O tarnobrzeskiej piłce, o koszykówce, a przede wszystkim tarnobrzeskim sporcie...
RSS
piątek, 24 lutego 2017

Już tylko 8 dni dzieli nas od inauguracji piłkarskiej wiosny w II lidze. To dobry moment aby przypomnieć sobie najważniejsze momenty jesieni w wykonaniu Siarki Tarnobrzeg. Wszystko oczywiście za sprawą naszego piłkarskiego alfabetu. Pod każdą z literek znajdziecie najbardziej istotne fakty, wydarzenia oraz nazwiska bohaterów jesieni. 

A – AMBICJA: Ileż było meczów, w których Siarkowcy musieli gonić rywala, a mimo tego sięgali co najmniej po jeden punkt? Już pierwsze starcie przed własną publicznością w ramach Pucharu Polski z grającą szczebel wyżej Sandecją Nowy Sącz pokazało, że kolejne tygodnie będą obfitowały w emocje. Gospodarze przegrali, ale w ostatniej minucie do dogrywki doprowadził Daniel Koczon. Siarka zremisowała mimo iż przegrywała z Rakowem, Odrą i Gryfem. Spektakularne powroty udało się zaliczyć z beniaminkiem z Elbląga (od 0:1 do 4:1) oraz z Puszczą, gdy tarnobrzeżanie przegrywali 1:2, a Krzysztof Ropski w ostatnich dwóch minutach strzelił dwa gole.

B – BRAMKI: Było ich sporo i kilka naprawdę na długo zapadnie w pamięci kibiców. 33 gole w 19 meczach to pokaźny dorobek. Dość powiedzieć, że równie skutecznie grała Odra Opole a więcej, bo aż 38 bramek strzelił tylko lider z Częstochowy. Która była najpiękniejsza? Mocnym kandydatem jest tu z pewnością Hubert Tomalski i jego kapitalny strzał z Rozwojem oraz Grzegorz Płatek i jego znakomite uderzenie z woleja w Poznaniu. Tylko w trzech z 19 meczów w lidze Siarkowcy nie zdobywali bramek.

C – CIERPLIWOŚĆ: Młodość rządzi się swoimi prawami. Niestety w kilku meczach było widać brak doświadczenia, boiskowego cwaniactwa. W Stargardzie Siarkowcy prowadzili 1:0, by po fatalnych błędach przegrać 1:3. W Kołobrzegu podopieczni trenera Gąsiora prowadzili dwa razy, mogli i powinni dobić rywala – ostatecznie skończyło się podziałem punktów. Również w Warszawie Siarka dwa razy wychodziła na prowadzenie, ale z przebiegu spotkania remis należy uznać tu za dobry rezultat. Największym niedosytem był derbowy mecz ze Stalą Stalowa Wola. Gospodarze szybko objęli prowadzenie 2:0 i… przestali grać. Goście doprowadzili do remisu i to dla nich był dużo bardziej zadowalający wynik. Siarka zebrała potężną dawkę doświadczenia i miejmy nadzieję, że boiskowej cierpliwości i spokoju na wiosnę nie zabraknie.

D DYBOWSKI: Przed sezonem wielu miało spore obawy jeśli chodzi o obsadę bramki. Karol z meczu na mecz prezentował się jednak coraz lepiej i systematycznie spłacał trenerowi Gąsiorowi kredyt zaufania. Co prawda tylko trzy razy w lidze zachował czyste konto, ale w dużej mierze wynikało to też z ofensywnego i bardzo otwartego stylu gry Siarki, która dużo strzelała, ale i sporo traciła, bo 25 goli. Młody bramkarz nie ustrzegł się błędów, ale w przekroju całej rundy na pewno nie zawiódł.

E – EMOCJE: Tu się nic nie zmieniło – warto przychodzić na stadion przy al. Niepodległości. Szkoda, że frekwencja jesienią znów była przeciętna. Może to dziwić o tyle, że Siarka gra widowiskowo, regularnie przy tym punktując. Najbardziej pewnie żałują ci, którzy wychodzili zmarznięci ze stadionu pod koniec ostatniego meczu roku z Puszczą. Pewnie nie spodziewali się, że piłkarze rozgrzeją stadion do czerwoności i wygrają przegrany mecz. Na wiosnę może być podobnie – gorąco w to wierzymy i razem z zawodnikami już teraz zapraszamy na stadion!

F – FORMA: Początek nie napawał optymizmem. Remis z Radomiakiem i zasłużone lanie w Niepołomicach, żadnej strzelonej bramki i sporo znaków zapytania. Kluczem okazał się mecz z Rozwojem Katowice. Mimo tego, że spadkowicz z 1. ligi jest po jesieni na dnie ligowej tabeli, to spotkanie było wyrównane i bardzo wymagające. Ostatecznie Siarka wygrała 2:1, nabrała pewności. Dowodem na to jest jesienna seria ośmiu meczów bez porażki i wyrównane boje z liderującą trójką, której udało się urwać punkty.

G – GRZESIK: Jesienią był nie do zastąpienia, ani na minutę nie opuścił boiska. Podobnym wyczynem mogą się jedynie pochwalić Karol Dybowski i Bartosz Waleńcik. Solidny w obronie i bardzo pożyteczny w ataku. Janek wciąż czeka na premierowe trafienie w barwach Siarki. Mimo tego jest ważnym ogniwem w ofensywie, jego dośrodkowania i asysty jak ta z meczu z Olimpią Zambrów na głowę Marcina Stefanika są nie do przecenienia. Bardzo równa forma, pewny element układanki Włodzimierza Gąsiora.

H – HUBERT: „Tomal” to lider z prawdziwego zdarzenia, błyskotliwy skrzydłowy i boiskowy pracuś biegający ile sił w obronie i w ataku. Niewiele brakowało, by już rok temu trafił do Siarki. Co się odwlecze, to nie uciecze. Już w trakcie rundy wiele mówiło się o tym, że interesują się nim kluby z wyższych lig. Strzelał piękne gole w starciu z Rozwojem oraz na wyjeździe w Bytomiu, Poznaniu i Kołobrzegu. Jego marzeniem jest gra w ekstraklasie i gorąco wierzymy, że dzięki pracy, zadziorności i uporowi już niebawem spełni swoje marzenie.

I – INTEGRACJA: W tej drużynie jest atmosfera i świetnie widać to nie tylko na meczach, ale i poza boiskiem. Chemia w szatni często jest czynnikiem, który potrafi dać więcej aniżeli same umiejętności. Trener Włodzimierz Gąsior podkreślał, że gdy obejmował Siarkę był zdziwiony, że tacy piłkarze grają tak słabo. Kluczem była atmosfera, której wtedy zabrakło. Teraz jest świetna. Także sytuacja wokół klubu się poprawiła. Mowa tu zwłaszcza o stosunkach na linii klub-miasto. Siarkowcy mogą bardziej skupić się na treningach niż jeszcze rok temu. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Wyniki to zasługa nie tylko podstawowej jedenastki. Jedność tworzą rezerwowi, trenerzy, pracownicy i kibice.

J – JEDENASTKI: Rzuty karne to jeden z ciekawszych wątków piłkarskiej jesieni. Najpierw egzekutorem był Marcin Stefanik, który rozpoczął dobrze w pucharowym starciu z Sandecją. Później przyszła pomyłka w meczu z Odrą Opole. W 94 minucie sędzia podyktował dość kontrowersyjną jedenastkę za faul na Danielu Koczonie. „Stefan” długo czekał aż sędzia ogarnie wielkie zamieszanie i ostatecznie nie pokonał bramkarza Odry. Po tym starciu odpowiedzialność na swoje barki wziął Daniel Koczon. „Koczi” pokonał kolejno bramkarzy Polonii Warszawa i Olimpii Elbląg, by pomylić się w Rybniku. Kto zatem będzie strzelał karne wiosną? Może kolej na kontuzjowanego ostatnio kapitana Konrada Stępnia, który wcześniej wykonywał jedenastki z dobrym skutkiem?

K – KOCZON: Siarka to młoda drużyna, ale cóż zrobiłaby jesienią bez tego najstarszego? Profesor, profesjonalista i wzór dla młodzieży. „Koczi” zaskoczył wielu, a liczby w tym wypadku mówią same za siebie – siedem goli i siedem asyst. 14 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej po jesieni to wynik wyborny. Dla porównania w poprzednim sezonie najlepsi byli tu Marcin Stefanik i Szymon Martuś, którzy w ciągu całych rozgrywek uzbierali po 12 punktów.

