 w rundzie przedwstępnej Pucharu Polski Ruch Zdzieszowice. Warto nadmienić fakt, że II ligowca z grupy zachodniej w poprzedniej edycji tych rozgrywek dotarł aż do ćwierćfinału. Trzy dni później z kolei Siarka już awansowała do pierwszej rundy Pucharu Polski ogrywając na własnym stadionie Garbarnie Kraków. Zaś tydzień później po bardzo dobrym spotkaniu wyeliminowała I ligowego Kolejarza Stróże. Spotkania pucharowe, które stały się dobrą okazją do zgrywania zespołu sprawiły, że w Tarnobrzegu powiało lekkim optymizmem.

Wiara i wspomniany optymizm jednak został rozwiany. Co gorsza przez chwile powróciły demony poprzedniego sezonu. Siarka powiem na inaugurację doznała sromotnej porażki na własnym boisku ze Stalą Rzeszów (0-3). Kluczowym momentem tego spotkania okazała się druga żółta, a w konsekwencji czerwona kartka dla Jana Kowalskiego. Goście natomiast w pełni wykorzystali grę w przewadze. Chyba nikt z licznie tego dnia zgromadzonej publiczności na stadionie nie spodziewał się takiego początku sezonu.

Lepiej miało być w Nowym Dworze Mazowieckim z którego zbytnio nigdy miłych wspomnień nie mieliśmy. Siarka ani razu w historii bowiem nie wygrała z drużyną Świtu. Podobnie było i tym razem. Błąd tarnobrzeskiej defensywy na początku drugiej połowy zmusił do kapitulacji debiutującego w barwach Siarki Oskara Pogorzelca. Podopieczni trenera Tułacza z przebiegu gry byli zespołem lepszym, ale razili nieskutecznością i losów meczu nie zdołali odwrócić. Siarka po dwóch ligowych kolejkach była bez zdobyczy brakowej jak i również punktowej.

Przebudzenie i co ważniejsze przełamanie nastąpiło w trzeciej kolejce. Siarka swój pierwszy komplet punktów zdobyła w spotkaniu na własnym boisku z Radomiakiem Radom. Ozdobą spotkania było kapitalne trafienie pozyskanego z Resovii Dariusza Frankiewicza. Warto dodać, że tamtego dnia w Siarce swój debiut zaliczyli pozyskany przed sezonem Mirosław Baran oraz zakontraktowani w trakcie Łukasz Popiela i Michał Chrabąszcz.

Zanim Siarkowcy rozegrali swoje kolejne ligowe spotkanie przyszedł czas na pucharowe spotkanie z Lechią Gdańsk. Mecz, który elektryzował cały Tarnobrzeg był pięknym świętem na trybunach. Tak kolorowo nie było już jednak na boisku. Siarka w starciu z ekstraklasową Lechią do przerwy bezbramkowo remisowała. Po przerwie jednak podopieczni Michała Probierza zakończyli przygodę Siarkowców w Pucharze Polski strzelając dwie bramki.

''Z nieba do piekła i z powrotem'' - tak właśnie spotkanie z beniaminkiem Limanovią Limanowa podsumował trener Tomasz Tułacz. Wynik spotkania w pierwszym kwadransie otworzył Tomasz Ciećko. Chwilę później czerwoną kartką ukarany został Pogorzelec. Bramkarza młodzieżowej reprezentacji zastąpił Artur Melon. Gra w przewadze tym razem jednak wyszła na dobre piłkarzom Siarki. Drugą bramkę dołożył po ładnej, indywidualnej akcji Robert Tunkiewicz. Podłamani takim obrotem sprawy goście w przeciągu 15 minut stracili 2 zawodników. Siarka dobiła rywala zdobywając jeszcze jedną bramkę. Autorem jej był debiutujący tego dnia w Siarce Jakub Wróbel.

Serie trzech ligowych spotkań na własnym boisku kończyło starcie z Motorem Lublin. Zespół, który przed sezonem po cichu wymieniany był jako jeden z kandydatów do awansu. Trudny sprawdzian ligowej formy wypadł jednak pomyślnie. Siarka po bramkach Ciećki i Truszkowskiego pokonała Motor i po trzech ligowych wygranych z rzędu zaczęła pukać do czołówki ligowej tabeli.