L – LIDER: Od początku nikt w klubie nie ukrywał, że zakontraktowanie dużej liczby młodzieżowców wiąże się z tym, że Siarka chce wypracować własny styl i jednocześnie zaistnieć w programie ProJunior System, promującym finansowo te ekipy, które w największym stopniu będą stawiać na młodych piłkarzy. Siarka niemal od początku liderowała w tym rankingu, mając wyraźną przewagę nad resztą stawki. Jak widać można połączyć grę młodzieżą z walką o dodatkowe środki tak, by nie ucierpiał na tym poziom sportowy.

Ł – ŁAWKA: Chyba największa zmiana w stosunku do poprzedniego sezonu. Trener Włodzimierz Gąsior nie miał tyle zmartwień związanych z tym, jakie zestawienie desygnować do gry w przypadku, gdy ktoś wypadł z gry. Oczywiście, są zawodnicy, których zastąpić jest bardzo ciężko. Z pewnością największą stratą był brak w drugiej części rundy kapitana Konrada Stępnia. Z nim Siarka grała pewniej, dawał wiele spokoju w obronie. Pech jednego, to szansa dla drugiego. Coraz lepsze mecze notował Grzegorz Płatek, a odbudować formę mógł Marcin Stromecki. Opiekun Siarkowców często zmieniał ustawienia i dostosowywał taktykę do rodzaju przeciwnika. Rok temu takich możliwości po prostu nie miał.

M – MŁODZIEŻOWCY: Siarka ma najmłodszą ekipę w lidze, mocno stawia na młodzieżowców. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że tarnobrzeżanie toczą podwójną grę – nie tylko na boisku, ale także w klasyfikacji ProJunior System. Występy młodych zawodników są tu odpowiednio punktowane, a najlepsza drużyna na koniec sezonu otrzyma aż 750 tys złotych. Dla Siarki byłby to solidny zastrzyk finansowy, który rozwiązałby problemy klubu. Nie brakowało meczów, że w jedenastce grało po pięciu czy też sześciu młodzieżowców. Póki co Siarka jest liderem klasyfikacji, ale wcale nie będzie łatwo utrzymać pierwszą lokatę.

N – NAZWISKA: Konkretnie nazwiska na koszulkach meczowych Siarkowców. Tarnobrzeżanie po raz pierwszy mają na plecach nie tylko numery, ale także nazwiska. To z jednej strony ukłon w stronę kibiców, którzy mogli szybciej i łatwiej przyzwyczaić się i poznać nowych graczy, a z drugiej ukłon w stronę piłkarzy i docenienie ich wysiłku. Wedle wielu kibiców nie tylko z Siarkowego Grodu ekipa z al. Niepodległości ma najlepsze stroje meczowe w całej lidze.

O – OBJAWIENIE: Było ich kilka. Naszym zdaniem szczególnie wyróżnić należy Bartosza Waleńcika, który w ciągu niespełna dwóch lat zrobił niewyobrażalny postęp. Już w zeszłym sezonie prezentował się dobrze, ale jesień była wręcz popisem „Walentego”. Młody stoper już dziś jest w orbicie zainteresowań klubów z wyższych lig. Na ciepłe słowa zasłużył także Mateusz Czyżycki. Przed sezonem wydawało się, że większe szanse na pierwszą jedenastkę mają inny zawodnicy środka pola, tymczasem trener Gąsior postawił na tego najmłodszego, a ten zwłaszcza w pierwszej części rundy grał świetnie.

P – PRACA: Wielu trenerów mówi, że dzisiejsza młodzież jest trudniejsza do prowadzenia niż jeszcze ta 10 czy 20 lat temu. Talent to nie wszystko, jak podkreśla opiekun Siarki podstawą jest cierpliwość i ciężka praca. Bez niej wspominani wcześniej gracze nie zrobiliby postępów. Docenić należy także zaangażowanie i rolę sztabu szkoleniowego, który potrafi dotrzeć do zawodników o różnych charakterach i sposobach bycia. Mimo obaw młoda Siarka świetnie odnalazła się w ligowej rzeczywistości. Bez szczęścia, elementów ryzyka, ale przede wszystkim bez pracy wszystkich tworzących siarkową społeczność wynik nie byłby tak dobry.

R – ROPSKI: Z jednej strony największy pechowiec, z drugiej największy bohater. Gdy latem przychodził do Siarki z Radomiaka w klubie mocno na niego liczono. Pech chciał, że podczas sparingu doznał groźnej kontuzji nogi i w efekcie przez kilka tygodni musiał nosić gips. Napastnik Siarki pokazał olbrzymi charakter, walczył z bólem, trenował, nadrabiał zaległości i już w listopadzie wrócił na boisko. I to jak! Już w swoim pierwszym ligowym meczu w barwach Siarki strzelił bramkę. Mocnym akcentem zakończył rok, zdobywając dwa gole w starciu z Puszczą, które dały Siarkowcom wygraną. Ropski strzelał w 90 minucie i w doliczonym czasie gry, Siarka rzutem na taśmę z wyniku 1:2 wyszła na prowadzenie 3:2 i zaliczyła jeden z najbardziej efektownych powrotów na polskich boiskach w XXI wieku.

S – SĘDZIOWIE: Jesienią nie brakowało też kontrowersji. Pierwszą z nich jest kontrowersyjny rzut karny, jaki sędzia podyktował dla Siarki w starciu z Odrą Opole. W ostatniej akcji meczu Daniel Koczon był ewidentnie faulowany. Zawodnik beniaminka faulował jednak przed polem karnym, a goście nie mogli pogodzić się z decyzją sędziego. Tarnobrzeżanie jednak szansy nie wykorzystali i mecz zakończył się sprawiedliwym remisem. Jeszcze więcej wątpliwości pozostało po meczu Radomiak-Siarka. Goście strzelili jak się później okazało prawidłowego gola, ale cóż z tego. Podczas meczu sędzia podjął inną decyzję. W tej sytuacji ewidentny błąd popełnił bramkarz radomian, Adrian Szady. Arbiter odgwizdał jednak faul zawodnika Siarki. Boisko w tamtym meczu opuścił także Marcin Stefanik, który zobaczył dwie żółte kartki. Warto dodać, że „Stefan” w Radomiu przewinił zaledwie… dwa razy.

T – TRENER: Wielu nazwało to już cudotwórcą, który potrafił zrobić coś z niczego. Włodzimierz Gąsior zrobił w szatni rewolucję i nie bał się podejmowania trudnych decyzji. Czas pokazał, że doświadczony szkoleniowiec wiedział co robi. Niedoceniania przez innych, targana wieloma problemami Siarka krok po kroku wydobywała się z kryzysu. 30 oczek jesienią 2015, na wiosnę walka o awans do ostatniej kolejki a teraz aż 31 punktów – biorąc pod uwagę budżet i ilość młodych, co prawda bardzo zdolnych, ale wciąż niedoświadczonych graczy, takie dokonania muszą budzić szacunek.

U – URAZY: Było ich mniej jak wiosną. Nie oznacza to, że obyło się bez problemów, wypadali bowiem niezwykle ważni zawodnicy. Najgroźniejszej kontuzji doznał Konrad Stępień, który na początku października w Poznaniu nabawił się urazu kolana i był to dla niego ostatni mecz w 2016 roku. Pechowcem okazał się także Jakub Głaz, który zaledwie kilka minut po wejściu na boisko w Wejherowie w wyniku starcia z rywalem złamał kość jarzmową. Początek i koniec rundy ominął Radosław Sylwestrzak, pół rundy w gipsie spędził Krzysztof Ropski, a w ostatnim meczu roku zabrakło niezawodnego Daniela Koczona.

Z – ZWYCIĘSTWA: W lidze było ich osiem i każde miało swoją historię. Poza wspominanym już spotkaniem z Puszczą na pewno jednym z lepszych spotkań Siarki była konfrontacja z Olimpią Elbląg. Po trzy punkty piłkarze z Siarkowego Grodu sięgali także w meczach z Rozwojem Katowice, Olimpią Zambrów, Polonią Bytom, Wartą Poznań, ROW Rybnik oraz Legionovią Legionowo. Jedyną porażkę na własnym boisku Siarka poniosła w starciu z GKS Bełchatów. Za wszystkie emocje i wygrane dziękujemy i życzymy, by wiosną było jeszcze lepiej.

Bartosz Półrolniczak

03:38, dante1002
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 lutego 2017

Mało brakowało a stałby się bohaterem jednego z najciekawszych transferów zimowego okienka. Za nim doskonałe dwanaście miesięcy. Poczynił olbrzymie postępy i stał się pierwszoplanową postacią bloku obronnego tarnobrzeskiej Siarki. Z Bartoszem Waleńcikiem porozmawialiśmy między innymi o trudnych początkach w naszym klubie, o testach w Zilinie i o pobycie w hiszpańskiej Sevilli.

Bartek, jak dużo brakowało żeby Twój transfer do Ziliny doszedł do skutku? I skąd pomysł, by podbijać słowacką ekstraklasę?

Zilina obserwowała mnie już od dłuższego czasu, oglądała moje mecze i klub chciał przyjrzeć mi się z bliska w treningu i meczach sparingowych. Ciężko było nie skorzystać z takiej okazji. Mój menadżer Maciek Zieliński zadzwonił do mnie z informacją o ofercie Słowaków w sobotę, a już w poniedziałek byłem na miejscu. Trener Ziliny był zadowolony z tego co tam zaprezentowałem w ciągu dwóch tygodni.

Co więc stanęło na przeszkodzie?

Dwie kwestie: po pierwsze różnica zdań między trenerem i dyrektorem sportowym. Po drugie pozostanie w klubie stopera młodzieżowej reprezentacji Słowacji, który był już praktycznie dogadany w zachodnim klubie. Na dziś Zilina nie podjęła więc decyzji o transferze, ale wiem, że będą mnie dalej obserwować i temat może jeszcze wrócić.

Nie jesteś zawiedziony że tak to się potoczyło? Zilina to przecież lider słowackiej ekstraklasy.

Po tygodniu pobytu na Słowacji naprawdę wierzyłem, że tam zostanę. Sportowo czułem, że mogę się tam rozwijać. Każdego dnia, po każdym treningu czułem, że podnoszę swoje umiejętności. Choć nie ukrywam, że treningi były bardzo ciężkie, jeszcze tak ciężko, na takiej intensywności nie trenowałem. Mimo, że nie zakończyło się to całe zamieszanie transferem, wyjazd oceniam bardzo pozytywnie. Zdobyłem dużo cennego doświadczenia. Organizacyjnie też to fajnie wyglądało. Wszystko mieliśmy tam na miejscu, śniadania i obiady. Od 8 do 18 byliśmy w klubie. Między treningami czas był dokładnie zaplanowany. Odbywały się na przykład bardzo szczegółowe analizy treningów. W wolnym czasie można było spać, oglądać telewizję. Wszystkie zajęcia piłkarskie odbywały się na stadionie, mają tam nowoczesną, sztuczną murawę, świetnie przygotowaną. Codziennie jeździ po niej traktorek, który tę trawę podnosi, żeby nie była taka twarda. Nigdzie nie jeździliśmy, wszystko było na miejscu. Atmosfera też spoko, choć mało chłopaków mówiło po angielsku. Przyjęli mnie dobrze, trenerzy też. Zresztą ze Słowakami można się dogadać. Jak trener mówił na odprawach to mniej więcej wiedziałem o co chodzi.

Nie tylko Zlina chciała Waleńcika tej zimy. Słyszałem o zainteresowaniu chociażby jednego z klubów z polskiej ekstraklasy i Chojniczanki Chojnice.

Ja też słyszałem, ale żadnych konkretów z tego kierunku nie było. Rozmawialiśmy z dwoma innymi klubami pierwszej ligi i wstępnie z jednym klubem z Ekstraklasy, ale na ten moment postanowiliśmy, że zostanę w Siarce.

Zainteresowanie twoją osobą chyba nie dziwi, bo za tobą najlepsza runda w seniorskiej piłce.

Tak to prawda, myślę, że nie tylko runda. Cały rok grałem dobrze, regularnie. Chyba tylko jeden mecz opuściłem z powodu kartek. Grałem dużo i to było najbardziej istotne. Z każdym kolejnym rozegranym meczem człowiek staje się pewniejszy, każdy kolejny mecz pozwala wejść na odpowiedni, wyższy poziom. Mi się udało i teraz chciałbym tą moją formę podtrzymać.

Zawsze byłeś środkowym obrońcą?

Jak zaczynałem kopać w piłkę to oczywiście byłem napastnikiem. Nawet jakieś dyplomy się zdobywało za króla strzelców halowych turniejów. Z czasem - ze względu na dobre warunki fizyczne - trener stwierdził, że moje miejsce to obrona i tak już zostało.

Zawsze tylko piłka cię interesowała? Nie było innych dyscyplin?

Tylko piłka. Żadnej koszykówki. Treningi w SMS Łódź zacząłem już w wieku pięciu lat.

Jesteś z Łodzi więc to pytanie musi paść: ŁKS czy Widzew?

Bardziej ŁKS. Miałem tam przecież roczny epizod. Trafiłem tam z SMS i grałem zarówno w juniorach jak i seniorach. Awansowaliśmy z czwartej do trzeciej ligi. Z góry jednak było tak ustalone, że gram tam rok i idę wyżej. Po skończonym sezonie pojawiłem się w Tarnobrzegu na sparingu z Okocimskim i już tutaj zostałem.

Masz też za sobą testy w Sevilli.

Tak to prawda. I jeszcze w Getafe. Miałem dobry okres w juniorach SMS, mieliśmy tam bardzo mocną paczkę, o podobnym potencjale co juniorska drużyna Legii. Jeździłem regularnie na kadrę wojewódzką, ocierałem się o kadrę kraju. Trafiła się taka opcja żeby pojechać do Hiszpanii i się tam pokazać. Fajna przygoda, ale w tym wieku ciężko było się tam załapać. Zresztą nie tylko jeśli chodzi o względy sportowe. W SMS byłem od piątego roku życia, stawki za ekwiwalent wychodziły takie, że kluby musiałyby zapłacić za mnie naprawdę wielkie pieniądze, chyba 200 tysięcy Euro. A przecież w Hiszpanii mają też mnóstwo świetnie wyszkolonych własnych wychowanków. No i nie załapałem się.

Dla młodego chłopaka z Polski pobyt w takim klubie jak Sevilla to chyba mega przeżycie.

Tydzień byłem w Sevilli i kilka miesięcy później tydzień w Getafe. Przepaść między tymi klubami jest ogromna, nie mówiąc już o tym jak wiele je różni od polskich klubów. Akurat w Sevilli byłem w tym samym czasie jak Sevilla grała ze Śląskiem w pucharach. Byłem nawet na tym meczu. Obiekty treningowe mają znakomite, co ważne my jako młodzi mieliśmy styczność z pierwszym zespołem. Chociażby wspólnie trenowaliśmy na siłowni. Rakitić, Trochowski - ćwiczyło się z nimi (śmiech). Trenerem był wtedy Emery - teraz szkoleniowiec PSG. Rzucał się w oczy ogromny luz na treningach. Luz i uśmiech, czuło się, że czerpią radość z tego co robili.

Jak się odnalazłeś w Hiszpanii. Sam tam poleciałeś?

Poleciałem sam, przez trzy dni opiekował się mną znajomy mojego ówczesnego menadżera. Po trzech dniach mnie zostawił, mieszkałem w akademii Sevilli i poznałem chłopaka z rocznika 93, mającego polskie korzenie. Nazywał się Adrian Kosela. Grał wówczas w drugiej drużynie Sevilli, potem chyba był w West Hamie. Złapaliśmy tam fajny kontakt, teraz jakoś się to wszystko urwało i nie wiem co się z nim dzieje. Ale dzięki niemu było mi tam raźniej.

Wracając do kadry juniorów Polski – mówiłeś że bywałeś na jej zgrupowaniach. Jak często?

Byłem kilka razy. Chyba dwa mecze zagrałem. Częściej bywałem na konsultacjach. Z tamtej drużyny najbardziej wypłynął Bartek Kapustka. Akurat wtedy jakoś specjalnie się nie wyróżniał. Szczuplutki, skromny chłopak, niepozorny. Ale w Cracovii dostał szansę, wykorzystał ją i wypłynął. Grałem też jeszcze z Janem Bednarkiem z Lecha, Grześkiem Tomasiewiczem z Pogoni Siedlce, był Bartczak z Zagłębia Sosnowiec. Oni głównie brylowali.