Tak obiecująco jednak już nie było na obcych boiskach. Siarka wciąż nie potrafiła zwyciężyć na obcym terenie, a co gorsza zdobyć nawet bramki. W kolejnym ligowym spotkaniu w Puławach Siarkowcy gola nie zdobyli, ale też nie stracili. Potyczka z miejscową Wisłą zakończyła się podziałem punktów.

Dużo ciekawszy przebieg miało derbowe spotkanie Siarki Tarnobrzeg ze Stalą Mielec. Zgodnie z przewidywaniami atmosfera na trybunach, jak i cała otoczka wokół spotkania była bardzo widowiskowa. Siarka zaczęła od mocnego uderzenia. W przeciągu trzech minut gospodarze stworzyli sobie dwie doskonałe okazje do zdobycia bramki. Jedną z tych okazji na gola zamienił Jakub Wróbel. Od 30 minuty jednak zaczęła zarysowywać się przewaga gości. Mielczanie swoją inicjatywę na boisku udokumentowali w pierwszym kwadransie drugiej polowy za sprawą Krystiana Getingera. I mimo, że podopieczni dobrze znanego w Tarnobrzegu Włodzimierza Gąsiora mieli jeszcze swoje sytuacje to derbowy pojedynek Siarki ze Stalą Mielec zakończył się remisem. Remis, który z przebiegu całego spotkania powinien zadowolić tarnobrzeską drużynę.

Niestety o ile Siarka na własnym obiekcie prezentowała się solidnie o tyle na wyjazdach było już dużo gorzej. Tarnobrzeska drużyna dalej zawodziła na obcych boiskach, a kolejnym tego dowodem była fatalna porażka w Elblągu. Miejscowa Olimpia pokonała Siarkę 2-0.

Po raz kolejny jednak lekarstwem dla Siarkowców okazał się własny stadion. Siarka po fatalnej postawie sprzed tygodnia dwoma trafieniami zgasiła Znicz Pruszków.

Legionów miał okazać się miejscem przełamania wyjazdowej niemocy. Przełamanie nastąpiło, ale niestety tylko bramkowe. Błąd obrony jeszcze w pierwszej części spotkania i dwie fatalne interwencje Oskara Pogorzelca okazały się brzemienne w skutkach. Siarka mimo dwóch goli Truszkowskiego  mecz w Legionowie z tamtejszą Legionovią przegrała i po raz kolejny w minorowych nastrojach wracała do Tarnobrzega.

Przeciętne spotkanie Siarka rozegrała z Olimpią Zambrów. Na szczęście już przy Alei Niepodległości. Mimo, że sam mecz okazał się najgorszym do tej pory w wykonaniu Siarki na własnym stadionie to udało się go wygrać. Gola na wagę trzech punktów po doskonałym podaniu Roberta Tunkiewicza zdobył wracający do formy strzeleckiej z ubiegłego sezonu Marcin Truszkowski.

Zwyżkująca forma  strzelecka ulubieńca tarnobrzeskiej publiczności mogła cieszyć. Dużo więcej było jednak zmartwień. Na tydzień przed wielkimi derbami w Stalowej Woli Siarkowcy zmagali się z plagą kontuzji. Sytuację kadrową również skomplikowała czerwona kartka Frankiewicza, jaką ujrzał w spotkaniu z Olimpią. Kłopoty personalne plus fatalna postawa w wyjazdowych spotkaniach powodowała, że o optymizm przed debrami było trudno. Tym bardziej, że Stal po wygranej w Suwałkach objęła przewodnictwo w ligowej tabeli II ligi gr. wschodniej.

Ciąg dalszy nastąpi...

* Zdjęcie Piotr Morawski (Nad Wisłą24)

01:16, dante1002
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 lutego 2014

Blisko rok temu na tarnobrzeskim parkiecie hali MOSiR poległ Trefl Sopot. Okazała wygrana Jeziorowców różnicą 18 punktów nad zdobywcą Pucharu Polski była ogromną sensacją. Od tego pamiętnego zwycięstwa kibice koszykówki w Tarnobrzegu nie doczekali się już żadnych nadzwyczajnych wyników.  Aż do dnia wczorajszego.