Temat kadry uważasz za zamknięty?

Zainteresowania chyba żadnego nie ma. Ale jak każdy, po cichutku myślę o tym, że może uda się tam wrócić. Zawsze to ogromna satysfakcja pojechać na kadrę. Grają tam chłopaki z pierwszej ligi, z drugiej niewielu. Chyba tylko Staniszewski z Puszczy, zresztą mój kolega z SMS. Ale były kiedyś powołania dla chłopaków z drugiej ligi. Pamiętam takiego Musiolika, który z ROW jeździł na kadrę. Może i ja jeszcze pojadę. Bardzo bym chciał.

Twoje początki w Siarce do łatwych nie należały.

Przeskok z juniorów do seniorów to nie jest łatwa sprawa. Wtedy ciężko było wejść takiemu młokosowi jak ja do tamtej drużyny i w niej zafunkcjonować. Dużo musiałem zmienić w głowie i to trochę trwało. Człowiek myślał, że jest dobrym zawodnikiem, jednak piłka seniorska szybko i brutalnie weryfikuje takie poglądy. Zresztą kibice też negatywnie byli do mnie nastawieni. Brakowało mi pewności siebie i oni też to czuli. Nie byłem ich ulubieńcem. Jeszcze gram na takiej pozycji, że każdy błąd dużo kosztował. Człowiek wychodził z myślą żeby nic nie zawalić, a jak się tak myśli to zazwyczaj coś się nie uda.  

Bardzo Ci przeszkadzała ta nieufność trybun?

Po prostu ją odczuwałem. Potem jeszcze niepotrzebnie czytałem o sobie w Internecie i tak to się nakręcało. Zresztą co tu kryć - sam dawałem powody żeby tak było - grałem słabo. Jedynym moim usprawiedliwieniem jest to, że nigdy wcześniej nie grałem na takim poziomie rozgrywkowym.

Z czasem dostawałeś jednak coraz więcej szans na grę. Choć i z tym bywało różnie.

Chyba najmniej na mnie stawiał trener Tułacz. Wchodziłem na końcówki, do tego np. na bok pomocy, co nie zmienia faktu, że to on mnie sprowadził do Tarnobrzega i dużo mu zawdzięczam. Od niego jednak prawdziwej szansy nie zdążyłem dostać bo krótko też był moim trenerem. Pierwszą poważną szansę dostałem od trenera Kuźmy. On mi zaufał i na mnie odważnie postawił.

U trenera Gąsiora też grasz sporo, jednak początki nie były łatwe. Gąsior nawet na konferencjach otwarcie narzekał na to jak się prezentujesz. Nie było momentu zawahania, że jednak nie poradzisz sobie na tym poziomie. Że to dla Ciebie jeszcze za wysokie progi?

Aż tak to nie. Wydawało mi się -  i do tej pory tak mi się wydaje - że jestem mocny psychicznie. Zawsze wierzyłem, że musi być dobrze, że ciężka, codzienna praca na treningach w końcu zacznie procentować. Przychodziłem na treningi z myślą i nastawieniem by być po każdym z nich lepszym piłkarzem. Oczywiście zdarzało się dostać ochrzan od starszyzny, ale to też jest potrzebne. Jak teraz słyszę, że niektórzy z młodych boją się przyjść do Siarki, do tak młodej drużyny, to co by powiedzieli trzy lata temu. To była zupełnie inna drużyna. Teraz wejść do Siarki dla młodego chłopaka to wymarzona sytuacja.

Faktycznie jak wchodziłeś było ciężko?

Było. To była inna drużyna, o innej strukturze. Truszkin to był taki facet, z którym było mi najtrudniej. Dużo mi jednak pomógł i też nauczył. Bardzo go cenie jako człowieka i zawodnika. Zresztą potem złapaliśmy dobry kontakt, ostatnio nawet jak przyjechał na derby to porozmawialiśmy sobie i było już zupełnie inaczej. Ale powtarzam że takie osoby muszą być. Teraz jest np. Daniel Koczon. Też człowiek z charakterkiem. Ktoś jednak musi młodych opierdzielić.

Ty na stoperze grałeś już z kilkoma chłopakami. Z którym ci się grało najlepiej i od kogo czerpałeś najwięcej.

Na początku trener Tułacz zawsze dawał mnie do pary z Mirkiem Baranem, chciał żeby on się mną opiekował. Dobrze wspominam tamten okres, jednak najlepiej pracowało mi się z Łukaszem Nadolskim. Zawsze go będę dobrze wspominał. Pomagał mi bardzo, zresztą to taki typ człowieka. Super facet i wzór do naśladowania.

Czy to Twoje ostatnie pół roku w Siarce? Czujesz, że pora postawić kolejny krok?

Nie ukrywam, że chciałem ten krok zrobić już tej zimy. Jednak to, że nie przeszedłem do Zliny, że zostanę w Tarnobrzegu przez jakiś czas, nie powoduje że jestem obrażony na cały świat. Mamy tu fajną drużynę, z którą może uda się zrobić fajny wynik na wiosnę.

Ty chcesz utrzymać poziom z jesieni. To zagwarantuje, że latem pojawią się znowu oferty.

Bardzo chciałbym grać tak jak jesienią, po cichu liczę, że będę jeszcze lepszy. Odkąd zacząłem grać regularnie, każdy mój kolejny dobry mecz mnie pozytywnie nakręca. Ludzie przekonali się do mojej osoby. To wszystko mobilizuje mnie do jeszcze cięższej pracy.  Oby tylko zdrowie dopisywało. No i ważne jest żebyśmy też jako drużyna wyglądali dobrze. Czuje, że tak będzie.

A co byś chciał poprawić w swojej grze? Skuteczność? Bo wciąż w rubryce "gole zdobyte" okrągłe zero.

Chce strzelać gole. Dla stopera, dwie, trzy bramki na rundę to też super handicup. Przy takim wzroście i warunkach musze wreszcie coś strzelać. Już są te sytuacje, brakuje tylko wykończenia, a czasem i szczęścia. Może gdyby coś wpadło to zadziała prawo serii i będzie już łatwiej.

Jak spędzasz czas między treningami? Słyszałem, że dużo dodatkowo pracujesz nad sobą. Pilnujesz też diety. 

Zawsze ciężko pracowałem na treningach, uważałem, że nie można odpuszczać. W młodości wkręciłem się w siłownie, teraz jednak inaczej do tego podchodzę i inaczej pracuje, bo nie można z tym przesadzać.  A czas wolny wykorzystuje najczęściej na pracę nad sobą. Po rannym treningu zazwyczaj jest rozciąganie się, zjem coś na spokojnie w szatni, wracam do domu, robię wcześniej zakupy. Jest już godzina 16 i trzeba wracać na trening. Jak nie ma, to chodzę na basen, na siłownie. Wracam do domu po 19, zjem kolację, odpalę meczyk i idę spać.

Dużo oglądasz meczów? Znam piłkarzy, którzy grają w piłkę ale się nią nie interesują. Mało meczów oglądają w telewizji.

Ja oglądam dużo. Czasem wydaje mi się że za dużo (śmiech). Każdego wieczoru jak coś jest to oglądam. Często wspólnie z Radkiem Sylwestrzakiem.

 A wzór piłkarza jest? Jakaś ulubiona drużyna zagraniczna?

Sergio Ramos i Real Madryt.

Hiszpańska liga to Twoje ulubione rozgrywki?

Nie, wolę ligę angielską, jest w niej więcej emocji, więcej wyrównanych drużyn. Fajnie byłoby kiedyś tam zagrać. Twardo jednak stąpam po ziemi i póki co moim marzeniem pozostaje gra w ekstraklasie. Może dla kogoś to śmieszne ale tak jest. Trenuje po to by to marzenie spełnić. Kto wie, może już wkrótce się uda. Zrobię wszystko, by to marzenie poprzez dobre występy w Siarce się spełniło.

Dziękuje za rozmowę.

Rozmawiał Sławomir Strzałka 

22:21, dante1002
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 lutego 2017

Takiego rozstrzygnięcia nikt się nie spodziewał. Wspólnota Serbinów okazała się najlepsza w V edycji halowego turnieju o Puchar Prezydenta Tarnobrzega. Grająca w rozgrywkach klasy B drużyna w imponującym stylu wygrała wszystkie spotkania, zostawiając daleko z tyłu Siarkę Tarnobrzeg, OKS Mokrzyszów oraz pozostałe tarnobrzeskie zespoły z Ocic, Wielowsi, Zakrzowa i Sobowa.

Teoretycznie to nie miało prawa się wydarzyć. Wspólnota Serbinów grająca w najniższej klasie rozgrywkowej (najniższa pozycja ligowa ze wszystkich uczestników) jeszcze nigdy w halowym turnieju o Puchar Prezydenta nie potrafiła się nawet zbliżyć do końcowej wygranej. Siarka z kolei każdą kolejną edycję - z wyjątkiem tej rozgrywanej w 2012 roku - wygrywała bez większego problemu. Wszystkie te fakty w niedzielę nie miały jednak kompletnie żadnego znaczenia. W tarnobrzeskiej hali MOSiR drużyna Piotra Wawrylakowskiego od początku do końca nie miała sobie równych. Komplet sześciu zwycięstw m.in. z Siarka Tarnobrzeg 2-1 i imponujący bilans 18 punktów zapewnił Wspólnocie sukces, jakiego w turnieju jeszcze nigdy nie doświadczyła drużyna z tak niskiej klasy rozgrywkowej.

Znakomita postawa Wspólnoty została również doceniona w wyróżnieniach indywidualnych. - Fajna niespodzianka. Chłopaki trenują od października na hali, widać było, że rozumieją się  -  mówił Piotr Wawrylakowski. Najlepszym bramkarzem turnieju całkowicie zasłużenie został wybrany Igor Kaźmierczak. Golkiper z Serbinowa w kapitalny sposób powstrzymał napór Siarki Tarnobrzeg, a we wszystkich sześciu spotkaniach skapitulował tylko dwukrotnie. Najlepszym zawodnikiem turnieju wybrany został Łukasz Gaj, któremu największą satysfakcję z pewnością dał gol zdobyty przeciwko Siarce.

Na drugim miejscu, daleko za plecami Wspólnoty Serbinów udział w halowym turnieju o Puchar Prezydenta Tarnobrzega zakończyła Siarka Tarnobrzeg. II ligowy faworyt występujący w eksperymentalnym składzie od początku niedzielnych zmagań nie prezentował się tak, jak wszyscy tego oczekiwani. - Chcieliśmy do tego podejść odpowiedzialnie, ale trochę nam nie poszło, jeśli chodzi o wynik sportowy - stwierdził po zakończeniu turnieju Maciej Wojnar. Podopiecznym Włodzimierza Gąsiora tego dnia brakowało motywacji, ale i również skuteczności. Wyjątek w tym drugim aspekcie stanowił jedynie Krzysztof Ropski. Napastnik tarnobrzeskiego klubu z sześcioma trafieniami został królem strzelców turnieju.

Porażka w ostatnim meczu turnieju z Siarką sprawiła, że na najniższym stopniu podium znalazł się OKS Mokrzyszów. Mający za sobą bardzo dobrą rundę jesienną zespół, w drodze na najniższy stopień podium zwyciężył w trzech spotkaniach (Iskra Sobów, OKS Wielowieś i Koniczynka Ocice). - Zawsze taki turniej to jest dobry trening, a sam wynik był trochę mniej ważny - przyznał Michał Złotek. Na kolejnych miejscach znalazły się drużyny z Ocic (7 punktów), Wielowsi (6 punktów), Zakrzowa (4 punkty) i Sobowa (1 punkt). 

Hubert Mikusiński, Bartosz Półrolniczak

20:26, dante1002
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 lutego 2017

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Lata lecą, a grający w Siarce Tarnobrzeg już czwarty sezon Daniel Koczon ciągle jest niezwykle potrzebny i przydatny na boisku. Udowodnił to w pierwszej części sezonu, zdobywając siedem bramek i notując na swoim koncie tyle samo asyst. W głosowaniu na najlepszego zawodnika jesieni, pomocnik tarnobrzeskiego klubu nie miał sobie równych.

W sezon 2016/2017 Daniel Koczon wkroczył powolnym krokiem. Najbardziej doświadczony zawodnik Siarki Tarnobrzeg najwyraźniej potrzebował nieco więcej czasu niż inni aby odpowiednio wejść na optymalny dla siebie piłkarski poziom. Gdy już to uczynił grał imponująco, a rewelacyjne w wykonaniu Koczona spotkanie z Olimpią Elbląg (dwa gole i dwie asysty) nie było odosobnionym przypadkiem.

Takiej rundy i takiego sezonu jak teraz Daniel Koczon jeszcze w Tarnobrzegu nie miał. Rozgrywający swój czwarty sezon w tarnobrzeskim klubie pomocnik, w 18 ligowych spotkaniach zdobył już taką samą ilość goli co w całym poprzednim sezonie. – Te liczby nie biorą się znikąd, bo mamy dobry zespół, przede wszystkim grający do przodu, dlatego jako ofensywni zawodnicy czerpiemy z tego korzyści – ocenił swoje indywidualne osiągnięcia Koczon. Warto nadmienić, że bramkowy dorobek najlepszego obecnie strzelca Siarki jesienią mógł być jeszcze bardziej okazały, gdyby nie zmarnowany rzut karny w Rybniku.

Kończący dziś 35 lat Daniel Koczon jest obecnie najstarszym zawodnikiem Siarki. W tarnobrzeskiej drużynie, gdzie średnia wieku całego zespołu jest jedną z niższych w całej lidze może czuć się jak profesor. Jego rola na boisku, jak i również w szatni jest nieoceniona.  – Nade mną ciąży już ten wiek, a ja z każdym rokiem muszę wciąż iść do przodu aby nie było gadania, że Koczon stary i się już nie nadaje – dodaje.

Wielki renesans formy Daniela Koczona docenili kibice tarnobrzeskiego klubu, którzy w zorganizowanym kilka tygodni temu głosowaniu nie mieli żadnych wątpliwości komu należy się tytuł MVP jesieni. Koczon ze znaczącą liczbą 45 głosów daleko w tyle zostawił swoich kolegów z drużyny: Bartka Walencika (6 głosów), Huberta Tomalskiego (5 głosów) oraz Marcina Stefanika (2 głosy).

Hubert Mikusiński

00:05, dante1002
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 stycznia 2017

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Piłkarzom Siarki w poniedziałek skończyły się urlopy. Zawodnicy Włodzimierza Gąsiora wypoczęci wrócili do Tarnobrzega, gdzie rozpoczęli przygotowania do rundy wiosennej. W pierwszych tegorocznych zajęciach udział wzięło 24 zawodników. Wśród nich zabrakło Daniela Koczona oraz Bartosza Walencika.

Z lekkim opóźnieniem rozpoczął się pierwszy trening Siarki w 2017 roku. Ćwiczenia, które pierwotnie miały odbywać się na tarnobrzeskim Euroboisku zostały przeniesione na zaśnieżony Orlik. Mimo niełatwych warunków do gry humory w drużynie dopisywały. Z zespołem trenował już Marcin Stromecki, który w poprzednim tygodniu przechodził testy w I ligowym Stomilu Olsztyn. Trener Włodzimierz Gąsior do dyspozycji na poniedziałkowych zajęciach miał również siedmiu juniorów tarnobrzeskiego klubu.

Na pierwszym treningu z zespołem zabrakło jedynie Daniela Koczona, który z powodu choroby do drużyny dołączy w środę lub w czwartek oraz Bartosza Walencik, którym obecnie przebywa na 10 dniowych testach w słowackiej Żylinie (lider rozgrywek). – Jeśli otworzy się szansa, to nikt nie będzie stawiał tutaj przeszkód, choć nie ukrywam, że dla mnie byłaby to olbrzymia strata. Tym bardziej, że Konrad Stępień nie jest w pełni sprawny do gry – przyznał Włodzimierz Gąsior. Oprócz dwóch podstawowych zawodników Siarki w poniedziałek nieobecny był również Kamil Lewandowski. Młody pomocnik najprawdopodobniej nie będzie  reprezentował już tarnobrzeskiego klubu. 