Gdyby ktoś przed pucharowym pojedynkiem Stabillu Jeziora ze Stelmetem Zielona Góra powiedziałby mi, że to drużyna z Tarnobrzega zwycięży uznałbym go za wariata. Sport jednak kocha niespodzianki. A my w Tarnobrzegu pokochaliśmy sensacje, bo za taką można bez wątpienia uznać wynik wtorkowego spotkania. Sensacja o tyle większa, że to Jeziorowcy zagrają w Final Four IMBC we Wrocławiu. Stelmet zaś plany o zdobyciu Pucharu Polski będzie musiał zachować na następny sezon.

Mimo braku Kamila Chanasa i Przemysława Zamojskiego kibice klubu z Winnego Grodu byli raczej przekonani, że w Tarnobrzegu nic złego stać się nie może. I trudno się dziwić skoro ich ulubieńcy mieli za sobą znakomity tydzień. Najpierw ogromna niespodzianka w rozgrywkach Pucharu Europy. Stelmet ograł bowiem drugą w lidze hiszpańskiej Valencie. Zaś w niedzielny wieczór poradził sobie we Włocławku z tamtejszym Anwilem. Mistrz do Tarnobrzega jechał po swoje.

Stelmet w Tarnobrzegu wygrywał, ale tylko przez 3 minuty. Później warunki dyktowało  Jezioro, które z minuty na minutę powiększało swoją przewagę. 9 punktów przewagi po pierwszej kwarcie w drugiej zostało wyśrubowane do 20 oczek. Chyba nikt z garstki ludzi jaka we wtorek zasiadła na trybunach się tego nie spodziewał. Przez 15 minut każdy fan Jeziora z pewnością zastanawiał się nad tym czy 20 punktów to wystarczająca zaliczka przed 3 i 4 kwartą. Jak się później okazało wypracowana przewaga w pierwszej części spotkania miała kluczowe znaczenie dla losów tego spotkania.

Stelmet po przerwie zaczął gonić wynik, głównie za sprawą dobrej postawy Łukasza Koszarka. Trójki Goffneya i Allena jednak w umiejętny sposób ostudzili zapędy mistrza Polski.  Zielonogórzanie jednak nie zamierzali odpuszczać. Po akcji 2+1 Eyengi z całej przewagi został zaledwie 1 punkt. Wtedy jednak ciężar gry na swoje barki wziął Nowakowski do spółki z Fitzgerarldem. Ważne punkty dorzucił również Doaks. Stelmet w końcówce już nie zdołał odrobić strat i sensacja, którą pachniało przez całe spotkanie stała się faktem.

Najjaśniejszym punktem Jeziora we wtorkowy wieczór był gracz, który w pierwszym sezonie zawiódł Zbigniewa Pyszniaka. Do tego stopnia, że zarząd klubu postanowił z nim rozwiązać kontrakt tłumacząc to tym, że uchylał się od treningów i gry.  Postawiliśmy na Kevina i teraz bardzo tego żałujemy – w taki sposób swojego rozczarowania nie krył wówczas prezes Pyszniak. We wtorkowy wieczór jednak o rozczarowaniu nie było mowy. Kevin Goffney był najlepszym zawodnikiem na parkiecie. Zawodzący po powrocie do Tarnobrzega Goffney w końcu odpalił. 20 punktów, do których dołożył cztery zbiórki, pięć asyst i trzy przechwyty mówią same za siebie. To był jego mecz. Takiego Kevina chcielibyśmy oglądać częściej w tym sezonie. Swoją normę wykonał również Andrew Fitzgerarld. Mający najbardziej hollywoodzki uśmiech w lidze zawodnik dorzucił 19 punktów. Trafiał sporo i co istotne w tych bardzo istotnych momentach drugiej połowy. Warto było czekać na taki mecz. Szkoda tylko, że przytrafia się ono raz na 8 spotkań...

W sporcie niebagatelne znacznie ma również szczęście. Rozgrywki Intermarche Basket Cup trzeba przyznać tego szczęścia póki co dostarczyły nam sporo. Ktoś zapyta, ale jak to? Przecież wylosowaliśmy teoretycznie najmocniejszą drużynę wiec tego szczęścia w losowaniu nie mieliśmy. Los dla nas uśmiechnął się w inny sposób, jeszcze na koniec ubiegłego roku. To właśnie wtedy okazało się, że wyeliminowanie AZS-u Koszalin przez Śląsk Wrocław spowoduje zwolnienie jednego miejsca w rozgrywkach. Wszystko z racji tego, że Śląsk jako gospodarz udział w Final Four IMBC ma po prostu zagwarantowany. Dodatkowa szansa więc przypadała drużynie z najlepszym bilansem sposób tych, które odpadły w pierwszej rundzie. Tą drużyną okazali się właśnie Jeziorowcy. Co ciekawe tego typu historia w przypadku drużyny z Tarnobrzega zdarza się nie po raz pierwszy. W minionym sezonie bowiem po porażce w pierwszej rundzie z Koszalinem otrzymaliśmy kolejną. Wtedy jednak po dość zaciętym pojedynku Turów Zgorzelec okazał się lepszy.