Od przyszłego tygodnia zawodnicy Siarki Tarnobrzeg będą trenować dwa razy dziennie. Na pierwszy sparing podopieczni Włodzimierza Gąsiora wyjdą 21 stycznia z Avią Świdnik. Planowany dzień wcześniej mecz kontrolny z Bruk-Betem Termalicą Nieciecza nie dojdzie do skutku. Później tarnobrzeski zespół zmierzy się z Hetmanem Zamość (28 stycznia), Wisłą Puławy (1 lutego), Puszczą Niepołomice (4 lutego), Stalą Rzeszów i Izolatorem Boguchwała (11 lutego), Koroną Kielce i Resovią Rzeszów (18 lutego) oraz Motorem Lublin (25 lutego). – Te sparingi są na tyle dobrane dobrze, że chcemy aby ta nasza młodzież miała okazję do przetestowania się i wykorzystania szansy pod kątem gry w pierwszym zespole – komentował szkoleniowiec zespołu. Rozgrywki ligowe Siarka wznowi na samym początku marca meczem w Katowicach z Rozwojem.

Hubert Mikusiński

20:06, dante1002
Link Dodaj komentarz »
piątek, 30 grudnia 2016

Jaki był ten rok dla koszykarzy Siarki? Był słaby, a nawet najsłabszy ze wszystkich, jakie miały miejsce w dotychczasowej erze Polskiej Ligi Koszykówki w Tarnobrzegu. Dobitnie potwierdzają to liczby. W przeciągu ostatnich 12 miesięcy zespół Zbigniewa Pyszniaka rozegrał 33 ligowe spotkania z których zaledwie 5 wygrał i aż 28 przegrał. Dziś pora przypomnieć najważniejsze koszykarskie momenty 2016 roku.

Nowy Rok pod tarnobrzeskim koszem od razu przynosi sensacyjną nowinę. Josh Miller wraca do Siarki. Dość szybko okazuje się jednak, że filigranowy rozgrywający, to już nie ten sam gracz, który wszystkich oczarował dwa sezony temu. 20 kilo cięższy Cooki szybko wraca z powrotem za ocean.

Od grudnia do końca lutego koszykarze Siarki notują katastrofalną serię 14 porażek z rzędu! Tak źle w Tarnobrzegu nie było jeszcze nigdy na parkietach Polskiej Ligi Koszykówki.


Długo wyczekiwane zwycięstwo przychodzi dopiero na początku marca, gdy do Tarnobrzega przyjeżdża mający swoje problemy Trefl Sopot. Gospodarze wygrywają 92-81, odnosząc tym samym pierwszą wygraną w 2016 roku.


Prawdziwa sensacja roku ma miejsce kilka tygodni później na Wielkanoc. Skazywana na pożarcie Siarka dość nieoczekiwanie wygrywa 84-83 z będącym na fali Anwilem Włocławek.

Dwa tygodnie później w Tarnobrzegu zdarzył się kolejny, koszykarski cud. Na niespełna trzy sekundy przed końcem meczu Stal Ostrów prowadziła 70-67, ale właśnie od tego momentu zaczęły się dziać wydarzenia, jakie nigdy wcześniej w hali MOSiR nie miały miejsca. Bohaterem spotkania Jakub Patoka, który najpierw dobił niecelny rzut wolny Jakuba Zalewskiego, a chwilę później spod kosza zdobył decydujące o losach meczu punkty.

Jak się później okazało były to już ostatnie chwile ze szczęściem w sezonie 2015/2016 dla tarnobrzeskich kibiców basketu. Do końca rozgrywek Siarka przegrała trzy kolejne spotkania i ostatecznie cały sezon zakończyła na przedostatnim miejscu, co w myśl regulaminu rozgrywek oznaczało spadek do I ligi.

Siarka zostaje w PLK! To co dla wielu w maju wydawało się niemożliwe szybko stało się faktem. Mimo, że wynik sportowy powinien pozbawić Siarkę gry w PLK, to władze ligi okazały się łaskawe. Podobnie postąpiły władze miasta, które zdecydowały, że samorząd będzie w dużym stopniu utrzymywał drużynę.


W sezonie 2016/2017 Zbigniew Pyszniak postawił na doświadczenie w osobach blisko 40-letniego Tomasza Wołdyły, 34-letniego Marcina Malczyka i 30-letniego Krzysztofa Jakubóbczyka. Wiodącą postacią zespołu miał być Brandom Brown.


Równa gra przez trzy kwarty nie wystarczyła przez pierwsze siedem kolejek do odniesienia zwycięstwa w nowym sezonie. Nieoczekiwane zwycięstwo (jedyne jak na razie w obecnych rozgrywkach) zostało odniesione w Szczecinie. Ostatnim spotkaniem, jakie koszykarze Siarki rozegrali w 2016 roku był mecz z Kutnie. Siarka, mimo że nie była faworytem zwyciężyła. Być może to dobry zwiastun na 2017 rok?

Hubert Mikusiński

17:12, dante1002
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 grudnia 2016

Rok 2016 dla drużyny Siarki Tarnobrzeg był wręcz fantastyczny. Poprzedni sezon, zakończony rewelacyjnym szóstym miejscem, znakomita jesień z ośmioma wspaniałymi zwycięstwami i piątym miejscem w II lidze, do tego prowadzenie w klasyfikacji Pro Junior System, a także zwycięstwa w Memoriale im Janusza Gałka oraz turnieju Wiślacka Gwiazdka – to pełny obraz mijającego roku w wykonaniu zespołu Włodzimierza Gąsiora. Dziś warto przypomnieć najważniejsze momenty.

Piłkarze Siarki Tarnobrzeg po raz pierwszy w 2016 zaprezentowali się kibicom na początku stycznia podczas pierwszej edycji Memoriału im. Janusza Gałka. W finale podopieczni Włodzimierza Gąsiora pokonali Koronę Kielce 8-3. Tydzień później tarnobrzeski zespół nie miał sobie równych w kolejnej edycji halowego turnieju o Puchar Prezydenta Tarnobrzega.

Kilka dni później okazało się, że Siarka do rundy wiosennej przystąpi poważnie osłabiona. W przerwie zimowej (głównie z powodu kuriozalnej klauzuli odstępnego) klub opuścili Kamil Kościelny i Maciej Domański, którzy jesienią byli wiodącymi postaciami w tarnobrzeskim zespole. W ich miejsce do zespołu trafili Jan Grzesik, Radosław Sylwestrzak oraz znany już tarnobrzeskiej publiczności Jakub Wróbel. Cała trójka w znaczący sposób wzmocniła drużynę. 

Z upływem kolejnych zimowych dni temperatura w Tarnobrzegu rosła. Wszystko za sprawą inauguracji rundy wiosennej, jakiej przy AN 2 jeszcze nie było. Wymarzone zwycięstwo nad Stalą Stalowa Wola w Wielkich Derbach Podkarpacia zapewnił Konrad Stępień, który nie pomylił się z rzutu karnego. Wygrana mogła być bardziej okazała, gdyby w ostatniej akcji meczu, kolejną jedenastkę na gola zamienił Szymon Martuś.

Po derbowym triumfie Siarkę dopadł jedyny w tym roku poważny kryzys. Zespół Włodzimierza Gąsiora przegrał trzy kolejne spotkania z rzędu (Raków, Błękitni i Gryf). Upragnione przełamanie, którego nic nie zapowiadało nadeszło w drugiej połowie meczu z Leginovią.

 

W kwietniu minął dokładnie rok odkąd Włodzimierz Gąsior został ponownie trenerem Siarki Tarnobrzeg. – Postawię na zawodników chcących, bo takich cenię. Jeśli na nich oprzemy przyszłą drużynę i przyjdą zawodnicy z dużym charakterem, to będzie można stworzyć dobry zespół – mówił przychodząc do Siarki nowy szkoleniowiec tarnobrzeskiego zespołu. Gąsiorowi ta sztuka się udała. W przeciągu kilku miesięcy stworzył niezwykle charakterny zespół, jakiego w Tarnobrzegu już dawno nie było.

Nękana ogromnymi kłopotami kadrowymi Siarka, po zwycięstwie u siebie z Rybnikiem 1-0 rosła w siłę. Niepowodzenie w Mielcu powetowała sobie kilka dni później w meczu z Wisłą Puławy. Swojego premierowego gola w pierwszym zespole zdobył wychowanek Jakub Głaz.

Wiosną Siarka miała dwa oblicza – to piękniejsze na własnym boisku i to nieco gorsze na obcych terenach. Pierwsza, wyjazdowa wygrana w 2016 roku miała miejsce na dwa tygodnie przez zakończeniem sezonu w Zambrowie, gdzie Siarka w bezdyskusyjny sposób ograła Olimpię 3-0.

Na dwie kolejki przed końcem sezonu pojawiła się spora szansa na grę o I ligę. Siarka aby liczyć się w niej musiała ograć na własnym boisku niepokonany wiosną w delegacjach GKS Tychy. Po atakach wyprowadzanych w pierwszej połowie przez gości i opatrzności, jaka tego dnia czuwała nad Kamilem Beszczyńskim, tarnobrzeski zespół zadał rywalom dwa celne ciosy. W rolach punktujących wystąpili Daniel Koczon i Marcin Stefanik.

Smaku sukcesu Siarki nie popsuła ani porażka w ostatnim ligowym spotkaniu w Bytomiu ani brak awansu. Tarnobrzeska drużyna, która była skazywana przed rozpoczęciem rozgrywek na walkę o utrzymanie w przekroju całego sezonu okazała się największym zaskoczeniem. Niedoceniany, grający bez presji zespół regularnie punktował i w całych rozgrywkach odniósł 16 zwycięstw.

 

Po krótkiej, letniej przerwie przyszedł czas na nowy ligowy sezon. Zakończone kilka tygodni wcześniej rozgrywki oraz przedsezonowe wyniki osiągane w sparingach mogły napawać kibiców optymizmem. Prawdziwa weryfikacja miała nastąpić na inaugurację w meczu z Radomiakiem, uważanym przed sezonem za faworyta rozgrywek. Siarka, która była zespołem lepszym bezbramkowo zremisowała.

Na pierwszą wygraną w nowym sezonie piłkarze Siarki kazali czekać zaledwie dwa tygodnie. Komplet punktów w meczu z Rozwojem Katowice zapewnił witający się w pięknym stylu z tarnobrzeską publicznością Hubert Tomalski. Po kilku tygodniach okazało się, że pozyskanie 23-letniego pomocnika było przysłowiowym strzałem w dziesiątkę.

Z pierwszych trzech wyjazdowych spotkań w sierpniu Siarka przywiozła do Tarnobrzega tylko jeden punkt wywalczony w Kołobrzegu. W meczach z Puszczą Niepołomice i Błękitnymi Starogard podopieczni Włodzimierza Gąsiora musieli uznać wyższość rywali. Później było już tylko lepiej. Siarka nie przegrała sześciu kolejnych potyczek w delegacjach, notując przy tym jedną z lepszych serii w ostatnich latach.

Bardzo dobre spotkania w wykonaniu tarnobrzeskiego zespołu z czołowymi zespołami ligi (Raków Częstochowa i Odra Opole) w Tarnobrzegu nie przyniosły rozstrzygnięcia. Najbliżej kompletu punktów Siarka była w meczu z rewelacyjnym beniaminkiem.

Swoje najlepsze spotkanie na własnym boisku Siarka rozegrała z Olimpią Elbląg. Do okazałego zwycięstwa 4-1 tarnobrzeski zespół poprowadził Daniel Koczon, autor dwóch bramek i dwóch asyst w tym meczu. Ogółem w październiku zespół Siarki wywalczył 10 na 15 możliwych punktów. Podopieczni Włodzimierza Gąsiora w każdym meczu strzelali przynajmniej jednego gola, ale też jednego zawsze tracili. W tym czasie również swój prawdziwy renesans formy przeżywał najstarszy w zespole Koczon, który jesienią został najskuteczniejszym (7 goli) zawodnikiem drużyny. 


Każda passa ma to do siebie, że kiedyś się kończy. Jedyna porażka, jaką Siarka poniosła jesienią na własnym boisku miała miejsce w starciu z GKS-em Bełchatów. Niepokonana od kilku miesięcy  przy AN 2 drużyna rozegrała jedno ze słabszych spotkań w tej rundzie.

13 dzień listopada - data, która w kalendarzu kibica Siarki podkreślona była na czerwono. Najbardziej wyczekiwany mecz rundy jesiennej. Przed Wielkimi Derbami Podkarpacia większość obserwatorów w roli faworyta stawiało Siarkę. Były ku temu realne przesłanki – wyższe miejsce w tabeli, świetna gra na własnym boisku i korzystny bilans spotkań derbowych w ostatnich latach. Stal Stalowa Wola przyzwyczaiła jednak, że stać ją na sprawienie niespodzianek, a atmosfera derbów takim sprzyja. Derby w Tarnobrzegu zakończyły się podziałem punktów, z którego bardziej cieszyć mogą się podopieczni Rafała Wójcika. Wynik 2:2 był sprawiedliwy, a sam poziom spotkania biorąc pod uwagę kiepski stan murawy i zimową aurę nie rozczarował.

Trwająca od 27 sierpnia wyjazdowa seria sześciu spotkań bez porażki brutalnie przerwana została w Radomiu. Rozgrywająca bardzo dobre spotkanie Siarka musiała uznać wyższość Radomiaka. O losach meczu przesądził początek drugiej połowy oraz kontrowersyjne decyzje arbitra.

Rok 2016 Siarka Tarnobrzeg w II lidze przystemplowała w spektakularny sposób, odwracając w nieprawdopodobny sposób losy meczu z Puszczą Niepołomice. Dwa gole w 90 minucie zdobyte przez Krzysztofa Ropskiego sprawiły, że podopieczni Włodzimierza Gąsiora jesień zakończyli na rewelacyjnym piątym miejscu w ligowej tabeli.

Oprócz walki o ligowe punkty Siarka toczy w tym sezonie również rywalizację w klasyfikacji Pro Junior System. Nagrodą główną jest 750 tysięcy złotych. Na II ligowych boiskach nikt nie punktuje tak dobrze jak właśnie tarnobrzeski zespół, którego średnia wieku w ostatnim ligowym meczu wyniosła 21,4.

Rok 2016 Siarka Tarnobrzeg oficjalnie zakończyła w Sandomierzu. Nie obyło się bez kolejnego triumfu. W I edycji turnieju Wiślacka Gwiazdka zespół z Tarnobrzega po rzutach karnych okazał się lepszy od gospodarzy.

Oby nadchodzący 2017 rok był równie udany! Byle do wiosny! 

Hubert Mikusiński

02:34, dante1002
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 grudnia 2016

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Tak źle jeszcze nigdy nie było. Koszykarze Siarki Tarnobrzeg notują fatalny sezon w rozgrywkach Polskiej Ligi Koszykówki. Podopieczni Zbigniewa Pyszniaka do tej pory wygrali zaledwie 1 z 10 rozegranych spotkań i znajdują się na ostatniej pozycji w ligowej tabeli. Poprawić niekorzystną sytuację przed Świętami Bożego Narodzenia nie będzie łatwo,  bo w sobotę (godz. 18) do Tarnobrzega zawita przeklęty rywal, z którym Siarka jeszcze nigdy nie wygrała.

Wystarczyło kilka miesięcy aby przedsezonowe przypuszczenia odnośnie ligowej pozycji Siarki Tarnobrzeg znalazły swoje potwierdzenie. Kolejne porażki poniesione w meczach z Dąbrową Górniczą, Anwilem i MOSiR-em Krosno zaprowadziły tarnobrzeski zespół całkowicie na sam dół tabeli. Na niewiele zdała się zawziętość, walka i ambicja kilku zawodników, których obecnie ma do dyspozycji Zbigniew Pyszniak. – Mamy kontuzje i ograniczoną rotację. Musimy sobie jakoś z tym poradzić – analizował niekorzystną sytuację trener Pyszniak.

Oprócz kontuzjowanych Piotra Pandury i Jakuba Patoki w ostatnim meczu z MOSiR-em Krosno wystąpić nie mógł Alex Welsh. Brak skrzydłowego Siarki był kolejnym w ostatnim czasie utrudnieniem dla tarnobrzeskiej drużyny. Poprzednie problemy dotykające zespół Pyszniaka wynikały przede wszystkim z dość niefortunnego planu gier. – Gdy zobaczyłem terminarz byłem bardzo zszokowany. Cztery mecze, co trzy dni, w tym dalekie wyjazdy na północ. Wszystko to się skumulowało – dodał szkoleniowiec Siarki.