Turów to jednak drużyna z którą nigdy nie udało się nam wygrać. Co innego jeśli chodzi o drużynę Stelmetu. Zielonogórskiej drużynie bowiem nigdy w Tarnobrzegu nie grało się łatwo. W ostatnich czterech sezonach Jeziorowcy wygrali trzy z czterech meczów, w żadnym z nich nie będąc faworytem. Nikt z pewnością nie miałby nic przeciwko aby taki stan rzeczy został zachowany również w ligowym spotkaniu, które odbędzie się 22 lutego.

Wspomniany Turów będzie właśnie rywalem Jeziorowców w półfinałowym pojedynku. Nie trzeba więc pisać, kto w tym spotkaniu będzie zdecydowanym faworytem. Jeziorowcy jednak do Wrocławia (oby nie w dzień spotkania) udadzą się jako drużyna po części wygrana w pucharowych rozgrywkach. Sam udział w Final Four to ogromny sukces. Nie będzie więc mowy o żadnej presji, a bez niej zawsze jest łatwiej.

Po takiej sensacji oddźwięk w środowisku koszykarskim był dość głośny. Szczególnie dało się to zauważyć w Zielonej Górze. Kibice chyba byli tak mocno zszokowani tą porażką, że sami nie wiedzieli jakiej argumentacji używać na koszykarskich portalach. Dość często przewijającym się argumentem było celowe odpuszczenie. Trudno się jednak z tym zgodzić patrząc chociażby na zachowanie Uvalina podczas samego meczu. Nieustanne rotowanie składem. Do tego niezwykła ekspresywność, szczególnie, gdy sędziowie odgwizdywali niektóre przewinienia graczy Stelmetu. Nie dostrzegłem aby sprawiał wrażenie człowieka, któremu nie zależy aby jechać do Wrocławia by wystąpić w finałowej rozgrywce o Puchar Polski. Sami zawodnicy również ze spuszczonymi głowami schodzili do szatni po meczu. Przy garstce młodych łowców autografów zatrzymał się jedynie Łukasz Koszarek. Warto również nadmienić, że Intermarche, które jest tytularnym sponsorem Pucharu Polski ma również swoje znaczące udziały w finansowaniu Stelmetu. Finałowa rozgrywka we Wrocławiu bez mistrza Polski to naprawdę spora strata, również marketingowa.

Przyczyn porażki w Tarnobrzegu sympatycy Stelmetu powinni się jednak doszukiwać gdzieś indziej niż w celowym odpuszczaniu pucharowych rozgrywek. Istotny wpływ na wynik tego meczu miało podejście. Zawodnicy Jeziora po 7 ligowych porażkach z rzędu mieli świadomość tego z kim przyjdzie im się zmierzyć we wtorkowy wieczór. Gra z najlepszą drużyną w Polsce zawsze wywołuje dodatkową motywację i wewnętrzną mobilizację. Tej motywacji zabrakło Stelmetowi, który po części zlekceważył 10 drużynę ligi. Aktualny mistrz TBL nie był sobą i chyba też nie spodziewał się tak ambitnej i walecznej postawy gospodarzy. Nie bez znaczenia było również łącznie 730 kilometrów przebytych z Zielonej Góry do Włocławka, a później do Tarnobrzega. Czasu na regenerację zawodnicy Stelmetu mieli  dużo mniej niż Jezioro. Na pomeczowej konferencji Uvalin wspomniał również o braku Zamojskiego i Chanasa. Braki z pewnością były widoczne, ale chyba nie na tyle aby w kontuzjach tych zawodników doszukiwać się znaczącej przyczyny tej porażki. Porażki warto dodać jak najbardziej zasłużonej.

03:28, dante1002
Link Dodaj komentarz »
1 ... 36 , 37