Kolejną złą informacją dla koszykarzy Siarki jest ich najbliższy rywal. Koszykarze tarnobrzeskiego zespołu jeszcze nigdy w historii swoich występów w najwyższej klasie rozgrywkowej nie wygrali z Czarnymi Słupsk. Od listopada 2010 roku rozegrali 12 spotkań i żadnego z nich nie byli w stanie rozstrzygnąć na własną korzyść. Najbliżej tej sztuki podopieczni Zbigniewa Pyszniaka byli na początku przygody z PLK (porażka po dogrywce 73-81) oraz dwa lata temu, gdy w Słupsku w ostatnich sekundach wypuścili niepowtarzalną okazję. Katem Siarki okazał się wówczas Jerel Blassingame, który rzutem z ośmiu metrów zapewnił swojej drużynie wygraną.

W sobotę filigranowego rozgrywającego Czarnych po raz kolejny nie zabraknie w Tarnobrzegu. Goście, którzy jak na razie zajmują 10 pozycję w Polskiej Lidze Koszykówki na Podkarpacie przyjadą opromienieni ostatnim, najwyższym w tym sezonie zwycięstwem (89-58) z Treflem Sopot. Siarka, która powoli kończy swój najgorszy rok, jeśli chodzi o występy w najwyższej klasie rozgrywkowej, mimo ogromnych przeciwności będzie próbowała oszukać ligowe przeznaczenie i historię. 

Hubert Mikusiński

12:39, dante1002
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 06 grudnia 2016

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Już po raz ósmy kibice Siarki Tarnobrzeg i ich przyjaciele rozpoczynają akcję Siarkowcy Dzieciakom. Celem jest tradycyjnie pomoc potrzebującym i integracja ludzi z wielu środowisk wokół sportu. W tym roku Stowarzyszenie Złota Siarka przygotowało wiele atrakcji i niespodzianek.

Kilka lat temu, miłośnicy piłki nożnej z Tarnobrzega, będący oczywiście kibicami Siarki postanowili zorganizować akcję Siarkowcy Dzieciakom. Poprzednich siedem edycji trzeba uznać za udane, a rosnąca popularność wydarzenia i coraz większa hojność darczyńców sprawia, że Stowarzyszenie Złota Siarka ma wiele nowych pomysłów. Część z nich zostanie zrealizowana już w tym roku, a na mieszkańców Tarnobrzega czekają niespodzianki.

Całą akcję zainauguruje piątkowy koncert hiphopowy w klubie Maxim. W planach jest również turniej w FIFE i bilarda. - W tym roku chcemy żeby ta edycja troszeczkę różniła się od poprzednich. Troszkę wpadliśmy w rutynę i chcemy aby ta edycja była naszpikowana różnymi, mniejszymi wydarzeniami, które mogłyby skupić różne środowiska skupione przy Siarce - deklaruje Wojciech Doktor, prezes Stowarzyszenia Złota Siarka. Po serii mniejszych wydarzeń przyjdzie czas na wielki finał, który odbędzie się w styczniu. Również i tu planowane są zmiany. Praktykowana w ostatnich latach formuła turnieju piłkarskiego ma zostać nieco zmodyfikowana.

Cel pozostaje jednak bez zmian - kibice niosą pomoc tym, którzy w życiu mieli nieco mniej szczęścia. - Zbieramy tradycyjnie dla tych trzech placówek, którym pomagamy już od kilku lat, czyli dom dziecka i dwie placówki WTZ w Tarnobrzegu. Cel w tym roku jest trochę większy, a my do niego się dołożymy ponieważ zbieramy pieniądze na budowę klatki schodowej, która jest wymagana aby budynek mógł spełniać funkcję, jaką w tej chwili spełnia - dodaje Doktor.

Lata pracy i budowanie rangi wydarzenia sprawia, że kibice nie tylko pomagają, ale pokazują, że pokazywany często w mediach stereotyp kibica-chuligana można włożyć między bajki. To właśnie środowisko kibiców w całej Polsce organizuje wiele akcji charytatywnych. Podobnie jest w Tarnobrzegu, gdzie z każdym kolejnym rokiem coraz więcej osób bierze udział w akcji Siarkowcy Dzieciakom. - Myślę, że ta praca, którą wykonaliśmy przez siedem edycji zaprocentowała i jesteśmy teraz odbierani inaczej. Wszystkich oczywiście już dziś zapraszam do wspierania ósmej edycji - kończy prezes Stowarzyszenia Złota Siarka.

Bartosz Półrolniczak

01:00, dante1002
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 grudnia 2016

Zdjęcie - Grzegorz Lipiec

Stało się najgorsze! Po odebraniu kompletu punktów za ostatnie ligowe spotkanie z Rzeczycą Długą, druga drużyna Siarki Tarnobrzeg została ukarana kolejnymi, siedmioma walkowerami! Wszystko wskutek koszmarnego niedopatrzenia w regulaminie dotyczącego uczestnictwa zawodników do 19 roku życia. Przepis, o którym zielonego pojęcia nie mieli zarówno trener, jak i kierownik drugiego zespołu w rażący sposób naruszyli Mateusz Czyżycki i Jakub Głaz.

Teraz albo nigdy - to hasło, które od początku rozgrywek przyświecało drugiej drużynie Siarki. Poprzednie sezony - już dwa razy - podopieczni Macieja Wojnara kończyli tuż za najlepszymi. W tym roku miało być inaczej i wszystko wskazuje, że tak właśnie będzie. Niestety jednak nie tak, jak kibice tarnobrzeskiego klubu się tego by oczekiwali. Wszystko w skutek trzeciego punktu z jedenastego rozdziału regulaminu rozgrywek mówiącego o tym, że zawodnik do 19 lat może w tym samym terminie uczestniczyć w obu zawodach swojego klubu w łącznym wymiarze odpowiadającemu jednym zawodom w klasie rozgrywkowej, do której został zgłoszony. Czasowe limity na boisku znacząco przekroczyło dwóch zawodników Siarki.

Prezes klubu Dariusz Dziedzic, do którego w środku poprzedniego tygodnia zaczęły napływać niepokojące sygnały od razu rozpoczął odpowiednie zabiegi, mające na celu uniknięcie tak drastycznej kary. - Zarząd Siarki Tarnobrzeg nie zgadza się z tą decyzją. Po otrzymaniu interpretacji z PZPN w ustawowym terminie odwoła się od decyzji Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej - deklaruje Dziedzic. Prezes tarnobrzeskiego zespołu nie ukrywa swojego rozgoryczenia w kierunku osób odpowiedzialnych za drugą drużynę. - Klub stara się i walczy o coraz lepszy wizerunek. Reaktywował rezerwy z kilku powodów, głównie sportowych i pomimo trudnej sytuacji finansowej inwestuje w utrzymanie tej drużyny dla dobra i rozwoju zawodników. A tu taka lekkomyślność - dodaje.

Niewiarygodne niedopatrzenie dziś jest kontynuacją pasma niepowodzeń, jakie przez ostatnie lata doświadczył drugi zespół Siarki Tarnobrzeg. Poprzednie błędy wynikały jednak z natury czysto sportowej i przypadały głównie na końcówki sezonów, kiedy niewielkie straty punktowe trzeba było odrabiać w ostatnich kolejkach. Wówczas głównym problemem rezerw był brak zawodników z pierwszego zespołu, którzy w tym samym czasie rozgrywali swoje spotkania na II ligowym poziomie. W tym sezonie, poniesione straty punktowe od początku do końca rundy jesiennej bardziej były wynikiem fatalnej organizacji niż ze słabości piłkarskiej. W Lipie na inaugurację zabrakło dowodów tożsamości. W meczu z Rzeczycą Długą na koniec rundy o końcowym wyniku zdecydował brak znajomości regulaminu rozgrywek, który w tym sezonie nieco reguluje przywileje zespołów wystawiających swoje rezerwy.

Niedopuszczalny błąd osób odpowiedzialnych za drugi zespół ma również dwa wymiary - sportowy oraz organizacyjny. Pierwszy dotyczy przede wszystkim straty 18 punktów, w skutek których Siarka w ligowej tabeli spadła na 13 miejsce i powoli może się już żegnać z marzeniami o awansie do wyższej klasy rozgrywkowej. Z drugiej strony decyzja kolegium Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej mocno bije w imię klubu, który na tym poziomie rozgrywkowym przede wszystkim powinien świecić przykładem i prawdziwym profesjonalizmem.

Hubert Mikusiński

01:26, dante1002
Link Dodaj komentarz »